Dyskretny urok burżuazji – test Mercedesa E350 CGI Cabriolet

Kabriolet to głód wolności, pragnienie doznawania otaczającego świata, czucia jego zapachów, dźwięków i przestrzeni zuchwale wdzierającej się do wnętrza samochodu. Jeśli ma masce tkwi dumnie gwiazda, oznacza to zwykle jedno - blichtr i szacunek. Czy stateczny bezdachowiec Mercedesa może być jednocześnie obiektem żądzy?

Jesienne popołudnie, na zewnątrz chłodna temperatura, szaro, buro i melancholijnie. W duchu snuję wyobrażenia o żywiołowej przejażdżce bez dachu, w połyskującym słońcu, na spektakularnych serpentynach np. hiszpańskiej wyspy. Przez myśl klatka po klatce przewijają się obrazy rodem z filmów drogi: Thelma i Louis gnające przez pół Ameryki na zatracenie, Sailor Ripley z „Dzikości serca” przemierzający z Lulą Stany w poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi… Tylko gdzie w tych opowieściach miejsce na burżujskiego merola, który przyszło mi testować?

fot. Katarzyna Frendl
fot. Mercedes

Faktem jest, że dla większości wybór kabrioletu to jak spełnienie motoryzacyjnego marzenia; dla innych z kolei, to po prostu uzupełnienie rodzinnej floty składającej się już z nudnej limuzyny, czy pakownego, rodzinnego samochodu, o to bardziej „ekscytujące” auto. Ale czy aby Mercedes E-klasa właśnie takim jest? Nawet najnowsza odmiana kabrio bardziej niż z przebojowym zawadiaką kojarzy się raczej z dystyngowanym gentlemanem, z wytwornym szykiem i luksusem. Innymi słowy, daleko mu do wybryków przykładowej Britney Spears czy Paris Hilton, a bliżej do stonowania Sofii Loren lub Claudii Cardinale. Czy zatem tylko dojrzali kierowcy docenią jego zachowawczą stylizację i czy potrafi wzbudzić coś więcej niż estymę i cześć?

Wśród rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo Klasy E znajduje się system kontroli zmęczenia kierowcy „attention assist”, system ochrony pasażerów pre-safe, inteligentny system oświetleniowy ILS, system Active Bonnet minimalizujący obrażenia pieszego w przypadku kolizji z samochodem, oraz układ kontroli odległości od pojazdu poprzedzającego „distronic plus”.

Na początek mierzę samochód badawczo spojrzeniem, zastanawiając się w duchu, czy to auto w gruncie rzeczy mi się podoba. Dawno nie widziałam tak konserwatywnych linii – jakby nie patrzeć – nowego dzieła Mercedesa. Jednak powierzchowność tego kabrioletu potrafi się obronić tak po prostu, bez zbędnej ekstrawagancji i ociekania designerskimi ozdobami. Zdawkowe przetłoczenia na masce i subtelne z boku nadwozia są tylko uwieńczeniem klasycznej sylwetki samochodu, która wznosi się ku zadziornemu tyłowi – tam samochód wieńczą dwie, połyskujące owalne nakładki na końcówkę wydechu, występujące przy okazji napędu benzynowym 6-cylindrowcem. Z przodu dominuje nowo zinterpretowane „czterookie oblicze” z reflektorami projekcyjnymi. Rację miał w tym względzie Antoine de Saint-Exupery – doskonałość osiąga się nie wtedy, kiedy nie można już nic dodać, ale kiedy nie można już nic ująć.

Zwiedzanie w Mercedesie E-cabrio pozwala w pełni chłonąć atmosferę miasta.
fot. Katarzyna Frendl
Na pierwszy rzut oka mrowie przycisków nieco przytłacza; po chwili ich obsługa  jest igraszką.
fot. Katarzyna Frendl

Powiew luksusu
Zaglądam do wnętrza. Otwieram ogromne drzwi czteromiejscowego pojazdu, by zza połyskującego progu dopadła mnie woń elitarności. To aromat skórzanych foteli i zapach prawdziwego drewna – do wyboru jesionu, orzecha, lub pini. Ucieszone oczy oślepia pięknie szczotkowane aluminium. Po zajęciu miejsca w środku, czuję się jak w luksusowej motorówce. Siedzenia z przodu – ogrzewane i wentylowane – poza zwykła elektryką, mają specjalny panel sterowania masażerem lędźwi i pleców. Obleczony miękką skórą wieniec kierownicy jest w dłoniach zarazem przyjemnie mięsisty, jak i delikatny w dotyku. W pierwszej chwili konfunduje nieco konsola centralna, na której zastaję mrowie przycisków i przełączników, jednak wszystko jest na tyle intuicyjne, że ich obsługa rychło staje się igraszką.

