Katarzyna Frendl

Geneva Motor Show 2016 – autorski przegląd tego, co najciekawsze. Relacja, galeria, film.

Połyskujące w świetle reflektorów lakiery aut, najsłynniejsi producenci samochodów Świata, wielcy tunerzy, niszowe manufaktury, uznane studia designerskie - właśnie zakończyło się największe wydarzenie motoryzacyjne tego roku, na którym nie mogło zabraknąć naszej przedstawicielki. Oto co najciekawszego można było zobaczyć na tegorocznym salonie w Genewie.

W halach genewskiego Palexpo byli wszyscy. Od producentów znanych, przez niewielkie, choć słynne manufaktury, po niedawno powstałe marki. Uznawane przez większość motomaniaków motoryzacyjne symbole, tj. Bugatti, Koenigsegg, Pagani, Lamborghini, Aston Martin, Maserati, Morgan, stały tu przy popularnych i tańszych brandach, takich jak Dacia albo Tata, lub obok całkiem nowych graczy jak Arash, Rimac, czy Techrules. Każdy chciał przekonać do swojego cacka dziennikarzy z całego Świata, którzy przybywają do Genewy obcować z Wielką Motoryzacją, przez naprawdę duże W.

Paryż, Frankfurt, Detroit, czy Tokyo nie mają salonu, w którym chce się wystawiać dosłownie każda marka naszego globu. W Szwajcarii jest prestiżowo, bo w Palexpo pojawiają się najbardziej ekskluzywne brandy i znamienici projektanci. To Genewa jest najczęściej wybieranym salonem na najważniejsze premiery poszczególnych marek. Tak też było w tym roku.

10-minutowy spacer po salonie w Genewie.

Cacuszka, smaczki, niesamowitości
Zacznijmy jednak od tego, co mototygryski kochają najbardziej – olbrzymich silników skrytych pod niebanalną karoserią, która zwykle w niewielkim stopniu przysłania luksusowe lub wybitnie sportowe wnętrze.

Absolutnym hitem salonu w Genewie był zdecydowanie Abarth 124 Rally z silnikiem 1.8 turbo o mocy 300 KM, napędem na tylną oś, z 1 toną masy własnej. To auto zawładnie duszą każdego, kto stanie przy nim obok, nawet jeśli do tej pory był fanem Mazdy MX-5. Już widzę ten zgrabny kuper zamiatający szuter na rajdowych trasach w 2017 roku, kiedy to zostanie powołany do życia rajdowy puchar Abarth.

Aston Martin tradycyjnie pojawił się z autem tak urodziwym i tak pożądanym, że zrobienie mu zdjęcia bez oblepionych na szybach dziennikarzy graniczyło z cudem. Nowy następca DB9 – czyli Aston Martin DB11 ma uwijać się w 3,9 sekundy do setki, rozpędzać do maksymalnych 320 km/h, a wszystko to dzięki jednostce V12 o pojemności 5,2 l. i 600 KM mocy oraz podwójnemu turbodoładowaniu. Nie dość, że piękny to jeszcze wystarczająco mocny!

A teraz cymes z innej ligi: totalnie ekskluzywny Bugatti Chiron o mocy 1500 KM, który ma kosztować – bagatela! – 2,4 mln euro netto. Co się w zamian otrzymuje oprócz najszybszego seryjnego auta Świata (limitowana prędkość do 420 km/h)? Jeden z 500 egzemplarzy, futurystyczny wygląd z niesamowitywmi reflektorami, najbardziej ekskluzywne wnętrze jakie można sobie wyobrazić i zazdrość większości bogaczy globu. A jeśli komuś za mało koni to ucieszy go wiedza, że trwaja testy jeszcze bardziej agresywnej odmiany Bugatti – Michelin pracuje nad oponą zdolną wytrzymać kolejne bicie rekordu prędkości.

Lamborghini Centenario, zbudowany został na 100 rocznicę urodzin założyciela marki (Ferruccio Lamborghini urodził się 28 kwietnia 1916 roku). Jest wspaniałym dziełem sztuki użytkowej ociekającym rozwiązaniami aerodynamicznymi – to niczym podpis Stephana Winkelmanna (dotychczasowego szefa włoskiej firmy, który odszedł do quattro gmbH). Auto powstało jedynie w 20. egzemplarzach jako coupe i kolejnych 20-stu jako roadster. Napędza go najmocniejszy w historii silnik V12 o mocy 770 KM, a napęd jest przekazywany na obie osie.

Spyker przyjechał do Genewy z jednym z 50-ciu aut C8 Preliators (wojownik) dedykowanych najbogatszym ludziom Świata, ociekających luksusem i premium akcesoriami. Każdy z egzemplarzy osiąga setkę w 3.7 sekund, a maksymalnie rozpędza się do 322 km/h.

Pagani Huayra BC to hołd Benny’emu Caioli, pierwszemu klientowi manufaktury i jednocześnie wielkiemu przyjacielowi Horacio Pagani’ego. Auto wyjeżdża w limitowanej do 20. egzemplarzy wersji z 6-litrowym, podwójnie doładowanym silnikiem V12 o mocy 750 KM pochodzącym z Mercedesa AMG, niesamowitym pakietem aerodynamicznym, napędem na tylną oś i masą własną o 100 kilogramów lżejszą niż standardowej Huayry – zaledwie 1218 kg!

Bentley pojawił się w Genewie z modelem Mulsanne Speed, któremu wpakowano pod maskę 6.75-litrowy, podwójnie turbodoładowany silnik V8 o mocy 530 KM i 811 NM momentu obrotowego – jeszcze jakieś jakieś pytania?

Na stoisku firmy z Zuffenhausen można było podziwiać nowego roadstera Porsche 718 Boxster z turbodoładowanym, 4-cylindrowym wolnossącym silnikiem typu bokser i nową stylizacją. Obok debiutowała limitowana edycj 911 R – purystyczny samochód sportowy w klasycznej formie. Wolnossący silnik typu bokser o pojemności 4 litrów i mocy 500 KM oraz 6-stopniowa, sportowa, manualna skrzynia biegów wpisują 911 R w tradycję jego historycznego wzorca – homologowanego do jazdy po publicznych drogach, wyścigowego modelu o tej samej nazwie z 1967 roku. Porsche 911 R (litera „R” pochodzi od słowa „Racing”, czyli „wyścigowy”) startowało w rajdach, w wyścigu Targa Florio i brało udziału w biciu rekordów świata. Powstanie 991 egzemplarzy. Auto mam masę 1370 kg i jest obecnie najlżejszą wersją modelu 911.

