Czy samochody autonomiczne zmienią nasze miasta?

Samochody autonomiczne mogą całkowicie zmienić sposób przemieszczania się po miastach. Nie jest to odległa perspektywa – badanie przeprowadzone na zlecenie Renault Polska przez Kantar TNS wykazało, że większość mieszkańców polskich miast uważa, iż takie pojazdy wyjadą na ulice już w ciągu najbliższych 10-15 lat lub wcześniej.

Pojawienie się takich samochodów może mieć znaczenie szczególnie dla osób, które nie potrafią prowadzić samochodu, np. młodzieży czy osób starszych, ale także może przyczynić się do zmniejszenia liczby potrzebnych miejsc parkingowych.Zaprojektowanie miejsca przesiadkowego z infrastrukturą dla pojazdu autonomicznego Renault EZ-GO jest zadaniem uczestników konkursu „Renault Easy City. Design the Future”. Na przesyłanie zgłoszeń mają czas do 15 maja 2019 r.

Aż 58% mieszkańców polskich miast przewiduje, że samochody autonomiczne pojawią się na ulicach w ciągu najbliższych 10-15 lat lub wcześniej – w tym według 11% stanie się to już w ciągu 5 lat. Samochody autonomiczne są ważnym elementem w procesie tworzenia transportu przyszłości i mogą stanowić odpowiedź na wiele problemów w dziedzinie mobilności, z którymi obecnie borykają się miasta.

Łatwiejsza mobilność dla wielu grup społecznych

Wśród największych zalet pojazdów autonomicznych połowa badanych wskazuje większą mobilność osób, które nie potrafią prowadzić samochodu, np. młodzieży i osób starszych. Auta bez kierowcy mogą odebrać te osoby z dogodnego miejsca, bez konieczności pokonywania drogi na przystanek, co może być uciążliwe zwłaszcza w przypadku seniorów czy osób z niepełnosprawnością. Mobilność na żądanie może pomóc takim osobom zachować niezależność i swobodnie przemieszczać się po miejscu zamieszkania. To ważne w obliczu przewidywań Eurostatu, które wskazują, że w 2060 r. co trzecia osoba w Polsce będzie w wieku senioralnym (65+).

Jednocześnie rozwój samochodów autonomicznych może ułatwić podróżowanie po mieście młodzieży, która nie posiada prawa jazdy i własnego samochodu, a także rodzicom z małymi dziećmi. Komunikacja miejska nie zawsze sprawdza się w przypadku przejazdu z dzieckiem w wózku ze względu na bariery architektoniczne oraz tabor, który nie wszędzie jest dostosowany do potrzeb takich osób, np. do wielu autobusów czy tramwajów można dostać się jedynie po schodach. Pojazdy autonomiczne takie jak Renault EZ-GO będą oferować łatwy dostęp do transportu dla wszystkich użytkowników.

Czy miejsca parkingowe staną się zbędne?

Drugą w kolejności zaletą pojazdów autonomicznych wybraną przez ankietowanych jest redukcja miejsc parkingowych (21% odpowiedzi). Auta krążące w poszukiwaniu miejsca parkingowego odpowiadają obecnie za znaczącą część emisji zanieczyszczeń, przyczyniają się również do zwiększenia natężenia ruchu drogowego. Jeśli samochód autonomiczny po dotarciu do celu sam wróci do garażu właściciela albo, jak w przypadku pojazdów współdzielonych, pojedzie odebrać kolejną osobę, nie będzie on potrzebować miejsca parkingowego w centrum miasta – dłuższy postój będzie mógł się odbywać w innej przestrzeni, np. garażu podziemnym na przedmieściach. Oprócz tego upowszechnienie mobilności współdzielonej może sprawić, że wiele osób zrezygnuje z jazdy własnym samochodem właśnie na rzecz samochodów autonomicznych.

Ułatwienie dla kierowców

Samochody autonomiczne mają jeszcze inną zaletę: gdy zniknie konieczność prowadzenia auta, kierowcy zyskają dodatkowy czas dla siebie. W badaniu opinii 8% mieszkańców miast wskazało, że takie pojazdy zapewnią możliwość odpoczynku albo przeciwnie – pracy podczas podróży (2% odpowiedzi). Bardziej efektywne wykorzystanie czasu będzie jednocześnie oznaczać poprawę jakości życia użytkowników autonomicznych samochodów.

