GP Abu Zabi: Hamilton najszybszy podczas trzeciego treningu

Lewis Hamilton był najszybszy przed kwalifikacjami GP Abu Dhabi. Sporo problemów miał dziś jednak Vettel.

Sebastian Vettel przez cały trzeci trening zmagał się z problemami. A dokładniej mówiąc zmagał się z układem hamulcowym przez co przejechał jedynie siedem okrążeń. W doskonałej dyspozycji był za to Lewis Hamilton, który zarówno na średniej jak i na miękkiej mieszance deklasował wszystkich rywali.

Przez większą część czasu kierowcy skupiali się na symulacji wyścigu. Szybkie kółka zaczęły się dopiero pod koniec sesji treningowej. Za fenomenalnym Lewisem znalazł się Mark Webber, a Vettel mimo problemów zakończył trening na trzecim miejscu.

fot. Pirelli

Daleko w tyle zostali natomiast kierowcy Mercedesa. A Ferrari? Albo znów się maskowało, albo ich wyniki z trzeciego treningu to tylko potwierdzenie słabej formy. 

   1             L.Hamilton              McLaren         1:42.130          18

   2          J.Button                   McLaren         1:42.420          17

   3          S.Vettel                    Red Bull         1:42.614          7

   4          M.Webber                Red Bull         1:42.743          18

   5          N.Hulkenberg          Force India     1:42.750          19

   6          R.Grosjean              Lotus              1:43.015          18

   7          P.Maldonado           Williams          1:43.064          19

   8          F.Alonso                  Ferrari             1:43.133          15

   9          K.Raikkonen           Lotus              1:43.184          22

   10        P. di Resta               Force India     1:43.338          19

   11        F.Massa                   Ferrari             1:43.480          17

   12        S.Perez                    Sauber             1:43.571          20

   13        N.Rosberg               Mercedes        1:43.593          20

   14        M.Schumacher        Mercedes        1:43.635          19

   15        K.Kobayashi           Sauber             1:44.010          22

   16        J.E.Vergne               Toro Rosso      1:44.025          18

   17        B.Senna                   Williams          1:44.071          19

   18        D.Ricciardo             Toro Rosso      1:44.149          19

   19        H.Kovalainen          Caterham        1:45.301          22

   20        T.Glock                    Marussia         1:45.879          19

   21        C.Pic                        Marussia         1:46.036          19

   22        W.Pietrow               Caterham        1:46.261          22

   23        P.de la Rosa             HRT F1           1:46.554          20

   24        N.Karthikeyan         HRT F1           1:47.032          22

Najnowsze

GP Abu Zabi: Hamilton triumfuje podczas pierwszego treningu

Lewis Hamilton z teamu McLaren pewnie wygrał pierwszą sesję treningową na torze Yas Marina wyprzedzając drugiego Buttona. Drugi trening zaś, to już dominacja Sebastiana Vettela z Red Bull Racing. 

Pierwszy trening przebiegał w idealnych warunkach. Temperatura powietrza wynosiła ponad 30 stoni Celsjusza a tor miał aż 46 stopni! Dzięki takiej pogodzie kierowcy nie mieli żadnych problemów w dogrzaniem opon. Podczas pierwszej sesji na torze zobaczyliśmy aż sześciu młodych i zdolnych testowych.

W HRT Naraina Karthikeyana zastąpił Ma Qing Hua, w Caterhamie Witalija Pietrowa zastąpił Giedo van der Garde, w Williamsie Bruno Sennę zastąpił Valtteri Bottas, w Force India Jules Binachi zastąpił Paula di Restę, a w Marussi Max Chilton zadebiutował w weekendzie Grand Prix, zastępując Charlesa Pica.

fot. Pirelli

Tradycyjnie dół tabeli został zdominowany przez Caterhama, Marussię oraz Hrt. Walczący o swoje być albo nie być w Formule 1 – Kamui Kobayashi uzyskał trzynasty czas. Czasu nie uzyskał van der Garde, który wykonał tylko trzy kółka instalacyjne.

