Dziesięciolatka zachwyciła pomysłem Elona Muska

Uczennica piątej klasy szkoły podstawowej napisała w ramach szkolnego projektu list do szefa koncernu Tesla. Okazało się, że list zainteresował samego Elona Muska, który odpisał dziewczynce na Twitterze.

Bria to uczennica szkoły podstawowej, która słusznie zauważyła, że Tesla w ogóle się nie reklamuje, ale mimo tego wiele osób przygotowuje reklamy samochodów tej marki we własnym zakresie. Dziewczynka zaproponowała, żeby firma urządziła konkurs takich reklam i nagrodziła zwycięzcę, np. emisją stworzonej reklamy lub pakietem darmowego ładowania.

Uczennica przekonywała w liście, że klienci firmy będą zachwyceni, podkreślając, że jej pomysł jest bardzo rozsądny, a do tego przyjazny dla środowiska. Ojciec dziewczynki postanowił wysłać list do Elona Muska przy pomocy Twittera. Okazało się, że pracuje jako dziennikarz motoryzacyjny i regularnie przekazywał córce ciekawostki na temat Tesli oraz energii słonecznej, które zrobiły na niej wrażenie.

W swoim liście zaznaczyła, że jak dorośnie, to chciałaby jeździć Teslą. Jednak smuci ją fakt, że samochody tej marki nie mogą być sprzedawane w stanie Michigan. Dodała, że w przyszłości chciałaby zostać politykiem i mieć wpływ na ochronę środowiska przez rząd oraz sprzedaż Tesli we wszystkich stanach.

 

 

Na list zareagował sam Elon Musk, pisząc na Twitterze: „Dziękuję za twój wspaniały list. To naprawdę świetny pomysł. Zrobimy to!”.

Najnowsze

Audi Q2 – pierwsza jazda: małe jest piękne?

Po pierwszych jazdach Audi Q2 czujemy niedosyt - czyżby ten samochód nas zaczarował?

Śledząc różne motoryzacyjne fora internetowe można spotkać się z bardzo różnymi odczuciami odnośnie Audi Q2. Część osób podziwia nową sylwetkę i zawartą w niej technologię, część uważa, że nie wypada, aby auta z serii Q miały napęd tylko na jedną oś i tak małe silniki. Z pierwszych danych sprzedażowych wynika, że firma z Ingolstadt idealnie wypełniła lukę w segmencie B. O tym, czy faktycznie Q2 jest doskonałym uzupełnieniem gamy niemieckiego producenta mieliśmy okazję przekonać się podczas prezentacji i pierwszych jazd w okolicach Wrocławia.

Audi Q2 to, jak wiele osób pewnie zauważy, „nadmuchane” A3. Samochód został zbudowany na tej samej platformie – MQB. Jednak podobieństw jest tak samo dużo, jak i różnic. Różnic, które nadają powiew świeżości do całej gamy aut i za to twórcom crossovera trzeba pogratulować. Obawy na temat wyglądu i tego, że będzie mniejszą kopią Q7, Q5 czy Q3 unosiły się w powietrzu dawno temu. Natomiast zupełnie nowe podejście do estetyki i wykorzystanie ostrych linii pozwoliło stworzyć auto w świeżym i oryginalnym stylu. Jak na miejskiego pożeracza ciasnych uliczek przód prezentuje się dosyć bojowo. Duży i charakterystyczny dla marki grill oraz wloty powietrza stały się nieodłącznym elementem samochodów niemieckiego producenta. Tył wydaje się być bardziej przyjazny; według mnie uderzająco przypomina VW Polo, za co niestety należy się nagana. Profil samochodu nie odzwierciedla jednak ani typowego SUV-a, ani allroada, ani coupe. Nie zrozumcie tego źle. W dzisiejszych czasach, kiedy każdy chce się wyróżnić – Q2 wydaje się być idealnym rozwiązaniem. Szeroki tylny słupek C można polakierować innym kolorem, przez co istnieje niemal 100 możliwości konfiguracji wyglądu zewnętrznego (dane producenta).

