Dowód rejestracyjny i OC można już „wozić” w smartfonie

Niedawno w aplikacji mObywatel pojawiła się nowa opcja - mPojazd. Możemy tam przechowywać cyfrowe wersje dokumentów naszego samochodu lub motocykla.

Polskie urzędy coraz bardziej się cyfryzują i teraz, oprócz własnych dokumentów, będziemy mogli mieć w smartfonie również dokumenty naszego pojazdu. Wystarczy mieć założony Profil Zaufany, aby móc pobrać do aplikacji dane z dowodu rejestracyjnego, policy OC oraz karty pojazdu.

Pytanie tylko po co mamy to robić, skoro nie ma obecnie obowiązku wożenia ze sobą tych dokumentów. Zakładka mPojazd nadal może nam się przydać, ale sporadycznie – przypomni o zbliżającym się terminie przeglądu okresowego (30 dni wcześniej) oraz o konieczności przedłużenia OC. W razie stłuczki możemy też w ten sposób podzielić się naszymi danymi z drugim kierowcą, pod warunkiem, że również korzysta on z aplikacji mObywatel. Nie będzie też problemu z szybkim dotarciem do potrzebnych danych.

Najnowsze

W Polsce powstaje inteligentny system monitorowania kierowcy

Sztuczna inteligencja, kamery 2D i 3D oraz rozpoznawanie gestów kierowców – to tylko kilka z innowacji, nad którymi pracują inżynierowie z Centrum Technicznego Aptiv w Krakowie. Firma będzie rozwijała te technologie przy wsparciu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Rozwijany w Centrum Badawczo-Rozwojowym Aptiv system Interior Sensing Platform (Platforma Monitorowania Wnętrza) jest oparty na sztucznej inteligencji, a jego głównym zadaniem jest poprawa bezpieczeństwa drogowego, między innymi poprzez wykrywanie spadku koncentracji kierowcy. System monitoruje wnętrze pojazdu i przy pomocy czujników – wspieranych przez oprogramowanie – nie tylko sprawdza czy kierowca patrzy na drogę, ale także rozumie czy kierowca jest fizycznie i emocjonalnie dostępny, czyli np. czy nie jest skupiony na trzymanym w rękach smartfonie.

System Aptiv obsługuje wiele funkcji, w tym personalizację i identyfikację na podstawie twarzy kierowcy oraz sterowanie gestami i wzrokiem. W razie wykrycia niebezpieczeństwa np. zasypiającego kierowcy, system może również wykonać działania, które pomogą zminimalizować ryzyko wypadku. Np. w sytuacji, gdy system zauważy, że kierowca często zamyka oczy, powiadomi go o spadku koncentracji i zasugeruje przystanek lub kawę.

Dodatkowo, kamery 3D zwiększą bezpieczeństwo systemu poduszek powietrznych, wysyłając informacje do wewnętrznego komputera na temat pozycji pasażerów i tego, czy między nimi a poduszkami powietrznymi są jakieś niepożądane obiekty. Technologia  Aptiv umożliwia także wykrywanie, klasyfikowanie i ostrzeganie o obiektach pozostawionych w samochodzie, zarówno dzieciach, zwierzętach, jak i wartościowych przedmiotach. Pierwsza generacja systemu Aptiv jest obecnie wykorzystywana w całej gamie pojazdów BMW o różnym poziomie autonomiczności.

„Wszystko, co robimy, ma jeden cel – zwiększyć bezpieczeństwo kierowców, pasażerów i pieszych” – mówi Tomasz Miśniakiewicz, prezes Aptiv w Polsce. „Nasze systemy rozpoznawania gestów i wykrywania stanu kierowcy to owoc naszego wieloletniego doświadczenia i kompetencji z zakresu uczenia maszynowego. Ta technologia zmienia reguły gry. Dzięki naszej współpracy z producentami, uczelniami i organizacjami badawczymi wdrażamy system, który zaoferuje wyższe standardy bezpieczeństwa i lepsze doświadczenie pasażerów w trakcie jazdy.”

„System Aptiv będzie w stanie określić, czy kierowca może przejąć kontrolę nad pojazdem, czy jest rozkojarzony i jak pojazd powinien się dostosować. Jeśli system wykryje, że kierowca jest zajęty, to zwiększy swoją czułość i zacznie wcześniej ostrzegać np. o zbliżaniu się do sąsiedniego pasa ruchu, obiektu przed pojazdem, czy wcześniej rozpocznie hamowanie ─ wyjaśnia Gabriel Buchała, Dyrektor Centrum Technicznego Aptiv w Krakowie.”

Poprawa bezpieczeństwa na drogach to jeden z długoterminowych celów UE. Unijna „Wizja Zero” zakłada, że do 2050 roku uda się do niemal zera ograniczyć liczbę ofiar śmiertelnych i rannych. Instytucje UE pracują obecnie nad nowymi regulacjami, zgodnie z którymi od  2022 r. w europejskich pojazdach staną się obowiązkowe nowe technologie bezpieczeństwa, m.in. ostrzegające kierowcę w przypadku zmęczenia lub rozproszenia uwagi. Już dzisiaj Aptiv dostarcza technologie, które spełniają lub przekraczają wiele wymagań zawartych w planowanych unijnych przepisach dotyczących bezpieczeństwa na drogach.

