Karolina Chojnacka

E-Prix Rzymu: chaotyczne piękno motorsportu

Rzymski weekend Formuły E ukazał piękno i nieprzewidywalność motorsportu. Będąc na szczycie, możesz w każdej spaść na koniec stawki, by po chwili znów wrócić w pełni chwały. Debiutant wcale nie jest gorszy od starego wyjadacza, a katastrofalne w skutkach błędy mogą przytrafić się każdemu. Ach, co to były za emocje!

Wyścigi Formuły E to zapewniające mnóstwo emocji nieprzewidywalne widowiska. Absolutny chaos. Nie inaczej było w Rzymie, gdzie w weekend odbyły się dwa E-Prix.

Na potrzeby wyścigów Formuły E w Rzymie, tor został gruntownie przeprojektowany. Nadal przebiegał on przez środek dzielnicy Targów Światowych (Esposizione Universale di Roma, w skrócie EUR) i wzdłuż centrum kongresowego „La Nuvola”, nowe ustawienie zawierały jednak trzy dodatkowe szybkie zakręty, odcinek trudny technicznie i zmiany wysokości znane już z poprzedniej wersji. Nowa trasa miała długość 3 km 385 m, zamiast poprzednich 2 km 860 m.

O tym jak nieprzewidywalny, okrutny i piękny potrafi być motorsport najlepiej przekonał się w ten weekend Stoffel Vandoorne. Zawodnik ekipy Mercedes-EQ Formula E Team wywalczył pole position do sobotniego wyścigu. Na siódmym okrążeniu startujący z drugiego pola André Lotterer, próbował odebrać Vandoorne’owi prowadzenie i doszło do kolizji, w wyniku której lider wyścigu spadł aż na 13 miejsce! Belg się nie poddał, zaczął odrabiać straty, ale podczas 20 okrążenia, gdy mijał wolniejszego kierowcę jego elektryczny bolid został podbity na studzience, postawiony bokiem i uderzony przez kolegę z zespołu. To był koniec wyścigu dla belgijskiego zawodnika Mercedesa. Fatalny dzień, gdy z samego szczytu spadasz na sam dół.

Do niedzielnego wyścigu Stoffel Vandoorne zakwalifikował się jako czwarty. Pierwszy rząd wywalczyli tegoroczni debiutanci; w swoim czwartym starcie Nick Cassidy sięgnął po pole position, a drugie miejsce zajął Norman Nato, debiutujący w barwach zespołu Venturi, na którego czele stoi Susie Wolff. Po błędach kierowców przed sobą oraz świetnej jeździe na ósmy okrążeniu Vandoorne wysunął się na prowadzenie, którego nie oddał już do końca wyścigu:

Odkupienie. Wczoraj był dla nas bardzo emocjonujący dzień. Wiedziałem, że w [sobotnim] wyścigu mam dobre tempo, aby jechać i wygrać. Byliśmy szybcy, kiedy to miało znaczenie. Samochód w sobotę był bardzo uszkodzony, a mechanicy mieli trudną listę zadań, aby wszystko przygotować na niedzielny wyścig, ale samochód znów był doskonały.

I takie właśnie historie kibice chcą jak najczęściej oglądać!

E-Prix Rzymu: chaotyczne piękno motorsportu

Niedzielny wyścig, nie odbył się bez dramatów innych kierowców. Kolizje i bolidy zaprzyjaźniające się bliżej z barierkami wąskich torów ulicznych to już „klasyka” i codzienność Formuły E, którą kibice znają także z innych serii wyścigowych.  Ale Formuła E nie jest zwykłą serią wyścigową, jest ELEKTRYCZNĄ serią wyścigową, promuje elektromobilność i zarządzenie energią ma tu niezwykle istotne znaczenie.