We wnątrzu w mig zrozumiemy, że mamy do czynienia z pojazdem segmentu premium. Idealne spasowanie elementów, wysokiej jakości materiały i perfekcyjne wykończenie. Q2 w tej kwestii nie odstaje od innych topowych aut marki Audi. Co go wyróżnia na tle konkurentów? Zdecydowanie wyposażenie. Znajdziemy tutaj większość rozwiązań znanych nam chociażby z niedawno prezentowanego Audi A4 czy Audi A3. Systemy wsparcia kierowcy takie jak Active Line Assist (utrzymanie auta między liniami na drodze) czy adaptacyjny tempomat wraz z asystentem jazdy w korku nie były do tej pory dostępne w autach segmentu B. Jest więc szansa na odrobinę relaksu podczas weekendowego poruszania się w korku do centrum handlowego. Jakby tego było mało – Audi oferuje również kilka systemów bezpieczeństwa takich jak system wykrywania pieszych i system awaryjnego hamowania.

Po zaprezentowaniu Audi A3, było wiadomo, że nawet mniejsze, miejskie samochody, będą wyposażone bardzo bogato. Tak jest też i w tym przypadku. Do dyspozycji kierowcy został oddany Audi Virtual Cockpit, na którym oprócz zegarów możemy wyświetlać obraz z nawigacji w technologii Google Street View i wyświetlacz danych na szybie. W górnej części deski rozdzielczej umiejscowiono monitor MMI o przekątnej 8,3 cala, który niestety pozbawiony został funkcji “chowania”. Całym systemem multimedialnym można sterować głosowo, lub znanym już pokrętłem z towarzyszącymi mu przyciskami imitującymi myszkę komputerową. Audi Connect zapewni też ciągłe połączenie z internetem, dzięki czemu będziemy mogli sprawdzać ceny paliw lub pogodę.

Nowe Q2 będą napędzać silniki benzynowe oraz wysokoprężne o mocy od 116 do 190 km. Te pierwsze to konkretnie 116-konne 1.0 TFSI, 1.4 TFSI o mocy 150 KM (wyposażony w system Cylinder On Demand, który przy niskim obciążeniu wyłącza połowę cylindrów), oraz 2.0 TFSI generujące 190 KM. Jednostki wysokoprężne będą również występowały w dwóch pojemnościach i będzie to 1.6 TDI w wersji 116 KM oraz 2.0 TDI 150 i 190 KM. Standardowo Q2 będzie wyposażona w skrzynię manualną z sześcioma biegami, natomiast za dopłatą możemy otrzymać dwusprzęgłowy automat S-tronic z siedmioma biegami. Napęd Quattro będzie standardem tylko w połączeniu z mocniejszymi jednostkami napędowymi, co więcej, również od tego będzie zależało zawieszenie tylne. W przypadku wersji z napędem na przednią oś będzie to układ zespolony, czyli najprościej mówiąc – belka, natomiast w wersji z napędem na cztery koła będzie to niezależne zawieszenie czterowahaczowe. Z przodu tradycyjnie znajdziemy układ z kolumnami MacPhersona. Warto tutaj również wspomnieć o dosyć sporym prześwicie, który wynosi 15 cm.

Cennik nowego Audi Q2 zaczyna się już od 104 100 złotych za wersję z silnikiem 1.4 TFSI. Najmocniejszy z gamy 2-litrowy diesel to koszt 150 200 złotych.

Choć Audi Q2 jest najmniejszym SUV-em z logo Audi to widać, że segment premium zobowiązuje i nikt nie oszczędzał tutaj na jakości i wyposażeniu. Dzięki bardzo dużej możliwości doboru kolorów oraz wyposażenia możemy mieć pewność, że ciężko będzie znaleźć na ulicy podobne Q2. 

Najnowsze

Test Toyota RAV4 Hybrid – hybrydowy hit?

Prekursor segmentu SUV, Toyota RAV4, doczekała się wersji hybrydowej. Czwarta już generacja znana jest od trzech lat, a teraz przeszła zabieg odmładzający. Jak się prowadzi?

Względem poprzednika niewiele się zmieniło. Na pierwszy rzut oka dostrzeżemy jedynie kosmetyczne zmiany. Ostrzejsze linie z przodu i przedni pas z reflektorami LED, ten sam zabieg zauważymy również z tyłu. Profil auta wygląda niemal identycznie. Główną rolę w odświeżeniu Toyoty odegrał nowy układ napędowy.

Środek również niczym nas nie zaskakuje. Część materiałów zmieniono, część wykorzystano z poprzedniej wersji. Deska rozdzielcza i boki drzwi zostały elegancko wytapicerowane. Niestety znajdziemy też sporo twardego i topornego plastiku, który raczej nie przystoi segmentowi SUV. Trzeba przyznać natomiast, że odważny projekt wnętrza pasuje do nowego oblicza Toyoty.

