Drugie kombi Jaguara – XF Sportbrake. Film

Są marki, które bardzo rzadko produkują wersji kombi, jednak rosnąca konkurencja zmusza je, aby jednak zmienić swój upór w tym względzie. Dlatego też Jaguar pracuje nad luksusowaą limuzyną XF, która w wersji rodzinnej przybierze formę Sportbrake. Jak będzie wyglądać?  

Jaguar XF Sportbrake
fot. Jaguar

Nowy Jaguar XF Sportbrake, budzi duże zainteresowanie i ciekawość. Pierwsze, szpiegowskie zdjęcia tego modelu wyciekły do prasy już w listopadzie 2011. Następnie, w okresie świątecznym widziano przy nim postać Św. Mikołaja, który chwilowo zamienił swoje sanie na pakowny model Jaguara XF Sportbrake.

Wiadomo, że Jaguar XF pod maską będzie krył najnowsze rozwiązania wykorzystywane w luksusowych limuzynach, w tym 2,2-litrowy silnik Diesla. Auto ma się stać rywalem dla podobnych modeli w swojej klasie, m.in: Audi A6 Avant, BMW 5 Touring, a także Mercedesa Klasy E kombi. Będzie to drugie kombi, po modelu X-Type, w historii Jaguara.

Firma Jaguar została założona w roku 1922. Produkowała wtedy wózki boczne do motocykli. W ciągu ostatnich 3 lat oferta produktów marki Jaguar przechodziła zmiany. W 2007 roku miała miejsce premiera Jaguara XF, a poza tym bezustannie wprowadzano udoskonalenia we wszystkich modelach np.: facelift kompaktowego X-TYPE’a (2008), nowe silniki w modelach XK (2009) oraz nowe wcielenie Jaguara XJ
(wprowadzony do sprzedaży w Polsce w 2010 roku).

Informacje na temat Jaguara XF w wersji kombi na bieżąco można śledzić na oficjalnej stronie modelu na Twitterze https://twitter.com/Sportbrake oraz na dedykowanej stronie http://sportbrake.jaguar.com/gl/en

Najnowsze

Wspomnienia z GP Węgier – relacja z wyjazdu Marty Paśnik na Hungaroring. Galeria

Marta Paśnik to zwyciężczyni pierwszej edycji Kartingowego Pucharu Kobiet Motocaina Cup. Renault Polska ufundowało dla niej niesamowitą nagrodę - wyjazd na Grand Prix Formuły 1 do Węgier, na tor Hungaroring. Oto  jej wrażenia, relacja z wyjazdu oraz bogata galeria zdjęć z wydarzenia.

Marta Paśnik podczas GP Węgier 2011.
fot. z archiwum Marty Paśnik, Motocaina.pl

Od redakcji: Marta Paśnik to obecnie 16-letnia, świetnie zapowiadająca się zawodniczka kartingowa. Narazie nie ma licencji, jednak we wszelkich rywalizacjach, zarówno tych kobiecych, jak i wśród mężczyzn, wybija się doskonałą techniką jazdy kartem, determinacją do wygrywania i sympatycznym usposobieniem. Podczas Motocaina Cup wygrała 3 z 5 eliminacji zawodów. Za zwycięstwo w całym cyklu otrzymała od Renault Polska unikalną nagrodę – wyjazd na Grand Prix Węgier. Podczas wyjazdu miała okazję zasiąść w VIP’owskiej trybunie, z której idealnie było widać newralgiczną część toru, sekwencję zakrętów, na której rozgrywała się spora partia konkurencji. Obcowanie ze światem Formuły 1, jakiego doświadczyła Marta, powodowało u niej ciągły uśmiech na twarzy i wyraźną radość w oczach. Już na samym lotnisku miała okazję zobaczyć na żywo Nicka Heidfelda, czy Kamui Kobayashi. Oto jak relacjonuje swoje przeżycia.