   1          L.Hamilton              McLaren         1:43.285          21

   2          J.Button                   McLaren         1:43.618          19

   3          S.Vettel                    Red Bull         1:44.050          23

   4          F.Alonso                  Ferrari             1:44.366          21

   5          M.Webber                Red Bull         1:44.542          22

   6          M.Schumacher        Mercedes        1:44.694          23

   7          P.Maldonado           Williams          1:45.115          26

   8          N.Rosberg               Mercedes        1:45.194          19

   9          V.Bottas                  Williams          1:45.347          25

   10        K.Raikkonen           Lotus              1:45.422          15

   11        F.Massa                   Ferrari             1:45.567          24

   12        N.Hulkenberg          Force India     1:45.587          20

   13        K.Kobayashi           Sauber             1:45.722          20

   14        R.Grosjean              Lotus              1:45.743          20

   15        J.Bianchi                  Force India     1:45.769          22

   16        S.Perez                    Sauber             1:45.811          22

   17        D.Ricciardo             Toro Rosso      1:46.649          24

   18        J.E.Vergne               Toro Rosso      1:46.708          26

   19        H.Kovalainen          Caterham        1:47.418          23

   20        T.Glock                    Marussia         1:47.891          21

   21        P.de la Rosa             HRT F1           1:48.354          22

   22        M.Chilton                Marussia         1:48.887          22

   23        Q.Ma                       HRT F1           1:50.487          20

   24        G.van der Garde     Caterham        -:–.—              3

Popołudniowy, drugi trening, który przebiegał już pod osłoną nocy i sztucznego oświetlenia był bardzo wymagający dla kierowców i ich mechaników. Sporo problemów stwarzała temperatura, która cały czas się zmieniała a w rezultacie spowodowała spore problemy z dogrzaniem opon. Wszystko za sprawą spadku temperatur- zarówno toru jak i otoczenia – poniżej 30 stopni Celsjusza.

Przez pierwszą część treningu kierowcy testowali głównie opony pośrednie. Testowanie mieszanki miękkiej rozpoczęło się na 45 minut przed końcem treningu. Końcówka należała do kierowców zatankowanych pod korek i symulacji wyścigu.

Podczas treningu uwagę kibiców oraz dziennikarzy zwróciły iskry spod bolidów Red Bulla, które były widoczne podczas GP Indii. Dość słabo w tej sesji spisali się kierowcy Ferrari zajmując odpowiednio siódme – Alonso i ósme – Massa miejsce.

   1             S.Vettel                    Red Bull         1:41.751          34

   2          L.Hamilton              McLaren         1:41.919          34

   3          J.Button                   McLaren         1:42.412          36

   4          M.Webber                Red Bull         1:42.466          21

   5          R.Grosjean              Lotus              1:42.500          34

   6          K.Raikkonen           Lotus              1:42.532          28

   7          F.Alonso                  Ferrari             1:42.587          31

   8          F.Massa                   Ferrari             1:42.823          33

   9          P.Maldonado           Williams          1:42.998          37

   10        S.Perez                    Sauber             1:43.106          36

   11        B.Senna                   Williams          1:43.191          34

   12        N.Rosberg               Mercedes        1:43.200          36

   13        N.Hulkenberg          Force India     1:43.255          34

   14        M.Schumacher        Mercedes        1:43.267          32

   15        P. di Resta               Force India     1:43.578          34

   16        K.Kobayashi           Sauber             1:43.689          32

   17        D.Ricciardo             Toro Rosso      1:44.260          27

   18        J.E.Vergne               Toro Rosso      1:45.005          19

   19        W.Pietrow               Caterham        1:45.245          36

   20        H.Kovalainen          Caterham        1:45.782          33

   21        T.Glock                    Marussia         1:46.589          36

   22        C.Pic                        Marussia         1:46.671          32

   23        P.de la Rosa             HRT F1           1:46.707          26

   24        N.Karthikeyan         HRT F1           1:47.406          35

Najnowsze

Zakarpacie na Yamaha Fazer – relacja, informator i galeria Karoliny Dudzik

Ukraina, to dopiero początek przygód. Projekt „Frytarda & Ossoman Karpaty Expedtion on MOTO i CYCLE 2012” zakładał przejazd przez całe Karpaty. O kolejnych etapach opowiem niebawem, zima długa. W tej relacji skupię się na Zakarpaciu.

Jeszcze przed wyjazdem wiele osób odradzało przeprawę przez Ukrainę, bo przecież nie jest w UE, jest tam niebezpiecznie no i gdzie to tak… „Ty, sama dziewczyna na motocyklu i to jeszcze na wschód? Oszalałaś? Poza tym… Fazrem? Przecież tam dróg nie ma.” Wiedziałam o tym. Biorąc pod uwagę wszelkie opinie tych znajomych i nie znajomych, ludzi, którzy sami przejechali Ukrainę oraz tych, co mają najwięcej do powiedzenia a nigdy tam nie byli, zdecydowałam się na wyjazd. Nie byłabym sobą gdyby zrezygnowała z takiej przygody. Nie wiedziałam dokładnie jaką trasę obiorę i ile dni spędzę u naszych wschodnich sąsiadów. Pierwszy plan zakładał, by wyrobić się w 2 dni, wyszło trochę inaczej. Wystartowałam z polskich Bieszczad z Cisnej.

