„Frog” w poważnych tarapatach. Grozi mu więzienie!

Do sądu wpłynął właśnie akt oskarżenia przeciwko Robertowi N., znanemu lepiej jako „Frog”. Prokuratura oskarża go o prowadzenie samochodu pomimo kilku sądowych zakazów.

Sprawa dotyczy sytuacji z 19 września bieżącego roku, kiedy to Robert N. został zatrzymany do kontroli przez patrol policji. Siedział wtedy za kierownicą Porsche Panamery, chociaż zostały wobec niego orzeczone cztery zakazy prowadzenia pojazdów mechanicznych.

„Frog” natychmiast przyznał, że nie posiada uprawnień, ale tłumaczył, że była to sytuacja jednorazowa. Tego dnia miał zajmować się modyfikowaniem układu wydechowego w aucie klienta, a z uwagi na późną godzinę był jedyną osobą w warsztacie. Musiał więc sam dostarczyć samochód właścicielowi.

Za złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych grozi do 3 lat pozbawienia wolności. Co więcej, to nie jedyny przypadek złamania tego zakazu – w marcu tego roku prowadził on inny samochód na parkingu przy centrum handlowym. „Frog” tłumaczył wtedy, że nie był świadom, iż zakaz obejmuje także parkingi.

Robert N. stał się znany za sprawą swoich „wyczynów” w czerwcu 2014 roku, kiedy to w sieci pojawiło się nagranie z jego przejazdu ulicami Warszawy. Prowadząc BMW M3 rażąco naruszył szereg przepisów – przekraczał prędkość, przejeżdżał przez skrzyżowania na czerwonym świetle, jechał slalomem między innymi pojazdami i ścigał się z motocyklem.

Najnowsze

Blackbird, czyli pojazd, który może stać się dowolnym autem

Powiedzmy, że twoja firma właśnie kończy pracę nad nowym modelem samochodu. Chcecie przygotować na premierę fajne wideo, ale boisz się, że ktoś niepowołany zobaczy auto przed premierą. Albo posiadasz jakiś unikatowy egzemplarz kultowego modelu i wolałbyś nie ryzykować, że coś mu się stanie podczas kręcenia materiału. W takiej sytuacji potrzebujesz Blackbirda.

Motion capture to technologia wykorzystywana w filmach oraz grach wideo i polega na rejestrowaniu ruchów aktora, aby potem cyfrowo nanieść na nie model postaci, która ma pojawić się na ekranie. W świecie motoryzacji do takich zadań służy Blackbird.

Pojazd ten nie ma nadwozia jako takiego, ale pokrywają go elementy, których zadaniem jest nie tylko częściowe ukrycie kierowcy, ale umieszczane są na nich charakterystyczne czarne trójkąty w białych kołach. To punkty odniesienia dla kamer motion capture, dzięki czemu rejestrowany jest każdy ruch pojazdu. Aby łatwiej mu było wcielić się w różne modele samochodów, nadwozie można wydłużyć nawet o 120 cm oraz poszerzyć o maksymalnie 25 cm. Duży zakres regulacji daje również zawieszenie, dzięki czemu Blackbird może różnie reagować na nierówności na drodze.

Do napędu służy silnik elektryczny, także pozwalający na dostosowanie do aktualnych potrzeb. W ten sposób można zasymulować reakcję na gaz zarówno zwykłych, jak i sportowych samochodów. Twórcy nie podają jednak maksymalnej mocy jaka jest dostępna.

Tuż za kierowcą umieszczono charakterystyczną wieżyczkę, która pełni bardzo ważną rolę w kreowaniu przekonującego modelu samochodu. Umieszczono tam cztery kamery dające widok 360 stopni oraz lidar skanujący całe otoczenie i pozwalający na stworzenie jego cyfrowego obrazu. W ten sposób graficy wiedzą dokładnie jak powinny wyglądać na przykład refleksy na wirtualnej karoserii auta.

Twórcami Blackbirda są pracownicy brytyjskiej firmy The Mill, która nie narzeka na brak zainteresowania swoim projektem. Tak jak w hollywoodzkich produkcjach „magia kina” coraz częściej oznacza ogromną ilość generowanych komputerowo efektów specjalnych, tak i podczas kręcenia klipów z samochodami coraz częściej wiele rzeczy kreuje się cyfrowo. W tym same pojazdy.

Najnowsze

Kierowco, nie pij byle czego – czyli dlaczego warto być na Warszawskim Festiwalu Piwa

Kierowcy, czasem za namową innych, a czasem z braku innych opcji, wypijają podczas imprez piwo bezalkoholowe. Pytamy organizatora Warszawskiego Festiwalu Piwa - najważniejszego wydarzenia poświęconego piwu rzemieślniczemu w Polsce - o to, jaki złoty trunek wybrać u celu naszej podróży samochodem lub motocyklem.

