Doda królową motoryzacji?

Na Motocainie jeszcze jej nie było, przed wami więc jej spektakularny debiut. Powód? 100% motoryzacyjna stylizacja - jak zwykle szokująca. Taka właśnie jest Doda.

„Oponiarska” stylizacja to coś zupełnie nowego.
fot. lula.pl

Pudelek, Plotek, Kozaczek i inne plotkarskie portale prześcigają się w pokazywaniu jej zdjęć, przyłapywaniu na każdym kroku w mieście i śledzeniu życia najchętniej 24 godziny na dobę. My w tym wyścigu udziału nie bierzemy, ale dziś, chcemy pokazać jedną z ostatnich stylizacji Doroty Rabczewskiej, przez wszystkie media okrzykniętą jako ukłon w stronę motoryzacji. To nie Doda w różowym Bentleyu, białym Porsche, czy za kierownicą „L-ki” z połyskującym błyszczykiem na ustach zmieniająca biegi. To Doda w wersji „kocham opony”…

W ostatnim programie „Tylko nas dwoje” Doda wystąpiła w sukience mini okalającej jej biodra niczym opona z materiału przypominającego ogumienie. Równie czarny jak samochodowe koła materiał z daleka wydaje się twardy, a za wzór służy imitacja bieżnika Nie niknie jednak wrażenie, że to, co kontrowersyjna piosenkarka ma na głowie to opona.

Czy w ten sposób Doda chciała podkreślić swoją miłość do motoryzacji? Trudno powiedzieć, należy przypuszczać, że raczej ewidentnie zaszokowała, a to jej się wietnie wychodzi. Dzięki motoryzacyjnym konotacjom Doda zadebiutowała w Motocainie. Kto by pomyślał? 😉

Najnowsze

Top 5 absurdalnych gadżetów do auta z Allegro

Internet pełen jest  gadżetów, bez których podobno nie można żyć i akcesoriów, które łączą 5 funkcji w 1 urządzeniu. Część z nich jest łatwym sposobem na wyciągnięcie pieniędzy od żądnej nowinek użytkowniczki auta. Specjalnie dla was wybrałyśmy 5 aukcyjnych absurdów.

Niezbędnik każdej miłośniczki designu w samochodzie – tańczący Elvis 😉
fot. jan2406

Kiedy planujemy zrobić komuś oryginalny prezent często zaglądamy do internetu, a tam można przecież znaleźć wszystko. Nowości, super nowości, urządzenia, których „nikt nie ma”, akcesoria „-80% taniej”, gadżety „8 w 1”. Wszystko oczywiście ułatwi nam życie, wydłuży nasz sen, zaoszczędzi nasze pieniądze i uczyni nasze życie piękniejszym i bardziej wartościowym. Marketing jest dźwignią handlu, dobrze więc mieć świadomość, że ponad połowy tych fantastycznych rzeczy nigdy nie użyjemy, a duża część z nich jest zupełnie bezużyteczna z racji swojej jakości, a w zasadzie jej braku.

Przed wami top 5 najbardziej absurdalnych akcesoriów samochodowych oferowanych na polskim Allegro. Gwarantujemy wam zdziwienie, śmiech i oszczędzone pieniądze. Tylko to przeczytajcie! 

Miejsce 1 – ODSTRASZACZ KUN DO SAMOCHODÓW
Ile razy zdarzyło wam się spotkać w samochodzie kunę? Ile razy pomyślałyście, że może być ona zagrożeniem dla waszych ukochanych czterech kółek? Raz w życiu, a może nigdy? Pewnie ta ostatnia odpowiedź jest prawidłowa, tymczasem na Allegro kupić można „specjalne, renomowane urządzenie odstraszające” te zwierzęta. Gadżet emituje tony ultradźwiękowe i jest zamontowane w komorze silnika. Posiada specjalne certyfikaty bezpieczeństwa dotyczące wpływu na dzieci i zwierzęta (?). Koszt: 67 złotych. Niespotykane urządzenie kupisz tutaj

Miejsce 2 – ZEGAREK, BUDZIK DO SAMOCHODU
Obawiam się, że jeśli zaśniemy za kierownicą, to specjalny budzik samochodowy niewiele nam pomoże. Wypadek i tak murowany, po co więc w epoce telefonów komórkowych z funkcją budzika i zaawansowanych komputerów pokładowych (w Mercedesie system rozpoznający zmęczenie kierowcy) – plastikowe zegarki przylepiane do deski rozdzielczej? Nie wiemy. Zegarek nie grzeszy urodą, już na zdjęciu nie wydaje się też dobry jakościowo, cena: 4,99 potwierdza przypuszczenia. Oryginalny gadżet jednak jest i może niektórzy się skuszą. Dla nas absurd. Do kupienia tutaj. 