W Polsce można wybierać spośród trzech silników diesla o mocy 170, 204 lub 231 KM i trzech jednostek benzynowych (204, 292 lub 388 KM). Flagowym okrętem jest wersja E500 z motorem o mocy 388 KM.

 

Masażer pleców i lędźwi – boski!
fot. Katarzyna Frendl

Uruchamiam silnik, pasy wyjeżdżają uprzejmie z podajników, wrzucam drive i płynę. Auto przy wolnej jeździe wręcz zniechęca do wciskania gazu; jest czarująco ekskluzywnie i ujmująco przyjemnie. Zgodnie z mottem modelu – „cztery pory roku – cztery osoby” – założono możliwość całorocznego użytkowania tego auta, przy zachowaniu komfortu dla wszystkich podróżnych. Spojrzenie do tyłu i wszystko jasne: mimo pierwszorzędnie wyprofilowanych foteli, wygodnie będą w nich podróżować jedynie pacholęcia. Dostrzegam za to między tylnymi siedzeniami rasowy głośnik sygnowany marką harman/kardon; gdy wiedziona ciekawością wsłuchuję się w audio, zniewala mnie głębia płynących z niego dźwięków. Taki odsłuch jest zapewne idealny dla przeciwników dudniących basów, lecz raczej nie ukoi też ambicji melomana. – Być może inżynierowie wyszli z założenia, że uznana marka sprzętu wystarczy, bo przecież i tak w kabrio niewiele słychać – myślę w duchu. O jakże się mylę! Miękkie poszycie wielowarstwowego dachu (barwę tkaniny można dobrać do lakieru nadwozia: w kolorze czarnym, granatowym lub ciemnobeżowym) ma wysoki współczynnik tłumienia odgłosów z zewnątrz – model ten posiada jedno z najcichszych wnętrz wśród kabrioletów tej klasy! Producent dodatkowo szczyci się, że dach chroni podróżnych przed skutkami ewentualnego wypadku nie gorzej niż auta z hardtopem. Przy zamkniętej kabinie i ściszonym radiu wewnątrz panuje rozkoszna cisza, ale zaraz: przecież nie po to kupuje się kabriolet! Jadąc nawet 40 km/h mogę błyskawicznie otworzyć elektrycznie dach (w 20 sekund; z zewnątrz możliwość sterowania dachem z kluczyka) i chłonąć całą sobą wszystkie dźwięki, zapachy i ciepło słońca. Poza tym zaletą miękkiego dachu są jego niewielkie gabaryty – gdy jest złożony, pojemność bagażnika zmniejsza się praktycznie niezauważalnie, z 390 do 300 litrów.

Tymczasem śmigam po nęcących rozgrzanym asfaltem drogach urokliwej Majorki by stwierdzić z zadowoleniem, że podczas pokonywania ich z otwartym dachem przy autostradowej prędkości doskonale słychać zarówno rozmówcę, jak i wiadomości w radiu. Rozochocona postanawiam sprawdzić pogodową uniwersalność kabrioletu. Jednym z rozwiązań umożliwiających jazdę z otwartym dachem bez względu na temperaturę na zewnątrz, bez ryzyka wizyty u laryngologa oraz nieprzyjemnych zawirowań powietrza, jest zastosowany tu air cap. To deflektor zlokalizowany nad przednią szybą, który umiejętnie odchyla strumień wiatru, zachowując jednocześnie strefę ciepłej aury wewnątrz samochodu. System składa się właśnie ze sterowanego elektrycznie przedniego modułu lameli przeciwwiatrowych oraz owiewki umieszczonej pomiędzy tylnymi zagłówkami – całość można łatwo uaktywnić przyciskiem znajdującym się obok kontrolera komputera pokładowego, nawet jadąc do 160 km/h. Dzięki temu tradycyjny windshot nie zajmuje już miejsca za pierwszym rzędem foteli, a boczne kontury kabrioletu pozostają gładkie. Do wyposażenia standardowego samochodu dorzucono także ulepszoną wersję systemu grzewczego airscarf, który wbudowany w oparcia foteli daje nawiew powietrza poprzez regulowane trzystopniowo wywietrzniki umieszczone w zagłówkach. W chłodne dni przyjemne ciepło opływa szyję i ramiona podróżujących, jak niewidzialny szal.

 

 

Dach składa się bezszelestnie i szybko.
fot. Katarzyna Frendl
Ciepło z tych szczelin owiewa kark i szyję.
fot. Katarzyna Frendl

 

 

Opcjonalny pakiet sportowy AMG z zestawem spojlerów, 18-calowymi obręczami, sportowym zawieszeniem i układem kierowniczym, sugestywnie akcentuje rasowy charakter kabrioletu.