Bez stresu, cicho i ekologicznie

Mobilność autonomiczna może również sprawić, że użytkownicy aut staną się… zdrowsi i spokojniejsi. Prowadzenie auta w zatłoczonym mieście może być źródłem stresu. Tymczasem w przypadku samochodów autonomicznych o wszystko zatroszczy się sam pojazd. Jednocześnie dzięki temu, że jedno auto będzie mogło być użytkowane przez wiele osób, możliwa będzie redukcja korków w miastach.

Dodatkową zaletą elektrycznych pojazdów autonomicznych jest brak emisji spalin i hałasu, bez ograniczenia swobody przemieszczania się. To bardzo ważne zarówno dla zdrowia i jakości życia mieszkańców miast, jak i dla środowiska naturalnego.

Transport dla każdego

Obecnie korzystanie z samochodu wiąże się z kosztami takimi jak zakup samochodu, eksploatacja, opłaty za ubezpieczenie czy przeglądy. Inaczej jest w przypadku usług jak carpooling czy carsharing. Dzięki oszczędności energii i współdzieleniu kosztów eksploatacji wygodna mobilność w miastach będzie dostępna dla wszystkich.

Renault EZ-GO

Renault EZ-GO jest jednocześnie pojazdem i usługą. To pierwszy współdzielony pojazd autonomiczny o napędzie elektrycznym, zaprojektowany do indywidualnego przewozu lub transportu małych grup. Umożliwia wyruszenie w drogę ze stacji wynajmu lub z miejsca zgeolokalizowanego przez aplikację. EZ-GO jest alternatywą dla prywatnych samochodów oraz dla zbiorowego transportu publicznego, metra lub autobusu, ponieważ łączy w sobie elastyczność i komfort transportu indywidualnego ze skutecznością i bezpieczeństwem transportu publicznego.

Konkurs „Renault Easy City. Design the Future”

Zaprojektowanie miejsca przesiadkowego z infrastrukturą dla współdzielonego pojazdu autonomicznego Renault EZ-GO to zadanie uczestników konkursu „Renault Easy City. Design the Future”. Nagroda za najlepszy projekt wynosi 20.000 zł, za drugie miejsce przewidziano 10.000 zł, a za trzecie 5.000 zł.  Przyjmowanie zgłoszeń trwa do 15 maja 2019 r. Więcej informacji o konkursie można znaleźć na stronie renaulteasycity.pl

* Badanie opinii mieszkańców polskich miast w kwestii mobilności zrównoważonej w miastach, Kantar TNS dla Renault Polska w ramach projektu „Renault Easy City. Design the Future”, grudzień 2018, ogólnopolska reprezentatywna grupa mieszkańców miast powyżej 50 tys. mieszkańców w wieku 15+; N=1300.

Najnowsze

Opony letnie. Kiedy zmienić? Jak uniknąć problemów?

Z wyborem terminu zmiany opon zimowych na letnie wielu kierowców ma spore problemy. Do wizyty w serwisie wulkanizatorskim często skłania nas już pierwsze, chwilowe poprawienie pogody.

To jednak nie najlepsze rozwiązanie, bo początek wiosny to czas zmiennej aury i nie można wykluczyć, że zima wróci jeszcze w kwietniu, a na ośnieżonej lub pokrytej lodem drodze letnie ogumienie nie zapewnia optymalnego bezpieczeństwa. Szybkie działanie, które jest uzasadnione jesienią, wiosną wcale nie pomaga. Lepiej zrobimy czekając, aż średnia dobowa temperatura przekroczy 7 stopni Celsjusza, a pogoda ustabilizuje się na tyle, że pozostanie niezmienna przez siedem dni. Wybór odpowiedniego momentu to jednak dopiero początek problemów, z którymi może wiązać się przejście na opony letnie. Jak ich uniknąć?

