Ford wprowadza do Polski auto niskobudżetowe – Ford KA Plus

Ford Polska zaprezentował nowy model KA+, który ma przestronne wnętrze, ładny design, a uzupełnieniem całości jest przystępna cena zakupu.

Ford KA+ zajmuje miejsce obok modelu Fiesta w gamie miejskich aut Forda. Jest dostępny już od 37 900 złotych, a pamiętajmy, że nie ma nic wspólnego z dawnym Ka. Zmiast 4 pasażerów przewieziemy pięciu, a nadwozie jest 5-drzwiowym hatchbackiem zbudowanym w oparciu o platformę poprzedniej Fiesty. Mierzy prawie 4 metry długości i jest tylko nieznacznie krótszy od Fiesty, a jednocześnie o 29 milimetrów od niej wyższy, co pozwoliło inżynierom stworzyć optymalnie rozplanowany przedział pasażerski z dużą ilością miejsca nad głową z przodu oraz największą w klasie ilością miejsca na nogi z tyłu.

Bagażnik ma pojemność 270 litrów, z powodzeniem zmieszczą się w nim dwie duże walizki. Tylne siedzenia składane są w proporcji 60/40. We wnętrzu znajdziemy 21 schowków.

Pasażerowie mogą korzystać ze stacji dokującej MyFord Dock umieszczonej w konsoli środkowej, która pozwala na zamocowanie i naładowanie przenośnych urządzeń, jak telefony komórkowe czy systemy nawigacji satelitarnej. Oprócz tego w przednich drzwiach znalazły się schowki zdolne pomieścić butelkę o pojemności 1 litra, butelkę o pojemności 0,6 litra oraz małą parasolkę. Na krańcu deski rozdzielczej umieszczono także ukryty schowek na cenne przedmioty, który można otworzyć jedynie po otwarciu drzwi kierowcy.

W KA+ oferowana jest uproszczona gama silnikowa stworzona w oparciu o nową jednostkę benzynową 1,2 litra Duratec, dostępną w wersjach o mocy 70 i 85 KM – wywodzi się z tej samej rodziny, co konstrukcja 1,25 litra montowana w Fordzie Fiesta poprzedniej generacji i wykorzystuje system zmiennych faz rozrządu z niezależnym sterowaniem położenia wałków (Ti-VCT). W połączeniu z pięciobiegową manualną skrzynią biegów, jednostka 1,2 litra generuje moment obrotowy w szerokim zakresie obrotów.

Dostrojenie elektronicznie sterowanego systemu wspomagania kierownicy zapewnia „szybsze” przełożenie z 2,6 obrotów kierownicy pomiędzy skrajnymi położeniami, a siła wspomagania zależna od prędkości jazdy pozwala na łatwiejsze manewrowanie przy niskich prędkościach i na precyzyjniejsze sprzężenie zwrotne przy szybszej jeździe.

W dynamicznej jeździe pomaga też przedni stabilizator przechyłów, który dla klientów w Europie będzie o 47 procent sztywniejszy, niż w Azji i Ameryce Południowej. Prześwit samochodu zmniejszono o 10 mm w celu poprawy zachowania pojazdu na drodze.

Aby poprawić ochronę pasażerów w razie zderzenia, niemal 50 procent nadwozia KA+ wykonano ze stali o podwyższonej wytrzymałości, a wśród tak wzmocnionych elementów znalazły się płyta podłogowa, przednie i tylne podłużnice, słupki okien, belka przedniego zderzaka i belki drzwi bocznych. Standardowe wyposażenie bezpieczeństwa obejmuje między innymi sześć poduszek powietrznych, a także system monitorowania ciśnienia w oponach, który informuje kierowcę zapaleniem ikony ostrzegawczej, gdy jedna z opon wykazuje znacznie obniżone ciśnienie powietrza.

Można wybrać jedną z dwóch wersji wyposażeniowych modelu KA+: standardowy model o mocy 70 KM oraz odmianę 85-konną, która oferuje:

  • klimatyzację manualną;
  • system multimedialny SYNC z układem AppLink, który umożliwia głosowe sterowanie wieloma aplikacjami na smartfona;
  • system inteligentnego kluczyka MyKey, który pozwala na zaprogramowanie maksymalnej dozwolonej prędkości jazdy i maksymalnego poziomu głośności zestawu audio, a także uniemożliwia dezaktywację systemów bezpieczeństwa. MyKey to idealne rozwiązanie dla rodziców, którzy pozwalają swoim niedoświadczonym dzieciom jeździć swoim samochodem.

