Dni BMW Motorrad w Garmisch-Partenkirchen – relacja

Choć raz w życiu należy odbyć wyprawę na zlot motocykli BMW w Garmisch-Partenkirchen. Dlaczego? Wyjaśnia Kasia Frendl.

Są takie motoryzacyjne wydarzenia, o których się marzy. Dla jednych to MotoGP, czy zawody na wyspie Man, dla innych rajd Paryż-Dakar, dla jeszcze innych niszowa impreza gromadząca np. motocyklowe customy. Każdy event ma to „coś” wyjątkowego, co gromadzi ludzi z określoną pasją. Jednym z tych, które szczerze polecam, jest zlot motocykli BMW (i nie tylko), zlokalizowany w bawarskich Alpach, pod słynną skocznią narciarską w Garmisch-Partenkirchen. To tu spotykają się wszyscy entuzjaści w jednym miejscu – zarówno Ci, którzy sportowo traktują motocyklizm, jak i podróżnicy, offroaderzy, customowcy, początkujący, zaawansowani, lanserzy i zwykli motocyliści. Liczba jednośladów na kilometr kwadratowy, zaprojektowanych aby ludzi zdziwić czy rozweselić przerasta liczbę samych motocyklistów.

Tegoroczne dni BMW Motorrad były czternastymi z kolei. Zgromadziły w niemieckim, górskim kurorcie około czterdziestu tysięcy uczestników, przybyłych tu z całego świata. Wielu przyjechało tu po raz pierwszy, ale duża część powraca do Garmish rok po roku. Do nich zaliczam się również ja.

Czego można spodziewać się na BMW Motorrad Days? Wycieczek motocyklowych po alpejskich serpentynach z przewodnikiem, pokazów na ścianie śmierci, stunt show, warsztatów tematycznych (np. o jeździe motocyklem z kamerą Go Pro), sesji autografów znanych zawodników motocyklowych, pola testowego motocykli GS, parady motocykli, ekspozycji wielu marek i firm motocyklowych, występów przeróżnych kapel i typowej bawarskiej biesiady przy piwie.

Wśród zgromadzonych spotkaliśmy wiele znanych w społeczności BMW Motorad osób, które cieszyły się wraz z innymi gośćmi całym wachlarzem atrakcji i wydarzeń, jakie ten event mógł zaoferować. Poniżej to, co mieli oni do powiedzenia na temat długiego, lipcowego weekendu.

Michael Dunlop, zwycięzca wyścigów Isle of Man Senior, Superbike oraz Superstock TT, a także North West 200 na S 1000 RR, gość z Irlandii Północnej.

„Tu jest fantastycznie! Piękna pogoda, ekscytująca atmosfera, wszyscy w świetnych humorach. To nie przypomina żadnej innej imprezy, na jakich dotychczas bywałem. Miałem tu mnóstwo obowiązków do wypełnienia, ale każdy z nich był po prostu przyjemnością”.

Jolandie Rust, podróżniczka, gość z Republiki Południowej Afryki. „Jestem na tej imprezie po raz pierwszy i zdecydowanie będę się starała bywać na niej co roku. Spędziłam tu wspaniałe chwile i spotkałam tak wielu ludzi… Nie zrobiłam kroku, nie spotkawszy kogoś znajomego, albo kogoś, kto by o mnie słyszał. Tu tak dużo się dzieje, że wszyscy chcą tutaj jeszcze wrócić, niezależnie od tego z jak daleka będą musieli przyjechać…”

Ryan Pyle, fotograf i filmowiec, gość z Kanady. „Jestem na Dniach BMW Motorrad po raz pierwszy i to jest niezwykłe doświadczenie. Tu jest tak wiele do zobaczenia i do zrobienia! Móc obejść wszystkie namioty i zobaczyć wszystkich wystawców, obejrzeć pełną gamę motocykli, pogawędzić z ludźmi, pojeździć i podszkolić się w Enduro Park – wszystko to było spełnionym marzeniem. Jeśli chcesz mieć mnóstwo fajnej zabawy przez trzy dni i spędzić czas wśród ludzi kochających motocykle – wystarczy po prostu tu przyjechać.”

Tak właśnie wygląda polski samochód elektryczny w nadwoziu hatchback oraz SUV. Znamy nazwę, logo i hasło!
Valerie Thompson, sześciokrotna rekordzistka prędkości na lądzie na BMW S 1000 RR, gość z USA. „W zeszłym roku byłam tu po raz pierwszy, teraz znów mam tę przyjemność. Pojeździłam na przykład na C evolution i to było bardzo inspirujące, szczególnie możliwości zmian trybów jazdy. Na BMW Motorrad Days jest tyle pasji dla motocykli, tyle szans wyrażenia własnej indywidualności… Mnóstwo wspaniałej zabawy i jeśli nawet przybywasz z drugiego końca świata, czujesz się częścią tej samej społeczności.  To niewielka społeczność, ale rozciąga się na cały świat, więc okazałam się rozpoznawalna i sprawia mi to niemałą przyjemność. Naprawdę cieszyłam się cudowną gościnnością i nieustannymi prośbami o autograf.”