Norman Nato, któremu po początkowych problemach ostatecznie udało się przekroczyć linię mety na trzecim miejscu, w końcówce wyścigu jechał na bardzo małej ilości dostępnej energii, co było przedmiotem badania sędziów. Ostatecznie debiutant został wykluczony za przekroczenie alokacji energii, a najniższy stopnień podium wskoczył reprezentant Porsche, Pascal Wehrlein. 

Z kolei zwycięzca sobotniego wyścigu Jean-Éric Vergne w niedzielę był na torze całkowicie niewidoczny. Do II E-Prix zakwalifikował się dopiero na 22 miejscu (mimo że dzień wcześniej wykręcił czwarty czas), a linię mety minął jako 11.

I choć wiele osób nie docenia Formuły E i elektrycznych, brzmiących jak zabawki bolidów, to seria ta idealnie oddaje piękno motorsportu. Nigdy nie wiesz czego się spodziewać, niczego nie można być pewnym. Taką rywalizację ogląda się z wypiekami na twarzy! Oby więcej takich wyścigowych weekendów!

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Mercedes wspiera polski sport! Ten elektroniczny!

E-sport zyskuje na popularności, także w kraju nad Wisłą. Pandemiczne warunki tylko przyspieszyły jego rozwój. E-sportowe wydarzenia śledzi wielu fanów, a ich zawodnicy wyrastają na prawdziwe gwiazdy i zawodowo utrzymują się z rywalizacji. Mercedes-Benz od wielu lat dostrzega potencjał sportu elektronicznego i w ramach swojej strategii wspiera e-sportowe wydarzenia.

Globalna społeczność widzów śledzących e-sportowe rozgrywki liczyła w ubiegłym roku 495 mln ludzi, z czego 223 mln oglądało je regularnie. Trzon publiczności stanowią tu osoby w wieku od 18 do 34 lat, cyfrowo obyte i dobrze wykształcone, a około 30% z nich to kobiety – i odsetek ten wzrasta. Raport na temat branży gamingowej w Polsce z 2020 roku podaje, że w naszym kraju w gry wideo gra ponad 16 mln użytkowników, a kobiety stanowią 47% z nich.

Przeczytaj też: Emily Jones: najszybsza kobieta w sim racingu!

Sport elektroniczny dynamicznie zyskuje na popularności. E-sportowcy nie skupiają się na fizycznej sile, ale na sprawności intelektualnej – muszą wyróżniać się ponadprzeciętnymi zdolnościami koncentracji, znakomitą koordynacją ruchową i błyskawicznymi czasami reakcji. Istotne są także umiejętność współpracy w zespole. Podobnie w przypadku tradycyjnych sportów do osiągnięcia wysokiego poziomu sprawności umysłowej i fizycznej niezbędne są intensywne, codzienne treningi.

Mercedes wspiera polski e-sport

W e-sport inwestują dziś profesjonalne tradycyjne kluby sportowe, a także marki – jak Mercedes-Benz. Polski oddział producenta ze Stuttgartu nawiązał współpracę z Illuminar Gaming – najstarszą i największą organizacją e-sportu w Polsce. Jej zawodnicy rywalizują między innymi w League of Legends – sieciowej grze komputerowej z gatunku multiplayer online battle arena, która w 2020 roku osiągnęła liczbę około 100 mln graczy . Illuminar Gaming od ponad 4 lat zrzesza najlepszych polskich graczy komputerowych. Ekipa sześciokrotnie zdobyła tytuł Mistrza Polski, reprezentuje nasz kraj na turniejach międzynarodowych, a jej występy obejrzały setki tysięcy osób. Największym osiągnięciem zespołu jest wicemistrzostwo Europy EU Masters.

Mercedes wspiera polski e-sport

Przeczytaj też: Test Mercedes C 300 e 4MATIC – ile frajdy możesz mieć z hybrydy plug-in?