Niewielka, ale jednak mocno widoczna zmiana pojawiła się na karoseriach samochodów Rolls-Royce. Wzorem np. BMW w wariancie Shadow Line powstały modele Ghost Black Badge i Wraith Black Badge. „Flying Lady”, której kształt, postawa i użyty materiał pozostają te same, zmienia barwę, przeobrażając się w błyszczącego, czarnego wampa. Logo na przodzie, tyle i na bokach każdego modelu Black Badge ma odwrócone kolory – srebrne na czarnym tle, natomiast dotychczasowe elementy chromowane, takie jak przedni grill, listwa pokrywy bagażnika, listwy wlotu powietrza i końcówki rur wydechowych mają kolor ciemniejszy. Na ekspozycji oba modele pojawiły się z wybitnie kontrastowymi wnętrzami, np. mocno purpurowym…

Koenigsegg pokazał jeden z trzech modeli Agera „One of 1” z jednostką V8 o mocy 1360 KM i pojemności 5 litrów, pokaźnym tylnym spojlerem, olbrzymimi wlotami powietrza w dachu, podwójnym tytanowym wydechem oraz kokpitem z polerowanego aluminium. Obok dumnie prężyła się Agera RS z karbonowym nadwoziem kryjącym 1176-konny silnik – hit sprzedażowy Koenigsegga (sprzedano 25 sztuk). Gwiazdą stoiska była jednak Regera – hybryda zdolna przyspieszyć do 200-stu w 20 sekund…

Po Bentleyu (Bentayga), Range Roverze (Evoque) czy zapowiedziach Lamborghini, którzy niedawno szczycili się premierami swoich SUV-ów, także Maserati postanowiło wypłynąc na szerokie wody tego segmentu. Model Levante ma pod maską 3-litrowy silnik V6; powstaje wersja benzynowa, wysokoprężna i S – czyli sportowa. Ta ostatnia rozpędza auto w 5,2 sekundy do setki i maksymalnie osiaga prędkość 264 km/h. Ekskluzywność wnętrza rodem z modeli Ghibli, Quattroporte, czy Gran Turismo podkreśla luksus auta. Elementy wykonane z włókna węglowego połączono tu z czerwoną skórą – coś pięknego!

U Ferrari królowało GTC4 Lusso, czyli następca modelu FF, z podkręconymi nieco parametrami: wolnossący silnik V12 o pojemności 6,2 litra, który dysponuje teraz 680 KM i 697 Nm – auto rozpędza się do 335 km/h. Jest nowy system multimedialny z ogromnym ekranem, mniejsza kierownica, skrętne tylne koła oraz system Slip Side Control współpracujący z elektronicznym dyferencjałem i amortyzatorami.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wymieniła jednej z najbardziej zaskakujących premier – „ciekawostek” Genewy: pojazdu Lazareth LM847. To wielkie monstrum opiszę szczegółowo wkrótce na mojej nowej stronie kasiafrendl.pl.

W katagorii „smaczków” umieszczę także Jaguara – pierwszego sygnowanego symbolem SVR i zarazem najszybszego F-Type w historii. Zaprojektowany przez Special Vehicle Operations samochód jest lżejszy, szybszy i jeszcze mocniejszy niż wariant konwencjonalny, który brzmi tak (kliknij w link). Moc 575 koni mechanicznych pozwala pokonać magiczną granicę 200 mil na godzinę, czyli 332 km/h. Ufff…

Na koniec cymesik – auto przesiąkniete na wskroś motoryzacyjną atmosferą 20-lecia międzywojennego, ale z najnowocześniejszym zamysłem i silnikem pod długą maską. Trzykołowiec EV3 firmy Morgan ma „jedynie” moc 62 KM oraz pakiet litowo-jonowych akumulatorów o pojemności 20 kWh, co pozwala na pokonanie 240 kilometrów. Zbudowano go na drewnianym szkielecie 3-Wheelera, pokryto panelami z włókna węglowego i aluminium. Pojazd mam masę… 500 kilogramów, rozwija prędkość maksymalna 145 km/h, a sprint do setki zajmuje 9 sekund.

Auta dla ludu
Reszta premier nie była już aż tak spektakularna, jednak to nie znaczy, że nudna, czy pozbawiona polotu. Pojawiło się kilka robiących wrażenie konceptów, ale i samochody produkcyjne, którymi większość przebiera nóżkami, żeby się przejechać. Tak jest na pewno z Fordem Fiestą ST z jednostką o mocy 200 KM, która pozwala rozpędzić się autu w – uwaga: 6,7 do setki! Nie chcielibyście tego poczuć w zwartym, niedużym autku? U Forda pojawiła się także Kuga w wersji Vigniale oraz dwie usportowione wersje modelu GT.

Z najlepiej zapowiadających się pojazdów studyjnych wymieniłabym Mazdę RX-Vision z – ku mojej uciesze – niewielkim silnikiem Wankla. Jej rażająco długa maska, krótki tylny zwis świetnie wpisują się w mój ideał proporcji rasowego supersamochodu.

Skoda pokazała ciekawy, koncepcyjny VisionS z platformą pochodzącą z Volkswagena Tiguana i trzema rzędami siedzeń. Auto może na rynek wjechać pod nazwą Kodiak i być absolutnym hitem czeskiej marki.

Volkswagen pokazał elektryczny koncept BUDD-e z zaskakująco dużym zasięgiem 533 kilometrów i mocą 235 kW. Najbardziej jednak przemawiający do mnie parametr to czas ładowania: w 30 minut można naładować 80% baterii. Obok połyskiwały w świetle reflektorów: studyjny kabriolet T-Cross Breeze – odpowiedź firmy z Wolfsburga na luksusowego Range Rovera Evoque oraz zmodernizowany model nowy up!

Alfa Romeo Giulia, pokazana została nie tylko jako przepiękna konkurentka BMW M3, czyli w wariancie Quadrifoglio Verde, ale jako wersja seryjna, która wygląda równie urodziwie. Mamy nadzieję, że już wkrótce rzeczywiście pojawi się na naszych drogach. Co prawda bez silnika Ferrari pod maską nie robi już oszałamiającego wrażenia, to jednak wygląda bardzo podobnie do sportowej odmiany. Pod maskę trafią benzynowe jednostki 2.0 l o mocy 200 KM i dwa diesle 2.2 l w wersjach 150 i 180 KM. Dla lubiących adrenalinę mam też dobre wieści: zapowiedziano 280-konny silnik benzynowy i mocnego Diesla 210 KM. Giulietta za to przeszła lifting, bardzo delikatny, zarówno w obrębie nadwozia, jak i wnętrza, ale nadal wywiera wrażenia auta zarazem z pazurem jak i klasą.