Tak właśnie wygląda polski samochód elektryczny w nadwoziu hatchback oraz SUV. Znamy nazwę, logo i hasło!
Kathrin Tölle, wytatuowana modelka i twarz komercyjnej kampanii BMW Motorrad Days 2014, znana jako Makani Terror. „Spędziwszy dwa dni z ekipą BMW naprawdę pokochałam tutaj być. Troszkę obawiałam się tutaj przyjechać, bo zwykle bywam na rockowych imprezach, ale ludzie okazali się naprawdę przyjaźni, więc byłabym zachwycona mogąc powrócić tu w przyszłym roku. Wielu ludzi rozpoznało mnie ze zdjęć reklamowych, na których się pojawiłam, więc teraz czuję się zainspirowana, żeby uzyskać prawo jazdy na motocykl z pełnymi uprawnieniami. Kocham design R nineT, więc pewno na niego się zdecyduję. To był naprawdę wyjątkowy festiwal, z tak bogatym programem dla całej rodziny – nawet dla dzieci – jakiego nie znajdziesz na żadnym motocyklowym evencie, więc… to było naprawdę niezwykłe…”

Katrin Matsushita, była mistrzyni w futbolu stołowym, gość z Niemiec. „Jestem tu pierwszy raz i myślę, że to naprawdę wspaniała impreza.  Wyjątkowa i… nie sądzę, żeby gdzieś indziej działo się coś podobnego. Miałam przyjemność poprowadzić tu turniej piłkarzyków, ale trochę się również rozejrzałam. Ludzie mieli zabawę walcząc przeciwko mnie przy stole, mogłam dać im przy okazji trochę rad. Co prawda ani razu nie przegrałam, ale trafiło mi się kilku całkiem mocnych przeciwników.”

Rene Changuion, prezes Christian Motorcyclists Association, gość z RPA. „Jeżdżę motocyklem BMW od trzydziestu lat, ale w Garmisch-Partenkirchen na BMW Motorrad Days jestem po raz pierwszy. Co za niespodzianka! Cieszę się bardzo, że przyjechałem tu i sądzę, że jest to coś, co musi zrobić każdy motocyklista BMW. Nie mogę się doczekać kiedy będę tutaj ponownie, ponieważ ludzie są tu wyjątkowo przyjaźni, jest mnóstwo zajęć i dla każdego znajdzie się coś, co go zainteresuje.”

Polski, elektryczny dostawczak 3,5 tony z zasięgiem do 150 km już jest!
Hannes Jaenicke, aktor, gość z USA. „To dla mnie była duża przyjemność, po prostu doskonały weekend. Przyjechałem w sobotnie popołudnie, na motocyklach, z kilkoma paniami, podróżując bocznymi, krętymi drogami z Monachium, częściowo nieznanymi mi wcześniej. To naprawdę piękna okolica i wręcz doskonała dla motocyklistów, a już w pełnym słońcu, tak jak w ten weekend… Nie chciało mi się zakładać skór, bo było na to zbyt gorąco, szczególnie podczas jazdy na „Gieesach” w Enduro Park w niedzielny poranek.”

Brabus 92R
Markus Eichberger, zwycięzca GS Trophy w Niemczech i członek niemieckiej reprezentacji na nadchodzący finał International GS Trophy w Kanadzie. „Na Dniach BMW Motorrad spędziliśmy wspaniałe chwile, spotkaliśmy się tu z kolegami z Alps Team (reprezentacji Austrii i Szwajcarii na GS Trophy) i pogadaliśmy o naszym podekscytowaniu w związku z wyprawą na International GS Trophy w Kanadzie, która nastąpi w czasie paru najbliższych miesięcy. Mieliśmy także krótki wypad na GS Trophy Try-Out, który jest imprezą zorganizowaną specjalnie z myślą o tym weekendzie i na której świetnie się bawiliśmy. Jeśli nigdy wcześniej nie byłeś na Dniach BMW Motorrad, upewnij się, że znalazły się w twoim kalendarzu na przyszły rok.”

 

 

 

Polski, elektryczny dostawczak 3,5 tony z zasięgiem do 150 km już jest!
Dekel Bor, gitarzysta jazzowy i kompozytor. „BMW Motorrad Days były naprawdę niezwykłą, kulturową celebrą życia. Nawet po piętnastu latach występów na muzycznych festiwalach całego świata nigdy nie natrafiłem na imprezę, na którą ludzie, dzielący swoje pasje i sposób na życie, zjeżdżają ze wszystkich zakątków świata żeby na niej świętować. Motocykliści przedstawiali się sobie nawzajem, opowiadali sobie historie, pili i śmiali się. Po trzech dniach poznałem już mnóstwo ludzi i chodziłem po pięknym Garmisch, czując się jakbym przebywał w rodzinnym gronie. Nie mogę się doczekać na 2015!”

Viola Weiss, prezenterka radiowa i telewizjna, głos BMW Motorrad Days w 2014 r. „Kolejny raz mieliśmy cudowną imprezę, z przepiękną pogodą, ludźmi z całego świata i doskonałą atmosferą. Kocham to, a owe trzy dni znów przeminęły zbyt szybko! Wspaniale było spotkać Michaela Dunlopa, który wygrał Isle of Man TT i na pewno jest jednym z najodważniejszych ludzi na Ziemi. Lubię także Mattie Griffina – on jest tak miłą osobą, zrobił też wspaniały pokaz. Upewnijcie się, że przyjedziecie tu w przyszłym roku żeby świętować wraz z nami. Wieczorne przyjęcia są wspaniałe, ludzie są fantastyczni, więc przyjedźcie tu i dołączcie do nas!”

Polski, elektryczny dostawczak 3,5 tony z zasięgiem do 150 km już jest!
Alena Gerber, aktorka, modelka i prezenterka tv, gość z Niemiec. „To było niezwykłe, tak jak co roku – tym razem był to mój czwarty raz – i kocham tę atmosferę oraz ludzi. Przyjechanie tu to obowiązek każdego motocyklisty, a ja już nie mogę się doczekać przyszłego roku! Jestem fanką RR, więc tu mogłam dzielić się moją pasją z innymi. Wzięłam także udział w pokazie lifestylowych ubrań, który był wspaniały. Byłam zachwycona pokazem mody BMW oraz przedstawieniem z nowym elektrycznym skuterem C evolution, występującym w otoczeniu modeli i tancerzy. Myślę że razem udało się nam wszystkim zrobić świetny show.