Miejsce 3 – KOGUT OSTRZEGAWCZY
Oferująca go firma reklamuje się hasłem „Z nami nie będziesz się nudzić” – coś w tym jest! Udawanie pojazdów uprzywilejowanych na pewno należy do atrakcji, pytanie tylko na jak długo i ile może to kosztować. Cena koguta to niecałe 20 zł, cena mandatu za bezprawne korzystanie z urządzenia pewnie z 10 razy wyższa. Mimo wszystko, jeśli chcemy kolejny „niezbędny” gadżet to samochodu, bo spieszy nam się na zakupy, można pomyśleć – chętni, jak widać w historii transakcji są i byli. Koguta kupisz tutaj.

Miejsce 4 – TAŃCZĄCY ELVIS
Znamy już kiwające głową pieski (must have zdaniem niektórych „specjalistów”), a tym razem przed wami mistrz rock’n’roll’a – 15 centymentrowy Elvis Presley we własnej osobie. Zabawka, którą za pomocą przyssawki można przytwierdzić do samochodowego lusterka lub szyby ma w połowie ciała wmontowaną sprężynę, która na polskich, licznych dziurach wprawia sylwetkę króla w nieskoordynowane ruchy przypominające podobno rock and roll’a. Koszt 6 zł, maskotkę można kupić tutaj. 

Miejsce 5 – BUTY DO PROWADZENIA SAMOCHODU
Ci którzy są święcie przekonani, że kobiety prowadzą gorzej niż mężczyźni, zagalopowali się jeszcze dalej, prezentując kobiece buty do prowadzenia samochodu?! Czym różnią się one od innych butów? Niczym! Łatwo wmówić jednak zmanipulowanym przedstawicielkom płci słabszej, że są niezbędnym elementem ich garderoby. Wystarczy do płaskich butów dodać hasło „idealne do samochodu”, by parę osób rozważyło chęć ich kupna. Nie popieramy, a do samochodu wybieramy takie buty, na jakie mamy ochotę. Używane buty „do samochodu” kupisz tutaj, cena, podobnie jak ich uroda, nie zwala z nóg. 

Najnowsze

Fiat Millesima – pół milionowa 500-tka

Wyprodukowanie pół miliona zgrabnych Fiatów 500 to dobra okazja do świętowania! Włączając w obchody wszystkich miłośników modelu, na dedykowanej mu stronie internetowej Fiat tworzy coś niezwykłego.

fot. Fiat

Nie pierwszy raz Fiat włącza w swoje działania miłośników swoich pojazdów i jednego szczególnego – Fiata 500. Gdy 4 lata temu na międzynarodowym rynku zbliżała się premiera tego kultowego samochodu miłośnicy marki dzięki platformie „500 wants you” mogli wyrazić swoje życzenie dotyczące jego wyglądu czy funkcjonalności. Dziś społeczność fiat500.com to 120 000 użytkowników z 206 państw, którzy włączają się w akcje organizowane przez włoskiego producenta. Równie chętnie biorą też udział w najnowszym projekcie, zainaugurowanym na początku maja.

Stworzenie jubileuszowego Fiata 500, który otrzymał nazwę Millesima (tysięczny) to dobry pomysł nie tylko na świętowanie 500 000 wyprodukowanych autek, ale i sposób na zaktywizowanie fanów modelu i obdarowanie ich wspaniałym prezentem. Nadwozie tego unikatu będzie bowiem w całości pokryte ich zdjęciami! Wchodząc na stronę www.fiat500.com można zarezerwować sobie własne, wybrane miejsce na karoserii i wysłać swoje zdjęcie, które go odzobi. 70% miejsc przeznaczonych jest dla szczęśliwych posiadaczy 500-tki, a 30% dla jej wiernych fanów.