Jeden z elementów partnerstwa to ESPOT powered by Mercedes-Benz, którego fizyczną „siedzibą” będzie ESPOT, czyli studio gamingowe w sercu Warszawy, miejsce nowoczesnej rozrywki zarówno dla całych rodzin, jak i dla aspirujących graczy. ESPOT oferuje w pełni wyposażone studio do transmisji online z dużą strefą gamingową (45 stanowisk z wysokiej klasy sprzętem i szybkim, bezpiecznym łączem internetowym oraz kamerami 4K), a także zapleczem gastronomicznym oraz przestrzenią dla nawet 100-osobowej publiczności.

Mercedes wspiera polski e-sport

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Szukasz nowych opon? Pamiętaj o zasadzie 3P!

Szukasz nowych opon i nie wiesz, jak je wybrać? Podstawa to porządne opony, profesjonalny serwis, prawidłowe ciśnienie. Nie należy zapominać, że to opony mogą uratować nam życie w trudnej sytuacji na drodze.

Opony mogą uratować nam życie w trudnej sytuacji na drodze. Dlatego tak istotny jest ich właściwy i dobry wybór. Dobry wybór to bezpieczeństwo na drodze, lepsza przyczepność, mniejsze zużycie paliwa i skuteczniejsze hamowanie.  A właściwie dobrane, dobrej jakości opony mogą nam skrócić drogę hamowania nawet od kilku do kilkunastu metrów! Warto pamiętać o zasadzie 3P dotyczącej ogumienia: porządne opony, profesjonalny serwis, prawidłowe ciśnienie.

Porządne opony

Porządne opony – to opony nieużywane, przynajmniej dobrej jakości, zapewniające odpowiednią przyczepność, drogę hamowania i odporność na aquaplaning. Sprawdź symbole oraz oznaczenia na etykietach i pamiętaj – gwarancja na opony jest od daty zakupu, a nie produkcji! Najważniejsze jest jednak to, by absolutnie nie kupować opon używanych – nigdy nie wiadomo, jaką mają historię i mikrouszkodzenia. Nie warto ryzykować dla niewielkiej oszczędności – w końcu opony mają nam służyć kilka lat.

Jeśli kupujesz opony całoroczne zwróć uwagę na symbol płatka śniegu na tle góry (symbol alpejski). Oznacza on homologację zimową, którą posiadają wszystkie dobre opony całoroczne – a więc potwierdzenie, że takiego ogumienia można używać zimą w krajach, gdzie wprowadzono wymóg jazdy na oponach zimowych.

Przeczytaj też: Opony samochodowe – marka jest ważna, ale nie tak bardzo jak typ bieżnika. Który wybrać?

Gwarancja od daty zakupu

Sprawdzanie daty produkcji opon właściwie niczemu nie służy, bo najlepsi producenci opon udzielają gwarancji na opony osobowe od daty ich zakupu, a nie produkcji. Dlatego dokładnie zabezpiecz dowód zakupu opon – aby w razie potrzeby mieć możliwość reklamacji. Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO), wyjaśnia:

Pamiętaj, że opony to nie jedzenie, które ma wyznaczony termin przydatności do spożycia! Opony nie tracą swoich właściwości od momentu ich produkcji – a wyprodukowane nawet kilka lat temu są pełnowartościowym produktem i zachowują wszystkie swoje właściwości oraz jakość. Ogumienie zużywa się podczas eksploatacji, a nie w magazynie w fabryce czy hurtowni.

By udowodnić, że opony magazynowane w hurtowni kilka lat nie są gorsze od świeżo wyprodukowanych, PZPO zleciło TÜV SÜD badania porównawczego na torze opon tego samego producenta, tego samego modelu i rozmiaru i z identycznym składem mieszanki bieżnika. Badano opony z 2018 i 2020 na tym samym samochodzie. Test udowodnił, że kilkuletnie opony hamują tak samo dobrze jak te z ostatniej partii. Co więcej, żeby podnieść poprzeczkę Grzegorz Duda, znany dziennikarz oraz kierowca radiowy, przetestował opony z 2020 i 2017 również o identycznym składzie tego samego producenta. Wynik tych prób także pokazał, że nawet 3 letnia opona zachowuje swoje osiągi, kiedy jest profesjonalnie magazynowana. A tylko takie magazyny mają fabryki opon i hurtownie. Warto więc kupować opony z pewnego, oficjalnego kanału sprzedaży.