Polski, elektryczny dostawczak 3,5 tony z zasięgiem do 150 km już jest!
Anika Schulze, właścicielka HP4 i przewodniczka na Monachilskim #SocialTestride. „BMW Motorrad Days były wspaniałym wydarzeniem – wielkie przyjęcie dla młodych i starych. To jak ogromna rodzina fanów BMW z całego świata. Tak dużo możesz tu zobaczyć, spotkać tak wielu przyjaznych ludzi, zobaczyć tak wiele starych i nowych motocykli. Jedna ogromna atrakcja obok drugiej! Piękna okolica dla mnóstwa motocyklowych wycieczek, jedyny zgrzyt to to, że nie zarezerwowaliśmy sobie hotelu na ten weekend, więc niestety nie mogliśmy tutaj zostać. Ale przecież wrócę tu w przyszłym roku!”

 

 

 

 

Mattie Griffin, zawodowy kaskader motocyklowy, jeżdżący na BMW F 800 R. „To naprawdę szalona impreza i jestem pewien, że nie ogarnąłem tego zanim nie ruszyłem do domu. BMW wie dobrze jak się wydaje przyjęcia – to wyglądało tak jakby zaprosili całe miasto! Tak wielu ludzi przyjeżdża tutaj rok po roku, że BMW chyba musi coś tu robić dobrze… Wpadłem na ludzi z mojego rodzinnego miasta, również ludzi z Kanady, którzy zaprosili mnie na występ na ich własne BMW Motorrad Days w zeszłym roku. Większości gości, podobnie jak mnie, podobało się po prostu przebywanie w tej atmosferze. Wokół byli szczęśliwi ludzie i to była tak relaksująca impreza, że jeśli myślisz o przyjeździe – już teraz zrób rezerwację na przyszły rok!”

To wydarzenie, którego nie można przegapić. Trzeba choć raz w życiu doświadczyć tej gremialnej radości bycia wśród przyjaźnie nastawionych motocyklistów z całego świata.

Kto nie był, niech będzie!

Relację z kobiecego wypadu do Garmish w 2011 roku przeczytasz tutaj.

Najnowsze

Test Infiniti Q50 S Hybrid AWD – zjawisko

Gdzie przebiega cienka granica pomiędzy kolejną nowością na rynku motoryzacyjnym, a czystym objawieniem? Kiedy samochód przestaje być jedynie środkiem transportu a zaczyna być sztuką użytkową? W którym momencie jazda przestaje być tylko przyjemnością a zaczyna być przeżyciem? Jest tylko jedna odpowiedź na te wszystkie pytania.

Edna Woolman Chase, redaktor naczelna magazynu Vouge mawiała, że „Modę można kupić. Styl trzeba mieć”. Wypowiadając te słowa, z pewnością nie miała na myśli świata motoryzacji. Z pewnością jednak te słowa, jak żadne inne, oddają to, co w motoryzacji najcenniejsze. Infiniti podążając za modą wyposażyło model Q50 S w napęd hybrydowy, a ten, jak wiadomo, od jakiegoś czasu jest prawdziwym krzykiem mody. Jednak to styl tego samochodu jest niezaprzeczalnie jego wygraną.

Niesamowitą galerię zdjęć z naszego testu autorstwa Jana Zagrodzkiego można obejrzeć tu.

Infiniti Q50 S Hybrid AWD – zjawiskowe
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Patrzę na niego i czuję przyjemną falę ciepła rozlewającą się w mojej  głowie. Przetłoczenia z wyszukaną finezją wędrują po muskularnym nadwoziu tworząc spektakularne widowisko. Całość jest jak garnitur od Armaniego – perfekcyjna. Co ciekawe, nie jest to jedynie zabieg czysto kosmetyczny, a efekt licznych badań i wnikliwych testów. Swój boski palec do całości przyłożyła współpraca z zespołem Formuły 1 Infiniti Red Bull Racing, dzięki czemu udało się uzyskać znakomity współczynnik oporu powietrza wynoszący 0,28.

Infiniti Q50 S zawalczy o klientów z poważnym przeciwnikiem – niemiecką konkurencją. A ta jest jak bracia Kliczko – od kilku lat twardo na szczycie. Jakiej tajnej broni użyje zatem japońska marka?

Infiniti Q50 S Hybrid AWD
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Pod prąd
Wsiadanie do tego samochodu przypomina film „Gwiezdne wrota” Rolanda Emmericha – to przejście do całkiem innego świata. Wnętrze przyjęło mnie doskonałej jakości materiałami oraz ładnym i starannym wykończeniem. Nazwa Infiniti wyhaftowana na oparciach to akcent, którego mogłoby nie być, ale to właśnie takie drobiazgi składają się na wyjątkowy styl samochodu. Fotele są prawdziwym kosmosem i mogę użyć tego sformułowania z czystym sumieniem. Ich kształt oraz budowa to efekt współpracy z NASA, zatem mimo braku regulacji w 48 kierunkach trzymają ciało oraz zapewniają komfort jak mało które z obecnych na rynku. Z tyłu pasażerowie będą podróżować równie wygodnie, ale bez nadmiaru miejsca. Swoistą rekompensatą jest wybitne nagłośnienie, które wnętrze samochodu przekształci w salę koncertową.

Szybko rzucają mi się w oczy dwa wyświetlacze na desce rozdzielczej. W myśl starej zasady, że „co dwie głowy to nie jedna”, kiedy na jednym wyświetlaczu nawigacja wskazuje mi trasę podróży, drugi z nich umożliwia mi wybór kolejnej piosenki z albumu Depeche Mode. Niesamowite! Na miłośników gadżetów również czeka ciekawy prezent: system InTouch oferujący dostęp m.in. do Google’a czy Facebooka na pokładzie auta. Samochód został naszpikowany taką liczbą rozwiązań, że można w nim spędzić tydzień, a każdy kolejny dzień będzie swoistym odkryciem. Literka S na tylnej klapie nie daje mi jednak spokoju; czy ten samochód to prawdziwy demon czy tylko jego imitacja?