Wszystkie wersje KA+ oferują bogate wyposażenie standardowe, w tym elektrycznie sterowane przednie szyby i lusterka zewnętrzne, centralny zamek z pilotem, system bezpieczeństwa z sześcioma poduszkami powietrznymi, układ ESC z systemem Hill Start Assist, ogranicznik prędkości Speed Limiter oraz system Ford Easy Fuel.

Dla nabywców wersji z silnikiem o mocy 85 KM przewidziano szereg dodatkowych opcji, jak klimatyzacja automatyczna, skórzana kierownica, tempomat, podgrzewane przednie fotele, system audio DAB, tylne czujniki parkowania, elektrycznie sterowane tylne szyby, podgrzewane i elektrycznie składane lusterka zewnętrzne, przyciemniane szyby oraz 15-calowe obręcze aluminiowe.

NOWY FORD KA+ – WSTĘPNA SPECYFIKACJA TECHNICZNA

Podstawowe dane techniczne

Silnik

Rzędowy, czterocylindrowy, benzynowy, pojemność 1196 cm3, niezależne sterowanie fazami dla obu wałków rozrządu (Ti-VCT), czystość spalin zgodna z Euro 6
 

Maks. moc: 70 KM (52 kW)
przy 6000 obr/min

Maks. moc: 85 KM (63 kW)
przy 6300 obr/min

Maks. moment obrotowy: 105 Nm
przy 4000 obr/min

Maks. moment obrotowy: 112 Nm
przy 4000 obr/min

Układ napędowy

napęd kół przednich, 5-biegowa przekładnia manualna
 

Zawieszenie kół

Przód – niezależne na kolumnach MacPherson, sprężyny śrubowe i stabilizator przechyłów
 

Tył – Częściowo niezależne z belką skrętną, sprężyny śrubowe I amortyzatory
 

Układ kierowniczy

Zębatkowy ze wspomaganiem elektrycznym (EPAS)
 

Hamulce

Przód – tarcze wentylowane 258 x 23 mm; Tył – bębny 200 x 30 mm
 

Obręcze kół i opony

15-calowe obręcze stalowe (opcjonalnie z lekkich stopów), opony 195/55 R 15
 

Wymiary i masy

Wymiary pojazdu

Długość całkowita (mm)

Szerokość całkowita (mm)

Wysokość całkowita (mm)

Rozstaw osi(mm)

Pojemność bagażnika (litrów)

hatchback 5-drzwiowy
 

3929

1695
(bez lusterek)

1524

2489

270
(w tym 13 litrów w schowku pod podłogą)

Minimalna masa własna
 

1009 kg
(najlżejsza wersja, bez kierowcy, pełny poziom płynów, 90% zbiornika paliwa, bez uwzględnienia tolerancji i wyposażenia opcjonalnego)

 

 

Zużycie paliwa, osiągi, emisja spalin

 

 

Zużycie paliwa l/100 km

OsiągiØ

 

Emisja CO2 (g/km)ØØ

Cykl miejski

Cykl pozamiejski

Zużycie średnie

Prędkość maksymalna km/h

0-100 km/h
sekund

hatchback 5-drzwiowy

 

1.2 Ti-VCT, benzynowy 70 KM

114

6,5

3.9

4.9

161

16

1.2 Ti-VCT benzynowy 85 KM

114

6,5

3.9

4.9

168

13,6

Najnowsze

Test Ford Ka Plus – niech nazwa Was nie zmyli!

Myląca nazwa, niskobudżetowe auto, kusząca cena - obok takiego samochodu nie mogłyśmy przejść obojętnie. Oto nasze wrażenia z jazdy nowym Fordem Ka Plus.

Gdy zajrzycie do salonu Forda natkniecie się na zupełnie nowy samochód. Podchodząc do niego z tyłu zauważycie nazwę modelu: Ford Ka. Do nazwy dołączono jednak znak „plus”, który informuje, że auto kryje w sobie jakąś tajemnicę. Owa tajemnica to fakt, że Ford Ka Plus to zupełnie inny samochód niż jego poprzednik. Nie jest już trzydrzwiowym maleństwem do przewożenia 4 osób na krótkich dystansach. Jest dłuższy od swojego poprzednika aż o 30 centymetrów i mierzy teraz niecałe 4 metry. Auto otrzymało też od projektantów drugą parę drzwi. Ponieważ karoseria znacznie urosła, Ka Plus klasyfikowane jest teraz w segmencie B, a nie jak dotychczas na najmniejszym A.