Przeczytaj też: Nowe, nieużywane opony tracą swoją wartość jezdną? Eksperci to sprawdzili

Numer DOT służy producentom opon jedynie do identyfikacji partii produkcyjnej. Data produkcji jest częścią tego kodu, który zawiera także oznaczenie fabryki, rozmiaru i modelu danej opony. Wprowadzenie kodu wymógł Departament Transportu w USA (stąd skrót DOT – ang. Department of Transportation) po to, by istniało oficjalne międzynarodowe oznaczenie umożliwiające identyfikację opony – nadawanie dacie produkcji jakiegokolwiek innego znaczenia czy ważności jest po prostu pomyłką.

Szukasz nowych opon? Pamiętaj o zasadzie 3P!

Nie kupuj używanych opon!

Opony używane to pozorna oszczędność i bardzo duże ryzyko. W końcu opony mają zapewniać bezpieczeństwo nasze i naszej rodziny przez kilka lat. Nie warto narażać życia i zdrowia dla kilku złotych miesięcznie – bo na tyle można przeliczyć kwotę, o jaką zmniejszymy wydatek na opony w porównaniu do nowego kompletu. Tymczasem mikrouszkodzenia w używanych oponach mogą mieć dramatyczne skutki – zwłaszcza przy szybkiej jeździe. Dlatego lepiej kupić nowe opony klasy budżetowej, niż nieco wyższy model z drugiej ręki. Ekspert podkreśla:

Nigdy nie poznamy historii i mikrouszkodzeń używanych opon – nawet jeśli „na oko” wyglądają świetnie. Żeby uzyskać pewność, musielibyśmy prześwietlić je roentgenem – a w całym swoim życiu nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by to robił. Przecież nie wiemy, czy poprzedni właściciel jeździł z prawidłowym ciśnieniem i jak przechowywał opony. Niewidoczne uszkodzenia mogą przysporzyć nam wielu niechcianych problemów, a nawet spowodować rozerwanie opony na autostradzie przy dużej prędkości! Powiedzmy to sobie uczciwie – nie ma żadnego bezpiecznego miejsca zakupu opon używanych. Ich bezpiecznej eksploatacji nie zapewnią nam ani warsztaty, ani giełdy, ani sprzedawcy internetowi. Zakład utylizacji to jedyne miejsce, gdzie powinny trafiać używane opony, a ich sprzedawanie w internecie to bardzo zły nawyk, z którym wszyscy odpowiedzialni sprzedawcy i kierowcy powinni walczyć.

Prawidłowe ciśnienie – zmierz przynajmniej raz w miesiącu!

Prawidłowa wartość ciśnienia przewidziana przez producenta samochodu podana jest w instrukcji pojazdu oraz bardzo często na wewnętrznej dolnej części środkowego lewego słupka. Ciśnienie powinno być mierzone minimum raz w miesiącu, nawet jeśli samochód posiada odpowiednie czujniki – a tymczasem jedynie 40% kierowców deklaruje, że czasem sprawdza jego poziom. Wystarczą 2 dni jazdy ze zbyt niskim ciśnieniem, a zużyjemy opony tak, jak przez tydzień z ciśnieniem prawidłowym. Czyli, jeśli nie sprawdzamy ciśnienia, to opony starczą nam na 3 razy krócej! Zbyt niskie ciśnienie w oponach powoduje nawet dwukrotny wzrost temperatury warstw wewnętrznych – a to już prosta droga do rozerwania opon w czasie jazdy. Opony niedopompowane o 0,5 bara są aż o 3dB głośniejsze i wydłużają drogę hamowania nawet o 4 metry!