Na granicy
Kiedyś autem przekraczałam granicę w Medyce – turystyczne przejście, zresztą stąd najbliżej do Lwowa, więc i spore kolejki. Zastanawiałam się nad Uzhorod i Ubl’a. Przejścia słowacko-ukraińskie. Padło na Ubl’a. Tam, granicę przekraczał mój kompan podróży (Tomek Brzeziński, który Karpaty zdobywał rowerem; więcej o jego przygodach w książce relacjonującej cały wypad). Dopiero po powrocie, od innego znajomego podróżnika, dowiedziałam się, że nigdy nie zdecydowałby się na przejście w tym miejscu. Ja, miło wspominam przeprawę.

Samo przejście dość zadbane, nowe budynki, mały ruch. Na granicy przywitał mnie celnik ze złotymi zębami, krzycząc „Babiczka na motorku”. Trochę kłopotów sprawiłam. Pojawił się problem z rejestracją motocykla w bazie danych. Pan mundurowy nie był w stanie wpisać motocykla, jako środek transportu, trochę się musiał nagłówkować, nim wprowadził Fazra do systemu. Bagaży nie sprawdzali. Za to pytali o broń, narkotyki, papierosy, bacznie obserwując moją reakcję. Sprawdzili też motocykl, czy nie kradziony.

fot. Karolina Dudzik

Po przekroczeniu magicznej bariery nieskazitelny słowacki asfalt zastąpił ukraiński dywan wzorowany na szwajcarskim serze. Prędkości 90 km/h spadła do 40 km/h a na tablicach informacyjnych, których było, jak na lekarstwo, pojawiła się zupełnie mi obca Cyrylica.

Pierwszego dnia nie zajechałam daleko. Choć z Tomkiem, jeździliśmy różnymi środkami transportu, trzymaliśmy się razem. On zrobił już planowaną dawkę kilometrów. Obóz rozbiłam w Stavne. Miejscowość, która w linii prostej, była zaledwie 40 km, od ówczesnego miejsca zamieszkania i zarazem startu wyprawy.

W stronę Bukovets…
Odkopałam zdobytą karteczkę ze wskazówkami dojazdu, które dzień wcześniej podarowała mi przesympatyczna ekspedientka ze sklepu. Odpaliłam motocykl i dotarło do mnie, że mogę nie dotrzeć do celu z powodów czysto chemicznych, czyli paliwa. Na przestrzeni 30 km wstecz stacji nie było. O ile, zeznania pani sprzedawczyni były prawdziwe, to za kilka kilometrów przyjdzie mi odbić w prawo, gdzie na przestrzeni 30 km też nie będzie niczego, co kojarzy się z zachodnią cywilizacją i do tego droga w kiepskim stanie. Nie chciałam znaleźć się w sytuacji, kiedy stoję na środku przełęczy bez paliwa. Wtedy dotarło do mnie, że jak jechać na Ukrainę, to bez względu na pojemność baku, zawsze z kanisterkiem paliwa. Pocieszała mnie myśl, że znajdowałam się na głównej drodze do Lwowa. Prędzej, czy później musiała być tu jakaś stacja. Jak się okazało, byłam w błędzie. Miejscowa pani podpowiedziała, że za 7 km po lewej stronie. Niestety stacji nie było…. Ani za 7 km, ani za 17 km też.

Droga, na której poszukiwałam stacji, doprowadziła mnie do przełęczy, granicy Użańskiego Parku Narodowego i… pierwszej kontroli mundurowych. Policjant zażądał dokumentów, jednocześnie wykazując wielkie zdziwienie, samotnej kobiety na motocyklu. Podpowiedział, gdzie najbliższa stacji. 70 km w przód albo 50 w tył, jakoś mnie ta wiadomość nie pocieszyła. Postanowiłam ruszyć dalej, a właściwie cofnąć na planowaną trasę z nadzieją, że paliwa nie braknie.

Stoczyłam się z przygranicznej przełęczy i odbiłam na Bukovets, wydawało mi się, że według wskazówek ekspedientki. Po drodze odczytałam SMSa od przyjaciela: „Ale nie polecam Ci tędy jechać, bo poskąpili asfaltu” – cokolwiek by to nie znaczyło. Ku memu zdziwieniu, droga początkowo wcale nie była zła! Nie był to jakiś rewelacyjny asfalt, ale ilość dziur nie przewyższała długości widzianego odcinka drogi. Na dodatek zmotywowała mnie pewna babuszka na skuterku, która nadjeżdżała z naprzeciwka z niemałą, jak na taką drogę, prędkością. Potem było… odrobinę gorzej. Dziurawy asfalt zamienił się w kamienistą drogę a z horyzontu zniknęły wszystkie zabudowania.  Jechałam tak kilka kilometrów. To był początek przygód tego przejazdu.

