Karetki są wszędzie – nowa idea bezpieczeństwa

Wydawałoby się, że to motocykliści są najbardziej poszkodowanymi użytkownikami dróg. Nic bardziej mylnego. Są jeszcze tacy, którzy przewożą tych potrzebujących pomocy tu i teraz - kierowcy karetek pogotowia.

Głośny sygnał, ogromna prędkość, bo… tu liczą się sekundy. Praca kierowcy karetki nie należy do tych, do których pracownicy mogą przyczepić etykietkę „nudna”. Ogrom obowiązków ratowników i kierowców ambulansów mogą charakteryzować słowa: napięcie, stres, emocje, czas. Ostatnio, w wyniku wypadku we Wrocławiu, zginął prowadzący karetkę, a noworodek, który był przewożony został bardzo ciężko ranny. To tylko jeden z wielu przypadków, o którym słyszy się kilka razy w tygodniu i który skłonił mnie do przeprowadzenia rozmowy z ratownikiem – Piotrem Bartnickim z portalu Ratownik-Med.pl: o pracy ratownika i o tym, że praca ta wiąże się z ogromną pasją, mimo wyzwań. O tym, że „Karetki są wszędzie”.

fot. materiały prasowe

Jak wygląda praca ratownika i z jakimi zagrożeniami się wiąże?

Podczas wykonywania swojej pracy w karetce mamy najlepszy pogląd na zachowania kierowców na drodze widzących pędzący na sygnałach ambulans ratownictwa medycznego. Każdy niby wie, jak kruche jest ludzkie życie i w jak krótkim czasie można je stracić. Kiedy jedziemy do wypadku czy zachorowania nie włączamy sygnałów dla zabawy. Otrzymując zlecenie wyjazdu do wypadku lub zachorowania mamy narzucony przez dyspozytora kod pilności wyjazdu. Jeżeli jest to kod pierwszy, czyli K1 – wtedy obowiązkowo włączamy sygnały, co mam nam skrócić czas dotarcia do potrzebujących naszej pomocy. Teoretycznie ma nam to również zapewnić bezpieczeństwo. Niestety zdecydowana większość kierowców niestety nie ułatwia nam codziennej ratowniczej pracy.

Jak można sklasyfikować zachowania kierowców?

Pierwsza grupa, chyba ta najbardziej liczna, to grupa kierowców, która widząc pędzący ambulans wpada w panikę. Słysząc sygnały, nagle hamują nie zjeżdżając z drogi, zatrzymują się w najmniej odpowiednim momencie, np. przed zakrętem. Auta nadjeżdżające z naprzeciwka jadą swoim pasem do ostatniej chwili nie ustępując przejazdu, a w godzinach nocnych nawet jeżeli już zjadą na pobocze, to nigdy nie zmieniają świateł na postojowe, aby nie oślepiać kierowcy ambulansu. Druga grupa kierowców, również bardzo liczna, to „złośliwcy”. Widząc jadący ambulans nagle zaczynają się z nami ścigać, lub jeżeli już dadzą się wyprzedzić „uwieszają się” nam na tyle karetki pędząc bez żadnej wyobraźni. To, że my jedziemy bardzo szybko w danej chwili nie oznacza wcale, że nagle nie będziemy bardzo mocno hamować. Wiadomo jak taka sytuacja może się zakończyć. Jest też oczywiście trzecia grupa kierowców która nie reaguje, bo nic nie widzi i nic nie słyszy. Czasami jest nam w to bardzo ciężko uwierzyć, bo obecne sygnały są naprawdę głośne i widoczne. Jednak i te nowoczesne sygnały często nie wystarczają.

fot. materiały prasowe

I stąd pomysł na akcję „Karetki są wszędzie”?

