Ford Ranger w wersji cross country. Zobaczcie zdjęcia tego terenowego potwora!

Ford Castrol Cross Country Team przedstawił nowego Rangera, którym będzie rywalizował w rajdach terenowych.

Samochód został zbudowany przez Neil Woolridge Motorsport i będzie rywalizował w czołowej kategorii samochodów produkcyjnych południowoafrykańskiej serii cross country – SACCS. Co więcej, to pierwszy pojazd w tej kategorii stworzony zgodnie z nowymi przepisami FIA dotyczącymi silników benzynowych z turbodoładowaniem. 

Ford Ranger w wersji cross country.

Moc tego Rangera pochodzi z 3,5-litrowego silnika V6 z podwójnym turbodoładowaniem EcoBoost, który znany jest z wyjątkowego supersamochodu Ford GT, a także z popularnego w Ameryce Północnej Forda F-150 Raptor.

Ford Ranger w wersji cross country.

Silnik EcoBoost został zoptymalizowany tak, aby spełniać rygorystyczne przepisy FIA dla klasy, która dopuszcza maksymalną moc wyjściową 300 kW. Silnik z podwójnym turbodoładowaniem zapewnia lepszy moment obrotowy w porównaniu z poprzednim 5-litrowym silnikiem V8 i wytwarza około 600 Nm.

Ford Ranger w wersji cross country.

Wśród obszernych zmian w nowym Rangerze warto podkreślić ulepszone rozłożenie masy i zoptymalizowany środek ciężkości, co ma kluczowe znaczenie w trudnych warunkach rajdów terenowych. Szersze podwozie pozwala na lepsze rozmieszczenie kół i kontrolę nad samochodem.

Przeczytaj: Test Ford Ranger Raptor – ma własne zasady

Ranger w tej wersji jest wyposażony w wysokowydajne podwójne amortyzatory BOS na wszystkich czterech kołach. To pierwszy samochód na świecie wyposażony w nową wersję tego zawieszenia. 

Ford Ranger w wersji cross country.

Ranger cross country ma również kompaktową nową sześciobiegową sekwencyjną skrzynię biegów SADEV. Jest ona o 10 kg lżejsza niż poprzednia wersja, a cały układ napędowy został przeprojektowany, aby był łatwiejszy w obsłudze. 

Najnowsze

Jak radzić sobie z oznakami zmęczenia wzroku?

Jakie czynniki pogłębiają zmęczenie oczu i w jaki sposób kierowca może w trasie szybko poprawić stan swojego wzroku – tłumaczą trenerzy Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault.

Jeśli weźmiemy pod uwagę czas spędzony przed monitorem w pracy, a w czasie wolnym – w serwisach społecznościowych czy streamingowych, nie dziwmy się, że dochodzi do tzw. cyfrowego zmęczenia wzroku.

Objawia się ono poprzez pieczenie, swędzenie, łzawienie i suchość oczu, wrażenie piasku pod powiekami czy nadwrażliwość na światło, a w efekcie obniżona ostrość widzenia. Podobne skutki dla naszego wzroku ma również obserwowanie drogi podczas prowadzenia samochodu przez długi czas bez przerwy. 

Nadmierne obciążenie wzroku kierowcy może prowadzić do pogorszenia jakości widzenia i w konsekwencji do popełniania błędów za kierownicą, a to już stanowi poważne niebezpieczeństwo dla nas samych oraz innych uczestników ruchu drogowego. Kiedy źle widzimy, możemy zbyt późno zareagować na znak drogowy czy przeszkodę pojawiającą się na drodze, co grozi wypadkiem – mówi Adam Bernard, dyrektor Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault. 

Czytaj: Czujniki śledzące ruch oczu – czy to przyszłość bezpieczeństwa na drogach?

Aby zapobiegać zmęczeniu wzroku, powinniśmy przede wszystkim pamiętać o robieniu regularnych przerw podczas pokonywania dłuższej trasy.

