Jak bardzo różnią się przepisy drogowe w Europie

Znaki drogowe nie powiedzą wszystkiego o zasadach prowadzenia pojazdów w różnych rejonach Europy. Np. w Hiszpanii auto trzeba wyposażyć w dwa trójkąty ostrzegawcze, w Holandii doświadczeni kierowcy mogą mieć wyższe stężenie alkoholu we krwi niż początkujący, a samochodach osobowych na norweskich szosach nie trzeba wozić gaśnicy.

Nawet rutyniarz za kółkiem może się poczuć niepewnie, gdy wyjeżdża za granicę Polski. Czy poradzi sobie, polegając na sygnalizacji świetlnej oraz pionowych i poziomych znakach drogowych? Tyle powinno wystarczyć, by ustrzec się przed łamaniem elementarnych zasad bezpieczeństwa. Jeżeli dołożyć do tego przezorność, powinno się obyć także bez mandatu z zagranicznych podróży. Jednak gwarancję poruszania się zgodnie z obowiązującymi normami zyskamy dopiero, poznając najważniejsze zasady charakterystyczne dla różnych państw.

Zapinamy pasy, nie rozmawiamy przez telefon
Istnieją uregulowania zbieżne niemal dla całej Europy. Gdziekolwiek jedziemy, powinniśmy trzymać przy sobie dokumenty – prawo jazdy, dowód rejestracyjny, ważne badania techniczne. Należy też pamiętać o zapinaniu pasów bezpieczeństwa i – jeśli nie korzystamy z zestawu głośnomówiącego – o zakazie rozmów przez telefon komórkowy.

Chociaż nie wszędzie wymagają tego przepisy, przez całą dobę warto jeździć z włączonymi światłami, jesienią zmieniać opony z letnich na zimowe, a wiosną na odwrót. “Zimówki”, wprawdzie jeszcze nie w Polsce, w wielu państwach stały się już obowiązkiem, który dotyczy posiadacza każdego samochodu.

O ograniczeniach prędkości najczęściej informują umieszczane przy drogach znaki. W terenie zabudowanym z reguły obowiązuje zakaz przekraczania 50 km/h. Poza miejscowościami – w terenie niezabudowanym najczęściej można się poruszać maksymalnie 90 km/h. Na drogach ekspresowych rozbieżności robią się już spore. Np. na niemieckich autostradach istnieją fragmenty bez ograniczeń prędkości, tymczasem na Malcie, Łotwie i w Finlandii w ogóle nie wolno wykraczać poza barierę 80 km/h. Amatorzy szybkiej jazdy nie poszaleją także w Norwegii, gdzie na najlepszych nawet szosach kierowców ogranicza 100 km/h. W Estonii dozwolona prędkość zależy od pory roku. I tak latem na ekspresowych drogach dwujezdniowych można jechać 110 km/h, lecz zimą już tylko 90 km/h.

Dość powszechnie wiadomo, że w Wielkiej Brytanii obowiązuje nietypowy dla Europy ruch lewostronny. Zjednoczone Królestwo nie stanowi jednak na Starym Kontynencie jedynego wyjątku. Lewej strony należy się trzymać także w Irlandii oraz na Cyprze i na Malcie.

Po spożyciu najlepiej w ogóle nie prowadzić, ale…
Ogólna zasada mówi: Piłeś? Nie jedź! Większość europejskich państw dopuszcza jednak margines na prowadzenie samochodu np. po obiedzie z kieliszkiem wina.

Dopuszczalne stężenie alkoholu we krwi w Szwecji wynosi np. 0,2 g/l. Podobnie wyglądają zasady u sąsiadów z Norwegii i Finlandii, a także w Polsce. Bardziej liberalne przepisy stosują np.: Francuzi, Grecy, Holendrzy, Hiszpanie, Irlandczycy – 0,5 g/l oraz 0,2-0,3 dla kierowców początkujących. Największą tolerancję zachowują Brytyjczycy i Maltańczycy – 0,8 g/l. Istnieją też w Europie kraje, w których nie wolno sobie pozwolić nawet na odrobinę alkoholowej domieszki we krwi. W Czechach, Bułgarii i na Słowacji limit wynosi 0,0.