Zmienić koła czy tylko opony?
Jednym z argumentów najczęściej wymienianych przez kierowców zmieniających same opony jest oszczędność. Tymczasem to, że nie wydamy pieniędzy na drugi komplet felg, nie oznacza wcale, iż nasze wydatki rzeczywiście będą niższe. Po pierwsze dlatego, że zmiana opon jest średnio dwukrotnie droższa niż całych kół. Po drugie – często zdejmowane gumy mają tendencję do odkształcania, co skutkuje szybszą utratą ciśnienia. To z kolei przekłada się na zwiększone zużycie paliwa i wyższe kwoty na paragonach ze stacji benzynowej.

Inwestycja w drugi komplet kół zwraca się już po kilku latach. Dzięki niej oszczędzamy jednak nie tylko pieniądze, ale też czas. Zmiana całych kół zajmie kilkanaście minut. To spora różnica w porównaniu z wymianą opon, która trwa nawet godzinę. By zmienić koła, wcale nie musimy też wybierać się do serwisu. Za pomocą klucza i lewarka możemy zrobić to samodzielnie, jednak potrzebujemy do tego wyczucia w dokręceniu śrub, a jeśli posługujemy się kluczem z krótkim ramieniem – także sporej siły. Niezbędne będzie ponadto wyważenie kół, które podczas wizyty w warsztacie jest czynnością rutynową wliczoną w cenę.

Jak ocenić stan opon?
Zanim wybierzemy się do serwisu (lub samemu zabierzemy się do pracy), warto jednak poświęcić kilka chwil na ocenę stanu technicznego ogumienia. Kluczowa jest głębokość bieżnika, od której zależy przyczepność opony. By auto mogło legalnie poruszać się po drogach, musi być wyposażone w ogumienie z bieżnikiem o wysokości co najmniej 1,6 milimetra. To jednak wartość krytyczna, a na kupno opon warto zdecydować się dużo wcześniej. Kiedy? Jeśli chodzi o opony letnie, najmniejsza głębokość bieżnika, przy której zachowują optymalne właściwości to 3 milimetry.

Stopień zużycia bieżnika możemy ocenić na dwa sposoby. Pierwszy to porównanie go ze wskaźnikiem TWI, mającym postać niewielkiej wypustki umieszczonej między klockami bieżnika. Ten jednak informuje nas tylko o tym, że bieżnik jest płytszy niż wspomniane 1,6 milimetra. By móc zareagować wcześniej i wymienić opony zanim jazda stanie się niebezpieczna, warto wyposażyć się w specjalną miarkę – jej koszt to zaledwie kilka złotych. W zastępstwie można użyć zwykłej zapałki lub wykałaczki, którą wsuniemy między klocki.

Jak długo używać opon?
Zużycie bieżnika to nie wszystko. Na osiągi i bezpieczeństwo opon równie duży wpływ mają procesy starzenia gumy. Stara opona, jeśli była eksploatowana niezbyt intensywnie, na pierwszy rzut oka prezentuje się bardzo dobrze. Może jednak parcieć i pękać, co wyklucza jej dalsze użytkowania. Według specjalistów maksymalny czas eksploatacji opon to dziesięć lat, mierzone od daty produkcji. Pamiętajmy, że pełnię swoich właściwości ogumienie zachowuje tylko przez 5 lat. By dowiedzieć się, kiedy opona zostało wyprodukowana, spójrzmy na jej bok, na którym znajdziemy owalny kształt z czterocyfrowym kodem. Dwie pierwsze cyfry oznaczają tydzień, następne – rok. Przykład? 0217 oznacza, że z linii produkcyjnej zjechała w styczniu 2017.

Bezpieczne przechowywanie opon
Procesy starzenia możemy nieco opóźnić, przechowując ogumienie w odpowiednich warunkach. Najlepsze miejsce to niezbyt wilgotne pomieszczenie z temperaturą kilku stopni powyżej zera. Opony należy ponadto chronić przed promieniowaniem UV oraz olejami i pochodnymi ropy. Nie powinniśmy też ustawiać ich w pobliżu pracujących transformatorów, prostowników i silników elektrycznych, które wytwarzają szkodliwy dla gumy ozon.

Kolejne ryzyko związane z nieprawidłowym przechowywaniem opon to możliwość ich deformacji. Nietrudno o nią, jeśli są ustawione w pozycji pionowej. By przed montażem nie spotkała nas niemiła niespodzianka, ułóżmy je poziomo, jedna na drugiej. Nie zapominajmy też o tym, by regularnie (najlepiej co miesiąc) zmieniać ich kolejność – tę znajdującą się na dole przełóżmy na górę.