Mimo jesiennej temperatury panującej na zewnątrz jazda E-klasą z otwartym dachem jest wprost kapitalna. Ten model Mercedesa należy ewidentnie do aut, które uspokajają; podczas jazdy można się tu poczuć jak w rejsie ekskluzywnym jachtem. Zupełnie nie w głowie wówczas skoki adrenaliny, lecz powolne kontemplowanie krajobrazu i otaczających doznań. Mimo że pod maską tkwi dzielne, 3,5- litrowe V6, jednostka oddaje swą moc blisko 300 KM równie statecznie, jak się porusza samochód. Silnik ani nie kipi agresją, ani drapieżnie bulgocze, a mimo to wiadomo, że do dyspozycji jest pikanteria, która działa jak odrobina tabasco w wykwintnym daniu. Przytulone do ziemi nadwozie i uniwersalnie zestrojone zawieszenie sprawia, że dla chętnych Mercedes staje się Terminatorem, choć do obsługi swej broni wkłada rękawiczki z krokodylej skóry. Biegi przełącza standardowo automatyczna skrzynia biegów 7G-tronic – która tworzy idealną konfigurację z silnikiem, ale też zmniejsza zużycie paliwa (poniżej 10 l./100 km). Potrafi pominąć poszczególne przełożenia, co umożliwia szybsze przełączanie biegów. Można ją wygodnie obsługiwać za pomocą manetek umieszczonych pod kołem kierownicy. Mimo przyspieszenia rzędu 6,8 sekund do setki (dane producenta), nie czuje się, że E-cabrio jest szybsze od przeciągu, że w uniesieniu daje z siebie wszystko. Trudno tu mówić o ekscytacji, za to nadal pozostaje  nobliwy powab i gracja, z jakim porusza się nawet po szybko pokonywanych zakrętach. Nie czuć tu zacięcia do sportu, a przeciwnie – głód przesyconej stoickim spokojem atmosfery. Cóż, szlachectwo zobowiązuje.

Szarmancki styl
Kabriolet jest już czwartą (po limuzynie, kombi i coupe) odmianą nadwoziową w rodzinie nowej E-klasy i zastępuje powoli w ofercie Mercedesa CLK cabrio. Choć auto nie ma szczególnie wysublimowanej urody, niemieckiej funkcjonalności, czy ambitnego charakteru prowadzenia, to jednak całokształt powoduje, że człowiek zapada się w marzeniach o pędzącej w nieznane bryce, w której wiatr rozwiewa włosy, słońce rozświetla skórę, a zapachy i brzmienie świata otaczają ze wszystkich stron. Tę odmianę Mercedesa docenią wszyscy Ci, którzy wyrośli z samochodowego lansu, chcą przejechać przez życie ciesząc się pozytywnymi emocjami, prestiżem i dyskretnym czarem wyższych sfer. Dla nich lato, wakacje, czy przyjemności trwają znacznie dłużej. Klasa E Cabriolet z powodzeniem posłuży im przez wszystkie pory roku niezależnie, czy właśnie wjeżdża do narciarskiego kurortu u stóp alpejskiego lodowca, czy na riwierę Saint Tropez. Ten samochód to synonim powodzenia, sukcesu i szczęścia, który można mieć już za 184 tysięcy złotych.

Dane:
Mercedes-Benz E350 CGI Blue Efficiency Cabriolet
Moment 365 Nm w zakresie 3500-5100 obr./min
Moc 292 KM przy 6400 obr./min
0-100 km/h 6,8 s
V maks. 250 km/h
Śr. Spalanie 8,8-9,0 l/100 km
Cena od 262 500 zł

Artykuł ukazał się w magazynie Logo.

Najnowsze

Podsumowanie VIII rundy Pucharu Kobiet Motocaina.pl

W niedzielny poranek 17 października, na torze Niskie Łąki we Wrocławiu pojawiło się ponad 50 zawodników, gotowych do rywalizacji. Wśród nich nie zabrakło kobiet, które walczą w oddzielnej klasie o Puchar Kobiet Motocaina.pl. Pogoda dopisała, a nowa konfiguracja toru okazała się bardzo szybka.

Magda Becella
fot. Andrzej Browarny

Na VIII eliminacji Pucharu Kobiet Motocaina zameldowały się dwie stałe bywalczynie toru: Magdalena Becella i Aleksandra Czuryło-Wośko. Niestety obydwie zawodniczki nie wspominają tej rundy dobrze, ale mimo wszystko, każda z nich powiększyła swoje konto punktowe w klasyfikacji rocznej pucharu.