Nie trzeba pamiętać wszystkiego
W europejskich państwach różnią się także przepisy dotyczące obowiązkowego wyposażenia samochodów. W Polsce wymaga się tylko gaśnicy i trójkąta ostrzegawczego. Gdy wybieramy się za granicę, lepiej doposażyć auto w kamizelkę odblaskową. W wielu krajach przyda się także zestaw do udzielania pierwszej pomocy. W Chorwacji kierowcy pojazdów z tradycyjnymi reflektorami muszą mieć przy sobie zapasowe żarówki. Z kolei hiszpańskie reguły wymagają dwóch przenośnych trójkątów ostrzegawczych na pokładzie jednego auta.

Samochodowa wyprawa po całej Europie wiązałaby się z koniecznością zapamiętania wielu norm. Na szczęście istnieją narzędzia, które pozwalają na bieżąco sprawdzić, co w kwestii drogowych przepisów warto wiedzieć, jadąc do różnych krajów. Wystarczy pobrać darmową aplikację np. Going Abroad, by uzyskać pod ręką dostęp do reguł poruszania się po drogach wszystkich państw członkowskich UE. Aplikacja jest dostępna w języku polskim i działa na smartfonach wyposażonych w systemy: Android, iOS i Windows.

Za nieznajomość lub nierespektowanie przepisów się płaci
Kierowcy w Polsce, nawet w kontekście ostatniego zaostrzenia kar za łamanie przepisów, nie powinni narzekać na wysokość mandatów, jeśli porównają stawki z Norwegią, Danią, Szwajcarią czy Holandią. – Różnią się oczywiście także średnie zarobki między pracownikami w europejskich krajach. W Polsce przeciętna pensja w sektorze przedsiębiorstw w przeliczeniu na europejską walutę wynosi ok. 1 tys. euro, podczas gdy w Niemczech średnia sięga 3,7 tys. euro, a jeszcze wyższa jest np. w Danii, Irlandii, Szwecji, Belgii – mówi Bartosz Grejner, analityk spółki Cinkciarz.pl. Różnice w zarobkach nie są jednak proporcjonalne do stawek mandatowych. W niektórych krajach łamanie przepisów kosztuje naprawdę słono. Za przekroczenie prędkości o 20 km/h w Polsce płaci się najczęściej 100 zł, czyli ok. 23-24 euro. Za identyczne wykroczenie w Czechach kara byłby już niemal dwukrotnie wyższa, w Szwecji dziesięciokrotnie, a w Norwegii nawet 20-krotnie i według kursów Cinkciarz.pl z 25 września 2017 r. sięgałaby w przeliczeniu na polską walutę niemal 1,8 tys. zł.

Statystycznie blisko Niemców
Polacy należą do europejskiej czołówki, jeśli chodzi o liczbę zarejestrowanych aut osobowych w stosunku do liczby obywateli. Ostatnie dane Eurostatu (dostępne za 2015 r.) pokazują, że czołówkę utworzonego pod tym względem rankingu tworzą: Liechtenstein – 766, Luksemburg – 661 i Malta – 634. Czwarta jest Finlandia – 590, a szóste są Niemcy – 548.

– Co ciekawe, w Polsce było tylko o dwa samochody mniej na 1000 mieszkańców niż u zachodniego sąsiada. Tym samym nasz kraj już znajduje się wśród państw z najwyższą średnią aut na 1000 mieszkańców, wyprzedzając znacznie bogatsze europejskie gospodarki – zauważa analityk Cinkciarz.pl. – Dane nie określają jednak średniego wieku i wartości samochodów – dodaje analityk Cinkciarz.pl. W końcówce europejskiego rankingu (z 2015 r.) posiadaczy samochodów osobowych są: Rumunia z 261 samochodami na 1000 mieszkańców oraz Węgry – 325.

