Kierowca spokojnie i rozważnie wpakował się pod koła innego samochodu

Czy da się włączyć do ruchu w sposób ostrożny i uważny, jednocześnie doprowadzając do podręcznikowego wymuszenia pierwszeństwa oraz kolizji? Zobaczcie poniższe nagranie.

Kierowca chciał wjechać na wielopasmową ulicę z jakiejś bocznej uliczki lub po prostu parkingu. Długo stał niezdecydowany, chociaż ruch nie był gęsty. Po chwili ruszył i jasny okazał się powód jego ostrożności.

Spowodowała kolizję, bo chciała wjechać pod prąd

Kierujący przejechał w poprzek kilku pasów, żeby ustawić się na tym do skrętu w lewo. Karkołomne zadanie na takiej ulicy, ale szło mu nieźle, ponieważ ruch nie był duży, a inny kierowca odgadł jego zamiary i zrobił mu miejsce.

Pijany na skuterze spowodował kolizję, porzucił pasażera i uciekł

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że pasem do skrętu w lewo poruszał się inny pojazd, którego kierowca nie zauważył i sam mógł być niezauważony. Do kolizji doszło przy niedużej prędkości, ale oba pojazdy z pewnością mają porysowane całe boki.

Najnowsze

Cwaniak w Audi znalazł sposób, żeby być pierwszym na światłach

Korci was czasem, żeby „nagiąć” trochę przepisy, aby wyrwać się z korka? Tego kierowcę nie tylko korci, a nawet nie stał w korku!

Korek to korek i choć niejednego kierowcę kusi, żeby wyrwać się z niego jadąc buspasem albo poboczem, to każdy rozumie, że tak nie można i trzeba odstać swoje. Ale są też kierowcy, u których poszanowania prawa jest bardzo umowne.

Przejechał na czerwonym prosto w autokar

Mówimy na przykład o kierowcy Audi z poniższego nagrania. Nawet nie stał w korku, tylko miał przed sobą kilka pojazdów i bez problemu przejechałby przez skrzyżowanie na kolejnej zmianie świateł. Mimo to zdecydował się zjechać na buspas, a z niego szybko wskoczyć na poprzedni pas, kiedy tylko zapaliło się zielone. Gratulujemy „sprytu”, z pewnością dotarł dzięki temu do domu o 10 sekund szybciej, co znacząco odmieniło jego życie.

Najnowsze

Na szeryfa wylała się fala hejtu, więc nagrał film o tym, że nie jest szeryfem. Sprawdzamy!

Szeryf drogowy kojarzy się zwykle z kierowcą, który swoją nieznajomość przepisów łączy z wrodzoną złośliwością wobec innych. Okazuje się, że nie jest to reguła. Można poszerzać swoją wiedzę z Prawa o ruchu drogowym i starać się być dobrym kierowcą, a i tak zostać szeryfem. I nie rozumieć dlaczego inni tak cię nazywają.

Poniższy film to nie jest zwykła odpowiedź na krytykę, jaka pojawiła się po opublikowaniu przez jego autora nagrania z kamery samochodowej. To dogłębna analiza każdego szczegółu tej sytuacji, odnoszenie się do przepisów, tak zwanych „niepisanych zasad”, a także krótki rys historyczny na temat tego jak długo autor ma prawo jazdy oraz w jaki sposób szlifował swoją wiedzę z zakresu prawa o ruchu drogowym. Całość trwa 55 minut!

Szeryf na uprzejmość odpowiada wymuszeniem

Całe szczęście że autor podzielił film na „rozdziały” i przygotował spis treści z odnośnikami do konkretnych fragmentów nagrania. Jeśli nie znacie sytuacji, możecie przeskoczyć do 6:12, gdzie zobaczyć można wideo, które wywołało tyle negatywnych komentarzy, będących powodem nagrania tego filmu. Widzimy na nim jak autor trzyma się kurczowo lewego pasa, pomimo samochodu jadącego tuż za nim. Wyprzedza on kolejne pojazdy na prawym pasie i nawet jeśli pojawia się na tyle duża przerwa, żeby zjechać na moment na prawo, nie robi tego.

