Doprowadziła do stłuczki, bo „miała zielone”

Niektórzy kierowcy zapominają, że zielony sygnał na skrzyżowaniu nie zawsze oznacza, że mamy bezwzględne pierwszeństwo.

To nagranie dobrze ilustruje to, że mając zielone światło nie możemy jechać z klapkami na oczach. Szczególnie w sytuacji, kiedy skręcamy.

Auto z kamerą wjechało na skrzyżowanie na zielonym świetle, podobnie jak jadące z naprzeciwka Daewoo Lanos. Tyle tylko, że drugi z kierowców chyba zapomniał, że skręcając w lewo nie ma bezwzględnego pierwszeństwa. Według autora nagrania pani kierująca Lanosem tłumaczyła, że przecież miała zielone światło

Najnowsze

Kierowca Audi 80 przesadził z prędkością

Klasyczne niedostosowanie prędkości do warunków drogowych zgubiło kierowcę, który chyba chciał pokazać, że jego wiekowy samochód nadal jest szybki.

Nagranie niedawno pojawiło się w sieci, ale zostało zarejestrowane w lutym. Dlatego jest prawdopodobne, że nawierzchnia była nie tylko mokra, ale również miejscami przymarznięta.

Śliski asfalt, a może także kiepskie opony, były powodem utraty panowania nad samochodem przez kierowcę Audi 80. Główną przyczyną była jednak nadmierna prędkość. Wiele wskazuje na to, że Audi ścigało się z autem z kamerą, co nie skończyło się dobrze.

Najnowsze

BMW zachęca do łamania przepisów, czy dużo krzyku o nic?

W tym miesiącu w sieci pojawiła się nowa reklama samochodów projektowanych przez dywizję M BMW. Reklama, która bardzo nie spodobała się dziennikarzom pewnego warszawskiego portalu.

Nowa reklama BMW M opowiada o niezwykłym mieście, zwanym M Town. Spotykają się tam posiadacze usportowionych modeli bawarskiego producenta, aby oddać się nieskrępowanej radości z jazdy swoimi samochodami. Fajna, dynamicznie zmontowana reklama, którą po prostu dobrze się ogląda.

Nie wszyscy jednak tak uważają. Dziennikarze warszawskiej sekcji portalu naszemiasto.pl ostro skrytykowali cały klip. Ich największym zarzutem jest to, że nie chodzi wcale o jakieś tam „M Town”, ale o Warszawę. Faktycznie, właśnie w naszej stolicy została nagrana część ujęć – widać na przykład panoramę miasta, fragment Wisłostrady i da się nawet wychwycić Pałac Kultury i Nauki. „Reklama adresowana do fanów BMW serii M przedstawia Warszawę jako plac zabaw dla kierowców sportowych samochodów” – podsumowuje swój wywód autor krytycznego tekstu.

Redakcja wspomnianego portalu wysłała prośbę o wyjaśnienie sprawy do przedstawicielstwa niemieckiego producenta. My natomiast zastanawiamy się o jaką sprawę chodzi. Jeśli o wytłumaczenie dlaczego przedstawiają Warszawę jako miejsce, w którym kierowcy „emek” mogą puścić wodze fantazji, to kompletnie tego nie rozumiemy. W klipie nie pojawia się żadna informacja na temat tego, że chodzi o naszą stolicę i nie tylko tam był on kręcony. Skąd więc to oburzenie i wyciąganie (za)daleko idących wniosków? My się raczej cieszymy, że polskie miasto zostało wybrane jako lokacja do stworzenia reklamy, która pojawi się na całym świecie.