Najnowsze

Kiedy odmówić przyjęcia mandatu i iść do sądu?

Nikt nie lubi płacić mandatów, szczególnie tych, które uważamy za niesłuszne. Zawsze możemy odmówić przyjęcia mandatu, a wtedy sprawa zostanie rozpatrzona przez sąd. Niestety, koszty samego postępowania, szczególnie jeśli sprawa przejdzie kilka instancji, mogą dalece przekroczyć kwotę pierwotnie nałożonej kary.

Dodatkowo, zawsze pozostaje ryzyko, że przegramy i poniesiemy koszty rozprawy. Kierowcy mogą mieć jednak i na to sposób.

Mandat karny możemy otrzymać w wyniku popełnienia wykroczenia. Maksymalna wysokość mandatu na terenie Polski to 500 lub 1000 zł w przypadku zbiegu wykroczeń. Mandaty dotyczą różnych wykroczeń, lecz najczęściej związane są z ruchem drogowym. Wówczas na kierowcę jest nakładana mandatem kara grzywny oraz otrzymuje on punkty karne. Zdarza się jednak, że decyzja policji jest niesłuszna. W takim przypadku możemy odmówić przyjęcia mandatu i spróbować udowodnić swoją rację przed sądem, który rozpatrzy nasze argumenty i dowody. Jeśli przyjmiemy mandat, nie będziemy już mogli się odwołać w kwestii wysokości lub zasadności nałożonej kary.

Mandaty – warto odmawiać?
Jeżeli uważamy, że zostaliśmy niesłusznie ukarani, to możemy odmówić przyjęcia mandatu, ale w praktyce nie każdy kierowca się na to decyduje. – W sytuacji, gdy odmówimy mandatu policja skieruje do sądu wniosek o ukaranie kierowcy. Sąd nie musi jednak przyznać racji kierującemu, co wiąże się ze znacznie surowszą karą pieniężną. Dodatkowo, jeśli Sąd uzna kierowcę winnym popełnienia wykroczenia, wówczas policja obligatoryjnie nakłada punkty karne za wykroczenie wskazane w orzeczeniu. Sąd może też obciążyć kierowcę kosztami sądowymi – wylicza Piotr Kuźmiński, prawnik z D.A.S. Z kolei dla kierowców zawodowych mandat oznacza także konsekwencje zawodowe i ślad w aktach, dodaje ekspert.

W praktyce decyzja o odmowie przyjęcia mandatu nie jest więc prosta. Szanse na wygraną w sądzie są jednak wyższe, jeśli mamy wsparcie adwokata lub radcy prawnego. Jednakże honorarium profesjonalnego pełnomocnika procesowego może przewyższać koszty mandatu. A zatem lepiej przyjąć niesłusznie nałożony lub zbyt wysoki mandat? Niekoniecznie. Ciekawym sposobem na wysokie koszty usług prawnych może być ubezpieczenie ochrony prawnej, które gwarantuje dostęp do natychmiastowych telefonicznych porad prawnych w momencie, gdy zastanawiamy się czy podjąć decyzję o odmowie mandatu. Sfinansuje również koszty wsparcia oraz reprezentacji prawnika lub radcy prawnego w przypadku skierowania sprawy do rozpatrzenia przez sąd. O tym, że o sprawiedliwość przed sądem warto walczyć dowodzą głośne przypadki wygranych kierowców, którzy ustanawiali precedensy, jak chociażby sprawa słynnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego o niekonstytucyjności mandatów z fotoradarów obsługiwanych przez Inspekcję Transportu Drogowego.