Infiniti Q50 S Hybrid AWD
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Posmak euforii
Ruszam z miejsca. Wyostrzam wszystkie zmysły. Wrażenia z jazdy chcę chłonąć całą sobą. Już po kilku przejechanych metrach wiem jedno: to nie jest zwykła hybryda. Samochód został wyposażony w automatyczną i całkiem bystrą w działaniu skrzynię biegów, zaś zastosowanie silnika elektrycznego oferuje coś znacznie więcej, niż tylko oszczędność paliwa: jest prawdziwym zastrzykiem sterydów dla silnika benzynowego. Wprawdzie pod maską został ukryty dość mocny zawodnik w postaci 3,5-litrowej, benzynowej jednostki V6 o mocy 306 KM, ale doładowanie dodatkową mocą 68 KM sprawia, że mam do czynienia z prawdziwym championem. Całość w połączeniu z napędem na obie osie i potężnym momentem obrotowym (546 Nm) sprawiło, że poczułam, jakbym narodziła się na nowo.

Wnętrze Infiniti Q50 S Hybrid AWD
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Samochód błyskawicznie reaguje na każde naciśnięcie gazu, mimo że swoją masą przyprawia o zawrót głowy (1901 kg – włosy stają dęba). Nigdy nie siedziałam za sterami odrzutowca, ale zaryzykuję stwierdzenie, że ten samochód właśnie tak się prowadzi: jest szybki, precyzyjny i obłędnie przyjemny w kierowaniu. Z odrzutowca Infiniti Q50S ma jednak o wiele więcej. To pierwszy samochód bez mechanicznego połączenia kierownicy z kołami. Sceptykom i złośliwym krytykom mówię stanowczo: TAK! To działa! Układ kierowniczy chodzi, jak dobrze wytresowany pies na smyczy – reaguje na każdy nawet najmniejszy ruch, za to nie daje mi odczuć żadnych drgań przenoszonych przez koła. System Direct Adaptive Steering zadba o to, aby mojej radości stało się zadość dając do wyboru trzy rodzaje natężenia pracy układu kierowniczego i szybkości reakcji. Najbardziej czuły dostarcza niekończącej się frajdy na licznych i ciasnych zakrętach. Bardziej leniwy tryb zadba o nasze bezpieczeństwo podczas większych prędkości na trasie, nie reagując na drobne ruchy kierownicą. Poezja nie samochód.

Napęd na cztery koła trzyma tego wariata na zakrętach równie mocno, co klej Budapren. Wprawdzie można próbować „siłować się” z nim w celu zerwania przyczepności, ale z góry uprzedzam: samochód łatwo się nie podda. Nawet jeżeli kierowca odniesie chwilowy „sukces” nad elektroniką, ESP szybko włączy się do gry i ustawi pojazd na właściwym torze jazdy. Pozostaje jedynie oddać się rozkoszy płynącej z pokonywania kolejnych zakrętów. Swoją drogą jest ich w Warszawie zdecydowanie za mało.

4 tryby pracy Infiniti Q50 S Hybrid AWD
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Grając w lidze premium Infiniti Q50 S ma być propozycją dla tych nawet najbardziej kapryśnych klientów. Nie zdziwiła mnie zatem obecność czterech trybów jazdy, coraz częściej stosowanych we współczesnych samochodach, pomijając już fakt, że z różnym skutkiem. Infiniti szybko mi utarł nosa dobitnie udowadniając, że to nie jest jedynie atrapa, lecz cztery różne nastroje w jakich samochód da się poznać. I tak w trybie Eco Q50S prowadził się nieco leniwie, wręcz ospale. Moje naciski na pedał gazu ostentacyjnie ignorował. Żył własnym życiem, czyniąc tym samym spore oszczędności w zużyciu paliwa. 7,8 litra/100 km przy takiej masie pojazdu to przyjemny wynik. Tryb Sport to prawdziwa uczta dla zmysłów. Jest jak piękny sen, z którego nie chcę się wybudzać. Samochód robi się znacznie bardziej agresywny w prowadzeniu, a układ wydechowy zaczyna warczeć, dając do zrozumienia, że zabawa dla grzecznych dziewczynek właśnie się skończyła. Przestawienie skrzyni biegów w tryb manualny daje dodatkowy prezent – zmianę biegów za pomocą sporych łopatek umieszczonych za kierownicą. W tym trybie nie ma miękkiej gry – wskazówka obrotomierza zawędruje do samego końca, a jeżeli w porę nie zmienimy biegu, żaden elektroniczny kaganiec nie zepsuje nam tej zabawy. A to wszystko za jedyne 13 litrów na setkę – czy można chcieć czegoś więcej? Podczas zabawy warto mieć gdzieś z tyłu głowy, że ten samochód to ciężka kategoria. Wyhamowanie niecałych dwóch ton przypomina zatrzymywanie rozpędzonej kuli armatniej i mimo, że do dyspozycji kierowcy są bardzo mocne hamulce, droga hamowania w skrajnym przypadku może wynieść tyle, co z Warszawy do Krakowa. Kiedy zatem wraz z odpinaniem wszelkich zapasów mocy nie odepniemy również zdrowego rozsądku, ten samochód naprawdę może narozrabiać w naszym sercu i głowie.

Infiniti Q50 S Hybrid AWD
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Czy dać się wo(d)zić na pokuszenie?
Jest piękny, szybki i wręcz czarujący. Napęd na obie osie skutecznie zadba, aby radość z jazdy nie miała końca. Wprawdzie systemów elektronicznych jest w nim aż nadto, ale przecież ich zakup nie jest przymusem. Podczas codziennej jazdy dostarczy komfortu. Mając gorszy dzień wystarczy w Infiniti Q50 S obudzić łobuza i dać mu skutecznie poprawić nam nastrój. Jest nie tylko szykownym dodatkiem do naszego charakteru, lecz również rasową i naprawdę fajną zabawką. Doskonałe osiągi i styl prowadzenia skutecznie wdeptują w ziemię wszelkie stereotypy związane z hybrydą – jest, ale jakby jej nie było. I tylko graniczące z cudem zużycie paliwa w stosunku do radości z jazdy od czasu do czasu przypominają, że gdzieś pod spodem znajduje się niekonwencjonalny układ napędowy.