Relacja Marty Paśnik
„Od zawsze interesowałam się motoryzacją. Kiedy wygrałam wyjazd na GP byłam ogromnie szczęśliwa i podekscytowana – ponieważ jeszcze nigdy nie byłam na tak dużej imprezie, jaką jest wyścig Formuły 1! Gdy dojechałam na Hungaroring byłam pod wielkim wrażeniem położenia tego toru. Krajobrazy były bardzo malownicze i przyjazne dla oka. Przed rywalizacją bolidów F1 emocjonowałam się również kwalifikacjami i wyścigiem serii towarzyszących królowej sportów motorowych. Szczególnie interesujące dla mnie były kwalifikacje Porsche Supercup, ponieważ startował w nich polski kierowca – Kuba Giermaziak – bardzo mu wciąż kibicuję.

Więcej o torze Hungaroringkliknij tutaj.

Prawdziwe emocje poczułam jednak, gdy na trasie pojawiły się bolidy F1. Wielka szkoda, że trafiłam akurat na ten czas, gdy nasz jedynak rodeak w tej dyscyplinie – Robert Kubica – nie startuje (trzymam kciuki za jego zdrowie i szybki powrót na tor).

Marta przygotowała się świetnie – przywiozła polską flagę.
fot. z archiwum Marty Paśnik, Motocaina.pl

Wyścigowa niedziela przywitała mnie deszczową aurą, ale to nie stanęło na drodze do dobrej zabawy. Wyruszyłam na tor i z rumieńcami na policzkach po kolei oglądałam wyścigi: Lotus Ladies Cup, GP3, GP2, Porsche Supercup i wreszcie Formułę 1.

Konkurencja w głównym wyścigu zapowiadała się bardzo emocjonująco, mimo, że pogoda była niepewna. Mocny deszcz mógł spaść lada chwila. W końcu kierowcy wystartowali i moje przypuszczenia co do pogorszenia aury się sprawdziły się. Wyścig obfitował w niezłą dramaturgię. Mogliśmy oglądać wiele manewrów wyprzedzania, ale też emocjonujących zjazdów do pit lane. Najszybszym kierowcą okazał się Jenson Button, obchodzący jubileusz swojego 200 startu w Grand Prix.

Podczas tego wyjazdu przeżyłam wiele pozytywnych wrażeń. Chciałabym bardzo podziękować Renault Polska oraz Motocaina.pl – kobiecy portal motoryzacyjny, który zroganizował zawody.”

GP Węgier redakcyjnym okiem
Najczęściej oglądany na żywo przez kibiców z Polski wyścig Formuły 1 na węgierskim Hungaroringu, w tym roku miał nietypowy przebieg. Triumf Kuby Giermaziaka w Porsche Supercup, a z drugiej strony wyczuwana na każdym kroku tęsknota rzeszy fanów za Robertem Kubicą, oddają najlepiej klimat tego Grand Prix.

Kami Kobayashi z Martą Paśnik.
fot. z archiwum Marty Paśnik, Motocaina.pl

Głód sportowych emocji, których dostarczał nam do tej pory jedyny polski kierowca Formuły 1 – Robert Kubica, z wyścigu na wyścig się wzmagał. Niezłe wyniki Vitaly’a Petrova na początku sezonu, jego świetne, trzecie miejsce podczas GP Australii, ponuro nastrajały Polaków – żałowano, że to nie Robert mógł korzystać z całkiem solidnego przygotowania zespołu do rozpoczynającego się właśnie sezonu.  Nie koiły zbolałych serc kibiców nawet tak miłe akcenty ekipy Lotus Renault GP, która tuż po zakończeniu rywalizacji i zjechaniu bolidów do pit lane, dzierżyła w dłoniach kartki machając przed kamerami,  z wypisanym przesłaniem: „Tęsknimy za Tobą Robert” oraz „Szybkiego powrotu do zdrowia”. Łaknący sukcesów Krakowianina fani, spragnieni byli widzieć go na torze, najchętniej podczas wyprzedzania dotychczasowych triumfatorów tej dyscypliny: Vettela, Hamiltona, Alonso, czy Buttona. Pojawianie się wciąż tych samych nazwisk na podium wprowadzało – według malejącej liczby polskich kibiców tego sportu – coraz więcej nudy i przewidywalności do Formuły 1.

