Edyta Klim

Czym jest motocykl dla dojrzałej kobiety – opowiada „Wadera”

O tym, że została motocyklistką zdecydował los, ale nigdy tego nie żałowała. Uwielbia zloty, spotkania i dłuższe wyprawy, choć twierdzi, że jazda motocyklem to nie jest wcale żaden relaks.

Kiedy i dlaczego postanowiłaś zostać motocyklistką?

Moja przygoda z motocyklem zaczęła się bardzo nietypowo, bo nawet nie wiedziałam za bardzo, co to jest motocykl… Coś tam śmigało koło mnie wiosną i latem, ale nie zwracałam na to uwagi (śmiech). Mój były partner pewnego dnia stwierdził, że fajnie byłoby kupić motocykl, bo jak był młody to szalał na WSK, a w 2009 roku było już w czym wybierać. Jako, że zawsze był dusigroszem to zaproponował, że może kupimy motocykl, płacąc po połowie? Ja, babka po czterdziestce miałam być plecakiem? Jednak pomysł nie był zły i mi się spodobał, bo szukanie hobby w tym wieku jest dość uciążliwie i z mojego punktu widzenia nie do zrealizowania. Poszukaliśmy i kupiliśmy Yamahę Drag Star 650 – piękną, ubraną jak choineczka, cudeńko! Na forum w tamtym czasie były tylko cztery takie maszyny. Odzialiśmy się w skóry, kaski itp., choć oczywiście „frajerskie” zapłaciliśmy, bo kupiliśmy przy okazji mnóstwo złych rzeczy. Ale zaczęliśmy wreszcie jeździć i poznawać super ludzi. Byłam plecakiem nie za długo, bo po miesiącu okazało się, że mój były kupił sobie nowy motocykl Drag Star 1100 i powiedział, że ta 650-tka jest moja!

Ucieszyłaś się z takiego rozwiązania?

No cóż ja miałam robić, bez prawa jazdy i z pięknym motocyklem w garażu? Oczywiście poszłam na kurs, zdałam za pierwszym razem i tak zostałam motocyklistką! 2017 rok to mój 8 sezon i  z perspektywy czasu widzę, że to była najlepsza decyzja mojego życia. Musze jednak dodać, że uwielbiałam być plecakiem i dalej lubię.

Czym jest dla Ciebie motocykl?

Czasami utrapieniem, bo jak widzę te doczyszczone chromy moich kolegów, to jestem zła, że tak nie potrafię (śmiech). Może i bym mogła spędzać godziny w garażu, próbując sprawić, by moja maszyna tak błyszczała, ale nie mam do tego zapału i czasu (hmm trochę tutaj chyba naciągam, czas zawsze by się znalazł). Motocykl i cała otoczka z nim związana spowodowała, że moje życie prywatne, zawodowe i rodzinne nabrało innych perspektyw, i zostało przewartościowane, a właściwie przewrócone do góry nogami (śmiech). Wszystko tak naprawdę jest podporządkowane pod zloty, zjazdy, spotkania, wyprawy. Pokój mam cały w gadżetach motocyklowych, zdjęcia na dwóch ścianach, cała szafa koszulek motocyklowych itd. Moje życie to dzieci, praca i motocykl.

A jak Twoją pasję odbiera Twoja najbliższa rodzina, czy udaje Ci się ją przekazywać?

Bardzo spokojnie, jak zaczęłam jeździć to mój najmłodszy syn miał 7 lat, córka 10, a najstarszy 22. Wtedy dużo pracy kosztowało mnie to, by gdziekolwiek pojechać, cała ta logistyka przed-wyjazdowa mogła wykończyć niejednego, ale dawałam radę! Niestety moje dzieci nie podzielają mojej pasji. Raz zabrałam córkę na zlot, to przez dwa dni czytała książkę w pokoju, bo nie pasował jej klimat. Ale najważniejsze, że dzieci nie przeszkadzają mi w pasji, nie wypominają, ani jej nie zabraniają – pod tym względem mam luz. Mogę jechać gdzie chcę i kiedy chcę, oby tylko były obiady nagotowane na trzy dni i kasa zostawiona na colę i chipsy (śmiech).