Opony letnie premium. To się opłaca?
Każdą oponę możemy zaklasyfikować do jednej z trzech klas: ekonomicznej, średniej i premium. Na polskim rynku największą popularnością cieszą się te pierwsze. Decydują o tym względy finansowe, jednak niska cena idzie w parze z niewygórowaną jakością. Co prawda spełniają one europejskie normy, jednak kupując taki komplet musimy liczyć się z niskimi osiągami, małą trwałością, głośną pracą i wysokimi oporami toczenia.

Z ekonomicznego punktu widzenia najważniejszy okazuje się ostatni parametr – zużycie paliwa w 20 procentach zależy właśnie od niego. Najlepsze opony mogą zmniejszyć spalanie aż o 0,6 litra na 100 kilometrów w porównaniu do modeli z najniższej półki. Kupno ogumienia klasy premium może więc okazać się trafioną inwestycją. Zwłaszcza, jeśli autem pokonujemy spore odległości.

Jak czytać etykiety opon?
O oporach toczenia danego modelu dowiemy się z etykiety – a konkretnie z ramki z ikoną opony i dystrybutora. Może on być zaliczony do jednej z siedmiu klas, gdzie A oznacza oponę z najlepszymi osiągami, zaś G najgorszą. Różnica między oponami z dwóch skrajnych grup jest spora. Wybierając ogumienie klasy A, rocznie możemy zaoszczędzić około 20 litrów paliwa.

Kolejna ramka zawiera ikonę opony i chmury. Informuje nas o przyczepności opony na mokrej nawierzchni. Zasady klasyfikacji są takie same jak w poprzednim przypadku – klasy od A (najwyższa) do G. To parametr ważny dla bezpieczeństwa jazdy, bo różnica w długości drogi hamowania przy prędkości 80 kilometrów na godzinę to aż 18 metrów. Ostatnia ramka z ikoną głośnika to źródło informacji na temat hałasu generowanego przez daną oponę w decybelach.

Opony letnie – gdzie kupić?
Kupno opon wysokiej jakości to duży, jednorazowy wydatek, jednak procentuje w czasie eksploatacji. Dlatego warto skorzystać z rozwiązań, które sprawią, że będzie mniejszym obciążeniem dla budżetu. Pomoże w tym Allegro i program RATY 0 PROCENT, dzięki któremu zakup możemy rozłożyć na 20 miesięcy. W opcjach wyszukiwania warto ponadto zaznaczyć opcję darmowej dostawy. W ten sposób zaoszczędzimy nawet 50 złotych.

Zakupy na Allegro to nie tylko oszczędności, ale też pewność, że trafią do nas opony od sprawdzonego dostawcy. Od tego często zależy jakość ogumienia, bo firmy-krzaki nie zawsze magazynują je w złych warunkach. Na Allegro kupna nieodpowiednio przechowywanych opon łatwo uniknąć dzięki programowi Super Sprzedawca. By otrzymać ten status, dostawca musi zebrać dużą ilość pozytywnych opinii od klientów, a ostateczną decyzję o jego przyznaniu podejmują administratorzy serwisu. To pomaga wyróżnić firmy oferujące opony wysokiej jakości.

Najnowsze

Edyta Klim

Podsumowanie IX Wrocław Motorcycle Show

W dniach 16-17 marca odbyła się IX edycja targów Wrocław Motorcycle Show, które tradycyjnie otwierają sezon motocyklowy na Dolnym Śląsku.

IX edycja targów Wrocław Motorcycle Show była inna, niż ubiegłe, głównie ze względu na miejsce, w którym się odbyły. Motocykle nie mogły zaparkować w Hali Stulecia z powodu jej remontu, więc targowe stanowiska rozmieszczono w zabudowaniach byłej, tramwajowej zajezdni Dąbie. Powierzchnia do wykorzystania miała kształt litery U, największe marki/stoiska zajmowały środkowy pas pomieszczeń, a mniejsze firmy usługowo-handlowe rozmieszczono wzdłuż ich ścian z obu stron.