Projekt Interior Sensing Platform jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Programu Inteligentny Rozwój 2014-2020. Będzie on realizowany przez najbliższe dwa lata. Budżet projektu wynosi prawie 30 milionów złotych, z czego kwota dofinansowania to niemal 17 milionów.

Aptiv inwestuje w rozwój technologii aktywnego bezpieczeństwa od ponad 20 lat, od 5 lat obserwując szybki wzrost popularności swoich rozwiązań wśród producentów i konsumentów. Rozwiązania Aptiv, oparte na skalowalnych i wysoko wydajnych systemach obliczeniowych,  mają zastosowanie w pojazdach o poziomach autonomiczności od 1 do 5 i na wszystkich rynkach, od konsumenckiego po floty pojazdów użytkowych.

Centrum Techniczne Aptiv w Krakowie działa od 2000 roku i zatrudnia ponad 1800 inżynierów i 700 specjalistów korporacyjnych. Jest to największe i najbardziej innowacyjne laboratorium R&D firmy na świecie. Powstały w nim m.in. pierwszy system sterowania gestami dla motoryzacji oraz technologie aktywnego bezpieczeństwa.

Najnowsze

Urlop samochodem – jak przyjemnie i bezstresowo dotrzeć na urlop autem?

Za oknem coraz cieplej, wielkimi krokami zbliża się okres wakacyjnych wyjazdów. Wiele osób wybierze się na nie samochodem. Oto zestaw porad, dzięki którym podróż z rodziną będzie wygodna i przyjemna.

Jak co roku, w okresie letnich wyjazdów, na polskich drogach zapanuje większy ruch. Wiele osób skorzysta z wynajmu samochodów, aby udać się do jednej z popularnych destynacji w naszym kraju. Przestrzegając kilku porad, uda nam się zmniejszyć stres związany z podróżą i w pełni cieszyć się urlopem.

Sprawdź planowaną trasę

To z pozoru banalna rada, jednak wcześniejsze zapoznanie się z drogą, którą będziesz podróżować, pozwoli oszczędzić dużo czasu i nerwów całej rodzinie, w szczególności, gdy wybierasz się w dłuższą podróż. Sprawdź, czy trasa nie jest zbyt zatłoczona lub właśnie przebudowywana. Upewnij się, jakie obowiązują na niej opłaty, limity prędkości. Warto rozważyć też wszystkie alternatywy, aby wybrać najbardziej malowniczą trasę. Nie zawsze najkrótsza droga będzie najlepsza.

Wyrusz wcześniej

Staraj się unikać godzin szczytu. Nie daj się zaskoczyć przez korki. Czasem warto dostosować godzinę wyjazdu do panującego ruchu, aby uniknąć stresu związanego z nadmiernym ruchem.

Zadbaj o jedzenie i napoje

Bycie dobrze nawodnionym pozwala utrzymać koncentrację na drodze, poza tym nikt nie lubi być w podróży z pustym żołądkiem. Jeśli podróżujesz z dziećmi, drobna przekąska to dobry pomysł na przykucie ich uwagi.

Zabawy w aucie

Gdy podróżujesz autem z najmłodszymi, aplikacje mobilne, kolorowanki, muzyka czy audiobooki to świetne sposoby na zajęcie ich czasu. Dzięki temu unikniesz słynnego pytania, które uwielbiają zadawać dzieci „Daleko jeszcze?”.

Wypożyczając auto, możesz dodatkowo wybrać dodatkowo router z mobilnym WiFi, który umożliwi połączenie do pięciu urządzeń, w tym telefonów, laptopów i tabletów i zapewni nieograniczoną rozrywkę całej rodzinie.

Wybierz odpowiednie auto

Jeśli wypożyczasz samochód, zwróć uwagę na to, jakiego rozmiaru auto będzie najbardziej odpowiednie dla potrzeb twojej rodziny, na przykład SUV 4×4 zapewni więcej przestrzeni i komfortu. Jeśli wybieracie się we dwoje, w zupełności wystarczy wam kompaktowy samochód, który znakomicie sprawdzi się na miejskich ulicach.

Uważaj na pogodę

Przygotuj się na każde warunki pogodowe na drodze, by uniknąć niemiłego zaskoczenia. Zawsze miej pod ręką okulary przeciwsłoneczne, a dla pasażerów jadących z tyłu przygotuj zasłonki przeciwsłoneczne.

Rób sobie przerwy

Przerwa w trakcie drogi pozwoli tobie i twoim towarzyszom podróży rozprostować nogi i odetchnąć świeżym powietrzem. Dla kierowcy to bardzo ważne, aby był w stanie utrzymać odpowiedni poziom koncentracji.

Wygoda to podstawa

Ubierz się w wygodne ubrania – na przykład leginsy lub dresy, które są idealne na długą podróż. Warto też mieć na sobie kilka warstw. Gdy zrobi się cieplej, łatwo zdjąć jedną z nich, a gdy się ochłodzi, szybko ubierzemy się z powrotem.

Przygotowanie auta kluczem do bezpiecznej jazdy

Ciśnienie w kołach, działanie świateł, poziom płynów, oleju oraz to, ile benzyny mamy w baku – wszystko to należy sprawdzić przed wyruszeniem w drogę. Jeśli korzystasz z wynajętego samochodu możesz być spokojny. Wypożyczalnia zadba o to, aby auto miało ważny przegląd oraz było sprawdzone pod kątem technicznym, ważne ubezpieczenie, gaśnicę, trójkąt ostrzegawczy i by było gotowe do drogi, zanim otrzymasz kluczyki.