Jeśli jednak zapytanie przesłane do BMW dotyczy „promowania niebezpiecznego stylu jazdy”, to częściowo rozumiemy ten zarzut. Samochód jadący prosto ulicą wcale nie musi jechać szybciej, niż pozwalałyby w danym miejscu na to przepisy, podobnie jak odgłos wkręcającego się szybko na obroty silnika niekoniecznie jest oznaką łamania prawa. Przyznajemy natomiast, że BMW M4 driftujące po powierzchni wyłączonej z ruchu, nieopodal Pałacu Kultury i Nauki, jest pewną przesadą. Podobne ujęcia powinny być raczej kręcone na torze.

Ciekawi jesteśmy odpowiedzi BMW na zapytanie odnośnie omawianej reklamy, a także tego, czy nie zainteresują się nią jakieś organizacje walczące z „zagrożeniami na drodze”. Warto przypomnieć reklamę Audi R8, na którym auto jechało co prawda niezbyt szybko, ale pojawiały się zbliżenia oka, w którym źrenica rozszerzała się i kurczyła wraz ze zmianą obrotów silnika. Reklama została zakazana przez brytyjskie Advertising Standards Authority, czyli urząd dbający o odpowiednią treść nadawanych reklam. Ta stworzona przez Audi „łączyła prędkość z ekscytacją”, co jest surowo zakazane. Producent tłumaczył, że chodziło o ukazanie koncentracji i skupienia, co zresztą później jest podkreślone przez napis, który pojawia się na ekranie. Tłumaczenie to nie spotkało się jednak ze zrozumieniem.

A co wy sądzicie o reklamach, na który widać szybko jadące, sportowe auta? Sądzicie, że rzeczywiście zachęcają do łamania prawa?

Najnowsze

Osobisty dźwięk w samochodzie coraz bardziej realny

Rewolucyjna technologia - tak bez wątpienia można nazwać projekt, nad którym pracuje Seat i Noveto. Zgodnie z właśnie podpisaną umową, firmy rozpoczęły test nowego rozwiązania, które może całkowicie zmienić wrażenia użytkownika w samochodzie. System umożliwia generowanie dźwięku bezpośrednio do ucha każdego pasażera, bez potrzeby korzystania ze słuchawek czy tradycyjnych głośników audio.

Noveto stworzyło pierwszy na świecie system „dynamicznego skupienia dźwięku”. Ta technologia zapewnia każdemu użytkownikowi wysoką jakość dźwięku, bez izolowania od otoczenia lub przeszkadzania innym. Rozwiązanie to umożliwi rodzicom zajmującym miejsca na przednich fotelach słuchanie własnej muzyki, podczas gdy dzieci siedzące z tyłu będą mogły cieszyć się własną rozrywką  – w tym samym czasie oraz bez potrzeby korzystania ze słuchawek.

Obecnie trwają prace nad zintegrowaniem innowacyjnej technologii w pojazdach SEAT-a. Specjalnie powołany do tego zadania zespół wykaże konkretne możliwości wykorzystania systemu. Wśród nich m.in. sytuację, w której kierowca może zarządzać nadchodzącymi połączeniami, podczas gdy inny pasażer słucha wybranej przez siebie muzyki. 

– Zastosowanie nowej technologii pozwoli nam otworzyć świat możliwości dla pojazdów prywatnych, a zwłaszcza dla pojazdów współdzielonych. Możliwość dzielenia się swoim samochodem i zachowania prywatności jest z pewnością wyzwaniem, które wydaje się coraz bardziej możliwe, dzięki takim rozwiązaniom jak to zaproponowane przez Noveto. Mamy nadzieję wkrótce zaprezentować je w naszych pojazdach – mówi Dyrektor ds. cyfrowych SEAT-a, Fabian Simmer. – SEAT chce inspirować do opracowywania tego rodzaju rozwiązań. Tym bardziej jesteśmy szczególnie dumni z postępów XPLORA. Mamy nadzieję, że jest to pierwszy z wielu zaskakujących projektów – podsumował.