W sobotę pogoda była słaba, więc motocykliści przyjeżdżali raczej samochodami, które z braku miejsc parkingowych okupowały pobliskie trawniki. Wewnątrz było tłumnie, a na czas pokazów stuntu, także i na zewnątrz. Stunterzy w sobotę nie mieli jednak łatwo, bo było zimno, a nawierzchnia po której się poruszali to mokra kostka i przecinające ją szyny.

Słoneczna niedziela sprzyjała już terenom zewnętrznym, gdzie można było się zintegrować przy wspólnym posiłku z foodtrucków, a i motocyklistów przyjechało wielu. To przełożyło się na gigantyczną kolejkę do kas, ale na szczęście, nie na ścisk wewnątrz (być może właśnie te kasy, niechcący, stanowiły taki zawór regulujący ilość gości). Wrocławskie targi mają taki charakter, że każdy może dotknąć wymarzonego motocykla, a nawet na nim usiąść. Dlatego większość modeli było mocno obleganych i prawie podawanych z rąk do rąk, więc zrobienie zdjęcia samego motocykla momentami graniczyło z cudem.

Mam wrażenie, że najbardziej w nowym miejscu ucierpiała scena, którą umieszczono w wąskim przesmyku między halami, przez co, bardziej była traktowana jak przejście, niż miejsce, gdzie można coś ciekawego zobaczyć i usłyszeć. Na szczęście nagłośnienie było dobre, więc przekaz raczej nie poszedł na marne… A na scenie były pokazy motocyklowej mody, słowo o szkoleniach na torze i zaproszeni goście: Anna Jackowska, Grzegorz Kumanek, Paulina z „Marzenia trzeba spełniać”, para podróżników z „Look around the globe” i kolejna z „LifeWeLove”, Fundacja Ratownictwa Motocyklowego Polska oraz Maciej DOP i Marcin Głowacki, którzy występowali także na placu przed budynkiem w specjalnych pokazach stuntu. Motywacja podróżnicza i sportowa na najwyższym poziomie, a do tego nieco muzyki na żywo w wykonaniu Loku&Pachol.

Przy wejściu do Hali A, na pierwszym planie prezentowały się motocykle z Harley-Davidson Appaloosa i Wojtek Nurkowski opowiedział mi, co tam u nich ciekawego:

– Rodzina softail w ubiegłym roku modelowym została kompletnie zmodernizowana i to jest mocny punkt naszego stoiska. Nowe silniki, nowe ramy i odświeżony design. Mamy model FXDR , który miał premierę na 2019 rok. To model, który ma zapełnić lukę po zatrzymaniu produkcji V-Roda. Muskularna linia inspirowana dragrace’owymi motocyklami Harley-Davidson i niepowtarzalne wrażenia z jazdy, wywołane przez ponad 160 Nm momentu obrotowego, już przy 3,5k obrotów. Mamy także odświeżonego Breakout’a o bardziej klasycznym wyglądzie, który ma teraz min. mniejszy bak, odsłaniający potężny silnik i w pełni ledowe oświetlenie.

Nieco dalej, sporą powierzchnię wystawienniczą zajął nowy dealer Motocykle Wrocław z siedzibą w Długołęce, który pod swoimi skrzydłami posiada markę: Suzuki, Indian oraz MV Agusta:

– Motocykle Wrocław to inicjatywa poznańskiego dealera marki Indian. Do tego głównego trzonu, dołączyły marki: Suzuki i MV Agusta, których także we Wrocławiu brakowało. Znaleźć nas można w Długołęce, w miejscu znanym motocyklistom. Mamy 400 m.kw. powierzchni i już uruchomioną sprzedaż dwóch marek, a Suzuki wystartuje od 1 kwietnia, tak samo jak serwis motocykli. Najważniejsze, że nie są to marki konkurujące ze sobą, a wzajemnie uzupełniające ofertę Motocykle Wrocław. Dodatkowo na miejscu można skonfigurować i podpisać finansowanie, ubezpieczyć motocykl oraz zlecić formalności związane z jego rejestracją. – mówi Paweł Pablo Mierzwa.