Szukasz nowych opon? Pamiętaj o zasadzie 3P!

Profesjonalny serwis

Przy wyborze serwisu nie warto kierować się tylko najniższą ceną. Tania i szybka usługa może skutkować uszkodzeniem opon lub felg. Warto pamiętać, że w cenie usługi jest też wymiana oraz bieżące serwisowanie maszyn, a także szkolenia uzupełniające dla mechaników.

Przeczytaj też: Pamiętaj o oponach, ale z wymianą poczekaj na przełom pogody!

W Polsce działa blisko 12 tys. serwisów zajmujących się ogumieniem, ale ich poziom obsługi i kultury technicznej jest bardzo zróżnicowany . Niestety wciąż zdarzają się serwisy, które niemiłosiernie katują opony przy montażu – kierując się zasadą, że guma wszystko zniesie. Niestety nie wszystko:

Przy siłowym montażu na rzadko serwisowanych maszynach bardzo łatwo jest naderwać stopkę opony. To jest jedyny punk styku opony z felgą, przenoszący wszystkie siły silnika i hamowania na oponę. Takie naderwanie – w zależności od rozmiaru – doprowadza do ubytku ciśnienia w oponie lub nawet do jej zsunięcia się w czasie jazdy. Naderwania oczywiście jako klienci nie zauważymy, bo skutecznie ukryje je przed nami rant felgi…

Dlatego warto sprawdzić, czy Twój serwis na pewno umie wymieniać opony.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Nowy Jeep Compass – zaprojektowany tak, by trafić w europejskie gusta. Czy to się uda?

Połączenie off-roadowego charakteru z miejskim samochodem – czy to może się udać? Jeep twierdzi, że tak i przedstawia nowego Compassa, który ma zaspokoić nawet najbardziej wybredne, europejskie gusta. Niezależnie od tego, czy chodzi o pragmatyczną potrzebę mobilności, czy też o chęć przeżycia ekscytujących codziennych „przygód”, Jeep Compass ma być idealnym rozwiązaniem.

Na pierwszy rzut oka, nowy Jeep Compass nie różni się zbytnio od swojego poprzednika. W końcu Jeep to Jeep, więc samochód wierny elementom stylizacyjnym marki. Najbardziej wzrok przykuwa charakterystyczna atrapa chłodnicy z pionowymi prostokątami, które teraz nieco się wyobliły i zmieniły proporcje. Światła  zyskały nowoczesną sygnaturę LED i bardziej kanciaste kształty.

Jeep Compass

Przeczytaj też: Plemię Indian wzywa Jeepa do zaprzestania używania jego nazwy. Czy to koniec produkcji legendarnego modelu?

Bardziej elegancki i nowoczesny Jeep Compass ma zupełnie nową kabinę, zaprojektowaną, by poprawić komfort pasażerów na pokładzie i uczynić jazdę miejską bardziej inteligentną. Do najważniejszych elementów należą cyfrowy zestaw wskaźników z wyświetlaczem o przekątnej 10,25” Full HD, systemem Uconnect 5 z ekranami dotykowymi o przekątnych od 8,4” do 10,1” umieszczony nieco wyżej i przeniesiony bardziej na środek deski rozdzielczej, dzięki czemu kierowca ma pozostać lepiej skupionym na drodze, pięciokrotnie szybszy procesor, system operacyjny Android z bezprzewodową integracją ze smartfonem i aplikacjami  Apple CarPlay i Android Auto, interaktywna nawigacja 3D TomTom i funkcja rozpoznawania naturalnej mowy oraz z usługami Uconnect.

Jeep Compass

Nowy Compass oferuje bogatą gamę wydajnych silników spalinowych i hybrydowych plug-in, które są zgodne z normą Euro 6D Final.