– Niesłuszne oskarżenia mogą być też szczególnie dotkliwe dla profesjonalnych kierowców, którzy ponoszą nie tylko koszt przyznanego mandatu, ale i mierzą się z konsekwencjami zawodowymi. Często zdarza nam się wspierać ich w sprawach, w których zostali niesłusznie oskarżeni, np. o nieodpowiednie zabezpieczenie ładunku i uszkodzenie innego samochodu przez spadające z pojazdu przedmioty. Wiele sytuacji dotyczy też po prostu formalności, np. błędów w naliczeniu opłat za przejazd płatnymi odcinkami dróg. Niektóre z tych przypadków są oczywiste, niektóre bardziej skomplikowane do udowodnienia, jednak każda sprawa wymaga dochodzenia swoich praw przed sądem, co zawsze wymaga czasu i zaangażowania, a niekiedy też wsparcia prawnego – mówi Piotr Kuźmiński

Z ubezpieczeniem ochrony prawnej decyzja o nieprzyjęciu niesłusznie nałożonego lub zbyt wysokiego mandatu jest dużo prostsza. Polisa pokryje w całości honorarium adwokata lub radcy prawnego, a także ewentualne koszty sądowe. W razie przegranej zapłacimy wyłącznie grzywnę nałożoną przez sąd. Jeżeli wygramy – nie płacimy nic. Takie ubezpieczenie działa nie tylko w Polsce, bardzo często obejmuje też inne kraje. Polisa ochrony prawnej rozciąga się także na pasażerów podróżujących ubezpieczonym autem. Możemy też ubezpieczyć nie tylko prywatny samochód i pojazd firmowy, a także całą flotę.

Najnowsze

Diesle ślepą uliczką motoryzacji w Europie?

Samochody z silnikami wysokoprężnymi nie są sposobem na skuteczną redukcję emisji spalin i gazów cieplarnianych. Z nowego raportu konsultingowej organizacji non-profit Transport & Environment (T&E) z siedzibą w Brukseli wynika, że diesle produkują więcej CO2 niż benzynowe odpowiedniki, jeśli wziąć pod uwagę cały cykl życia samochodu.

Kiedy porównywany jest wpływ na środowisko samochodów, najczęściej bierze się pod uwagę emisję CO2 podczas jazdy. Na tej podstawie zostało skonstruowane prawo w krajach Europy, które zaowocowało nieznaną w innych częściach świata popularnością diesli na kontynencie. Jak wynika z raportu organizacji Transport & Environment, gdyby regulacje Unii Europejskiej brały pod uwagę cały cykl życia samochodu, od produkcji przez użytkowanie po utylizację, a nie tylko emisję w czasie jazdy, producenci nie inwestowaliby tak intensywnie w rozwój tej technologii, która według autorów raportu w ogólnym rozrachunku jest mniej ekologiczna od samochodów benzynowych.

Większy wpływ na środowisko diesli wynika w pierwszej kolejności z tego, że produkcja oleju napędowego pochłania więcej energii niż benzyny. Biodiesel mieszany z olejem napędowym pochodzącym z ropy powoduje znacznie większą emisję niż bioestry dodawane do benzyny. Po drugie, samochód z silnikiem Diesla jest bardziej skomplikowany i wymaga użycia większej ilości surowców. Nie bez znaczenia jest także to, że niższy koszt paliwa zachęca do częstszego korzystania z pojazdu. Autorzy podkreślają przy tym, że alternatywne rozwiązania, takie jak hybrydy, powodują około 20-25 procent mniejszą emisję CO2, a ich ceny są porównywalne z cenami diesli.

Według wyliczeń T&E samochody z silnikiem Diesla wyemitują w ciągu całego cyklu życia średnio 34,8 ton CO2, zaś benzynowy 33,2 ton. Regulacje prawne i podatkowe, sztucznie preferujące diesle, skutkują tendencją do zakupu większych i wyższych samochodów oraz częstszego korzystania z pojazdu. Jak obliczyli analitycy T&E, skłonność kierowców diesli do częstszego siadania za kierownicą tylko w 4 procentach jest wynikiem niższych kosztów produkcji samego paliwa. Dlatego w analizie wzięto pod uwagę średni przebieg diesli na poziomie 182 000 km, zaś aut benzynowych 175 000 km. Korzystanie z oleju napędowego z domieszką biopaliwa jest źródłem emisji 2,6 tony CO2, w porównaniu do 0,8 tony w przypadku benzyny. Produkcja ON powoduje emisję 5,25 ton dwutlenku węgla, zaś benzyny 5 ton.

