Edyta Klim

Czy kiedykolwiek kobieta wygrała wyścig F1?

Tak! Była to Desiré Randall Wilson, która w 1980 roku wygrała brytyjski wyścig Aurora F1 Series.

Desiré Randall Wilson pochodzi z Południowej Afryki, a dokładnie z Brakpan, gdzie urodziła się w 1953 roku. Jej tato brał udział w wyścigach motocyklowych, więc zadbał i o to, by Desiré praktycznie od dziecka mogła uczyć się jeździć, a następnie ścigać. Samochody prowadziła od 12 roku życia, a zadebiutowała na torze w wieku 19 lat.

Jej kariera sportowa trwała 50 lat! Zaczęła się w Południowej Afryce, następnie zawodniczka startowała w Holandii, ponieważ zdobyła główną nagrodę w programie „Driver to Europe”. Później podbijała tory w Anglii i USA, by na koniec zostać gwiazdą w wyścigowego festiwalu Goodwood Revival Historic.

Trudno uwierzyć, że tak mało mówi się o zawodniczce, która ścigała się w 135 samochodach wyścigowych, w tym F1 i IndyCar, na ponad 100 torach w 11 krajach. Była pierwszą i jedyną kobietą, która wygrała wyścig w samochodzie F1 podczas Aurora F1 Series w Wielkiej Brytanii w 1980 roku.

W kolejnych wyścigach meldowała się na 2-gim i 3-cim miejscu, jednak nie mogła kontynuować startów w tej serii, ponieważ jej zespół zbankrutował. Ten rok był dla niej nadal wyjątkowy, bo wtedy dostała szansę na starty w parze z Alainem de Cadenet i do puli nagród mogła doliczyć: zwycięstwo w wyścigu Monza 1000km oraz Silverstone 6 hours.

Jej wyścigowa kariera trwała jeszcze 19 lat, podczas których startowała w przeróżnych seriach wyścigów na całym świecie, jednak już bez tak spektakularnych wyników.

Od 1975 roku Desiré jest żoną architekta Alana Wilsona, z którym wspólnie prowadzi firmę, zajmującą się planami konstrukcji i budowy torów wyścigowych. Alan podsumował karierę swojej żony i wydał książkę „Driven by Desire: The Desire Wilson Story”:

Najnowsze

Test Ducati Scrambler Sixty2

Dopóki nie dosiądziecie tej maszyny, nie dowiecie się, że "On dodaje mocy". Takiego świetnego wrażenia, jakie robi ten motocykl zarówno na kierowcy, jak i otoczeniu, nie doświadczyłam chyba jeszcze nigdy. Czy zatem to idealny sprzęt dla kobiet?

Widzieliście kiedyś taki obrazek: śliczna dziewczyna w czerwonej, zwiewnej sukience, z nogami do nieba, w stylowych szpilkach, a za nią ciągnący się peleton przechodniów, potykających się o własne nogi, odwracających się za nią z zachwytem? Ja widziałam! To była naprawdę piękna dziewczyna! I wiecie co? Chociaż raz mogłam się poczuć jak taka piękność! I wcale nie chodzi tu o moje nogi… Zatem od początku.

Liczy się pierwsze wrażenie
Lato. Wygodne dżiny, rozwiane włosy, włoskie okulary, retro-skóra i Ty – przejeżdżająca bulwarem swoją błyszczącą w słońcu maszyną. Czas stoi. Widzisz ten obrazek? Tak? Uwierz: najlepsza sexy mała czarna i szpilki nie zrobią lepszej roboty, jak Ty na Ducati Scrambler Sixty2!

Parkujesz pod trendy miejscówką wśród „plastików”. Popijając kawę w ogródku delektujesz się widokiem zachwytu przechodzących osób, czy wychodzących z bistro właścicieli „ścigów”. Miło jest widzieć u nich uśmiechy wyrażające podziw. Nie ma w tym ani krzty pychy, lansu, to po prostu miłość do maszyny. A poza tym – pragmatycznie – w trakcie upalnego lata trudno o lepszy motocykl do jazdy w mieście (i nie tylko), niż taki bez owiewek. Ducati Scrambler Sixty2 wpisuje się w taki klimat idealnie, co więcej – bywa pomocny! Przyciąga wzrok, gdy zdejmujesz zdyszana kask, włosy i makijaż lekko spłynęły i zanim doprowadzisz się do porządku, uwaga jest skupiona na maszynie!