Brak żywej duszy, zabudowań, środek lasu, do tego w górach i niekoniecznie z zasięgiem. Ja całkiem sama, no… z Fazrem. Otaczały mnie zakarpackie połoniny, z lewej strony płynęła górska rzeczka. Widoki pozwalające całkiem sprowadzić na ziemię i dać odpowiedź na pytanie – Co ja tu cholera robię?! Właściwie, ta wszechobecna pustka, tylko mnie utwierdziła, że jechałam w dobrym kierunku. Zarówno sugestie pani ze sklepu, jak i kompana, który ponoć też tędy jechał, zgadzały się z otaczającą rzeczywistością. Wreszcie zza lasu, z prawej strony wyłonił się drewniany domek. Trzech mężczyzn, z trzech pokoleń, naprawiało rower. To była jedyna okazja, na sprawdzenie słuszności mego blond myślenia.

– Hallo, Dobry Dzień! Przepraszam Bukowiec?

– Nazad, nazad! – Krzyknął najstarszy.

fot. Karolina Dudzik

Owe „nazad” okazało się „nazadem” przez najbliższe 100 metrów. Później droga odbijała w prawo do góry za rzeką i w lewo dołem, nazwałam to, przed rzeką. Mapa mi tu nic nie pomogła, nie ta skala. Przypomniał mi się mostek opisywany przez ekspedientkę.  Już na poważnie, straciłam rachubę, czy jadę dobrze. Trzymałam się wersji, że tak. – Jeśli nikogo po drodze nie minę znaczy, że wszystko OK. A skoro minę… zawsze będę mogła zapytać, czy to jest właściwa droga na Bukovets. Wzbijałam się coraz wyżej szutrówką po serpentynach. W Polsce będąc w takiej sytuacji, kilka razy zastanowiłabym się, czy warto drogą jechać. Tutaj nie było wyjścia. Fazer off-road. Szybko dotarło do mnie, że to właśnie jest Ukraina i teraz powinnam łamać własne blokady. Tak też się stało. Dobiłam do szczytu przełęczy. Poczułam, że właśnie osiągnęłam mały sukces! Zrobiłam to, o czym marzyło mi się kilka dobrych lat! Posmerałam Fazra za lusterkiem – Chłopie! Odwaliliśmy kawał roboty i niech mi ktoś powie, że motocyklem nie da się wjechać wszędzie! – Ok… przyznaję, że urosłam trochę w piórka, ale moje babskie filozofowanie o idei i wyższych wartościach, tego krótkiego przejazdu, sprowadziło mnie na ziemię prędzej, niż się spodziewałam.

Skoro dobiłam szutrowymi serpentynami do szczytu, teraz czekał mnie zjazd z górki tą szutrówką. Nie było to łatwe zadanie. Fazer jest dość ciężki jak na off-road. Do tego zawalony bagażami. Jedynym plusem sytuacji zdawał się być dociążony zadupek. Starałam się hamować silnikiem, co by przyoszczędzić klocki. Czasem się nie dało, bo motocykl i tak się rozpędzał, a tył nie raz niebezpiecznie się ślizgnął. Szacuję, że cały odcinek miał około 40 km. Podczas przelotu nawet zapomniałam o tym, jak jeszcze przed chwilą martwiłam się paliwem a właściwie jego brakiem Wreszcie z oddali wyłoniły się pierwsze zabudowania. Wydawało mi się, że jestem u celu. To nie był jeszcze Bukovets. Miejscowy podpowiedział, że jeszcze 8 km prosto a potem w lewo, koło przystanku autobusowego. Po drodze czekały mnie jeszcze zakupy na dzień bieżący. Nie było to łatwe zadanie. W sklepach ciężko dostać jakąkolwiek wędlinę, czy nawet jajka.

Z kompanem podróży byliśmy umówieni na obiad w okolicy Volovets. Potem, już na spokojnie mieliśmy szukać noclegu. Na międzynarodowej E50 wpadła na mnie długo wyczekiwana stacja benzynowa, kawałek dalej ja wpadłam na kolejną kontrolę mundurowych. Panowie już nie chcieli dokumentów. Zapytali tylko dokąd jadę i zerknęli na tablicę rejestracyjną. Drogą numer T0718 przez Vorotę.  Do Volovets doprowadziła mnie kolejna przełęcz. Widok na zakarpackie szczyty, tym razem asfaltowa przeprawa.