Magdalena Becella pokonała swoją rywalkę, a w klasie pojemnościowej zameldowała się na 6 miejscu, na 11 startujących zawodników. Jej start nie należał do tych udanych:
– Była nowa konfiguracja toru i świetna pogoda, ale był to mój najgorszy start! W dobrym wyniku tym razem przeszkodziły mi błędy…  Na pierwszym przejeździe wykręciłam całkiem dobry czas, lecz niestety potrąciłam dwie opony, a w drugiej pętli obróciło mnie i do tego doszły jeszcze kary czasowe – katastrofa. Czekam na kolejna rundę i szansę na poprawę – mówi Magda.  

Ola Czuryło – Wośko
fot. Andrzej Browarny

Aleksandra Czuryło-Wośko zajęła 9 miejsce w klasie 2, na 12 startujących zawodników i drugie w klasie kobiet. Ola nie jest zadowolona ze swojego wyniku:
– Nie byłam w dobrej dyspozycji fizycznej podczas zawodów z powodu nieprzespanej nocy. Wszystko z mojej strony wypadło źle, bo czułam się nie wyspana i bezsilna. Moje dwa przejazdy czasowo były bardzo podobne, choć mam wrażenie, że każde kółko w obu przejazdach było totalnie inaczej przejechane. Poskutkowało to bardzo odległą lokatą w klasie z której niestety nie jestem zadowolona – mówi Ola.

Zawodniczka zbiera siły na kolejną eliminację:
– Ostatnio w naszej klasie znowu zrobiło się tłoczniej więc i walka była ciekawsza, a mi tym razem kompletnie nie poszło. Cóż trzeba zapomnieć, przygotować się do kolejnej eliminacji i postarać się, by było lepiej! – podsumowuje zawodniczka.

Do końca sezonu pozostały 3 eliminacje Pucharu Kobiet Motocaina.pl, a liderką klasyfikacji pozostaje Magdalena Becella z 54 punktami na koncie. Za nią plasuje się, pauzująca Magda Jurek, która na koncie ma 42 punkty i mająca szansę na awans Aleksandra Czuryło – Wośko (30 punktów).

Kolejna okazja do zdobycia punktów i doświadczeń na torze nadarzy się 7 listopada. Już teraz serdecznie zapraszamy na zawody i treningi.

 Więcej informacji www.niskielaki.com.pl.

 

Najnowsze

VIII eliminacja Pucharu Kobiet Motocaina.pl we Wrocławiu

Zapraszamy serdecznie na VIII eliminację Pucharu Kobiet Motocaina.pl, która odbędzie się 17 października we Wrocławiu, na torze przy ul. Na Niskich Łąkach 4. Puchar przeznaczony jest dla kobiet, lubiących rywalizację, które posiadają prawo jazdy, sprawny technicznie samochód, ubezpieczenie OC i NNW oraz dużo chęci do wspólnej zabawy w duchu uczciwej rywalizacji.

Zgłoszenia chęci uczestnictwa w zawodach przyjmowane są elektronicznie, albo w dniu imprezy w Biurze Zawodów od godziny 8.00 do 9.30. Każda z zawodniczek ma do pokonania dwa przejazdy, po 4 okrążenia toru, a o wyniku końcowym decyduje suma czasów obu przejazdów. Wszystkie panie mają prawo do przejazdu zapoznawczego, bezpośrednio przed rozpoczęciem zawodów.

Magdalena Becella na torze we Wrocławiu.
fot. Andrzej Browarny

Zarówno zawodnicy jak i kibice mogą śledzić wyniki sprintu na żywo w internecie przez stronę online.niskielaki.com.pl lub na monitorze w Biurze Zawodów.

Panie rywalizują zarówno w poszczególnych klasach sprintu Niskie Łąki Cup, jak również w Pucharze Kobiet. Tego typu zawody to doskonałe miejsce na sprawdzenie swoich umiejętności jak i ich doskonalenie. Niezdecydowane kobiety zapraszamy na piątkowe treningi, gdzie chętnie podpowiemy w jaki sposób doskonalić technikę prowadzenia pojazdu, a także jaki tor jazdy będzie optymalny, aby jak najszybciej pokonać próbę.

Z organizatorką zawodów – Pauliną, można kontaktować się  mailowo – paulina@niskielaki.com.pl lub telefonicznie – tel. 606-852-746, chętnie odpowie na wszystkie pytania dotyczące zawodów i treningów.

Zapraszamy na tor!

Oficjalna strona zawodów to www.niskielaki.com.pl.

Najnowsze

Joanna Modrzewska w RMF Morocco Challange

Jedyna motocyklistka w RMF Morocco Challange, zawodach zwanych polskim Dakarem - właśnie wylatuje do Afryki. Już niebawem będzie można śledzić jej pozycję na trudnych pustynnych trasach rajdu. Zawodniczce patronuje Motocaina.pl

Joanna Modrzewska
fot. Marek Arcimowicz / arcimowicz.com

Joanna od dziecka była czynnie związana z różnymi dyscyplinami sportu. Uprawiała zawodniczo jazdę konną oraz narciarstwo alpejskie. Wielokrotnie brała udział w zawodach FIS Carving Cup w kraju i zagranicą. Reprezentowała Polskę na wielu zagranicznych imprezach (World Challenge, European Challenge). W sezonie 2003 / 2004 była klasyfikowana na 6 pozycji listy rankingowej FISCC. 