Na ekspozycji Fiata nie mogło zabraknąć najnowszego Tipo (o wersji sedan kilka ciepłych słów tutaj), ale w odmianie hatchback oraz kombi. Do mnie przemawia (nie tylko ze względu na obecność dziecka w moim życiu) ten bardziej pojemny wariant, który jest po prostu ładny. A że do tego daje spore możliwości przewozowe (540 l), jest jeszcze lepiej wykonany niż sedan i zapowiada się, że będzie kosztował przyzwoite pieniądze – to tylko na plus. UConnect z 7-calowym ekranem oraz interesujący silnik 1.4 LPG Turbo o mocy 120 KM mogą przekonać do zakupu tego auta niejednego Polaka.

Jednak to Fiat 124 Spider i Abarth 124 Spider zawojowały serca większości dziennikarzy – w tym moje, mimo wiedzy, że samochód oparto na konsktukcji Mazdy MX-5. Jednak to Włosi tchneli weń duszę, piękno i klasę. W wersji Abarth prezentuje się jak miniatura Dodge’a Viper’a, ma napęd na tylne koła, kubełkowe fotele, rozkład mas 50:50 i sportowe nastawy zawieszenia. Pod maskę trafił turbodoładowany silnik 1.4 TB MultiAir o mocy 170 KM, co przy masie 1060 kg i mechanizmie różnicowym o ograniczonym poślizgu przy tylnej osi może dawać absolutną satysfakcję każdemu amatorowi sportowej jazdy. Auto w Polsce być może pojawić się już w wakacje.

Pewnym zaskoczeniem jest pojawienie się nowego Renault Scenic na… – werble – 20-calowych obręczach! Nie będzie można zamówić auta z mniejszymi felgami – tak sobie postanowił designer francuskiej marki – były projektant Mazdy Laurens van den Acker, który uznał, że Scenic wygląda dobrze tylko na duzych kołach. Za to dla chętnych nadwozie może postwać w weersji dwukolorowej.

Jedną z ładniejszych premier Genewy było z pewnością Volvo V90 – piękne, opływowe kombi, które robi podobne wrażenie na fanach motoryzacji jak pojawienie się w zeszłym roku modelu XC90. Jest tu tablet przeniesiony żywcem z większego brata biegów, przepastne przestrzenie z przodu i tyłu, bagażnik wielki niczym Chiny (560 litrów). W zeszły piątek miałysmy okazję uczestniczyć w polskiej premierze S90 i V90, a do salonów to te piękne cacka trafią w okolicach czerwca.

Audi przyjechało do Szwajcarii z nowym Q2 – kompaktowym SUVem z udanym wirtualnym kokpitem i ofertą wyświetlacza danych na szybie. Obok trzycylindrowego silnika TFSI o pojemności jednego litra, dostępne będą dwie czterocylindrowe jednostki benzynowe o pojemności 1,4 i 2,0 l. oraz czterocylindrowe silniki wysokoprężne o pojemności 1,6 i 2,0 l (moce od 116 KM do 190 KM). Auto zapowiada się świetnie – ma wszystko to, co w mieście jest koniecznością.

BMW pokazało M760Li xDrive M Performance TwinPower Turbo z benzynową jednostką 12-cylindrową o mocy 610 KM. Luksusowy kolos, który jest w stanie zebrać się do setki niczym motocykl – w 3.7 sekundy? Okazuje się, że to możliwe. Bardzo, ale to bardzo czekam na jazdę tym monstrum, podobnie jak BMW M2, które pojawiło się na targach z nowym pakietem M Performance.

Mercedes objawił nowe odsłony roadsterów SL oraz SLC, obie debiutujące w Europie, a także Mercedes-AMG S 63 Cabriolet Edition 130, stworzony dla upamiętnienia 130. urodzin samochodu. Jednak gwiazdą stoiska była niewątpliwie klasa C Cabriolet, która trafi do dealerów latem 2016 roku. Opcjonalnie ten piękny kabriolet dostępny będzie z automatycznym systemem przeciwwiatrowym Aircap i ogrzewaniem okolic karku Airscarf (przyjemne ciepło otula niczym apaszka szyję w ciepłe dni). Pod maskę trafią silniki o mocy od 156 do 367 KM, a z taśm już zjeżdża C 43 4MATIC w wersji zarówno kabrio jak i coupé.

Telegraficzny skrót
Na stoisku Opla pojawiła się ładniejsza „Mokka X”, z nową deską rozdzielczą.

U Seata zabłysnął model Ateca, który z wnętrzem w brązowej skórze prezentuje się całkiem zacnie.

Kia przedstawiła urodziwą Optimę Sportswagon, której aparycja sugeruje sportowe zakusy, choć pod maskami tych modeli brakuje mocniejszych silników. Wariant GT Line z silnikiem 2.0 T-GDi i mocą 245 KM może być już zbyt drogi na polskie portfele.

Nissan chwalił się elektrycznym IDS Concept z technologią autonomicznej jazdy, większą sprawnością energetyczną.

Mitsubishi pokazało eX Concept, także auto elektryczne, które na w pełni naładowanych akumulatorach może przejechać dystans 400 kilometrów – to wizja kompaktowego SUV-a z dwoma silnikami elektrycznymi, przez co możliwy jest napęd na obie osie.

W nowej i bliskiej mojemu sercu marce DS ujawniono model E-Tense – dwumiejscowy pojazd elektryczny z silnikiem o mocy 402 KM (516 Nm). Przyspieszenie? 4,5 sekundy do setki. Zasięg? 360 kilometrów, a w mieście 310. No takim elektrykiem to bym pojeździła…

Peugeot przyjechał z Traveller i-Lab Concept, który ma konkurować z takimi autami, jak Volkswagen Multivan czy Mercedes V Klasa. Ma 4 fotele ustawione naprzeciwko siebie, 32-calowy ekran spełniający funkcję tabletu, stałe łącze internetowe, czyli wszystko to, co niezbędne w podróży współczesnego biznesmena.