Najnowsze

Ford C-MAX – spalanie, przestrzeń, bezpieczeństwo, komfort. Samochód prawdziwie rodzinny

Poszukiwanie dobrego i funkcjonalnego samochodu rodzinnego niekoniecznie musi być łatwe. Powinien się on jednocześnie odznaczać pokaźną pojemnością, aby weszła do niego nie tylko cała rodzina, ale również niemały bagaż, zarówno ten niezbędny, podręczny, na krótkie wyjazdy, jak i na dłuższe dystanse, na przykład w czasie wakacji. Komfort jazdy, bezpieczeństwo - no i oczywiście ekonomiczne spalanie, a do tego najnowsze rozwiązania technologiczne, mające po części wpływ na wszystkie powyższe elementy. Ford nazwał produkowany przez siebie model C-MAX „prawdziwym przyjacielem rodziny”. Czy rzeczywiście takim jest? Co sprawia, że jest to dobre rozwiązanie dla rodziny? Przyjrzyjmy się z bliska, co oferuje wspomniany model.

Kamil Nowak, który prowadzi popularnego bloga „Blog Ojciec”, bez wątpienia bardzo dogłębnie przemyślał sprawę samochodów rodzinnych, a dokładniej: jakimi cechami taki samochód powinien się odznaczać. Nic dziwnego, ojciec trójki dzieci (jak sam pisze w swoim krótkim biogramie na blogu) sam potrzebuje dobrego auta dla swojej rodziny. Nowak zwraca uwagę na kilka dziedzin, w których rodzinny samochód powinien punktować. Przede wszystkim uwagę czytelnika kieruje na kwestie bezpieczeństwa i wygody, ale nie zapomina też o takich sprawach, jak kontrola temperatury, gadżety dla rodziców oraz dla dzieci. Co nas będzie tu przede wszystkim interesowało, to fakt, że w opisie dobrego samochodu rodzinnego autor bloga wykorzystał właśnie Forda C-MAX.

Focus C-MAX w nowej wersji

Zanim przejdziemy jednak do szczegółowej charakterystyki modelu, zacznijmy od spraw podstawowych – czyli od metryczki. W zasadzie Ford C-MAX nie jest modelem nieznanym kierowcom – produkowany jest przez Ford Motor Company od 2003 roku. Przez kilka początkowych lat znany był pod nazwą Focus C-MAX, w 2006 roku zmieniając nazwę na obecną, czemu towarzyszył facelifting, będący ukłonem w kierunku stylu Kinetic Design (dynamiczna sylwetka auta, sprawiająca wrażenie pozostawania w ruchu nawet w momencie postoju). Ford C-MAX jest samochodem osobowym, który był debiutem Forda w klasie kompaktowych minivanów. Czyli krótko mówiąc: nie za duży, ale też zupełnie nie mały. Słowem: bardzo wygodny jako samochód rodzinny.

Ford C-MAX, czyli maksimum przestrzeni

Przestrzeń – to zdecydowanie jedna z najczęściej wymienianych cech samochodów rodzinnych. Po pierwsze, jeśli chodzi o pasażerów (w tym wypadku: przede wszystkim rodziców i dzieci), po drugie – przestrzeń bagażową. Z samej definicji samochodu rodzinnego można wnioskować, że najczęściej będzie tu mowa o minivanach czy samochodach w wersjach kombi. Pamiętać jednak należy, że duży samochód, tj. taki, który wygląda na pojemny z zewnątrz, niekoniecznie takim musi być w rzeczywistości. Przy wyborze auta rodzinnego dobrze zawczasu precyzyjnie określić wymagane wymiary pojazdu, biorąc przede wszystkim pod uwagę dzieci.

Podróżowanie z dziećmi zawsze wiąże się z mnóstwem dodatkowego bagażu. Zdarza się, że modele, które wizualnie wyglądają na duże, mają niewielką przestrzeń bagażową w porównaniu ze sporo mniejszymi samochodami. […] Istotna jest też wysokość progu załadunkowego. Jeżeli mamy do przetransportowania wiele ciężkich rzeczy, będzie nam trudno je regularnie pakować do auta, które ma dużo wyższe zawieszenie niż zwykła osobówka – pisze w artykule o cechach samochodów rodzinnych „Dziennik Bałtycki”.

Wracając do Forda C-MAX trzeba stwierdzić, że z przestrzenią nie powinno być żadnych problemów, zarówno w przypadku pasażerów, jak i jeśli chodzi o przestrzeń bagażową. W przypadku pasażerów – mówimy o komfortowym, pięcioosobowym samochodzie, którego siedzenia można dowolnie ustawiać i regulować. Natomiast jeśli chodzi o bagażnik, to pomijając już fakt, że sam w sobie jest pojemny, to można ją znacznie zwiększyć przez wykorzystanie Fold Flat System, czyli złożeniem na płasko trzech tylnych siedzeń. Co więcej, mamy również inteligentny system otwierania bagażnika za pomocą stopy przesuwanej pod tylnym zderzakiem (auto wykrywa znajdujący się w pobliżu kluczyk). Funkcja szczególnie pomocna po powrocie ze sklepu z rękami pełnymi siatek z zakupami.