Od ośmiu lat jeździ motocyklem enduro. Ma na swoim koncie wyprawy w Alpy, do Rumunii, na Bałkany oraz w 2010 roku do Maroka. Łącznie po bezdrożach Europy i Afryki przejechała ponad 15 000 kilometrów. Ma wystarczająco dużo umięjętności i doświadczenia, aby spróbować swych sił w rajdach długodystansowych.

– Jeżdżąc z zawodów na zawody poznałam świat i ludzi – mówi Joanna przed rajdem. – Nauczyłam się wielu cennych rzeczy. Osiem lat temu dopadł mnie inny, kolejny wirus – motocykle. Naukę rozpoczęłam na małej dwusuwowej Yamaszce TDR 125 o lekko terenowych ambicjach. Piaski Mazowsza stały się dla mnie placem,a w zasadzie piaskownicą zabaw i poligonem do nauki. W międzyczasie przejechałam różnymi motocyklami kilkadziesiąt tysięcy kilometrów. Poznałam alpejskie przełęcze i rumuńskie bezdroża. Zwiedziłam Bałkany niekoniecznie po najczęściej przez turystów uczęszczanych szlakach. W tym roku byłam wraz z grupą przyjaciół na wyprawie w Maroku. Pustynny klimat, drogi i widoki bardzo podziałały na moją wyobraźnię. Przejechane 3000 kilometrów (z czego 2200 kilometrów poza utwardzonymi drogami) dodały pewności siebie. Jechałam Yamahą WR 250 R i był to dobry wybór. Dzielna i niezbyt ciężka maszyna. Po powrocie zintensyfikowałam treningi (przed wyjazdem też całkiem ambitnie trenowałam) na moim dwusuwowym „wścieklaku” KTM EXC 200 pod okiem znanego w warszawskim środowisku trenera.

 

Głębokie wydmy nie są jej straszne.
fot. Marek Arcimowicz / arcimowicz.com
Wyprawa do Maroka.
fot. Marek Arcimowicz / arcimowicz.com

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Joanna postanowiła teraz wystartować w pierwszym w jej życiu rajdzie długodystansowym.
– Uważam, że jestem w wieku, o którym wszyscy mówią, że jest do takich wyzwań najlepszy. Mam też podstawy techniki i tę odrobinę doświadczenia, aby temu wyzwaniu podołać. Mam też (tak mi się wydaje) wystarczająco dużo pokory, aby – przynajmniej na początku – nie szarżować, przyjmować z wdzięcznością rady starszych i mądrzejszych i uczyć się wielu nowych rzeczy. Muszę umieć nawigować, serwisować moje moto i zadbać o siebie w gronie prawie samych mężczyzn.   

Start Honorowy RMF-FM Morocco Challange odbył się 8 października w Krakowie u stóp Kopca Kościuszki w siedzibie RMF-FM.
fot. Tomek Kurdziel / ntn.pl

Motocyklistka już za kilka dni weźmie udział w RMF-FM Morocco Challange zwanym też polskim Dakarem. Rajd organizowany przez Alberta Gryszczuka (wraz z małżonką) nestora polskiej sceny offroadowej. 

– Jadę na rajd moją białą „Śnieżynką”, czyli Yamahą WR 250 R. Wiem, są do tego celu mocniejsze i lepsze motocykle, ale wybór był prosty: przygotować „Śnieżynkę” i pojechać zebrać doświadczenia, albo czekać aż los uśmiechnie się do mnie i z nieba spadnie wymarzona WR 450 F. Wolę nie czekać…

Zawodniczka będzie tam jedyną jedyną kobietą z kierowców motocykli i quadów. Wśród załóg startujących samochodami jest kilka pań, w tym znana aktorka Anna Dereszowska, o której pisałyśmy tutaj.

– Jadę na rajd, bo do swojego teamu przygarnęli mnie fajni faceci z Funriders Team, zapewniając wsparcie techniczne, logistyczne i moralne, a i mój przyjaciel Zelo obiecał się mną opiekować. Jadę na rajd, bo chcę i – póki co – się nie boję… 

Joasia prywatnie prowadzi studio graficzne mojoSTUDIO. Ukończyła wydział grafiki komputerowej Europejskiej Akademii Sztuki w Warszawie.

O jej dokonaniach będziemy informować na bieżąco.

