Fiat wspiera studentów

W Mediolanie na Katolickim Uniwersytecie Najświętszego Serca odbyła się konferencja prasowa poświęcona prezentacji drugiej fazy projektu „Fiat Likes U”.  Projekt oferuje wielorakie korzyści dla około 280 tysięcy studentów, uczących się w ośmiu szkołach wyższych z Turynu, Rzymu, Mediolanu, Salerno, Parmy, Cosenzy, Pizy i Katanii.

Po raz pierwszy w Europie producent samochodów wraz ze społecznością akademicką przystępuje do inicjatywy dającej wiele możliwości, takich jak mobilność, dzięki „car sharing”, bezpłatnej usłudze dla studentów; studiowanie, dzięki przyznaniu ośmiu stypendiów, każde o wartości 5.000 euro i ośmiu wykładom wygłaszanym przez menadżerów Fiata; praca, dzięki ośmiu płatnym stażom w firmie.

Projekt przedstawiony 13 września w Rzymie przez Gianluca Italia i Francesco Profumo, ministra edukacji, został entuzjastycznie przyjęty przez młodzież biorącą udział w pierwszej fazie, która od 15 września do 15 grudnia odbyła się na dwóch prestiżowych uczelniach: Politechnice Turyńskiej i LUISS w Rzymie. Wystarczy uzmysłowić sobie, że 8 studentów na 10 miało styczność z projektem, również dzięki partnerom Erasmus Student Network i Ustation, ponad 1.800 studentów korzystało z ośmiu samochodów – modeli Nowej Pandy i 500L, udostępnionych w ramach bezpłatnej usługi „car sharing”, a ponad 500 młodych ludzi uczestniczyło w wyborze pierwszych czterech Ambasadorów Fiata.

fot. Fiat

Fiat przekazuje każdej biorącej udział w projekcie uczelni stypendium o wartości 5.000 euro za prace magisterskie na tematy związane ze światem motoryzacji oraz 8 płatnych stażów w firmie. Przy okazji konferencji prasowej w Mediolanie, Gianluca Italia wręczył dwa pierwsze stypendia: Gabriele Bergoglio z Politechniki w Turynie i Matteo Mariano z Uniwersytetu w Pizie.

Aby promować ideę racjonalnego korzystania ze środków transportu i przyczynić się do uwrażliwienia świata akademickiego na tematy ochrony środowiska, Fiat oferuje bezpłatną usługę „car sharing”, stworzoną we współpracy z zarządzającymi ICS (inicjatywa Car Sharing) w miastach uczestniczących w projekcie. Korzystanie z niej jest proste. Student wchodzi na stronę www.fiat.it/likesu, rezerwuje samochód, wybierając spośród modeli Nowa Panda i 500L, a następnie odbiera go w wyznaczonym miejscu na uczelni, gdzie później musi go zwrócić o ustalonej godzinie. Student będzie mógł korzystać z samochodu do woli przez 24 godziny na dobę, w ciągu całego tygodnia albo przez weekend. Poza tym, w miastach, w których  aktywna jest usługa „car sharing” „Ja prowadzę”, samochody Fiat mogą wjeżdżać do stref ograniczonego ruchu i bezpłatnie parkować.

fot. Fiat

Flota „uniwersytecka”, wykorzystywana w ramach usługi „car sharing” w projekcie „Fiat Likes U”, składa się z modeli Nowa Panda i 500L.

Z czasem inicjatywa będzie się rozszerzać na kolejne kraje w Europie. Czy dotrze również do nas?

 

Najnowsze

Kaley Cuoco spełnia życzenia z Toyotą

Kaley Cuoco, 27-letnia gwiazda sitcomu „Teoria wielkiego podrywu”, jest twarzą nowego spotu reklamowego Toyoty.

Spot nosi tytuł „I wish” i na razie możemy podziwiać jego teaser, w którym spowita w fiolety Kaley i jej miniaturowy piesek przechadzają się po mieście, spełniając życzenia, aby w końcu wsiąść do nowej Toyoty RAV4.

Całość będzie można obejrzeć 3 lutego, w dniu rozpoczęcia Super Bowl w Nowym Orleanie.

Najnowsze

Renault Classic w Historycznym Rajdzie Monte Carlo

Po raz trzeci z rzędu Renault Classic weźmie udział w Rajdzie Monte-Carlo Samochodów Historycznych.

Tegoroczna edycja będzie okazją do uczczenia 40. rocznicy potrójnego zwycięstwa Alpine-Renault w Rajdzie Monte-Carlo.