Kilka kilometrów dalej, przed kolejną przełęczą znalazłam kawałek ziemi na szybki obiad. Sprawy się trochę skomplikowały. Tomek poparzył stopę wrzątkiem, nie mógł jechać dalej, mieliśmy przymusowy postój. Trochę przedwczesny, nocleg odbył się tuż przy drodze, zaraz za małą rzeczką, na skrawku nierównego podłoża między krowim łajnem. Następnego dnia ruszyliśmy dalej.

Przez Darhovo i Busthyno na „Zakarpacki Lazur”
Cel Ruska Mokra. Według mapy do pokonania były żółte drogi o numerach T0720 i T0728. Ta druga prowadziła przez fajną przełęcz z Kolochava wprost do Ruskiej Mokrej . Rzeczywistość okazała się inna. Przez pierwszy odcinek z Pylypets do Kolochava asfalt jakiś tam był, dość wcześnie wyprzedziłam kompana. Uradowana i nasycona pięknymi widokami wpadłam do Kolochavy. Tutaj droga stawała się coraz węższa, aż w końcu dojechałam do miejsca, gdzie ktoś siekierą odrąbał asfalt. Zdezorientowana zatrzymałam się przy sklepie. Spotkałam Czechów. Odradzali dalszą drogę. Na początku nie chciałam się poddać, ale pokazali zdjęcia. Droga, która na mojej mapie zaznaczona była jako krajówka, tutaj się kończyła i dalej nie była przejezdna. Prowadziła wzburzonym potokiem, który ciężko było pokonać nawet pieszo. Zamarzyła mi się Suzuki DR 350. Takim motocyklem nie zastanawiałabym się w ogóle, czy cofać. Kompan rowerem przejechał, ja musiałam zawrócić i nadrobić ponad 70 km, by wpaść do Ruskiej Mokrej od drugiej strony.

fot. Karolina Dudzik

Z lewej strony wielka zapora wodna, widok na kolejne karpackie szczyty i ponad 40 km szutru. Momentami bałam się, czy nie zgubię pół motocykla, na tych dziurach. Przed Busthynowem czekała na mnie kolejna kontrola. Ledwo co zdążyłam się zatrzymać a mundurowy zerknął na rejestrację i pozwolił jechać dalej. Nawet nie ściągnęłam kasku. Ten odcinek strasznie mi się dłużył. Już się ściemniało, kiedy dobiłam do Dubove. Tomek już czekał. Kawałek dalej, znalazł miejsce do spania. Kamyki, woda i widok na góry spowodowały, że poczułam się jak na lazurowym wybrzeżu, tylko w wersji ukraińskiej.

Ku Rumunii…
Z planowanych początkowo dwóch dni, na Ukrainie spędziłam cztery. Każdy z nich sprawiał, że chciałam tu zostać dłużej i dalej poznawać Zakarpacie. W końcu granicę przekroczyłam w Solotvyno do Sighetu Marmatei. Od tej chwili zaczęła się rumuńska przygoda z Karpatami.

Z jednej strony chciałabym polecieć każdemu, by chociaż raz w życiu przejechał się, po dzikich i tajemniczych rejonach Zakarpacia, w których czas jakby zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu. Dziury w asfalcie, brak dróg i wszelkie inne niedogodności rekompensują wszechobecna pustka oraz widok połonin. Dla mnie już po pierwszym dniu przeprawy, off-road stał się codziennym akcentem. Decydując się na trasę przez Zakarpacie, miałam świadomość, że nie będzie lekko. Zdarzało się, że po 30 km kamienistej przełęczy modliłam się o piasek, ale nie było sytuacji zwątpienia w sens tej przygody.

Preferujesz jazdę tylko po nieskazitelnie płaskim i czystym asfalcie? Odradzam Ukrainę. Jeśli nie ma dla ciebie miejsc, w które nie wjedziesz  swoim motocyklem, po tych bezdrożach przelecisz z uśmiechem na twarzy, nawet jeśli fruwasz R1…

Przydatne wskazówki
– drogi są, albo ich nie ma…, więc warto zainwestować w dobrą mapę, nie jeżdżę z GPSem, więc nie podpowiem jak poradzić sobie w przypadku tego ustrojstwa;

– nie liczcie na jakieś sensowne i jednolite oznaczenia dróg;

– bez względu na pojemność baku warto mieć ze sobą kanister, stacji benzynowych jest jak na lekarstwo a miejscowi często nawet nie wiedzą, gdzie takowe znajdują się w ich okolicy;

– paliwo jest baaaaardzo tanie, więc można nawinąć dwa razy więcej kilometrów niż w Polsce czy jakimkolwiek zachodnim kraju;

– da się spać „na dziko”, ale nikogo do tego nie namawiam, robicie to na własną odpowiedzialność 🙂