Zaprojektowany przez internautów samochód zostanie wyprodukowany w 3 tygodnie i ruszy w rajd po jubileuszowych imprezach i wystawach. Fajnie jest znaleźć swoją podobiznę na masce ciekawego samochodu, znając jednak życie, my – kobiety, będziemy miały problem z doborem tego „najlepszego” zdjęcia, tymczasem trzeba się spieszyć. Ilość miejsc jest ograniczona.

Najnowsze

Z choppera na enduro Moto Magnus Corda

"Jeśli motocykl to tylko chopper! Przecież „plastikowe to nie motór" - tak mi powiedział kiedyś dobry kolega. W głębi duszy nadal zgadzam się z tym stwierdzeniem" - uważa Fryta, ujeżdżająca właśnie Moto Magnus Corda.

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

Jeśli motocykl to tylko chopper! Przecież „plastikowe to nie Motór” – tak mi powiedział kiedyś dobry kolega. W głębi duszy nadal zgadzam się z tym stwierdzeniem (zaraz zostanę zlinczowana, ale zaczekajcie z batami dopóki nie przeczytacie całej historii). Niewyobrażalne dla mnie było, żeby jeździć „jakimiś tam” ścigaczami, czy innymi motocyklami, które nie są chopperem. Moja teoria motocykla była prosta. Stary sprzęt o klasycznym wyglądzie, podobny do Harleya. Dodatkowo żadnych szyb, owiewek, frędzli i tego typu gadżetów. Do tego obowiązkowo skórzana odzież, kask – najlepiej orzech i gogle, ewentualnie otwarty z szybą. Całość wizji dopełniał obraz niczym kadr z filmu „Easy Rider”. Bezkresne podróże mało ruchliwymi drogami w krajobrazie zachodzącego słońca. Żadnych wariackich wyścigów na autostradzie, czy szaleństw na jednym kole. 

Kobieta zmienną jest…
Zafascynowanie motocyklami wpłynęło na moje dotychczasowe życie do takiego stopnia, że jazda oraz masa innych tematów związanych ze światem motocyklowym zaczęły dyktować nowe cele. Chęć poszerzania wiedzy z dziedziny motocykli oraz kultury motocyklistów zadecydowała o moim otwarciu na nowe horyzonty. A dzięki temu, że udało mi się zarazić motocyklami tatę, prędko pojawiła się możliwość posmakowania jazdy innym sprzętem niż chopper. Tata zainwestował w enduro. Mimo że namawiałam go na jakiegoś używanego KTM albo ewentualnie Hondę, to jednak w garażu obok mojej Virki stanął nowy chińczyk – Moto Magnus Corda… Muszę przyznać bez bicia, że motocykl nie robił na mnie wrażenia. Przecież to „jakiś tam chińczyk”, do tego mała pojemność (tylko 195 ccm), wizualnie też nie prezentował się atrakcyjnie. Na Boga, to jest plastik! Ale postanowiłam przełamać własne stereotypy. Wskoczyłam na enduraka i poleciałam na łąkę za domem… 10 minut szaleństwa na polu, trochę zabawy na szutrowych drogach wystarczyło, żebym przekonała się do innego typu motocykli. A przecież to dopiero początek przygody z enduro!  W głowie od razu narodził się plan, by zwiedzić okoliczne lasy. To dopiero będzie zabawa! A później… „Może spróbuję nauczyć się jazdy na jednym kole? Tak! Niedaleko jest awaryjny pas startowy. To będzie idealne miejsce do treningu. A po drodze do Mielna jest takie małe pole dla crossowców, może i tam sobie podskoczę?” Tak się wszystko zaczęło. Później już było tylko „z górki”. 

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

I po śniegu i po lesie…     
Mam już za sobą kilka dalszych wypraw endurakiem. Jednym z pierwszych wypadów było, jeszcze zimowe, otwarcie sezonu. Nie do przyjęcia był dla mnie fakt, że w czasie, gdy wszystkie drogi w mieście były już czarne, koło mnie lśnił oblodzony i zasypany wyjazd z garażu, na osiedlowych drogach panował klimat niczym ze środka zimy, a cały krajobraz dopełniała biała łąka za domem. O viragowym otwarciu sezonu mogłam tylko pomarzyć. Przez to, że w sezonie 09/10 zima była wyjątkowo sroga i długa, chęć jazdy była tym bardziej silniejsza. W tych okolicznościach narodził się inny plan – wskoczę na enduraka! Tak wiem, że 3 kreski powyżej zera to nie najlepsza temperatura, ale kto powiedział, że w takiej nie wolno jeździć?  Niestety nie mieszkamy w Hiszpanii, a prawda jest taka, że polski klimat nie sprzyja jednośladom. Owszem, można obrazić się na pogodę, schować motocykl, bo  „przecież zimą się nie jeździ, bo nie”. Ja jednak postanowiłam inaczej podejść do tego problemu. Dlaczego miałabym zimą rezygnować ze swojej pasji? Śnieg i małe enduro dają pewne możliwości, jakich nie mają mieszkańcy ciepłych krajów! Dlaczego miałabym z nich nie skorzystać?