Pozycję Asi podczas rajdu mozna śledzić na stronie http://www.moroccorally.pl/ . 
Zapis wrażeń zawodniczki niebawem będzie można przeczytać na blogu www.modrzewska.asia

RMF MOROCCO CHALLENGE to pierwszy polski przygodowo-sportowy rajd pojazdów terenowych w Afryce. Ma on charakter szybkościowy i przeznaczony jest zarówno dla amatorów jak i zawodowych kierowców rajdowych. Po raz pierwszy odbył się w dniach 16-24 października 2009 roku i odniósł ogromny sukces. W tym roku termin rajdu to 15-24 października 2010. W rajdzie biorą udział 32 samochody terenowe w dwóch klasach sportowej i turystycznej oraz 21 quadów. Jedzie także 8 motocyklistów, w tym Joanna Modrzewska.

Najnowsze

Pilotki podsumowują Rajd Dolnośląski

Na rajdowych trasach nie zabrakło płci pięknej - panie wystąpiły tym razem wyłącznie w roli pilotek i po powrocie z Kotliny Kłodzkiej podzieliły się z Motocainą wrażeniami. Najwięcej powodów do radości ma Agnieszka Hankiewicz, która u boku swojego męża wygrała dwie pucharowe rundy Rajdu Dolnośląskiego.

Zakończony w ubiegły weekend Rajd Dolnośląski zamknął rywalizację w mistrzostwach Polski, natomiast dla zawodników Rajdowego Pucharu Polski stał się okazją podkręcenia temperatury rywalizacji o końcowe tytuły w kolejnych, dwóch eliminacjach.

Wypowiedzi pilotek przed rajdem przeczytasz tutaj.
Ewa Rybko cieszy się w występu w Dolnośląskim.
fot. mat. prasowe

Pilotki w RSMP
W Citroenie C2-R2 Max do zawodów przystąpiła para Tomasz Żerebecki i Ewa Rybko. Reprezentanci Automobilklubu Ziemi Kłodzkiej, mimo kłopotów natury technicznej dotarli do mety rajdu, zajmując siódme miejsce w Pucharze Citroëna oraz dziewiąte w grupie R. Pierwszego dnia rajdu załoga korzystała z systemu SupeRally. Ewa cieszy się mimo wszystko z osiągnięcia mety:
– Rajd miał być bardzo fajny, bo byliśmy przecież u siebie. Ale w rajdach współgrać musi kilka czynników; ja i Tomasz daliśmy z siebie wszystko, samochód niestety nie domagał. Jesteśmy na mecie, więc chociaż część naszego planu została zrealizowana. Drugiego dnia jechaliśmy wyłącznie dla kibiców, których przy oesach było mnóstwo i wspaniale nas dopingowali. Pod górę auto nie chciało jechać, ale chociaż na spadaniach mogliśmy dawać kibicom radość – wspomina zawodniczka.

 – Już podczas odcinka testowego zauważyłem, że coś niedobrego dzieje się z autem i na podjazdach brakuje na mocy. Pierwszy dzień zakończyliśmy zupełnie bez ładowania, na domiar złego okazało się, że przyczyną braków mocy była znikoma kompresja w silniku. Teraz czeka nas budowa nowego silnika, więc w tym sezonie nie wystartujemy już w żadnym rajdzie – mówi kierowca.

Agnieszka Nowikow z mężem.
fot. mat. prasowe

W klasie historycznej mogliśmy podziwiać Opla Calibra z Arkadiuszem i Agnieszką Nowikow na pokładzie. Załoga ostro walczyła a tytuł mistrzowski, niestety… nie udało się:
– Bardzo fajny rajd – szybkie, kręte oesy w pięknej jesiennej scenerii. Nie mieliśmy poważniejszych awarii i mogliśmy rozkoszować się prędkością.  Na prologu objęliśmy prowadzenie w klasie HR12, a następnego dnia udało nam się wygrać OS Spalona. Na spadaniu jechaliśmy bardzo szybko, nawet dość brawurowo, bo na każdym zakręcie koła niebezpiecznie piszczały. Walczyliśmy o zwycięstwo! Wygrywając Rajd Dolnośląski, mielibyśmy tytuł Mistrza Polski. Niestety, przegub nie wytrzymał takiej jazdy. Drugiego dnia musieliśmy skorzystać z systemu SupeRally i ostatecznie zajęliśmy drugie miejsce w swojej klasie i drugie miejsce w rocznej klasyfikacji – mówi Agnieszka.

W Imprezie N14 klasy Open wystartowała Aneta Marcol, pilotująca Krzysztofa Rosę. Rajd Dolnośląski był dla tej załogi dość pechowy, bo dwukrotnie musiała korzystać z systemu SupeRally:
– Już podczas pierwszej pętli rajdu zepsuła się w aucie stacyjka, mechanicy uporali się z tym problemem w godzinkę, ale musieliśmy skorzystać z SupeRally. W drugi dzień rajdu wyjechaliśmy z Parc Ferme z nadzieją, że pech nas opuścił. No i znów, jak fatum, po pierwszej pętli posłuszeństwa odmówiła skrzynia biegów. Ponownie wzięliśmy SupeRally – wspomina Aneta.