Na środku konsoli środkowej znajduje się wyświetlacz multimedialny o przekątnej 7 cali z przyciskami funkcyjnymi po bokach. Poniżej znajdziemy sporą półkę na telefon i dokumenty. Opierając dłoń o lewarek skrzyni biegów mamy bardzo łatwy dostęp do przycisków wyboru trybu jazdy, oraz podgrzewania foteli.

Przy okazji liftingu nową RAV-czwórkę wyposażono również w więcej opcji z zakresu bezpieczeństwa i multimediów. Na pokładzie możemy znaleźć między innymi adaptacyjny tempomat, czy system wykrywania pieszych do prędkości 30 km/h. Poza tym nowi użytkownicy japońskiego SUV-a będą mieli do dyspozycji aktywny asystent pasa ruchu i monitorowanie poprzecznego pasa ruchu. W parkowaniu pomoże natomiast rozbudowany system kamer szerokokątnych, który pozwoli nam wyświetlić widok z lotu ptaka na ekranie środkowym.

Bardzo dużą zaletą jest mnóstwo miejsca za kierowcą. Płaska podłoga zapewnia komfort podróżowania nawet dla trzech osób na tylnej kanapie. Regulowany kąt oparcia pozwala znaleźć idealną pozycję do jazdy na bardzo dużych dystansach. Szkoda tylko, że zabrakło oddzielnych nawiewów dla pasażerów tylnego rzędu. Bagażnik został wyposażony w sporą liczbę przydatnych uchwytów i akcesoriów. Po raz kolejny szkoda jednak, że po złożeniu oparć tylnej kanapy podłoga nie jest płaska.

Nowa RAV4 w wersji hybrydowej została wyposażona w bezstopniową skrzynię e-CVT. Płynne nabieranie prędkości jest niestety połączone z wyciem porównywalnym do suszarki… I tak do 190 km/h, czyli deklarowanego maksimum. Jeżeli natomiast poruszamy się w korku i mamy w pełni naładowane baterie, to możemy cieszyć się kompletną ciszą, bo układ elektryczny nie generuje nawet najmniejszego hałasu. Siedzenia są wyjątkowo miękkie, a pozycja za kierownicą wysoko umiejscowiona.

Producent deklaruje zużycie paliwa w okolicach 5 litrów na 100 przejechanych kilometrów. Faktycznie, udało nam się uzyskać taki wynik… na jedną oś. Niestety wszelkie próby zbliżenia się chociażby o krok do tego wyniku kończyły się fiaskiem. Prawdą natomiast jest, że po naładowaniu akumulatorów napęd hybrydowy w trybie EV, ograniczonym do jazdy z prędkością 60 km/h, pozwala przejechać kilka kilometrów całkowicie bezemisyjnie.

Toyota RAV4 jest zdecydowanie samochodem komfortowym, ale jednocześnie niezbyt dobrze sprawdza się podczas szybszej jazdy z odrobiną skrętów, przynajmniej w wersji przednionapędowej. Pochwalić trzeba za to układ kierowniczy, który daje bardzo dobre wyczucie tego, co sie dzieje pod kołami – zaskakujące jak na tej klasy auto, bądź co bądź, rodzinne.

Ceny za Toyotę RAV4 rozpoczynają się od 100 tysięcy złotych, za podstawową wersję z silnikiem benzynowym 2.0 dysponującym mocą 152 koni mechanicznych z manualną skrzynią biegów, lub turbodoładowanym dieslem 2.0 o mocy 143 koni mechanicznych. Aby być szczęśliwym posiadaczem hybrydy, musimy dołożyć nieco ponad 30 tysięcy złotych – za podstawową wersję z napędem na przód musimy zapłacić 134 900 złotych. Dobrze doposażona odmiana z napędem na cztery koła to koszt niemal 150 tysięcy złotych…

Niepohamowana moda na auta typu SUV i ekologię to – przy pomocy RAV4 Hybrid – klucz do sukcesu japońskiego producenta. Odmłodzoną Toyotę widać coraz częściej na ulicach, a to dopiero drugi rok sprzedaży. RAV4 z pewnością utrzyma miano jednego z najpopularniejszych aut tej klasy i raczej szybko się to nie zmieni.

