Ford podarował aktywistce z Arabii Saudyjskiej Mustanga

Niezwykły prezent to dowód uznania dla działalności Sahar Hasan Nasif, znanej z walki o prawa kobiet w Arabii Saudyjskiej, w tym o prawo do prowadzenia samochodu.

Sahar Hasan Nasif to 63-letnia emerytowana profesor, specjalizująca się w literaturze angielskiej. To także jedna z najbardziej znanych aktywistek w Arabii Saudyjskiej, która od lat toczy batalię o prawa kobiet. Była nawet aresztowana za prowadzenie samochodu, co do niedawna było w tym kraju nielegalne (nagrywała też i udostępniała w sieci nagrania ze swoich przejażdżek).

Kiedy w zeszłym roku pojawiły się pierwsze informacje na temat tego, że zakaz prowadzenia aut przez kobiety zostanie zniesiony powiedziała, że wreszcie będzie mogła kupić sobie i cieszyć się samochodem swoich marzeń – żółtym Fordem Mustangiem. Sahar zakochała się w tym amerykańskim muscle carze w 1999 roku, kiedy podczas swojej wizyty w Kalifornii, wypożyczyła ten legendarny model.

Wypowiedź aktywistki przebiła się do mediów, a to z kolei przyciągnęło uwagę lokalnego importera Forda. Przedstawiciel amerykańskiego producenta postanowił zrobić Sahar prezent, w uznaniu dla jej zasług. Prezent w postaci żółtego Mustanga GT Convertible. Auto ma pod maską 5-litrowy, wolnossący silnik V8, który po modernizacji rozwija 450 KM. Ten egzemplarz wyposażono w opcjonalną, 10-biegową skrzynię automatyczną, z którą auto przyspiesza do 100 km/h w 4,5 s. W Polsce takie auto kosztuje 221 300 zł, a wymarzony kolor Sahar oznacza dopłatę 5500 zł.

Najnowsze

Goodc

Motocyklistka potrzebuje pomocy!

Vasilisa Komarowa wybrała się w samotną podróż przez Amerykę Południową, Środkową na Alaskę. Jednak w Boliwii została brutalnie pobita i zgwałcona…

{{ tn(16690) left }}Vasilisa Komarowa wybrała się w swoją wymarzoną podróż z Patagonii po Alaskę. Jednak podczas noclegu w lagunie Bravo, dnia 4 czerwca 2017 r. została zaatakowana przez trzech mężczyzn, którzy ją zgwałcili, obrabowali, zniszczyli motocykl i poranili maczetami!

To nie koniec koszmaru, ponieważ początkowo jej zgłoszenie nie było traktowane poważnie. Dopiero po interwencji ambasady rosyjskiej, ktoś na poważnie zajął się ukaraniem sprawców i przeprowadzeniem obdukcji. W ich poszukiwaniu brała udział okoliczna ludność.

Oprawcy stanęli przed sądem, ale po 6 miesiącach sprawa znów utknęła, wtedy Vasilisa poprosiła o wsparcie ambasadę brytyjską (ma podwójne obywatelstwo). W tym czasie musiała też iść do pracy jako trener na siłowni, ponieważ sprawy i dojazdy na nie wiele ją kosztowały, a kilka z nich było odwoływanych i przekładanych bez uprzedzenia.

Motocyklistka przyznała, że jest przerażona rozmiarem biurokracji i korupcji w tym kraju, wielokrotnie „doradzano” jej, by dla swojego dobra opuściła kraj, a oprawcy w sądzie śmiali się jej w twarz. Jednak ona się nie poddała:

– Obawiam się, że nie jestem pierwszą i niestety nie ostatnią taką ofiarą, ale mogę pomóc innym kobietom, nie tylko dzięki wsparciu moralnemu, ale też kontaktom prawnym, które nawiązałam w tym roku – mówi Vasilisa, która po powrocie planuje założyć stronę wsparcia dla ofiar, które doznały podobnej krzywdy.

Vasilisa musiała zostać w Boliwii na czas 11 miesięcy, by jej oprawcy trafili do więzienia. Sprawa ujrzała swój finał po interwencji brytyjskiego prawnika, który przyjechał poprowadzić tą sprawę. Zakończyła się łącznym wyrokiem 42 lat pozbawienia wolności dla gwałciciela i jego kolegów.

Ta trudna sytuacja i długi pobyt w Boliwii sprawiły, że wyczerpały się środki finansowe na dalszą podróż motocyklistki. Środowisko motocyklowe postanowiło wesprzeć ją akcją zbiórki:  https://www.gofundme.com/support-vasilisa039s-adventure .

Najnowsze

Szaleńcza jazda pod wpływem narkotyków. A gdzie jest policja?

Kierowca jadący w sposób wyraźnie wskazujący na to, że jest pod wpływem środków odurzających, postronny kierowca jadący za nim i tylko policji brak.

Jeden z kierowców jadący autostradą w New Jersey zauważył niebieską Toyotę Corollę, której kierowca nie był w stanie utrzymać się na swoim pasie. Zadzwonił więc na policję, podając dokładne informacje na temat tego, gdzie się znajduje, co robi podejrzany kierowca oraz jakim samochodem jedzie.