Motocykl to dobra terapia? Np. na złamane serce i życiowe problemy?

Nie i tak, bo nie trzeba być ekspertem by wiedzieć, że gdy ma się złamane serce albo problemy życiowe – to trzeba zająć umysł czymś innym. Jednak to nie jest takie proste, bo po pierwsze trzeba chcieć zająć umysł czymś innym, a to trwa bardzo długo… Zazwyczaj nie chcemy, uwielbiamy cierpieć – taka nasza ludzka natura. Jak byśmy chcieli pracować nad sobą, nad stanem naszych myśli to etapy rozstań przebiegałyby piorunem! Są cztery etapy wychodzenia z żałoby: tęsknota i cierpienie, rozpacz, nadzieja, nienawiść, wychodzenie z żałoby. I jak jesteśmy już na tym ostatnim  etapie, to wtedy według mnie, dopiero wtedy można wsiąść na motocykl. Motocykl wymaga uwielbienia, kochania i uwagi, jest tylko on nic więcej! Jak możesz jeździć gdy cierpisz? Myśli wtedy błądzą i wypadek gotowy…

Czy uważasz, że na zostanie motocyklistką nigdy nie jest za późno?

Zdecydowanie tak! Na zostanie motocyklistą nigdy nie jest za późno, wszystko zależy od zadania sobie pytania – po co mi ten motocykl? Dla własnej satysfakcji czy dla innych? Czasami decyduje przypadek, jak w mojej historii. Najlepszy dowód na to jest taki, że ostatnio namówiłam pana po 50-tce na zrealizowanie marzeń o motocyklu. Pracowałam z nim miesiąc, dużo opowiadałam, jak to jest, a on ciągle mówił, że chce, ale sie boi. A najciekawsze jest to, że nie boi się jazdy motocyklem, tylko tego, jak to przyjmie jego rodzina, znajomi i że już jest na to za stary. Ja mu powiedziałam, że jak się czegoś bardzo pragnie i można to zrealizować (bo i prawko jest i finanse są) – to nie można patrzeć na to, co inni powiedzą! Trzeba podjąć decyzję! A przecież zawsze można zsiąść i powiedzieć: „próbowałem…” Kupił, wrzucił zdjęcia na „fejsa” i czeka na wiosnę.

A czy Tobie osobiście trudno Ci było pokonać takie stereotypy?

Co do mnie – to nie miałam z tym problemu, owszem jak się zdaje prawo jazdy w wieku 43 lat – to dziwnie się czuje człowiek wśród małolatów na egzaminie (śmiech). Jednak to chyba jedyny taki moment, że było mi ciężko. Potem tylko z górki!

Motocykliści to jedna wielka rodzina? Możesz na nich liczyć?

Tak, choć to trudne do wytłumaczenia. W każdej chwili, o każdej porze mogę zadzwonić i dostać pomoc, wsparcie, wszystko… Mogę wsiąść na motocykl, wyjechać w Polskę na miesiąc, a dostanę spanie, jedzenie i jeszcze flaszkę (śmiech). Wszystko zaczęło się w 2009 roku, gdy byłam jedną z pierwszych motocyklistek, która przystąpiła do forum yamaha-dragstar.pl, a nasze pierwsze spotkanie to zlot Borki w czerwcu 2009 i wszystko trwa do dzisiaj. Mnóstwo wspólnych wyjazdów, spotkań, ciężkich warunków pogodowych: deszcz, śnieg, „gleby”, wypadki i im gorzej było – tym byliśmy bliżej. Nie piszę tu oczywiście o wszystkich motocyklistach, bo zawsze to grupa się dobiera i ja taką, swoją mam. Jesteśmy jak rodzina, jednych się kocha, innych lubi, jedni nieco wkurzają, ale to nie ma znaczenia gdy ktoś jest w potrzebie. Każdy taki wyjazd na zlot, spotkanie – ładuje akumulatory, bo tam nie gadasz o pracy, o żonach, dzieciach, mężach, problemach. Tam się bawisz, odpoczywasz, słuchasz muzyki, różnych historii motocyklowych i … się witasz, tak 100 razy na początek i na odjazd (śmiech). Kocham ich!