Citroën przedstawił model koncepcyjny i elektryczny E-Mehari (nawet jak wejdzie do produkcji nie będzie dostępny w Polsce) wzorowany na zabytkowym przodku, młodzieżowy C4 Cactus Rip Curl Special Edition i odpowiednik Travellera u Peugeota – czyli model Spacetourer.

Honda zdziwiła mnie nieco prototypem Civic Hatchback, który jest tak bardzo w stylizacji Subaru Imprezy, że gdyby nie znaczek H na masce można by było się pomylić…

Hyundai zaskoczył bardzo ładnym modelem Ioniq z trzema jednostkami napędowymi: elektryczną, hybrydową i hybrydową plug-in.

Infiniti w modelu QX30 pokazało – tradycyjnie już – urodziwego crossovera, z luksusowym wnętrzem oraz piękne Q60.

Suzuki wjeżdża zaraz po premierze w Genewie z nowym Baleno do Europy, czyli niczym nie wyróżniającym się 5-drzwiowym hatchbackiem.

Toyota pokazała specjalną wersję stylistyczną nowej hybrydy o nazwie Sapphire. Pojawił się też śmiały model Kikai, w którym nie otwierając niczego widać chłodnicę, system kierowniczy, hamulce i aluminiowe zawieszenie. Z tyłu można zobaczyć elementy zawieszenia, hamulce, zbiornik na paliwo, chromowany system wydechowy i moduł hybrydowej jednostki napędowej.

Lexus zaprezentował przepiękne hybrydowe coupe – LC 500h oraz koncepcyjny, wodorowy LF-FC. Oba modele robią z bliska spektakularne wrażenie.

Z firm oponiarskich wybił się Goodyear ujawniając oponę koncepcyjną Eagle-360 – sferyczną, wydrukowaną w 3-D, przeznaczoną do pojazdów autonomicznych.

Debiutów było oczywiście jeszcze więcej, ale to powyższe przykuły największą uwagę. Mam nadzieję, że przybliżyłam choć w niewielkim stopniu to wielkie motoryzacyjne święto. Jeszcze więcej wrażeń opiszę wkrótce na swojej stronie kasiafrendl.pl.

Najnowsze

Gosia Rdest ponownie wystartuje w Audi Sport TT Cup!

Polka jako jedyna kobieta wystartuje już za dwa miesiące w drugim sezonie pucharu Audi Sport TT Cup. Na liście startowej znalazło się kilkoro zawodników zaprawionych w bojach sezonu ubiegłego. Zmierzą się oni z obiecującymi debiutantami.

Osoby odpowiedzialne za organizację całej serii, aż do pierwszego weekendu zmagań pucharu Audi na torze Hockenheimring mają pełne ręce roboty. Zespół organizacyjny quattro GmbH skupiony wokół kierownika projektu Philippa Mondelaersa, pracuje na najwyższych obrotach nad skompletowaniem kadry kierowców. „Zatwierdzono już listę 14 stałych kierowców” – mówi Mondelaers. „Nad pozostałymi sześcioma ciągle się zastanawiamy, wybór jest duży, ale już wkrótce podamy do wiadomości, którzy utalentowani debiutanci znajdą się wśród wybranych.”

Na starcie tegorocznych wyścigów Audi Sport TT Cup znajdzie się również pięcioro kierowców, którzy swych umiejętności na torze dowodzili już w sezonie 2015. Są wśród nich m.in. polska zawodniczka Gosia Rdest, Niemiec Dennis Marschall – trzeci w łącznej klasyfikacji ubiegłego roku oraz Fin Joonas Lappalainen. Osiemnastoletni Lappalainen był w roku 2015 najmłodszym kierowcą startującym w Audi Sport TT Cup. Jego największym osiągnięciem było zwycięstwo w dwóch wyścigach ostatniej rundy sezonu rozegranej na torze w Hockenheim. Wartym przypomnienia jest, że zwycięzcą ubiegłorocznego sezonu Audi Sport TT Cup był Polak, Jan Kisiel, który jeszcze nie ogłosił planów na ten rok.

Rdest ubiegłego roku zajęła 12. miejsce w klasyfikacji generalnej cyklu.

– Moim celem jest top 5. Znam samochód, znam tory, mam znakomitego inżyniera. Będzie piecem! – zapowiada Gosia Rdest, która
od kilku tygodni żyje przygotowaniami do sezonu: intensywny plan treningowy na siłowni, testy na symulatorze oraz treningi w
profesjonalnym centrum przygotowania kierowców iZone Driver Performance w Silverstone.

Nowicjuszem w kadrze jest m.in. Nicklas Nielsen. Duńczyk ma na swoim koncie liczne sukcesy w krajowych i międzynarodowych zawodach w kartingu, a w swojej karierze kilkukrotnie pokonał dzisiejszego kierowcę Formuły 1, Maxa Verstappena. Kolejny debiutant to Sheldon van der Linde. Pochodzący z RPA debiutant wygrał w 2015 roku puchar Volkswagen Polo Cup w swojej ojczyźnie i chciałby pójść w ślady swojego brata Kelvina, który rozpoczął dobrze zapowiadającą się karierę w serii GT3 Audi.

Zgodnie z planem, w dniach od 11 do 16 marca, młodzi zawodnicy przejdą pierwszą próbę wytrzymałości. Spotkają się na obozie kondycyjnym w Obersdorfie, aby wspólnie pracować nad formą przed stawiającym wysokie wymaganie sezonem. „Cieszę się na współpracę z młodymi kierowcami i jestem bardzo ciekawy, jak podczas obozu kondycyjnego zafunkcjonują jako grupa“ – mówi Mondelaers. Zawodnicy pracować będą nie tylko nad siłą i kondycją. Podczas specjalistycznych wykładów otrzymają cenne wskazówki dotyczące żywienia i techniki oraz informacje o tym, jak prowadzić własne prezentacje w mediach społecznościowych.

Kolejnym etapem przygotowań będą kwietniowe jazdy testowe, połączone ze szkoleniem medialnym. Strzał startowy otwierający drugi sezon Audi Sport TT Cup rozlegnie się w pierwszy majowy weekend, podczas inauguracji sezonu DTM na torze Hockenheimring.

