Katarzyna Michalak-Czechowska

Każdy siniak jest jak trofeum, a zakwasy przypominają o dobrej zabawie. CrazyCrossGirls - rozmowa

21 listopada 2014
Rozmawiamy z zawodniczkami tworzącymi społeczność CrazyCrossGirls. Dziewczyny opowiadają jak stworzyć taką wspólnotę i podbić Internet.

CrazyCrossGirls to grupa dziewczyn jeżdżących na motocyklach crossowych. Jedna z nich, Daria Karwacka, wpadła na pomysł, by połączyć oddzielnie jeżdżące zawodniczki w aktywną, wspierającą się grupę. Daria prowadzi też bloga CCG i fanpage na facebooku. Rozmawiamy z nią i innymi dziewczynami współtworzącymi CrazyCrossGirls.

Jak zrodził się pomysł, by komunikować światu istnienie dziewczyn zakochanych w sportach crossowych? Jak się poznałyście, jak się spotykacie, jak wpadłyście na pomysł zmieniania Internetu materiałami spod znaku CrazyCrossGirls?

Daria Karwacka: Pomysł strony powstał w 2008 roku, kiedy na okolicznych torach można było spotkać samych panów. Od początku nie chciało mi się wierzyć, że jestem ewenementem w tej dziedzinie. Przeszukiwanie Internetu, przestarzałych serwisów społecznościowych i forów doprowadziło mnie do dziewczyn, które również pasjonują się jazdą w terenie. Dość trudne są do opisania emocje, które towarzyszyły powstaniu pomysłu. Padło jedno zasadnicze pytanie: „a gdyby nas zgromadzić gdzieś w jedynym miejscu?”. Ruszyła budowa strony, pojawiały się kolejne koleżanki i szybciutko nazbierało się nas kilkanaście.

Dwuletnia działalność była bardzo dobrze postrzegana przez świat motocyklistów, zaczęły o nas pisać portale takie jak ścigacz.pl czy motoX.pl. Dziewczyny spotkały się, trenowały razem i rywalizowały. Po wielu transformacjach, długo nie aktualizowana strona została zamknięta. Z początkiem 2014 roku dostałam propozycję reaktywacji strony. Starej niestety nie dało się wskrzesić, ale w to miejsce stworzyłyśmy przyjaznego bloga i fanpage. Nie trzeba było długo czekać na ponowny sukces, zmotywowałyśmy kilka „starych” CrazyCrossGirls do powrotu na stronę, zachęciłyśmy koleżanki z torów, a nowe pomysły i odświeżona polityka przynoszą niespodziewane efekty. Nasza strona to nie tylko obrazki, filmiki i udostępnianie informacji, za tym wszystkim kryją się raiderki, zawodniczki i wszechstronnie uzdolnione dziewczyny, które kochają rywalizację i nutkę adrenaliny.

Natalia #911: Pierwszą Cross Girl jaką poznałam była Ewa Stabla, należąca do CCG przed reaktywacją, piękna i zdolna blondyneczka, która potrafi nakopać niejednemu facetowi. Zapragnęłam znaleźć się w tym świecie i niedługo po tym dowiedziałam się o CrazyCrossGirls od Darii. Opowiedziała o całej inicjatywie i bez wahania wstąpiłam do tego zacnego grona. Samo CrazyCrossGirls jest dla mnie wielkim fenomenem, myślę, że właśnie dzięki takiemu projektowi Polska dostrzeże w końcu kobiety w tym uchodzącym za „męski świat” sporcie.

Sandra Piszczek: Jak wiadomo, nas dziewczyn jest mało w tym sporcie. Liczy się wsparcie, a kto nas bardziej wesprze jak nie my same nawzajem! Musimy zakomunikować światu, że jesteśmy i radzimy sobie całkiem nieźle! Zmieniamy świat motocrossu naszym wdziękiem i uśmiechem.  Poznałyśmy się w większości przez Internet lub wspólne wypady na zawody. Jesteśmy rozsypane po całej Polsce. Na pomysł CCG wpadła Daria, i chwała jej za to. Teraz mamy możliwość kontaktu ze sobą. 
                                                                          
Co robicie w życiu poza jazdą motocyklami? Poza doskonaleniem umiejętności motocyklowych – jakie macie cele, marzenia?