Najnowsze

Test BMW 730Ld xDrive – siódmy cud

Raz na kilka lat pojawia się samochód, który na nowo definiuje komfort i jakość podróżowania, dynamikę jazdy a mnogością nowinek technicznych podnosi poprzeczkę konkurencji na niespotykany dotąd poziom. Takie właśnie jest BMW serii 7.

Segment luksusowych limuzyn od lat zdominowany jest przez niemieckie marki. W tej klasie od zawsze głównym priorytetem producentów oraz klientów był komfort. Wiele wskazuje, że dzień 10 lipca 2015 roku, kiedy w BMW Welt w Monachium zaprezentowano oficjalnie nową serię 7, był punktem zwrotnym w tej klasie aut.

Z drugiej strony, szeroko pojmowana wygoda podróżowania ustąpić może wkrótce miejsca pogoni za niezliczoną liczbą elektronicznych zabawek i asystentów kierowcy.  Sterowanie gestami, elektroniczny kluczyk, funkcja zdalnego parkowania auta, tablet, touchpad, internet na pokładzie? Wszystko to i wiele więcej ma do zaoferowania flagowa limuzyna BMW.

Pierwsze wrażenie
Warto podkreślić, że nowa „siódemka” od płyty podłogowej aż po dach jest całkowicie nową konstrukcją. Jedyne podobieństwa względem poprzednika to niezmieniona szerokość i rozstaw osi. Seria 7 jest o prawie trzy centymetry dłuższa i ponad centymetr niższa niż dotychczasowy model. Suche liczby nie oddają jednak imponującej prezencji auta. Dzięki nowym, większym reflektorom, zmienionemu grillowi i tylnym kloszom lamp w ksztłacie litery L sylwetka potężnej limuzyny nabrała lekkości i dynamiki. Poprzednika w dużej mierze wykonano przy użyciu aluminium. W strukturze nośnej nowego BMW 7 oprócz aluminium po raz pierwszy użyto również karbonu, dzięki czemu możliwe było obniżenie masy własnej aż o 130 kilogramów! Nieco dyskusyjną kwestią jest przytłaczająca liczba chromowanych elementów nadwozia. Jeśli ktoś nie przepada za takim barokowym przepychem, receptą jest opcjonalny pakiet M, w którym wiele błyszczących elementów pokryto dyskretną czernią. Jednak taki design i „połysk” z pewnością lubią klienci z grupy docelowej BMW serii 7.

Techno
Wnętrze auta urządzono w stylu, który w doskonały sposób łączy ascetyzm z elegancją i najnowszymi trendami wzornictwa sztuki użytkowej. Centralny ekran systemu infotainment wystaje ponad deskę rozdzielczą, tym samym niżej osadzony kokpit sprawia wrażenie lżejszego, a jego rozbudowana forma nie jest tak przytłaczająca. W pełni wirtualne zegary mają kilka wzorów grafiki w jakich wyświetlają informacje przed oczami kierowcy. Jeszcze większy wybór mamy w kreowaniu oświetlenia nastrojowego w kilkunastu kolorach, które można ze sobą dowolnie zestawiać, podświetlając wybrane strefy kabiny z podziałem na tył, przód, górę i dół.

Już w poprzedniej „siódemce” jakość wykończenia i użytych materiałów była doskonała, ale najodpowiedniejsze podsumowanie najlepiej odzwierciedlające to, z czym spotkałyśmy się w luksusowym wnętrzu tego auta brzmi „absolutna perfekcja”! Większość powierzchni, z którym stykają się dłonie oraz ciała kierowcy i pasażerów pokrywa szlachetna skóra, prawdziwe drewno, zamsz, aluminium, a nawet ceramika, którą wykończono miedzy innymi pokrętło kontrolera iDrive oraz kilka innych.

O ile wspomniany, wybitnie intuicyjny system iDrive, czy możliwość wydawania np. celu nawigacji za pomocą komend głosowych nie jest w BMW niczym nowym, o tyle obsługa niektórych funkcji gestami lub dotykiem jest tym, czego nie znajdziemy u konkurencji. I tak wykonując gest ręką poniżej lusterka wstecznego kierowca lub pasażer może np. ściszyć sygnał audio, zmienić utwór lub zmienić widok z kamery podczas cofania.