Ceny Infiniti Q50 S zaczynają się od 215 849 złotych. Za wersję z napędem AWD trzeba już zapłacić 226 336 złotych. Do wyboru jest również wersja w wysokoprężnym silnikiem, a jego ceny zaczynają się od 144 493 złotych. Tak niska cena za tak dobry samochód może się okazać prawdziwym asem w rękawie producenta.

Na TAK:

– bardzo ładny wygląd nadwozia

– atrakcyjna cena

– doskonałe właściwości jezdne

– bardzo dobry system nagłośnienia

– niskie zużycie paliwa

Na NIE:

mały bagażnik

– przeciętna ilość miejsca z tyłu

 

Dane techniczne Infiniti Q50 S Hybrid AWD:

Silnik – benzynowy V6 + elektryczny

Pojemność – 3498 cm3 + baterie litowo – jonowe 346 V / 1,4 kWh

Moc – 306 KM (przy 6800 obr/min) + 68 KM (przy 1770-2000 obr/min)

Moment obrotowy – 350 Nm (przy 5000 obr/min) + 270 Nm (przy 1770 obr/min)

Skrzynia biegów – 7-biegowa, automatyczna

Typ napędu – AWD

Masa – 1901 kg

Liczba drzwi – 4

Pojemność bagażnika – 310 litrów

Długość/szerokość/wysokość – 4800/ 1820/1445 mm

Ceny – od 215 849 zł

Infiniti Q50 S Hybrid AWD
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Najnowsze

Kobieta restauruje zabytkową Jawę – rozmowa z Magdaleną Surwiłło

Stara, zakurzona Jawa od wujka z garażu zyskuje nowe życie dzięki Magdzie, która własnoręcznie dopieszcza każdy jej element, by za kilka miesięcy ich serca zabiły wspólnym rytmem.

Pełna galeria zdjęć z restauracji Jawy przez Magdę tutaj.

Dlaczego do odrestaurowania wybrałaś Jawę i w jaki sposób zostałaś jej posiadaczką?

Magdalena Surwiłło przy swojej Jawie
fot. z archiwum Magdaleny Surwiłło

– Za każdym razem odwiedzając babcię i wujka w Międzygórzu, robiłam pielgrzymkę do starej, drewnianej szopy gdzie ona stała, taka opuszczona i zakurzona. Widziałam w niej potencjał. Co do posiadania to… wymarudziłam ją (śmiech). Pamiętam jak dziś, jak przy pomocy przyjaciół, też motocyklistów – Gosi i Marka, przywieźliśmy ją do Wrocławia. Motocykl ma równo 60 lat, bo model jest z 1954 roku.

Czy motocykle to u Ciebie rodzinna pasją?

– Raczej nie, bo w rodzinie nikt, poza moim wujkiem motocykla nie posiadał. Odkąd pamiętam – „chorowałam” na ten motocykl. Jako nastolatka wiedziałam, że on czeka na mnie, na dobry moment. Taki moment nastąpił w październiku 2013.

A właściwie to jeździłaś do tej pory jakimś motocyklem? Skąd wiedziałaś, że to pasja dla Ciebie?

Swojego motocykla jeszcze nie mam, jestem na etapie wyboru, dlatego jak tylko mam okazję – objeżdżam motocykle znajomych (śmiech). Motocykl pasuje do reszty moich pasji np. do podróżowania. Mam wrażenie, że da mi poczucie niezależności i szeroko pojętej wolności.

Motocykl długo nie był używany, więc chyba sporo jest w nim do zrobienia?

Tak, do zrobienia było wszystko: blacharka, elementy chromowane, wymiana części eksploatacyjnych. Co nas zdziwiło – silnik był w idealnym stanie, poza kilkoma uszczelkami, ale to naturalna kolej rzeczy.

Dlaczego nie zlecisz tej pracy, tylko robisz to sama?

Przede wszystkim ze względów finansowych – tak było na początku. Pomagał mi ją rozbierać kolega z pracy i tak się zaczęło poznawanie Jawy od każdej śrubki. Później na oldtimerbazarze poznałam pasjonatów starych motocykli Bartka i Adama – dzięki nim uzyskałam dostęp do warsztatu i wiedzy. Spodobało mi się, nie było zmiłuj. Założenie początkowe było takie, że to właśnie im powierzę restauracje Jawy. Jakie było moje zdziwienie, jak Adam wskazał, gdzie leżą poszczególne narzędzia i wytłumaczył od czego mam zacząć…

Magdalena Surwiłło i jej Jawa na początku prac
fot. z archiwum Magdaleny Surwiłło

Czy masz jakiś plan całej restauracji i robisz to punkt po punkcie?

Plan jest jeden – ma być oryginał. Pomału, w miarę funduszy i wolnego czasu, wymieniam część po części.

Chyba trudno dostać części do 60-letniego motocykla?

„Babcia Jawa” była w niezłym stanie początkowym, części szukam na forach dotyczących tych motocykli. Czasem ktoś ma po prostu jakieś resztki w szopie czy stodole, szukam na czeskim aukro – odpowiednik naszego allegro i sklepie „Pod W-eską”. Ale na przykład na puszkę na akumulator polowałam pół roku (śmiech), udało się na czerwcowym oldtimerbarzarze.

Każdy element Magda restauruje samodzielnie.
fot. z archiwum Magdaleny Surwiłło

Na jakim teraz jesteś etapie i kiedy planujesz zakończenie prac?

W tym momencie daleko za połową. Chciałabym ją ukończyć jeszcze w tym sezonie i mam nadzieję, że tak będzie. Przed nami z większych prac tylko lakierowanie i złożenie całości.

Ile godzin przy tym motocyklu już spędziłaś?