Po zatrzymaniu się wykonajmy kilka prostych, lecz skutecznych ćwiczeń, tak aby nasze oczy mogły trochę odpocząć. Ćwiczeniem zmniejszającym napięcie gałek ocznych jest na przykład kreślenie wzrokiem ósemek w powietrzu. Możemy również wykonywać kilkukrotne skupienie wzroku najpierw na przedmiotach znajdujących się w odległości kilkudziesięciu centymetrów, a następnie będących w oddali. Po tych ćwiczeniach powinniśmy poczuć poprawę.

Przed zmęczeniem wzroku chroni także noszenie odpowiednich okularów przeciwsłonecznych i wbrew pozorom powinniśmy je mieć pod ręką w samochodzie nie tylko latem. Wysokiej jakości okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV i polaryzacją eliminującą odblaski nie tylko przyniosą ulgę oczom oraz ochronią je przed szkodliwością słońca, lecz także, co ważne, mogą ustrzec kierowcę przed nieuwagą spowodowaną chwilowym oślepieniem i niebezpieczną utratą widoczności.

 

Najnowsze

Pamiętacie żółte Ferrari rozbite w Krakowie? Właściciel pokazał jak teraz wygląda i opowiada, jak doszło do zdarzenia

Kolizje i wypadki z udziałem egzotycznych i drogich aut zawsze budzą emocje. Zwykle jednak nie są to emocje, z którymi chcieliby mierzyć się sprawcy takich zdarzeń i nic dziwnego, że pokazują się po fakcie na wizji. Tym razem było inaczej.

Sprawę uszkodzonego Ferrari 458 Italia opisywaliśmy niedawno i zainteresowanych nagraniem ze zdarzenia oraz naszą analizą sytuacji, zachęcamy do zapoznania się z poprzednim artykułem (link poniżej). Teraz natomiast przejdźmy od razu do sprawy i odpowiedzi na pytanie jak to się stało, że sprawca zdarzenia i właściciel, postanowił pokazać się przed kamerą.

Ferrari 458 Italia rozbite w Krakowie. Nie opanował auta na prostej drodze!

Okazuje się, że jest on znajomym youtubera, prowadzącego kanał „Budda. TV”. Na kanale tym było wcześniej prezentowane to Ferrari, a widzowie wiedząc o tym, pisali z pytaniami o losy samochodu. Youtuber poszedł więc do miejsca, gdzie obecnie stoi auto, pokazać jak wygląda po tym nieprzyjemnym zdarzeniu.

Motocyklista tak bardzo chciał być szybszy, niż Nissan GT-R, że zapomniał patrzeć przed siebie

Tak jak można było widać już wcześniej, urwane zostało lewe przednie koło, które pry okazji uszkodziło bok auta. Do wymiany jest oczywiście zawieszenie, ale jakimś cudem ocalała ceramiczna tarcza i zacisk, więc prawdopodobnie będzie można je wykorzystać podczas naprawy. Do wymiany są także przednie poduszki powietrzne, które odpaliły, oraz pirotechniczne napinacze pasów. Z elementów mniej oczywistych, ale bardzo drogich, uszkodzona została karbonowa listwa progowa oraz część dyfuzora. Całkowity koszt naprawy jest trudny oszacowania, ale wiele wskazuje na to, że kwota może zrobić się sześciocyfrowa.

Kierowca BMW nie opanował napędu na tył?

A jak doszło do całego zdarzenia? Tutaj youtuber i jego kolega właściciel są bardzo… lakoniczni. Najpierw mówią tylko o za mocno wciśniętym gazie, a w dalszej części filmu sugerują, że kierowca natrafił na wilgotny fragment asfaltu. Jeśli nawet tak było, to gazu nie traktował delikatnie. Zastanawiająca jest też odpowiedź właściciela, który na prośbę potwierdzenia, czy to on prowadził Ferrari w momencie zdarzenia, odpowiada: „Tak, zostańmy przy tym, że to ja prowadziłem”.

Najnowsze

Patologiczny przejazd, czyli młodzież bawi się za kierownicą

Młodość podobno musi się wyszumieć, a młodzi ludzie lubią mieć szalone pomysły. Ci mają tylko skrajnie głupie i niebezpieczne.