Bezpieczeństwo i komfort prowadzenia

W zakresie bezpieczeństwa Forda C-MAX można by napisać osobny artykuł, biorąc pod uwagę mnogość systemów bezpieczeństwa, które mają za zadanie pilnować, kontrolować i ostrzegać. W testach zderzeniowych Euro NCAP (w 2010 roku) niezależnej organizacji sprawdzającej ogólny poziom bezpieczeństwa pojazdów Ford C-MAX otrzymał aż 5 gwiazdek, z bardzo wysokimi wynikami w zakresie bezpieczeństwa kierowcy, pasażera i dzieci. Bezpieczeństwo to rzeczywiście punkt, na który ekipa Forda położyła szczególny nacisk.

Nad tym, aby było ono na najwyższym poziomie, czuwa komplet poduszek i kurtyn powietrznych, układ awaryjnego hamowania EBA, ABS/EBD, elektrohydrauliczny układ wspomagania kierownicy EHPAS – i to wszystko w standardzie. Nawet reflektory pomagają kierowcy. Strumień światła trafia dokładnie tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne. System adaptacji AFS dostosowuje kąt padania świateł do prędkości jazdy i kąta skrętu kół – wyliczał Arkadiusz Cichosz w tekście dla Onet Moto.

W zasadzie to jeszcze nie koniec tej wyliczanki funkcji, które mają gwarantować bezpieczeństwo w Fordzie C-MAX. Wspomnieć możemy jeszcze przynajmniej i kilku. Po pierwsze, mamy tu system przypominający o zapięciu pasów, nawet w przypadku pasażerów na tylnych siedzeniach. Po drugie, kontrolę spadku ciśnienia w oponach, co jest niezwykle istotne dla bezpiecznej jazdy po drogach. Po trzecie, elektryczna blokadę drzwi i okien – niezwykle przydatna właśnie w samochodach rodzinnych, zabezpieczająca przed ewentualnym niekontrolowanym otwarciem drzwi przez dzieci. W końcu trzeba również wspomnieć o ciekawej funkcji MyKey, która również na swój sposób podnosi bezpieczeństwo pojazdu – w tym wypadku prowadzonego przez kogoś innego. Dzięki temu rozwiązaniu możemy na przykład zaprogramować maksymalną prędkość jazdy czy zablokować dezaktywację systemów wspomagających bezpieczeństwo. Pożyczając samochód dziecku można spać zupełnie spokojnie.

Spalanie – atut Forda C-MAX

Spalanie Forda C-MAX to kolejny plus przemawiający za tym modelem. Przede wszystkim jest on dostępny z różnymi silnikami. W pierwszej kolejności należy tutaj wyróżnić 3-cylidrowy silnik benzynowy EcoBoost 1.0 l o mocy 125 KM z niską emisją dwutlenku węgla (poniżej 120 g/km). Warto wspomnieć w tym miejscu, że silnik ten był przez szereg kolejnych lat nagradzany w konkursie na „Międzynarodowy silnik roku”. Alternatywą pozostaje oszczędny silnik benzynowy EcoBoost 1,5 l o mocy 150 KM lub 182 KM, charakteryzujący się jeszcze niższym zużyciem paliwa i emisją CO2.

W omawianym modelu zastosowano też nowoczesne rozwiązana, które mają na celu ograniczenie spalania Forda C-MAX, zwłaszcza w mało przyjaznych dla ekonomicznej jazdy warunkach miejskich, wymagających częstego zatrzymywania się. Ford C-MAX ma tutaj odpowiedź w postaci funkcji Auto Start-Stop, płynnie przechodząc ze stanu bezruchu w ruch i vice versa.

Układ zmniejsza zużycie paliwa i emisję CO2, wyłączając silnik, gdy pojazd pracuje na biegu jałowym, np. podczas postoju na światłach. Silnik zostanie automatycznie ponownie uruchomiony, gdy kierowca wciśnie pedał sprzęgła lub gdy będzie to wymagane przez jakiś układ pojazdu, np. w celu doładowania akumulatora. Aby jak najlepiej wykorzystać zalety układu, ustawiaj dźwignię zmiany biegów w położeniu neutralnym i zwalniaj pedał sprzęgła podczas każdego postoju dłuższego niż 3 sekundy – wyjaśnia w producent w obszernej instrukcji obsługi omawianego w tym artykule modelu, udostępnionej w sieci: https://www.ford.pl/content/dam/guxeu/pl/pl_pl/documents/Owners/Service%20and%20Maintanance/uzytkowanie-pojazdu/archiwum-instrukcji/Instrukcie-obs%C5%82ugi-modele-2010-2012/DOC-Pobierz_instrukcie_Forda_C-Max.pdf

SYNC i inne przydatne technologie

Obok przestrzeni, komfortu i bezpieczeństwa jazdy oraz ekonomicznego spalania, niezwykle ważne nie tylko w samochodach rodzinnych, ale obecnie już we wszystkich pojazdach drogowych, jest zastosowanie w nich najnowszych rozwiązań technologicznych. Dzięki nim podróżowanie nie tylko staje się łatwiejsze i wygodniejsze, ale wpływa to też na podniesienie bezpieczeństwa na drogach. W tym zakresie Ford chwali się stosowanym w produkowanych przez siebie modelach systemem SYNC, który w istocie daje poczucie wysokiego komfortu jazdy.