Tak, głównie to właśnie te wyżej wymienione zachowania były impulsem do działania. W ostatnim czasie w mediach często czytamy o wypadkach zespołów ratownictwa medycznego tragicznych w skutkach, chociażby ostatni wypadek we Wrocławiu w którym zginął młody ratownik. Stwierdziliśmy, że świadomość naszego społeczeństwa jest zbyt niska i to jest jedna z głównych przyczyn niewłaściwego zachowania kierowców. Stąd pomysł nagłośnienia problemu i wyjaśnienia użytkownikom ruchu drogowego jak należy prawidłowo postępować. Wykorzystaliśmy do tego celu nasz portal ratowniczy, oraz stworzyliśmy profil na Facebooku. Rozpowszechniamy materiały, część sympatyków akcji okleiła swoje auta. Jesteśmy przekonani, że chociaż w minimalnym stopniu wpłyniemy na poprawę bezpieczeństwa uczestników ruchu oraz zespołów ratownictwa medycznego. Na nasz apel odpowiedziała również telewizja TVN Turbo, która wyemitowała materiał na temat naszej akcji. Rozumiem, że takie sytuacje zagrożenia zdarzają się bardzo często. Czy wy, ratownicy, nie macie czasami dość swojej pracy? Tak, wszystkie te wspomniane wcześniej sytuacje właściwie zdarzają się podczas każdego wyjazdu w kodzie pierwszym, czyli pilnym. Ciężko mi jest odpowiedzieć w imieniu wszystkich ratowników, to dość indywidualna sprawa i pewnie zdarzają się takie sytuacje, że jakiś ratownik ma dość swojej pracy. Myślę jednak że takie myślenie może wynikać jedynie z dużego obciążenia fizycznego podczas danego dyżuru. Jeżeli ratownik „dostanie w kość” gdzieś tam w duchu może i tak pomyśli, jednak jak tylko zmęczenie minie myśli już o swoim kolejnym dyżurze, a wcześniejsze myśli szybko uciekają zapomnienie. Większość ratowników medycznych to prawdziwi fascynacji – decydując się na wykonywanie tego zawodu ciężko jest tutaj mówić o przypadku.

Najnowsze

Ewa Wojtowicz podsumowuje GSMP Banovce

IX i X runda Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski rozegrała się na Słowacji. Ewa Wójtowicz nie miała konkurentów z klasy, ale została najszybszą kobietą na trasie.

Wyścig Impuls-Leasing Jankov Vrsok 2013, rozegrany został po raz 20-ty na 3700 metrowej trasie z Uhrovca na szczyt góry Jankov Vrsok. Na starcie pojawiło się 121 zawodników, a skupienie się na szybkim pokonaniu trasy nie było łatwe w temperaturach przekraczających 35 stopni.

Ewa Wojtowicz bez przekonania jechała na zawody:

– Podczas drogi na Banovce po raz kolejny miałam mieszane uczucia – powód: jadę sama w klasie A-1600. Jednak skoro na początku sezonu podjęłam decyzję, że startuje w całym, pełnym cyklu GSMP – to nie mogłam odpuścić mojej ulubionej trasy. Plan na tą eliminację był prosty – poprawić swoje czasy z ubiegłych lat oraz o ile będzie to możliwe powalczyć o jak najwyższą pozycję w grupie A – wspomina zawodniczka.

Ewa Wojtowicz
fot. Arkadiusz Bar

– Słowacka eliminacja jak zwykle przywitała nas mega upałem – w sobotę i niedzielę temperatura ocierała się o 40 st. Taki żar z nieba na pewno nie sprzyjał ani dobrym wynikom ani samopoczuciu. W sobotę najlepsze czasy osiągnęłam na podjazdach treningowych, kiedy jeszcze słońce nie było w pełni. Mimo nie najlepszych czasów i awarii auta Grześka Kozioła – końcowy wynik przerósł moje oczekiwania. Po raz pierwszy w „karierze” udało mi się stanąć na pierwszym miejscu podium w grupie A. Jupi!!! – cieszyła się Ewa.

