Jak wrócić na motocykl po wypadku?

W Niemczech wypowiedziano walkę z traumą powypadkową. Z myślą o tych, którzy ulegli wypadkom i stracili którąś z kończyn lub przeżyli ogromny, uniemożliwiający ponowne prowadzenie pojazdów stres, powstał program treningowy 'Get Back On Bike'.

Projektem mającym na celu przywrócenie zdolności do normalnej jazdy zajmuje się wykwalifikowana niemiecka trenerka Karin Intveen. Z jej pomocy może skorzystać każdy. Karin pomaga poszkodowanym w wypadkach w zakresie zwalczania stresu pourazowego i strachu przed ponowną jazdą. Powrót do prowadzenia motocykla obejmuje dwa etapy. Ponieważ nie jest to łatwe, na początku trening odbywa się bez motocykla. Pojazd pojawia się w drugiej części terapii i korzystanie z niego jest limitowane. Wszystko zależy od możliwości i postępów pacjenta.

Alan Kempster stracił w wypadku rękę i nogę, ale nadal się ściga
fot. materiały prasowe

W Polsce funkcjonuje portal Jednanoga.pl, który jest skierowany do niepełnosprawnych motocyklistów. Stronę stworzyli ludzie, którzy mimo swojego kalectwa nie poddali się i są aktywni. Portal przekazuje wiedzę o możliwościach jazdy na motocyklu, zarówno tych związanych ze zmienioną budową anatomiczną, jak i z modyfikacjami motocykli pod kątem dostosowania ich do potrzeb niepełnosprawnych kierowców. Dla twórców portalu nic nie jest niemożliwe; jadą dalej i to nie tylko po Polsce. Do tej pory załoga strony zorganizowała dwie motowyprawy – do Norwegii na Nodrkapp i na Kaukaz, przez Gruzję do Armenii. W ten sposób pokazują, że wypadek nie jest końcem życia, planów i marzeń.

Więcej na www.get-back-on-bike.com. oraz www.jednanoga.pl

Najnowsze

Nina Prinz: realizuję swoje cele

Jedną z niewielu kobiet startujących w międzynarodowych wyścigach motocyklowych jest urodzona w niemieckim regionie Allgäu Nina Prinz.

Już jako dwunastolatka zaczęła odnosić pierwsze sukcesy w wyścigach na tzw. pocket bike’ach. W latach 2007 i 2008 zdobyła tytuł najszybszej zawodniczki w Europejskich Kobiecych Zawodach Superstock. Z powodzeniem wzięła udział w międzynarodowych mistrzostwach IDM w kategoriach Superbike i Supersport. W ciągu całej swojej kariery trzydziestoletnia obecnie zawodniczka musiała się również zmierzyć z porażkami, które są wpisane we wszystkie dyscypliny sportowe. Kiedy w 2007 roku marka Ducati niespodziewanie obcięła fundusze na motocyklowe wyścigi kobiet, Nina straciła całe swoje rajdowe zaplecze. W 2010 roku motocyklistka miała wypadek w czasie treningu i nie mogła wystartować w zawodach IDM. Ale Nina nie należy do osób, które się poddają. Nina jest typem wojowniczki. Od 2011 roku jeździ w zespole Qatar Motor and Motorbike Federation (QMMF) w Katarze, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

 

Rozmawiamy z Niną o jej motocyklowej pasji, życiu w arabskim świecie i roli kobiet w sportach motocyklowych.

Katar to jeden z Emiratów Arabskich. Nie jest to miejsce, w którym kobiety mogłyby walczyć o emancypację. Co spodowało, że ty jako kobieta, zdecydowałaś się tu zamieszkać?

Nina Prinz: Zanim przyjechałam do Kataru, sporo o nim czytałam, więc czułam się przygotowana i teraz czuję się tu bardzo dobrze. Wszyscy traktują mnie tu z szacunkiem. Wiadomo, że dyscypliny motocyklowe to głównie męska domena, ale dla mnie nie ma większej różnicy, w jakim miejscu jeżdżę. Motocyklistek w Katarze nie ma prawie wcale. A w kwestii emancypacji kobiet tutaj wiele zrobić nie mogę. Ja po prostu uprawiam sport, który uważam za fantastyczny.

W sportach motocyklowych jest mało kobiet. Jak myślisz, dlaczego?