Wyprzedzanie z prawej strony lub prawym pasem a przepisy ruchu drogowego

Skutek takiego postępowania był łatwy do przewidzenia. Kierowca Forda się zniecierpliwił i wyprzedził auto z kamerą prawym pasem. Okazało się wtedy, że za nim jechało BMW – kolejny pojazd, który blokował autor nagrania (przed którym lewy pas był pusty aż po horyzont). Kierujący BMW stara się zmotywować nagrywającego do zjechania na prawo, poprzez dojeżdżanie mu do zderzaka i miganie światłami drogowymi. Nic to nie daje, a zza BMW po chwili wyjeżdża Mercedes, którego kierowca wyprzedza oba pojazdy prawym pasem, a po powrocie na lewy naciska pedał hamulca, żeby przestraszyć kierowcę auta z kamerą i „ukarać” go za blokowanie drogi.

https://www.youtube.com/watch?v=h3evb263bMw

Autor nagrania, pan Marek, wrzucił je do sieci w przekonaniu, że zachował się całkowicie słusznie, tylko trafił na niecierpliwców i furiatów. Odzew internautów był jednoznaczny, a pod jego adresem poleciały inwektywy, z których najlżejszymi były „szeryf”, „król szos” oraz „najgorszy sort kierowców”. Wyraźnie dotknęło to autora, który poniższym filmem chciał pewne sprawy wyjaśnić i naprostować. Dodamy jeszcze tylko, że nas tym nagraniem przekonał, że rzeczywiście jest osobą spokojną, kulturalną oraz inteligentną. Osobą której dalekie są wszelkie złośliwości, szczególnie na drodze. To kierowca z bardzo dużym doświadczeniem (prawo jazdy zrobił w 1986 roku), który świadom jest, że może nie znać wszystkich przepisów i stara się w miarę możliwości edukować. Jak więc ktoś taki został szeryfem drogowym?

230 km/h i wyprzedzanie pasem awaryjnym. Zgadnijcie markę auta

W bardzo prosty sposób. W taki sam w jaki został pan Marek Dworak, kiedy sam „szeryfował” w swoim programie telewizyjnym, o czym zresztą pisaliśmy jakiś czas temu. Tak przy okazji, to autor omawianego teraz nagrania przyznaje, że wiele nauczył się z programu pana Dworaka. Przypadek? Nie sądzimy, ponieważ obaj panowie przejawili podobne zachowanie. Obaj uważali, że skoro jadą z maksymalną dopuszczalną prędkością, to nie muszą zjeżdżać na prawo i dziwili się, że inni kierowcy tego od nich oczekują. Obaj nie zjeżdżali na prawy pas, kiedy mieli do tego możliwość, prowokując innych do wyprzedzania ich z prawej strony.

Ekspert nie ma pojęcia o ruchu drogowym? Sprawdzamy kontrowersyjny film

Pan Marek w swoim filmie próbuje argumentować, że skoro zaraz będzie wyprzedzał kolejne auta, to nie musi zjeżdżać na prawo. Uważa też, że w niektórych miejscach nie było na tyle przestrzeni, żeby bezpiecznie zjechać i wrócić na swój pas. Mówi spokojnie, rzeczowo i niemal klatka po klatce, analizuje sytuację. I nadal nie ma racji.

Bez wchodzenia w równie długą i niepotrzebnie rozwleczoną analizę – sytuacja na drodze jest dynamiczna. Każdy kierowca musi sam ją ocenić i odpowiednio się zachować. Nie każdy ma jednak identyczną miarę i miara każdego nie jest obiektywna. Komentatorzy słusznie wytykają panu Markowi, że jak może twierdzić, że miał za mało miejsca, aby zjechać, skoro inny kierowca zdążył zjechać na prawo, wyprzedzić go i wrócić bezpiecznie na lewy pas. Taki manewr wymaga więcej miejsca niż zjechanie na moment na prawy pas, a jakoś dało się go wykonać bezpiecznie.

Rowerzysta jedzie lewym pasem. I nie chce go opuścić!

Pan Marek, chociaż bardzo się przed tym broni, jest szeryfem drogowym i udowadnia to w kilku miejscach. Po pierwsze nie zjeżdża naprawy pas, mimo tego, że za nim znajdują się trzy szybciej jadące pojazdy. W swoim oryginalnym nagraniu podkreślał, że jechał z maksymalną dopuszczalną prędkością 120 km/h, co jest kolejną typową zagrywką szeryfów. Skoro chcesz jechać szybciej, to znaczy że chcesz łamać prawo, więc dlaczego mam ci zjeżdżać. Blokowanie innych dlatego, że podejrzewamy ich o chęć popełnienia wykroczenia, jest bawieniem się w policjanta, do czego nie mamy prawa. Dlatego o kimś takim mówi się prześmiewczo „szeryf”. Na oryginalnym nagraniu słychać też jak pan Marek mówi, że nie zjedzie, bo wyprzedza. A potem dodaje coś co brzmi jak „pierniczę ich”. Kolejne zachowanie typowe dla szeryfa – dobrze wie, że w jakiś sposób blokuje innego kierowcę, ale ma go w nosie, bo nie będzie nikomu w niczym ustępował.

