Gosia Rdest zaczyna sezon w GT4

Pierwsza runda serii GT4 European Series rozegra się 6 – 8 kwietnia na belgijskim torze Zolder. Gosia Rdest zasiądzie za kierownicą Audi R8 LMS GT4 w barwach fabrycznego zespołu Audi Phoenix Racing. W stawce rekordowa liczba 44 samochodów.

To pierwszy rok Gosi Rdest w samochodach klasy GT4. Na nowy etap kariery wchodzi z zespołem Phoenix Racing, który jest zespołem fabrycznym Audi. Wyścig w Mistrzostwach Europy GT4 trwa godzinę, a w połowie następuje obowiązkowa zmiana kierowcy. Zmiennikiem Gosi będzie Cedric Freiburghaus, 23-latek ze Szwajcarii, który ma już doświadczenie w serii GT4.

Wszystkie wyścigi będą transmitowane na żywo na stronie internetowej serii GT4 i na jej stronie na facebooku: https://european.gt4series.com/gb_en/gt4-tv/ 

Mistrzostwa Europy GT4 rozgrywają się od 2007 roku jednak w tym sezonie wraz z wejściem zespołów fabrycznych seria zanotowała rekordowe zainteresowanie. Na liście startowej znalazły się 44 samochody i 88 kierowców, obsługiwanych przez 24 zespoły. Na torze zobaczymy samochody marki Audi, BMW, Mercedes-AMG, Ginetta, KTM, Aston Martin, Chevrolet, McLaren i Porsche.

Dużo samochodów na torze gwarantuje dużo akcji, dużo wrażeń, ale niesie też ze sobą większe ryzyko kolizji, bo będzie zwyczajnie ciasno. 44 to maksymalna dopuszczalna liczba aut startujących na torze Zolder. – komentuje Gosia. Sam tor nie wyróżnia się niczym szczególnym. To krótki, 4-kilometrowy tor, dość wąski. Na pewno znacznie ciekawszym obiektem, również belgijskim, jest Spa i to na ten tor czekam najbardziej. Zawsze marzyłam, by się na nim ścigać.

Sezon zapowiada się niezwykle interesująco. W kalendarzu znalazło się sześć rund, które rozegrają się na torach Zolder, Brands Hatch, Misano, Spa-Francorchamps, Hunagoring i Nurburgring. W trakcie jednego weekendu wyścigowego odbędą się dwa wyścigi.

Na liście startowej wśród 88 kierowców znalazły się tylko 4 kobiety. Z drugiej strony to i tak dużo w porównaniu z poprzednimi latami. Bardzo mnie cieszy, że widzę na padoku coraz więcej kobiet-kierowców. Zainteresowanie wyścigami wśród dziewczyn się zwiększa. Kiedyś najczęściej byłam jedyną dziewczyną w stawce. Trzy współzawodniczki to już luksus. – uśmiecha się Gosia. Temat równych szans kobiet w motorsporcie jest Gosi szczególnie bliski, regularnie angażuje się w inicjatywy wspierające dziewczyny  w wyścigach.

Gosia jest gotowa na nowe wyzwania i pełna optymizmu: Uwielbiam mój samochód – Audi R8 LMS GT4 to piękna bestyjka o mocy prawie 500 koni, z napędem na tył. Prowadzi się po prostu świetnie. Włożyłam wiele pracy przed sezonem. Na przygotowania złożyły się testy, między innymi na torze Zolder, regularne wizyty w siedzibie zespołu, gdzie trenowałam na symulatorze i pracowałam z inżynierem. Zamówiłam też profesjonalny symulator firmy Ragnar Simulator do codziennych treningów w domu.