Ewa na pięknej górskiej trasie
fot. Arkadiusz Bar

Zawodniczka wieczorem przygotowała strategię na drugi dzień zawodów:

– Po analizie nagranych on-boardów doszłam do wniosku, że jest kilka miejsc na trasie, na których mogę pojechać szybciej. Pierwszy podjazd wyścigowy pokazał, że analiza nie poszła na marne, gdyż udało mi się urwać 3 sekundy w porównaniu do czasów z dnia poprzedniego. Byłam niemal pewna, że w 2 podjeździe wyścigowym będzie ciężko zbliżyć się do uzyskanego rezultatu. Tym większe było moje zaskoczenie, iż pomimo popełnionych błędów na początku trasy po raz kolejny urwałam następne kawałki sekund. Uzyskałam najlepszy czas w historii moich występów w Banovcach – 2.14.192! Tak niewiele zabrakło do magicznej 13-stki! Pomimo rewelacyjnych czasów niedzielną eliminację zakończyłam na 3. miejscu podium, ale i tak jestem niesamowicie szczęśliwa, gdyż walka była do samego końca, a do 2 lokaty zabrakło 0.242 sekundy! – opowiada Ewa.

fot. Arkadiusz Bar

Ucieszyła ją także informacja, że została najszybszą kobietą na trasie:

– Podczas słowackiej eliminacji startowały jeszcze 3 kobiety, więc do domu przywiozłam 2 kolejne puchary – za najszybszą panią na trasie. Z rund w Banovcach po raz kolejny wracam mega zadowolona i już nie mogę doczekać się następnej, która odbędzie się w Siennej. Zapraszam wszystkich kibiców na weekend w okolice Kłodzka – duża dawka wyścigowych emocji gwarantowana – podsumowuje Ewa.

Rywalkami Ewy były dwie zawodniczki z mistrzostw Słowacji: Gabriela Andrisekova w Skodzie 130 RS i Veronika Vanyová w Hondzie CRX oraz polska zawodniczka     Anna Wojewoda w Fiacie Cinquecento.

A my przypominamy, że kolejny wyścig na którym można Ewie kibicować, odbędzie się podczas długiego weekendu w dniach 17-18 sierpnia w Siennej. Szczegóły znajdziecie na oficjalnej stronie zawodów: http://www.azk.studio-salwador.pl/gsmpsienna.html

Najnowsze

Skąd ten pomysł, żeby zainteresować się motoryzacją?
Motoryzacja była w moim życiu zawsze obecna. Samochody zawsze w moim życiu były obecne. Mój tata i brat są bardzo zainteresowani samochodami. To pasjonaci, więc nigdy nie miałam problemów z odróżnianiem modeli, czy danych wersji. Pamiętam, jak moje koleżanki interesowały się jakimiś kosmetykami, kremami i niektóre z nich zaczęły pracować w tej branży. Dzięki temu również miałam możliwość pracy w tej dziedzinie, jednak ona zupełnie mnie nie pociągała i stwierdziłam, że to nie dla mnie. Myślę, że na moje zainteresowania duży wpływ ma moje dzieciństwo. Do firmy motoryzacyjnej tak naprawdę trafiłam trochę z przypadku. Po studiach pracowałam dla komisji europejskiej przy funduszach unijnych. Szybko jednak zauważyłam, że bycie urzędnikiem nie jest moim powołaniem że i potrzebuję czegoś bardziej dynamicznego. A już na studiach interesowałam się pijarem, zaczęłam szukać pracy i faktycznie trafiłam do Citroena z ogłoszenia w gazecie wyborczej, gdzie po wielu rozmowach kwalifikacyjnych zostałam przyjęta. Najpierw na stanowisko asystenckie, a później pracowałam już jako specjalista ds. PR.