Na szczęście są też jakieś plusy:
– Ogólne wrażenie z jazd tym samochodem jest dla mnie bezcenne! Mimo, że pozostał niedosyt – bo mało przejechaliśmy kilometrów, to na osłodę został nam puchar za II miejsce w grupie Open, gdyż zostaliśmy sklasyfikowani na koniec rajdu, dzięki systemowi Superraly – podsumowuje zawodniczka.

W Rajdzie Dolnośląskim gościnnie wystąpiła pilotka z Austrii – Daniela Ertl, wspierająca Rajdowego Mistrza Świata PWRC z 2008 roku – Andreasa Aigner. Załoga jadąca Mitsubishi Lancerem Evo X ze stajni Dytko Sport zajęła 2 miejsce w klasie N4 i 17 w klasyfikacji generalnej, a podczas pierwszego dnia rajdu korzystała z systemu SupeRally:
– Niestety, od samego początku pierwszego dnia rajdu pojawiły się w naszym samochodzie problemy z przegrzewającym się silnikiem, aż w końcu musieliśmy przerwać jazdę po 7-mym odcinku specjalnym. Na szczęście uszkodzona została tylko uszczelka pod głowicą i dzięki doskonałej pracy mechaników, którzy po całonocnej naprawie doprowadzili silnik do pełnej sprawności, drugiego dnia ruszyliśmy ostro do boju – wspomina Andreas.

Załodze tak bardzo przypadły do gustu polskie odcinki i kibice, że rozważają pełen sezon startów w naszym kraju:
– Jestem dość zadowolony z naszego pierwszego występu w Polsce i mam nadzieję, że będę mógł się jeszcze tutaj pościgać. Są jakieś pomysły na pełny sezon startów Lancerem Evo X w przyszłym roku, ale wszystko zależy od sponsorów i budżetu jaki uda nam się zgromadzić – podsumowuje kierowca.

Agnieszka Hankiewicz na mecie rajdu.
fot. mat. prasowe

Pilotki w RPP
Paweł i Agnieszka Hankiewicz po ostrej walce, wygrali obie rundy RPP, stając się jednymi z głównych faworytów do zdobycia Rajdowego Pucharu Polski! Po zmiennym sezonie, przyszło im zbierać podwójne laury:
Rajd Dolnośląski był dla naszej załogi wyjątkowo udany – dwie eliminacje i dwie wygrane! Odcinki w okolicach Kłodzka należą do najbardziej znanych w Polsce. W sobotę pokonywaliśmy kultową Spaloną oraz Międzylesie – te dwa bardzo wymagające i niebezpieczne Oes-y, należą jednak do naszych ulubionych, co z pewnością nam bardzo pomogło. Sobota to także dzień wyjątkowo zaciętej rywalizacji z Przemkiem Janikiem, a ostateczne rozstrzygnięcie przyniósł ostatni odcinek rajdu – wspomina Agnieszka.

Na drugi dzień plan był spokojniejszy:
– Niedzielne odcinki bardzo się różniły od tych z pierwszego dnia, wydawały się być nieco prostsze, bezpieczniejsze. Od samego początku postanowiliśmy, że będziemy jechać swoim tempem nie próbując jechać na 120%, aby ustrzec się błędów. Jak się okazało po trzecim odcinku, taktyka ta się sprawdziła.  Z pewnością długo będziemy wspominali Rajd Dolnośląski 2010 i radość jaką dały nam dwa zwycięstwa! – podsumowuje zawodniczka.

W BMW 318 IS  wystartowała Martyna Zarębska, pilotująca Marcina Opałka. Pierwszą rundę załoga zakończyła na 22 miejscu w klasyfikacji generalnej i 2 w swojej klasie, a drugiego dnia awansowała na 15 lokatę! Problemem były kłopoty techniczne:
 – Jestem bardzo zadowolona z tego rajdu. Mimo przygód technicznych pierwszego dnia, udało się nam zameldować na dwóch metach. Czasy uzyskiwane na odcinkach pokazały, że i na nawierzchni asfaltowej umiemy szybko podróżować i notować czasy w pierwszej 15 generalki. Biorąc pod uwagę, że nasza Beemka jest seryjnym autem, a rajd jechaliśmy na seryjnych klockach to śmiem twierdzić, że dawaliśmy radę – żartuje po rajdzie Martyna.

