Karolina Pilarczyk w Japonii - kolebce driftingu

10 kwietnia 2015
1
10
Jak Karolina - zawodniczka driftingowa - wspomina wyjazd do Japonii? Oto jej wypowiedź i relacja filmowa.

- Wyjazd do Japonii na zawody driftingowe był spełnieniem moich marzeń. Ja nie tylko tam pojechałam, ale jako pierwsza Europejka wystartowałam w zawodach z najlepszymi drifterami japońskimi z Daigo Saito na czele. Byli też zawodnicy z różnych krajów świata (USA, Brazylia, Malezja, Australia, Włochy, Francja, Anglia, Filipiny, Singapur). Jestem z tego bardzo dumna! Było niesamowicie. Japończycy kochają samochody i motosport, wszędzie to widać i czuć. W driftingu wyróżniają się innym podejściem do sportu, niż w Europie. My to traktujemy strasznie poważnie. Oni się świetnie bawią i w każdej sytuacji chcą zrobić jak najlepszy pokaz dla publiczności. Takie zawody to dla wszystkich przyjemność. Ciekawym doświadczeniem było driftwanie samochodem z małym silnikiem z turbo i  kierownicą po prawej stronie. Drifting to odruchy, więc wiele razy uderzyłam prawą ręką w drzwi szukając ręcznego lub lewarka zmiany biegów. W końcu opanowałam to auto i miałam naprawdę ładne przejazdy z dużą ilością dymu. Nie czułam się jednak komfortowo w tym samochodzie, dlatego z satysfakcją przyjęłam przegraną z mistrzem Japonii i FormulyD - Daigo Saito. Bardzo mi brakowało mojej Silvette i jej V8 pod maską . Co ciekawe - kierowcy i mechanicy japońscy, po obejrzeniu zdjęć i filmów, zakochali się w moim aucie! I tym samym obalili mit, że prawdziwy driftowóz to auto japońskie, z małolitrażowym, doładowanym silnikiem. Nic bardziej mylnego! Japończycy chcieliby montować w swoich driftowozach silniki V8, lecz ich prawo (podatki) i brak dostępności do takich jednostek, uniemożliwia ich montaż  Bardzo dużo się tam nauczyłam i z przyjemnością tam wrócę - mówi Karolina.

A oto jak było w Japonii.

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!