Szeryf z pomocnikiem próbują blokować drogę

Jazda w ruchu drogowym to nie rywalizacja o to, kto ma „rację” albo kto jest „lepszy”. Po to są przepisy, żebyśmy wszyscy bezpiecznie dojechali do celu. Czasami jednak przepisy to za mało i potrzebna jest pewna elastyczność, zrozumienie drugiego człowieka i odrobina uprzejmości. Mówimy o zatrzymaniu się, żeby wpuścić przed sobie kierowcę, który ma problem z wyjechaniem z drogi podporządkowanej. Mówimy o przepuszczeniu pieszego, który przez gęsty ruch mógłby jeszcze długo nie doczekać się szansy na bezpieczne przejście przez ulicę. To takie same przykłady, jak zjeżdżanie z drogi szybciej jadącemu kierowcy na autostradzie, w najbliższym możliwym momencie, nawet jeśli będzie to oznaczało, że na moment zdejmiemy nogę z gazu, będąc na prawym pasie. Dlaczego mamy tak zrobić? Bo jesteśmy uprzejmi i staramy się drobnymi gestami ułatwiać innym jazdę. Dlatego zatrzymujemy się na drodze, widząc, że ktoś próbuje wyjechać z parkingu. Dlatego nie trąbimy na kogoś, kto zawraca na ulicy i zmusza nas do zatrzymania się na kilka sekund.

„Szeryf” może na drodze więcej? Ten zaliczył piękną kumulację

W momencie kiedy nie tylko nie jesteśmy gotowi do podobnych drobnych uprzejmości, ale wręcz celowo utrudniamy innym jazdę, stajemy się szeryfem drogowym. Takim jak pan Marek, który pomimo swojego doświadczenia, pokory wobec własnej wiedzy i sprawiania wrażenia sympatycznego człowieka, nie rozumie dlaczego wszyscy go krytykują. Nie rozumie, ponieważ błędnie interpretuje niektóre przepisy i chociaż doskonale widzi innych kierowców i wie, czego od niego oczekują, ignoruje ich, bo nikt mu nie będzie dyktował jak on ma jechać. Jakże typowe dla szeryfów.

PS. W momencie pisania tego tekstu, pod filmem znajdowało się 56 „łapek” w górę i aż 1,3 tys. w dół. Pełne krytyki są też komentarze (ponad 650). Ciekawe czy pan Marek zrozumie co to znaczy, kiedy wszyscy ci mówią, że nie masz racji.

Najnowsze

Goodc

Zespoły Formuły 1 obawiają się powrotu kibiców na trybuny

Wczoraj Formuła 1 poinformowała, że część wyścigów w sezonie 2020 odbędzie się z udziałem kibiców. Nie wszystkim się to podoba. Kilka zespołów obawia się powrotu publiczności na trybuny.

Wraz z podaniem informacji o ostatecznym kształcie kalendarza Formuły 1 na sezon 2020, ogłoszono również, że część wyścigów w sezonie 2020 odbędzie się z udziałem kibiców:

Potwierdzamy, że pewna liczba wyścigów w zmienionym sezonie 2020 będzie otwarta dla ograniczonej liczby fanów i współpracujemy z każdym promotorem, aby dopracować szczegóły. Chociaż chcemy zobaczyć jak najwięcej powracających kibiców, naszym priorytetem pozostaje bezpieczeństwo Formuły 1 i społeczności, które odwiedzamy.

Ze względu na ciągłą płynność pandemii COVID-19 nadal utrzymujemy ścisły dialog ze wszystkimi organizatorami i władzami lokalnymi, aby zapewnić, że działamy w możliwie najbezpieczniejszy sposób i monitorujemy sytuację w każdym kraju, w tym ograniczenia w podróżowaniu i lokalne procedury zdrowotne.

Przeczytaj też: Znamy ostateczny kalendarz wyścigów Formuły 1 na sezon 2020! Kibice wrócą na trybuny!

Obecnie bilety na wyścigowe wydarzenia sprzedaje promotor Grand Prix Rosji (25-227 września), który spodziewa się około 30 tysięcy kibiców. Organizatorzy Grand Prix Portugalii (23-25 października) przewidują, że na trybunach może pojawić się nawet 50 tysięcy widzów.

Jak informuje dziennik „Bil dam Sonntag” nie wszystkim ta sytuacja się podoba. Kilka zespołów miało wyrazić obawy w związku z powrotem kibiców na trybuny.