Nina Prinz: Kobiety dużo mniej interesują się wyścigami niż mężczyźni, albo po prostu nie chcą podejmować wyzwań. No i jest jeszcze jedna ważna rzecz w życiu kobiet, rodzina i wsparcie płynące z jej strony.

fot. ninaprinz.de

Mówisz, że kobiety nie podejmują wyzwań. Czy masz takie odczucie również jako instruktorka prowadząca treningi?

Nina Prinz: Często wydaje mi się, że kobiety nie czują się pewnie w wyścigach motocyklowych. Obserwuję, że kobiety boją się blamażu, boją się zadawać pytania, obawiają się wystawić na śmieszność. Jest jeszcze jedna różnica, która sprawia, że kobiety podchodzą z dystansem. Za dużo się zastanawiają i analizują, przez co zapominają, jak to jest czerpać radość z bycia na torze wyścigowym.

Czy z Tobą też tak jest?

Nina Prinz: (śmiech) Ja jestem zodiakalnym Skorpionem, u mnie wszystko jest nieco bardziej skomplikowane.

Wróćmy do tematu treningów. Do kogo skierowałabyś ofertę treningów na torze wyścigowym? Kto według ciebie najlepiej się nadaje do tej dyscypliny?

Nina Prinz: Moim zdaniem jest to zasadniczo dyscyplina dla każdego. Osoba, która dopiero zaczyna jeździć na torze, może poczuć się komfortowo i wykorzystywać wszystkie dotąd nabyte umiejętności. No i jest jeszcze jeden plus, na torze nie ma tłoku.

A jak to jest z tymi, którzy właśnie zaczynają przygodę z torem?

Nina Prinz: Dla mnie jest to zawsze wielka frajda. W 99% mam do czynienia z bardzo fajnymi ludźmi, którzy z jazdy po torze czerpią ogromną przyjemność. Dlatego chętnie z nimi pracuję jako instruktorka.

Jak oceniasz konkurencję? Czy między kobietami jest inaczej niż pośród mężczyzn?

Nina Prinz: Aby osiągnąć wysoki wynik, trzeba być zdolnym. To jest moim zdaniem najważniejsze. I wtedy to, czy inny zawodnik jest mężczyzną czy kobietą, nie ma większego znaczenia. Gorzej czuję się tedy, kiedy ktoś jest lepszy ode mnie.

fot. ninaprinz.de

Czy będąc tak ambitną zawodniczką trudno znaleźć sobie odpowiedniego partnera?

Nina Prinz: Wiele podróżuję. Z tego powodu cierpi zarówno moja rodzina, jak i przyjaciele. Ale mimo tego nie chciałabym porzucać mojej pasji dla mężczyzny.

Jakie są twoje cele na rok 2013?

Nina Prinz: Na pewno z wyprzedzeniem zaangażuję się w mistrzostwa Superbike rozgrywane w Katarze. Chciałabym również wystartować w 24-godzinnym wyścigu w Le Mans we Francji. A może zrobię jeszcze coś szalonego, nie wiem.

Na zakończenie naszej rozmowy prosimy o kilka rad dla naszych czytelniczek, które chciałyby rozpocząć przygodę z wyścigami.

Nina Prinz: Jeśli widzisz przed sobą cel, to po prostu zacznij go realizować. Od marzeń przejdź do realizacji.

To jest łatwiejsze niż ci się wydaje!

Dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia w rajdach w Katarze!

Źródła: Fembike i http://www.ninaprinz.de/

Tłumaczyła: Anna Maria Dąbrowska

Najnowsze

Test czytelniczki – BMW F650 GS

W naszym cyklu testów czytelniczek przyszedł czas na opis jednośladu idealnego do przemierzania długich dystansów. O swoim BMW F650 GS opowie Magdalena, instruktorka jazdy motocyklem.

Motocykl: BMW F650 GS
Rok produkcji: 2010
Przebieg: 41 000 kilometrów

Dlaczego wybór padł akurat na ten motocykl?