To był przypadek, czy jednak liczyłaś na to, że będzie to francuska firma?
Chciałam francuską firmę, dlatego, że studiowałam we Francji i czułam się przygotowana językowo. Jak zobaczyłam to ogłoszenie to pomyślałam: ”kurcze, to jest coś, co chciałabym robić!”. I udało mi się tam dostać i w sumie w Citroenie pracowałam cztery lata, zdobywając doświadczenie w branży. Po Citroenie dostałam się w ramach rekrutacji do Mazdy i już od roku pracuję właśnie tutaj.

Jakie są różnice w pracy między firmami z francuskim kapitałem, a japońskim?
Różnice są spore. W Maździe nie tyle czuć tą japońskość co bardziej niemieckość, bo centrala Mazdy jest w Niemczech, więc organizacja pracy jest jakby bardziej po niemiecku. Wszystko jest świetnie zorganizowane, dopięte na ostatni guzik i szczerze mówiąc bardzo mi taki system odpowiada. Muszę mieć kontrolę nad tym co robię, tym bardziej że jestem sama więc muszę ogarnąć wszystko i fakt, że to jest takie poukładane bardzo ułatwia mi pracę. Tak że różnica jest duża. Oprócz tego Mazda nie ma sformalizowanych struktur, nie ma hierarchii, wszyscy są dostępni i komunikatywni. Pracują głównie młodzi ludzie, ostatnio liczyliśmy jaka w naszej firmie jest średnia wieku i wyszło nam 34 lata, więc sama przyznasz, że jest to dość młoda grupa wiekowa. Mniej więcej tak jesteśmy dobrani, że mentalnie i osobowościowo do siebie pasujemy, tak że jest to taka raczej dynamiczna praca.

W sumie ile lat już siedzisz w branży?
W motoryzacji to już można powiedzieć, że pięć lat.

Jak ci się pracuje z dziennikarzami?
Kiedyś stwierdziłam już, że żeby być pijarowcem to trzeba po prostu lubić ludzi. A ja właśnie mam dobry kontakt z ludźmi. To, że mam kilkadziesiąt telefonów dziennie, to jest dla mnie produkt bardzo fajny i bardzo ważny.

Czy widzisz różnicę w pracy z dziennikarzami regionalnymi, a ogólnopolskimi?
Taką różnicą, którą dostrzegam jest to, że w mediach regionalnych jest zdecydowanie mniejsza rotacja. Jeżeli ktoś pracował w jakiejś redakcji pięć lat temu, to zazwyczaj jest na tym samym miejscu. Natomiast w tych centralnych redakcjach trochę tych roszad jest, aczkolwiek w ostatnim czasie też trochę mniej.

Przywiązujesz się w pewnym sensie do współpracy z niektórymi dziennikarzami?
Na pewno. Są dziennikarze, z którymi łatwiej jest złapać jakiś kontakt, pracuje się łatwiej. Ci dziennikarze regionalni na pewno mają problem z przebiciem się i problem terytorialny. No bo jeżeli ktoś pracuje w Gdańsku, to trudno, żebyśmy się jakoś często widywali. Przy okazji jakiś imprez to tak, ale tak to wiadomo, że bardziej bezpośredni kontakt jest z dziennikarzami tutaj na miejscu.

No a jak na przestrzeni tych pięciu lat wyglądają kobiety dziennikarki w twojej pracy?
Kobiety to niestety zdecydowana mniejszość, ale myślę, że w nich jest duży potencjał. Zauważyłam też, że w środowisku zdobywają sobie coraz większe poważanie. Dawniej, jak dziennikarzem motoryzacyjny była kobieta to wydawało się, że „Jakieś tam swoje wrażenia opowie, na technice to się w ogóle nie zna, nie ma pojęcia o samochodach.”. Natomiast teraz widzę, że kobiety traktowane są już może nie na równi z mężczyznami, ale już da się zauważyć, że nie ma takiego dystansu i odtrącenia. Widać, że już są równoprawnie traktowane.

