\r\nLegendarny Aston został udostępniony zwiedzającym podczas Ault Park Concours d’Elegance, który odbył się w Cincinnati. I tu właśnie zaczyna się problem. Właściciel był na imprezie nieobecny i nie wiemy, jaką swobodę podziwiania samochodu uznałby za dopuszczalną. Nie było najmniejszych restrykcji, żadnych sznurów ani zabezpieczeń, z czego najradośniej korzystały dzieci, bez specjalnej interwencji ze strony rodziców.

\r\n\r\n\r\n\r\n\r\n\r\n\r\n\r\n\r\n\r\n
\r\n
fot. materiały prasowe
\r\n
\r\n

Dzieci, co oczywiste, poznają świat przez eksplorację i zabawę i to wspaniałe, że miały okazję dotknąć z bliska słynnego, historycznego wręcz pojazdu. Czy jednak ślady dziecięcych bucików na tapicerce to nie jest już lekka przesada i przekroczenie granic, której powinni pilnować rodzice? Zabawa zabawą, ale tu w grę wchodzi również poszanowanie cudzej własności.

","mainEntityOfPage":{"@type":"WebPage","@id":"https://www.motocaina.pl"},"author":{"@type":"Person","name":"motocaina.pl"}}

Dziecięca zabawa w Astonie Martinie

01 lipca 2013
Gdzie leży granica między dziecięcym poznawaniem świata a poszanowaniem dla, jakby nie patrzeć, motoryzacyjnego dzieła sztuki?

Aston Martin DB5 z 1964 roku, autentyczny samochód Jamesa Bonda, który wystąpił w „Goldfinger” i „Operacji Piorun”, jest obecnie własnością kolekcjonera Harry’ego Yeaggy, który nabył pojazd na londyńskiej aukcji trzy lata temu za sumę 4,2 miliona dolarów.

fot. materiały prasowe

Legendarny Aston został udostępniony zwiedzającym podczas Ault Park Concours d’Elegance, który odbył się w Cincinnati. I tu właśnie zaczyna się problem. Właściciel był na imprezie nieobecny i nie wiemy, jaką swobodę podziwiania samochodu uznałby za dopuszczalną. Nie było najmniejszych restrykcji, żadnych sznurów ani zabezpieczeń, z czego najradośniej korzystały dzieci, bez specjalnej interwencji ze strony rodziców.

fot. materiały prasowe

Dzieci, co oczywiste, poznają świat przez eksplorację i zabawę i to wspaniałe, że miały okazję dotknąć z bliska słynnego, historycznego wręcz pojazdu. Czy jednak ślady dziecięcych bucików na tapicerce to nie jest już lekka przesada i przekroczenie granic, której powinni pilnować rodzice? Zabawa zabawą, ale tu w grę wchodzi również poszanowanie cudzej własności.

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!