Daria Karwacka: Na co dzień jestem studentką studiów magisterskich na Politechnice Opolskiej, w wolnych chwilach majsterkuję z tatą w warsztacie. Pytacie jaki jest mój główny cel? Żyć tak, żeby przeżyć życie jak najlepiej, co idealnie wiąże się z pasją, która jest dla mnie najważniejsza na świecie. Marzenia to dość odległy temat, ponieważ chciałabym wyjechać do Stanów Zjednoczonych i trenować do upadłego, a potem osiągnąć jakieś wicemistrzostwo. Jeśli to się nie uda, wystarczy mi dom, garaż i kawałek ziemi, a tor sama sobie usypię.

Natalia #911: Ja wychowuję 3 letnią Córeczkę Lily i wspomagam motocross1.pl (przeprowadzam małe wywiady, piszę relację z zawodów top amator itd.). W wolniejszych chwilach zajmuję się wyszukiwaniem materiałów do CCG. Jako, że jestem aktualnie na motocrossowej „emeryturze", to moim marzeniem jest kupić sobie w końcu upragnioną setkę i wrócić do jeżdżenia. Trochę to odległe, ale marzenia są przecież po to, by je spełniać.

 Milena Kojder: Poza jazdą na motocyklu studiuję dziennie zarządzanie - specjalizacja reklama i komunikacja Społeczna. Oprócz tego aktywnie uprawiam jazdę konną oraz wakeboard, jednak motocross to zdecydowany numer jeden!

Jeżeli chodzi o mój cel życiowy, to z pewnością jest nim praca w branży eventowej (w szczególności eventy sportowe). Jestem ogromną szczęściarą, bo udaje mi się z sukcesami realizować ten cel i mam nadzieje, że będzie tylko lepiej i lepiej.
Moim wielkim marzeniem jest ''dorobić'' się takich pieniędzy, żeby móc pomagać młodym, zdolnym zawodnikom motocrossu w realizacji ich marzeń związanych z tym sportem.

Sandra Piszczek: Poza jazdą motocyklem interesuję się samochodami - driftingiem, tuningiem. Studiuję mechatronikę, więc cały czas uderzam w świat motoryzacji. Pracuję w sklepie sportowym i zajmuję się naprawą rowerów! Rodzice nigdy nie przypuszczali, że pójdę w tym kierunku. Zajmuję się również fotografią. Cele, marzenia? Na pewno starty w zawodach coraz wyższej rangi! Chcę skończyć studia, zbudować własny driftowóz... A jak to wyjdzie? Czas pokaże. 

Aleksandra Szymuś: Na co dzień jestem uczennicą pierwszej klasy Liceum Ogólnokształcącego o profilu matematyczno- fizyczno- informatycznym. Poza tym uwielbiam pływać, biegać i rysować.



Jak udaje się Wam łączyć motocrossową pasję z życiem prywatnym?

Daria Karwacka: Motocross czy enduro są sportami wymagającymi wielu wyrzeczeń. Obecnie sezon zmierza ku końcowi, więc nie wyjeżdżamy na zawody, ale każdy taki weekend jest strasznym wyzwaniem logistyczno-organizacyjnym, które zaburza całe funkcjonowanie. Treningi są dla mnie częścią kompletnego luzu, trenuję tak często jak tylko się da, żeby nie wyjść z formy, dodatkowo uczęszczam na siłownię i staram się utrzymywać systematykę ćwiczeń w domu. Pasja nie kończy się jednak na szlifowaniu umiejętności, ponieważ jest jeszcze CrazyCrossGirls. Muszę się przyznać, drodzy profesorowie, że to na waszych wykładach powstaje 90% tekstów i obrazków.

Natalia #911: Jak jeszcze jeździłam to nie było żadnego konfliktu w relacji rodzina - motocross. Mój partner Marcin też jeździł, no i córka jest zafascynowana off-roadem. W te wakacje nawet zaczęła jeździć na quadzie.

