Paula Lazarek

Hyundai Staria – minivan z przyszłości. Doskonałe auto do filmów science fiction?

Czy też wam się wydaje, że ten futurystyczny van powinien pojawić się w grze Cyberpunk?

Kia właśnie opublikowała pierwsze zdjęcia nowego modelu minivana – Hyundai Staria. Koncern już może pochwalić się rodzinnym vanem, mowa o Kia Carnival. 

Hyundai Staria - minivan z przyszłości. Doskonałe auto do filmów science fiction?

Na pierwszy rzut oka można zauważyć, że futurystyczna Staria nawiązuje stylistycznie do modelu Ioniq 5 – uwagę zwracają duże reflektory osadzone na dole i wpasowane w olbrzymią, chromowaną atrapę grilla. Rozciągający się przez całą szerokość świetlny pas LED przypomina nieco oświetlenie statku kosmicznego do zadań specjalnych. 

Hyundai Staria - minivan z przyszłości. Doskonałe auto do filmów science fiction?

We wnętrzu znajdziemy wiele elementów inspirowanych odświeżonym Hyundaiem Santa Fe – z pewnością będzie można tu podróżować komfortowo, świadczą o tym indywidualne podłokietniki, jak i rozkładane fotele w tylnej części. 

Hyundai Staria - minivan z przyszłości. Doskonałe auto do filmów science fiction?

Chociaż producent ujawnił pierwsze zdjęcia, wciąż zagadką pozostaje kwestia tego, co znajdziemy pod maską modelu Staria. Można jednak zakładać, że inżynierowie Kii postawią na silniki hybrydowe. Również, w sferze domysłów pozostaje odpowiedż na pytanie – na jakiej platformie będzie zbudowana Staria – domyślamy się, że może to być powiększona płyta Kii Carnival. 

Hyundai Staria - minivan z przyszłości. Doskonałe auto do filmów science fiction?

Na zdjęciach producenta pojawił się dokładnie model Hyundai Staria Premium, czyli najwyższa wersja wyposażenia tego modelu. Jeśli spodobał wam się ten samochód z przyszłości, mamy niestety złe wieści. Ta odmiana nie będzie dostępna na wszystkich rynkach – można się spodziewać, że trafi do Korei Południowej, Chin, Japonii. Wydaje się, że w Europie ten samochód raczej nie będzie dostępny w sprzedaży.

Najnowsze

Pasieka dla pszczół na dachu salonu samochodowego. Zwariowany pomysł?

Jeden z dealerów Volvo w najbliższej przyszłości planuje wykorzystać swój zielony dach na założenie pasieki dla pszczół. Skąd wziął się pomysł i co za nim stoi?

Volvo głosi, że wszystko co robi, zaczyna się zawsze od człowieka, a swoje samochody tworzy w oparciu o wartości, takie jak m.in. troska o środowisko. Pomysł z pasiekami, który będzie realizowany pod hasłem „Free bee – Volvo”, jest spójnym rozwinięciem tej filozofii.

Salon przy al. Powstańców Śląskich chce pomagać właśnie pszczołom. To jedne z najważniejszych i najbardziej przydatnych owadów na świecie – mówi Tomasz Rytwiński, dyrektor Grupy PGD, właściciela salonu.

Zobacz także: „Skrzydlaci pracownicy” Mercedesa wyprodukowali już 45 litrów miodu

Ludzie zawdzięczają im produkcję 1/3 żywności. Tymczasem, ocenia się, że w Europie blisko jednemu na dziesięć gatunków pszczół grozi wyginięcie, zaś liczebność populacji 37 proc. gatunków maleje.

Naszym lokalnym celem, wpisującym się w proekologiczną strategię marki, jest chęć zwrócenia uwagi krakowian na to, jak ważnym owadem dla człowieka są pszczoły i jak naprawdę niewiele trzeba, żeby je wspierać. Pasieka to podstawa hodowli pszczół, które tutaj żyją, rozmnażają się i produkują miód. Swoją inicjatywą salon chce pokazać, że wystarczy odrobina wysiłku, żeby zacząć pomagać tym pożytecznym owadom. – dodaje dyrektor Grupy PGD. 

Pasieka na dachu salonu zlokalizowanego niedaleko centrum Krakowa może rodzić pytania, na przykład takie, jak pszczoły będą funkcjonować w przestrzeni miejskiej. Marka podjęła decyzję o założeniu pasieki w pełni świadomie, dlatego zdecydowała się na „Galicję”, jeden ze specjalnych, łagodnych podgatunków pszczoły miodnej, dostosowany do życia w mieście.