Team Renault Classic przygotował do bieżącej edycji rajdu aż pięć egzemplarzy Alpine-Renault A110, za kierownicą których zasiądą tacy legendarni kierowcy jak Jean Ragnotti, Jean Vinatier oraz Alain Serpaggi.

fot. Renault

Udział tych pięciu aut jest równocześnie uroczystym powitaniem zapowiedzianego w listopadzie ubiegłego roku nowego wcielenia Alpine.

Rajd rozpocznie się 27 stycznia w Reims, a zakończy 1 lutego w Monako.

Najnowsze

Test czytelniczki – Honda VTR Fire Storm

Nie ma bardziej wiarygodnego testu motocykla, niż użytkowanie maszyny przez dłuższy czas. Mając to na uwadze, rozpoczynamy cykl artykułów, w którym to nasze czytelniczki oceniają swoje motocykle. Oto opis Hondy VTR przygotowany przez Dagmarę, która jeździ tym modelem od dwóch sezonów.

Model: Honda VTR 1000 Fire Storm
Przebieg: 40 000 km
Rok produkcji: 2003

Dlaczego wybór padł akurat na ten motocykl?
VTR Fire Storm zagościł u mnie jako następca Hondy CBR 600 F4. Poszukiwałam dla siebie motocykla o zacięciu sportowym, jednak radzącego sobie zarówno w trasie, jak i „na mieście”, a niekoniecznie wymagającego od kierowcy pozycji stricte wyścigowej. W Fire Stormie zakochałam się od pierwszego kilometra. Tak różna od mojego posiadanego wcześniej motocykla praca silnika w połączeniu ze wspaniałym dźwiękiem (co miało dla mnie ogromne znaczenie) i niesamowicie ciekawą charakterystyką oddawania mocy kazały mi wybrać właśnie ten model. Opinie użytkowników, które czytałam przed zakupem świadczyły o znikomej awaryjności i decyzja została podjęta bardzo szybko. Padło na Fire Storma po modernizacji (modele od 2001), w którym m. in. powiększono pojemność baku do 19l (zmiana z 16 na 19l okazała się bardzo pomocna), zastosowano immobiliser, system dopalania spalin, wyżej umieszczoną kierownicę oraz mniejsze kierunkowskazy, a także zmieniono wygląd kokpitu.

fot. archiwum prywatne bohaterki

Twoje pierwsze wrażenie?
Pierwsza wspólna trasa zaraz po kupnie nie była pozbawiona lekkiego stresu. Całkowicie nowa dla mnie charakterystyka silnika wymagała szybkiego pozbycia się nawyków nabytych latami jazdy na rzędówkach. Wbrew pozorom jednak przyszło mi to niemal płynnie i po pierwszych kilkudziesięciu kilometrach wiedziałam już, że „to jest to”. Fire Storm nauczył mnie hamowania ułańskiej fantazji przy odkręcania manetki pokazując, że i bez tak dynamicznych ruchów prawej dłoni radzi sobie wspaniale. Ogromny moment obrotowy sprawia, że wskazówka prędkościomierza podnosi się naprawdę ochoczo (do wystarczających jak dla mnie wielkości), tak samo jak przednie koło przy odrobinie nieuwagi. Dodatkowo podróż umilona wspaniałymi dźwiękami silnika widlastego wydobywającymi się z dwóch przelotowych tłumików… a w myśli non- stop, jak mantra- „To jest to, to jest to!”

Krótka charakterystyka jednostki silnikowej
Fire Storm wyposażony jest w dwucylindrowy widlasty silnik V 90º generujący moc 81 KW (110 KM) przy 9000 obr/min. Maksymalny moment obrotowy odpowiedzialny za mrowiące wibracje oraz wspaniałe wrażenia z jazdy zaczynające się już od niskich obrotów to 96 NM przy 7000 obr/min. „Pełna moc panie kapitanie!” – tych słów można by użyć niemalże od 3 tys. obrotów, co – jak już wcześniej wspominałam- może być przyczyną podnoszenia się „niechcąco” przedniego koła przy nieuważnym dodawaniu gazu. Silnik wykazuje dużą elastyczność, trzeba natomiast uważać przy odpuszczaniu gazu, ponieważ do zblokowania tylnego koła niedaleka droga. Na to musiałam – jako niedoświadczona w jeździe na motocyklu z silnikiem w układzie V- zwracać szczególną uwagę. Hamowanie silnikiem jest bardzo skuteczne w wytracaniu prędkości. Taka charakterystyka pracy silnika zmusza posiadacza VTR do częstszego niż w przypadku silników rzędowych kontrolowania stanu zużycia napędu oraz tylnej opony.

fot. archiwum prywatne bohaterki

Spalanie
Szukając informacji na temat tego modelu napotykałam na różne, często bardzo wysokie wielkości spalania. Nie przeraziły mnie jednak- gdybym kierowała się względami ekonomicznymi wybrałabym już na wstępie całkowicie inny motocykl, jednak nie one były dla mnie priorytetem. Podczas dynamicznej jazdy spalanie oscyluje w granicach 10-11l/ 100 km, w trasie, gdzie prędkości są umiarkowane jest to ok 7,5- 8l. Z racji tego, iż używam Fire Storma tylko sporadycznie do jazdy po mieście, mogę zakładać, że spalanie jest nieco wyższe niż w trasie, ale nie przekracza 10l.