Nie będzie te pierwszy weekend wyścigowy Gosi z zespołem Phoenix Racing. W styczniu tego roku zdobyła wraz z zespołem pierwsze miejsce w wyścigu 24-godzinnym w Dubaju w klasie GT4. Ten wyjazd był dla Gosi dobrym przygotowaniem przed sezonem: Dubaj był dla nas bardzo ważny. Nie tylko dlatego, że zakończył się sukcesem, ale przede wszystkim dlatego, że mogłam „dotrzeć się” z teamem. Mogę śmiało powiedzieć, że stałam się częścią zespołu, wytworzyła się pozytywna atmosfera. Ta chemia jest bardzo ważna w motorsporcie, który jest przecież sportem zespołowym. – mówi Gosia. 

W sezonie 2018 Gosię Rdest wspierają: DeWALT, A/B/C PHU Bogdan Serafin, EPOS Watches Poland, Ravenol, HICO Medical Devices, EMKA SA, Emka – Trans.

Rozkład jazdy w Zolder

Piątek, 6 kwietnia
10.50 – 11.50 Wolny trening 1
15.55 – 16.55 Wolny trening 2

Sobota, 7 kwietnia
10.20 – 11.10 Kwalifikacje (20’/10’/20′)
16.45 – 17.45 Wyścig 1

Niedziela, 8 kwietnia
10.55 – 11.55 Wyścig 2

Kalendarz GT4 European Series 2018 przedstawia się następująco:
06 – 08.04. Zolder / Belgia
05 – 06.05. Brands Hatch / Wielka Brytania
22 – 24.06. Misano / Włochy
20 – 22.07. Spa-Francorchamps / Belgia
31.08. – 02.09. Hungaroring / Węgry
14 – 16.09. Nürburgring / Niemcy

Najnowsze

Seat Leon Cupra R – polskie ceny

Nowy Seat Leon Cupra R o mocy 310 KM to obecnie najmocniejszy samochód hiszpańskiej marki - jego produkcja obejmuje jedynie 799 sztuk. Ile będzie zatem kosztował?

Leon Cupra R jest już w Polsce dostępny w dwóch wariantach: 310 KM z 6-biegową manualną skrzynią biegów oraz 300 KM z 7-stopniową automatyczną skrzynią biegów. Ceny przedstawiają się następująco:

2.0 TSI Start&Stop 310 KM: 182 100 zł;
2.0 TSI Start&Stop 300 KM DSG: 187 500 zł.

Auto wyróżnia się aerodynamicznym pakietem z elementami z włókna węglowego na nadwoziu i nowymi spojlerami. Siła docisku auta została zwiększona o 12,5%. O znakomitą przyczepność  dba elektronicznie sterowana mechaniczna blokada mechanizmu różnicowego. W podwoziu tkwi również układ hamulcowy Brembo z nawiercanymi tarczami a nadwozie zdobią agresywnie stylizowane zderzaki z elementami z włókna węglowego. Całości dopełniają liczne wstawki w kolorze miedzi, obejmujące m.in. lusterka zewnętrzne czy specjalnie zaprojektowane obręcze ze stopu metali lekkich. Podobne wstawki znalazły się w kabinie, wspólnie z obszytymi Alcantarą kierownicą i drążkiem zmiany biegów, biało-czarnymi wskaźnikami zegarów i elementami z włókna węglowego.

Podkreśleniem ekskluzywnej edycji będzie wygrawerowany przy dźwigni skrzyni biegów indywidualny numer modelu. Leona Cupra R zamówić będzie można w ramach zamkniętego, dedykowanego procesu sprzedaży – egzemplarze tego modelu nie będą także eksponowane w salonach dealerskich, dzięki temu każdy właściciel będzie miał pewność, że jest pierwszą i jedyną osobą prowadzącą swoje wyjątkowe auto. W ramach zamówienia każdy właściciel Leona otrzyma również zaproszenie na ekskluzywne szkolenie z doskonalenia techniki jazdy autem sportowym, które odbędzie się na torze wyścigowym na przełomie maja i czerwca.

Najnowsze

Toyota Aygo – polska premiera na targach w Poznaniu

Podczas salonu samochodowego w Poznaniu odbyła się premiera Toyoty Aygo po faceliftingu. Jaka jest?