Nie potrafię określić, na pewno dużo… Począwszy od stania i patrzenia na nią, gdy stała w szopie, przez rozbieranie i katalogowanie części, szukanie nowych – aż po kilkugodzinne wizyty w warsztacie.

Kto Ci pomaga merytorycznie, technicznie i fizycznie? Skąd masz potrzebne narzędzia i gdzie na to wszystko miejsce?

Pierwszym miejscem był firmowy parking. Merytorycznie jak i fizycznie pomagał mi kolega z pracy Jurek, również pasjonat starych motocykli. Później trzymałam ją w swoim mieszkaniu, rozebraną na części. Obecnie ma swoje miejsce w warsztacie Adama i Bartka w zajezdni tramwajowej na Legnickiej. Narzędzia mam od chłopaków, wiedzę również. Dodatkowo czuwa nad nami wujek, który zna ją najdłużej. Korzystam też z forum jawa.cz, bo to skarbnica wiedzy.

Tak Jawa wyglądała po rozebraniu.
fot. z archiwum Magdaleny Surwiłło

Wujek jest chyba zadowolony, że oddał motocykl w takie ręce?

Trzeba by zapytać Wujka (śmiech). Oby! Bo w planach wyciąganie kolejnych cudów z jego garażu (śmiech).

Masz smykałkę do zajęć technicznych? Popełniasz błędy?

Z wykształcenia jestem inżynierem, więc podstawy nie są dla mnie trudne do opanowania. Błędów jeszcze nie popełniłam, ale tylko dlatego, że pytam i dociekam. Mam świadomość tego, że przy takim motocyklu nie warto popełniać błędów – są po prostu kosztowne (śmiech).

Czy w swojej wyobraźni, widzisz już siebie na tej (dopieszczonej własnymi rękami) Jawie na drogach?

Ojejku, ona potrafi mi się śnić nocami… Oczywiście, że się widzę w skórze z rozwianym włosem – chociaż przy tej prędkości, jaka ma szanse osiągnąć… hmm (śmiech).

Elementy Jawy przygotowane do chromowania.
fot. z archiwum Magdaleny Surwiłło

Po takiej „szkole mechanicznej”, to raczej nic Cię już w trasie nie zaskoczy?

Zaskoczy pewnie nie jedno, ale oby pozytywnie! Nie znam jej jeszcze jako motocykla jeżdżącego, ponieważ póki co, stoi od wielu lat. Dostanie duży kredyt zaufania, a co z nim zrobi? Zobaczymy…

Z dotychczasowego efektu prac jesteś zadowolona?

Bardzo! Najbardziej z faktu, że przez całą moją przygodę z Jawą, trafiam na niesamowitych ludzi, którzy są gotowi pomóc mi w spełnieniu tego marzenia.

Najnowsze

3. runda Gymkhana GP – 26 lipca w Łodzi

Już za dwa tygodnie, 26 lipca miłośnicy jazdy między kolorowymi pachołkami spotkają się w Łodzi. Impreza będzie trzecią rundą mistrzostw Polski, a zarazem siódmą edycją Motocyklowego Konkursu Sprawnościowego - imprezy mającej kilkuletnią tradycję, organizowanej przez Klub Motocyklistów Politechniki Łódzkiej.

Wstęp i uczestnictwo jest bezpłatne zarówno dla zawodników jak i widzów. Udział może wziąć każdy, kto ma uprawnienia do prowadzenia zmotoryzowanego jednośladu (karta motorowerowa, prawo jazdy AM, A1, A2, A) oraz dysponuje sprawnym i legalnym pojazdem.

Jak zawsze rozegrany będzie konkurs główny gymkhany, w dwóch kategoriach: amatorów i doświadczonych, oraz konkurs GP8 (pięciokrotne przejechanie dwunastometrowej ósemki na czas). Organizatorzy wręczą nagrodę w imieniu Rektora Politechniki Łódzkiej, prof. Stanisława Bieleckiego, z okazji „Rajdu o Puchar Rektora”. Została również przygotowana nagroda dla najszybszej spośród pań. Czy i tym razem, podobnie jak w dwóch poprzednich edycjach, zdobędzie ją Maiya z Wrocławia? Relację zawodniczek z ostatniej rundy przeczytasz tu.

Łączna wartość puli nagród to 8 tysięcy złotych. Podobnie jak w całym cyklu będzie to odzież motocyklowa od Modeka Polska oraz wiele innych nagród rzeczowych.

Gymkhana GP – kolejna runda odbędzie się w Łodzi.
fot. motoFUNdacja

Atrakcjami dla kibiców będzie pokaz pierwszej pomocy zademonstrowany przez grupę motocyklistów-instruktorów ratownictwa, oraz pokaz stuntu w wykonaniu łódzkiej ekipy Killing The Streets. Ponadto na miejscu obejrzeć można wystawy sponsorów, grup związanych z motocyklami oraz wiele innych atrakcji.

26 lipca, w sobotę, organizatorzy zapraszają od godziny 9:00 kibiców oraz zawodników na kampus B Politechniki Łódzkiej, wjazd od ul. Wólczańskiej 223.

Wszystkie szczegóły, rejestracja online, regulaminy, wyniki poprzednich rund, klasyfikacja generalna na stronie www.gymkhana-gp.pl, a bieżące aktualności na FB imprezy: https://www.facebook.com/GymkhanaGp

Najnowsze

Zawodniczki na Gymkhana GP Wrocław: relacja, galeria, film

28 czerwca we Wrocławiu odbyła się druga runda Gymkhany GP, podczas której wystąpiło, aż 8 kobiet! Najszybsza okazała się Maja, która prowadzi motocyklowego bloga Baba na Motorze na Motocaina.pl.

Zapowiedź II rundy Gymkhana GP we Wrocławiu tutaj.