Praca zawieszenia
Zawieszenie w tym modelu jest często krytykowane, za bycie zbyt „miękkim”. Muszę się zgodzić z tak często występującą opinią. Przy mocnych dohamowaniach na torze można odczuwać pewien dyskomfort, a także czuć się nieco „ograniczonym” w działaniu. Nie zapominajmy jednak, że mimo całej swojej zaciętości, nie jest to motocykl stworzony typowo do zabaw na torze. Podobny problem zbyt miękkiego zawieszenia pojawia się przy jeździe z pasażerem, jednak wożę „plecaczki” bardzo sporadycznie, więc ten kłopot znika. Suma summarum, użytkując Fire Storma w przeważającej części w trasie, nie uważam tego za katastrofę.

Jak sprawdza się na torze?
Fire Storma zabrałam ze sobą na tor kartingowy do Lublina zaraz po zakupie. Szybko przekonałam się, że motocykl mimo swoich gabarytów (nie należy do najkrótszych czy najlżejszych motocykli) prowadzi się po zakrętach przyjemnie. Początkowo miałam problemy z dostosowaniem biegu do pokonywanych winkli jednak ćwiczenie czyni mistrza
i z wyjazdu na wyjazd docieraliśmy się z VTR raz po raz osiągając nasze małe sukcesy. Miałam okazję jeździć także po torze kartingowym w Radomiu i Biłgoraju. Widlasty silnik daje przewagę na wyjściach z zakrętów, przez co jazda VTR-ką po niewielkich torach, gdzie zakręty są ciasne a proste między nimi stosunkowo krótkie daje prawdziwą frajdę i skutecznie uczy techniki. Jest to jednak przeciwnik wymagający, i nie wolno jego mocy i temperamentu bagatelizować. Momentami, po kilku wypadach na tor odnosiłam wrażenie, że zawieszenie mogłoby być twardsze, a wydechy poprowadzone nieco wyżej lub pod innym kątem, jednak na moje umiejętności i amatorskie wizyty na torach to tylko czyste teoretyzowanie. Jeżdżę na oponach Metzeler Roadtec Z8 i na takie wypady są wystarczające – dostatecznie szybko łapią temperaturę nie zużywając się przy tym w odrzutowym tempie.

fot. archiwum prywatne bohaterki

A co, gdyby zabrać go w dłuższą podróż?
Nie jest problemem zapakować się na Fire Storma w pojedynkę na kilkudniowy wypad. Posiadając tank bag’a oraz tekstylne sakwy boczne, plecak można z łatwością zabrać wszelkie potrzebne rzeczy. Mankamentem, który mi – z racji wcześniejszych przyzwyczajeń – dawał się we znaki był brak rączki pasażera, która w CBR-ce służyła mi jako element zamocowania siatki lub ekspanderów. W przypadku VTR-y mocuję je do podnóżków pasażera lub do plastików, przez co ryzykuję ich porysowanie. W trasie jest to motocykl – w mojej opinii- wygodny: kanapa jest szeroka, kierownica na odpowiedniej wysokości, z racji mojego wzrostu (169 cm) mogę się z łatwością ukryć za oryginalną szybą (dla nieco wyższej osoby pęd powietrza może być skierowany wprost na klatkę piersiową), ból pleców oraz nadgarstków jest mi obcy, lusterka są wystarczającej wielkości. Z dodatkowych plusów VTR na wyświetlaczu posiada „kreskową” skalę wskaźnika paliwa, tak bardzo przydatną w przypadku planowania tankowania tego „smoka”.

Praca skrzyni biegów
Skrzynia pracuje bardzo precyzyjnie, nie miałam z nią nigdy żadnych problemów. Jedynka wchodzi z charakterystycznym gruchnięciem, jednak nie jest to zwiastun rychłego rozpadu. Nauczona doświadczeniem zdobytym na kilku motocyklach ze stajni Hondy mogę śmiało przyznać, iż to całkowicie niegroźne.