Ford SYNC 3 to najnowsza i najbardziej zaawansowana wersja systemu SYNC. Jest szybki i intuicyjny w obsłudze. Można nim sterować za pomocą prostych poleceń głosowych w języku polskim. Większe przyciski nowego interfejsu ułatwiają obsługę, a 8-calowy ekran dotykowy obsługuje gesty znane ze smartfonów i tabletów, dzięki czemu korzystanie z niego jest dziecinnie proste. Ford SYNC 3 jest wyposażony w funkcje AppLink, Apple CarPlay oraz Android Auto umożliwiające wyświetlanie informacji z Twojego telefonu na ekranie dotykowym pokładowego systemu multimedialnego – czytamy na stronie Forda.

Parkowanie i kontrola temperatury

Ponadto – tutaj znów wracamy wpływu zastosowania technologii w podniesieniu bezpieczeństwa jazdy – zainstalowana w Fordzie C-MAX kamera pozwala kontrolować na wyświetlaczu wszystko to, co dzieje się z tyłu samochodu. W ten sposób parkowanie (zwłaszcza w miastach, gdzie czasem trzeba dosłownie wcisnąć się między dwa pojazdy) staje się dużo łatwiejsze. Szczególnie że kamera ma swoistego pomocnika w postaci czujników parkowania – wraz ze zbliżaniem się do obiektu z tyłu pojazdu narastający sygnał dźwiękowy nie pozwoli nam go nie zauważyć.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy kontroli temperatury, na co kładł szczególny nacisk Kamil Nowak na wspomnianym na początku tego artykułu blogu. Pisze on między innymi:

Po pierwsze – [Ford C-MAX] nie nagrzewa się tak, jak starsze auta (dalej jest ciepło, ale daleko mu do piekarnika). Po drugie – ochłodzenie go do znośnej temperatury trwa niedługą chwilę (zanim zdążyłem załadować bagażnik, to w aucie było już ok). Po trzecie – dzięki dobrze rozmieszczonej klimatyzacji (nawiewy są również w drugim rzędzie siedzeń), temperatura schładza się w miarę równomiernie w całym samochodzie (co szczególnie jest zauważalne dla dzieci). No i jeszcze można dodać, że za pomocą kluczyka da się zdalnie otworzyć okna, co też pozwala nieco przewietrzyć auto, zanim do niego podejdziemy na parkingu.

Grand C-MAX, czyli jeszcze więcej miejsca

Konsekwentnie nie wspominaliśmy dotychczas o jeszcze większym modelu C-MAX – najwyższa pora, aby poświęcić mu kilka linijek. Mowa oczywiście o Fordzie Grand C-MAX, jeszcze pojemniejszym niż Ford C-MAX, wydłużonym, mieszczącym nawet 7 osób.

Grand C-Max to wóz, którym może podróżować siedem osób. Fotele w układzie 2/3/2 pozwalają dość dowolnie gospodarować przestrzenią tego modelu. Od razu jednak zróbmy zastrzeżenie, że w drugim rzędzie środkowy fotel ma charakter symboliczny, bo względnie wygodnie będzie się na nim jechało najwyżej dziecku. Za to dwa ostatnie, mimo iż składane potrafią zapewnić przyzwoity komfort nawet osobom dorosłym. Wracając do drugiego rzędu, którego fotele można przesuwać nie tylko do przodu i do tyłu, to również trzeba dodać, że mają one składane siedziska i regulowane oparcia – czytamy w tekście Ryszarda Perczaka na portalu Moto Fakty.

Rzecz jasna, prostym trikiem – podobnie jak w przypadku Forda C-MAX – można w znaczny sposób zwiększyć przestrzeń bagażową. Jedyne co wystarczy zrobić, to złożyć dwa ostatnie fotele. W dodatku w Grand C-MAX dysponujemy szeregiem różnego rodzaju schowków i półek na podręczne drobiazgi, dzięki którym samochód staje się jeszcze praktyczniejszy.

Jak więc widać, zarówno Ford C-MAX, jak i jego rozbudowana, powiększona wersja, czyli Ford Grand C-MAX będą świetnymi rozwiązaniami dla wszystkich tych, którzy szukają dobrego, wydajnego, ekonomicznego samochodu rodzinnego ze wszystkimi funkcjami, jakimi tego typu maszyna powinna posiadać. Ford chyba nie pomylił się więc, kiedy nazwał model C-MAX „prawdziwym przyjacielem rodziny”.

Źródła:

l A. Cichosz, Ford C-Max – bezpieczny i wygodny, https://moto.onet.pl/testy-nowych-samochodow/ford-c-max-bezpieczny-i-wygodny/1r2p99x (dostęp: 24.04.2019)

l FORD C-MAX Instrukcja obsługi, https://www.ford.pl/content/dam/guxeu/pl/pl_pl/documents/Owners/Service%20and%20Maintanance/uzytkowanie-pojazdu/archiwum-instrukcji/Instrukcie-obs%C5%82ugi-modele-2010-2012/DOC-Pobierz_instrukcie_Forda_C-Max.pdf (dostęp: 24.04.2019)

l K. Nowak, Na co warto zwrócić uwagę, wybierając rodzinny samochód?, https://www.blogojciec.pl/dzieci/na-co-warto-zwrocic-uwage-wybierajac-rodzinny-samochod/ (dostęp: 24.04.2019)

l R. M. Perczak, Ford Grand C-Max. Test rodzinnego Forda, https://www.motofakty.pl/artykul/ford-grand-c-max-test-rodzinnego-forda.html (dostęp: 24.04.2019)

l Samochód rodzinny – jak wybrać najlepsze auto dla rodziny?, https://dziennikbaltycki.pl/samochod-rodzinny-jak-wybrac-najlepsze-auto-dla-rodziny/ar/13719824 (dostęp: 24.04.2019)

Najnowsze

Edyta Klim

Romain Custom Motorcycles – odnaleziona droga życia Agaty Roman

Agata Roman zaryzykowała i w wieku 19 lat otworzyła własny warsztat custom dla motocykli. Nie żałuje tej decyzji - to jest jej świat, jej wizja motocykli i droga życia.

