FIM Speedway Grand Prix 15 – data premiery nowego symulatora żużla

Została ujawniona data premiery FIM Speedway Grand Prix 15. Nowy, licencjonowany symulator żużla, przenoszący prawdziwy sport do gry wideo, będzie miał premierę w dniu 1 grudnia 2015 roku.

Najnowsza produkcja o sporcie żużlowym koncentruje się na najbardziej prestiżowych i najważniejszych rozgrywkach – cyklu Grand Prix, wyłaniającym indywidualnego Mistrza Świata. Tytuł został stworzony na licencji BSI Speedway Limited, dzięki czemu w grze ujrzymy pełen skład zawodników zakwalifikowanych do sezonu 2015 – gwiazdy takie, jak Tai Woffinden, Greg Hancock, Jarosław Hampel, czy Nicki Pedersen.

W FIM Speedway Grand Prix 15 gracz będzie musiał wykazać się zręcznością i taktyką w walce o tytuł Mistrza na wszystkich zawodach i stadionach z sezonu 2015. Od Torunia, Gorzowa Wlkp. i Warszawy, przez brytyjskie Cardiff, po Målilla w Szwecji i Melbourne w Australii. Walcząc o najwyższe trofea, gracz powinien przyjąć właściwą strategię na cały sezon, kupując i naprawiając części wymienne, zmieniając ustawienia motocykla, a w trakcie walki na torze – szukać ścieżek o większej przyczepności.

W grze usłyszymy znanych komentatorów żużla i odnajdziemy tryb rozgrywki wieloosobowej dla czterech graczy jednocześnie. Potężne, głośne silniki, ogromna prędkość i brak hamulców, ostra jazda w zwarciu, wiwatujące tłumy kibiców i tumany kurzu – to właśnie FIM Speedway Grand Prix 15.

FIM Speedway Grand Prix 15 będzie miał premierę w dniu 1 grudnia 2015 roku w wersji na PC, w cenie 79,90 zł.

Najnowsze

Jak wygląda jazda po narkotykach?

Problem kierowców, szczególnie młodych, którzy wsiadają za kółko będąc na haju staje się coraz poważniejszy. Ford postanowił dać możliwość przejechania się w takim stanie kilku śmiałkom.

W tym celu przygotowano specjalny kombinezon, który pozwala symulować co dzieje się z ciałem w przypadku spożycia takich narkotyków jak np. marihuana, kokaina, ekstazy, LSD czy heroina.

Ford stworzył specjalny program dla młodych kierowców, który będzie im uświadamiał jakie ryzyko wiąże się z jazdą na haju. Oprócz gadżetów, które będą utrudniały mobilność i czas reakcji, kierowcy ubrali także specjalne gogle, które będą imitować efekty wizualne, które występują po niektórych używkach, takie jak ograniczenie pola widzenia czy przejaskrawienie kolorów.

Według najnowszych badań problem jazdy po narkotykach jest coraz poważniejszych. W ostatnich latach odsetek kierowców, którzy spowodowali wypadek po użyciu narkotyków był wyższy niż w przypadku alkoholu.

Zobaczcie, jak wyglądała jazda na wirtualnym haju w praktyce.

Najnowsze

Ojciec Paula Walkera pozywa Porsche

Wygląda na to, że to jeszcze nie koniec batalii pomiędzy rodziną Paula Walkera, a koncernem Porsche. Właśnie pozew złożył ojciec nieżyjącego aktora. Według niego samochód nie zapewnił odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa.

Pod koniec września cały świat obiegła informacja, że córka Paula Walkera, Meadow Rain, złożyła pozew przeciwko producentowi Porsche. Teraz tą samą drogą podąża ojciec aktora. Twierdzi on, że Porsche Carrera GT, w którym zginął Walker i jego przyjaciel, nie zapewniło odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa przed tym tragicznym zdarzeniem.

Minęły już ponad dwa lata od tego dramatycznego incydentu. Do tej pory jest to już trzeci pozew przeciwko marce. Pierwszy złożyła żona Rogera Rodasa, który jechał z Walkerem w tym samochodzie. Kristing Rodas wskazywała podobną argumentację, wskazując brak odpowiednich zabezpieczeń w baku, brak klatki bezpieczeństwa oraz wadliwe zawieszenie samochodu.

Porsche wypowiadało się już w tej sprawie jakiś czas temu, powołując się na wyniki policyjnego śledztwa. Według dochodzenia jedyną osobą odpowiedzialną za tragiczne skutki tych wydarzeń był Roger Rodas, który jechał zbyt szybko. Na terenie, gdzie było ograniczenie do 72 km/h auto pędziło ponad 150 km/h. Producent wskazał też, że samochód był poddawany przeróbkom i nie był eksploatowany w odpowiedni sposób, a założone opony miały 9 lat. 

 

Najnowsze

Renault też oszukiwało ze spalinami? – AKTUALIZACJA

Afera "Dieselgate", która do tej pory kojarzyła się jednoznacznie z koncernem Volkswagen zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Do grona podejrzanych dołącza właśnie Renault Espace, którego silnik emituje 25 razy więcej substancji niż powinien.