Informacje prasowe i specyfikacje techniczne zamieściłyśmy wcześniej tu.

Zaglądamy do środka i tu również zaskoczenie. Wnętrze jest całkiem obszerne i ładnie wystylizowane. Oczywiście deska rozdzielcza i boczki drzwi wykonane zostały z twardych plastików, ale wszystko zostało dobrze spasowane, dzięki czemu można oczekiwać, że nawet po dłuższej eksploatacji elementy nie będą trzeszczeć podczas jazdy. Jest półka na smartfon i mnóstwo pojemnych schowków, w tym jeden ukryty, dostępny jedynie po iotwarciu drzwi. Zaskakująco wygodne są przednie fotele. Sprawiają wrażenie, jakbyśmy już na nich kiedyś siedzieli…

I tu właśnie kryje się tajemnica owego plusa w nazwie modelu. Ka Plus zostało zbudowane w oparciu o podzespoły poprzedniej generacji Forda Fiesty. Już słyszę głosy, że to stara konstrukcja, że oszczędność na technologii i marketingowo – na nowej nazwie. Po części to prawda, ale mamy do czynienia z samochodem budżetowym, które służyć ma w 98 procentach do codziennego przemieszczania się po mieście lub na krótkich dystansach. A to, że jest to poprzednia Fiesta w nieco innej obudowie, jest dla Ka Plus najlepszą możliwą rekomendacją. Jeśli chodzi o stylizację nadwozia, samochody te różnią się od siebie, ale funkcjonalność i wielkość wnętrza są takie same.

Na tylnej kanapie miejsca jest dosyć nawet dla dorosłych pasażerów. Zarówno nad głową, jak i przed kolanami pozostaje kilka centymetrów zapasu, więc nie poczujecie się jak zamknięci w plastikowym pudełku i komfortowo przewieziecie czterech dorosłych pasażerów. Również pojemność bagażnika wydaje się być optymalna. 270 litrów wystarczy, aby zapakować codzienne zakupy. Aby dostać się do kufra, musicie mieć w ręku kluczyk, bo producent zapomniał umieścić przycisk otwierania na klapie. Owszem jest możliwość otwarcia przyciskiem na desce rozdzielczej, ale musicie się najpierw do niego dostać. Rozwiązanie mało wygodne i wymagające przyzwyczajenia.

Testowy egzemplarz został wyposażony w mocniejszy wariant jednostki napędowej o pojemności 1.2 litra. Generuje on 85 KM i 112 Nm momentu obrotowego. Wartości nie porażają, ale konstruktorom przyświecał tu zupełnie inny cel. Silnik, który nie ma turbosprężarki, sprzęgła z kołem dwumasowym, systemu start/stop – to ukłon w stronę klientów, którzy z rozrzewnieniem wspominają motoryzację minionych lat oraz niezawodność produkowanych wtedy samochodów. Zatem wybór takiego właśnie silnika sugeruje, że możemy oczekiwać po Fordzie Ka Plus bezstresowej, długoletniej eksploatacji.

Ruszając z miejsca wiemy już dokładnie, że jedziemy poprzednią Fiestą. Zawieszenie to znakomity kompromis pomiędzy sportową sztywnością, a komfortem. Nie od dziś wiadomo, że Ford produkuje doskonałe podwozia i jak mało który producent w tym segmencie potrafi wstrzelić się w gusta klientów w całej Europie. Elektrycznie wspomagany układ kierowniczy działa progresywnie. Podczas manewrów na parkingu kierownicą kręci się lekko, natomiast podczas szybszej jazdy układ kierowniczy pracuje z wyraźnym oporem, dając poczucie lepszego panowania nad pojazdem. Jeśli ktoś oczekuje od silnika sportowych osiągów, powinien rozejrzeć się raczej za którąś z konfiguracji nowej Fiesty. Zespół napędowy nie jest w stanie wykorzystać możliwości świetnego zawieszenia. Jest za to oszczędny i niezbyt natarczywy w kategorii generowanego hałasu.

Sprint do setki to prawdziwa próba cierpliwości. Wskazówka prędkościomierza mija wartość 100 km/h po 13,3 sekundy. To bardzo długo, jednak w aucie miejskim ważne jest to, jak zachowuje się przy niskich prędkościach. I tu subiektywnie jest bardzo dobrze. Krótkie przełożenia skrzyni biegów powodują, że do prędkości 80 km/h Ka Plus przyspiesza zupełnie nieźle. W aucie jest także zaskakująco cicho. Zawieszenie dobrze tłumi nierówności, dźwięki, jakie docierają do kabiny są znacznie filtrowane.