W ostatnich latach silniki benzynowe stały się znacznie wydajniejsze, niemal dorównując silnikom wysokoprężnym. Najnowocześniejsze jednostki benzynowe osiągają wydajność rzędu 40 procent. Średnia emisja silników benzynowych nowej generacji wyniosła w 2015 roku 123 g/km, diesli – 119 g/km, zaś hybryd zaledwie 89 g/km, czyli o 25 procent mniej w stosunku do konwencjonalnych samochodów spalinowych. Porównanie jednostek benzynowych i wysokoprężnych o podobnej mocy daje różnicę zaledwie 2-3 g/km.

Jednocześnie do samochodu z silnikiem Diesla trzeba dopłacić kilka tys. euro. Obecnie taka sama lub mniejsza dopłata wystarczy, aby zamiast auta z jednostką wysokoprężną kupić samochód hybrydowy. W mieście samochody z pełnym napędem hybrydowym korzystają z samego silnika elektrycznego przez 50-70 procent czasu jazdy – wynik ten jest uzyskiwany bez ładowania z zewnętrznej sieci energetycznej. Z czasem hybrydy będą nadal taniały, natomiast ceny diesli będą rosły ze względu na lawinowy wzrost kosztów opracowywania kolejnych sposobów na zwiększanie wydajności silników wysokoprężnych i obniżanie ich wpływu na środowisko. Hybrydy plug-in oraz samochody bezemisyjne także będą coraz tańsze, przyspieszając redukcję CO2 emitowanego przez park samochodów w Europie.

„W ostatnich latach stało się jasne, że silniki wysokoprężne są głównym źródłem zanieczyszczenia europejskich miast tlenkami azotu, przyczyniając się do przedwczesnej śmierci 68 000 Europejczyków rocznie. Przekonaliśmy się także dzięki naszym badaniom, że wbrew deklaracjom producentów diesle są bardziej szkodliwe dla klimatu niż auta benzynowe i nie przyczyniają się do spełnienia celów redukcji emisji CO2. Europa musi patrzeć w przyszłość i przyspieszyć elektryfikację samochodów” – podsumowała Julia Poliscanova, manager ds. ekologicznych samochodów w Transport & Environment.

W Europie trwa dyskusja na temat faktycznego wpływu silników wysokoprężnych na środowisko. Jednocześnie niektóre koncerny motoryzacyjne lobbują na rzecz utrzymania regulacji, które szczodrze wspierają diesle kosztem innych napędów. Producenci samochodów widzą w dieslach łatwy sposób na – przynajmniej na papierze – spełnianie norm Euro 6. Zdaniem analityków fundacji, istnieją skuteczniejsze sposoby na dalszą redukcję emisji dwutlenku węgla i zanieczyszczeń przez park samochodów w Europie, obejmujące napędy hybrydowe i samochody bezemisyjne.

Najnowsze

Nie piłaś? Nie jedź! Zagrożenia związane z odwodnieniem kierowcy

Nissan zachęca kierowców, aby sięgali po butelkę - oczywiście wody, a nie alkoholu. W ten sposób firma stara się zwiększyć świadomość wpływu odwodnienia na bezpieczeństwo na drogach.

O ile zagrożenia związane z prowadzeniem samochodu po spożyciu alkoholu są powszechnie znane, o tyle badań nad zależnością między nawodnieniem kierowcy a bezpieczeństwem nie ma zbyt wiele.