Chciałabyś żeby pojawiało się więcej kobiet dziennikarek motoryzacyjnych?
Tak, jak najbardziej. Bo jednak ujęcie mężczyzny a kobiety jest zupełnie inne. Jeżeli kobieta pisze dla kobiety, to jak by też wie, na co czytelniczka zwraca uwagę, co jest dla niej ważne. Wiadomo, mężczyźni mają b

Najnowsze

Skąd ten pomysł, żeby zainteresować się motoryzacją?
Motoryzacja była w moim życiu zawsze obecna. Samochody zawsze w moim życiu były obecne. Mój tata i brat są bardzo zainteresowani samochodami. To pasjonaci, więc nigdy nie miałam problemów z odróżnianiem modeli, czy danych wersji. Pamiętam, jak moje koleżanki interesowały się jakimiś kosmetykami, kremami i niektóre z nich zaczęły pracować w tej branży. Dzięki temu również miałam możliwość pracy w tej dziedzinie, jednak ona zupełnie mnie nie pociągała i stwierdziłam, że to nie dla mnie. Myślę, że na moje zainteresowania duży wpływ ma moje dzieciństwo. Do firmy motoryzacyjnej tak naprawdę trafiłam trochę z przypadku. Po studiach pracowałam dla komisji europejskiej przy funduszach unijnych. Szybko jednak zauważyłam, że bycie urzędnikiem nie jest moim powołaniem że i potrzebuję czegoś bardziej dynamicznego. A już na studiach interesowałam się pijarem, zaczęłam szukać pracy i faktycznie trafiłam do Citroena z ogłoszenia w gazecie wyborczej, gdzie po wielu rozmowach kwalifikacyjnych zostałam przyjęta. Najpierw na stanowisko asystenckie, a później pracowałam już jako specjalista ds. PR.

To był przypadek, czy jednak liczyłaś na to, że będzie to francuska firma?
Chciałam francuską firmę, dlatego, że studiowałam we Francji i czułam się przygotowana językowo. Jak zobaczyłam to ogłoszenie to pomyślałam: ”kurcze, to jest coś, co chciałabym robić!”. I udało mi się tam dostać i w sumie w Citroenie pracowałam cztery lata, zdobywając doświadczenie w branży. Po Citroenie dostałam się w ramach rekrutacji do Mazdy i już od roku pracuję właśnie tutaj.

Jakie są różnice w pracy między firmami z francuskim kapitałem, a japońskim?
Różnice są spore. W Maździe nie tyle czuć tą japońskość co bardziej niemieckość, bo centrala Mazdy jest w Niemczech, więc organizacja pracy jest jakby bardziej po niemiecku. Wszystko jest świetnie zorganizowane, dopięte na ostatni guzik i szczerze mówiąc bardzo mi taki system odpowiada. Muszę mieć kontrolę nad tym co robię, tym bardziej że jestem sama więc muszę ogarnąć wszystko i fakt, że to jest takie poukładane bardzo ułatwia mi pracę. Tak że różnica jest duża. Oprócz tego Mazda nie ma sformalizowanych struktur, nie ma hierarchii, wszyscy są dostępni i komunikatywni. Pracują głównie młodzi ludzie, ostatnio liczyliśmy jaka w naszej firmie jest średnia wieku i wyszło nam 34 lata, więc sama przyznasz, że jest to dość młoda grupa wiekowa. Mniej więcej tak jesteśmy dobrani, że mentalnie i osobowościowo do siebie pasujemy, tak że jest to taka raczej dynamiczna praca.

W sumie ile lat już siedzisz w branży?
W motoryzacji to już można powiedzieć, że pięć lat.

Jak ci się pracuje z dziennikarzami?
Kiedyś stwierdziłam już, że żeby być pijarowcem to trzeba po prostu lubić ludzi. A ja właśnie mam dobry kontakt z ludźmi. To, że mam kilkadziesiąt telefonów dziennie, to jest dla mnie produkt bardzo fajny i bardzo ważny.