Podczas jazdy czysto miejskiej będziecie w stanie uzyskać zużycie paliwa na poziomie niecałych siedmiu litrów. Poza miastem bez trudu osiągniecie wynik 5 litrów na 100 kilometrów. Tu kolejna niespodzianka. Ten maluch jest w stanie bez wysiłku jechać z prędkością dozwoloną na autostradzie, a jeśli będziecie cierpliwi, osiągniecie prędkość maksymalną 169 km/h. Uważać trzeba przy tym podczas wyprzedzania ciężarówek, ponieważ auto podatne jest na podmuchy bocznego wiatru.

Teraz kilka słów o kosztach. Żeby otrzymac kluczyki do nowego Forda Ka Plus trzeba dysponować kwotą 37900 złotych. Jeśli wysupłacie jeszcze 4000 złotych, to za cenę 41900 zł otrzymacie auto kompletnie wyposażone. Na pokładzie znajdzie się klimatyzacja automatyczna, fabryczny zestaw audio Ford Sync z możliwością odtwarzania płyt, plików MP3, oraz komunikacją Bluetooth, a także sterowaniem głosem w języku polskim. Ford Ka Plus okazuje się być zatem doskonałym wyborem dla osób oczekujących od auta niskiej ceny zakupu, prostoty i sprawdzonych rozwiązań technicznych. Auta, którym bez obaw przemieszczać się będą po mieście, a czasem również poza nim. Ja jestem pod wrażeniem!

NA TAK
– sprawdzona, nieskomplikowana technika;
– oszczędny silnik;
– dobre wyposażenie;
– 21 schowków;
– wygodne fotele;
– spryt i zwrotność w mieście.

NA NIE
– dość twarde plastiki na boczkach drzwi i podszybiu;
– brak przycisku otwierania bagażnika na klapie.

Dane techniczne Ford Ka Plus

Silnik:

Benzynowy R4

Pojemność skokowa:

1196 cm3

Moc:

85 KM przy 6300 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

112 Nm przy 4000 obr./min

Skrzynia biegów:

Manualna, 5 biegów

Prędkość maksymalna:

169 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

 13,3 s

Długość/szerokość/wysokość:

3929/1769/1524 mm

Najnowsze

Goodc

Bez kasku dla bezpieczeństwa? Takie rzeczy tylko w Kenii

Faith Khaki postanowiła zawodowo przewozić pasażerów na motocyklu w stolicy Kenii. Lubi swoją pracę, jednak inni ludzie bardzo często wytykają jej taki zawód.

Odpłatne przewożenie pasażerów motocyklami w Kenii jest bardzo popularne, jednak zawód ten wykonują głównie mężczyźni. Gdy Faith postanowiła podjąć odważną decyzję o wyborze zawodu, nie było jej łatwo. Padały argumenty, że kobiety są zbyt słabe do jazdy motocyklem, że zostanie przeklęta i będzie bezpłodna. Jej męża straszono, że będzie miała wypadek, a już z pewnością „zaprzyjaźni się” z wieloma, innymi mężczyznami.

Faith Khaki nie jest wykształcona, więc gdy jej rodzinie słabo się powodziło – postanowiła do celów zarobkowych wykorzystać umiejętność, którą dobrze opanowała, czyli jazdę na motocyklu. Swojego męża przekonywała 8 miesięcy, że to dobry pomysł, ale o swojej pracy nie powiedziała nawet dzieciom, żeby nie czuły się wytykane i zawstydzone. Jej rodzina jest członkiem drugiego co do wielkości plemienia Kenii – Luhya, którego kultura jest bardzo surowa i np. nie pozwala kobietom na noszenie spodni.

W pracy też Faith nie ma łatwo, bo konkurenci często ją zastraszają, a mało tolerancyjni klienci dorzucają niezbyt miłe komentarze. Ona jednak jest wytrwała, bo wie, że każdy kurs skończy się u celu, a ma też wielu klientów, którzy doceniają jej pracę i chcą jeździć tylko z nią.

Najbardziej zaskakuje jednak fakt, że Faith Khaki ma kask ze sobą, jednak nigdy go nie używa. Dlaczego? Bo twierdzi, że gdy inni kierowcy widzą, że jest kobietą – to zachowują się wobec niej ostrożniej i to znacznie poprawia jej bezpieczeństwo.

Najnowsze

Test Ford Fiesta ST200 – ideał?