Agnieszka Moskal razem z Teodorem Stolarkiem w Suzuki Swifcie plasowała się na 24 miejscu w klasyfikacji generalnej pierwszego dnia rajdu. Niestety podczas drugiego dnia załoga musiała wycofać się z rywalizacji na czwartym odcinku specjalnym.

Katarzyna Kiewrel doświadczyła pierwszego w historii załogi wypadku.
fot. Jacek Mazur

Podczas pierwszego dnia rajdu na 7 odcinku specjalnym z rywalizacji także musieli się wycofać Ryszard i Katarzyna Kiewrel, przyczyną był wypadek – pierwszy w historii startów tej załogi:
Szkoda, że nie udało się ukończyć 20 Rajdu Dolnośląskiego, ale z drugiej strony to dobrze, że przelatując na grubość lakieru między drzewami, udało się wylądować w terenie, bez drzew. Do momentu wypadku szło nam całkiem dobrze i jechaliśmy na bezpiecznym trzecim miejscu w klasie N2, stąd tym bardziej żal! Nasze tempo drugiego przejazdu Spalonej i Międzylesia, też było całkiem przyzwoite, a na półmetku Kolonii Gaj jechaliśmy o 5 sekund szybciej niż na pierwszym przejeździe. Teraz nie pozostaje nam nic innego, niż przygotować się do Rajdu Zamkowego. Koledzy z Ingram Garaż ocenili uszkodzenia auta, jako „szkodę parkingową”, stąd liczymy, że już w tym tygodniu auto będzie w pełni sprawne – mówi z nadzieją Ewa. 

Paulina Złotnicka z mężem jadą po 1 miejsce od tyłu…
fot. Marcin Jasicki

Paulina Złotnicka z mężem Wojciechem w pierwszy dzień rajdu zajęli zaszczytne pierwsze miejsce „od tyłu” klasyfikacji:
– Pierwszego dnia strasznie grzał się nam motor, efekty tego widać po wynikach, szczególnie drugiej pętli, którą przejechaliśmy tempem żółwim! Okazało się jednak, że to tylko wskaźnik temperatury zastrajkował, więc szczęśliwie w niedzielę mogliśmy już dodać trochę gazu – wspomina Paulina. 

Drugiego dnia poszło załodze już lepiej, zameldowali się na 23 miejscu w klasyfikacji generalnej i 3 w klasie N2:
– Mi i Wojtkowi Rajd Dolnośląski bardzo się podobał! Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że to najlepiej przygotowany rajd w tym sezonie. Nikt nie faworyzował naszego auta (szczególnie nie do końca sprawnych półosi), ale jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników i tego, że po serii trzech pechowych rajdów, te dwa dni ukończyliśmy na mecie. Teraz przed nami szybki przegląd auta i wyjazd na Zamkowy. Kto wie, może końcówka sezonu okaże się dla nas tak dobra jak jego początek. Myślami jesteśmy już w sezonie 2011, a okres zimowy spędzimy na poszukiwaniu sponsora, dzięki któremu będziemy mogli powrócić na rajdowe trasy – snuje plany zawodniczka.

Pilotka Anna Wódkiewicz powraca na oesy.
fot. mat. prasowe

Na końcu stawki, bez pomiaru czasu wystartował Łukasz Dziemidok, rajdowy debiutant z doświadczoną pilotką – Anną Wódkiewicz. Plan został osiągnięty w 100% i do uzyskania upragnionej licencji dla kierowcy pozostało przejechanie jeszcze jednego rajdu w ramach rajdowego debiutu:
– Dwa dni ciężkiej ale owocnej pracy za nami.  Łukasz poznał smak prawdziwych odcinków specjalnych, a jeszcze jeden rajd i będzie mógł odebrać licencję RI, wtedy rozpocznie się prawdziwa rywalizacja na sekundy. Cieszę się bardzo, że mogłam powrócić na prawy fotel po kilku miesiącach przerwy, na dodatek na swoje  prawie domowe trasy. Nasz Citroen Saxo szczęśliwie dowiózł Nas do mety rajdu podczas dwóch dni zmagań.  Łukasz jest bardzo zdolnym i chłonnym wiedzy kierowcą, przyjmował wszystkie moje rady i propozycje. Współpraca w rajdówce układała się bardzo dobrze, co było widać podczas jazdy, z odcinka na odcinek podróżowaliśmy coraz pewniej i szybciej. Cieszę, że debiutując w trudnym rajdzie ustrzegliśmy się błędów i cało, dwukrotnie zameldowaliśmy się na mecie – podsumowuje Ania.

Kolejna, przedostatnia runda Rajdowego Pucharu Polski rozegra się jeszcze w tym miesiącu. Będzie to Rajd Zamkowy w dniach 22-23 października, który zostanie rozegrany na terenie powiatu Zawierciańskiego. 

Najnowsze