Czy droga, jaką sobie wybrałaś, otwierając własny warsztat, jest gładka czy wyboista?

Moją ścieżkę kariery zawodowej raczej porównałabym do takiej typowej, polskiej drogi. Nawet, kiedy wydaje mi się, że jadę już po pięknej, równej nawierzchni, to nagle wpadam rozpędzona w świeżo rozkopaną, dziurawą drogę, nie napotykając po drodze żadnych znaków ostrzegawczych. Bywa ciężko, a czasem jeszcze ciężej, ale jakby nie było – to nie wyobrażam sobie siebie w innym miejscu. Kocham to, co robię z całego serca i myślę, że z biegiem czasu może być tylko lepiej. Wszystkie trudy tej pracy wynagradza mi niezmierzona satysfakcja po dobrze wykonanej robocie i wdzięczność klienta, zwłaszcza przy „ciężkich przypadkach”. Codziennie uczę się nowych rzeczy, napotykam przeróżnych ludzi i jeszcze różniejsze maszyny z usterkami lub bez. Nie jestem i nie mogłabym być skazana na rutynę.

W jaki sposób weszłaś w ten świat i kiedy poczułaś, że on jest też Twój?

Od 14 roku życia poruszałam się jednośladem, niestety był to tylko motorower, ale od czegoś trzeba było zacząć. Gdybym urodziła się 20 lat wcześniej, to pewnie od małego jeździłabym motorynką czy WSK-ą od dziadka. W wieku 16 lat zaczęłam grzebać przy motocyklach u znajomego, którego poznałam przypadkiem. On wprowadził mnie w świat starej motoryzacji, uczył i tłumaczył. Odkręcałam śrubki w piwnicy, będąc na wagarach i sprawiało mi to ogromną radochę. Pomału zaczynałam się zagłębiać w ten temat i czułam, że w końcu, po wielu latach szukania tej jedynej drogi – znalazłam ją. Dziś wiem, że na milion procent chcę robić właśnie to i nie wyobrażam sobie, bym mogła się wypalić i pracować w innym zawodzie.

Wolisz mieć wolną rękę w tworzeniu motocykli, czy też praca pod dyktando klienta nie stanowi dla Ciebie problemu?

Absolutnie nie pogardziłabym klientem, który położy pieniądze na stół, krótko nakreślając, co chciałby finalnie otrzymać i powie: „masz wolną rękę”. Wodze fantazji, na dzień dzisiejszy, tak naprawdę hamuje tylko budżet projektu. Zdecydowanie lepszy jest konkretny klient, który wie czego chce, niż taki, któremu można podsuwać miliardy propozycji, a on i tak będzie miał problem z ostatecznym wyborem. Praca pod dyktando nie stanowi dla mnie żadnego problemu, o ile życzenie jest fizycznie możliwe do spełnienia i zgodne z moim poczuciem estetyki.

Jakbyś miała podzielić pracę nad motocyklem na etapy, to jak one u Ciebie wyglądają?

Bardzo trafne pytanie. Moja praca przy projektach dzieli się na kilka etapów. Pierwszy to stworzenie jakiegoś zamysłu, wizji i wybór motocykla bazowego. Pomijając tak oczywiste kwestie, jak kupno i przegląd stanu technicznego motocykla, następnie pozbywam się wszystkiego, co niepotrzebne np. oryginalnych przełączników, siedzenia, kierownicy, oświetlenia, czy wydechu. Wszystko zależy oczywiście od projektu i od stopnia jego przebudowy. Następny i chyba najdłuższy etap – to wstępne budowanie bryły. Mierzę co trzeba, szukam części i próbuję spasować wszystkie elementy w jedną spójną całość. Motocykl dostaje mnóstwo nowych gratów. Czasem też modyfikowane są stare elementy, jeśli można wydobyć z nich coś fajnego. W momencie, kiedy stworzę „na surowo” (bez malowania) finalną bryłę, wtedy motocykl jest testowany, czy nic ze sobą nie koliduje, czy czegoś nie trzeba zmodyfikować lub przenieść w inne miejsce. Jeśli wszystko działa tak, jak powinno, to następuje etap kolejny – rozbiórka w drobny mak. W przeciągu jednego popołudnia motocykl zostaje rozebrany praktycznie do zera (to zależy też od tego, jakiej pracy wymaga silnik). Następnie elementy, takie jak: rama, zawieszenie, koła, wahacz, czy jakieś drobne mocowania zostają zabezpieczone i idą do piaskowania, a później do lakierowania proszkowego. Zbiorniki paliwa i błotniki lakieruje się „na mokro”. Przygotowana przeze mnie podstawa siedzenia zostaje obszyta przez tapicera. Silnik, jeśli tego wymaga, jest szkiełkowany, sodowany, bądź malowany, by uzyskać określone walory wizualne. A jeśli potrzebuje remontu, to robimy remont. Ostatni etap następuje, gdy wszystkie elementy są już gotowe do składania i wygląda to mniej więcej tak, jak klocki lego w wersji dla dużych dzieci. Zwykle zaczynam od włożenia silnika do ramy, następnie zawieszenie, wahacz i koła. Oczywiście montuję nowe łożyska, nowe przewody, linki oraz zalewam nowe płyny. Później idziemy w drobniejsze elementy. Składane są zaciski hamulcowe na nowych zestawach naprawczych, kierownica z osprzętem, elektryka. Na koniec zostaje tylko jazda testowa i strojenie, a później motocykl jedzie do swojego właściciela.