Żądza wygranej Polaka
Tymczasem ulubione przed naszych krajan Grand Prix Węgier, może nie zostało przez nich oblężone w tym roku, jak miało to miejsce w ubiegłych latach, ale i tak polskie flagi, czy transparenty były jednymi z najbardziej widocznych na trybunach. Tym razem, mimo gorzkiego braku Kubicy na torze, Polacy mieli jednak powody do dumy. Ekscytujących uniesień podczas wyścigu o zwycięstwo w 7 rundzie Porsche Supercup dostarczył Kuba Giermaziak, którego jazda w iście mistrzowskim stylu doprowadziła go na pierwsze miejsce podium. Stabilne prowadzenie samochodu przez młodego Polaka, konsekwentne przebijanie się do czołówki i umiejętne wykorzystanie błędów rywali, dało kibicom mnóstwo radości i wzruszeń.

Startujący z piątego pola Kuba stoczył pasjonującą walkę o wygraną i z ogromną, prawie 20 sekundową przewagą nad drugim Jeroenem Bleekemolenem, osiągnął swój najlepszy dotychczas wynik w tej kategorii wyścigów. Kierowcy dwuosobowego zespołu Verva Racing Team startowali na mokrym torze, przy lekko padającym deszczu. Kuba już w pierwszym zakręcie walczył o czwartą lokatę, lecz na wyjściu został trącony w tył nadwozia przez jednego z kierowców Konrad Motorsport. Musiał ratować się przed poślizgiem, przez co stracił rozpęd i był zmuszony do obrony pozycji w drugim nawrocie. Jechał jednak doskonale i nie dał się wyprzedzić rywalowi. Był to dla Kuby kluczowy moment tego wyścigu. Po pierwszym kółku Polak zaczął atakować trzeciego Seana Edwardsa. Z przodu toczyła się jednocześnie walka o prowadzenie pomiędzy Kevinem Estre oraz Rene Rastem i właśnie po błędzie dotychczasowego mistrza Porsche Supercup, Kuba awansował na trzecią pozycję. Teraz z kolei naciskał Edwardsa, wyprzedził go na początku czwartego okrążenia i wyszedł na drugą pozycję. Na następnym kółku lider wyścigu popełnił błąd, dzięki czemu Polak znalazł się na pierwszym miejscu. Od tej pory kierowca Verva Racing Team jechał już swoim tempem i bardzo szybko zwiększał przewagę nad pozostałymi kierowcami, aby po 14 okrążeniach przejechać linię mety na pierwszej pozycji.

Polscy kibice nie zapominają: Robert Kubica – WRÓĆ!
fot. z archiwum Marty Paśnik, Motocaina.pl

Zza kulis rywalizacji
Podczas gdy kierowcy Formuły 1 koncentrowali się przed kwalifikacjami, czy samym wyścigiem, w boksach trwały starania, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik (w pit lane osuszano też mokry tor za pomocą specjalnych dmuchaw). Wśród przechadzających się między paddock’iem, a motorhomes’ami (miejscem, gdzie stacjonują zespoły) i rozchwytywanych na każdym kroku przez medialne harpie, obecnych kierowców F1 , pojawiali się ze względów zawodowych, jak i prywatnych, legendy tej dyscypliny. Wianuszkiem dziennikarzy otoczony był Niki Lauda, który ze swą lekko przygarbioną posturą i przenikliwym wzrokiem skrytym pod czapką, obserwował przygotowania zespołów do rywalizacji. Najwięcej czasu spędził w boksie Red Bull Racing, komentując dla telewizji RTL osiągnięcia obu kierowców zespołu w tym sezonie . Przed wyścigiem F1, ze stoickim spokojem kibicował swojemu synowi – Mathiasowi Laudzie, który brał udział w rywalizacji Porsche Supercup (zajął ostatecznie 11 lokatę podczas tego weekendu). W rolę komentatora telewizyjnego wcielił się również David Coulthard – wicemistrz świata z 2001 roku, niedawny uczestnik wyścigów DTM, który jednocześnie od 2009 jest ekspertem F1 w brytyjskiej telewizji BBC.