– na granicy często mogą sprawdzać bagaże, warto pakować się z głową, co by nie zakończyć wyprawy już na starcie;

– warto mieć pomysł na posiłki; w sklepach ciężko o jakiekolwiek mięso – raj dla wegetarian 🙂 za to w każdym, nawet najmniejszym kiosku spożywczym dostaniemy świeży, bardzo smaczny i syty chleb;

– czasem w sklepach można płacić w euro, ale niechętnie przyjmują i tylko w papierkach, lepiej zaopatrzyć się w Hrywny;

– podczas swojej podróży spotkałam życzliwych ludzi, nie dam sobie głowy uciąć, że wszyscy są tacy;

– jeśli istnieje inwigilacja i łapówkarstwo w styczności z służbami mundurowymi, to miałam dużo szczęścia, bo nie było potrzeby wlepiania łapówek, by móc jechać dalej.

Najnowsze

Zawodniczki podsumowują Rajd Dolnośląski

Zakończony Rajd Dolnośląski okazał się bezlitosny dla startujących zawodników. Sielankowa pogoda wyłączała czujność, a śliskie fragmenty eliminowały kolejne załogi. Na mecie pojawiło się 50% stawki, a w tym 6 z 8 startujących kobiet.

W ostatniej rundzie mistrzostw Polski wystąpiły dwie kobiety w roli pilota. Magda Misiarz wraz z Piotrem Staszczykiem w Oplu Astra ukończyli rywalizację na 7 miejscu w klasie HR i 33 w klasyfikacji generalnej.

Małgosia Malicka – Adamiec
fot. archiwum zawodniczki

A na 38 miejscu i 6 w klasie znalazła się Małgosia Malicka-Adamiec u boku Grzegorza Sikorskiego w Fordzie Fiesta. Przygód na trasie nie zabrakło:

– Rajd Dolnośląski był bardzo trudny, odcinki były bardzo wymagające i techniczne a jednocześnie szybkie. Ale zapoznanie przebiegło dobrze i byliśmy bardzo pozytywnie nastawieni! Warunki trudne, bo mimo ciepłej i słonecznej pogody, miejscami było mokro z dużą ilością liści – po prostu ślisko. Skutkiem tego był brak przyczepności, czego doświadczyliśmy na drugim oesie w piątek, znajdując się około 8 minut poza drogą. Szczęśliwie udało nam się wrócić – za co dziękuję kibicom, którzy za wszelką cenę nam pomogli, brodząc po kolana w błocie! Drugi etap nie był dla nas łaskawy i awaria półosi, tuż po starcie na pierwszym odcinku, wyeliminowała nas dalszej jazdy. Dziękuję wszystkim przychylnym nam osobą i ekipie K technology za serwis – mówi Małgosia.

BMW E30, a na prawym fotelu Jagna Stankiewicz.
fot. Jola Żuk

W Rajdowym Pucharze Polski startowały 4 kobiety w roli pilota, jednakże tylko dwie z nich osiągnęły metę. Pierwsza z nich to Jagna Stankiewicz, która swój powrót na prawy fotel może uznać za bardzo udany, bo razem z Pawłem Roszkiem ukończyła rajd na 3-cim miejscu w klasie i 13 w klasyfikacji generalnej:

– Lubię takie rajdowe weekendy, kiedy wszystko od początku do końca składa się w jedną, spójną całość. Rajd był świetny, pogoda cudowna, warunki bardzo trudne, zmienna przyczepność, zmienne tempo Os-ów, jednym słowem wyzwanie! Wszystko się zgrało, Paweł jechał bardzo dobrze, szybko, odważnie i mądrze, „Buniak” nie miał humorów i był w dobrej formie, opis prawie idealny. I co ważne – było jechane w 100% na opis: maxy maksem, uwagi z uwagą, hamowania profi. Nie lubię slicków i nie lubię asfaltów, przez pierwsze 5 km myślałam nieustannie, że się spóźniam albo, że Paweł mnie nie słucha! Ale jakoś w końcu do mnie dotarło, że to po prostu następuje łamanie praw fizyki (śmiech). Wielki szacun dla talentu i opanowania kierowcy. Nie było błędów, samochód cały, opony i klocki zużyte do dna, adrenalina przetrawiona, wynik więcej niż satysfakcjonujący, uśmiech spełnienia na twarzach załogi. Czyli plan zrealizowany!

Dzięki Paweł za fajny weekend i dzięki reszcie za wsparcie, i zainteresowanie takimi rajdowymi żuczkami jak my (śmiech). Specjalne podziękowania należą się od nas mojej ukochanej ciotce Klaudii, która nas ugościła u siebie w Polanicy, nakarmiła i otoczyła pełną rajdową opieką. Dziękujemy! – podsumowuje Jagna.