Skoro jesteśmy przy manewrowaniu dodajmy, że tylko nowe BMW serii 7 oferuje widok symulujący widok boku auta w perspektywie 3D. W teorii ma to umożliwić idealne zaparkowanie tuż przy krawężniku, jednak w naszej opinii ten gadżet pełni bardziej rolę „bajeru”, który ze względu na wrażenie jakie robi, wart jest pochwalenia się przed znajomymi. Z kolei przy wjeżdżaniu do myjni pomocne może okazać się inne ujęcie kamery, pokazujące tor jazdy kół przedniej osi.

Z reguły tak banalnemu elementowi wyposażenia jak kluczyk nie poświęcamy wiele uwagi, jednak w przypadku BMW to nie jest „zwykły kluczyk”, transponder czy pilot! Wśród kilkudziesięciu opcji dodatkowych widnieje wszak tzw. „elektroniczny kluczyk”. Gadżet przypominający kształtem i rozmiarem telefon komórkowy to w zasadzie mały komputer. Na jego wyświetlaczu kierowca odczytać może informacje o tym, ile paliwa zostało w baku, czy światła zostały wyłączone, a wszystkie drzwi zamknięte.

Ale to co czyni go wyjątkowym, jest zdalne sterowanie autem podczas parkowania. Dodajmy – parkowania w czasie, kiedy my stoimy obok auta z „kluczykiem” w ręku i za pomocą gestów palcem po jego wyświetlaczu wyjeżdżamy lub wjeżdżamy z garażu lub ciasnego miejsca parkingowego! Tak, to brzmi jak science-fiction, ale dzieje się naprawdę i co ważne: działa. Podobnie jak telefon, „kluczyk” do BMW serii 7 wymaga ładowania. Tradycyjnie za pomocą wtyczki i gniazdka 220V lub indukcyjnie, odkładając go do specjalnie przewidzianej w tym celu skrytki na konsoli środkowej.

Dobrze, że w tym całym natłoku techno-gadżetów, najczęściej używane funkcje, takie jak regulacja nawiewu i temperatury, wciąż obsługiwać można za pomocą osobnych przycisków i pokręteł, choć już bardziej wygodnie i nowocześnie, bo dotykowo. Podobnie położenie fantastycznie wygodnych foteli zmieniać można tradycyjnie przyciskami zgrupowanymi w ich dolnej części, lub – po wejściu w podmenu ustawień pojazdu – na ekranie centralnym.

Luksus przez duże „L”
Oczywiście siedzenia są nie tylko podgrzewane i wentylowane, ale w przypadku testowego auta wyposażone w rozbudowane funkcje masażu o regulowanym stopniu tempa i natężenia. Do redakcji trafiła „siódemka” w wersji L. Najkrócej mówiąc literka „L” w nazwie oznacza dodatkowe 14 centymetrów miejsca dla pasażerów dwóch indywidualnie wyprofilowanych foteli dla pasażerów z tyłu.

Ci, którym dane tam będzie tam podróżować, z pewnością poczują się wyjątkowo. Oparcia foteli można odchylić do tyłu, głowy wtulić w cudownie miękkie poduszki na zagłówkach, nogi oprzeć o podnóżek, włączyć funkcję masażu i odetchnąć po „ciężkim dniu” w biurze specjalnie rozpylanymi, relaksującymi, świeżymi zapachami. Na wypadek, gdyby ów dzień trwał dłużej niż zwyczajowe 24 godziny, na ogromnych tabletach sprawdzić można jak nisko stoi aktualny kurs funta brytyjskiego, lub też jak wysoko poszybowały w górę akcje firmy. Naturalnie auto ma wbudowany WLAN i dzięki temu stały dostęp do internetu. Może też pełnić funkcję punktu dostępowego hot-spot umożliwiającego jednoczesne sparowanie z kilkunastoma peryferyjnymi urządzeniami zewnętrznymi. Wszystko to dostępne zarówno z panelu z tabletem (który można wyjąć i sterować nim bezpośrednio z dłoni) umieszczonego między tylnymi siedziskami, lub z ogromnych ekranów dotykowych, umieszczonych na wprost oczu pasażera, czyli na zagłówkach przednich foteli. W nocy ujawnia się w podwójnym, panoramicznym dachu niezwykłe podświetlenie, które daje wspaniałą poświatę na wnętrze… Tu naprawdę można się poczuć wyjatkowo i luksusowo…