Dyspozytor przyjął zgłoszenie, ale chyba nie miał w okolicy żadnych radiowozów. Od momentu zgłoszenia, do zatrzymania Corolli minęło niemal 16 minut! W tym czasie kierowca Toyoty wielokrotnie zjeżdżał z drogi, zniszczył tablicę informacyjną i uderzył w inny samochód, spychając go na pas zieleni. Sam też wylądował na pasie zieleni, kiedy w pewnym momencie stracił panowanie nad autem. Niewiele brakowało i zamiast zatrzymać się na trawie, wjechałby w samochody jadące z naprzeciwka. Chwilę tam stał, a kierowca, który zgłosił sprawę policji, zatrzymał się przy lewej (!) krawędzi jezdni, ale wcale nie z zamiarem zatrzymania kierującego Corollą. „Mojej żonie i dzieciom nie spodobałoby się, gdybym zaczął bawić się w policjanta” – powiedział. Cud, że nikt w niego nie wjechał.

Kierowcą Toyoty okazał się 29-letni mężczyzna. Policjanci znaleźli przy nim heroinę oraz strzykawki, co tłumaczy jego zachowanie za kierownicą.

Najnowsze

Wypadek przy 180 km/h podczas policyjnego pościgu

Do wypadku przy prędkości niemal 180 km/h doszło na holenderskiej autostradzie podczas próby zatrzymania dwóch uciekinierów.

Jakość wideo pozostawia sporo do życzenia, ale udało nam się dotrzeć do informacji na temat tego, co dokładnie się wydarzyło. Holenderska policja rozpoczęła pościg za dwoma osobami, które napadły na supermarket i próbowały uciec.

Nagranie pochodzi z jednego z radiowozów, przed którym jadą Subaru Foresterem podejrzani o napad, a zablokować próbują ich dwa policyjne Volvo oraz nieoznakowane BMW X5. Przez większą część filmu policjanci nie mogą wiele zrobić z uwagi na obecność innych samochodów, którymi jadą osoby postronne.

Kiedy tylko ruch się zmniejszył, policjanci podjęli próbę zablokowania uciekającego Subaru. Jego kierowca chciał tego uniknąć i zmienić pas z lewego na prawy, ale policyjne BMW było zbyt blisko. Forester zawadził tyłem o przód X5, co doprowadziło do bardzo poważnego wypadku (prędkość pojazdów wynosiła wtedy około 180 km/h), w wyniku którego Subaru zostało kompletnie zniszczone. Uciekinierom udało się jednak przeżyć.

Najnowsze

Tak wygląda nowe Suzuki Jimny

48 lat od debiutu pierwszej wersji terenowego Suzuki LJ, japońska marka prezentuje nową generację jego następcy - modelu Jimny. Pozostaje ona wierna tradycji małego, lekkiego offroadera ze sprawnym napędem 4x4 i kanciastym nadwoziem.

Konstrukcja nowego Suzuki Jimny jest oparta na ramie nośnej, z tyłu zastosowano sztywny most, napęd na przednią oś dołączany jest na sztywno, a w trudnym terenie kierowcę wspomaga skrzynia redukcyjna. To chyba najważniejsze informacje dla wszystkich fanów tej małej terenówki, którzy cenili ją za klasyczną i prostą konstrukcję.

Kolejna dobra wiadomość – pod maską znajdzie się wolnossący silnik. Czterocylindrowa jednostka 1,5 l rozwija 101 KM i 130 Nm – to w zupełności wystarczy do codziennej jazdy. Silnik standardowo łączony jest z 5-biegową skrzynią manualną, a za dopłatą oferowana jest przekładnia automatyczna o 4 przełożeniach.

W zgodzie z tradycją pozostaje też design nadwozia – jest zwarte, pudełkowate i łatwo rozpoznać z jakim modelem mamy do czynienia. Nowe Suzuki Jimny ma 3645 mm długości, czyli tyle co poprzednik. Jest tylko trochę szersze (1645 mm) i wyższe (1725 mm).

Małe rozmiary i niewielkie zwisy oznaczają świetne możliwości terenowe – kąt natarcia wynosi 37 stopni, a zejścia 49 stopni. Prześwit to 21 cm.

Nowe Suzuki Jimny trudno rozpoznać jedynie we wnętrzu. Centralne miejsce na desce rozdzielczej zajmuje 7-calowy ekran systemu infotainment, a poniżej umieszczono panel sterowania automatyczną klimatyzacją. Kierowca ma przed sobą kierownicę z przyciskami do obsługi radia, komputera pokładowego oraz telefonu, a między zegarami umieszczono duży, monochromatyczny, wyświetlacz.

Jimny można wyposażyć w wiele systemów wpływających na bezpieczeństwo podróżnych. Oprócz 6 poduszek powietrznych jest to funkcja automatycznego hamowania po wykryciu przeszkody, ostrzeżenie o niezamierzonym opuszczeniu pasa ruchu, rozpoznawanie znaków drogowych, czujniki ciśnienia w oponach i automatycznie włączane światła drogowe.

Mała terenówka Suzuki pozostała autem czteroosobowym, ale zapewnia nieco więcej miejsca dla podróżnych, niż poprzednik. Większy jest też bagażnik o pojemności 377 l. Można go powiększyć składając tylną kanapę, która tworzy idealne płaską powierzchnię.

Najnowsze