Owszem sportowe motocykle są świetne. Wiem coś o tym – jeżdżę w zawodach supermoto. Kobieta-motocyklistka jest dla większości mężczyzn i kobiet obiektem westchnień (z różnych względów). Połączenie mocy maszyny i sexapilu to mieszanka, za którą wodzi wzrokiem chyba każdy. Nikt mi nie wmówi, że widząc super motocykl, słysząc jego rewelacyjne brzmienie i wystający warkocz spod kasku, nie odwrócisz wzroku… Tak, wiedziałam, że się uśmiechniesz! Chcesz tego? To Ducati to prawdziwa stylówa – to, jak można się prezentować na tej maszynie rozwala system! Zresztą – Scrambler Sixty2 nie tylko ujmuje wyglądem, ale dodatkowo ma klimat, charakter, którego mogą mu pozazdrościć rynkowi rywale.

Ergonomia ponad wszystko
Scrambler, mimo wyglądu a’la klasyk, jest mieszanką przyjemności z pokonywania zakrętów, powolnego „bujania się” po mieście oraz po prostu – czerpania radości z faktu posiadania takiej maszyny. Parametry? Cóż, ścigam się w zawodach motocyklem o pojemności 450 cm3, który ma 50 KM i jestem szybsza od wielu mężczyzn na torze! A Ty zwykle będziesz jeździła na Scramblerze z biura do kawiarni, do centrum miasta na spotkanie z przyjaciółmi, z domu na przejażdżkę poza miasto – na odstresowanie. Do tego pojemność 400 cm3 i moc 41 KM w zupełności wystarczą. Na obwodnicy szybko złapiesz dopuszczalną prędkość, a na ulicy – moment obrotowy i Twoja lżejsza niż facetów waga, pozwoli Ci być pierwszą od świateł!

Czy to motocykl idealny, aby komfortowo przewieźć nasze zgrabne tyłki? Tak, siedzisz na wygodnej kanapie na wysokości zaledwie 790 mm od podłoża. Jesteś wyprostowana i zrelaksowana. Kierownica zaskakująco dobrze leży w dłoniach, a wąski zbiornik paliwa nie zmusza Cię do mocnego rozchylenia kolan. Siedzisz jak dama. Nic nie przeszkadza, nic się nie wrzyna tam, gdzie nie powinno. Bez względu na wzrost (jestem dość wysoka) – na Sixty2 z pewnością znajdziesz przyjemną pozycję.

No to jazda!
Uruchamiasz maszynę naciskając czerwony przycisk. Rozrusznik długo obraca wałem korbowym zanim L-twin, mający typowy dla Ducati rozrząd desmodromiczny, zaskoczy. Jednostka pracuje równo i cicho. Nie jest to brzmienie charakterystycznego dla Ducati dźwięku garści sztućców dzwoniących w dłoni. Słuchając wydechu z zamkniętymi oczami obstawiasz, że to „grubsza” maszyna niż o pojemności 400 cm3. Wreszcie ruszasz w miasto. Tą „sexi-czterysetką” – dzięki masie tylko 183 kg i wąskiej kierownicy – z łatwością śmigniesz wzdłuż kolumny samochodów w korku, po czym szybko i pewnie ustawisz się pierwsza na światłach.

Ale czy Sixty2 jest tylko do miasta? A skądże! Zrobiłam tym motocyklem podczas Jesieni z Ducati około 250 kilometrów, w najszybszej grupie motocyklistów, przemierzając serpentyny słowackich tras. Uwierz – te 400 cm3 nie przeszkadzało mi dotrzymywać tempa kolegom jadącym na dużo większych i silniejszych maszynach. Nie przeszkodziło mi również cisnąć „na kolanie” po winklach. Chcieć to móc! Usłyszałam nawet tekst: „Scramblery na tym wyjeździe były najszybsze”. Jestem dumna, że obroniłam ten motocykl, mimo że był najsłabszy w naszej 20-osobowej grupie. Zatem niby Sixty2 to maszyna grzeczna i przewidywalna – jest poręczna w mieście, ale daje też ogromną radochę z szybkiego latania po winklach, także motocyklistkom, które lubią mocniej odkręcić.