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

O wyjeździe z garażu nie było mowy (przynajmniej za pierwszym razem) , więc wraz z siostrą wypchnełyśmy motocykl na prostą. Jeszcze trzeba było się ubrać i czas ruszać. Czekało mnie pierwsze odpalenie po dłuższej przerwie. Zdawałam sobie sprawę, że może zakończyć się niepowodzeniem, ale podświadomie nie  brałam  tej opcji pod uwagę. Musiał odpalić. I odpalił, ale po pół godzinnej walce. Ruszyliśmy… po śniegu, po lodzie. Właściwie, to ześlizgnęliśmy się do czarnego asfaltu. Udało nam się nie wywrócić. Nie było sensu zapuszczać się gdzieś daleko. Było zimno. Chodziło tylko o poczucie tego motocyklowego klimatu! Kilka kilometrów okolicznymi drogami i łąkami i można poszaleć, nawet zimą! Virażką nie było by szans na sportową jazdę po białej łące. Nie oznacza to , że jest gorszym motocyklem. Ma po prostu inne zastosowanie. Corda niezbyt nadaje się na bezkresne wojaże lokalnymi drogami. Nie ma tego „wow”, gdy się jeździ nim po asfalcie. Optymalna prędkość to 60-70 km/h, a to niestety trochę za mało na podróże krajowymi drogami. Nie wspomnę o drogach ekspresowych, czy autostradach. Nie raz powtarzałam, i pewnie wielu się ze mną zgodzi, że jazda między dwoma tirami nie należy do najbezpieczniejszych. Niestety taka „200” nie ma zapasu mocy. Nie ma tej rezerwy na „wypadek gdy”- świadomości, że można przyspieszyć w razie potrzeby. Ale enduro zimą… to jest to! Długo zwlekałam z wyprowadzeniem motocykla zimą i w efekcie dopiero w lutym podjęłam wyzwanie. Tego zimowego sezonu to był jedyny wypad, ale mam nadzieję, że to nie ostatnia moja zima i jeszcze będzie okazja sprawdzić się na śniegu!

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

Inny wyjazd, to ponad 70 km leśnymi drogami – rajd na orientację. Endurak sprawdził się rewelacyjnie. Ostatecznie zmieniłam zdanie o małych pojemnościach. Do nauki, na początek są idealne! Przecież rzecz nie w tym, żeby poślizgnąć się na pierwszym piasku i poobijać albo co gorsza połamać. Chodzi o to, by zdobyć kolejne rejony, skakać po dziurach, wjeżdżać pod góry i z nich zjeżdżać, omijać przeszkody. A za sobą pozostawić tylko smugę piachu… Ważne jest, by w stu procentach panować nad maszyną. W lesie czyhają zupełnie inne niebezpieczeństwa niż na miejskich drogach. To nie jest zwykła jazda po prostej. Inny świat, inna zabawa. Warto zacząć od małej pojemności, nabrać troszeczkę pokory. Tak naprawdę to w na nowo trzeba uczyć się jeździć. Na własnej skórze sprawdziłam, że leśne i polne środowisko to raj dla enduro! A  z małych pojemności można dużo wyciągnąć! Oczywiście zdaję sobie sprawę, że i w lesie na pewnym etapie może wkraść się uczucie niedosytu, braku mocy…  I tutaj wkrada się Honda Dominator 650. Miałam okazję pojeździć tym sprzętem. I mam nadzieję, że jeszcze nie raz będzie okazja go dosiąść. Kolejny motocykl z zupełnie innej bajki, nadający się i na leśne drogi i na szaleństwo po asfalcie. Testowałam Dominatora na asfaltowej drodze z Połczyna Zdroju do Bobolic. Jak zwykle z pasażerem i jak zazwyczaj w niezbyt komfortowych warunkach pogodowych. Wniosek jeden – ma kopa. Tutaj nie ma mowy o braku mocy…