Nowa Toyota Aygo, której front zdobi trójwymiarowy znak X, zaś z przodu i z tyłu pojawiły się przeprojektowane światła LED, to jedyny model w segmencie, w którym pełne światła LED są oferowane w standardzie. Samochód otrzymał także mający odznaczać się cichą pracą silnik o większej mocy i bardziej komfortowe zawieszenie.

Fani sportów motorowych nie mogą pominąć jednak w Poznaniu sportowego sektora na stoisku Toyoty, którego gwiazdą będzie Yaris WRC – samochód, który zapewnił Toyocie dwa miejsca na podium w tegorocznej edycji Rajdu Monte Carlo. Tuż obok stanie Yaris GRMN o mocy 212 KM.

Zaangażowanie Toyoty w rozwój elektromobilności jest widoczne w części poświęconej zelektryfikowanym samochodom. Można na niej obejrzeć wodorową Toyotę Mirai, Priusa 4. generacji, ładowanego z gniazdka Priusa Plug-in Hybrid oraz Toyotę C-HR Hybrid. W strefie 4×4 znajdzie się debiutujący kilka miesięcy temu Land Cruiser 8. generacji, RAV4 Hybrid oraz przygotowany specjalnie na targi w Poznaniu Hilux pokryty specjalnym zmieniającym kolory lakierem.

Dla melomanów Toyota przygotowała instalację prezentującą walory systemu nagłośnienia w Toyocie C-HR, który specjaliści JBL opracowali w ramach ścisłej współpracy z zespołem projektantów crossovera.

Najnowsze

Adrenalina, czyli o motocyklowej wyprawie przez Nową Zelandię

Pomysł, żeby wybrać się w podróż motocyklową wydawał się im zupełnie szalony, ale jego realizacja okazała się wspaniałą przygodą.

O Marcie i Łukaszu i ich motocyklowym projekcie przeczytasz również tu.

Kilka lat temu Marta i Łukasz zdecydowali się pojechać we dwoje w podróż dookoła świata. Było to spełnienie ich wspólnego marzenia. Jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc kiedy już podjęli decyzję, że wyjeżdżają, pojawiły się kolejne pomysły.

Jednym z nich był zamysł Marty, żeby część podróży pokonać motocyklem. Wybór padł na Nową Zelandię, bo znajomi podróżowali po niej rowerami i stwierdzili, że „pod wiatr i pod górkę to by się jakiś silnik przydał”. Dwa kółka i silnik? Jest taki sprzęt i nazywa się motocykl.

– Wtedy w ogóle nie potrafiliśmy jeździć na motocyklach, nie mieliśmy prawa jazdy kategorii A i nigdy wcześniej nie poruszaliśmy się po lewej stronie, nawet samochodem – opowiada Łukasz.

Nigdy nie mów nigdy
Przekonania są jednak po to, żeby je czasem zmieniać. Rozpoczęli kurs nauki jazdy i po obowiązkowych 20 godzinach na motocyklu byli…. zupełnie nieprzygotowani do egzaminu. Nie mogli jednak czekać, bo do wylotu zostało mało czasu. Trzeba było dać sobie szansę.

– Dobrze wiedzieliśmy, że mamy tylko jedno podejście, a w dodatku oboje musimy zdać, bo przecież na jednym motocyklu nie zmieścimy się z bagażami. Dlatego nasza radość, gdy się to udało, była olbrzymia – wspomina Łukasz.

Odebrane prawka schowali głęboko do plecaków i wyruszyli w podróż. Kilka miesięcy później po dotarciu do Auckland, zdali sobie sprawę, że to tutaj mają rozpocząć swoją pierwszą, samodzielną przygodę motocyklową.

O podróży Marty i Łukasza po Wietnamie pisałyśmy wcześniej tu.

– Zakup motocykli okazał się zupełnie bezproblemowy – stwierdza Łukasz – wybraliśmy dwa SUZUKI GN250, czyli jedyne motocykle, jakie, po pierwsze znaliśmy z kursu, a po drugie zdawały się proste w obsłudze i ewentualnej naprawie. Tak staliśmy się, po raz pierwszy w życiu, właścicielami jednośladów. Zastanawialiśmy się tylko, jak my sobie z nimi poradzimy?

– Jeżdżenie po lewej stronie było łatwiejsze niż się spodziewałam – opowiada Marta – drogi w Nowej Zelandii są dobrze oznaczone, a to pomaga w odnalezieniu się w ruchu drogowym, szczególnie w pierwszych dniach. Tylko z rondami był kłopot bo na początku trudno było się połapać, z której strony pojawią się samochody.

Doświadczenie, jak żadne inne
Początki były dla nich trochę stresujące, a prędkość jaką rozwijali przez pierwsze dni wynosiła 40-50km/h. Z każdym dniem i z każdym przejechanym kilometrem mieli jednak coraz większą radochę z jazdy. Atlas tras motocyklowych Nowej Zelandii, zakupiony jeszcze w Auckland, służył za mapę, ale też przydawał się, żeby sprawdzić poszczególne odcinki pod względem poziomu trudności i atrakcyjności.

Pierwsza trasa oceniona w atlasie na maksymalne 5 gwiazdek to przejazd z Hamilton do Raglan. Rzeczywiście jest w niej wszystko: widoki, podjazdy, zjazdy, zakręty, puste, proste odcinki. To jedno z tych miejsc w Nowej Zelandii gdzie można poczuć wolność, jaką daje tylko motocykl.

To była dobra okazja, żeby przekonać się co to znaczy doświadczać świata z perspektywy motocykla.

– Rzeczy, które uświadomiłam sobie dość szybko, gdy jechałam na motocyklu, to poczucie wolności i ogromny podziw dla natury. Podróżując autobusem lub nawet samochodem po prostu mijamy miejsca na swojej drodze, czytając lub śpiąc. Aby je naprawdę poczuć, potrzebujesz zatrzymać się, wysiąść, pójść na szlak, porozglądać się, zrobić zdjęcia. Podczas jazdy motocyklem doświadczasz miejsc, przez które podróżujesz – opowiada Marta.

Jazda motocyklem stała się dla Marty i Łukasza nie tylko sposobem przemieszczania się, ale stylem podróżowania po Nowej Zelandii. Mimo że, rozpoczynając to wyzwanie, byli, jak sami mówią,  zupełnymi żółtodziobami, to okazało się, że nie trzeba być mistrzem jazdy, żeby przeżyć cudowną przygodę.

Adrenalina na co dzień
Jazda na motocyklach dostarczała sporo adrenaliny. Na początku przede wszystkim dlatego, że wszystko było nowe i emocjonujące.

– Pierwsze wyprzedzanie ciężarówki będę pamiętał do końca życia, a moment kiedy wiatr pod Mount Cook przesuwał nas na boki po drodze, jakbyśmy byli z tektury, był niewiarygodny. Jadąc środkiem pasa w ułamku sekundy znalazłem się na skraju szosy – wspomina Łukasz.

Z czasem emocje brały się bardziej z ciekawego odcinka, jakichś trudniejszych zakrętów, albo z pokonywania najbardziej stromej ulicy na świecie, której nachylenie wynosi 35%.

– W końcu zauważyliśmy, że jak nie jesteśmy na motocyklach to tej adrenaliny trochę zaczyna brakować. I tak narodził się pomysł, żeby przełamać jeszcze jedną barierę strachu.

Nowa Zelandia słynie ze sportów ekstremalnych. Marta i Łukasz uznali więc, że to najlepsze miejsce, żeby doświadczyć skoku ze spadochronem. Czy większe wrażenie Nowa Zelandia robi z perspektywy motocyklowego siodełka czy z wysokości 4 kilometrów, gdy przed otwarciem spadochronu spada się 200km/h?

– Trudno powiedzieć, ale dla nas poziom adrenaliny w obu przypadkach był podobny – śmieje się Łukasz.

Zapraszamy na LIVE z Martą i Łukaszem na Facebooku już 26 lutego!

Najnowsze

Rajd Wielkopolanki za kółkiem – relacja

Prawdziwie wiosenna aura towarzyszyła 134 paniom, które postanowiły niedzielę 11 marca spędzić na rajdowej zabawie podczas kolejnej edycji Rajdu „Wielkopolanki za kółkiem”.

Na starcie zawodów stanęły 54 załogi. Bazą Rajdu był Tor „Poznań”, ale rywalizacja toczyła się także na terenie okolicznych gmin powiatu poznańskiego. Trasa podzielona została na dwa odcinki: „niebieski” – związany z wodą, prowadzący drogami wokół jeziora Kierskiego i „zielony” – związany z lasami, wiodący m.in. przez Dąbrowę, Dopiewo, Żarnowiec, Konarzewo, Plewiska i Skórzewo. Ten drugi odcinek sprawił nieco kłopotów organizatorom a zwłaszcza uczestniczkom ponieważ z powodu nagłego skoku temperatury bardziej adekwatną jego nazwą byłaby nazwa „błotny”.

Obydwa odcinki zaczynały się i kończyły na Torze „Poznań”. W tym dniu nitka toru należała tylko do Pań. Tu zostało ustawionych 5 prób samochodowych, na których Panie rywalizowały z zacięciem nie oszczędzając paliwa i opon. Spośród wszystkich załóg najszybszą okazała się Monika Bzdziel z teamu „To też jest problem”, która zwyciężyla też jedną z otwartych prób samochodowych. Drugą z tych prób wygrała Dorota Skowrońska z ekipy „Foczki”.

Oprócz konkurencji typowo samochodowych panie musiały wykazać się również innymi umiejętnościami. Wśród licznych atrakcji organizatorzy przygotowali strzelanie z wiatrówki, konkurencje farmerskie takie jak „dojenie krowy” oraz „ujeżdżanie byka” a także, w nawiązaniu do tegorocznego mundialu – turniej piłkarski.

Ten jedyny taki rajd w roku jest wyjątkowy nie tylko z powodu udziału w nim wyłącznie kobiecych załóg, ale także dlatego, że oprócz rywalizacji ważna jest wspaniała zabawa. Każda z załóg oceniała wygląd samochodów oraz przebrania innych zawodniczek. W tej kategorii o trofeum walczyły dwie załogi, które głosami konkurentek zdominowały klasyfikację: „Myszki Minnie Mouse” oraz „Cruelle de Mon”. Ostatecznie o przysłowiowy włos zwyciężyły „okrutne diablice” (pamiętacie zapewne „101 dalmatyńczyków”), chociaż uśmiechnięte uczestniczki naszego rajdu z pierwowzorem łączył jedynie strój.

W klasyfikacji generalnej swój ubiegłoroczny sukces powtórzyły Panie Anna Rajewska i Maria Patelska. Załoga ponownie startowała pod nazwą „Nie mamy prawa jazdy”. Nie polecamy aby traktować to stwierdzenie jako klucz do zwycięstwa w rajdzie.  Za ich plecami uplasowały się Elżbieta Salamon i Beata Konon. Najniższy stopień podium przypadł załodze „Riders from hell” – Sandrze i Adriannie Śmierzchała.

Przedsięwzięcie nie odbyłoby się bez wsparcia sponsorów i partnerów, którzy zapewnili atrakcyjne nagrody. Imprezę wsparli dealerzy samochodowi POL-CAR, Lee Motors Autoryzowany Dealer i Serwis KIA, Nissan Polody, Grupa Krotoski-Cichy, którzy ufundowali aż 7 samochodów na weekend oraz Salon Optyczny „Optoteka” i Centrum Języków Obcych „Kontakt”. Wszystkim sponsorom dziękujemy za wsparcie. Paniom serdecznie gratulujemy i zapraszamy na następną edycję Rajdu „Wielkopolanki za kółkiem”, która odbędzie się już za rok.

Tekst: Grzegorz Rybak

Najnowsze