Druga runda rozegrała się na autodromie przy ul. Na Niskich Łąkach we Wrocławiu, więc do stworzenia trasy posłużyły organizatorom, nie tylko słupki, ale i kształt toru oraz jego rondo. Pogoda była dość zaskakująca, bo na zmianę słoneczna, pochmurna i chwilowo deszczowa.

Agata Rozmus nr 56 TOTKA zajęła drugie miejsce wśród kobiet podczas Gymkhana GP Wrocław.
fot. Pacyfka, motoFUNdacja

Wśród 33 zawodników klasy amator pojawiło się 8 zawodniczek, czyli drugi raz tyle, co podczas pierwszej rundy w Szczecinie. Liderką wśród nich pozostała Maja Staniszewska, jednak na plecach mogła wyraźnie odczuć oddech konkurentek. Prawie wszystkie zawodniczki znacznie poprawiły się w drugim przejeździe, a wyniki obu przejazdów i kar – stworzyły następującą klasyfikację:

11. Maja Staniszewska nr 19 MAIYA – 03:02.6

15. Agata Rozmus nr 56 TOTKA – 03:08.0

16. Marta Maczan nr 68 TUŚKA – 03:09.1

20. Agnieszka Jaszewska nr 4 GRZANKA – 03:17.4

25. Alicja Pospiszil nr 22 – 03:33.2

29. Anna Machoń nr 47 – 03:56.5

30. Aleksandra Pindras nr 49 – 04:12.5

31. Karolina Śliwa nr 44 KAROLINA – 04:29.4

Galeria zdjęć z Gymkhana GP Wrocław 2014 tutaj.

Maja, Agata i Marta wystartowały w obu rundach i z pewnością to nie była ostatnia okazja do ich wspólnej rywalizacji. Wysoki poziom sprawności w jeździe między pachołkami potwierdzają miejsca czołówki kobiet w klasyfikacji generalnej amatorów: 11, 15 i 16. A na uznanie zasługują wszystkie zawodniczki, bo odważnie zmierzyły się z torem i poradziły sobie bardzo dobrze. Karolina i Aleksandra – początkujące motocyklistki, nie przestraszyły się poziomu konkurencji i może nie szybko, ale sprawnie pokonywały tor.

Tak wyglądała trasa i jej pokonywanie można zobaczyć na klipie podsumowującym wrocławską rundę:

Maja Staniszewska wystartowała swoim (wydawać, by się mogło) mało zwinnym Suzuki GSXR600, jednak sposób w jaki pokonała tor robił wrażenie! Wspomnieniami z występu Maja podzieliła się na blogu motocaina.pl – http://www.babanamotorze.pl/2014/07/01/gymkhane-supersportem-czemu-nie/. Dodatkowo, jest ona po dwóch rundach jedyną zawodniczką z punktem do klasyfikacji generalnej sezonu Gymkhana GP.

Maja Staniszewska (1.), Marta Rozmus (2.) i Marta Maczan (3.) – oto czołówka kobiet w Gymkhana GP we Wrocławiu.
fot. Pacyfka, motoFUNdacja

Druga w kobiecej klasyfikacji – Agata Rozmus (Yamaha XJ 600) cieszy się ze swoich postępów w jeździe.

– Gymkhana we Wrocławiu stała się kolejną próbą sprawdzenia umiejętności. Dla mnie jest to nie tylko konkurs, w którym najważniejszy jest czas i wyniki. Uczestnictwo w zawodach, a zarazem przygotowanie się do nich umożliwia mi zdobycie nowych umiejętności, polepszenie kontroli jazdy oraz pozwala nie myśleć o tym, że motocykl kilkakrotnie przewyższa moją, własną wagę. Sama do gymkhany we Wrocławiu przygotowywałam się naprawdę krótko. Jestem jednak bardzo zadowolona, nie tyle z wyników, co z postępów, które udało mi się osiągnąć. Dzięki temu motywacja do dalszego ćwiczenia jest teraz jeszcze większa. Imprezę we Wrocławiu, mimo nie całkiem dopracowanej organizacji i źle przygotowanego toru – zaliczam, jak najbardziej, do udanych. Gymkhana dla każdego motocyklisty może stać się ciekawą przygodą i sporym wyzwaniem. Dlatego też, zachęcałam każdego do spróbowania własnych sił w tego typu zawodach – mówi zawodniczka.

Trzecia zawodniczka w klasyfikacji kobiet, Marta Maczan, sporo ćwiczy przed każdymi zawodami.

– Motocykle to jedna z moich najważniejszych pasji. Przed udziałem w Gymkhanie GP (o której istnieniu dowiedziałam się dopiero w tamtym roku) na moto jeździłam zdecydowanie turystycznie, do czego mój motocykl – Suzuki XF 650 Freewind (funduro) jest stworzony. Jednak dopiero „odkrycie” Gymkhany i treningi do zawodów – bez wątpienia podszkoliły mnie w bezpiecznej, codziennej jeździe po mieście i nauczyły zdecydowanie większego panowania nad motocyklem! Udział w zawodach jest wielką motywacją do treningów. I to chyba one przynoszą mi najwięcej frajdy. Zwłaszcza, że trenuję pośród samych najlepszych, szczecińskich zawodników, którzy na każdej rundzie Gymkhany wypełniają podium lub są tuż za nim. Staram się trenować, co najmniej 2 razy w tygodniu, głównie wieczorami, organizując wolny czas pomiędzy innymi pasjami i zajęciami. Nieustająco uczę się, aby jeździć coraz szybciej i ciaśniej, zwłaszcza na nawrotkach 360 stopni, co pozwoli mi „urwać” jeszcze kilka sekund przy każdym przejeździe – mówi zawodniczka.