Większość kierowców wie, że alkohol i jazda samochodem czy motocyklem to samo zło. Potwierdzamy i absolutnie zgadzamy się z tak postawioną tezą. Co jednak w przypadku, gdy wyjeżdżamy gdzieś z przyjaciółmi, wiemy, że będziemy wracać samochodem, a chcielibyśmy poczuć „klimat” imprezy? Często znajomi proponują piwo bezalkoholowe. Tylko czy aby na pewno to jest piwo? O niuansach browarnictwa opowiada nam Paweł Leszczyński, organizator Warszawskiego Festiwalu Piwa, który jest piwowarem domowym i certyfikowanym sędzią piwnym (PSPD, BJCP), specjalizuje się w szkoleniach sensorycznych. Jako doradca ds. browarów rzemieślniczych pracuje dla międzynarodowej grupy słodowniczej Viking Malt.

– Jeśli chodzi o piwa bezalkoholowe, to – poza paroma markami obecnymi wśród importerów (na festiwalu przyp. red.), np. John King na III piętrze – browary rzemieślnicze, które prezentujemy, nie mają możliwości technicznych wyprodukowania dobrego piwa bezalkoholowego. Duże browary w Polsce zresztą też nie mają, ale takie bezalkoholowe produkują. Coraz bardziej popularne są jednak piwa niskoalkoholowe >3% oraz lemoniady lub Nachmielona, czyli woda chmielona amerykańskimi odmianami chmielu (przy czym ma też 0 cukru i 0 kalorii). Bezalkoholowe piwo to dla nas nie do końca piwo i wolimy nazywać tego typu produkty lemoniadą z dodatkiem ekstraktu słodowego niż piwem właśnie.

Czy zatem warto wlewać w siebie coś, co najczęściej mamy dostępne na stacjach benzynowych czy sklepowych półkach, co w niczym nie przypomina dobrego piwa? Otóż nie. A jeśli jest się wielbicielem piwa, najlepiej raz na jakiś czas odstawić samochód, skorzystać z komunikacji miejskiej, czy taksówki i udać się w miejsce, w którym możemy skosztować jakościowego piwa rzemieślniczego.

Warszawski Festiwal Piwa odbywa się dwa razy w roku już od czterech lat – edycja wiosenna otwiera sezon piwowarski, a jesienna przedstawia piwne mody na najbliższą zimę. Przez trzy dni, w krytej strefie VIP Stadionu Legii Warszawa, polskie browary rzemieślnicze zaprezentują swoje najlepsze piwa. Zwykle przez 350 kranów przewija się około 800 piw w różnych stylach, z czego około 100 to premiery. Wiele spośród nich jest na co dzień niedostępne poza festiwalem.

W piątek o 19:15 Michał Sułkowski (Kilka Słów O Piwie, Piwna Mapa Warszawy) poprowadzi na festiwalowej scenie panel dyskusyjny pt. „Piwa niskoalkoholowe i bezalkoholowe”. Udział wezmą: Dawid Głuszczyński (Browar Szpunt, BeerLab Discoveries), Łukasz Rokicki (lekkoatleta, piwowar), Marcin Chmielarz (Jabeerwocky), Piotr Sosin (Trzech Kumpli – Browar Lotny).

Piwna rewolucja w Polsce rozpoczęła się zaledwie kilka lat temu, ale bardzo szybko wyrośliśmy na europejskiego lidera na rynku piw rzemieślniczych. „Polish beer is no joke” zapewnia zagraniczna prasa i coraz więcej piwnych turystów przyjeżdża przekonać się o tym na własnym języku. Kto nie odwiedził Warszawskiego Festiwalu Piwa, ten nie poznał polskiej sceny piwowarskiej. Jednak festiwal to nie tylko piwo, ale też najlepsze polskie foodtrucki, degustacje, szkolenia, flippery, piłkarzyki i – przede wszystkim – niesamowita atmosfera, najbliższa wieczorowi w świetnej knajpie wśród przyjaciół. Na festiwalu znajdą coś dla siebie miłośnicy piwa, piwowarzy oraz ci, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z piwem rzemieślniczym.