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

Te wypady nie oznaczają, że zrezygnowałam z chopperowych podróży w nieznane. Sezon dopiero się zaczyna! A ja? Otworzyłam się na nowe horyzonty, odkryłam nowe przyjemności. Przyjemności z jazdy na motocyklach sportowo-turystycznych. To dopiero początek przygód… Natomiast w dalszym ciągu największą tajemnicą pozostają dla mnie ścigacze. Miałam okazję jeździć jako plecak (zresztą z dobrą motórową koleżanką), ale sama jeszcze nie prowadziłam. Już nie mówię im stanowczego NIE. Wręcz przeciwnie… mówię stanowcze TAK. Docelowo obok Virki i Enduraka chciałabym dostawić „plastika” z krwi i kości, czyli ścigacza! Po obejrzeniu znanego filmu „Stunt Days”, to chętnie bym nawet spróbowała swoich sił w stuntcie. Wiem jedno – nie ma rzeczy niemożliwych i nie ma sensu samemu się ograniczać. Wiem też drugie – na pewno dowiecie się o moich kolejnych podbojach motocyklowych. Zapowiada się pracowity rok!

Szerokości!

Najnowsze

Jak przygotować samochód do letnich wojaży?

Zbliżające się lato skłania do myślenia o coraz dalszych podróżach samochodem. Każda z nas już pewnie zmieniła opony na letnie, a teraz jeszcze trzeba przygotować auto pod kątem bezpieczeństwa. Przed wyjazdami umycie samochodu naprawdę nie wystarczy.

Proponujemy sprawdzenie 7 punktów bezpieczeństwa oraz ciśnienia we wszystkich oponach, w tym także koła zapasowego. Skontroluj: 

  1. geometrię kół
  2. stan opon, w tym zużycie bieżnika i prawidłowe ciśnienie we wszystkich 5 kołach
  3. stan piór wycieraczek
  4. poziom oleju
  5. stan zawieszenia, łożysk, amortyzatorów
  6. stan klocków i tarcz hamulcowych oraz poziom płynu hamulcowego
  7. oświetlenie (reflektory) 
Sprawdzaj przynajmniej raz w miesiącu ciśnienie w oponach.
fot. Motocaina

Jeśli jeszcze nie zmieniłaś opon z zimowych na letnie, to warto odwiedzić serwis i to zrobić. Przy wyższych temperaturach opony zimowe, które wykonane są z miękkich mieszanek, szybciej się zużywają, a jazda na nich po suchym i rozgrzanym letnim słońcem asfalcie jest wręcz niebezpieczna. 

Warto podkreślić, że ciśnienie w oponach należy sprawdzać regularnie i co istotne, również w kole zapasowym, które zazwyczaj wozimy w bagażniku, ponieważ w razie wypadku, znajduje się on w strefie zgniotu.  

Badania Francuskiego Stowarzyszenia Firm Eksploatujących Autostrady wskazują, że 6 proc. śmiertelnych wypadków na drogach szybkiego ruchu powodowanych jest złym stanem ogumienia. Nieprawidłowy poziom ciśnienia w oponach powoduje zmniejszenie przyczepności, wydłużenie drogi hamowania i zwiększa ryzyko eksplozji opony. Problem wynika z nieprawidłowego rozłożenia nacisku osi pojazdu na podłoże oraz zmiany powierzchni styku opony z nawierzchnią. Ponadto, gdy w oponie jest niewystarczająca ilość powietrza, rosną również opory toczenia, przez co spalamy więcej paliwa. 

fot. Euromaster

– Najwięcej wypadków drogowych, co gorsza również z udziałem dzieci, zdarza się w okresie letnim. Wtedy właśnie wybieramy się w dalekie trasy. Z jednej strony jesteśmy zmęczeni po długim okresie pracy, a z drugiej, myślimy o zbliżającym się miejscu, do którego udajemy się wypocząć. Często więc jeździmy szybciej, zwłaszcza gdy „dobra droga”, aby jak najszybciej dotrzeć do upragnionego miejsca. Przed zbliżającym się latem powinniśmy zatem zadbać o stan naszego samochodu, a tym samym bezpieczeństwo naszych bliskich – wyjaśnia Anna Paszt z Euromaster Polska.

Najnowsze