Czy widzisz różnicę w pracy z dziennikarzami regionalnymi, a ogólnopolskimi?
Taką różnicą, którą dostrzegam jest to, że w mediach regionalnych jest zdecydowanie mniejsza rotacja. Jeżeli ktoś pracował w jakiejś redakcji pięć lat temu, to zazwyczaj jest na tym samym miejscu. Natomiast w tych centralnych redakcjach trochę tych roszad jest, aczkolwiek w ostatnim czasie też trochę mniej.

Przywiązujesz się w pewnym sensie do współpracy z niektórymi dziennikarzami?
Na pewno. Są dziennikarze, z którymi łatwiej jest złapać jakiś kontakt, pracuje się łatwiej. Ci dziennikarze regionalni na pewno mają problem z przebiciem się i problem terytorialny. No bo jeżeli ktoś pracuje w Gdańsku, to trudno, żebyśmy się jakoś często widywali. Przy okazji jakiś imprez to tak, ale tak to wiadomo, że bardziej bezpośredni kontakt jest z dziennikarzami tutaj na miejscu.

No a jak na przestrzeni tych pięciu lat wyglądają kobiety dziennikarki w twojej pracy?
Kobiety to niestety zdecydowana mniejszość, ale myślę, że w nich jest duży potencjał. Zauważyłam też, że w środowisku zdobywają sobie coraz większe poważanie. Dawniej, jak dziennikarzem motoryzacyjny była kobieta to wydawało się, że „Jakieś tam swoje wrażenia opowie, na technice to się w ogóle nie zna, nie ma pojęcia o samochodach.”. Natomiast teraz widzę, że kobiety traktowane są już może nie na równi z mężczyznami, ale już da się zauważyć, że nie ma takiego dystansu i odtrącenia. Widać, że już są równoprawnie traktowane.

Chciałabyś żeby pojawiało się więcej kobiet dziennikarek motoryzacyjnych?
Tak, jak najbardziej. Bo jednak ujęcie mężczyzny a kobiety jest zupełnie inne. Jeżeli kobieta pisze dla kobiety, to jak by też wie, na co czytelniczka zwraca uwagę, co jest dla niej ważne. Wiadomo, mężczyźni mają b

Najnowsze

Skąd ten pomysł, żeby zainteresować się motoryzacją?
Motoryzacja była w moim życiu zawsze obecna. Samochody zawsze w moim życiu były obecne. Mój tata i brat są bardzo zainteresowani samochodami. To pasjonaci, więc nigdy nie miałam problemów z odróżnianiem modeli, czy danych wersji. Pamiętam, jak moje koleżanki interesowały się jakimiś kosmetykami, kremami i niektóre z nich zaczęły pracować w tej branży. Dzięki temu również miałam możliwość pracy w tej dziedzinie, jednak ona zupełnie mnie nie pociągała i stwierdziłam, że to nie dla mnie. Myślę, że na moje zainteresowania duży wpływ ma moje dzieciństwo. Do firmy motoryzacyjnej tak naprawdę trafiłam trochę z przypadku. Po studiach pracowałam dla komisji europejskiej przy funduszach unijnych. Szybko jednak zauważyłam, że bycie urzędnikiem nie jest moim powołaniem że i potrzebuję czegoś bardziej dynamicznego. A już na studiach interesowałam się pijarem, zaczęłam szukać pracy i faktycznie trafiłam do Citroena z ogłoszenia w gazecie wyborczej, gdzie po wielu rozmowach kwalifikacyjnych zostałam przyjęta. Najpierw na stanowisko asystenckie, a później pracowałam już jako specjalista ds. PR.

To był przypadek, czy jednak liczyłaś na to, że będzie to francuska firma?
Chciałam francuską firmę, dlatego, że studiowałam we Francji i czułam się przygotowana językowo. Jak zobaczyłam to ogłoszenie to pomyślałam: ”kurcze, to jest coś, co chciałabym robić!”. I udało mi się tam dostać i w sumie w Citroenie pracowałam cztery lata, zdobywając doświadczenie w branży. Po Citroenie dostałam się w ramach rekrutacji do Mazdy i już od roku pracuję właśnie tutaj.