Sandra Piszczek: Ciężko jest znaleźć czas pomiędzy pracą, nauką, życiem studenckim a treningami. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie wyrwała się chociaż na półgodzinną przejażdżkę... Nie musi to być nawet tor motocrossu. W mojej okolicy jest mnóstwo miejsca do jazdy. 

Aleksandra Szymuś: Potwierdzam - nie jest to łatwe, a nawet potrzeba wielu wyrzeczeń, aby poczuć chwilę ten dreszczyk emocji.

I jak udaje Wam się łączyć to wszystko z tworzeniem i publikowaniem tekstów o Was? To pytanie głównie do Darii tworzącej bloga i fanpage. Macie jakiś podział zadań, działacie po godzinach? Jak wygląda typowy Twój dzień?

Daria Karwacka: Ostatnimi czasy dość często powtarzam, że strona jest zabawą i tylko z takim podejściem udaje się tworzyć najlepsze rzeczy. Jak już się przyznałam, w każdej luźniejszej chwili tworzę obrazki, wyszukuję filmy, artykuły i próbuję jakoś zainteresować publiczność fanpage’a. Pomagają mi w tym niewątpliwie dziewczyny podrzucając teksty, jak w przypadku relacji z zawodów, albo wywiady, w których  brały udział. Podział obowiązków obecnie kształtuje się na nowo, ponieważ opuściła nas chwilowo moderatorka z totalnie niespotykaną fantazją. Zdarzają się sytuacje, w których nie jesteśmy w stanie na bieżąco dodawać postów, wtedy korzystamy z planowania, nie zawsze łatwo jest trafić w aktualne wydarzenia. Materiały na bloga i część, którą najbardziej lubię, czyli przedstawianie dziewczyn w naszych autorskich tekstach, tworzone są zazwyczaj po nocach przy delikatnym świetle lampki i sympatycznej muzyce.

Co najbardziej lubicie w motocrossie i sportach motocyklowych?

Daria Karwacka: Za symbol bardzo istotny w życiu przyjęłam ważkę, która w wielu kulturach oznacza między innymi wolność, szybkość i natchnienie. Dokładnie takie odczucia towarzyszą mi podczas jazdy. Każdy wyjazd jest inny, raz jest ciężej, raz łatwiej, a ja nigdy nie odpuszczam. Za każdym razem wracam totalnie zmęczona i jednocześnie tak bardzo zmotywowana do życia i pełna energii. Żadna inna forma aktywności nie wywołuje u mnie takich skrajnych emocji.

Natalia #911: Co lubię?? Tak na prawdę to wszystko. Począwszy od maszyn, a skończywszy na atmosferze na zawodach. To, że możesz wsiąść na motocykl, założyć kask i odizolować się. Tworzy się taki własny świat, w którym całą uwagę musisz skupiać na dobrej zabawie i żaden problem się nie liczy. Uwielbiam tą moc pode mną, ryk silnika i prawdziwe poczucie wolności.

Milena Kojder: Co najbardziej lubię w motocrossie? Odpowiedź banalna, ale tak rzeczywiście jest, że ten sport to moja odskocznia od świata. Gdy mam jakiś problem, wsiadam na motocykl i zapominam o wszystkim. Ten sport dał mi również wielką, cenną rzecz : RODZINĘ!

Wszyscy pasjonaci tego sportu są jedną wielką szaloną Familią, bez której nie wyobrażam sobie życia. Mimo że mieszkam daleko od niektórych zawodników, mamy ze sobą stały kontakt i ciągle wyczekujemy na nadchodzące zawody, żeby spędzić ze sobą czas.

Sandra Piszczek: Najwięcej frajdy sprawia mi sama jazda. Lubię czasem stać z boku i podpatrzeć technikę. Lubię również rywalizację z chłopakami. Nawet nie wiecie, ile może nauczyć zwykłe ściganie kumpla po torze. Nie zwraca się wtedy uwagi na wywrotki, ważne, żeby podjechać jak najbliżej niego! Sporty motocyklowe są pełne niespodzianek. Ten dreszczyk emocji jest moim paliwem do działania.

Aleksandra Szymuś: Hmm… Najbardziej lubię adrenalinę. Mężczyzn! (śmiech)… Ja zaczynałam od jazdy z chłopakami i do tej pory z nimi jeżdżę.