Czy wszystkie prace przy motocyklu jesteś w stanie wykonać sama? Niektóre prace powierzasz specjalistom w danej dziedzinie?

Mądre przysłowie mówi, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego! Robię to, co umiem zrobić i staram się nie brać sił na zamiary. Tnę, spawam, projektuję, składam, rozkładam, wyginam, szlifuję, naprawiam, remontuję. Jestem w stanie sama rozłożyć, przykładowo takiego Sportstera do ostatniej śrubki, ale kiedy trzeba włożyć silnik z powrotem w świeżo polakierowaną ramę – to w tym momencie przydają się dodatkowe dwie ręce. Zdarzało mi się odstawiać naprawdę niezłe akrobacje w warsztacie, kiedy próbowałam za wszelką cenę zrobić coś, bez niczyjej pomocy. Dlatego od marca tego roku nie działam już w pojedynkę i praca idzie znacznie lepiej. Nawet zwykła wymiana płynu hamulcowego idzie o wiele sprawniej. Trzeba byłoby mieć 6 rąk, nieskończoną siłę i mnóstwo cierpliwości, żeby poradzić sobie bez dodatkowej pomocy. Często moje usilne próby bycia samowystarczalną kończyły się krwiakami, siniakami, rozcięciami i kilkutygodniowym bólem pleców.

Nie mam cierpliwości, miejsca ani sprzętu do lakierowania i piaskowania, więc takie rzeczy zostawiam specom. Nie potrafię też szyć, więc siedzenia wykonuje dla mnie tapicer. Uważam, że to całkiem normalna kwestia. Profesjonalne warsztaty też zlecają pewne prace innym, chociażby chromowanie śrub i detali. Najważniejsze jest to, aby każdy wykonywał swoją pracę i robił to, co robić potrafi najlepiej. Efekt finalny i tak spoczywa na mnie, wraz z odpowiedzialnością za motocykl i zdrowie klienta.

Z pewnością sporo nowych umiejętności już nabyłaś, dzięki swojej pracy?

Od początku mojej kariery przyswoiłam naprawdę kawał wiedzy, a czuję się, jakbym przeczytała dopiero spis treści. Nie da się tego lepiej opisać. Nie mam 20 lat doświadczenia i nie mam się za taką, co pozjadała wszystkie rozumy. Uczę się poprzez pracę i nie boję się pytać. Najważniejsze są podstawy – wiedza ogólna na temat motocykla, pracy silnika, zasady działania poszczególnych podzespołów. Większość swojej wiedzy zdobyłam po prostu praktyką. Rozkładałam, oglądałam, czytałam i wszystko nabierało sensu. Z każdym rokiem czuję ogromny progres. Tak naprawdę jestem samoukiem, skończyłam liceum, a brudzę się w smarach. W wieku 19 lat otworzyłam swój mały warsztat. Sama nie wiem, kiedy to się wszystko stało.

Czy Twoja pierwsza wizja motocykla pokrywa się zwykle z tą finalną jego odsłoną?

Jeszcze się to nigdy nie zdarzyło, żeby zbudowany motocykl pokrywał się kropka w kropkę z graficznym projektem, który powstał przed rozpoczęciem pracy. Czasem efekt końcowy nie odbiega znacznie od pierwotnego zamysłu, a czasem powstaje coś zupełnie innego, niż zakładałam na początku.

Które z Twoich prac są Ci najbardziej bliskie? I czy z biegiem czasu cenisz je tak samo, czy jest po pewnym czasie taka natarczywa myśl, że coś można było zrobić inaczej?

Najbliższy memu sercu jest pierwszy Harley, którego przebudowałam kilka miesięcy temu. Co prawda był to tylko Sportster, ale zrobił mały szum na Konwencie we Wrocławiu i pojawił się nawet w magazynie Świat Motocykli. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że kilka ważnych dla mnie osób z branży mocno doceniło moją pracę i to jest największa duma. To był dla mnie duży krok. Na pewno do końca życia będę wspominać wszystko, co z nim związane.

Wymagam od siebie bardzo dużo, jak na moją krótką karierę. Nigdy nie jestem w stu procentach zadowolona ze swojej pracy. Każdego dnia chcę wiedzieć więcej i więcej. Zawsze chciałabym móc zrobić coś lepiej. Przy każdym skończonym projekcie z biegiem czasu wprowadziłabym jakieś drobne zmiany, ale to chyba dobrze, przynajmniej nie spoczywam na laurach. Nawet odpowiadając na Twoje pytania wciąż czuję, że moje odpowiedzi są niewystarczające, nudne, chaotyczne. To samo czuję w pracy. Mam tylko nadzieję, że znajdę kiedyś złoty środek, tak aby umieć docenić swoją dobrze wykonaną pracę, jednocześnie mając wciąż ambicje na robienie lepszych rzeczy.