Takie wyjazdy planujesz spontanicznie, czy tylko w określonych terminach i z określoną grupą ludzi?

Wyjazdy planuję w określonych terminach, są to zaplanowane zloty, spotkania. Jak masz kasę i czas – to jedziesz i oczywiście są też spontaniczne wyjazdy, ale w moim wypadku to się zdarzało bardzo rzadko ze względu na dzieci, które sama wychowuje, więc z dnia na dzień trudno jest wszystko zorganizować. Są różne typy motocyklistów, jedni jeżdżą wokół komina, czyli mamy weekend, jest ustawka i jeździmy po okolicy. Inni oprócz ustawek chcą czegoś więcej – to jeżdżą na zloty, a jeszcze inni dodają do tego podróże po Polsce i zagraniczne. Ja należę do tej ostatniej grupy, ale w ustawkach już nie uczestniczę. Nie żebym nie chciała się spotkać się na parę godzin, ale nigdy jakoś nie miałam do tego zapału, wolę wyjechać raz a daleko. Mam się ubierać,  jechać do garażu, jeździć 5 km i z powrotem? To juz wolę podjechać autem (śmiech). Jak już mam jechać gdzieś motocyklem to daleko, a dlaczego tak jest? Sama  nie wiem…

Na takich zlotach nikt nie zapewnia strefy komfortu, nie lepsze ciepłe kapcie i telewizor?

Kapcie i telewizor mam w domu, a zresztą teraz jest wszędzie wi-fi. Spałam juz w różnych miejscach, w różnych warunkach, jechałam w deszczu, ulewie, śniegu, w upale. I trzeba dojechać, to jest to nasz cel i nie ma wyjścia – jedziesz na zlot pada deszcz, potem leje, a potem ulewa i co masz zrobić, stanąć? Gdzie? Wynająć hotel? Bez sensu, bo nie po to szykowałam się na wyprawę. Po prostu jedzie się, bez względu na pogodę. Czasami zdarza się, że pogoda jest łaskawa, ale to wyjątek, zwykle pada. A jak już jesteśmy na tym zlocie, spotkaniu, podróży – to jesteśmy z bracią motocyklową i nie myślimy o ciepłych kapciach, tylko cieszymy się, że dojechaliśmy, dzielimy się niesamowitymi opowieściami, ale najważniejsze, że wszyscy dojechali, choć nie zawsze tak jest…

Gdybyś miała polecić kobiecie w wieku, powiedzmy 45+ pasję motocyklową – to co byś jej z własnego doświadczenia powiedziała i jak zachęciła?

Trzeba się nie bać, ja się bałam, ale też słuchałam motocyklistek, które juz przeszły ten etap. I powtarzam – zawsze można odejść, zejść z motocykla, wsiąść w auto i przyjechać na zlot. Też chciałam zrezygnować, bo nie umiałam wchodzić w zakręty, bałam się jechać w deszczu (i dalej się boję) i tak naprawdę jazda na motocyklu to nie jest przyjemność: boli kręgosłup, nogi, jest gorąco, pot się leje, ręce bolą od manetek, oczy postawione w słup (bo patrzysz na wszystko, co może wybiec na drogę), umysł postawiony w stan gotowości (bo patrzysz, czy ktoś nie zajedzie ci drogi). Nie ma komfortu, nie ma! I jak ktoś powie, że jazda motocyklem to super sprawa, sam relaks – to nie i jeszcze raz nie! Ale… jak przetrwasz, jak dasz radę, to uczucie błogości jest nie do opisania, mimo tych wszystkich przeciwności! Z jednej strony wiesz, że będzie ciężko, ale jedziesz tam dla ludzi, których masz spotkać. Ja jeżdżę właśnie dla nich. Nie wiem, czy to jest zachęta, ale w kobiecej naturze mamy pokonywanie przeciwności, my się łatwo nie poddajemy, my walczymy! A motocykl to walka, ale daje wielką satysfakcję jak dasz radę. Wolność, spełnienie, radość, samozadowolenie i najważniejsze – przyjaźń.