Są samochody, które podniecają. Naprawdę. Do nich należy Fiesta ST200. Dlaczego? Przeczytajcie nasze wrażenia, lub przejedźcie się tym wózkiem, a nie będziecie mieć wątpliwości, że piszemy prawdę.

Model Fiesta ST zdążył się już zadomowić na naszym rynku. Można nawet powiedzieć, że delikatnie się zestarzał. Niebawem pojawi się nowa generacja tego świetnie sprzedającego się modelu, tymczasem Ford postanowił odświeżyć nieco wizerunek swojego hot hatcha i wprowadził do sprzedaży wzmocnioną o prawie 20 koni mechanicznych wersję ST200. Nie jest to jednak jedyna zmiana, o jaką pokusił się Ford, przeprojektowując tego małego sportowca.

Choć przyspieszenie do 100 km/h jest teraz krótsze o 0,2 sekundy, nie to jest najważniejsze. Producent zmienił charakterystykę momentu obrotowego, dzięki czemu silnik osiąga teraz imponujące 290 Nm. Różnica w elastyczności silnika jest kolosalna! Auto zbiera się z niewiarygodną siłą i wgniata w fotel praktycznie przy każdych obrotach. Żeby zobrazować jak wielka jest to siła napiszę, że Fiesta ST200 rozpędza się na szóstym biegu od 80 do 120 km/h o dwie sekundy szybciej niż słabsza wersja. Auto błyskawicznie reaguje na polecenia prawej stopy kierowcy, co – oprócz frajdy – jest także elementem wpływającym na bezpieczeństwo jazdy.

Inżynierowie Forda zajęli się na nowo zawieszeniem Fiesty i tu również efekty są zauważalne. Auto jest sztywne, ale już nie tak bezkompromisowe. Można nawet doszukać się w resorowaniu śladów komfortu. Nie codziennie przecież wychodząc z domu zamieniamy się w kierowcę wyścigowego. To, co jest dobre na torze, niekoniecznie sprawdza się na przejazdach tramwajowych i progach zwalniających. Udało się tutaj lepiej wyważyć proporcje pomiędzy sportowym charakterem, a codziennym użytkowaniem w mieście. Co istotne, Fiesta ST200 praktycznie nic nie straciła ze swojej dzikości i zadziorności!

Ford wsłuchał się także w uwagi użytkowników odnośnie zbyt lekko działającej kierownicy. Teraz obraca się ona z wyczuwalnym oporem. W moim odczuciu, na tym zabiegu zyskała znacznie precyzja prowadzenia. Ale przyspieszanie to jedno, a sportowy samochód musi się także skutecznie zatrzymać. W układzie hamulcowym zastosowano nową, bardziej wydajną pompę. Pedał reaguje znacznie szybciej i w konsekwencji Fiesta zatrzymuje się na krótszym dystansie. Hamulce są także bardziej odporne na tak zwany fading, czyli drastyczne zmniejszenie skuteczności hamowania w wyniku wielokrotnego używania i wzrostu temperatury elementów układu. Przyda się to szczególnie na torze, jeśli zapragniecie wykorzystać cały potencjał drzemiący w tym małym wariacie.

Do szybkiej jazdy zachęca kierowcę brzmienie silnika i układu napędowego. Czterocylindrowa jednostka wydaje z siebie sportowe dźwięki, a skala możliwości wokalnych rozciąga się od basowego pomruku na niskich obrotach, poprzez metaliczne charczenie na średnich, aż do hardrockowego darcia, gdy wskazówka obrotomierza ociera się o czerwone pole. Aż podniecające ciarki przechodzą!

Kierowca jest cały czas podpuszczany i zapewniam – bardzo mu się to podoba! Rozochocony silnik wciąż chce więcej – jakby sprawdzał granice swoich możliwości. Powściągnijmy jednak emocje i sprawdźmy, czy auto nadaje się również do spokojnej jazdy. I tu niespodzianka. Fantastyczna elastyczność jednostki napędowej, oraz krótkie przełożenia manualnej skrzyni biegów pozwalaja na sprawne poruszanie się nawet, gdy silnik nie przekracza 1500 obrotów na minutę. W aucie jest wtedy cicho i spokojnie. Poruszając się niespiesznie po miejskich ulicach, będziecie w stanie utrzymać zużycie paliwa na poziomie 7-8 litrów na 100 kilometrów. Będziecie jednak wtedy ukradkiem spoglądać na telefon, czekając aż zadzwoni do was szef i każe natychmiast pojawić się w firmie. Wtedy lepiej nie spoglądać na wskaźnik zużycia paliwa. 12 litrów to nie problem dla Fiesty ST200. Również szybka jazda autostradą zaowocuje częstszymi postojami na stacji benzynowej. Oszczędnie będzie jedynie, jeśli nie będziecie przekraczać prędkości 120 km/h.