Jednak oczy widza, zasiadającego na trybunie, ani celebrytów sportów motorowych, ani gwiazd odwiedzających tor, nie widziały. Atmosfera wyścigów była tam jednak bardziej wyczuwalna, niż w paddocku, czy na pit lane, gdzie panował zaskakujący spokój – tam każdy wykonywał swoje zadania bez pośpiechu, ale z, wydaje się, zegarmistrzowską dokładnością. Tymczasem transparenty wyrażające tęsknotę za Robertem Kubicą, tłumy kibiców wydających fortunę na gadżety ulubionych teamów rodem z Chin, okrzyki fanów poszczególnych kierowców zagrzewające ich do walki o najwyższe pozycje na podium – wszystko to tworzyło niepowtarzalny klimat GP Węgier.

Nasz komentarz do przebiegu GP Węgier 2011 przeczytasz tutaj.

Najnowsze

Kawasaki ER-6n 2012 – okiem kobiety. Galeria

"Kawasaki ER-6n 2012, kojarzycie? Coś, co swoimi akcentami kolorystycznymi przywodzi na myśl tkliwe wspomnienia o Pszczółce Maji,  zapowiada się być jednak wściekłą osą, która całkiem niedawno przebywała w oparach Cyklonu B" - pisze w swoim felietonie Dominika Dragun.

Kawasaki ER-6n
fot. Kawasaki

Obawiam się, że przyszłej zimy powiedzenie „obchodzi mnie to jak zeszłoroczny śnieg” całkowicie straci na znaczeniu. No bo jaki mamy przywilej mówienia o czymś, czego aktualnie nie ma? W rezultacie termin „jazda motocyklem” zaczyna w swym znaczeniu bezsprzecznie przybierać formę dokonaną również poza sezonem. Ba, nawet lepiej – dokonywaną. Przez Was. I to codziennie.

Mimo tego, te „aktywne” dni niosą za sobą ciepłe wieczory przy kominku, z kubkiem ciepłej herbaty (no dobra, ewentualnie może być to grzaniec) w dłoniach i puszystym pledzie na kolanach. Brzmi dobrze, nie?

Brzmi dobrze, jak na pucybuta braci Grimm w poprzednim wcieleniu, który teraz zechce opowiedzieć Wam noworoczną bajkę.

Kawasaki ER-6n 2012, kojarzycie?

Coś, co swoimi akcentami kolorystycznymi przywodzi na myśl tkliwe wspomnienia o Pszczółce Maji,  zapowiada się być jednak wściekłą osą, która całkiem niedawno przebywała w oparach Cyklonu B. Ta mieszanka, mimo wszystko, w założeniu ma uosabiać „styl i klasę w miejskim zgiełku”, stanowić „świeże tchnienie dla ulic przepełnionych spalinami samochodów”.

fot. Kawasaki

Japończycy – paradoksalnie ze szwajcarską precyzją – wykombinowali, że zamontują w Kawie ramę obwodową z podwójną rurą. Ten z pozoru zabieg estetyczny ma być duszą całej maszyny. Co więcej, nasi przyjaciele z Azji zadbali również, by ten nowy „nabytek” miał w sobie duszę ekhibicjonisty. Dzięki nowemu nadwoziu, rama ma świecić w swej krasie i nagości, jakby podkreślając własne atuty. Z tego co wiem, prudueryjna nagość wywołuje nierzadko skandale obyczajowe i zdaje się, że ten model stanie się Madonną wśród streetfighter’ów swojej klasy.

Ponadto, „równowaga sztywności”, jaką dwururowa rama ma gwarantować użytkownikom, ponoć „zapewnia lekkie, zwrotne prowadzenie” wśród pnączy, lian i ukrytych pułapek zastawionych przez kierowców samochodów w miejskiej dżungli. Zwłaszcza tych, którym definicja użycia lusterka jest obca.

Znaczącą rolę w całości pełni wahacz, którego związek z nową ramą jest okrzyknięty hasłem „stabilności prowadzenia”. Poprzez zmianę zakresu skoku tylnego amortyzatora o 2 milimetry, a przedniego widelca o 5 milimetrów, to zmodernizowane zawieszenie ma nie bać się umilić swojemu jeźdźcowi komfortu, a także zapewnić dostarczenie sportowych wrażeń z jazdy.