– Jeżdżę na motocyklu seryjnym, nieulepszanym do Gymkhany. Jednak po ostatnich zawodach poważnie rozważam zmianę zębatki na większą z tyłu, aby mieć więcej mocy na wyjściu zza przeszkody. Właśnie tego w moim jednocylindrowym funduro zdecydowanie brakuje. Do Gymkhany również istotna jest kierownica, najlepiej szeroka i wysoka, która pozwoli wykonać tzw. full locka i jeszcze bardziej zacieśnić nawrotkę. Na co decyduje się wielu zawodników. Ja mam to szczęście, że mój motocykl jest wyposażony w taką właśnie kierę, także muszę „tylko” opanować full locka (śmiech). Przed rundą wrocławską, jedyne co zmieniłam w moto – to zamontowanie klatki, czyli osłony rurowej, głównie na silnik. Co „mentalnie” poprawia komfort treningów i eliminuje obawy przed szlifami i uszkodzeniem motocykla (śmiech). Najważniejsze jest dla mnie, abym dzięki treningom czuła się bezpieczniej na drodze i aby nic mnie na niej nie potrafiło zakończyć. Same zawody są bardzo pozytywnym wydarzeniem i podsumowaniem tego, co wypracowaliśmy na treningach. Atmosfera panująca na zawodach zarówno na I rundzie w Szczecinie, jak i II we Wrocławiu była niezwykle wyjątkowa, dzięki organizatorom, zawodnikom – nieprzypadkowym kierowcom jednośladów oraz kibicom. Uwielbiam tę adrenalinę przed startem i zapoznawaniem się z trasą, emocje towarzyszące –  już jako kibic – przy przejazdach zaprzyjaźnionych zawodników oraz atmosferę jaka panuje wśród wszystkich. Mimo iż zawody zrzeszają motocyklistów z praktyczne całego kraju, integracja jest nieodzowną częścią zawodów, zwłaszcza na after party (śmiech). Podsumowując II rundę we Wrocławiu, mimo zajęcia 3 miejsca wśród 8 motocyklistek i 16. wśród wszystkich 33 amatorów, czuję lekki niedosyt. Wiem, że mogłam jechać ciaśniej i wcześniej odkręcać gaz na wyjściu zza przeszkody. Zapewne każdy zawodnik mógłby powiedzieć to samo, ale i tak wygrywa najlepszy i nie można usprawiedliwiać siebie „uwierającym rąbkiem od spódnicy” (śmiech). Na pewno nie będę ustawała w treningach, i to nie tylko dla poprawy wyniku na kolejnych zawodach, ale dlatego, że Gymkhana uzależnia! – podsumowuje Marta.

Zwyciężczyni Maja Staniszewska z redaktorką Motocainy – Edytą Wruchą. Obie prowadzą blogi.
fot. Klaudia Miś

Agnieszka Jaszewska wystartowała pożyczonym motocyklem – Kawasaki Ninja 250.

– Startowałam w zawodach Gymkhany już w zeszłym sezonie i zawsze jest to świetna zabawa. Można poznać wielu różnych ludzi, przekrój jest naprawdę duży – od totalnych laików do ludzi w skórach, jeżdżących wiele lat. I właśnie to jest najlepsze w tych zawodach, że może w nich startować każdy. Jeżeli chodzi o mój przejazd, to jestem trochę rozczarowana wynikiem – 20 miejsce wśród amatorów, ale biorąc pod uwagę fakt, że startowałam na nie swoim motocyklu, którym jeździłam zaledwie tydzień i w tym sezonie, ani razu nie trenowałam – nie jest źle! Żałuję jedynie, że w tej edycji nie mógł wystartować najlepszy trener i rekordzista gp8, a zarazem mój ukochany Oscar Kubicki, który wraz z Zacharem był organizatorem tych zawodów. Zachęcam wszystkich do udziału w zawodach, ponieważ startując można się naprawdę wiele nauczyć i poprawić swoje umiejętności panowania nad motocyklem, a zarazem świetnie się bawić – mówi „Grzanka”.

Alicja Pospiszil (Kawasaki ER-5) na zawody przyjechała bez przygotowania i wyciągnęła jeszcze tatę.

– O zawodach dowiedziałam się dzień wcześniej na profilu na FB „Wrocławskie Motocyklistki„. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Gymkhanie, ale lubię wyzwania – dlatego chciałam spróbować. Impreza okazała się świetną zabawą dla każdego motocyklisty, niezależnie od umiejętności. Przyjechałam z tatą, który jeździ dopiero pierwszy sezon, ale poradził sobie całkiem nieźle. Sama jeżdżę dopiero drugi sezon i nigdy nie brałam udziału w żadnych treningach, a jednak udało mi się ukończyć zawody, nie na ostatnim miejscu (śmiech). Wynik byłby lepszy, gdybym w drugim przejeździe nie pomyliła trasy.

Aleksandra Pindras (Yamaha YBR 125) mimo małego doświadczenia w jeździe, postanowiła pobawić się na zawodach:

– Jeździłam wtedy od 2 tygodni i byłam przekonana, że będę pierwsza – ale, od końca (śmiech), jednak się to nie udało. W związku z tym byłam przeszczęśliwa! Wrocławską gymkhanę wspominam bardzo miło, choć spodziewałam się czegoś, zupełnie innego. Szczerze mówiąc, trochę się nudziłam, bo dla mnie treningi były za długie, a cały dzień spędzony na słońcu dał się we znaki – wspomina zawodniczka.

Na pewno pojawię się na kolejnej rundzie – bo to świetna okazja, żeby potrenować i sprawdzić swoje umiejętności – mówi zawodniczka.

Organizatorem cyklu jest motoFUNdacja z siedzibą w Szczecinie, a czekają nas jeszcze 3 rundy w tej edycji: 26 lipca w Łodzi, 30 sierpnia w Warszawie i finałowa runda w Szczecinie – 20 września. Zainteresowanych startem, a szczególnie powiększeniem konkurencji w klasie kobiet, zapraszamy na oficjalną stronę zawodów gymkhana-gp.pl po dalsze informacje.

Autorkami galerii są: Pacyfka (motoFUNdacja) i Klaudia Miś

Najnowsze