Test specjalnie rozpoczęłam opisem układu napędowego i wrażeń z jazdy, ponieważ wnętrze Fiesty zna chyba każdy. Jedynie srebrne akcenty i emblematy ST200 zdradzają, że nie jedziemy podstawową wersją tego modelu. Oczywiście Ford wyposażył auto fotele Recaro. Czy są genialne, musicie sprawdzić sami. Opinie są różne. Mi się bardzo podobają – dobrze trzymają ciało i nie męczą podczas dłuższej jazdy, mimo że możliwości ich regulacji ograniczone są do niezbędnego minimum.

Z tyłu jest to klasyczna Fiesta, więc umieszczenie dwóch fotelików dziecięcych na kanapie nie będzie problemem. Jedynie umieszczanie w nich małych dzieci może być nieco kłopotliwe, ze względu na to, że fotele przednie mają większe gabaryty, oraz wersja ST200 występuje jedynie w opcji trzydrzwiowej. Ja jednak znalazłam patent na włożenie blisko 2-letniego dziecka do fotelika i kompletnie nie sprawiało mi to problemów, a moja córka przy basowych dźwiękach niskich obrotów i spokojniej jeździe szybko usypiała.

Bagażnik ma pojemność 276 litrów, ale jest głęboki i ustawny. Na zakupy i weekendowy wypad za miasto wystarczy. Mi więcej nie trzeba.

Cennik rozpoczyna kwota 94 350 złotych. Zaznaczając w konfiguratorze wszystkie „ekstrasy” podbijecie tę cenę do ponad 100 tysięcy.

W przeddzień wprowadzenia na rynek nowej generacji tego modelu, Ford jeszcze raz udowodnił, że potrafi budować szybkie i efektowne samochody. Udostępniając klientom wzmocnioną wersję ST200, skutecznie przedłużył życie tego udanego hot hatcha. Nie wykluczone, że testowana wersja jest najlepszą, jaką Ford skonstruował w całej swojej historii.

NA TAK:
– elastyczność silnika;
– doskonała dynamika;
– dźwięk jednostki i układu wydechowego;
– zawieszenie;
– sportowe fotele;
– możliwość spokojnego poruszania się.

NA NIE:
– „plastikowość” niektórych elementów.

Dane techniczne Ford Fiesta ST200

Silnik:

Benzynowy R4 – Turbo

Pojemność skokowa:

1596 cm3

Moc:

200 KM przy 5700 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

290 Nm przy 3000 obr./min

Skrzynia biegów:

Manualna, 6 biegów

Prędkość maksymalna:

230 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

6,7 s

Długość/szerokość/wysokość:

3982/1722/1495 mm

Najnowsze

Test Skoda Kodiaq – rodzinnie i pomysłowo

Długo czekałam na test tego samochodu. Każdy, kto już nim jeździł, opowiadał swoją historię. Jak jednak wciąż czekałam na swoją kolej. Wreszcie się udało! Jeździłam Skodą Kodiaq i spieszę Wam donieść jak było.

Wprowadzenie do sprzedaży pierwszego SUV-a marki to musi być wydarzenie. Presja na modelu ciąży tak bardzo, że nie może się zdarzyć żaden wypadek, który mógłby kłaść się nawet najbledszym cieniem na wizerunku tego modelu i marki. Oczekiwania ze strony rynku także są bardzo wygórowane. Przecież to Skoda. Mają w swojej ofercie najlepiej sprzedający się samochód na polskim rynku – Octavię. Modelem Superb pukają bardzo mocno do drzwi z napisem „klasa premium”. Jaki jest zatem Kodiaq?

Moim zdaniem, nie można ocenić go jednym słowem. Nie da się tego zrobić także jednym zdaniem. Kodiaq przez rok od prezentacji zdążył się już delikatnie opatrzyć. Nie znaczy to, że już nie może się podobać. Za wcześnie na to, ponieważ na ulicach model jest jeszcze praktycznie niewidoczny. Klienci czekają na swoje egzemplarze, a o jazdy testowe u dilerów biją się ci, którzy jeszcze nie zdążyli tego zrobić. Sylwetka Kodiaqa jest masywna i muskularna, ale na tyle nowocześnie narysowana, że budzi raczej przyjemne odczucia. Kodiaqowi daleko do stylistycznych ekstrawagancji francuskich, czy ostatnio japońskich produkcji, ale też nie takie było założenie projektantów. Auto ma się ładnie zestarzeć u boku swojego właściciela, dlatego zbyt odważne zabiegi upiększające mogłyby zaprzepaścić ten plan. Ogólnie nie jest źle i tego się trzymajmy. Poza tym „degustibus non disputandum est”.