Nie należy zapomnieć o „kompaktowym”, dwucylindrowym sercu o pojemności 649 cm3 (72 KM przy 8500 obr./min). Mimo zmniejszenia rozmiarów jednostki, po to, by motocykl wyglądał zgrabniej, ma on potrafić obdarzyć swojego pana (lub panią) równie dużą dawką miłości, co podobne mu sprzęty, o większych rozmiarach. Jednocześnie powinien dostarczyć fajdy z jazdy zarówno początkującym riderom, jak i bardziej wymagającym jeźdźcom Sekret tkwi w wysokoobrotowej specyfice jednostki.

Równie kompaktowe oblicze, co silnik, ma też reflektor nowej ER-6-tki. By nadać całokształtowi powabu, przednia osłona lampy została potraktowana strzyżeniem i posiada teraz znacznie krótszy przód, niż jej poprzedniczka. Zastosowanie ciemnego koloru w osłonie panelu oprzyrządowania ma nadać smukłości, geometrycznego wyrazu i tym samym całkiem drapieżnego wyglądu.

Ta sama przemiana ma miejsce po drugiej strony mocy. Wystarczyło 10 milimetrów mniej, by nowa osłona tylnego reflektora skróciła wizualnie cały tył. W połączeniu z nowymi, bardziej kanciastymi LED-owymi światłami całość tworzy harmonijny, acz agresywny komplet.

fot. Kawasaki

Co Panowie zza siedmiu mórz i oceanów lubią najbardziej? Przyciski, zabawki i światełka, czyli poważniej rzec ujmując – oprzyrządowanie. Podążając za hasłem kompaktowości, kokpit został maksymalnie cofnięty i zainstalowany tuż nad kierownicą. Panel ten – poza wskaźnikiem ilości paliwa, cyfrowego prędkościomierza, drogomierza, zegara oraz dwóch wskaźników przebytej drogi – zawiera w swym pudle nowe „gadżety”, a mianowicie liczniki zasięgu, średniego / aktualnego zużycia paliwa oraz wskaźnik jazdy ekonomicznej. Cały ten bazarek, oświetlony błękitem ekranu LCD, nie pozwala w żadnym razie zapomnieć o japońskiej Matce Gadżetów.

Istotną jest też kwestia bezpieczeństwa. W tym wypadku opcjonalnie możemy zafundować sobie ABS – według producenta, również „kompaktowy”- który w swoim działaniu został wyposażony o znacznie bardziej zaawansowany procesor mający przykazane strzec najbardziej frywolnych w swej jeździe kierowców.

No i coś chyba dla najbardziej przekornego fascynata ekologii. Trójdrożny katalizator wewnątrz tłumika , który ma za zadanie zmniejszyć emisję spalin. Znacznie? Niewiele? Nie wiem, ale ma to spełniać europejski standard, a wiadomo, że to bardzo restrykcyjna dyrektywa unijna.

Podsumowując: lifting Kawasaki ma w większym stopniu charakter jedynie zewnętrzny, a właściwie – twarzowy. Pół biedy, że ER-6-tka przeszła to z większą klasą niż Paris Hilton, a już na pewno nie została typowym „plastikiem”. Dlatego powinna się Wam spodobać. Ostrzegam jednak przed chorobą Kawasaki (http://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_Kawasaki 😉 Oby miała wymiar symboliczny, a możliwe powikłania były jedynie wynikiem przedawkowania… ER6-tki w te bezzimowe i bezśnieżne dni.

Nowości w Kawasaki ER6-n na 2012 rok (dane producenta):
– Kompaktowy dwucylindrowy równoległy silnik o pojemności 649 cm3 z większym momentem obrotowym
– Lepsze przyspieszenie, więcej radości z jazdy ulicznej
– Moc skupiona na zakresie niskich -średnich obrotach doskonała na jazdę po wzgórzach i dolinach
– Łatwieszy w miejskich przeprawach
– Zwiększony końcowy moment obrotowy ułatwia ruszanie
– Nowa dwu rurowa rama ze stali o wysokiej wytrzymałości – lżejsze i łatwiejsze prowadzenie
– Markowe tylne zawieszenie z pojedynczym, umieszczonym bocznie amortyzatorem
– Nowy dwu-rurowy wahacz
– Nowe siedzisko ułatwia jazdę wyprostowaną i zwiększa komfort jazdy zarówno dla kierowcy jak i dla pasażera
– Nowy kształt siedziska ułatwia dostęp nóg do podłoża
– Nowy, czytelniejszy panel oprzyrządowania zawiera nowe funkcje: wskaźnik pozostałego zasięgu, zużycia paliwa (chwilowe/średnie), wskaźnik jazdy kkonomicznej
– Modele z ABS posiadają najnowszy lekki i kompaktowy zestaw ABS