 

Najnowsze

Sprawność amortyzatorów maleje z wiekiem samochodu

Badania przeprowadzone przez niemiecki instytut TUV (MOT) potwierdzają konieczność zwiększenia częstotliwości kontroli stanu technicznego zawieszenia wraz z upływem wieku samochodu. Zaniedbanie tych czynności zwiększa ryzyko spowodowania niebezpiecznej sytuacji na drodze.

Amortyzatory, jak każdy podzespół samochodu, ulegają stopniowemu zużyciu. Tempa tego procesu nie da się zaprogramować, bo uzależnione jest od wielu zewnętrznych czynników, jak roczny przebieg, stan dróg czy styl jazdy kierowcy. To także sposób podjazdów pod krawężnik, pokonywania tzw. śpiących policjantów oraz unikania przejeżdżania przez ubytki w nawierzchni jezdni. Nie bez znaczenia pozostaje regularna kontrola ciśnienia w kołach i przestrzeganie maksymalnej ładowności pojazdu.
 
Co więcej, bardzo często kierowca nie jest w stanie dostrzec pogarszającej się charakterystyki pracy amortyzatorów. Po prostu podczas codziennej jazdy samochodem stopniowo przyzwyczaja się do tego, przez co traci punkt odniesienia.
 
„Dużą rolę w ocenie stanu technicznego amortyzatorów pełni mechanik. Dobrą więc praktyką powinna być jego kontrola przy każdej nadarzającej się sytuacji, jak nadchodząca właśnie sezonowa wymiana opon” – mówi Andrzej Wojciech Buczek, doradca techniczny w firmie IHR Warszawa, przedstawiciela marki Bilstein w Polsce – „Na początek wystarczy spojrzenie na przebieg samochodu i rozmowa z jego właścicielem. Po zdjęciu kół łatwo też wzrokowo ocenić wygląd amortyzatorów, już tłuste zabrudzenia mogą świadczyć o mechanicznym uszkodzeniu ich konstrukcji”.
 
Jednak nie wszystkie defekty można zauważyć gołym okiem. O niesprawności amortyzatorów może świadczyć tzw. nurkowanie pojazdu podczas hamowania, podskakiwanie na nierównościach z wyczuwalnym dobiciem tyłu, jak i wibracje na kole kierownicy. Dlatego też szczegółowy przegląd zawieszenia powinien być wykonywany co 20 tysięcy kilometrów przebiegu. Rzeczywistość jest jednak daleka od ideału.
 
Aby uświadomić mechanikom i kierowcom jak ważny jest to problem, specjaliści z niemieckiego instytutu TUV (MOT), postanowili przeprowadzić niezależne kontrole. W ich wyniku stwierdzono, że w grupie samochodów do trzech lat od daty produkcji, zużycie amortyzatorów stanowiło 0,2 procent przypadków. Jednak już w kolejnej grupie, do pięciu lat, problem ten dotyczył już jednego procenta. Siedmioletnie pojazdy stanowiły odsetek 2,7 procent, zaś dziesięcioletnie 4,2 procent. W grupie zaledwie o rok starszej był to już co dwudziesty kontrolowany samochód.
 
Obecnie w Polsce, średnia wieku samochodu osobowego przekracza 13 lat!
 
„Zużyte amortyzatory mają bezpośrednie przełożenie na gorszą trakcję pojazdu, która pogarsza się jeszcze na mokrej, ośnieżonej czy pokrytej lodem nawierzchni jezdni. Znacząco wydłuża się przy tym droga hamowania, a każdy dodatkowy metr zwiększa ryzyko zaistnienia niebezpiecznej sytuacji” – dodaje Andrzej Wojciech Buczek – „Zużycie to ma również wpływ na pracę pozostałych układów, takich jak ABS czy ESP, nie tylko w zakresie uszkodzeń mechanicznych, ale też błędnie odczytanych parametrów przekazywanych do jednostki sterującej. Kierowca zdając, się na działanie tych systemów może nawet nie zdawać sobie sprawy z grożącego niebezpieczeństwa”.

Najnowsze