– Poszczególne dni festiwalu nieco się od siebie różnią. Trochę żartem ochrzciliśmy czwartek, pierwszy dzień festiwalu, dniem beergeeka, czyli najgorętszego miłośnika piwa, który poszukuje piw unikatowych, w środowisku znanych jako „sztosy”. W piątek, po godzinach pracy, strefa stadionu VIP staje się jednym wielkim, kolorowym pubem, gdzie piwowarzy mieszają się z piwoszami, młodzi ze starymi, początkujący z doświadczonymi, jednocząc się we wspólnym poszukiwaniu nowych smaków. Sobotę często wybierają m.in. rodziny z dziećmi, które uzupełniają odwiedziny spacerem po pobliskich Łazienkach, a także miłośnicy piwa, którzy wykupują niedostępne na co dzień butelki – opowiada Paweł Leszczyński. – Przestrzeń zróżnicowaliśmy tematycznie. Przed stadionem znajduje się Strefa Foodtrucków, gdzie zaprosiliśmy najlepsze polskie restauracje na kółkach, wychodząc z założenia, że doskonałe piwo domaga się nie gorszego posiłku. Na parterze strefy VIP przygotowaliśmy niewielką Strefę Młodych Browarów, gdzie początkujący piwowarzy – często po raz pierwszy w życiu – prezentują swoje piwo szerokiej publiczności. Podczas tej edycji znajdą się w niej również niesamowite chmiele i piwa amerykańskie. Na pierwszym piętrze – poza salą warsztatową i piłkarzykami – znajduje się darmowa szatnia i toalety. Drugie piętro mieści najwięcej browarów z Polski i parę z zagranicy, jest także rzemieślnicza kawa, można też rozegrać turniej Klask. Mieści się tu również Scena Główna, na której prezentujemy wykłady, prelekcje i pokazy warzenia czy gotowania. Trzecie piętro to miejsce dla kolejnych browarów, ale ustawiliśmy tam też Strefę Relaksu, gdzie można pobawić się na klasycznych flipperach i grach arkadowych – podsumowuje organizator.

Jeśli kogoś taka liczba wystawców i piw przyprawi o zawrót głowy, wystarczy skorzystać z pomocy Piwnych Przewodników – to specjaliści od piwa zwracający na siebie uwagę koszulkami z charakterystycznym nadrukiem. Chętnie doradzą, czego warto spróbować i jak poruszać się na festiwalu.

Dumą organizatorów jest zaprojektowana według autorskiego projektu szklanka festiwalowa. Wykonana ręcznie, została stworzona specjalnie na potrzeby festiwalu. W konkursie internetowym została przez internautów nazwana „Tulipior”, to neologizm od kształtu szkła określanego jako „tulip”, które świetnie kumuluje aromat i może pomieścić wysoką pianę. Jest polecane do piw belgijskich, imperialnych AIPA, win jęczmiennych i innych piw o rozbudowanym aromacie.

Zatem odstaw samochód, motocykl czy inny pojazd silnikowy, do którego prowadzenia potrzebujesz trzeźwej głowy i tym razem udaj się się na Warszawski Festiwal Piwa – widzimy się już jutro!

Kiedy?
25–27 października 2018; godziny otwarcia: czw. 16-0, pt. 12-0, sob. 12-0

Gdzie?
Miejski Stadion Legii Warszawa, ul. Łazienkowska 3

Bilety
Można wybrać między karnetem na całe wydarzenie (25 zł), jednorazową wejściówką (15 zł) lub biletem premium (55 zł), który poza karnetem, zawiera specjalną szklankę festiwalową wraz z nosidełkiem. W miarę dostępności miejsc organizatorzy oferują też bilety na degustacje, warsztaty i szkolenia.

Najnowsze

Tunel pod Martwą Wisłą sprzyja powstawaniu wypadków?

Polscy kierowcy nie dorośli do nowoczesnej infrastruktury drogowej? Do takiego wniosku można dojść analizując sytuacje jakie miały miejsce w tunelu pod Martwą Wisłą.

Tunel pod Martwą Wisłą był wyjątkowo trudną i kosztowną inwestycją. Otworzony dwa lata temu, kosztował 1,450 mld zł i każdej godziny przejeżdża przez niego ponad tysiąc pojazdów. Nie da się więc ukryć, że był to bardzo ważny i potrzebny projekt.

Niestety nie wszyscy kierowcy potrafią korzystać z tego niezwykle istotnego elementu infrastruktury. Nagrania z monitoringu znajdującego się w tunelu każą przypuszczać, że część prowadzących jest zwyczajnie oszołomiona korzystaniem z niego.

Nie od dziś wiadomo, że Polacy nie potrafią korzystać z dróg szybkiego ruchu i tutaj sytuacja jest podobna. Takie zachowania jak cofanie i zawracanie w miejscach niedozwolonych oraz jazda pod prąd tak bardzo (niestety) nie zaskakują. Ale co powiecie na kierowców, którzy zjeżdżając z pasa rozbiegowego, zamiast wcisnąć gaz do dechy, mocno hamują, powodując kolizje? To trzeba zobaczyć, aby uwierzyć.