Najnowsze

Nowa generacja Boxstera, czyli roadster Porsche. Film

Jeszcze nigdy w historii Boxstera, modyfikacje związane z wprowadzeniem kolejnej generacji nie zaszły tak daleko. Dwuosobowe auto z otwartym nadwoziem pojawi się na rynku z zupełnie nową karoserią o lekkiej konstrukcji i całkowicie zmodyfikowanym zawieszeniem.

 

Porsche Boxster
fot. Porsche

Znacznie mniejsza masa, dłuższy rozstaw osi, szerszy rozstaw kół oraz nowe, elektromechaniczne wspomaganie układu kierowniczego mają wyraźnie poprawić dynamikę Boxstera: krótsze zwisy nadwozia, przesunięta do przodu przednia szyba, bardziej płaska sylwetka sparwiają, że auto nabrało jeszcze bardziej drapieżnej stylizacji. Pasażerów osłania składany elektrycznie dach o nowej konstrukcji, dzięki której zbędna jest pokrywa komory dachu.

Nowa generacja sportowego Porsche zadebiutuje w klasycznym dla tej marki duecie: Boxster i Boxster S. Obie wersje napędzane są sześciocylindrowymi silnikami typu bokser z bezpośrednim wtryskiem benzyny.
Ich efektywność poprawiono dzięki rekuperacji energii, która wykorzystywana jest do zasilania wewnętrznej instalacji elektrycznej, systemu zarządzania temperaturą oraz funkcji Start/Stop. Nowa jednostka napędowa podstawowej wersji Boxstera o pojemności 2,7 litra rozwija moc 265 KM, czyli o dziesięć KM więcej, niż poprzedni wariant o większej pojemności skokowej. Silnik ten pod względem technicznym bazuje na 3,4-litrowym silniku Boxstera S i generuje moc 315 KM.

 

fot. Porsche

Oba modele wyposażone są seryjnie w manualną, sześciobiegową przekładnię. Na życzenie dostępna jest siedmiostopniowa, dwusprzęgłowa przekładnia Porsche (PDK). Z PDK oba sportowe auta mają uzyskiwać lepsze wyniki pod względem zużycia paliwa i przyspieszenia: Porsche Boxster spala 7,7 l/100 km, Boxster S – 8,0 l/100 km. Boxster z PDK przyspiesza od zera do 100 km/h w 5,7 sek., Boxster S potrzebuje na takie przyspieszenie zaledwie 5,0 s.

Porsche oferuje jako opcję dla Boxstera pakiet Sport Chrono, obejmujący pierwszy raz także dynamiczne zawieszenie silnika. Nowością dla Boxstera jest Porsche Torque Vectoring (PTV) z mechaniczną blokadą poprzeczną tylnej osi.

Nowy Boxster zostanie wprowadzony do sprzedaży 14 kwietnia 2012 r.

Cena podstawowa auta w Polsce wyniesie 57 650 Euro za Boxstera i 70 375 Euro za Boxstera S (w tym 23 proc. podatku VAT).

Najnowsze

Audi Q3 Vail idealne do sportów zimowych?

Na salonie w Detroit Audi zaprezentowało samochód tzw. tematyczny - Audi Q3 Vail, którego nazwa nawiązuje do północnoamerykańskiego ośrodka sportów zimowych, a zostało zaprojektowane dla pasjonatów nart i snowboardu. Wiele patentów jest dla zimowych maniaków wyjątkowo przydatna.