Jakie są różnice w pracy między firmami z francuskim kapitałem, a japońskim?
Różnice są spore. W Maździe nie tyle czuć tą japońskość co bardziej niemieckość, bo centrala Mazdy jest w Niemczech, więc organizacja pracy jest jakby bardziej po niemiecku. Wszystko jest świetnie zorganizowane, dopięte na ostatni guzik i szczerze mówiąc bardzo mi taki system odpowiada. Muszę mieć kontrolę nad tym co robię, tym bardziej że jestem sama więc muszę ogarnąć wszystko i fakt, że to jest takie poukładane bardzo ułatwia mi pracę. Tak że różnica jest duża. Oprócz tego Mazda nie ma sformalizowanych struktur, nie ma hierarchii, wszyscy są dostępni i komunikatywni. Pracują głównie młodzi ludzie, ostatnio liczyliśmy jaka w naszej firmie jest średnia wieku i wyszło nam 34 lata, więc sama przyznasz, że jest to dość młoda grupa wiekowa. Mniej więcej tak jesteśmy dobrani, że mentalnie i osobowościowo do siebie pasujemy, tak że jest to taka raczej dynamiczna praca.

W sumie ile lat już siedzisz w branży?
W motoryzacji to już można powiedzieć, że pięć lat.

Jak ci się pracuje z dziennikarzami?
Kiedyś stwierdziłam już, że żeby być pijarowcem to trzeba po prostu lubić ludzi. A ja właśnie mam dobry kontakt z ludźmi. To, że mam kilkadziesiąt telefonów dziennie, to jest dla mnie produkt bardzo fajny i bardzo ważny.

Czy widzisz różnicę w pracy z dziennikarzami regionalnymi, a ogólnopolskimi?
Taką różnicą, którą dostrzegam jest to, że w mediach regionalnych jest zdecydowanie mniejsza rotacja. Jeżeli ktoś pracował w jakiejś redakcji pięć lat temu, to zazwyczaj jest na tym samym miejscu. Natomiast w tych centralnych redakcjach trochę tych roszad jest, aczkolwiek w ostatnim czasie też trochę mniej.

Przywiązujesz się w pewnym sensie do współpracy z niektórymi dziennikarzami?
Na pewno. Są dziennikarze, z którymi łatwiej jest złapać jakiś kontakt, pracuje się łatwiej. Ci dziennikarze regionalni na pewno mają problem z przebiciem się i problem terytorialny. No bo jeżeli ktoś pracuje w Gdańsku, to trudno, żebyśmy się jakoś często widywali. Przy okazji jakiś imprez to tak, ale tak to wiadomo, że bardziej bezpośredni kontakt jest z dziennikarzami tutaj na miejscu.

No a jak na przestrzeni tych pięciu lat wyglądają kobiety dziennikarki w twojej pracy?
Kobiety to niestety zdecydowana mniejszość, ale myślę, że w nich jest duży potencjał. Zauważyłam też, że w środowisku zdobywają sobie coraz większe poważanie. Dawniej, jak dziennikarzem motoryzacyjny była kobieta to wydawało się, że „Jakieś tam swoje wrażenia opowie, na technice to się w ogóle nie zna, nie ma pojęcia o samochodach.”. Natomiast teraz widzę, że kobiety traktowane są już może nie na równi z mężczyznami, ale już da się zauważyć, że nie ma takiego dystansu i odtrącenia. Widać, że już są równoprawnie traktowane.

Chciałabyś żeby pojawiało się więcej kobiet dziennikarek motoryzacyjnych?
Tak, jak najbardziej. Bo jednak ujęcie mężczyzny a kobiety jest zupełnie inne. Jeżeli kobieta pisze dla kobiety, to jak by też wie, na co czytelniczka zwraca uwagę, co jest dla niej ważne. Wiadomo, mężczyźni mają b

Najnowsze