Edyta Klim

Jaka babcia, taka wnuczka – obie zakochane w motocyklach!

Do pasji motocyklowej, a potem do wymarzonego motocykla, czasem trzeba dojrzeć. Tak właśnie miała Ola Nycz (@ola.r6), która na początku nawet nie myślała o sportowych modelach dla siebie. Potem się okazało, że właśnie po kupnie Yamahy R6 RJ27 wpadła w motocyklową pasję po uszy! Ola jednak ostrzega, że na jednym motocyklu się u niej nie skończy…

Co Cię kręci w motocyklach? Od początku ciągnęło Cię do modeli sportowych?

Nie, w ogóle nie myślałam o sportowych modelach. Samo zainteresowanie motocyklami przyszło w gimnazjum, kiedy rówieśnicy zaczęli zdawać na kategorię AM i jeździć motorowerami w stylu enduro. Pamiętam, że też zaczęłam o tym marzyć, prosiłam nawet rodziców o motocykl, jednak się nie zgodzili. I tak temat na kilka lat ucichł. W międzyczasie tata uczył mnie jazdy autem i traktorem z przyczepami.  Do tego stopnia lubiłam prowadzić pojazdy, że chciałam zostać zawodowym kierowcą ciągnika siodłowego i uzbierać wszystkie kategorie prawa jazdy. Zawodowo poszłam jednak w innym kierunku, ale w przyszłości… kto wie? (śmiech)

Gdy już zdałam prawo jazdy kategorii B, to stwierdziłam, że czas na kolejną kategorię. Od razu się zakochałam w moto temacie – moja babcia jeździła na motocyklach, więc chyba nieświadomie kontynuuję tradycję rodzinną (śmiech). Po pierwszej godzinie jazdy na kursie, jeszcze tego samego dnia, pojechałam do Tych, gdzie miałam już na oku nakeda – Hondę CB500f. Sportów w ogóle nie brałam pod uwagę, ponieważ sądziłam, że byłby to zły wybór na pierwszy motocykl.

Geny babci pomogły Ci w opanowaniu jazdy motocyklem?

Na pewno jej upór i nie przejmowanie się zdaniem innych. To ona woziła dziadka motocyklem, więc można sobie wyobrazić, jakie zdziwienie wywoływała na wsi, kilkadziesiąt lat temu (śmiech). Początki były dla mnie trudne, ponieważ wcześniej w ogóle nie miałam styku z motocyklami. Na początku wiedziałam tylko gdzie jest manetka, a tu jeszcze biegi, hamulce, sprzęgło (śmiech). Najtrudniejszy był dla mnie jednak balans ciałem – długo mi zajęło opanowanie slalomów i ósemek. Nawet najmniejsze zakręty mnie przerażały, choć starałam się nie zrażać. Na kursie po raz pierwszy w życiu doceniłam mój wysoki wzrost, bo okazał się być ogromnym wsparciem przy utrzymaniu motocykla. Jednak mimo tego, na kursie zdarzało się położyć motocykl (śmiech).

Nie wiedziałam też, jaka maszyna będzie odpowiednia dla mnie na początek. Nie pomagał mi fakt, że otoczenie zniechęcało mnie, mówiąc o wypadkach i o tym, jak ciężko jest się nauczyć jazdy motocyklem. Dużym wsparciem okazał się mój tata, który pomógł mi zdecydować jaki model będzie dla mnie odpowiedni. Sam kiedyś jeździł i udzielał mi cennych wskazówek, jak się zachowywać na drodze. Oczywiście najwięcej nauczyła i zawsze będzie uczyć – szosa i przejechane na niej kilometry.

Jak to się stało, że Twoja uwaga powędrowała jednak w kierunku motocykla sportowego?

Na etapie moich początków brałam pod uwagę tylko nakedy, ponieważ uważałam, że to najrozsądniejszy wybór. Dopiero z biegiem przejechanych kilometrów zaczęłam się zakochiwać w sportowych modelach. Niestety musiałam trochę poczekać na przesiadkę,  ponieważ jako 19-latka miałam uprawnienia tylko na kategorię A2. Musiały minąć dwa lata, żebym mogła uzyskać uprawnienia na większe pojemności. Podczas tego czasu otoczenie znowu mnie zniechęcało do tzw. sportów, bo będzie niewygodnie, drogo i ciężko. Jednak ja się wcale nie przejmowałam i robiłam swoje. Gdy już mogłam uzyskać kategorię A, to od razu zabrałam się za poszukiwanie sporta i trafiłam na Yamahę R6 RJ27, przy której już ostatecznie się zakochałam w motocyklizmie.

Który to już Twój sezon? Jak lubisz spędzać czas na motocyklu?