Pytasz o sprzęgło? Działa bardzo precyzyjne, choć dźwignia wymaga nieco mocniejszej ręki (ćwiczenia zawsze nam się przydadzą!). Jeśli Sixty2 jest Twoim pierwszym motocyklem, warto na początku ostrożniej odkręcać gaz – ten motocykl ma „kopa”. Ale nie ma się czego bać.  W najczęściej używanym zakresie obr./min. – od 2000 do 4000 – jest potulny i spełni każde Twoje życzenie. Od 4000 już go „czuć” wyraźnie, ale to od 6000 silnik dopiero czuje, że żyje! Skrzynia biegów – klikasz przełożeniami szybko, w sportowym stylu, nie ma problemów z redukowaniem, czy błyskawicznym wrzuceniem wyższych biegów.

Jego niezbyt duża moc ma swoje spore zalety. Na przykład na mokrej nawierzchni nie musisz się przejmować, że motocykl wpadnie w poślizg. Swoją robotę robią opony Pirelli MT 60, które nawet po ulewnym deszczu zapewniają dobrą przyczepność.

A jak Cię poniesie fantazja to zadziała z pewnością prosty, dwutłoczkowy hamulec. Zacisk skutecznie wgryza się w tarczę o średnicy 320 mm. Sixty2 wyposażono też w ABS, a przez to możemy hamować z maksymalną siłą bez ryzyka zablokowania koła. Największą radością w kontakcie z tym motocyklem jest to, że prowadzi się bardzo neutralnie, nie stawia przed Tobą dużych wymagań. Jedyne co pozostaje to cieszyć się z każdej przejażdżki. Czyż nie o to w tym chodzi?

Czyli jaki?
Sixty2 to Ducati pełną gębą! Ma wystarczająco dużo mocy, żeby sprawiać dużo radości z jazdy, a przy tym nie jest aż tak mocny, żeby się go bać! Ideał? Przejedź się, sprawdź – sama ocenisz. Z pewnością ten motocykl jest jak idealne wykończenie Twojej stylizacji i na starcie klasyfikuje Cię wśród kobiet, motocyklistek, który cenią sobie dobry gust, klasę i indywidualność.

Dla kogo jest Sixty2? Na pewno dla początkujących motocyklistek(-ów), które marzą, by zacząć swoją przygodę z jednośladami, dla drobnych kobietek, które chcą jeździć motocyklami, ale przeraża je moc i gabaryty maszyny. Dla osób, które cenią sobie dobry styl i lubią łamać stereotypy. Jest oferowany w trzech kolorach: fluorescencyjnym mandarynkowym, oceanicznym szarym i lśniącym czarnym. Dla chętnych jest możliwość wyboru nietuzinkowej gamy kolorystycznej. To jak dobrać kolor szpilek do małej czarnej. Lubię to!

NA TAK
– lekki;
– wygodny;
– piękna stylizacja karoserii;
– duża gama kolorów nadwozia do wyboru;
– ABS;
– energiczny silnik;
– dostępny dla osób z prawem jazdy kat. A2.

NA NIE
– brak.

Dane techniczne Ducati Scrambler Sixty2
Typ                    L-Twin, Desmodromiczny rozrząd, 2 zawory na cylinder, chłodzony powietrzem
Pojemność         399 ccm
Śr. x Skok          72 x 49 mm
Kompresja         10,7:1
Moc                   30,2 kW (41 KM) @ 8,750 obr/min
Mom. Obr.         34,6 Nm @ 8,000 obr/min
Zasilanie            Elektroniczny wtrysk paliwa, przepustnica 50 mm
Wydech             Pojedynczy, aluminiowy tłumik, dwie sondy lambda
Normy emisji    Euro 4

Najnowsze

Transport-sharing: na którym miejscu jest Warszawa?

Ekonomia współdzielenia jest nadal bardzo aktualnym tematem, a fakt, że Warszawa znalazła się na wysokim miejscu w rankingu europejskim, każe nam się przyjrzeć bliżej temu zjawisku.