Masz już takie „zawodowe zboczenie”, że jak widzisz motocykl – to od razu wyobrażasz sobie, co z nim można zrobić?

Pierwszy raz ktoś o to zapytał. Tak, dokładnie tak mam. Z przyzwyczajenia patrzę na motocykle pod kątem bazy do przebudowy. Oceniam kształt ramy, myślę nad tym, jakie zmiany można wprowadzić, żeby podrasować je wizualnie. Tu ucinam, tam spawam, zachowując przy tym odpowiednie proporcje. Automatycznie pozbywam się w głowie niepotrzebnych elementów i dodaję nowe. Mam wrażenie, że mój umysł działa jak program komputerowy. Czasem chciałabym wpuścić klientów do swojej głowy, bo nie zawsze umiem jasno i dokładnie zwizualizować swoje połamane pomysły.

W pewnym sensie „customizujesz” też swoje ciało i z pewnością wyróżniasz się z tłumu, podobnie jak Twoje motocykle?

Coś w tym jest. Zdecydowanie nie jestem niewidzialnym szarakiem. Kiedyś miałam mnóstwo kolczyków, ale pozbyłam się ich w większości, bo po prostu przeszkadzały mi w życiu codziennym. Miewałam kolorowe włosy i zawsze czymś musiałam się wyróżniać z tłumu. Na dzień dzisiejszy zostało mi jedynie tatuowanie się. Nie zafarbowałabym już włosów na inny kolor, niż blond i nie zrobiłabym sobie kolczyków na twarzy, czy w innym miejscu na ciele. To po prostu niewygodne. Staram się być mniej krzykliwa ze swoim wyglądem. Po kilku latach komentowania mojego wyglądu na ulicy, odwracaniu się za mną i pokazywaniu palcami – człowiek ma zwyczajnie dosyć.

Masz tatuaże związane z motocyklami?

Tak, mam kilka. Pierwszy tatuaż związany z motocyklizmem, który zrobiłam przedstawia czaszkę w kasku leżącą w trumnie, co oznacza tyle, co „ride till death”. Na udzie mam postać Jezusa w fioletowej szacie, trzymającego silnik Panheada. Taka moja religia. Na łydce mam kościotrupa jadącego motocyklem, a na przedramieniu świecę zapłonową. Lewa ręka jest rozpoczętym rękawem motocyklowym. Na dłoni mam kolorowy gaźnik S&S, na przedramieniu kopniak ze sprężyną i klucz płaski w kolorze różowym. A dopiero się rozkręcam. Na całych plecach chciałabym mieć silnik Kluckleheada, ale to plan na dalszą przyszłość.

Kultura custom’owych motocykli, warsztaty custom, oferty sklepów z akcesoriami – mają w Polsce coraz większy zasięg? Obserwujesz, że to trend modny i rosnący?

Obserwuję ten temat w Polsce dopiero od pięciu lat. Niemniej jednak zgadzam się z tym w stu procentach. Na początku motocykle typu custom wydawały się być dla mnie jakimś odległym, niszowym tematem, a okazuje się, że większość motocyklistów dzisiaj rozumie o co chodzi, kiedy mówisz „bobber” czy „cafe racer”. Zauważam też dużą zmianę w dostępności części do budowy motocykli, zarówno do HD, jak i do Japończyków. Oczywiście poszły w górę również ceny, np. tłumik, który kiedyś można było kupić za 30 zł, dzisiaj kosztuje 110 zł. Jest popyt – jest podaż. Nawet Romet zaczął produkować fabryczne Cafe Racery, ale na szczęście maszyny zbudowanej całkowicie pod siebie nie zastąpi żadna fabryka.

Jak często na motocyklach jeździsz?

Jestem raczej niedzielnym jeźdźcem. Więcej czasu zdecydowanie spędzam w warsztacie pracując, niż na przejażdżkach. Czasem zastanawiam się, czy właśnie dłubanie nie sprawia mi więcej przyjemności. W sezonie jeżdżę, jak tylko jest pogoda, ale raczej są to krótkie wypady do miasta w celu załatwiania jakichś spraw albo niedalekie wypady na pobliskie wioski, gdzie koła poniosą. Podczas pracy jeżdżę też motocyklami klientów, jeżeli wykonuję prace ingerujące w układ mechaniczny, czy elementy wpływające na bezpieczeństwo motocykla. Na brak wrażeń nie narzekam.

Masz jakiś prywatny motocykl? Jest przerobiony?

Właśnie kilka dni temu dotarł wreszcie mój nowy nabytek – Harley Davidson Dyna z 1981 Shovelhead. Jestem zakręcona na punkcie HD odkąd pamiętam i w końcu udało mi się zapracować na spełnienie swojego marzenia. Obiecałam sobie, że do zimy pojeżdżę w oryginale. Byłam przekonana, że wytrwam w postanowieniu, ale oczywiście zdążyłam już go rozebrać, prawie na części pierwsze i wprowadzam właśnie kilka drobnych zmian na ten sezon. Pewnie przez zimę zrobię całkowitą przebudowę i remont silnika, a co z tego powstanie zobaczymy…

 

Najnowsze