Na początku powód był banalny – GS jest po prostu wyjątkowy, oryginalny pod wieloma względami, wyróżnia się z tłumu. Do zakupu tego motocykla „zainspirowała” mnie także Ania Jackowska. Przeczytałam wszystkie jej książki, w których Ania opisuje swoje podróże, śledziłam z zaciekawieniem jej blog i wpisy na Facebooku. I strasznie zazdrościłam. Któregoś dnia, będąc w Warszawie na imprezie enduro organizowanej przez Orlen, rzuciłam przelotem do koleżanki, widząc zaparkowanego na ulicy GSa: „takiego będę mieć”. Wyobraźcie sobie, że kilka minut później zadzwonił do mnie kolega – „Madzia, jest GS do sprzedania, bierzesz?”
Kupiłam w ciemno. Chciałam koniecznie mieć motocykl, na którym dalekie trasy nie będą stanowić żadnego problemu – wygodny, ekonomiczny. Taki właśnie jest GS.

 

Chcesz podzielić się wrażeniami dotyczącymi Twojego motocykla? Napisz do nas!
Na zgłoszenia chętnych Pań czekamy pod adresem redakcja@motocaina.pl

 

fot. archiwum prywatne bohaterki

Twoje pierwsze wrażenie?

Byłam zbyt śpiąca, by pamiętać jakie było moje pierwsze wrażenie! Motocykl przyjechał do mnie z Irlandii, o 5 rano… A tak zupełnie poważnie – nie spodobał mi się. Nie chodzi o wygląd. Byłam przyzwyczajona do innej pozycji za kierownicą, nie mogłam się wczuć. Nie podobał mi się odgłos silnika, zbyt cichy i „bez charakteru”, w porównaniu z moją Hondą. Denerwowało mnie, że lewy kierunkowskaz włącza się z lewej strony, prawy z prawej, a wyłącza jeszcze gdzieś indziej. Nie byłam też przyzwyczajona do ABSu.
Przełomowym momentem był dzień, kiedy pojeździłam trochę po szutrze, dziurach, drogach gruntowych, a potem wróciłam na asfalt. Wtedy zrozumiałam, że wybór był właściwy i najlepszy z możliwych. GS idealnie nadaje się zarówno w dalekie trasy, jak i do miasta – zwinnie przedziera się przez miejskie chaszcze (dużym atutem jest to, że kierownica w tym motocyklu jest umiejscowiona dość wysoko, nie jest na wysokości lusterek samochodów osobowych, dzięki temu można z łatwością poruszać się pomiędzy autami), a także bez problemu radzi sobie w lekkim terenie.

Krótka charakterystyka jednostki silnikowej

Przed wszystkim – F650 GS to nie 650, a… 800. Dwucylindrowiec o mocy 71 KM, dysponuje maksymalnym momentem obrotowym w niemal całym zakresie użytecznych obrotów silnika. Jazda tym motocyklem to naprawdę sama przyjemność.

Spalanie

Na mieście około 4 litrów, w trasie średnio 3,2l/100 km. Przy tak niskim spalaniu, obecne wysokie ceny paliwa przestały mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. W zeszłym roku przejechałam Rumunię, Mołdawię i Ukrainę aż po Krym za 900 zł. I wbrew zasłyszanym opiniom, paliwo gorszej jakości nie zrobiło na moim motocyklu żadnego wrażenia. Myślę także, że zużycie paliwa poniżej 5 litrów w terenie jest jak najbardziej możliwe.

Praca zawieszenia

Niech nikogo nie zmyli wygląd motocykla! GS to przede wszystkim turystyk, rewelacyjnie sprawdzający się na szosie. Ale nie straszne mu polskie, dziurawe drogi – im więcej wybojów na drodze, tym większy mam uśmiech na twarzy, bo motocykl po prostu płynie po nierównościach. Od pewnego czasu w ogóle nie zwracam uwagi na stan nawierzchni – jeździ mi się tak samo komfortowo po równym, gładkim asfalcie jak i po nierównościach.

fot. archiwum prywatne bohaterki

Jak sprawdza się w turystyce?