Wstępna lista zawodników startujących w Audi Sport TT Cup 2016
Caygill, Josh (GB, ur. 22.06.1989)
Egsgaard, Patrick (DK, ur. 15.12.1994) – debiutant
Ellis, Philip (GB, ur. 10.09.1992) – debiutant
Hofer, Max (A, ur. 23.05.1999) – debiutant
Holton, Paul (USA, ur. 11.10.1996) – debiutant
Lappalainen, Joonas (FIN, ur. 1.03.1998)
Larsson, Simon (S, ur. 13.05.1997) – debiutant
Lefterov, Pavel (BG, ur. 12.11.1997) – debiutant
Lindholm, Emil (FIN, ur. 19.07.1996)
Marschall, Dennis (D, ur. 15.08.1996)
Meyer, Yves (CH, ur. 12.06.1991) – debiutant
Nielsen, Nicklas (DK, ur. 6.02.1997) – debiutant
Rdest, Gosia (PL, ur. 14.01.1993)
van der Linde, Sheldon (ZA, ur. 13.05.1999) – debiutant

Najnowsze

Katarzyna Frendl

Stopery do uszu dla motocyklisty – gadżet czy potrzeba?

Motocyklista podczas jazdy jest narażony na długotrwałe przebywanie w hałasie, co nie jest obojętne dla jego organizmu. Najprostszym sposobem na zabezpieczenie narządu słuchu jest używanie stoperów do uszu.

Wiele mówi się o bezpieczeństwie motocyklistów, ich ubiorze, technice jazdy, niewiele jednak o tym, jak długotrwałe przebywanie w hałasie może zniszczyć im słuch. Już sam tylko szum wiatru przy dużej prędkości jest w stanie wygenerować hałas o sile100 dB, a to odpowiednik hałasu z piły łańcuchowej lub z centrum klubu tanecznego. A w motocyklu dodatkowo hałas generują: tłumik, silnik, turbulencje przy kasku, otwarta szybka i elementy zaburzające aerodynamikę.

Naukowcy wyznaczyli granicę 85 dB jako natężenie, powyżej którego istnieje potencjał do trwałego uszkodzenia słuchu. Pierwszym objawem niebezpieczeństwa utraty słuchu jest tzw. tymczasowa jego utrata, tuż po narażeniu na długotrwały hałas.

Wszystko zależy od natężenia dźwięku i czasu w jakim będziemy narażeni na jego działanie – niebezpiecznie robi się gdy narażeni jesteśmy na:

  • 90 dB przez 8 godzin
  • 92 dB przez 6 godzin
  • 95 dB przez 4 godziny (ok. 100 km/h)
  • 97 dB przez 3 godziny (ok. 120 km/h)
  • 100 dB przez 2 godziny
  • 105 dB przez 1 godzinę (ok. 150 km/h)
  • 110 dB przez 30 minut (ok. 180 km/h)
  • 115 dB przez 15 minut

{{ tn(11488) left }}Długotrwała ekspozycja na hałas w pierwszej kolejności uszkadza narząd słuchu – wywołuje zmiany fizjologiczne i patologiczne w obrębie ucha. Dźwięki o dużym natężeniu, które działają przez dłuższy czas powodują, że dochodzi do zmęczenia, a nawet całkowitego zastopowania działania komórek rzęsatych, obecnych w narządzie Cortiego. Jeśli dojdzie do ich zaniku – narząd Cortiego straci swoja funkcję i będzie to nieodwracalny zanik słuchu.

Długotrwały hałas z przedziału 35 – 70 dB powoduje zmęczenie, obniżenie czułości narządów zmysłów na bodźce i zaburzenia snu. Długotrwała ekspozycja na hałas o poziomie 70 – 85 dB spowoduje ból głowy i zaburzenia nerwowe. Natomiast hałas z przedziału 85 – 130 dB powoduje już zaburzenia wielu układów m.in. układu krążenia i układu pokarmowego. Narażenie na hałas o poziomie dźwięku przekraczającym 130 dB wywołuje nudności, zaburzenia równowagi oraz zmiany w obrazie krwi. Może też być przyczyną chorób i procesu niszczenia organów wewnętrznych.

Narażony na długotrwały hałas motocyklista szybciej się męczy, zmniejsza się jego koncentracja i refleks, a używanie zatyczek do uszu podczas jazdy jest najlepszym sposobem zabezpieczenia narządu słuchu i dobrego samopoczucia.

Na szczęście wśród motocyklistów rośnie świadomość zagrożenia związanego z długotrwałym hałasem, a dostępność i niska cena stoperów do uszu (ma je każda apteka już od złotówki) sprawiły, że coraz częściej można je zobaczyć w użytku.

Istnieje kilka typów zatyczek do uszu, które w zależności od modelu mogą mieć praktyczny pojemniczek, czy też są połączone sznureczkiem:

 

{{ tn(11487) left }}Klasyczne zatyczki – trzeba je uformować do pożądanego kształtu (jak z plasteliny)

Plusy: dostosują się do każdego kanału usznego. Niska cena. Da się w nich rozmawiać.

Minusy: zmieniają swój docisk w momencie zakładania kasku, trzeba je poprawiać. Łatwo się brudzą (trzeba wtedy je wyrzucić).

 

 {{ tn(11490) left }}Zatyczki piankowe – zakłada się je po wcześniejszym ściśnięciu palcami w wąski cylinder, by poszerzyły swoją objętość już w uchu, dostosowując się do jego kształtu.

Zalety: dostosują się do każdego kanału usznego. Niska cena, łatwa dostępność.

Wady: czasami wielokrotnie trzeba je wkładać, zanim się uleżą. Często przy zakładaniu kasku gubią swoje miejsce i trzeba je poprawiać. Gdy się ubrudzą trzeba je wyrzucić. Tłumią wysokie częstotliwości, zmieniają dźwięki i trudno w nich rozmawiać.

 

Zatyczki kołnierzowe (choinkowe)– ich założenie wymaga środka poślizgowego: wazeliny lub śliny.

 

Zalety: można je umyć i używać wielokrotnie. Wyciszają, ale pozostawiają wrażenie naturalności dźwięku. Niska cena, łatwa dostępność.

Wady: przy głębokim włożeniu bywają trudne do wyjęcia. Zdarza się, że wersje z grubszej pianki redukują dźwięk zbyt mocno.

 

 {{ tn(11486) left }}Zatyczki formowane na zamówienie – robione dla danej osoby, poprzez odlew jego kanału usznego.

Plusy: łatwiejsze wkładanie, idealne dopasowanie i maksymalny stopień tłumienia hałasu.