Najnowsze

Małe autka holują wielką Toyotę

Ile potrzeba małych, zdalnie sterowanych samochodów, żeby holować Toyotę Hilux? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w filmie, który pojawił się niedawno w sieci.

Nie spodziewamy się, żeby zbyt wiele osób zadawało sobie takie pytania, ale na wszelki wypadek ktoś postanowił znaleźć odpowiedź. Materiał, który pojawił się w sieci nawiązuje do reklamy stworzonej w 1980 roku. Wystąpiły w niej modeliki Tamiya Bruiser 4×4 RC i Toyota Hilux.

Po prawie czterech dekadach powtórzono ten wyczyn przy użyciu zaledwie kilkunastu samochodów sterowanych radiowo. Każdy z samochodów marki Bruiser waży 3,2 kilograma, ale potrafi wygenerować maksymalny moment obrotowy o wartości 23,2 Nm. Dla porównania Toyota Hilux waży 3,2 tony.

Dlatego wystarczyło zaledwie 15 takich samochodów, żeby pociągnąć pełnowymiarowego pickupa.

 

 

Najnowsze

Oddasz prawo jazdy – dostaniesz zniżkę w domu pogrzebowym

Japończycy mają od kilku lat problem ze starzejącym się społeczeństwem, a konkretnie z kierowcami w podeszłym wieku, którzy powodują coraz więcej wypadków.

W samym 2016 roku w prefekturze Aichi kierowcy powyżej 75 roku życia sprawili ponad 13 proc. wypadków. W 2007 roku ten odsetek wynosił zaledwie 7 proc. Kierowcy-seniorzy często mylą pedał gazu z hamulcem lub cofają zamiast jechać do przodu.

Dlatego pojawiają się tam inicjatywy mające zachęcić seniorów do dobrowolnego oddania prawa jazdy. W zamian za to otrzymają szereg zniżek. W 2015 roku nieco ponad 2 proc. starszych kierowców dobrowolnie oddawało prawo jazdy na policji.

Od początku marca dom pogrzebowy Heiankaku z prefektury Aichi oferuje 15 procentową zniżkę dla osób starszych, które przedstawią policyjne zaświadczenie o zdeponowaniu prawa jazdy. Zniżka obejmuje 89 oddziałów tej firmy. Dzięki temu seniorzy mogą zaoszczędzić nawet 3,7 tys. euro w związku z organizacją pogrzebu lub ceremonii dla bliskich osób.

Dom pogrzebowy promuje nową inicjatywę przy udziale lokalnej policji. Rzeczniczka firmy poinformowała, że Heiankaku chce się przyczynić do zmniejszenia liczby wypadków, dodając że wypadki są powodem 10 proc. pogrzebów organizowanych przez tą firmę. 

W prefekturze Osaka starsi kierowcy mogą liczyć na zniżki na zakupy lub usługi, takie jak fryzjer lub restauracja. Takie akcje powoli zaczynają przynosić rezultaty, ponieważ w 2015 roku odsetek zwracanych dokumentów wynosił tam 5 proc. To najlepszy wynik w skali kraju.

Najnowsze

Polacy zatrzymali fabrykę BMW

Na początku marca doszło do incydentu w fabryce BMW przy udziale dwóch pracujących tam obywateli Polski. Linia produkcyjna zatrzymała się na kilkadziesiąt minut. Niemiecki producent mówi o stratach sięgających nawet miliona euro. Czym zawinili Polacy?