Zespoły uspokaja szef Autódromo Internacional do Algarve, Paulo Pinheiro, który w rozmowie ze „Speedweek” wyznał, że obecność publiczności nie oznacza powrotu do normalności, którą wszyscy znają sprzed pandemii. Kibiców będą obowiązywać specjalne restrykcje, między innymi konkretnie określone miejsca na wynajem samochodu, dokładnie wytyczone trasy dojazdowe, kontrola poruszania się po torze oraz noszenie masek”

Chodzi o to, aby nie przeciążyć naszego systemu. Przy 50 tysiącach intensywność jest sporo niższa. Poza tym obecność kibiców wcale nie oznacza, że wszystko będzie dozwolone. Kiedy ktoś kupi bilet, łącznie z nim otrzyma szereg wytycznych i zasad, na które musi wyrazić zgodę.

Maskę będzie można zdjąć tylko do jedzenia i picia, a wizyta w toalecie musi się odbyć w porozumieniu z porządkowymi. Z pewnością będzie to duże wydarzenie, a każdy musi przestrzegać zasad. Jesteśmy w pewnym sensie „królikiem doświadczalnym”, więc kibice muszą zachowywać się poprawnie.

Przeczytaj też: Hamilton? Schumacher czy Senna? Komputer ustalił, kto jest najszybszym kierowcą Formuły 1!

Najnowsze

Goodc

Motocykliści Wójcik Racing Team powalczą o podia w 24-godzinnym wyścigu Le Mans

W trzeciej rundzie motocyklowych mistrzostw świata FIM Endurance World Championship aż dwie załogi Wójcik Racing Teamu, wspierane przez PKN ORLEN, wystartują w najbliższy weekend w 24-godzinnym wyścigu w Le Mans.

Wójcik Racing Team w Le Mans wystawi dwa motocykle Yamaha R1 na oponach marki Dunlop, jednocześnie debiutując w MŚ FIM EWC w barwach PKN ORLEN. Wyścig 24 Heures Motos rozpocznie się w sobotę w samo południe. Do walki stanie 39 zespołów z całego świata.

Szef zespołu, Grzegorz Wójcik, powiedział, że to najważniejszy weekend wyścigowy tego roku:

Przed nami absolutnie najważniejszy weekend tego roku.  Wyścig w Le Mans to jedne z najsłynniejszych i najtrudniejszych motocyklowych zmagań na świecie, dlatego jesteśmy niezwykle dumni, że znów możemy ustawić się na starcie i to ponownie z dwoma załogami. Jakby tego było mało, zaledwie trzy lata po debiucie w FIM EWC jesteśmy jednym z czołowych graczy, walcząc o podia i tytuły zarówno w klasie Superstock, jak i w klasyfikacji generalnej. To dla nas ogromna motywacja i nagroda za lata bardzo ciężkiej pracy. Przed nami ogromne wyzwanie, bo w Le Mans nie wystarczy perfekcyjne przygotowanie motocykli i świetne tempo zawodników. W tak długich i trudnych zmaganiach potrzebne jest także sporo szczęścia. Tegoroczna edycja 24 Heures Motos będzie wyjątkowa z jeszcze jednego powodu. Niestety odbędzie się bez udziału publiczności, ale bez wątpienia na każdym okrążeniu czuć będziemy wsparcie polskich fanów, śledzących naszą walkę w internecie i przed telewizorami. Jesteśmy za ten doping ogromnie wdzięczni.

Motocykliści Wójcik Racing Team powalczą o podia w 24-godzinnym wyścigu Le Mans

Ekipa z numerem 777 rywalizuje w mistrzostwach świata jako oficjalna reprezentacja Polski, wystawiając doświadczonych i utytułowanych zawodników: Marka Szkopka, Adriana Paska i Artura Wielebskiego. Po dwóch rundach sezonu 2019/2020 zespół, który rok temu stanął na podium ośmiogodzinnych zmagań na niemieckim torze Oschersleben, zajmuje wysokie, czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej klasy Superstock.

Jeszcze lepszy początek sezonu ma za sobą ekipa z numerem 77, która we wrześniu wywalczyła w 24-godzinnym wyścigu Bol d’Or historyczne, pierwsze podium w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata, dzięki czemu w tabeli zajmuje trzecie miejsce. W Le Mans o kolejne podium powalczy międzynarodowy skład: Brytyjczyk Gino Rea, Francuz Axel Maurin i Australijczyk Broc Parkes, a rolę rezerwowego pełnić będzie zaledwie 19-letni Marceli Bezulski, aktualny mistrz Polski klasy Superstock 600.

Przeczytaj też: Polski zespół wystartuje w 24-godzinnym wyścigu na torze Le Mans! Cel: pierwsza dziesiątka

Najnowsze