Zaktualizowana gama silników oferuje teraz nowy, czterocylindrowy silnik benzynowy GSE o pojemności 1,3 litra z turbodoładowaniem, zaprojektowany z myślą o zagwarantowaniu wyjątkowych osiągów, zmniejszający zużycie paliwa i emisję CO2 nawet o 27% (cykl WLTP) w porównaniu z poprzednim modelem benzynowym. Compass będzie też dostępny w wersji z technologią hybrydową plug-in, zapewniającej jazdę w 100% elektryczną – połączenie niezwykłych możliwości 4xe i zrównoważonej mobilności, czyli elektryfikację marki Jeep.

Jeep Compass

Przeczytaj też: Nowy Jeep Grand Cherokee L – nowa jakość w segmencie pełnowymiarowych SUV-ów. Kiedy będzie dostępny w Europie?

Nowy Jeep Compass oferuje nową gamę, dostępną teraz w pięciu poziomach wyposażenia (Sport, Longitude, Limited, S i Trailhawk), z pięcioma różnymi kombinacjami jednostek napędowych – benzyna, diesel i hybryda plug-in, trzema skrzyniami biegów (sześciostopniową manualną, automatyczną, dwusprzęgłową (DDCT) lub sześciostopniową automatyczną) – oraz napęd na przednie lub na cztery koła. Wersja benzynowa jest wyposażona w 1,3-litrowy silnik GSE o mocy 130 KM lub 150 KM, połączony odpowiednio z manualną skrzynią biegów i skrzynią DDCT z podwójnym suchym sprzęgłem, oba z napędem na przednie koła. Uzupełnieniem oferty silników spalinowych jest 1,6-litrowy silnik wysokoprężny o mocy 130 KM współpracujący z sześciobiegową, manualną skrzynią biegów i napędem na przednie koła. Gama hybryd plug-in jest oferowana z dwoma poziomami mocy – 190 KM i 240 KM, w połączeniu z sześciostopniową, automatyczną skrzynią biegów i napędem na cztery koła eAWD.

Ceny nowego Jeepa Compassa w Polsce zaczynają się od 99 900 złotych  model benzynowy z silnikiem 1.3 o mocy 130 KM w wersji Longitude.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Abarth świętuje 72. urodziny! Jakie tajemnice skrywa słynny „Skorpion”?

Nie ma chyba marki, której logo lepiej oddawałoby jej charakter niż Abarth. Jego dorobek ponad 10 000 zwycięstw, 10 rekordów świata, 4 mistrzostwa świata w rajdach samochodowych. Skorpion symbolizuje filozofię zespołu wyścigowego, specjalizującego się w „małych, ale zabójczo szybkich" samochodach.

31 marca 1949 roku Carlo Abarth, inżynier o włosko-austriacki korzeniach, założył firmę Abarth & C., tworząc markę, która dzięki bijącym rekordy samochodom, rewolucyjnym zestawom tuningowym i pamiętnym wyścigom, stała się prawdziwą legendą stylu i osiągów. Logo, słynny „Skorpion”, rozpoznawany przez entuzjastów motoryzacji na całym świecie był zainspirowany znakiem zodiaku założyciela firmy. Skorpion doskonale symbolizował też filozofię nowo powstałego zespołu wyścigowego, specjalizującego się w „małych, ale zabójczo szybkich” samochodach.

Historia Abartha i jej logo splatają się z jego zwycięstwami sportowymi. Pierwszym z nich było zwycięstwo w swojej kategorii w słynnym wyścigu górskim „Palermo-Monte Pellegrino” w 1950 roku, gdzie za kierownicą Abartha 204A zasiadł słynny kierowca Tazio Nuvolari, „Latający Mantuańczyk”. W 1954 roku Carlo Abarth postanowił wzbogacić logo o dwukolorową tarczę, symbol zwycięstwa w „sportowej walce”, która stała się tłem dla Skorpiona.