Niemiecki dziennik „Bild” poinformował kilka dni temu, że na początku marca w godzinach przedpołudniowych fabryka BMW w Monachium zatrzymała produkcję na około 40 minut. Przerwę spowodowali dwaj mężczyźni, który zemdleli podczas montażu. Personel medyczny potrzebował aż kilkadziesiąt minut żeby ich ocucić. Informacje na temat obywatelstwa pracowników podał kilka godzin później „Berliner Morgenpost”.

Służby prasowe niemieckiej marki milczą na temat incydentu, ale informatorzy donoszą, że pracownicy zostali przetransportowani do szpitala, gdzie szybko okazało się, że powodem omdlenia były narkotyki i alkohol. Jeden z pracowników miał w organizmie ponad promil alkoholu, a u drugiego wykryto spore stężenie amfetaminy. 

Kierownictwo fabryki przeprowadziło dochodzenie, z którego wynika, że pracownicy już wcześniej sprawiali kłopoty, umilając sobie przerwy paleniem skrętów. Przestój monachijskiej fabryki, gdzie są produkowane wszystkie odmiany BMW Serii 3 i 4 może kosztować nawet milion euro. Nieoficjalne źródła podają, że jeden z pracowników stracił już pracę. 

Najnowsze

FSE 01 – elektryczny samochód z Polski

Przedstawiciele Fabryki Samochodów Elektrycznych przedstawili kilka dni temu swój najnowszy projekt. Jest to samochód osobowy o długości trzech i pół metra, który pod maską skrywa silnik zasilany prądem. Jednostka pozwala rozwinąć prędkość 135 km/h, a zasięg na pełnym ładowaniu wynosi ok. 100 km.

Jedyny szkopuł tkwi w tym, że pojazd powstał na bazie produkowanego w tyskiej fabryce Fiata 500. Jednak przedstawiciele firmy twierdzą, że samochód posiada „prawdziwie polskie serce”. Jednostka napędowa jest bowiem produkowana w Sosnowcu. Przedstawiciele twierdzą, że prace nad zupełnie nową platformą mogłyby kosztować miliardy, a tymczasem projekt o nazwie FSE 01 to efekt trzech lat pracy inżynierów z Bielska-Białej. Cały projekt pochłonął do tej pory ok. 1 mln euro, ale firma zamierza zbudować linię produkcyjną z prawdziwego zdarzenia, która zmontuje ponad tysiąc takich samochodów w ciągu roku. 

„Polska już dzisiaj jest szóstym pod względem wielkości producentem motoryzacyjnym w Europie. Zaangażowanie w rynek elektromobilności to wielka szansa na rozwój dla całego kraju. Nasz samochód FSE 01 to dopiero początek całej gamy pojazdów elektrycznych. Już dzisiaj można go zamawiać. Planujemy też eksport do krajów UE – powiedział Thomas Hajek, dyrektor generalny firmy. Dodał też, że takie samochody mogłyby trafiać do Skandynawii, Niemiec i Francji.

FSE 01 nie jest jeszcze dostępny na rynku, ale producent szacuje, że cena takiego samochodu wyniesie poniżej 100 tys. zł. Firma chce docierać ze swoim produktem przede wszystkim do klientów instytucjonalnych, takich jak banki, ubezpieczalnie czy agencje rządowe. Wraz z zakupem takiego samochodu producent dostarcza system do zarządzania flotą dostępny na smartfonach, a także możliwość finansowania zakupu auta oraz usługę mobilnego serwisu. 

Firma zebrała zamówienia na 10 samochodów, ale w grę wchodzi kolejna umowa, tym razem na 50 egzemplarzy. Zainteresowany klient to duża sieć wypożyczalni. Firma FSE nie zdecydowała jeszcze, czy pojazd weźmie udział w konkursie na pierwszy samochód elektryczny produkowany w Polsce.

Najnowsze