XX wiek –  epoka samochodów
XX wiek pozostawił po sobie miasta przepełnione środkami komunikacji oraz image samochodu jako symbol prestiżu, statusu społecznego i wolności. Baby boomers (osoby urodzone w latach 1946–1964) nie tylko marzyli o swoim własnym pojeździe, ale również nie potrafili wyobrazić sobie życia bez niego. Ta fascynacja samochodami doprowadziła do stanu permanentnych korków na drogach (n.p. w Londynie kierowcy jeżdżą średnio 19 km/h, Forbes 2008), zwiększającego się zanieczyszczenia środowiska, czy nawet zaburzenia relacji społecznych.

XXI wiek – w kierunku ekonomii wspólnej konsumpcji
XXI wiek zmienił nasze podejście do środków transportu, w szczególności rozwój tzw. sharing economy, czyli ekonomii współdzielenia. Mowa o systemach, za pomocą których używamy rowery, samochody, czy skutery bez konieczności posiadania ich. Badania wskazują, że podczas gdy prywatny samochód służy jednej osobie i jej rodzinie, pojazdy wspólnej konsumpcji są do dyspozycji 60. jednostek i ich najbliższych. Kolejnymi pozytywnymi aspektami tego trendu jest redukcja korków w mieście, stresu oraz przyczynienie się do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla. Rewolucja się już rozpoczęła i coraz więcej miast zmierza w jej kierunku.

Transport – sharing w Europie: ranking
Zespół Shopalike przeanalizował współdzielenie transportu w europejskich stolicach, aby sprawdzić, jak daleko są rozwinięte w tej dziedzinie. Badanie wzięło pod uwagę 28 stolic Unii Europejskiej,  systemy rowerowe, samochodowe i skutery (bike-sharing, car-sharing i scooter-sharing). Analitycy przyjrzeli się w szczególności liczbie pojazdów na 10 tys. mieszkańców oraz  średniej cenie za pierwszą godzinę jazdy. Z tego badania wynika, że Paryż jest najbardziej przyjazną stolicą europejską pod względem ekonomii wspólnej konsumpcji. Zaraz za nim pojawiła się Bruksela, Berlin, Warszawa, Wiedeń i Amsterdam. (Cały ranking „Transport – sharing w Europie” dostępny tutaj)

Na jakiej pozycji jest Warszawa w poszczególnych kategoriach?
Warszawa znalazła się w pierwszej dziesiątce rankingu „Transport Sharing w Europie”, na 4. miejscu podsumowującym trzy analizowane kategorie.  Tę samą pozycję zdobyła w kategorii „rowery”.  Warszawski publiczny system rowerowy Veturilo imponuje swoją ilością rowerów (5000), które są łatwo dostępne w przystępnej cenie. Polska stolica może się także pochwalić swoim car-sharingiem, z którym wkroczyła na 5. miejsce w EU. Systemy współdzielenia samochodów w Warszawie liczą łącznie ponad 900 pojazdów. Co do skuterów Warszawa znalazła się wśród ośmiu europejskich miast, które oferują ten serwis. Podsumowując, Polska jest otwarta na innowacje, ich wdrożenie w życie oraz ma szansę w przyszłości znaleźć się na podium rankingu współdzielenia transportu w Europie.

Najnowsze

Całkowite koszty użytkowania samochodu – zanim kupisz, porównaj auta!

Polscy kierowcy przy wyborze nowego auta kierują się głównie jego ceną. A to tylko jeden z elementów, który wpływa na to, ile kupującego będzie kosztować samochód. Nie mniej ważne są: zużycie paliwa, koszty przeglądów czy utrata wartości. I właśnie na to trzeba zwrócić uwagę kupując nowe auto.

Jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego przez Millward Brown na zlecenie marki Volkswagen wśród kupujących nowe samochody, dla 77% z nich cena jest najważniejszym kryterium przy wyborze. Jednak sprawdzenie wartości auta w cenniku czy konfiguratorze to zdecydowanie za mało. Dlatego, zanim dokonamy wyboru nowego samochodu, warto porównać kilka modeli, zwracając uwagę także na inne aspekty. By takie zestawienie było miarodajne, trzeba umieścić w nim auta o zbliżonej mocy, a przede wszystkim wyposażeniu.