Czy ten motocykl „nadaje się” dla kobiet?
W mojej opinii VTR Fire Storm nadaje się dla kobiet- w końcu nasza udana współpraca trwa już dwa sezony. Polecałabym go jednak motocyklistkom doświadczonym, lubiącym wyzwania i zdobywanie nowych umiejętności. Jest to motocykl niepozbawiony wad, lecz można śmiało uznać go także za jednoślad bezawaryjny, dający ogromną frajdę i radość – z samej jazdy, dźwięku, przyśpieszenia, wygody. Nie poruszam aspektów gabarytowych w odniesieniu do użytkowania przez kobiety, ponieważ z doświadczenia swojego i koleżanek motocyklistek wiem, że radzimy sobie także na większych i cięższych maszynach. No i jazdę na dudniącej V-łce trzeba po prostu polubić, polecam przed zakupem dużej V-łki przejechać się i zapoznać z nią lepiej, a nuż przelotna znajomość przerodzi się w coś więcej?

Najnowsze

Krótka historia GPS-u

Trudno wyobrazić sobie współczesną rzeczywistość bez nawigacji GPS. Jej korzenie sięgają 1957 roku, kiedy badacze z John Hopkins University w Baltimore obserwowali rosyjskiego satelitę Sputnik 1. Rozwój technologii nieustannie poszerza możliwości GPS.

Nawigacja GPS na nadgarstek z modułem Bluetooth, która nie ulegnie zniszczeniu pomimo ciężkich warunków – gdyby naukowcom z Baltimore powiedzieć, że taka będzie przyszłość ich wynalazku, z pewnością trudno byłoby im w to uwierzyć. Kiedy w 1971 roku Sam Hurst skonstruował pierwszy sensor dotykowy, ostateczny kształt GPS został przesądzony. Dziś urządzenia te mogą być nie tylko niewielkie, ale także bardzo wytrzymałe. Ekrany dotykowe dostosowane są tak, aby nie było problemu z używaniem ich w słońcu.

Także korzystanie z różnego rodzaju map – wektorowych, topograficznych czy satelitarnych bardzo mocno wpływa na jakość użytkowania potocznie nazywanych GPSów. Niektóre urządzenia pozwalają także na korzystanie jednocześnie z kilku pulpitów. Istotne było także wprowadzenie baterii litowo-jonowych o pojemności 1050 mA/h, które umożliwiają pracę urządzenia nawet do 8 godzin non stop.

fot. NASA

Zastosowanie urządzeń GPS także uległo zmianom. Kiedyś używane tylko do samochodów, dziś może być kompanem podczas uprawiania konkretnych sportów. Nowością są na przykład urządzenia przystosowane do jazdy na motorze. Odbiornik wyposażony jest w uchwyt do zamontowania i wyświetlacz, który można obsługiwać w rękawicach motocyklowych. W przypadku osób pasjonujących się żeglarskimi wyprawami dobrze sprawdzają się urządzenia posiadające dostęp do map nawigacyjnych, które dostarczają dokładnych danych na temat położenia każdej pływającej jednostki. Coraz więcej ciekawych propozycji znajdą dla siebie biegacze i kolarze.

fot. Jordi Arcarons

Oprócz tego, że nawigacje stają się mniejsze, dzięki czemu możliwe jest swobodne zabieranie ich na treningi po nieznanych szlakach, coraz częściej mają służyć także poprawianiu kondycji. Monitorowanie, programowanie celu i analizowanie sportowych wyników, a również opcja wymiany informacji i porównania z innymi użytkownikami, mają zmotywować do wysiłku. Ciekawa jest także funkcja, której zadaniem jest pokazanie bezpiecznego powrotu z trudno dostępnych miejsc. Jednak poza dostosowywaniem GPS do potrzeb konkretnych sportów, na rynku widoczny jest także inny trend. Powstają bowiem urządzenia, mające optymalnie łączyć różne funkcje. Dla przeciętnego użytkownika tworzone są nawigacje zarazem turystyczne i samochodowe. To dzięki temu organizacja rodzinnych wakacji w górach staje się prostsza.

fot. Rikaline

Postęp technologiczny i nowe rozwiązania mogą sprawić, że trudnością stanie się wybór odpowiedniej nawigacji GPS. Na co więc zwrócić uwagę? Przede wszystkim zacząć od określenia, do jakich celów ma służyć. Następnie sprawdzamy solidność wykonania i dostępne mapy. Dla najbardziej wymagających dobrym rozwiązaniem są zdjęcia trójwymiarowe. W przypadku nawigacji samochodowej dobrze sprawdzają się mapy wektorowe. Jeśli natomiast urządzenie ma być wykorzystywane w terenie, warto pomyśleć o obsłudze map rastrowych bądź zdjęć satelitarnych. Do celów turystycznych dobrze sprawdzają się także topograficzne, pokazujące wysokości czy kąt nachylenia. Natomiast kiedy możliwe jest korzystanie z kilku rodzajów oprogramowania jednocześnie, zwiększona zostaje precyzja pomiarów.

Najnowsze