Jakie problemy napotykałyście w czasie uprawiania motocrossu?

Daria Karwacka: O moich początkach można było by napisać książkę. To właśnie wtedy działo się najwięcej. Pewnego pięknego styczniowego popołudnia postanowiłam przejechać się po tralkach tam i z powrotem – około jeden kilometr całej trasy. Poligon znałam jak własną kieszeń, ale jak się okazało - nie do końca. Zaraz za drugim zakrętem wpadłam do okopu wypełnionego wodą tak bardzo, że motocykl zniknął. Nie miałam siły żeby go wydobyć, a za żadne skarby bym go tam nie zostawiła, więc stałam w tej wodzie i krzyczałam o pomoc dobre 20 minut, aż w końcu odnalazł mnie tata. Od tamtej pory jeszcze dwa razy jeździłam sama i zawsze coś wykombinowałam, dlatego najważniejsza zasada to: nie jeździć w terenie samotnie, bo nigdy nie wiesz, gdzie wpadniesz. Bardziej na poważnie: jeżdżę już kilka dobrych lat, zaliczyłam poważny wypadek (przebicie przedramienia klamką sprzęgła z kulką!), nabawiłam się kontuzji, które odczuwam w najmniej oczekiwanych momentach, ale dobra rozgrzewka to podstawa, a po konkretnej jeździe czuję się jak nowo narodzona i nic mi nie dolega. Zapomniałabym wspomnieć, że każdy siniak jest dla mnie niczym trofeum, a zakwasy przypominają o dobrej zabawie.

Natalia #911: Moim największym problemem był brak funduszy na zakup własnego motocykla. Ale po wybłaganiu pierwszej lekcji u mojego partnera, największym problemem był rollgaz. Nie umiałam wyczuć przy ruszaniu, ile Yamaszka potrzebuje gazu. Nie chciałam ani jej zadławić, ani polecieć na 4 litery (śmiech). Gdy dorobiłam się małego chinolka, to pojawił się problem z płaskimi zakrętami, bo ciężko było mi utrzymać się w koleinie z powodu małych kół. Nie poddawałam się jednak i próbowałam za wszelką cenę opanować jazdę do perfekcji. Raz chciałam wyjść z zakrętu ze sprzęgła, na mojej drodze stanął korzeń drzewa. Wówczas zaliczyłam pierwszy lot i wylądowałam na pobliskiej lipie.

Sandra Piszczek: Jestem bardzo kontuzjogenna. Na drugi dzień po zakupie pierwszego motocykla uległam poważnemu wypadkowi. Uszkodziłam sobie kolano. Do tej pory się z tym borykam, żaden lekarz nie potrafił mi pomóc. Zmuszona jestem do jazdy w ortezach ( wiem, że są bezpieczne, ale mega niewygodne). Dwa lata później wystartowałam w Czechach i tam jeden zawodnik dosłownie zepchnął mnie z toru i uszkodziłam sobie bark. Nie brakuje również wywrotek na torze. Najśmieszniejsze jest to, że ostatnio więcej krzywdy robię sobie na padoku niż podczas "wypadków" na torze. Ale bez tych "atrakcji" motocross to nie to samo. Nauczyłam się już, że trzeba szybko się podnieść i ruszyć, zanim ból da o sobie znać!

Aleksandra Szymuś: Wstrząs mózgu podczas Pucharu Polski w Głogowie. O ile pamiętam to był pierwszy taki Puchar w historii. Skończyło się wielkim siniakiem na czole i wstrząsem mózgu. Drugi mój poważny wypadek miał miejsce podczas treningu. Zaciął mi się gaz i poleciałam w powietrze, a potem z dużej wysokości spadłam na plecy. Niestety do dziś czuję ten uraz.



Jak Wasze rodziny podchodzą do Waszej pasji?