Minusy: wyższa cena i trudne namierzenie punktu w którym odlewy są wykonywane. Wysoka cena.

 

{{ tn(11493) left }}Zatyczki dla muzyków – profesjonalne zatyczki, które nie zniekształcają dźwięków, a jedynie je wyciszają.

Zalety: wyciszenie szumu, hałasu, a nie dźwięków. Niektóre modele mają przycisk dostrajający stopień tłumienia.

Wady: wysoka cena, konieczność wizyty u audiologa.

 

{{ tn(11489) left }}Zatyczki dla motocyklistów – np. Alpine MotoSafe, które posiadają wymienne filtry o różnej sile działania.

Zalety: tłumi jedynie nieprzyjemne i niepożądane dźwięki. Rozmowa i usłyszenie innych pojazdów jest możliwa. Możliwość zmniejszenia rozmiaru poprzez przycięcie. Wymienne filtry i zapasowy ochronnik. Praktyczne etui.

Wady: wysoka cena.

 

Zastanawiając się nad sensem używania stoperów do uszu, warto wziąć pod uwagę dwa fakty – utrata słuchu z powodu hałasu jest procesem nieodwracalnym, ale utracie słuchu z powodu hałasu można zapobiec!

 

Najnowsze

Samochód specjalnie dla Niej

Czy istniały samochody zaprojektowane z myślą o kobietach? Po co je w ogóle stworzono? Czym się wyróżniały i jakie funkcje miały spełniać? O niezwykłych autach dla pań przeczytacie z okazji Dnia Kobiet w materiale Wojtka Jureckiego z magazynu Classicauto.

Jeśli marzec, to Dzień Kobiet! Tradycyjnie obchodzimy go w Classicauto, choćby z tego względu, że gdyby nie trzeźwe podejście do życia naszych piękniejszych połówek, zwariowalibyśmy od tych samochodów, albo skoczylibyśmy sobie do gardeł kłócąc się o wyższość Syreny nad DKW, lub na odwrót. W ramach świętowania 8 marca, w tym roku przyjrzymy się autom stworzonym specjalnie z myślą o potrzebach i upodobaniach pań.

W początkach motoryzacji, gdy samochód był skomplikowany w obsłudze i zawodny, jego prowadzenie uchodziło za rzecz zarezerwowaną dla najtwardszych kobiet, oczywiście tylko spośród tych bogatych lub dobrze sytuowanych. Szoferowanie wymagało wiedzy mechanicznej, pasji, determinacji i siły fizycznej. Słynne kierowniczki, jak Bertha Benz, która ukradła mężu spalinowy trycykl i udała się nim w podróż i dzięki temu przeszła do historii (taki feminizm zdecydowanie lubimy!), czy ujeżdżająca Bugatti Hellé Nice, stanowiły wyjątki potwierdzające regułę – mianowicie, kobieta za kierownica była rzadkością. Sytuacja zmieniała się w miarę, jak samochód stawał się dobrem coraz bardziej powszechnym. Już w latach 20. specjaliści od sprzedaży zaczęli zauważać, że to wprawdzie facet kupuje auto i płaci, ale rosnący wpływ na jego decyzję ma kobieta.

Kobiece postrzeganie samochodu było inne niż męskie. W miarę postępującej emancypacji i tego, że panie zaczynały poruszać się samodzielnie, coraz bardziej wymagały od auta pewnego poziomu estetyki, funkcjonalności i wygody – inaczej niż mężczyźni. Przykładem auta, które „przespało” zmiany społeczne, był Ford T. Henry Ford myślał kategoriami farmera: wszystko jedno jaki kolor, żadnych wygód – byle jechał, pewnie, tanio i niezawodnie. Takie podejście stawało się anachronizmem. Bo dajmy na to, w latach 20., małżeństwo przychodziło do salonu Forda. Oglądali model T. Słuchali standardowej przemowy o łatwości obsługi „Fordziaka”. Żona pytała: no dobrze, a jakie macie kolory i tapicerki? Tapicerka jak widać, a kolor? Każdy, pod warunkiem że czarny! – sprzedawca zabłysnął żartem, który już dawno stał się sucharem. Żona dyskretnie pociągała męża za rękaw i szeptała: Bob, wychodzimy! I szli naprzeciwko do salonu Dodge`a lub Chevroleta, który oferował auta nieco droższe, ale za to nie wyglądające jak powóz konny, niższe, ładniejsze i nie tak ponure. Ford przemyślał tę kwestię dopiero w modelu A.

Przemiany szły powoli i różnie w różnych stronach świata. Przypomnijmy, że w niektórych krajach europejskich (!) kobiety zyskały prawa wyborze dopiero po II wojnie światowej, zatem w naturalny sposób były z tyłu jeśli chodzi o funkcje społeczne takie, jak samodzielne prowadzenie auta. Przełom nastąpił w latach lat 60. wraz z wyzwoleniem obyczajowym oraz upowszechnieniem się łatwych w prowadzeniu i bezobsługowych aut, jak Fiat 500 czy VW Garbus.

Współczesna kobieta, zwłaszcza jeśli jest matką, ma na głowie więcej niż facet. W związku z tym jej potrzeby samochodowe są nieco inne. Nie lubi zawracać sobie głowy głupotami, jak zmiana biegów lub śledzenie wskaźnika temperatury silnika. Nie interesuje jej ile jest wahaczy w zawieszeniu, czy turbosprężarka ma zmienną geometrię łopatek albo czy wóz konkurencji ma 5 KM więcej. Chce czuć się pewnie i bezpiecznie, nie zajmować się szukaniem najpotrzebniejszych funkcji. Chce mieć dobrą widoczność z za kierownicy, wygodę pakowania zakupów i „obsługi” przewożonych dzieci.

Powstało w historii kilka aut, przeznaczonych specjalnie dla kobiet. Niektóre rzeczywiście wynikały z dogłębnego spojrzenia na potrzeby i oczekiwania zmotoryzowanych kobiet, inne stanowiły projekcję infantylnego i szowinistycznego traktowania płci przeciwnej jako gorszej, słabszej (nie tylko fizycznie) i marzącej o domku dla lalek na kołach. Jak się przekonacie dalej, pudełko na buty wbudowane pod fotelem jednego z modeli Forda sprzed kilkunastu lat, aby można było schować szpilki i założyć do prowadzenia pantofelki, było o wiele poważniejszym potraktowaniem problemu, niż np. pomalowanie auta na różowo i okrzyknięcie go „wersją dla kobiet”. Oto kilka przykładów.