Najnowsze

Czy japońskie marki rzeczywiście są niezawodne, a niemieckie najsolidniejsze?

Japończyk, Niemiec czy Amerykanin? Każdy kupujący samochód zadawał sobie kiedyś pytanie. Od znajomych zwykle słyszał: „samochody amerykańskie to kanapy na kółkach. Bardzo wygodne, ale nieskutecznie hamujące”. "Niemiecki samochód to solidne auto”. "Japończyki są niezawodne". Które z tym stereotypowych teorii potwierdzają mechanicy samochodowi?

Powyższa grupa przekonań weryfikowanych przez mechaników, a dotyczących jakości najpopularniejszych marek samochodowych, jest zdecydowanie szersza. „Frncuzy mają ptysie zamiast amortyzatorów”, „włoszczyzna nadaje się tylko do zupy”, „ford g… wort”, „alfiści widują się najczęściej w serwisie” i tym podobne steteotypy funkcjonują na codzień w rozmowach polskich kierowców. Ale to nie kierowcy, a mechanicy mają z tymi samochodami najwięcej do czynienia. W ramach „Rankingu awaryjności samochodów według polskich mechaników”, badania zleconego przez Profi Auuto, a przeprowadzonego wśród 1300 mechaników pracujących w polskich serwisach samochodowych, nie tylko ułożono klasyfikację najmniej awaryjnych modeli, ale także zapytano badanych o popularne, obiegowe opinie, pojawiające się m.in. na forach internetowych.

Zaskoczeniem okazało się m.in. to, jak badani ocenili opinię, że „niemiecki samochód = solidność wykonania”. Ten pogląd, ugruntowany m.in. przez wizerunek marek premium takich jak Audi, Mercedes czy BMW i wiarę w „niemiecką technologię”, przekłada się na stałą obecność modeli niemieckich producentów w rankingach najbardziej niezawodnych samochodów. Tymczasem 53 procent badanych mechaników uznało, że to przekonanie nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości i  uznać je można za stereotyp. Większość z nich zgodziła się natomiast z postrzeganiem „japończyków” jako marek niezawodnych, ale droższych w naprawie niż inne. 54 procent badanych uznało, że jest to prawda. To wynik spójny z główną klasyfikacją wspomnianego wyżej rankingu awaryjności, w której to Honda Civic VIII i Toyota Yaris II zostały wyróżnione przez serwisantów jako najmniej awaryjne modele.

Zobacz także: Benzyna czy Diesel?

Kolejne weryfikowane w badaniu przekonanie dotyczyło samochodów pochodzących z Ameryki. Tu aż 72 procent mechaników zgodziło się ze zdaniem: „Samochody amerykańskie to kanapy na kółkach. Bardzo wygodne, przestronne, ale nieprecyzyjnie prowadzące się i nieskutecznie hamujące”. Fora internetowe roją się od zachwytów nad specyficzną konstrukcją Lincolnów, Cadillaców czy Chryslerów, ale także od historii o problemach z ich użytkowaniem w praktyce, szczególnie na polskich drogach. Zdaniem przeważającej części mechaników to prawda.

Badanie „Ranking awaryjności samochodów według polskich mechaników” przeprowadzono wśród 1300 polskich mechaników w okresie lipiec-sierpień 2017 r. metodą CATI. Mechanikom zadano 4 pytania dotyczące trzech wybranych modeli spośród 50 najpopularniejszych (wybranych na bazie analizy popularności z Google Trends). Ankietowani na podstawie swojego doświadczenia wskazywali pięć najczęściej pojawiających się typów usterek danego modelu. Oceniali niezawodność auta w skali 1-6 w kategoriach: karoseria, układ elektryczny, napęd, zawieszenie. Wskazywali najlepszą (najmniej zawodną) wersję silnika wybranego modelu, odpowiadali na pytanie: „Czy poleciłby Pan ten samochód lubianemu członkowi rodziny?”, a także oceniali popularne stereotypy, wybrane na podstawie wyników wyszukiwania na forach internetowych.

Zebrane dane pokazują, że trzeba być bardzo ostrożnym budując swoją wiedzę na temat motoryzacji na podstawie obiegowych przekonań, szczególnie jeśli mają one wpływać na decyzje zakupowe. Większość weryfikowanych opinii to stereotypy i nie znajdują one odzwierciedlenia w rzeczywistości. Podejmując decyzję jaki samochód kupić, każdorazowo najlepiej zapytać o opinię zaufanego specjalistę. W ten sposób może wywiązać się dyskusja, która w przeciwieństwie do stereotypów ma wartość merytoryczną.

Najnowsze