Audi Q3 Vail
fot. Audi

Na miłośników sportów zimowych czekają we wnętrzu Audi Q3 Vail dwa praktyczne rozwiązania. W bocznej ścianie bagażnika znajduje się schowek, w którym można przewozić latarki i jednocześnie ładować indukcyjnie ich baterie. Tę samą technikę indukcyjną zastosowano w termosie, który znajduje się w uchwycie między przednimi siedzeniami i może chłodzić lub podgrzewać napoje. Oba urządzenia mają diody informujące o stanie ładowania. Dodatkowa zaleta: latarki dysponują nie tylko diodami LED, lecz również promiennikami podczerwieni umożliwiającymi rozgrzanie rąk lub butów narciarskich.

Kolejnym praktycznym rozwiązaniem jest mata w bagażniku z ogrzewanymi poduszkami do siedzenia. Matę można rozłożyć i przełożyć przez krawędź bagażnika. Chroni wtedy krawędź podczas załadunku i rozładunku a jednocześnie stanowi ciepłą warstwę, na której można usiąść przy zakładaniu lub zdejmowaniu butów narciarskich. Małe reflektory diodowe na wewnętrznej stronie pokrywy bagażnika oświetlają przestrzeń za samochodem.

Niemiecki sznyt
Samochód pokryto stworzonym specjalnie dla niego lakierem w kolorze czerwonym Energie ze złotymi cząsteczkami tworzącymi perłowy efekt. Elementy montowane na karoserii pokryte są matowym, szarym lakierem kwarcowym. Całość uzupełnia pakiet optyczny „połysk”, dostępny także dla modeli seryjnych, obejmujący aluminiowe listwy wokół okien i czarne, błyszczące osłony na słupkach.

W miejscu, gdzie w seryjnych samochodach montowana jest tablica rejestracyjna, znajduje się wyraźnie wysunięta do przodu osłona. Patrząc z boku na Q3 Vail widać poszerzone nadkola i progi. Aluminiowy reling dachowy został zaprojektowany specjalnie do przewożenia nart i desek snowboardowych.

W przedniej części belki relingu dachowego umieszczone są energooszczędne reflektory diodowe o szerokim strumieniu światła, oświetlające otoczenie wokół auta. Są one sterowane przyciskami w module dachowym.

Na pięcioramienne, 20-calowe obręcze 20 założono opony terenowe 255/45. Rozstaw przednich i tylnych kół jest o 40 mm większy, niż w samochodach seryjnych, a nadwozie znajduje się o 30 mm wyżej. Z tyłu pojawiły się dwie końcówki układu wydechowego wbudowane w dyfuzor i osłonę tylnej części podwozia.

W środku do wyboru są trzy kolory wnętrza – czarny, szary i czerwony. Tapicerka wykończona jest obszyciem z podwójnymi szwami w kontrastowym, czerwonym kolorze. Tablica rozdzielcza pokryta jest czarną skórą z kontrastowymi, tytanowo-szarymi szwami. Kierownica obszyta jest skórą z czerwonymi szwami i ma przyciski manualnej obsługi siedmiobiegowej przekładni S tronic.

fot. Audi

Pod maską zimowe zabezpieczenia i ładne ozdóbki
Audi Q3 Vail napędzane jest pięciocylindrowym silnikiem 2.5 TFSI z bezpośrednim wtryskiem i turbodoładowaniem, o pojemności 2480 cm3 i mocy 314 KM z momentem obrotowym 400 Nm.  Cylindry silnika są ponumerowane, pokrywa głowicy cylindrów pokryta jest czerwonym lakierem z chropowatą powierzchnią. Silnik częściowo przykryto osłoną z tworzywa sztucznego wzmocnionego włóknem węglowym (CFK), także filtr powietrza jest chroniony przed zanieczyszczeniami. Wokół komory silnika zamontowano specjalną osłonę z tworzywa sztucznego. Na izolacji akustycznej na wewnętrznej stronie maski silnika widoczne jest ciemnoszare logo „Q3 Vail”.

Moc przenoszona jest na układ napędowy quattro przez siedmiobiegową przekładnię S tronic. Audi Q3 Vail przyspiesza od zera do 100 km/h w 5,5 sek. i rozwija prędkość maksymalną 262 km/h.

Ceny jeszcze nie podano…

Najnowsze