Według osoby, która zamieściła to nagranie na YouTubie, młodzi ludzie za kierownicą Audi (prawdopodobnie A3) pochodzą z Krakowa i postanowili trochę poszaleć po ulicach Rzeszowa. Swoje wyczyny uwiecznili i upublicznili na instastories.

Młodzież szalała Golfem po wsi. Z auta został wrak, a silnik wylądował na polu

Trudno ich zachowanie jakoś komentować. Szybka jazda, przejeżdżanie na czerwonym świetle i pod prąd wielopasmowej ulicy… Zobaczcie sami, jak bawi się młodzież. Ciekawe czy utożsamiają się z tekstem piosenki, która leci w tle.

Najnowsze

Autor nagrania miał szansę na konfliktową sytuację z kierowcą BMW. Natychmiast z niej skorzystał

Są osoby, które starają się w miarę zgodnie żyć z innymi uczestnikami ruchu. Są też takie, które chętnie wykorzystają każdą konfliktową sytuację, jeśli tylko poczują, że to oni będą mieli w sporze rację. Tak jak autor tego nagrania.

Sytuacja, przyznajemy, jest całkiem nietypowa. Kierowca auta z kamerą dojechał do skrzyżowania z ulicą, która w tym miejscu zakręca łukiem w lewo. Wygląda jakby dojeżdżał do drogi z pierwszeństwem, ale obie ulice są równorzędne i znajdują się w strefie zamieszkania.

„Patrz na znaki!” „Nie, to ty patrz!”, czyli kłótnia kierowców na kontrowersyjnym rondzie

Można więc założyć, że to autor nagrania miał pierwszeństwo przed samochodami nadjeżdżającymi z lewej strony (zasada prawej ręki). Z drugiej strony układ wydaje się bardzo mylący, a auto z kamerą znajduje się na drodze jednokierunkowej, więc inni kierowcy tym bardziej mogą uważać, że nie ma ono pierwszeństwa. Założymy się też, że miejscowi tak właśnie traktują to miejsce.

Kierowca nie rozróżnia pasów na drodze i dziwi się, że sprowokował szeryfa

Dwaj zbliżający się kierowcy tak też jadą – jakby mieli pierwszeństwo. Dodatkowo zbliżają się do lewej krawędzi. Autora bardzo to dziwi. Czyżby był tu pierwszy raz i nie zwracał uwagi na znaki? W tym miejscu ulica, którą jadą, staje się jednokierunkowa.

Autor nagrania prowokuje niebezpieczne sytuacje?

Mając to wszystko w głowie, zobaczmy co się stało. Autor dojeżdża do skrzyżowania. Uważa (zapewne słusznie), że ma pierwszeństwo. Widzi dwa samochody, których kierowcy jadą, jakby nie zamierzali tego pierwszeństwa respektować i dodatkowo poruszają się pasem, na który on chce wjechać. Czy autor zdjął nogę z gazu, pozwolił im przejechać i tracąc na to dwie sekundy swojego cennego czasu, pojechał dalej? Nie. Wcisnął się między oba auta, chociaż jechały blisko siebie, nie mając pewności, czy BMW zdąży zahamować. Ale skoro on ma pierwszeństwo, to kolizja mu nie straszna. BMW zatrzymało się.

Agresywny kierowca atakuje drugiego kierującego za przepisową jazdę?

Analizując to nagranie i miejsce, w którym sytuacja miała miejsce, nie mamy wątpliwości. Autor doskonale zna to skrzyżowanie, dobrze wie, jak jeżdżą tu inni kierowcy i z premedytacją, wiedząc, że BMW blokuje jego pas, wjechał przed nie. Mógł je puścić i stracić dwie sekundy. Wolał stracić dwie minuty na blokowanie drogi i kłótnie z kierowcą BMW. Tylko po to, żeby poczuć, że to on miał rację. No i mieć nagranie na YouTube. Brawo.

Najnowsze