„Nierzadko początkowo tańszy samochód po doposażeniu okazuje się droższy od konkurentów. Warto także zwrócić uwagę na to, czy poszczególne systemy, zwłaszcza te dbające o bezpieczeństwo, działają w ten sam sposób. Na przykład układ Lane Assist w Volkswagenach nie tylko ostrzega przed niezamierzoną zmianą pasa ruchu, jak w większości konkurencyjnych aut, lecz także koryguje tor jazdy, by uniknąć potencjalnego zagrożenia” – wyjaśnia Tomasz Tonder, PR Manager marki Volkswagen.{{ download(200) }}

Bez wątpienia warto wybierać pakiety wyposażenia, które wyraźnie podniosą komfort użytkowania samochodu, a kosztują zdecydowanie mniej niż pojedynczo wybierane elementy. Np. pakiet Business do Volkswagena Golfa Trendline, w skład którego wchodzą m.in. czujniki parkowania z przodu i z tyłu, system radiowy Composition Media, czujnik zmierzchu, czujnik deszczu i autoalarm kosztuje 1390 zł. Niemal wszystkie sprzedawane w Polsce Golfy są doposażone w ten pakiet.

Przy kupnie nowego samochodu mało kto myśli o tym, że trzeba będzie go kiedyś sprzedać. Właściwy wybór pozwoli pozbyć się używanego auta szybko i za wyższą niż u konkurentów cenę. Z danych Eurotax i serwisu Otomoto wynika, że Volkswageny tracą stosunkowo niewiele na wartości i są poszukiwane na rynku wtórnym.

Czteroletni VW Passat 2.0 TDI Trendline, z przebiegiem 60 tys. km, będzie wciąż wart 50,5% wyjściowej ceny*. Dla porównania: Ford Mondeo 2.0 TDCi Trend – 46,5%, Toyota Avensis 2.0 D-4D Premium – 45,4%, Hyundai i40 1.7 CRDi Business – 45,2%, a Peugeot 508 2.0 BlueHDi Active – 44,1%. Oznacza to, że używanego Passata będzie można sprzedać za więcej niż rywali. Skąd się biorą takie prognozy? Opracowują je specjalizujące się w tym firmy, np. Eurotax.

„Wyliczając szacowaną wartość rezydualną analizujemy wiele parametrów. Są to m.in. doświadczenie producenta, historia modelu, sytuacja w danym segmencie rynku z uwzględnieniem konkurencyjnych aut, plany sprzedażowe poszczególnych modeli, cena zakupu, a nawet liczba autoryzowanych stacji obsługi danej marki” – mówi Paweł Grabarczyk, Dyrektor Handlowy Eurotaxu.

Model

Wartość rezydualna
po 4 latach/60 tys. km

Volkswagen Passat 2.0 TDI Trendline

50,5%

Ford Mondeo 2.0 TDCi Trend

46,5%

Toyota Avensis 2.0 D-4D Premium

45,4%

Hyundai i40 1.7 CRDi Business

45,2%

Peugeot 508 2.0 BlueHDi Active

44,1%

Wysoka wartość rezydualna to nie wszystko – nie mniej ważny jest popyt na używane auto. Zestawienia serwisu ogłoszeniowego Otomoto wskazują, że najczęściej wyszukiwaną przez jego użytkowników marką jest Volkswagen.{{ download(201) }}

„Tylko w 2016 roku Polacy szukali samochodów używanych marki Volkswagen w naszym serwisie ponad 100 mln razy. VW od lat jest numerem 1 pod względem liczby wyszukiwań, a Golf i Passat są niezmiennie w czołówce rankingu najchętniej wyszukiwanych modeli” – mówi Piotr Grzemski, Brand Manager z Otomoto.

Warto zwrócić uwagę na częstotliwość przeglądów. Duża część producentów przewiduje je co 15 lub 20 tys. km. Są też na rynku marki, w tym także Volkswagen, których samochodami wystarczy odwiedzić serwis co ok. 30 tys. km, co znacząco obniża koszty eksploatacji. Na dodatek koszt przeglądów w VW jest z reguły wyraźnie niższy niż u konkurencji, a można go jeszcze zmniejszyć wybierając pakiet przeglądów. Dzięki niemu zyskamy spokój i będziemy mieć kontrolę nad wydatkami. Aktualna oferta pozwala za wizyty w serwisie przez 4 lata lub 60 tys. km zapłacić zaledwie 99 zł!