– Mamy tu dzisiaj polską premierę Indian FTR1200S, motocykl wyróżniający się z oferty tej marki, ponieważ jest to naked, stylizowany na motocykl z amerykańskich wyścigów Flat Truck. Nowość, która została bardzo dobrze przyjęta, ma silnik 1.2 i dużo momentu. Tutaj mamy wersję S, o 5.000 droższą, ale zdecydowanie lepiej wyposażoną i w unikalnym malowaniu. Dzisiaj jest też wyjątkowa okazja, żeby obejrzeć 33-ci motocykl z limitowanej serii 200 sztuk MV Agusta Dragster 800RR Pirelli. MV Agusta to jest zdecydowanie marka premium, ze względu na dbałość o szczegóły, w większości ręczną produkcję, wiele dodatków w cenie i możliwość pełnej personalizacji motocykla – dodaje Paweł.

Kolejne pole zajął dealer BMW Motorrad Team Wrocław, który podczas targów odsłoniła nową wersję S1000RR:

– To pierwszy produkcyjny motocykl nowej linii, kompletnie przeprojektowany motocykl, a właściwie całkiem nowy motocykl z nowym silnikiem, ramą, wahaczem, zawieszeniem, światłami. A także z komputerem i wyświetlaczem connectivity zamiast zegarów, który pozwala na ustawienie parametrów motocykla z poziomu guzika na manetce. To też wyjątkowy model z pakietem M, co w przypadku motocykla oznacza zastosowanie karbonowych elementów zawieszenia, osłon, a przede wszystkim kół. Jego waga to 193,5 kg, a każdy silnik ma min. 207 koni. Motocykl ma dwie fazy rozrządu, można nim jeździć spokojnie, bardziej turystycznie i ekonomicznie lub poprzez odkręcenie manetki uruchomić tryb sportowy. Na stoisku mamy też wszystkie modele z nowym bokserem 1250 ccm, również z dwoma fazami rozrządu. Uruchomiliśmy już program „Moje pierwsze BMW”, gdzie za niską ratę miesięczną (np. G310R od 310zł netto) otrzymacie jeszcze kask, ewentualnie gmole lub kurs doskonalenia techniki jazdy. Zapraszamy! – mówił Maciej Merkur.

Kilka kroków dalej rządziła już Honda RPM Motocykle, a tam:

– Z ciekawostek warto zobaczyć serię Neo Sports Cafe i CB650R, która jest dopiero od miesiąca na polskim rynku i dostępna pod zamówienie. Bardzo fajny, miejski sprzęt, przekonstruowany silnik w stosunku do wersji zeszłorocznej, 95 koni i 64 Nm. Rama, koła i silnik są spójne ze sportową wersją CBR650R. Cenowo też są bardzo przystępnie od 34 tys. zł. Model CBR500R również został przekonstruowany tak, że na pierwszy rzut oka, z przodu, wygląda jak 650-tka. Warto zwrócić uwagę na małego Super Cub’a, który powstał w hołdzie dla kultowego modelu ze światowym rekordem sprzedaży na koncie. Jednak to zupełnie nowoczesna konstrukcja, z silnikiem na wtrysku, ABS-em i ledami. Z ciekawostek to przekonstruowane CB500X, stylistycznie bardziej zbliżone do Crosstourer’a tej serii – mówił Tomasz Brożek.

Na końcu hali, ale jakże rozlegle zaprezentował się wrocławski I’M Inter Motors i modele reprezentujące marki: KTM, Husqvarna, Ducati, Moto Guzzi, Aprilia, Piaggio i Vespa:

– W Ducati mamy premierową Multistradę 1260 w wersji enduro, z: kontrolą trakcji, ABS-em, ledowymi lampami i wyświetlaczem TFT, kompatybilnym ze smartfonami. Ducati Diavel 1260 doczekał się wreszcie swojej nowej odsłony, silnik 1260, 160-konny i jeden z najlepiej wyposażonych motocykli w naszej ofercie. Mamy jeszcze model Hypermotard 950 – to też premiera 2019.

W marce KTM naszą największą nowością jest motocykl Super Duke GT, wyposażony w wyświetlacz TFT, system bezkluczykowy, regulowane zawieszenie i przednią lampę LED z doświetlaniem zakrętów. Kolejny model to 790-tka Adventure oraz wersja R z doskonałym wyposażeniem. Hitem sprzedaży już jest i zapewne nadal będzie model KTM 690 Enduro R oraz 690 SMTR – mówił Michał Kuśmirski.