Przeczytaj także: Rolls-Royce tworzy nie tylko ekskluzywne samochody. Bije także rekordy w produkcji…miodu

Pszczoły tej kraińskiej linii charakteryzują się zrównoważonym rozwojem, dobrze dostosowanym do warunków pogodowych. Pierwsze zbiory miodu z pożytków tej linii możliwe są już na przełomie kwietnia i maja. W czasie przeglądów bardzo dobrze trzymają się plastrów, nie wykazują również tendencji do „wylewania” się z korpusu. Ze względu na łagodne usposobienie pszczoły te bardzo dobrze sprawdzają się w miejscach, w których ważna jest ich prawidłowa symbioza z otoczeniem, jak na przykład w pobliżu parków czy… na dachu salonu samochodowego.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Kiedy stała organizacja ruchu na S17? Właśnie wydano pozwolenie na użytkowanie dwóch kolejnych odcinków trasy między Warszawą a Lublinem

Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego (WINB) w Warszawie wydał pozwolenie na użytkowanie dwóch odcinków drogi ekspresowej S17 między węzłem Lubelska a Kołbielą. Oznacza to, że wkrótce na tych dwóch odcinkach trasy pojawi się docelowe oznakowanie.

10 marca 2021 roku Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego w Warszawie wydał pozwolenie na użytkowanie dla dwóch odcinków S17: od węzła Lubelska do obwodnicy Kołbieli (ok. 15,2 km) oraz dla obwodnicy Kołbieli (ok. 8,7 km). Decyzja ta pozwala na wprowadzenie stałej organizacji ruchu (SOR), a co za tym idzie zlikwidowanie ograniczenia prędkości do 80 km/h, które do tej pory obowiązywało na tych dwóch fragmentach trasy między Warszawą a Lublinem. Kiedy do tego dojdzie, kierowcy będą mogli jechać z prędkością do 120 km/h.

Stanie się to jednak dopiero po zakończeniu niezbędnych robót budowlanych, procedur i prac odbiorowych. To trochę potrwa, ponieważ wykonawca musi jeszcze między innymi usunąć betonowe wygrodzenia, wprowadzić docelowe oznakowanie oraz uzyskać zatwierdzenia organizacji ruchu na połączeniu z sąsiednim odcinkiem węzła Lubelska.

Kiedy stała organizacja ruchu na S17?

Przeczytaj też: Jak chronić się przed kradzieżą „na walizkę”? Czy etui na kluczyki samochodowe to dobry pomysł?

Uzyskanie pozwolenia na użytkowanie tych dwóch odcinków S17 to zwieńczenie prac związanych z budową trasy ekspresowej S17 między węzłem Kurów Zachód a węzłem Lubelska. Budowa 95 kilometrów trasy kosztowała około 2,6 miliarda złotych. Trasa S17 znacznie skróci czas podróży między Lublinem a Warszawą. Kierowcy mogą nią dojechać z miejscowości Piaski, omijając obwodnicami m.in. Lublin i Kołbiel, do niemal samej Warszawy.

Budowa drogi S17 między węzłem Lubelska a węzłem Kurów Zachód została podzielona na siedem odcinków. Pięć z nich, od końca obwodnicy Kołbieli do węzła Kurów Zachód, o łącznej długości około 71 kilometrów GDDKiA udostępniła do użytku w 2019 roku. W lipcu 2020 roku kierowcy otrzymali do dyspozycji dwie jezdnie na wspomnianych odcinkach od węzła Lubelska do końca obwodnicy Kołbieli. W związku z prowadzonymi pracami budowlanymi, obowiązywała tu tymczasowa organizacja ruchu, z ograniczeniem prędkości do 80 km/h.

Zakończenie wszystkich prac budowlanych umożliwiło złożenie w Wojewódzkim Inspektoracie Nadzoru Budowlanego w Warszawie wniosku o wydanie pozwolenia na użytkowanie. Po uzyskaniu pozwolenia, niezwłocznie rozpoczęły się prace, których efektem będzie wprowadzenie stałej organizacji ruchu, umożliwiającej kierowcom podróżowanie z prędkością do 120 km/h.

Przeczytaj też: Policja wyłapuje wykroczenia kierowców korzystając z drona. To skuteczne, ale niezgodne z misją policji?