Za to wnętrze to zupełnie inna historia. Owszem, utrzymane jest w nieco zachowawczym stylu, ale odczucia są tu zdecydowanie pozytywne. Proste linie kokpitu przeplatane są ładnie wystylizowanymi panelami. W testowanej przeze mnie wersji Style, materiały wykończeniowe są dobrej jakości. Producent niepożałował skóry, a wszystkie elementy, które dotykamy są miękkie i przyjemne w dotyku. Zupełnie nowy jest układ nawiewów na desce rozdzielczej. Projektaktom Skody udało się stworzyć pewien charakterystyczny styl, który – jak zapowiedziano – będzie kontynuowany w kolejnych crossoverach czeskiego producenta. Duży wyświetlacz multimediów, otoczony pionowo wkomponowanymi wlotami powietrza, wygląda dobrze i równie dobrze działa. Najbardziej podoba mi się czujnik zbliżeniowy, dzięki któremu jeszcze przed dotknięciem panelu odkrywa się przed kierowcą dodatkowe menu (rozwiązanie przywędrowało z VW).

Miejsca wewnątrz jest więcej niż wystarczająco. Skoda przyzwyczaiła nas już do indywidualnego podejścia do wielkości poszczególnych klas. Kodiaq oficjalnie plasowany w grupie średnich SUV-ów, ilością miejsca dla pasażerów aplikuje do wyższej kategorii. Miejsca w przednim rzędzie wystarczy dla wszystkich. Zajęcie wygodnej pozycji za kierownicą również nie stanowi większego problemu. Być może bardziej filigranowi kierowcy mogą poczuć się trochę onieśmieleni, bo fotele są naprawdę duże. Dodatkowo zapewniają bardzo wygodne podparcie dla pleców i ud. Podoba mi się skórzana tapicerka, jednak w ciepłe dni wolałabym mieć środkową część siedzeń wykończoną Alcantarą. Poręczna kierownica znana jest z Superba i dobrze leży w dłoniach. Świetnym rozwiązaniem jest wygospodarowanie miejsca przed pasażerem na drugi schowek. My, kobiety, lubimy mieć w aucie miejsce na najpotrzebniejsze szpargały, a w Kodiaqu schowków jest aż nadto. Doskonałym akcentem, jest także miękkie wykończenie kieszeni drzwi.

Zawsze podczas jazdy denerwuje mnie brzęczenie drobiazgów, przemieszczających się podczas przyspieszania i hamowania. W nowej Skodzie ten problem nie występuje. Z tyłu miejsca jest również wystarczająco. Choć może wystarczająco, to określenie zbyt skromne. Zarówno na wysokości ramion, jak i w dolnej partii kokpitu miejsca jest bardzo dużo. Trzy foteliki zmieszczą się bez problemu, a dorosłym będzie po prostu wygodnie. Jeśli nie macie więcej niż 175 centymetrów wzrostu, będziecie w stanie wyprostować nogi.

Bagażnik jest ogromny. Lubię wygodne, elektryczne otwieranie klapy. Siłowniki unoszą piąte drzwi sprawnie, więc nie spędzicie zbyt dużo cennego czasu na czekaniu z zakupami, aż łaskawie się otworzą. Przestrzeń jest równa i bardzo łatwo ją zagospodarować. Utrzymaniu porządku służą haczyki sprytnie zamontowane w burtach bagażnika. Jest po prostu dobrze. Subiektywnie wydaje mi się, że Superb Kombi może poszczycić się większą kubaturą, ale Kodiaqa możecie zamówić w opcji z siedmioma fotelami.