– Mamy tu jeszcze modele z marki Husqvarna: 701 Enduro i 701 Supermoto oraz cieszący się niesłabnącym zainteresowaniem model Vitpilen. W Ducati prezentujemy jeszcze model V4 R, a w Aprilii min. RSV4 RR. Jest jeszcze premierowy Moto Guzzi V85 TT, topowy turystyk o wyglądzie w klimacie lat 80-tych, 85 KM, świetny styl w jeszcze lepszej cenie (od 49.900 zł). Do tego potężny, okufrowany Moto Guzzi California o klasycznym wyglądzie.

To, co przełomowe w ofercie naszych marek, to zupełnie elektryczna Vespa. Model Electtrica, wersja do 55 km/h i z zasięgiem 100 kilometrów, która zaskakuje swoją zrywnością. Mamy najnowsze Piaggio MP3 500 hpe, to wersja z mocniejszym silnikiem i z 3-ma kołami, co oznacza, że do jego prowadzenia wystarczy kat. B – opowiadał Michał Kuśmirski.

{{ gallery(2375) }}

A w drugiej hali największy plac zarezerwował dla siebie Motorland, wrocławski dealer Yamahy:

– Obecnie największą nowością w naszej ofercie jest model Tenere 700, długo oczekiwany motocykl, ruszyła już przedsprzedaż, a pierwszych dostaw spodziewamy się w lipcu. W naszym salonie od jesieni jest też trójkołowy Niken, także w wersji testowej. Kolejna nowość to model R3, który zbliżył się teraz wyglądem do większych braci R6 i R1. Dużą popularnością cieszy się nowe malowanie serii MT, jest to Ice Fluo, czyli zestawienie pomarańczowo-szare. Mamy także limitowaną serię scramblera XSR700 XTribiute, który jest hołdem dla serii XT – mówił Błażej Dobiech.

Najluźniejszą porą na wystawowych halach była niedziela w godz. 15.00-17.00, gdzie nawet pokaz stunterów bez trudu można było obejrzeć z pierwszego rzędu, a na alejkach targowych dojrzeć nawet czerwone dywany. Na zewnątrz słonecznie i piknikowo, więc klimat idealny.

Trudno mi odpowiedzieć, czy wrocławskie targi w nowym miejscu były lepsze czy gorsze. Generalnie nie było źle, bo organizator wykorzystał zastane warunki optymalnie. Przy czym udało się to co najważniejsze, luźny charakter imprezy został zachowany, a nowe miejsce wniosło do jej formuły nieco świeżości.

Najnowsze

Spowodował kolizję i uciekł

Nagranie pokazujące, że niektórym brakuje niestety poczucia odpowiedzialności za swoje błędy.

Na nagraniu widać, jak z drogi podporządkowanej wyjeżdża samochód, wymuszając pierwszeństwo na aucie z kamerą. Autorowi udaje się uniknąć z nim kolizji, ale uderza w bariery.

Sprawca nie zatrzymał się i uciekł z miejsca zdarzenia. Poszkodowany kierowca prosi o pomoc w zidentyfikowaniu winnego, który poruszał się Toyotą Corollą.

Najnowsze

Zderzenie wozu strażackiego z samochodem

Strażacy jadący na akcję zderzyli się z autem osobowym na skrzyżowaniu. Kto zawinił?

Zobaczcie poniższe nagranie z monitoringu. Wszystkie samochody stoją przed skrzyżowaniem i nie wjeżdżają na nie, ponieważ wiedzą, że zbliża się wóz strażacki na sygnale. Nagle z lewej strony wyjeżdża Toyota, dokładnie pod koła straży pożarnej. Czyja według was jest wina?

Zawinił kierowca wozu strażackiego. Z nagrania wynika, że wjechał on na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Inni uczestnicy ruchu mają obowiązek ułatwić mu przejazd, ale nie oznacza to, że ma on bezwzględne pierwszeństwo. Kierowca Toyoty pojawił się zupełnie niespodziewanie i nie zachował szczególnej ostrożności słysząc, że zbliża się pojazd uprzywilejowany, ale jeśli miał zielone światło, to prawo jest po jego stronie.

Najnowsze