Najnowsze

10 tys. zł mandatu to za mało? Chcą znacząco podnieść kwotę, a nawet zabierać samochody!

Całe szczęście nie mówimy o mandatach w Polsce (chociaż pomysł podwyższenia ich w naszym kraju co jakiś czas wraca), ale to ważna informacja także dla wielu polskich kierowców.

Maksymalny mandat w Polsce za jedno wykroczenie to 500 zł, a jeśli kierowca popełnił ich kilka to górną granicą jest 1000 zł. Uważacie, że to mało? W przypadku rażącego naruszenia przepisów, policjanci mogą odstąpić od wystawienia mandatu i skierować wniosek o ukaranie do sądu, a tam kierowca może już dostać grzywnę 5000 zł.

Znacznie wyższe kary są za to w Austrii – tam maksymalna kwota mandatu to 2180 euro, a więc około 10 tys. zł! Różnica spora w porównaniu do Polski, a przynajmniej duża kiedy mowa wyłącznie o karze, jaką natychmiast może na nas nałożyć policjant. Według austriackich władz takie mandaty nie odstraszają piratów drogowych i konieczne jest podwyższenie limitu.

Zmiany w ustawie akcyzowej zalegalizują podpisywanie umów „na Niemca”?

Dlatego już przed wakacjami maksymalna wysokość mandatu ma zostać podniesiona do 5000 euro, czyli około 23 tys. zł! Kwota jak na nasze warunki horrendalna, a i na austriackie poważna. Tyle będą musieli zapłacić kierowcy między innymi za bardzo duże przekroczenie prędkości, albo za „nielegalne wyścigi”. Pod tym drugim hasłem zwykle kryje się na przykład ostre ruszenie spod świateł razem z innym przypadkowym kierowcą.

Według austriackich władz takie sankcje to nadal za mało i przewidują także możliwość konfiskaty samochodu, którym popełniono wykroczenie. Będą musiały się z tym liczyć na przykład osoby znacząco przekraczające prędkość w niebezpiecznych warunkach drogowych, a także jeżdżące szybko i to pomimo braku prawa jazdy lub pomimo zatrzymanych uprawnień.

Policja wyłapuje wykroczenia kierowców korzystając z drona. To skuteczne, ale niezgodne z misją policji?

Ostatnią ze zmian jest zaostrzenie przepisów dotyczących czasowego zatrzymywania prawa jazdy. Na dwa tygodnie stracimy uprawnienia, przekraczając prędkość o 30 km/h w mieście i o 40 km/h poza nim. W przypadku przekroczenia o 40 oraz 50 km/h prawo jazdy zostanie zatrzymane na miesiąc. Według obecnie obowiązujących przepisów progi ustalone są o 10 km/h wyżej.

Jak oceniacie powyższe zmiany? Uważacie je za zbyt drastyczne, czy raczej za odpowiednie i godne naśladowania przez polskie władze?

Najnowsze

Nieoświetlony rowerzysta w środku nocy na próbę pomocy odpowiedział agresją

Niektórzy uczestnicy ruchu nie rozumieją, że sami dla siebie stwarzają śmiertelne zagrożenie. Zastanawiająco często są to tak zwani niechronieni uczestnicy ruchu.

Autor nagrania zauważył jadącego w środku nocy rowerzystę bez żadnego oświetlenia i żadnych elementów odblaskowych. Mężczyzna poruszał się co prawda poboczem, ale było ono bardzo wąskie, a poczucie bezpieczeństwa jakie dawało, było złudne.

Rowerzystka wjechała pod samochód, a w komentarzach burza w jej obronie

Samochodem podróżowali ratownicy, którzy zatrzymali się, próbowali wyjaśnić rowerzyście jak wielkie zagrożenie dla siebie stwarza, a także dla innych użytkowników drogi. Rowerzysta natomiast zareagował agresywnie, a podarowaną mu kamizelkę odblaskową schował do koszyka. Twierdził, że przejechał już 40 kilometrów (!) i nic mu się nie stało, więc nie potrzebuje takich rzeczy. Ręce opadają…

Kierowca BMW na czerwonym świetle potrącił kobietę na przejściu i uciekł!

Ratownicy jechali za rowerzystą oświetlając go, aż do momentu przyjazdu patrolu policji. Mamy nadzieję, że funkcjonariusze mieli większą siłę przekonywania, popartą sowitym mandatem.

Najnowsze