W badaniu1 przeprowadzonym w 2015 roku przez Uniwersytet w Loughborough w Wielkiej Brytanii i sfinansowanym przez Europejski Instytut Nawodnienia stwierdzono, że:

  • kierowcy, którzy wypijają tylko łyk wody (25 ml) na godzinę popełniają ponad dwukrotnie więcej błędów na drodze niż osoby odpowiednio nawodnione,
  • liczba błędów była taka sama, jak w przypadku osób, u których zawartość alkoholu we krwi wynosi 0,08% – czyli aktualnie dopuszczalny limit w Wielkiej Brytanii,
  • wśród popełnianych błędów zdarzało się spóźnione hamowanie, jazda „wężykiem” w obrębie pasa ruchu, a nawet przekraczanie linii wyznaczających pasy ruchu.

Ponadto około dwie trzecie kierowców nie potrafiło rozpoznać oznak odwodnienia – zmęczenia, zawrotów i bólu głowy, suchości w ustach i spowolnienia reakcji2.

Problem ten można rozwiązać, wypijając po prostu więcej wody. W badaniu3 przeprowadzonym w 2013 roku przez dwie uczelnie ustalono, że osoby, które wypijają pół litra wody przed wysiłkiem intelektualnym, reagują o 14% szybciej od osób, które wcześniej nic nie piły.

Co szósta osoba używa dziś technologii ubieralnych4. Nissan, zainspirowany rozwiązaniami pomagającymi dbać o zdrowie i kondycję, zaproponował zastosowanie zaawansowanych „inteligentnych” materiałów w branży motoryzacyjnej.

Nawiązawszy współpracę z holenderską marką Droog z branży wzornictwa przemysłowego, Nissan zainstalował w crossoverze Juke supernowoczesną technologię wykrywania potu SOAK. Specjalna powłoka na kierownicy i przednich fotelach Juke w prosty, ale skuteczny sposób ostrzega go i przypomina, że powinien napić się wody.

Powłoka SOAK działa w bardzo prosty sposób – zmienia kolor w kontakcie z wilgocią na przykład na dłoniach kierowcy lub ubraniu po intensywnym treningu. Odwodnienie jest sygnalizowane kolorem żółtym, natomiast kolor niebieski oznacza, że kierowca jest dostatecznie nawodniony.

Kierowca wyścigowy Lucas Ordóñez, zwycięzca inauguracyjnej edycji Nissan GT Academy, a obecnie zawodnik NISMO (Nissan Motorsport), występuje w filmie zrealizowanym w celu uświadamiania wpływu, jaki odwodnienie ma na bezpieczeństwo jazdy. Film można obejrzeć tutaj:

Dr Harj Chaggar, konsultant medyczny NISMO, powiedział: „Wielu sportowców doskonale rozumie konieczność nawadniania organizmu, ale ludzie spoza świata sportu często nie zdają sobie sprawy z wpływu odwodnienia na wydolność fizjologiczną. Technologia wykrywania potu w samochodzie to innowacyjny sposób zwrócenia uwagi na tę kwestię, a także skutecznej prewencji poprzez bezpośrednie ostrzeżenie kierowcy”.

Powłoka SOAK została opracowana przez Pauliena Routsa, badacza i projektanta z firmy Droog. „Opracowałem SOAK z myślą o zastosowaniu w odzieży sportowej. Moją wizją jest tworzenie innowacyjnych rozwiązań, które w jakiś sposób pomagają noszącemu je użytkownikowi, wykorzystywanie nowych technologii rozszerzających funkcjonalność odzieży i tekstyliów, a także opracowywanie nowych sposobów interakcji z naszym zdrowiem i organizmem”.

Obecnie Nissan nie planuje wprowadzania technologii wykrywania potu w seryjnym modelu Juke. Jest to jedynie ilustracja podejścia marki do innowacyjności oraz pionierskich technologii zwiększających bezpieczeństwo.