Szkocja przeciera szlaki
Jedna z pierwszych znanych prób, to samochód stworzony nie tylko z myślą o kobietach, ale i… przez kobietę. Dorothée Aurélie Marianne Pullinger urodziła się we Francji. Jej ojciec, Thomas Pullinger był konstruktorem samochodów. Wraz z rodziną przeniósł się do Szkocji. Dorothée w latach 20. stała się menadżerem w jego manufakturze aut marki Galloway, która znana była z bardziej troskliwego podejścia do licznych, zatrudnionych tam kobiet. Dorothée prowadziła tam kursy dla młodych kobiet-inżynierów i mechaników. Trwał on krócej niż dla mężczyzn, ponieważ praktyka wykazała, że panie uczą się szybciej niż mężczyźni. Jej autorski samochód, oparty na Fiacie 501 powstał w 1921 roku i był reklamowany jako auto „dla kobiet, które nie wstydzą się swojej płci”. Co było w nim takiego kobiecego? Galloway był mniejszy i lżejszy niż typowe ówczesne auta. Miejsce kierowcy lepiej dostosowano do mniejszego wzrostu kobiet, dźwignię biegów i hamulca ręcznego umieszczono między przednimi siedzeniami – znaczne ułatwienie, nie tylko podczas jazdy, ale np. podczas wsiadania w długiej spódnicy. Jako jeden z pierwszych na świecie, Galloway miał lusterko wsteczne. Fabryka padła na przełomie lat 20. i 30. Z około 4000 wyprodukowanych aut, do dziś przetrwało zaledwie kilka. Jej samochód uznaje się za jeden z pierwszych na świecie samochodów, stworzonych specjalnie dla kobiet.

Dodge La Femme 1955
W internecie możecie łatwo odszukać kompilację „najlepszych seksistowskich, amerykańskich reklam z lat 50.” Dają one pojęcie o tym, jak traktowana była kobieta w unurzanym w dobrobycie, męskim świecie tej dekady. Celem jej życia było ładnie wyglądać, pachnieć, nie wymądrzać się, prowadzić dom i nie przeszkadzać mężczyźnie. Pracę mogła podjąć tylko za pozwoleniem męża. W tym dusznym klimacie obyczajowym, w koncernie Chryslera ktoś wpadł na pomysł, żeby stworzyć auto w wersji specjalnie dla kobiet. Dodge La Femme rocznik 1955 w pełni realizował wyżej opisany stereotyp (poprzedził go Chrysler La Comtesse 1954). Miał wprawdzie wysuwane na zewnątrz siedziska przednich foteli (aby ułatwić wsiadanie w obcisłej sukience lub spódnicy), ale ogólnie jego „kobiecość” sprowadzała się do kilku gadżetów i do tego, że malowany był dwubarwnie, a jednym z kolorów był różowy.

Kolorowe dachy Buicka Electra, rocznik 1961
Harley Earl, który w owym czasie był szefem designu w General Motors i który z pewnością nadzorował ten projekt, nie wiadomo skąd wziął przekonanie, że kobieta chce jeździć pstrokatym autem, przypominającym materiał sukienki. W każdym razie powstała seria hardtopów do Buicka Electry, obciągniętych kolorowymi materiałami. Projekt zaowocował głównie sesją zdjęciową z modelkami. Nie trafił do sprzedaży i abstrahując od tego czy był trafiony, czy nie, uchodzi za dość znany przykład ówczesnego myślenia o upodobaniach kobiet w odniesieniu do samochodów.

Ghia Vanessa 1966
To nasz ulubiony samochód z cyklu „specjalnie dla kobiet”. Niestety nie wyszedł poza fazę auta koncepcyjnego. Cechuje się subtelną stylistyką i choć pozostał w nim cień protekcjonalnego podejścia do kobiet z poprzedniej dekady, to ma w sobie sporo uroku. Ponadto w Vanessie można dostrzec poważne podejście do upodobań zmotoryzowanych kobiet, jak chyba w żadnym wcześniejszym projekcie. I próbę rzeczywistego zrozumienia, czego im naprawdę potrzeba.

Auto bazowało na Fiacie 850. Zaopatrzono je w automatyczną skrzynię biegów. Miało miękką, ładną linię nadwozia. Umieszczony z tyłu silnik zamykała gładka, pozbawiona szczelin wentylacyjnych klapa – chodziło o ukrycie „mechanicznej” natury auta. Wnętrze utrzymano w atmosferze przyjemnego pokoju, z miękkimi siedzeniami. Na życzenie przednie siedziska przekręcają się lekko w bok, aby ułatwić wsiadanie i wysiadanie w mini spódniczce. W tylne oparcie wbudowano rozkładane siedzonka dla dzieci. Deska rozdzielcza została maksymalnie uproszczona. Szybkość pokazywała w formie kolejnych zapalających się lampek. Za to, na podobieństwo komódki, zawierała sporo schowków i szufladek na przedmioty, z którymi zazwyczaj nie ma co zrobić w aucie.

Rewelacyjnym rozwiązaniem była unoszona tylna boczna szyba od strony chodnika – można przez nią wygodnie wstawić dzieciaka, albo szybko wrzucić zakupy. Codzienna praktyka pokazuje, że często nie mamy czasu lub ochoty pakować rzeczy do bagażnika i po prostu kładziemy je z tyłu. Projektanci Ghia postanowili nie walczyć z tym zwyczajem, lecz ułatwić życie.

Fiat 128 Coupé 1969
Podobnym tropem podążyło studio Bertone i prototypowego Fiata 128 Coupé zaopatrzyło w rozwiązania zwiększające wygodę użytkowania, zwłaszcza z myślą o paniach. Auto miało hydraulicznie ustawiane fotele, a także wbudowany w tylny zderzak wózek na zakupy.