Testowany egzemplarz wyposażony został w benzynowy motor 2.0 TSI o mocy 180 KM, sprzężony z siedmiostopniową skrzynią DSG. Napęd przekazywany jest na obie osie. Po zaprezentowanych cyferkach możemy spodziewać się przyjemnych doznań. I rzeczywiście jest lepiej niż dobrze. Auto rozpędza się przyzwoicie, bo równe 8 sekund w sprincie do setki to bardzo dobry wynik. Jeszcze lepiej Kodiaq wypada w konkurencji elastyczności. Momentu nie brakuje w praktycznie żadnym zakresie obrotów, a auto ciągnie do przodu z niskich obrotów, aż do czerwonego pola. Wyprzedzanie tym autem to przyjemność, a wykorzystując maksimum możliwości układu napędowego zauważymy wzrost hałasu dopiero, gdy wskazówka prędkościomierza zbliży się do liczby 160. Biegi zmieniane za gładko, wręcz niezauważalnie. Jedynie w skrajnych przypadkach, gdy zechcemy skorzystać z pełnej mocy, skrzynia zmieni bieg z lekkim zawahaniem. Silnik wchodzi przy tym na wysokie obroty, by po chwili wejść o jedno przełożenie wyżej i skorzystać z dużego momentu obrotowego silnika.

Aerodynamika Kodiaqa nie jest jego najmocniejsza stroną. Niestety duża powierzchnia czołowa oraz lusterka wielkości patelni nie przyczyniają się do szczególnej oszczędności paliwa. Owszem, jeśli jedziemy spokojnie, jesteśmy w stanie zmieścić się w nawet 7-8 litrach na trasie. Szybka i bardzo szybka jazda autostradą, bez problemów sprawi, że komputer wskaże nawet 12 litrów na 100 km. Coś za coś – jeśli chcecie wersję oszczędną, wybierzcie silnik wysokoprężny. Jeśli chcecie być królami lewego pasa, liczcie się z większym zużyciem paliwa. Adaptacyjne zawieszenie bardzo dobrze radzi sobie ze sporymi gabarytami samochodu. W trybie komfort nierówności wybierane są miękko i bezszelestnie. Auto przyjemnie płynie po drodze i to ustawienie powinno usatysfakcjonować większość kierowców. W trybie sport robi się wyczuwalnie sztywno, ale dzięki temu nadwozie nie wychyla się w szybkich zakrętach. Trzeba za to uważać podczas krótkich, poprzecznych nierówności, bo auto potrafi nieprzyjemnie podskoczyć.

Ogólne wrażenia są jednak jak najbardziej pozytywne, a czas spędzony z Kodiaqiem wspominam z uśmiechem. Auto wyposażono w szereg rozwiązań odpowiadających za bezpieczeństwo i komfort jazdy podróżujących nim pasażerów. Na pokładzie mamy więc asystenta awaryjnego hamowania, adaptacyjny tempomat i radar martwego pola. Doskonale działa aktywny asystent pasa ruchu. Kodiaq jedzie swoim pasem utrzymując się w jego środku, więc korekty toru jazdy są bardzo delikatne. Auto miało system audio niemieckiej marki Canton.  O ile czystości odtwarzanego dźwięku nie można wiele zarzucić, o tyle dynamice i efektowności wiele brakuje do doskonałości. W odsłuchu zabrakło mi głębi i miękkości ciepłego basu, więc zanim zaznaczycie tę opcję w zamówieniu, posłuchajcie go sami, żeby nie być później rozczarowanym.

Kilka słów jeszcze na temat kosztów. Konfigurator modelu rozpoczyna się kwotą 92400 zł. Za te pieniądze wyjedziemy z salonu samochodem wyposażonym w 125-konny silnik i manualną skrzynię biegów. Testowany egzemplarz to drugi koniec skali. Najmocniejszy silnik, fantastyczna skrzynia DSG, oraz bogate wyposażenie windują cenę do 200 tysięcy złotych. Czy to dużo? Na pewno, patrząc wartościami bezwzględnymi, nie jest to mała kwota. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że za te pieniądze otrzymujemy samochód kompletny. Jest szybki, wygodny, przestronny i bardzo dobrze wyposażony. Jeśli nie musicie niczego udowadniać sąsiadom, wydaje się być trafionym wyborem.

NA TAK:
– przestronne wnętrze;
– dobre materiały wykończeniowe;
– dynamiczny silnik;
– świetna skrzynia biegów;
– wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa.

NA NIE:
– spore zużycie i hałas podczas szybkiej jazdy autostradą.

Dane techniczne Skoda Kodiaq 2.0 TSI 180 KM

Silnik:

Benzynowy R4 – Turbo

Pojemność skokowa:

1984 cm3

Moc:

180 KM przy 3900 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

320 Nm przy 1500-3940 obr./min

Skrzynia biegów:

Dwusprzęgłowa DSG, 7 biegów

Prędkość maksymalna:

207 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

8,0 s

Długość/szerokość/wysokość:

4697/1882/1655 mm

Najnowsze