Ola Krawczyk pilotowała męża.
fot. archiwum zawodniczki

Druga na mecie była Ola Krawczyk u boku męża Ryszarda w Renault Clio. Załoga zameldowała się na mecie jako 24-ta, a w klasie zajęła 6 miejsce:

– Do ostatniej chwili mój wyjazd na Rajd Dolnośląski stał pod wielkim znakiem zapytania. Na szczęście, ostatecznie mogłam wziąć udział w tych sympatycznych rozgrywkach. Bardzo lubię trasy Rajdu Dolnośląskiego, dlatego cieszę się, że i tym razem w sprzyjającej pogodzie mogliśmy podróżować trasami Ziemi Kłodzkiej rywalizując z zawodnikami wysokiej klasy. Pierwszą pętlę przejechaliśmy spokojnie i raczej zachowawczo. Natomiast na pierwszym odcinku drugiej pętli Andrzej pokazał, co potrafi – znacznie poprawiając czas tego odcinka z pierwszej pętli. Nie obyło się, niestety, bez przygód. Dobra passa i szybka jazda utrzymywały się jeszcze do połowy piątego odcinka specjalnego, gdzie „złapaliśmy kapcia”. Zmiana koła kosztowała nas tak dużo, że na ostatnim odcinku pozwoliliśmy sobie na jazdę bez presji czasowej, stawiając na jeszcze lepszą zabawę. Wiedzieliśmy już wtedy, że nie jesteśmy w stanie nadrobić straconego czasu. Cieszę się, że dojechaliśmy do mety pomimo tego, że nie udało nam się osiągnąć zadowalającego wyniku. Dziękuję Andrzejowi za „metę” i udany weekend oraz zespołowi Ingram Garaż za wspaniałą opiekę serwisową mówi Ola.

Justyna Kurowska
fot. Stefan Wyszyński

Pozostałe dwie pilotki skapitulowały na drugim odcinku specjalnym w tym samym miejscu! Justyna Kurowska na dolnośląskie trasy wyruszyła z nowym kierowcą:

– Rok temu, podobnie jak w poprzednich latach, Rajd Dolnośląski oglądałam z zewnątrz, kibicując zawodnikom. W tym roku dostałam zaproszenie na „prawy”, które przyjęłam w zasadzie w ostatniej chwili. Przyjaciel serwisujący m.in. naszą załogę MiCar Rally Team (która nie miała możliwości startu w 22. Rajdzie Dolnośląskim), zadzwonił do mnie 2 tygodnie przed Rajdem z pytaniem czy mogłabym wesprzeć Tomka Zborowskiego w Fiacie Seicento. Zgodziłam się i już 18 października pojawiłam się na Odbiorze Administracyjnym.
Po piątkowym zapoznaniu z trasą wiedzieliśmy, że OS-y będą wymagać od nas skupienia i rezerwy. Oboje z Tomkiem już po pierwszych kilometrach zapoznania świetnie się dogrywaliśmy. W sobotę rano pojawiliśmy się w Parku Serwisowym, żeby o 9.45 wyruszyć na pierwszy OS – Kolonia Gaj. Odliczam i starujemy. Po nocy i porannej mgle drogi były jeszcze trochę mokre, co wymuszało, aby odstawić wyobraźnię na bok i jechać z założoną rezerwą. Na mecie OS-u okazało się, że mamy drugi czas w klasie, budując ponad 20 sekundową przewagę nad kolejną załogą. Świetny wynik i auto sprawowało się doskonale –wspomina Justyna.

– Na starcie do OS 2 – Dębowina, sędzia poinformował nas, że na ok. 14 kilometrze stoi na poboczu auto. Zaznaczyłam w notatkach i wystartowaliśmy do krętej, pierwszej partii przez las. Świetne tempo i jazda. Minęliśmy 10 kilometr – dyktowałam: „uwaga mega mega syf niesie, hamowanie do lewy 2 z drogi, nie ciąć rów”, powtórzyłam. Jadąca za nami załoga dogoniła nas. Tomek hamował do lewego, poszliśmy na blokach, a auto nie skręcało! Wpadliśmy prosto do rowu, przytulając się moją stroną do drzewa. Lewy tył był zawieszony w powietrzu, a auto przodem w rowie – nie było mowy o jego wyciągnięciu i dalszej jeździe. Wyszliśmy z auta, witając się z załogą nr 114, która także w tym miejscu ukończyła rajd oraz z kibicami. Na szczęście nikomu nic się nie stało, najbardziej ucierpiał samochód. Przed druga pętlą usunęliśmy naszą rajdówkę z OS-u i odstawiliśmy prosto do warsztatu. Jak się ostatecznie okazało z naszej klasy, nikt w ogóle nie znalazł się na mecie!
Dla mnie to i tak jeden z najpiękniejszych rajdów w całym cyklu RPP. Domowy, piękne okolice, wspaniali kibice… Mam nadzieje, że za rok znowu uda mi się wystartować – przejeżdżając wszystkie jego kilometry. Dziękuję Tomkowi za zaufanie i zaproszenie na prawy fotel, za (mimo wszystko) fantastyczną zabawę i atmosferę, bo to połowa sukcesu! Dziękuję naszemu serwisowi za kawał dobrej roboty! Dziękuję kibicom, znajomym, MiCar, mojemu Automobilklubowi za obecność i wsparcie! – podsumowuje zawodniczka.