Daria Karwacka: Całe to zamieszanie związane z pasją jest ewidentną winą mojego taty. Odkąd pamiętam w najbliższym otoczeniu słychać było warkot silników, a moi rodzice nie raz podróżowali motocyklem po Polsce. Pewnego dnia kaprys córci dotyczący nauki jazdy na motocyklu został spełniony. Po tygodniu walki z CRką rodzice zaproponowali mi, że odkupią wcześniej pożyczoną Hondę, a tata będzie mnie uczył techniki. Chyba sami nie wiedzieli, na co się pisali, bo teraz nie wyobrażam sobie zawodów bez mamy, dbającej o moje poczucie czasu i wciskającej we mnie jedzenie, czy taty, który jest dumny z moich osiągnięć, nawet kiedy objadę go na torze. Nie spotkałam się z jakąkolwiek negatywną opinią w mojej rodzinie, co więcej ostatnimi czasy trenuję z moim 8-letnim kuzynem Natanielem.

Natalia #911: Mama na początku twierdziła, że to bardzo zły pomysł, bo pamięta moje przygody z rowerem. Styczność z tym jednośladem najczęściej kończyła się na pogotowiu (śmiech).
W głowie mamy wizja mnie na motocyklu zapewne była najczarniejsza z możliwych, ale to właśnie ona kupiła mi pierwsze fly i wspierała w każdej chwili zwątpienia. Za to jej bardzo dziękuję. Marcin natomiast od początku mnie popierał i dzielnie uczył wszystkiego od podstaw. I nie dość, że był trenerem, psychologiem to i mechanikiem. Bo szczerze mówiąc, to udało mi się umyć własny motocykl tylko raz (śmiech).

Sandra Piszczek: Rodzice na początku robili wszystko żeby mnie od tego odciągnąć. Nikt w rodzinie nie miał nigdy nic wspólnego z motocyklami, a tym bardziej z motocrossem. Jednak w tym roku zrozumieli, że nie mają szans z moją pasją i zaczęli mnie wspierać. Jeżdżą ze mną na zawody, pomagają w treningach. Nie wiem czy udało by mi się tyle osiągnąć bez nich.

Aleksandra Szymuś: Mój tata bardzo mi pomaga. Wspiera duchowo oraz finansowo. Poświęca mi bardzo dużo czasu. A mama boi się o mnie, ale również mi kibicuje.



W jaki sposób szukacie sponsorów, rozwijacie się? Czy firmy widzą już, że ilość dziewczyn na torach wzrasta i dostosowują swoją ofertę?

Daria Karwacka: Sponsoring sportów motocyklowych na szczeblu krajowym jest ewenementem. Tylko najlepsi zawodnicy mogą szczycić się dofinansowaniem. Choć znacznie łatwiej jest uzyskać fundusze dla klubu, niż pojedynczego zawodnika, to nie są to kwoty zbliżone do nakładów na inne sporty, a wydatków mamy bardzo dużo. Motocross i enduro kobiet są dziedzinami stosunkowo nowymi w naszym kraju, mimo że media nieświadomie nas promują, to i tak zawsze będziemy w mniejszości. Jeśli chcemy stawiać na rozwój, musimy sobie na niego ciężko zapracować, tylko wtedy pojawią się szersze horyzonty. Ale nie ma co narzekać, trzeba zakasać rękawy. Blog CrazyCrossGirls sam się nie zaktualizuje, a może kiedyś zdobędziemy fundusze chociaż na gadżety reklamujące nasze przedsięwzięcie.

­ Sandra Piszczek: Nie szukałam jeszcze sponsorów, ale sądzę, że w niedługim czasie się to zmieni. Bez wsparcia jest ciężko, a firmy zdają sobie sprawę, że nasz sport z sezonu na sezon gwałtownie się rozwija. Najważniejsze to dobrze napisana oferta sponsorka i pierwsze wrażenie. Jeśli chcemy żeby ktoś do nas podszedł jak do profesjonalisty, musimy się jak profesjonalista zachowywać.

Bardzo dziękujemy za rozmowę, życzymy powodzenia wszystkim CrazyCrossGirls!

    Komentarze

    18 grudnia 2014 19:13
    dziewczyny dają rade na motocyklach. W stuncie jest dobra ta dziewczyna, co jest z nia wywiad tu: http://www.hamujbezpiecznie.pl/kazdy-stunter-ma-swoj-styl-wywiad-z-martyna-chmielewska/ podobno jest tez modelka a i tak smiga