1 http://www.lboro.ac.uk/media-centre/press-releases/2015/april/54-dehydrated-drivers.html

2 http://www.licencecheck.co.uk/blog/two-thirds-of-drivers-fail-to-identify-major-symptoms-of-dehydration

3 https://www.medicalnewstoday.com/articles/263648.php

4 http://www.nielsen.com/us/en/insights/news/2014/tech-styles-are-consumers-really-interested-in-wearing-tech-on-their-sleeves.html

Najnowsze

Wypróbuj auto u kierowcy, który nim już jeździ

Citroën proponuje swoim potencjalnym klientom możliwość przetestowania modelu, który zamierzają kupić, u osoby, który już taki model ma i nim od jakiegoś czasu jeździ.Usługa ta, nazwana „Citroën Co-Expérience”, to wymiana opinii „w warunkach rzeczywistych”, bez udziału sprzedawcy.

Rewolucja cyfrowa sprawiła, że dzielenie się doświadczeniem stanowi nowy rodzaj zachowania przy podejmowaniu decyzji o zakupie, a tym samym zmienia tradycyjny model kupowania. Jest to nowy trend, który jest wyrazem potrzeby bliskości i konieczności wzajemnego upewniania się pomiędzy ludźmi, wychodzący poza zwyczajowe argumenty przedstawiane przez sprzedawcę marki. Więc dlaczego sprowadzać tę rzeczywistość tylko do przestrzeni cyfrowej? Citroën, wierny zasadzie „Inspired by you”, zdecydował się poszerzyć doświadczenie klienta o nową usługę jazd testowych pomiędzy prywatnymi użytkownikami.

Jej zasada? Bezpośrednie skontaktowanie potencjalnego klienta, który chce kupić model marki Citroën, z klientem, ambasadorem marki, który jest właścicielem takiego modelu, w celu wypróbowania jego pojazdu. Płynące z niej korzyści? Z perspektywy klienta zainteresowanego kupnem jest to gwarancja wiarygodnego i przejrzystego testu, bez udziału handlowca, tylko z podobnym do niego klientem. Taka bliskość będzie sprzyjać wymianie konkretnych opinii na temat sposobów wykorzystania pojazdu, uzyskania porad dotyczących użytkowania, itp. Dla osoby, która wyraża zgodę na udostępnienie do testów swojego Citroëna, jest to również, poza faktem uzyskania statusu ambasadora marki, okazja do otrzymania bonusów za przeprowadzane testy (bony zniżkowe, itp.). Jest to więc korzystne rozwiązanie typu „win-win” z realną wartością dodaną dla klientów i dla Citroëna, który, po wprowadzeniu programu Citroën Advisor, coraz szerzej wykorzystuje zaangażowanie różnych społeczności.

Marka wdraża tę nową usługę testów pomiędzy użytkownikami prywatnymi dla swojego miejskiego samochodu elektrycznego C-ZERO, wychodząc z założenia, że klient, który jest już jego użytkownikiem, potrafi najlepiej opowiedzieć o wykorzystaniu pojazdu elektrycznego, udzielić rad i rozwiać obawy związane z tym rodzajem napędu. Citroën pozyskał również klientów ambasadorów modelu Berlingo – społeczności, która również bardzo chętnie przedstawi wszystkie korzyści płynące z temat codziennego użytkowania tego kombivana Marki. Usługa ta jest uzupełnieniem tradycyjnej jazdy testowej, proponowanej przez salony sprzedaży i będzie rozwijana obejmując inne modele gamy, w szczególności przyszłe pojazdy.

Nowa usługa, zaprezentowana w maju br. w Paryżu podczas 5. Campusu Citroëna na temat doświadczenia klienta, bazuje na francuskim start-upie Demooz, którego platforma internetowa umożliwia łączenie przyszłych nabywców produktu z jego obecnymi użytkownikami po to, żeby oprzeć się na ich opiniach i wypróbować produkt w rzeczywistych warunkach użytkowania.

Usługa „Citroën Co-Expérience” powstała w ramach prac Business Lab PSA , którego misją jest wypróbowywanie i przekształcanie nowych zwyczajów w świecie motoryzacji, między innymi dzięki współpracy ze start-upami.

*”Inspired by you”: inspirowany Tobą
**”Early adopters”: pierwsi nabywcy produktów nowo wprowadzonych na rynek

Najnowsze