W zasadzie jedyne, czego brakowało w testowanym egzemplarzu, to lodówka (dostępna w opcji) i butelka zmrożonego szampana (opcja niedostępna, przynajmniej przez BMW)…

Prowadź albo daj się prowadzić
W kwestii prowadzenia BMW niczego nie zostawiło przypadkowi, wyposażając auto w układ skrętnej osi. W zależności od sytuacji, tylne koła wychylają się o kilka stopni w tym samym lub przeciwnym kierunku co przednie. Z kolei torem jazdy przedniej osi zawiaduje precyzyjny układ kierowniczy z przekładnią zębatkową, której przełożenie i siła wspomagania zależy od prędkości jazdy. To wszystko sprawia, że ważąca dwie tony „siódemka” prowadzi się lekko – ma się wrażenie prowadzenia mniejszej o dwa rozmiary i znacznie lżejszej „trójki”.

Wadą tego rozwiązania jest niestety wyczuwalna „syntetyczność” czucia na sterze, przez co doświadczony kierowca, lub ten z bardziej sportowymi zakusami (choć tacy raczej za sterami siódemki nie zasiadają…) ma wrażenie, że sposób, w jaki auto „prześlizguje” się po kolejnych zakrętach jest dziełem elektroniki, niż własnych umiejętności. Poza tym progresywny układ kierowniczy nie zapewnia już takiej precyzji jak tradycyjny mechanizm hydrauliczny, z którego kiedyś słynęły auta tej marki. Cóż – znak czasów.

Na koniec
Przy całym stopniu wyrafinowania jakie prezentuje nowe BMW serii 7, nie da się oprzeć wrażeniu, że mamy do czynienia z autem, które spełnia potrzeby, których istnienie należy dopiero uświadomić klientom. Niezaprzeczalnie jest to jednak motoryzacyjny majstersztyk i wyznacznik trendów w budowaniu luksusowych limuzyn dla najbogatszych tego Świata.

Ceny:
BMW serii 7 od 400 400 złotych
BMW 730Ld xDrive od 444 100 złotych
Testowany: 691 743 złotych

Konkurenci: Mercedes Klasy S, Audi A8, Porsche Panamera, Jaguar XJ

Na TAK
– świetny system obsługi, wyważone zawieszenie, perfekcyjna jakość wykonania, niska masa własna (na poziomie aut klasy średniej), dzięki czemu podstawowy silnik diesla daje wystarczające parametry, duży zasięg i niskie – jak na te rozmiary auta – zużycie paliwa, doskonały „automat”, korzystne warunki gwarancji.     

Na NIE
– mimo skrętnej osi średnica zawracania wynosi aż 12,5 metra, przeciętna ładowność, ilość miejsca na nogi w drugim rzędzie niższa niż u konkurencji, obsługa niektórych funkcji wymaga przyzwyczajenia, sporo elementów wymagających dopłat, astronomiczne ceny niektórych dodatków.

Dane techniczne BMW 730Ld xDrive

Silnik:

Diesel, R6, 24v, z przodu

Pojemność skokowa:

2993 cm3

Moc:

265 KM przy 4000 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

620 Nm przy 2000-2500 obr./min

Skrzynia biegów:

Automatyczna, 8 biegów

Prędkość maksymalna:

250 km/h (ograniczona elektronicznie)

Przyspieszenie 0-100 km/h

5,9 s

Długość/szerokość/wysokość:

5238/1902/1479 mm

Najnowsze

Jak wpaść w poślizg na prostej drodze?

Jazda zimą potrafi być prawdziwym wyzwaniem. Szczególnie, gdy warunki na drodze zmieniają się diametralnie na przestrzeni kilkuset metrów. Niech ten film będzie ostrzeżeniem.

W sieci pojawił się film, na którym widzimy próbę wyprzedzania Toyoty Yaris. Podczas tego manewru suchy asfalt nagle zamienia się w lodowisko, przez co pojazd zaczyna gwałtownie tracić przyczepność. 

W takiej sytuacji najlepiej zachować spokój i delikatnie odpuścić pedał gazu, starając się utrzymać tor jazdy. Każdy nerwowy ruch może się zakończyć „tańcem” samochodu na lodzie, a następnie wizytą przydrożnym rowie.

Na szczęście z przeciwnej strony nie nadjeżdżał żaden inny pojazd, ale samochód, który wypadł poza to drogę przewrócił się na bok.

https://www.youtube.com/watch?v=zng1NnE75Vo

Najnowsze