W 1962 roku Abarth 1000 Bialbero zdobył pierwszy z sześciu kolejnych tytułów mistrza świata producentów. Aby uczcić ten ważny tytuł, do logo dodano trzy nowe elementy: czarno-białą flagę w szachownicę, napis czerwonymi drukowanymi literami na żółtym tle „Campione del mondo” („Mistrz Świata”) oraz stylizowany wieniec laurowy.

W 1969 roku pojawiła się odświeżona wersja logo. Największe zmiany dotyczyły skorpiona, symbolu firmy z Turynu, który stał się bardziej wystylizowany, całkowicie czarny i po raz pierwszy z oboma szczypcami skierowanymi ku górze. Zmienił się również napis: teraz biały na niebieskim tle i tylko ze słowem „Abarth”.

W 1971 roku  marka Abarth została przejęta przez Fiata, a włoska flaga pojawiła się na logo w tle za słowem „Abarth”, by podkreślić jego włoski charakter.

Przeczytaj też: Fiat 500 Abarth i 300 koni?

Dzisiejsze logo zostało całkowicie przeprojektowane w 2007 roku i przedstawia wszystkie charakterystyczne elementy Skorpiona, ale w zdecydowanie bardziej współczesnej i nowoczesnej odsłonie z jego czarnym kształtem ułożonym po skosie tarczy.

Wszystkie samochody Abartha są ozdobione dodatkowym logo na bokach samochodu, w tylnej części, odzwierciedlającym ważny emblemat, który zdobi samochody wyścigowe Abartha dumnie od lat 60. XX wieku. Logo nawiązuje do charakterystycznej  żółto-czerwonej tarczy Abartha otaczającej skorpiona i dodaje do niego błyskawicę w kolorach włoskiej flagi. To prawdziwy hołd dla zaangażowania Abartha w sporty motorowe, które zawsze były postrzegane jako odpowiedni poligon doświadczalny dla innowacyjnych rozwiązań technicznych i innowacji technologicznych dążących do poprawy osiągów i niezawodności samochodów wyścigowych. Wiedza zdobyta na torach i trasach rajdowych przynosi także bezpośrednie korzyści samochodom drogowym marki.

Zaangażowanie w sporty motorowe trwa do dziś, zarówno na torach wyścigowych, jak i na trasach rajdowych. Na torach Abarth jest dostawcą silników na mistrzostwa Włoch i Niemiec Formuły 4 – idealny „poligon” dla przyszłych mistrzów świata Formuły 1. Natomiast Abarth 124 Rally demonstruje swój potencjał w rajdach: samochód zdominował swoją kategorię w FIA-ERC, Rajdowych Mistrzostwach Europy, w ostatnich trzech sezonach.

Bez wątpienia wyścigi, wyzwania sportowe, rywalizacja i ciągłe poszukiwanie osiągów to właśnie wartości, których poszukują klienci Abartha, i znajdują je w modelach seryjnych.

Przeczytaj też: Abarth 595 Hercules – zadziorny tuning za 86 tysięcy złotych?

Z okazji swoich 72. urodzin Abarth przygotował właśnie nową gamę na rok modelowy 2021 obejmującą wersje 595, Turismo, Competizione i Esseesse. Cztery różne propozycje, wszystkie łączą w sobie typowy, sportowy charakter marki. Oferują radość z jazdy, pełne adrenaliny osiągi i niepowtarzalny dźwięk wydechu. W ofercie są teraz nowe kolory i nowe detale, jak na przykład ekskluzywne skórzane fotele. Na przykład nowy matowy lakier w niebieskim kolorze Rally Blue obecnego 595 Competizione jest hołdem dla długiej historii Abartha i wielu rajdowych sukcesów marki: nawiązuje do słynnego Fiata 131 Abarth Rallye z lat 70. XX wieku, a nowe 17-calowe felgi aluminiowe są bezpośrednio inspirowane felgami Lancii Delty Rally Integrale z lat 90. ubiegłego wieku.

Najnowsze