Volvo YCC 2006
Kobiety kupują około 65% samochodów i mają wpływ na sprzedaż 80% wszystkich aut. Jednak to faceci decydują jak je projektować, produkować i jakie auta kupować. Analiza takich statystyk na specjalnym seminarium w Volvo, doprowadziła do powstania zespołu designersko-inżynierskiego złożonego wyłącznie z kobiet. Efektem ich pracy było koncepcyjne Volvo YCC (od Your Concept Car), okrzyknięte pierwszym samochodem stworzonym dla kobiet i wyłącznie przez kobiety. Uwierzylibyśmy, gdyby nie dokonania i praca organiczna opisanej wyżej Dorothée Pullinger z lat 20. Volvo YCC ujrzało światło dzienne w 2006 roku. Jakkolwiek przeznaczone dla obu płci, zawiera dużo elementów, dzięki którym panie poczują się w nim szczególnie dobrze. Za kierownicą YCC nie trzeba męczyć się bez sensu – nacisk postawiono na doskonałą widoczność, rozplanowanie deski rozdzielczej, miejsca do chowania różnych przedmiotów, łącznie z możliwością ukrycia w jednym ze schowków całkiem sporej torebki. Pokrycia siedzeń można szybko zmienić zależnie od preferencji, zaś unoszone drzwi ułatwiają wysiadanie w ciasnych miejscach i np. otwieranie auta gdy na rękach mama ma dziecko, a do tego zakupy. Projekt nie doczekał się produkcji, ale pokazał w pewien sposób znaczenie kobiet dla świata motoryzacji. A zwłaszcza ich znaczenie dla marki Volvo. W USA 54% nabywców Volvo, to bowiem panie. Przypomnijcie sobie zresztą amerykańskie filmy z lat 80. i 90. Jeśli w filmie mama odwoziła dzieci do szkoły, w 8 przypadkach na 10 (dane szacunkowe), jechała Volvo 240 kombi.

Kobieta za kierownicą w Iranie
Kilka lat temu główny producent samochodów z Iranu – Iran Khodro, zauważył istnienie zmotoryzowanych kobiet. Zapowiedział, że wypuści samochód pomyślany specjalnie dla pań. Miał mieć przyjemne, utrzymane w jasnych kolorach wnętrze, automatyczną skrzynię biegów i czujniki parkowania. Nie mogło obyć się jednak bez klasycznego motywu: przewidziano malowanie karoserii kolorem różowym. Gdyby irańscy (i nie tylko) spece posłuchali opinii kobiet, zrozumieliby, że panie wcale nie chcą jeździć różowymi samochodami. Tak jak kolor wieczorowej sukienki, najczęściej wybierają czarny. W tym samym czasie firma, najwyraźniej zaopatrzona w świeże siły w dziale marketingu, zaproponowała także wersję dla Muzułmanów – nawigacja GPS zawsze wskazywała w nich w którą stronę jest Mekka. Równie głupie, co irański samochód dla kobiet.

W podobnym duchu Honda 4 lata temu oferowała pakiet „She’s” – wyposażenie do modelu Fit. Auto miało szyby z filtrem UV chroniącym skórę przed słońcem, przyjazny cerze system klimatyzacji i… oczywiście różowy kolor nadwozia i wnętrza.

Kobiece z natury
Próby stworzenia aut specjalnie dla kobiet, jeśli zakładamy poważne i równorzędne traktowanie pań, przeważnie kończyły się fiaskiem lub żenadą (patrz wyżej). W ostatnich latach większość aut projektuje się z myślą o płci pięknej – stało się to na tyle oczywiste, że specjalne, przeznaczone dla nich wersje zdarzają się coraz rzadziej. Samochody z bardzo męskich w wyrazie, stają się unisex. Są dziesiątki aut, które można uznać za kobiece. Mini, Ford StreetKa, wszelkie kabriolety typu CC. Okazuje się jednak, że panie niekoniecznie chcą jeździć czymś małym, jak wyżej wymienione. Zwłaszcza matki wolą większe wozy, zapewniające dobrą widoczność dzięki wyższej pozycji za kierownicą, dlatego chętnie wybierają wszelkie nieprzesadzone SUV-y.

Jest jednak auto, które łączy w sobie przydatne w mieście niewielkie wymiary, styl i słodką buźkę, zaś dobrą widocznością dzięki wysokiej pozycji za kierownicą, bliżej mu do SUV-a. To Fiat 500. Zarówno w klasycznym wydaniu, jak i w dzisiejszym, ułatwia paniom życie. Wersje specjalne jak Fiat 500 by Gucci czy paleta żywych kolorów żywcem przeniesionych z lat 60. i 70., to tylko wisienka na torcie i dodatkowy wabik na kobiety.

Dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, że 500-ka to auto kobiece jest fakt, że tylko najtwardsi faceci jakich znamy, czują się w nim dobrze – wielu, być może niepewnych swojej męskości, w życiu by nie wsiadło do „Cinquecento”.

Tekst: Wojciech Jurecki / Magazyn Classicauto

Najnowsze

BMW prezentuje niezwykły koncept z okazji 100. urodzin

Bawarska marka obchodzi w tym roku stulecie istnienia. Z tej okazji przygotowano koncept o nazwie Vision Next 100, który daje zapowiedź tego, co pojawi się spod znaku BMW przez najbliższe lata.

Futurystycznie wyglądający koncept ma kształt nadwozia nawiązujący do sedana, ale widać w nim sporo inspiracji sportowym modelem i8. Styliści wzbili się na wyżyny projektowania, bowiem współczynnik aerodynamiki wynosi w tym modelu zaledwie 0,18. 
Całkowita długość nadwozia to 4,9 metra, a więc koncept jest nieznacznie krótszy od BMW Serii 5. Nadwozie zbudowano z włókna węglowego połączonego z plastikiem. Samochód został pozbawiony słupków środkowych, dzięki czemu dostęp do jego wnętrza będzie łatwy. Zainstalowano tam elementy wykonane z materiałów pochodzących z odnawialnych surowców, co jest zabiegiem coraz częściej stosowanym przez dzisiejszych producentów.

Vision Next 100 oferuje dwa tryby pracy. Gdy jest włączony „Boost” to całość skupia się na kierowcy. W trybie „Ease” auto jest wspomagane technologiczną autonomiczną. Ciekawostką jest rozwiązanie nazywane „żywą geometrią”. Jest to nowatorska metoda budowania interakcji pomiędzy kierowcą, a samochodem. Na zewnątrz i we wnętrzu samochodu umieszczono kilkaset podświetlanych trójkątów, które będą ostrzegać przed groźnymi sytuacjami na drodze.

Prezentowany koncept to jeden ze stu samochodów, które zostaną zaprezentowane przez BMW Group w najbliższym czasie. Latem pojawi się Rolls-Royce Grand Sanctuary, a po nim kolejne dwa koncepty od MINI i BMW Motorrad.

 

 

Najnowsze