Wygląda na to, że afera z silnikami Diesla, która od kilku miesięcy rozkręca się za sprawą Volkswagena, nie będzie dotyczyła wyłącznie jednego koncernu. Niemiecka grupa DUH lobbująca na rzecz ekologii opublikowała właśnie raport na temat silnika 1.6 dCi w nowym Renault Espace. 

Podczas testów przeprowadzonych na tej jednostce wyszło, że emisja niebezpiecznych tlenków azotu jest 25 razy wyższa, niż pozwalają na to normy emisji spalin Euro 6. Według DUH przeprowadzono dziewięć indywidualnych pomiarów na Uniwersytecie w Bernie. Osiem z nich zostało przeprowadzonych według procedury NEDC, która jest stosowana przez producentów, a jeden przeprowadzono według wytycznych DUH.

Prezes DUH stwierdził, że powodem dla którego wybrano ten model i silniki jest podejrzenie, że w rażący sposób odbiegają one od oficjalnych danych podawanych przez producenta. Kilka tygodni temu ta sama organizacja oskarżyła Opla o fałszowanie wyników emisji w modelu Zafira z silnikiem 1.6 CDTi. Niemiecki koncern zareagował wtedy oświadczeniem dementującym te pogłoski.

Oświadczenie Renault w sprawie oskarżeń DUH:

Renault przypomina, że Espace, podobnie jak wszystkie sprzedawane samochody marki, spełnia obowiązujące przepisy.

– Procedury testowe przyjęte przez Uniwersytet w Bernie nie są w całości zgodne z europejskimi przepisami, a uzyskane wyniki wykazują znaczne zróżnicowanie – co jak podano zresztą w raporcie z badań wymaga „dodatkowych pomiarów” – a więc nie pozwalają na wyciągnięcie wniosków.

– Renault podejmie niemniej wszelkie niezbędne działania, aby szczegółowo przenalizować te wyniki. Tym bardziej, że w sierpniu 2015 roku niezależna niemiecka organizacja ADAC przetestowała model Espace i w opublikowanych wynikach potwierdziła jego zgodność z obowiązującą normą.

Najnowsze

Ile zarabia kierowca ciężarówki?

O pensji kierowców samochodów ciężarowych mówi i pisze się dużo. Ma na to wpływ zamieszanie, jakie wywołała kontrowersyjna niemiecka ustawa o płacy minimalnej (MiLoG), która weszła w życie 1 stycznia tego roku.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2014 roku przeciętne wynagrodzenie miesięczne brutto osób zatrudnionych na podstawie stosunku pracy w sektorze transportowym wyniosło 3392,10 zł i było o 140,50 zł wyższe niż w roku 2013. Ile zatem zarabia polski kierowca?

Ustawa o płacy minimalnej (MiLoG) dotyczy również polskich kierowców realizujących transport na terenie Niemiec, z wyłączeniem tranzytu, którego objęcie ustawą MiLoG zakwestionowała Komisja Europejska. Zgodnie z obowiązującym w Niemczech prawem polski przedsiębiorca winien wypłacać kierowcy na terenie RFN 8,5 euro za każdą godzinę pracy. Łatwo policzyć, że w najbardziej pesymistycznym dla przedsiębiorcy wariancie koszty pracy wzrosłyby prawie dwukrotnie. Dlatego ustawa wzbudza tyle kontrowersji w branży.

Dane o przeciętnym wynagrodzeniu miesięcznym w sektorze transportowym GUS odnoszą się do osób zatrudnionych na umowę o pracę (a więc nie tylko kierowców) i obejmują wynagrodzenie zasadnicze, premie, nagrody, dodatki stałe i przejściowe, godziny nadliczbowe, wynagrodzenia za czas urlopów, za czas przestojów płatnych, zasiłki chorobowe i inne. – Przeciętne wynagrodzenie kierowcy samochodu ciężarowego jest zdecydowanie wyższe niż 3392 zł brutto – mówi Bartosz Najman, prezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. – Przede wszystkim należy zauważyć, że kwota podana przez GUS stanowi podstawę wynagrodzenia. Pensja kierowcy zawiera natomiast także inne składniki, jak ryczałt i dieta. Jeśli zsumujemy całość, otrzymamy kwotę sięgającą przedziału około 4000-6000 złotych – tłumaczy Bartosz Najman.

W październiku tego roku zakończyły się pierwsze w Polsce kontrole polskich firm transportowych i Niemiecki Urząd Celny potwierdził stanowisko OCRK, że w poczet niemieckiej pensji minimalnej można wliczyć ryczałt oraz dietę. – MiLoG dalej stanowi problem dla branży transportowej. Nawet niewielki wzrost kosztów ma negatywny wpływ w szczególności na małe firmy transportowe, których na rynku jest najwięcej. Obecnie staramy się minimalizować to ryzyko poprzez prowadzenie jak najkorzystniejszej dla przedsiębiorców, a jednocześnie zgodnej z obowiązującym prawem ewidencji czasu pracy, jednak nie uciekniemy od kwestii rozwiązania tego problemu w przyszłości – wyjaśnia Bartosz Najman.

Najnowsze