Alinka Waleczek
fot. Jola Żuk

A pilotką tej pechowej załogi 114 była Alinka Waleczek:

– Szansa do startu w Rajdzie Dolnośląskim, pojawiła się kilka dni przed zakończeniem terminu zgłoszeń, ale bardzo się cieszyłam z okazji powrotu na trasy w Kotlinie Kłodzkiej. Wszystko to dzięki Adamowi Kamińskiemu, który zaproponował mi miejsce na prawym fotelu w swojej Hondzie Civic Type-R. Zapoznanie przebiegło bez zakłóceń, szybko zapomnieliśmy, że to nasz pierwszy wspólny start – współpraca układała się dobrze. Nie mogliśmy się doczekać pierwszego odcinka. Trasy Rajdu Dolnośląskiego zrobiły na nas duże wrażenie, były trudne, bo jednocześnie bardzo szybkie oraz techniczne. Wszyscy spodziewali się w weekend opadów deszczu, ale przez cały rajd panowała słoneczna pogoda. W dobrych nastrojach wyruszyliśmy do pierwszego odcinka. Adam to bardzo szybki kierowca i bardzo dobrze nam się jechało – wspomina zawodniczka.

– Niestety nie długo mieliśmy szansę nacieszyć się jazdą. Już na pierwszej próbie zalegało dużo syfu, który był bardzo zdradliwy. Wyrzuciło nas na jednym z zakrętów OS-u 2 i nie było już możliwości uratowania się przed wypadnięciem z drogi. Szczęśliwie ominęliśmy drzewo i skończyło się na strachu. Dzięki pomocy kibiców udało się wrócić na trasę i dojechaliśmy do mety, ale uszkodzenia chłodnicy były tak duże, że nie było mowy o dalszej jeździe. Gdyby jeszcze tego było mało – to, gdy dojeżdżaliśmy do mety, otworzyła się uszkodzona maska i rozbiła nam szybę! Musieliśmy się wycofać i rajd dla nas się zakończył…
Nadzieje i oczekiwania były spore, więc tym trudniej pogodzić się z takim przebiegiem rajdu, ale najważniejsze, że nikomu nic się nie stało. Dziękuje Adamowi, całemu zespołowi, mechanikom i sponsorom, że mogliśmy wystartować, a przede wszystkim dziękuję wiernym kibicom za wsparcie. Specjalne podziękowania dla Grzesia Putanowicza. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja do kontynuowania pracy w tym gronie – podsumowuje Alinka.

A na końcu stawki, bez pomiaru czasu jechały jeszcze dwie kobiety w różowo-białej Hondzie CRX z Kitty Rally Temu. Kasia Pasierbska – kierowca i Paulina Przydryga – pilotka o swoich pierwszych doświadczeniach na rajdowych oesach opowiedziały Motocainie w obszernym wywiadzie – czytaj tutaj.

Na zawodników Rajdowego Pucharu Polski czeka jeszcze jedna, rozstrzygająca runda – Rajd Cieszyńskiej Barbórki w dniach 18-20 listopada.

Najnowsze

Atmosfera Pucharu Kobiet Motocaina.pl w obiektywie Dominiki Dragun

Oj działo się! Na teren lotniska poza wspaniałymi zawodniczkami pucharu - przyjechały zabytkowe samochody, odporne na zimno motocyklistki, przedstawiciele mediów. To wszystko w fotorelacji naszej redaktor Dominiki Dragun.

Podczas zawodów rywalki, na rozdaniu nagród – koleżanki. Trzy załogi kobiece Pucharu Kobiet Motocaina.pl 2012
fot. Dominika Dragun

Zachęcamy do obejrzenia ostatniej galerii zdjęć z Pucharu Kobiet Motocaina.pl 2012.

Najnowsze