Idealnie! GS-a mam od półtora roku, czyli zaliczony jeden pełny sezon motocyklowy. Za nami około 15 000 kilometrów. Bezawaryjnie, komfortowo, zawsze z wielkim uśmiechem na twarzy kiedy wsiadam, jadę, zostawiam go na noc w garażu. GS był w zeszłym roku ze mną i nad polskim morzem, i u naszych zachodnich sąsiadów, i za wschodnią granicą. Za każdym razem podróżowało mi się na nim bardzo dobrze. Pozycja na motocyklu jest wyprostowana, dzięki czemu nie czuję żadnego zmęczenia, choć to z pewnością również zasługa tego, że dużo jeżdżę i jestem przyzwyczajona do spędzania wielu godzin na motocyklu. Mogłabym na nim jeździć od tankowania do tankowania bez żadnych postojów. Do motocykla można dokupić bardzo dużo akcesoriów, które z pewnością poprawią jeszcze bardziej komfort jazdy, ale nawet motocykl w standardowym wyposażeniu i bez żadnych dodatkowych udogodnień jest w stanie sprawić nam naprawdę wiele frajdy z jazdy. Moje oczekiwania spełnił w stu procentach – w turystyce sprawdza się idealnie. Jeżeli kiedykolwiek zmienię motocykl, to tylko na większego GS-a.

Czy ten motocykl jest odpowiedni dla kobiet?

Jak najbardziej. GS jest motocyklem niedużym, lekkim i stosunkowo niskim, mimo iż pierwsze wrażenie jest zupełnie inne. Często sadzam na swoim motocyklu niewysokie, drobne dziewczyny, żeby mogły się przekonać, że nie taki diabeł straszny. Każda z nich bez problemu by sobie z nim poradziła. Owszem, po przesiadce z naprawdę małej 250-tki na nauce jazdy, GS wydaje się być ogromnym motocyklem, ale to naprawdę złudzenie. Ponadto, motocykl można obniżyć na zawieszeniu lub dokupić obniżaną kanapę, więc osoba poniżej 170 cm wzrostu nie będzie mieć żadnych problemów.

fot. archiwum prywatne bohaterki

Czy ten motocykl może być pierwszym motocyklem?

Oczywiście. Mały GS jest stosunkowo niski, lekki, zwinny, o niezbyt dużej mocy, co stanowi idealne rozwiązanie dla początkujących. Motocykl jest wszechstronny, więc niedoświadczony kierowca będzie mógł próbować go w każdych warunkach i jestem przekonana, że GS poradzi sobie na każdej nawierzchni.

Kilka słów o mnie

Motocykle to moja pasja. Jestem z nimi związana także zawodowo – jako instruktor nauki jazdy i instruktor doskonalenia techniki jazdy. Jeżdżę od 10 lat. Około 100 000 bezpiecznie pokonanych kilometrów za mną. W moim garażu stało już kilka motocykli, jednak GS póki co okazał się tym najlepszym.

Najnowsze

Nowa Toyota RAV4 i Auris Touring Sports w Genewie

Toyota zaprezentuje na tegorocznym Salonie Samochochodowy w Genewie dwa nowe samochody koncepcyjne oraz produkcyjne wersje nowej generacji RAV4 i Auris Touring Sports (kombi).

Toyota FT-86 Open concept będzie przykładem, jak może wyglądać sportowy model GT86 w wersji otwartej.

FT-86 Open Concept
fot. Toyota

Toyota i-ROAD natomiast ma być kompaktowym, wolnym od emisji samochodem koncepcyjnym przeznaczonym do dwuosobowego transportu miejskiego.

Toyota i-ROAD
fot. Toyota

Podczas Salonu w Genewie swoją premierę będzie miała również produkcyjna wersja Aurisa Touring Sports. Ujawnione zostaną także wymiary, osiągi oraz pełna specyfikacja. Premierze Aurisa Touring Sports będzie towarzyszył projekt Auris Touring Sports „Black”.

 

Toyota Auris Touring Sports
fot. Toyota

Najnowsza odsłona modeli RAV4 wyróżnia się zupełnie nowym nadwoziem, eleganckim wykończeniem wnętrza oraz udoskonalonym napędem na cztery koła.
Premierze RAV4 będą towarzyszyły dwa projekty RAV4 „Premium” oraz RAV4 „Adventure”.

Toyota RAV4
fot. Toyota

Konferencja prasowa Toyoty odbędzie się 5 marca o godz. 13:00, na stoisku 4.111.

Najnowsze

Zapowiedź premier Toyoty w Genewie

Toyota zaprezentuje na tegorocznym Salonie Samochochodowy w Genewie dwa nowe samochody koncepcyjne oraz produkcyjne wersje nowej generacji RAV4 i Auris Touring Sports (kombi).

To

Najnowsze