Niech pomyślę… aktualnie to mój 5-ty sezon. Najbardziej i najczęściej lubię traktować motocykl jako formę spędzania czasu ze znajomymi. Podczas weekendów wybieramy się na dalsze wycieczki, głównie po Beskidach, Tatrach i Słowacji. A w tygodniu spotykamy się po pracy, jeżdżąc po okolicy lub po prostu siedząc i spędzając razem czas. Samotne przejażdżki też są fajne, ale dopiero te wspólne dają wiele radości. Oprócz tego, wśród motocyklistów panuje bardzo koleżeńska atmosfera – mam wrażenie, że wszyscy traktują się od razu jak znajomi i można na nich liczyć w potrzebie.

Dodatkowo sama jazda dostarcza ogromnej frajdy. Wkrótce wybieram się na wakacje i pierwsze co sprawdzałam, to wypożyczalnie motocykli na miejscu, ponieważ trudno byłoby mi przeżyć dwa tygodnie bez jazdy (śmiech).

Co najbardziej polubiłaś w motocyklowej pasji?

W motocyklach najbardziej lubię to, że mogę poznawać wiele osób bezpośrednio w trasie. Tak właśnie spotkałam mojego narzeczonego – gdyby nie motocykle to podejrzewam, że nigdy byśmy nie nawiązali ze sobą kontaktu. Chyba motocykl u płci przeciwnej jest jednak afrodyzjakiem (śmiech). Przygotowujemy się właśnie do ślubu i duża część naszych gości to nasi motocyklowi znajomi. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i pojawią się też jakieś motocykle. Jeśli nie, to będę musiała się zadowolić jakimiś motocyklowymi dekoracjami (śmiech).

Poznałam mnóstwo osób za pośrednictwem social mediów. Gdy zaczęłam przygodę z motocyklami, równocześnie założyłam Instagram’a, gdzie nawiązałam kontakt z mnóstwem ludzi o tej samej pasji. Wiele razy się już zdarzyło, że będąc w trasie spotkałam kogoś z innego miejsca Polski, a znaliśmy się z internetu i od razu nawiązała się relacja. Niesamowite jest to uczucie, że znam te osoby już długo i wiele nas łączy, choć widzimy się na żywo pierwszy raz. Nawet zapoznałam się trochę z panami policjantami, którzy mnie już poznają na kontroli (śmiech).

Jaka jest historia obecnego motocykla? To ten wymarzony?

Myślę że tak, Yamaha to ten wymarzony model. Nawet gdy jeździłam nakedem, to przez wiele miesięcy miałam ją ustawioną na tapecie w telefonie (śmiech). Jednak prawdę mówiąc, na początku nawet nie oglądałam ogłoszeń sprzedaży R6, ponieważ zawsze mi się wydawała motocyklem poza moimi możliwościami. Bardziej myślałam o CBR’ce. Któregoś dnia mój kolega chciał mi w żartach dogryźć mówiąc, że ja to zawsze muszę się starać, żeby dorównać tempa innym, biorąc pod uwagę mój niezbyt silny motocykl CB500f. Uniosłam się wtedy dumą i palnęłam, że za pół roku kupię R6, tylko po to żebym mogła go przegonić! (śmiech) Te słowa okazały się prorocze, bo za kilka miesięcy jeździłam już Yamahą. Teraz się z śmiejemy z tego, że kupiłam sporta tylko dlatego, że uniosłam się honorem (śmiech). Uwielbiam ten egzemplarz, jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia i już myślę o kolejnym  sportowym motocyklu, ale nie tylko, bo mój wymarzony garaż zawiera: sporta, powernakeda, enduro i torówkę (śmiech).

Miałaś okazję pojeździć też na pitbikach – jak Ci się spodobała taka aktywność?

Tak, poza sezonem jeździłam na „pity” i w sumie planuję to kontynuować już w plenerze. Jak ktoś zaczyna przygodę z motocyklami, to taki trening może bardzo pomóc rozeznać się w temacie. A jak ktoś już jeździ, to jest to świetny trening umiejętności. To właśnie te małe motocykle sprawiły, że zamarzył mi się motocykl enduro lub cross. Mam w okolicy dużo fajnych terenów i torów motocrossowych, więc tym bardziej chciałabym spróbować tej aktywności. Liczę na to, że na przyszłą zimę wreszcie jakieś enduro lub cross zawita w garażu i mój sezon będzie już trwał cały rok! 

Próbowałaś już jazdy torowej? Ciągnie Cię do tego?

Torowanie to kolejna rzecz, której bardzo chciałabym spróbować. Jednak na razie odkładam to na dalszą perspektywę. Ten rok będzie dla mnie dosyć intensywny i dużo się będzie działo, także prywatnie. Na razie muszę zrezygnować z wypadów na tor, jednak gdy już plany będą luźniejsze, to wtedy namówię narzeczonego na kupno jakiejś wspólnej torówki.

Instagram: https://www.instagram.com/ola.r6/

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wszyskie pola są wymagane do wypełnienia.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze