Gosia Rdest ponownie za sterami Formuły!

Dobiegły końca trzydniowe testy dla tegorocznych zawodniczek W Series na Lausitzringu. To już ostatni przystanek przed zbliżającym się historycznym momentem w motorsporcie. Za dwa tygodnie rozpocznie się pierwsza seria wyścigowa dedykowana wyłącznie dla kobiet. Inauguracyjny wyścig na niemieckim torze Hockenheim już 4 maja.

Dni testowe przed sezonem, to niezwykle istotny element przygotowania kierowców wyścigowych. Podczas testów zawodnicy mają szansę na poznanie nowego samochodu, sprawdzenie jego poszczególnych ustawień oraz jak pokazało Lausitzring – testy, to również adaptacja do zmiennych warunków na torze, uzależnionych od: pogody, liczby samochodów czy pory dnia. Każda z 18 zawodniczek W Series miała do dyspozycji identyczny bolid Formuły 3 – Tatuus T-318. Dziewczyny wzięła udział w kilku sesjach treningowych, w których skład wchodziły symulacje kwalifikacji na nowych oponach jak i symulacja wyścigu. Pretendentki do tytułu mistrzowskiego indywidualnie współpracowały z wyznaczonymi dla siebie inżynierami, z którymi również będą pracować podczas pierwszego weekendu wyścigowego w Hockenheim.

Poza czasem spędzonym w bolidzie na torze i analizą danych organizatorzy serii dali zawodniczką możliwość zapoznania się z torem Hockenheimring, odbywając godzinną sesję na profesjonalnym symulatorze. Zawodniczki w niedzielę – po każdym wyścigu, będą miały sesje treningowe ze swoim inżynierem na symulatorach, przygotowując się do kolejnego weekendu wyścigowego.

Gosia Rdest tak podsumowuje trzy dni spędzone na niemieckim torze:

Jestem bardzo zadowolona z oficjalnych przedsezonowych testów. Na pewno zdobyłam dużą wiedzę, jeżeli chodzi o zrozumienie prowadzenia formuły. Mieliśmy również symulację kwalifikacji, jak i symulację wyścigu, która polegała na przejechaniu długiego dystansu w równym szybkim tempie dbając o degradację opon. Jestem zadowolona z wyścigowego tempa. Jechałam bardzo równo. Czuję się przygotowana do pierwszego weekendu wyścigowego. Cieszę się, że odbędzie się on na jednym z bardziej lubianych przeze mnie torów. Z Hockenheim, w sezonie 2017 przywiozłam dwa puchary wywalczone w pucharze Audi Sport TT Cup. Jestem bardzo podeksytowana i nie ukrywam, że już nie mogę się doczekać jak pierwszy raz w tym sezonie zgasną czerwone światła!

Catherine Bond Muir, prezes W Series, po dniach testowych powiedziała:

Następny raz, gdy się ponownie spotkamy z kierowcami i pracownikami W Series będzie podczas historycznego wydarzenia sportowego w Hockenheim. Będzie to nie tylko historyczne wydarzenie sportowe ale śmiało też powiem – wydarzenie znaczące  z perspektywy społecznej. Przez zbyt długi okres 43 lat żadna kobieta nie wstąpiła do Grand Prix Formuły 1. Nie przewiduję, że jeden z naszych kierowców w nim pojedzie, nie byłabym zbyt pochopna z takim oświadczeniem ale niewątpliwie W Series stworzyło coś niezwykle innowacyjnego. Chcemy zmienić świat motorsportu na lepsze, a wyścig w Hockenheim
4 maja będzie kamieniem milowym w tej sportowej i społecznej podróży.

Dave Ryan, dyrektor W Series, powiedział:

Cieszymy się, że ukończyliśmy nasz szkoleniowy program w Lausitzring. Na uznanie zasługują wszyscy zaangażowani pracownicy – mechanicy, inżynierowie, całe zaplecze – a także sami kierowcy. Pracowali bardzo ciężko, aby nauczyć się jak najwięcej potrafią
w ciągu trzech intensywnych dni. Wszyscy zachowali się imponująco. Naturalnie, niektórzy mieli więcej do nauczenia się w jeździe single seaterem niż inni – prowadzenie samochodu o tak dużej sile docisku zawsze stanowi nowe i trudne wyzwanie, dla tych którzy nie robili tego wcześniej – ale jak mówię, wszyscy się spisali.

To naprawdę fantastyczne, że ten projekt staje się rzeczywistością po tak krótkim, ale intensywnym okresie.

Inauguracyjny sezon to sześć rund towarzyszące wyścigom DTM, kalendarz na rok 2019 przedstawia się następująco:

3 – 5 maja | Hockenheim
17 – 19 maja| Zolder
7 – 9 czerwca | Misano
5 – 7 lipca | Norisring
19 – 21 lipca | Assen                                                                                                
10 – 11 sierpnia | Brands Hatch

Gosię wspierają: Ravenol, DeWalt, Epos, Emka S. A., Bahco, A/B/C, Olimp Sport Nutrition

Social Media:
Facebook: https://www.facebook.com/GosiaRdestOfficial/
Instagram: https://www.instagram.com/gosia.rdest/
WWW: http://www.gosiardest.com/
YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCUSP5guEpLtT0E1SX_vzwzw

Najnowsze

Niepokojące statystki – samochody elektryczne coraz częściej biorą udział w kolizjach drogowych

Auta elektryczne zyskują na popularności, ale czy na pewno są bezpieczne? Jak pokazuje przykład Norwegii, gdzie już niemal co trzeci samochód ma napęd elektryczny, odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Z danych DNB wynika, że w ubiegłym roku ich udział w wypadkach i kolizjach drogowych w tym kraju wynosił ponad 34 proc., a razem z hybrydami było to aż 65 proc. wszystkich typów aut.

Zdaniem ekspertów DNB Bank Polska taki stan rzeczy może wynikać paradoksalnie ze zbyt dużej liczby udogodnień technologicznych w samochodach elektrycznych, które powodują, że kierowcy oraz inni uczestnicy ruchu tracą czujność.

Statystyki DNB dotyczące norweskich dróg nie napawają optymizmem. W ubiegłym roku udział aut elektrycznych w wypadkach i kolizjach drogowych wynosił 34,15 proc. W przypadku hybryd było to 30,58 proc., samochodów napędzanych benzyną 20,75 proc., a dla porównania aut z silnikiem diesla blisko 28 proc. (procenty te nie sumują się do 100 proc., ze względu na to, że w jednym wypadku lub kolizji mogły brać udział samochody z różnym typem silnika).

Ze względu na to, że Norwegia jest modelowym przykładem rozwoju elektromobilności, warto przeanalizować, gdzie leży przyczyna tych zaskakujących danych. Większość samochodów elektrycznych i hybrydowych ma tak dobre przyspieszenie, że może ono sprawiać kłopot wielu kierowcom. Można powiedzieć, że mają one w warunkach miejskich lepsze osiągi niż większość przeciętnych aut spalinowych. Ponadto samochody elektryczne najczęściej spotyka się w miastach, gdzie naturalnie występuje większe ryzyko kolizji – mówi Olga Plewicka, Ekspert ds. Sektora motoryzacyjnego, DNB Bank Polska S.A. – Inną przyczyną wypadków z udziałem e-pojazdów jest to, że samochody te mają wiele innowacji technicznych, wyświetlaczy oraz systemów wspomagających, które mogą – paradoksalnie – rozpraszać kierowców. Duża część z tych zdarzeń wynika z nieuwagi i braku koncentracji. Jednym słowem auta elektryczne usypiają naszą czujność – dodaje. Inną kwestią jest fakt, że auta te nie emitują dźwięków znanych z klasycznych pojazdów, co stanowi realne zagrożenie dla niezmotoryzowanych uczestników ruchu. Unia Europejska świadoma tego zagrożenia, podjęła postanowienie – od 1 lipca 2019 samochody elektryczne i hybrydowe muszą wydawać dźwięk ostrzegawczy.

W większości modeli aut elektrycznych zastosowano takie rozwiązania, jak adaptacyjny tempomat z automatycznym hamulcem, system ostrzegający o niezamierzonym zjeździe z pasa ruchu, układ monitorujący martwe pole czy asystent jazdy w korku. Najdroższe i najbardziej zaawansowane modele są wyposażone w systemy autonomicznej jazdy. Norweskie statystyki pokazują, że marką samochodów elektrycznych, które najczęściej ulegały wypadkom i kolizjom była w ubiegłym roku Tesla. Być może wynika to faktu, że ta marka jest tam bardzo popularna. Co ciekawe od dwóch tygodni w Warszawie istnieje możliwość testować BMW i3 w carsharingu od firmy innogy. I w tym krótkim czasie doszło już do jednej kolizji.

Norweski ewenement
W ubiegłym roku w Norwegii zarejestrowano blisko 148 tys. nowych samochodów osobowych, w tym ponad 46 tys. samochodów o zerowej emisji. Było to prawie 40 proc. więcej niż w 2017 roku. Ten rok wydaje się być jeszcze bardziej rekordowy. Sprzedaż samochodów elektrycznych w tym kraju po raz pierwszy wyprzedziła tradycyjne pojazdy: 58 proc. wszystkich nowych aut sprzedanych w marcu 2019 r. było zasilanych przez baterie. Poziom około 50 proc. w sprzedaży utrzyma się prawdopodobnie przez cały ten rok. Pod tym względem reszta Europy, w tym także Polska, znajdują się na bardzo początkowym etapie rozwoju elektromobilności.

W Polsce w 2018 r. zarejestrowano 1,6 mln samochodów osobowych i dostawczych. Według Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych udział modeli elektrycznych w sprzedaży nowych samochodów wyniósł zaledwie 0,2 proc. i zamknął się liczbie 1 324 sztuk (1068 w 2017 r.). Na polskich drogach można spotkać w sumie około 3,5 tys. e-pojazdów, podczas gdy całkowita liczba samochodów osobowych i dostawczych wynosi około 20 mln. Najchętniej kupowanym modelem zeroemisyjnym w 2018 r. był w Polsce Nissan LEAF, zaraz po nim uplasowało się BMW i3.

Infrastruktura ładowania rozwijała się znacznie bardziej dynamiczniej niż flota e-pojazdów. Z danych PSPA wynika, że w ubiegłym roku zainstalowano 293 publicznie dostępne punkty ładowania i w konsekwencji ich łączna liczba zwiększyła się z 552 w 2017 r. do 845 w roku 2018, ale mimo tak dużego wzrostu to nadal nie jest wystarczające infrastruktura, aby móc swobodnie poruszać się po całej Polsce.

Polska droga do elektromobilności
W ramach rządowej Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju planowany jest dynamiczny wzrost liczby samochodów elektrycznych w Polsce, co będzie wymagało zastosowania odpowiednich form wsparcia publicznego.  – Zachętą do kupna w Norwegii przyjaznych dla środowiska samochodów z napędem elektrycznym były ulgi podatkowe, a także inne przywileje jak np. bezpłatne parkowanie, bezpłatne ładowanie akumulatorów, możliwość jazdy po buspasach czy bezpłatne korzystanie z promów – mówi Olga Plewicka. Rozwój polskiego modelu elektromobilności do 2020 roku ma pochłonąć około 19 mld złotych, dalszych 40 mld na rozwój sieci przeznaczą spółki energetyczne. W 2017 roku rozpoczęto prace nad wprowadzeniem do systemu prawnego kompleksowego systemu zachęt dla nabywców pojazdów elektrycznych, czego wyrazem jest ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Zgodnie z jej założeniami, do końca 2020 r. w Polsce ma powstać m.in. 6 tys. punktów ładowania samochodów elektrycznych. W 2025 roku ma jeździć 300 tys. aut elektrycznych. Pierwszy e-pojazd polskiej produkcji ma zjechać z linii fabrycznej na przełomie 2022 i 2023 roku. Według zapowiedzi spółki ElectroMobility Polska w 2023 roku nasz kraj ma produkować 100 tys. aut elektrycznych rocznie. – Biorąc pod uwagę że mamy już 2019 rok, to ten plan wydaje się bardzo ambitny, ale trzymam kciuki żeby został zrealizowany w wyznaczonych ramach czasowych – mówi Olga Plewicka.

Najnowsze

„55 lat temu „rozbiliśmy bank”, wprowadzając do sprzedaży Forda Mustanga”

Ford obchodzi w tym roku 55-lecie wprowadzenia na rynek Mustanga. Dobra wiadomość dla fanów tego modelu - już czwarty rok z rzędu jest to najlepiej sprzedające się sportowe coupé na świecie.

Według danych IHS Markit, Mustang króluje w rankingach najlepiej sprzedającego się sportowego coupé na świecie. W 2018 roku 113 066 egzemplarzy  trafiło do klientów od Australii aż po Peru.  To nie tylko czwarty rok z rzędu światowego sukcesu Mustanga, ale również tytuł najlepiej sprzedającego się coupé sportowego w Stanach Zjednoczonych, gdzie Ford sprzedał 75 842 Mustangów.

W pierwszym kwartale 2019 roku Ford sprzedał 2 300 Mustangów w Europie. Stanowi to wzrost o ponad 27 procent w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.*

„55 lat temu „rozbiliśmy bank”, wprowadzając do sprzedaży Forda Mustanga” – powiedział Jim Farley, prezes Forda ds. sprzedaży na rynkach światowych. „Mustang stał się symbolem wolności, wiatru we włosach i czystej radości z jazdy. Nie ma nic wspanialszego niż ryk V8 w wiosenny poranek. Tego nie da żaden inny samochód sportowy na świecie. Nic dziwnego, że Mustang to najbardziej kultowe sportowe coupé.

Według danych sprzedaży Forda, w 2018 roku Mustang był dostępny w sprzedaży w 146 krajach na całym świecie. Od 2015 roku na świecie sprzedano ponad 500 000 Mustangów szóstej generacji, w tym ponad 45 000 w Europie. W zeszłym roku nowa wersja Mustang Bullit przyczyniła się do wzrostu sprzedaży o pół punktu procentowego, co stanowi wzrost o 15,4% przez ostatnie dwa lata.

Najnowsze

Ford Focus – stylowy i nowoczesny samochód do jazdy po mieście i rodzinnych podróży

Fordy znajdują się w czołówce najchętniej kupowanych w Polsce samochodów zarówno do celów rodzinnych, jak i służbowych. Cenimy je za niezawodność, niskie koszty eksploatacji, bezawaryjność i nowoczesny wygląd. Nowy model Ford Focus to połączenie zaawansowanej technologii z funkcjonalnością i niebanalnym designem.

Ford Focus – podstawowe zalety
Wśród zalet najnowszej wersji Forda Focus’a wymienia się łatwość prowadzenia pojazdu i przestronne, estetycznie wykończone wnętrze. Model doskonale sprawdzi się jako samochód służbowy, ale też jako rodzinne auto. Zaawansowane technologicznie systemy bezpieczeństwa sprawiają, że jazda staje się jeszcze przyjemniejsza i bezpieczniejsza niż dotychczas. Ford Focus wyposażony jest w nowoczesne i pewne rozwiązania pomagające np. uniknąć kolizji przy małych prędkościach (do 50 km/h) lub zmniejszyć jej skutki.

Bezpieczeństwo na 5 gwiazdek
Ford Focus to samochód stworzony dla tych, którzy cenią sobie niezawodność i całkowite bezpieczeństwo. Pojazd wyposażono we wszystkie możliwe systemy zapobiegające skutkom wypadków i kolizji. Znajdują się w nim standardowe poduszki powietrzne dla kierowcy i pasażera, kurtyny boczne chroniące ciało przed uszkodzeniami podczas uderzeń bocznych oraz specjalną poduszkę zabezpieczającą kolana kierowcy. W samochodzie znajduje się system Active City Stop pomagający uniknąć kolizji przy małych prędkościach. Monotonna i męcząca jazda w korku staje się bezpieczniejsza, a samochód chroni nas przed przypadkowymi zderzeniami z innymi pojazdami. Kiedy my nie zdążymy zareagować, nasz nowy Focus automatycznie wciśnie hamulec, gdy samochód przed nami nagle zahamuje.

Najnowszy model Focus’a wyposażono w elektroniczny system stabilizacji toru jazdy (ESC) oraz inteligentny system bezpieczeństwa (IPS). ESC stale sprawdza, jak pojazd porusza się po drodze i jeśli wykryje nieprawidłowości w torze jazdy, automatycznie je koryguje. System współpracuje z zaawansowanym ABS, dzięki czemu nawet w trudnych warunkach i przy gwałtownym hamowaniu samochód pewnie się prowadzi.

Auto ostrzega przed spadkiem ciśnienia w oponach, dzięki czemu można w porę usunąć usterkę i cieszyć się bezpieczną jazdą. Komunikat o problemach z ciśnieniem wyświetla się na desce rozdzielczej.

Żeby pasażerowie mogli podróżować jeszcze bezpieczniej, w nowym Fordzie zainstalowano system ostrzegania o niezapiętych pasach. Jeśli któraś z jadących osób nie zapnie się, będzie o tym przypominał sygnał dźwiękowy i wizualny. Samochód „wyczuwa” też, kiedy kierowca staje się zmęczony i może tracić koncentrację. Na komunikatorze wyświetla się wtedy informacja o konieczności przerwy na odpoczynek.

Żeby samochód gwarantował pewną jazdę w każdych warunkach, w tym przy podjeżdżaniu pod górkę i na oblodzone wzniesienia, zastosowano w nim system HSA. Pojazd bez problemu wjeżdża pod górę i nie cofa się na pochyłych powierzchniach.

Przyczyną wielu niebezpiecznych wypadków jest tzw. martwy punkt. Patrzymy w boczne lusterko i śmiało zjeżdżamy na równoległy pas. W tej samej chwili słyszymy ostre hamowanie, a nasz samochód zostaje uderzony przez inny pojazd. Ford Focus wyposażony jest w specjalnie zaprojektowane lusterka z diodami, dzięki którym samochód ostrzega nas przed pojazdami, które znalazły się w martwym punkcie. System pomoże nam bezpiecznie poruszać się po drogach i wyjeżdżać z miejsc parkingowych.

Ford Focus – czysta przyjemność prowadzenia
Ford zadbał o to, żeby najnowszy Focus był przyjemny w prowadzeniu i zapewniał użytkownikowi najwyższy stopień bezpieczeństwa. W samochodzie zainstalowano system automatycznego parkowania, który pomaga przy manewrach parkingowych, ograniczając tym samym ryzyko uszkodzenia pojazdu. Funkcja Active Park Assist wspomagająca parkowanie równoległe przyda się szczególnie mniej doświadczonym kierowcom. Działanie najnowszej technologii Forda można obejrzeć w materiale filmowym:

Wystarczy podążać za wskazówkami wyświetlanymi przez komputer pokładowy i kontrolować pedał gazu i hamulca, żeby sprawnie wjechać w miejsce parkingowe.

Dla jeszcze większej przyjemności jazdy Ford Focus został wyposażony w adaptacyjny tempomat. Kiedy wybieramy się w dłuższą trasę lub chcemy, żeby samochód samodzielnie kontrolował prędkość, ustawiamy określoną wartość (w przedziale między 25 a 180 km/h) i puszczamy pedał gazu. Pojazd będzie utrzymywał wybraną przez nas prędkość. Kiedy wykryje, że samochód jadący przed nami zwolnił lub zahamował, nasz Focus odpowiednio dostosuje prędkość jazdy i zachowa bezpieczną odległość. Powróci do ustawionej prędkości, kiedy droga będzie znowu pusta.

Idealna widoczność nawet podczas trudnych warunków pogodowych
W najnowszym modelu Forda zamontowano reflektory, które dostosowują się do warunków panujących na drodze i odpowiednio doświetlają przestrzeń przed samochodem. Kąt padania światła zależy od prędkości, z jaką się poruszamy, skrętu kierownicy, odległości od innych pojazdów, a także warunków pogodowych (jeśli działają wycieraczki, samochód dobiera inne ustawienia). Nowoczesne reflektory działają również w taki sposób, żeby nie oślepiać innych kierowców. Kiedy w nocy mijamy się z pojazdem jadącym z naprzeciwka, nasze auto automatycznie przełącza się ze świateł długich na światła mijania

Ford Focus zapewnia doskonałą widoczność i pozwala nam widzieć więcej, a tym samym bezpieczniej poruszać się po drogach. Samochód wyposażono w system rozpoznawania znaków drogowych, który sczytuje wszystkie ustawione przy drodze ograniczenia i informacje. Symbole znaków pojawiają się na desce rozdzielczej i nie sposób ich przeoczyć tak jak na drodze.

Pomysłowe i praktyczne rozwiązania zwiększające komfort jazdy
Wbudowany system nawigacji nie jest już żadną nowością w obecnie produkowanych samochodach, jednak Ford Focus może pochwalić się najbardziej zaawansowaną wersją systemu SYNC, który łączy się z telefonem i którym możemy sterować za pomocą poleceń głosowych.

Komfortowym rozwiązaniem zastosowanym przez Forda jest również bezkluczykowy system uruchamiania pojazdu. Pozwala to na otwieranie samochodu nawet wtedy, kiedy mamy zajęte ręce i nie możemy wyciągnąć kluczyka z kieszeni czy torebki. Dodatkowo możemy zaprogramować kluczyk i stałe parametry naszego samochodu, takie jak maksymalna prędkość czy sygnał niezapiętych pasów.

Ford Focus idealnie sprawdza się nawet podczas trudnych warunków pogodowych. Dzięki podgrzewanej przedniej szybie zimą nie musimy usuwać z niej szronu i uruchamiać pojazdu kilka minut przed podróżą. Elementy grzewcze w przedniej szybie wykonają za nas całą pracę. Podczas deszczowej pogody samochód automatycznie włączy wycieraczki i dostosuje szybkość ich działania do intensywności opadów.

Ford Focus – wydajność i osiągi
Od nowoczesnych samochodów wymagamy nie tylko praktycznych rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo i komfort jazdy. Zależy nam również na tym, żeby pojazd charakteryzował się niezawodnością i ekonomicznością. Ford Focus łączy w sobie te wszystkie cechy, zapewniając niską emisję spalin, a przy tym bardzo dobre osiągi.

Najnowszy Ford Focus wyposażony jest w nowoczesną serię silników EcoBoost, które oszczędzają paliwo, a jednocześnie emitują do środowiska mniejsze ilości zanieczyszczeń. Silniki gwarantują doskonałe osiągi nawet przy mniejszym zużyciu paliwa. Żeby jeździć ekonomiczniej, na desce rozdzielczej wyświetla się informacja o konieczności zmiany biegów. Specjalny system analizuje również styl naszej jazdy i udziela wskazówek, jak poprawić prowadzenie, żeby jeździć jeszcze ekonomiczniej. Średnie zużycie paliwa przy silniku benzynowym 1.0 EcoBoost na 100 km wynosi 6,1 l. W przypadku silnika diesel 1.5 EcoBlue zużycie to wynosi 5,7 l. Auto posiada wbudowany system Start-Stop, dzięki któremu spala jeszcze mniejsze ilości benzyny lub ropy. Kiedy zatrzymujemy się na światłach lub stoimy w korku, samochód automatycznie gasi silnik, podtrzymując jednak zasilanie dla wszystkich podzespołów. Wystarczy, że naciśniemy pedał sprzęgła, żeby ponownie uruchomić pojazd.

Ford Focus dostępny jest w wersji manualnej oraz z 8-stopniową automatyczną skrzynią biegów z obrotowym przełącznikiem. Przy kierownicy umieszczono też łopatki, którymi można zmieniać biegi, np. wtedy, kiedy szybko potrzebujemy wyższej mocy.

Samochód od Forda dobrze trzyma się drogi i łatwo go kontrolować, a na zakrętach wykazuje dużą stabilność. Dzięki specjalnemu systemowi moment obrotowy silnika rozkładany jest pomiędzy przednie koła. System dostosowuje ich pracę do nawierzchni i warunków panujących na drodze.

Ford Focus jak auto rodzinne
Ze wszystkimi swoimi udogodnieniami, przestronnym wnętrzem i zaawansowanymi systemami bezpieczeństwa, Forda Focus’a poleca się jako samochód rodzinny. Bagażnik bez problemu pomieści walizki 4 dorosłych osób wybierających się na weekendowy wypad. Wysoki komfort jazdy sprawia, że Focus idealnie nadaje się na dłuższe podróże.

Najnowszy Ford Focus to auto niebanalne z wieloma innowacyjnymi rozwiązaniami, które zachwycą każdego kierowcę.

Źródła:
https://www.ford.pl/osobowe/focus/cechy-i-funkcje/osiagi-i-zuzycie-paliwa#
https://www.ford.pl/osobowe/focus/cechy-i-funkcje/prowadzenie
https://www.ford.pl/osobowe/focus/cechy-i-funkcje/bezpieczenstwo
https://www.carwow.co.uk/ford/focus
https://www.autocentrum.pl/spalanie/ford/focus/iv/

Najnowsze

Edyta Klim

Anna Piechucka – mistrzyni motocyklowych wyścigów na ćwierć mili

Anna Piechucka z powodzeniem startuje i wygrywa w wyścigach “King Of Poland Drag Race Cup”. Jak to wszystko się zaczęło i czym zaowocowało - przeczytacie w naszej rozmowie z zawodniczką.

fot. Tomasz Walencik

Jak się zaczęła Twoja przygoda z motocyklami?

To w sumie dość ciekawe, bo wcale nie było tak, że od zawsze marzyłam o tym, aby jeździć motocyklem. Moja przygoda z motoryzacją zaczęła się od samochodów, gdy skończyłam 18 lat i w sumie nie nosiła żadnych znamion sportu. Ot tak, prowadzenie auta po prostu, sprawiało mi przyjemność. Aż pewnego pięknego poranka, obudziłam się z myślą, że zrobię prawo jazdy na motocykl. Wiem, jak banalnie to brzmi, ale naprawdę tak było (śmiech). Moja mama, jak była młoda, zrobiła prawo jazdy kategorii A i pomyślałam sobie: “Mama ma, a ja nie mam?”. Zapisałam się na kurs i tak to się zaczęło. Co ciekawe, to właśnie na kursie miało miejsce moje pierwsze doświadczenie z motocyklami – nigdy wcześniej nie byłam na nich nawet tzw. “plecakiem”. W sumie nie wiedziałam, czy mi się to spodoba, ale już po pierwszych jazdach wiedziałam, że to coś dla mnie!

I do tego stopnia, że trafiłaś na wyścigi drag race?

Przez prawie 5 lat jeździłam w większości sama, bo motocykl był moim głównym środkiem transportu na trasie: dom – praca/uczelnia – dom i tak, aż do 2016 roku. Wtedy właśnie poznałam mojego obecnego mechanika i serdecznego kolegę – Przemka Badowskiego, utytułowanego zawodnika drag race z wieloletnim stażem. Podczas rutynowego serwisu mojego Hornet’a, zaproponował mi żartem udział w wyścigach na ćwierć mili. Mówił, że namawia ludzi do startów i fajnie by było, jakby jakaś dziewczyna też wzięła udział. Zdawałam sobie sprawę, że na mojej Hondzie nie mam żadnych szans w jednej klasie z motocyklami typu Yamaha R6, czy Suzuki GSX-R 600 (ze względu na różnicę w mocy i oczywiście zerowe doświadczenie w wyścigach), ale w ramach sprawdzenia się, mimo wszystko postanowiłam wystartować. Okazało się, że adrenalina, jaka się pojawia podczas startów to jest coś, co mnie mocno przyciąga. Ponadto usłyszałam też, że jak na pierwszy start, moje wyniki były całkiem dobre, co dało mi motywację do ponownego pojawienia się na zawodach i dalej już poszło samo… Zaczęłam regularnie startować w drag race.

Od początku dobrze Ci szło, czy było coś, co sprawiało Ci trudności?

Podczas pierwszego sezonu startowałam na Hondzie Hornet 2007 (pseudonim “Hornecik”) i nie robiłam w nim żadnych modyfikacji, ponieważ nie było dla niego przyszłości w tym sporcie. Pierwszy sezon to był czas, który przeznaczyłam na zbieranie doświadczeń. Musiałam nauczyć się, jak radzić sobie z emocjami i ogromnym stresem, który towarzyszył mi na początku. Pamiętam, jak pierwsze kilka startów poprzedzone było, prawie bezsenną nocą. Ponadto musiałam się obyć z samą procedurą startu, bo zdarzały się zawody, na których popełniałam pełno falstartów. Trenowałam też samą technikę ruszania, ponieważ prawda jest taka, że na starcie można najwięcej ugrać. Jeśli stają obok siebie dwie podobne maszyny, to start jest w takiej sytuacji decydujący.

Kolejny motocykl był już mocniejszy?

Zebrane doświadczenia pozwoliły mi poczuć się pewniej i podjęłam decyzję o zmianie maszyny na taką, która nie będzie na przegranej pozycji, już na starcie (śmiech). Wybór padł na Suzuki GSX-R 750, tyle że nasz polski rynek zalany jest motocyklami z szemraną przeszłością. Dlatego po swoją maszynę pojechałam osobiście, aż do Niemiec i w taki właśnie sposób stałam się szczęśliwą posiadaczką GSX-R’a o pseudonimie “Cola”. Swoją ksywkę zawdzięcza pięknemu, brązowemu malowaniu, które w słońcu mieni się pięknie – zupełnie jak popularny napój.

Ten model był przez Ciebie modyfikowany?

Kluczową modyfikacją, jaką wykonałam, była instalacja quickshiftera (urządzenia pozwalającego na zmianę biegów, bez potrzeby użycia sprzęgła i zamykania gazu). Połączenie motocykla ze zdrowym silnikiem, drobnymi ulepszeniami i lekkim jeźdźcem (jakim jestem) pozwoliło mi zacząć stawać na 1. miejscu podium. Oczywiście do swoich sukcesów podchodzę z dużą pokorą i wiem, że jeszcze dużo nauki przede mną.

Czujesz oddech rywali na plecach?

W Polsce są chyba 3-4, niezależne od siebie, cykle wyścigów. Ja akurat startuję w “King Of Poland”, gdzie w zeszłym sezonie wzięłam udział w 4-rech z 5-ciu zorganizowanych rund i wszystkie zakończyłam na pierwszym miejscu podium. Rok wcześniej również zdobyłam mistrzostwo w klasie Moto Street Plus. Nie oznacza to jednak, że nie ma lepszych ode mnie – są zawodnicy, którzy startują w innych cyklach i wiem, że mam tam, co najmniej jednego, bardzo poważnego rywala. Może kiedyś uda nam się zmierzyć, ale zanim to nastąpi będę musiała ostro potrenować.

Powiedz na czym, tak w skrócie, polegają takie zawody i jak wyłaniany jest zwycięzca?

Zawodnicy ustawiają się na linii startowej, co oznacza, że przednie koło musi się znajdować w odpowiedniej pozycji, względem fotokomórki startowej. Ważne są tutaj wręcz milimetry, dlatego w tym procesie pomagają nam światełka na tzw. “choince” (sygnalizatorze startowym). Kiedy już para zawodników stoi na pozycjach – rozpoczyna się procedura startowa. W zależności od organizatora wyścigów “choinki” odrobinę się od siebie różnią, ale zasada jest jedna – należy ruszyć najszybciej po tym, jak na sygnalizatorze zapali się zielone światło. Czas, jaki upływa od momentu zapalenia się zielonego światła do momentu przekroczenia (opuszczenia) przez koło motocykla linii fotokomórki startowej nazywamy RT (z ang. reaction time), czyli czasem reakcji. Im krótszy czas reakcji, tym lepiej. Czas samego przejazdu od momentu ruszenia do przekroczenia linii mety to tzw. ET (z ang. Elapsed time). W eliminacjach brane są pod uwagę jedynie czasy przejazdu odcinka (ET), co znaczy, że nie ma konieczności ruszania, tuż po zapaleniu zielonego światła. Liczy się to, jak szybko pokonamy dystans ćwierć mili.

Dalej kwalifikują się osoby z najlepszymi czasami przejazdów, a dopiero w finałach mają miejsce właściwe wyścigi. Wtedy wymagane już jest maksymalne skupienie, ponieważ o wygranej decyduje to, kto pierwszy przekroczy linię mety, tj. suma czasów reakcji oraz czasu przejazdu (RT + ET). To znaczy, że nie można pozwolić sobie na zaspanie na starcie, bo straci się jedyną szansę na wygraną.

Jakie czynniki sprawiają, że można się stać lepszym od konkurentów w tym sporcie?

Może zabrzmi to śmiesznie, ale moją największą przewagą nad konkurentami jest moja masa własna – ważę około 50 kg, przez co mój motocykl wiezie do mety jakieś 20-30 kg mniej, niż motocykle konkurentów, a to ma spory wpływ na wyniki wyścigu. Czasem oczywiście to przekleństwo, bo paradoksalnie łatwiej mi stracić przyczepność. Miewałam już małe “przygody”, gdzie zamiast wystartować zgodnie z procedurą, driftowałam tuż za linią startu. I nie powiem, żebym chciała to powtarzać, ponieważ mało brakowało, a postawiłabym motocykl bokiem, a potem to już wszyscy wiemy, co by mnie czekało – wielki, soczysty high side! (śmiech) Z innych czynników, to zdecydowanie przydaje się opanowanie sprzęgła i gazu w odpowiednich proporcjach – bez tego właściwie, ani rusz. Zatem trening, trening i jeszcze raz trening. W ten sposób można poznać swój sprzęt najlepiej, a nie oszukujmy się, codzienne ruszanie spod świateł nie ma nic wspólnego ze startem, podczas wyścigu drag race.

A więcej procentowo zależy od motocyklisty czy przygotowania motocykla?

Wydaje mi się, że ważniejszy jest jednak jeździec – jego umiejętności i opanowanie. Jeśli posadzimy kogoś wprawionego na słabszym motocyklu, to nadal jest duża szansa, że objedzie on przeciwnika na mocniejszej maszynie. Sama wielokrotnie robiłam lepsze czasy, niż niedoświadczeni motocykliści na litrach.

Jeśli natomiast patrzymy już na poziom profesjonalny, gdzie umiejętności zawodników są na zbliżonym poziomie, to wtedy decydujący może się okazać sprzęt i dokonane w nim modyfikacje. Przykładem tego jest klasa “DRAG”, gdzie funkcjonuje wręcz wyścig zbrojeń (śmiech). Maszyny są po bardzo poważnych modyfikacjach, takich jak montaż turbo czy podtlenku azotu. Standardem są też przedłużane wahacze.

Widzisz się kiedyś w takiej klasie?

Na dzień dzisiejszy jeszcze nie, ale kto wie co przyniesie przyszłość. Jak to mawiają “nigdy nie mów nigdy”.

Jaki będzie kolejny sezon Twoich startów?

Szykuje się ciekawy sezon, bo pojawiło się w zeszłym roku trochę nowych twarzy i zapowiada się, że walka będzie jeszcze bardziej zacięta. Niewykluczone też, że w tym sezonie pojawią się jakieś interesujące formy współpracy pomiędzy zawodnikami, ale jeszcze za wcześnie, aby zdradzać szczegóły.

Czy polskie wyścigi dragów są popularne? Czy są gdzieś relacjonowane?

Wśród zawodników – tak, są popularne. Bardzo dużo kierowców motocykli i samochodów stawia się na zawody, i to cieszy. Niestety ciężko jest zorganizować taką imprezę gdzieś w mieście, gdzie publiczność miałaby łatwy i bezproblemowy dojazd. Pamiętam czasy, kiedy w Warszawie odbywały się takie imprezy np. na lotnisku na Bemowie i przyciągały tłumy ludzi (w tym mnie), ale niestety to było dawno temu… Dużo od tego czasu się zmieniło i z tego co wiem, małe są szanse, aby zorganizować taką imprezę w stolicy. A szkoda, bo to na pewno przyczyniłoby się do wzrostu popularności tego sportu.

Dlatego często ścigamy się na lotniskach, w małych miejscowościach, albo wręcz „po środku niczego”. To sprawia, że trudno jest stworzyć wokół tego sportu grono kibiców, którzy będą śledzić na bieżąco wyniki i odwiedzać obiekty, na których się ścigamy. Jeśli chodzi o relacje na żywo to wiem, że zdarzały się jakieś transmisje na facebooku albo youtube, ale nie jest to reguła. Warto natomiast śledzić fanpage poszczególnych cykli/organizacji, bo to chyba w dzisiejszych czasach najlepsze źródło informacji w tym temacie.

Twoją pasją jest też taniec na szarfach?

Tak, od 4 lat trenuję taniec na szarfach w Aerial Dance Studio w Warszawie. To obok fitnessu, który bardzo lubię, moja główna aktywność fizyczna. To pozwala mi utrzymać dobrą formę, bo przez większość czasu traktowałam taniec w powietrzu po prostu jako sport, pozwalający pracować nad kondycją całego ciała. Jednak od końca zeszłego roku postanowiłam rozwinąć się również pod kątem artystycznym i wzięłam pierwszy raz udział w turnieju tańca na szarfach, zaliczając przy tym nawet drobny sukces – 4. miejsce w klasie na poziomie zaawansowanym. Planuję się dalej rozwijać w tym temacie.

A motocyklem nadal jeździsz do pracy?

Oczywiście i myślę, że to się jeszcze długo nie zmieni.

Najnowsze