Model

Częstotliwość przeglądów

Volkswagen Golf 1.5 TSI

30 tys. km/2 lata

Renault Megane 1.2 TCe

30 tys. km/1 rok*

Ford Focus 1.0 EcoBoost

20 tys. km/1 rok

Hyundai i30 1.0T

15 tys. km/1 rok

Toyota Auris 1.6

15 tys. km/1 rok

* pierwszy przegląd po roku, kolejne – co 2 lata

Zużycie paliwa stanowi ok. 25% wszystkich kosztów utrzymania samochodu. Dlatego warto wybrać oszczędne auto. Oszczędne, a przy tym zapewniające dobre osiągi. Do tego opisu idealnie pasują silniki TDI i TSI Volkswagena. Niektóre modele VW są w stanie przejechać nawet 1500 km na zbiorniku, po zatankowaniu do pełna. Oznacza to, że Passatem 2.0 TDI można dojechać np. z Warszawy do Gdańska, następnie do Zakopanego, w baku wciąż będzie wystarczająca ilość paliwa, aby wrócić do Warszawy.

Jeszcze lepsze rezultaty (zasięg powyżej 1800 km na pełnym zbiorniku!) można uzyskać Passatem stosując się do zasad eco drivingu. Na liczącej 357 km trasie Warszawa-Gdańsk limuzyną VW z silnikiem 2.0 TDI i skrzynią DSG dziennikarzom udało się uzyskać zużycie paliwa 3,6 l/100 km. To wynik lepszy od danych, które deklaruje producent. Jeszcze większe wrażenie robi rezultat VW Tiguana 2.0 TDI. 150-konny SUV z napędem na cztery koła zużył zaledwie 4 l oleju napędowego na 100 km, różnica pomiędzy katalogowym spalaniem jest jeszcze większa (5,7 l/100 km w cyklu mieszanym, 5,1 poza miastem). Także benzynowe Volkswageny są niezwykle oszczędne – up! z 90-konnym silnikiem 1.0 TSI zużył na tej trasie średnio 3,4 l paliwa na 100 km. Oznacza to, że pokonanie tym autem trasy Warszawa-Gdańsk kosztuje zaledwie 55 zł.

Coraz więcej klientów decyduje się na zakup samochodu nie za gotówkę, a korzystając z nowoczesnych form finansowania, jak np. kredyt EasyDrive. Dzięki niemu można jeździć nowoczesnym, bezpiecznym, dopasowanym do potrzeb samochodem płacąc niskie miesięczne raty. Po zakończeniu 3- lub 4-letniej umowy można auto wykupić albo po prostu oddać. By jeździć nowym VW up! wystarczy zaledwie 369 zł miesięcznie.

Volkswageny, wszystkie aktualnie oferowane modele, otrzymały maksymalną liczbę 5 gwiazdek w testach Euro NCAP. Są często tańsze w eksploatacji od wielu konkurentów, co daje oszczędności, które przez 4 lata mogą sięgnąć kilkunastu tysięcy złotych.

Najnowsze

Policjanci zdradzają 7 prawd o kradzieży samochodów

Kradzież samochodów to wciąż intratny biznes. Miesięczne zarobki na poziomie dyrektorów zachodnich spółek skutecznie zachęcają złodziei do podjęcia ryzyka. Hermetyczne środowisko, technologie opracowane przez tajne służby wschodnich państw, skomplikowane kanały przerzutowe i techniki walki z policją - to codzienność amatorów cudzej własności.

Sekrety ich życia zdradzają ludzie, którzy na co dzień zajmują się rozpracowywaniem przestępczego środowiska – obecni i byli policjanci jednego z wydziałów do walki z przestępczością samochodową.

Rocznie w Polsce kradnie się około 13 tys. samochodów i z roku na rok liczba ta spada. Chociaż w grę wchodzi zamknięcie części kanałów przerzutowych czy pogorszenie warunków zbytu kradzionych samochodów i części, to główny powód jest o wiele bardziej prozaiczny. Drogie samochody znanych marek (Volvo, Jaguary czy Porsche), które jeszcze kilkanaście lat uchodziły za niemożliwe do ukradzenia, dziś, dzięki rozwojowi nowych technologii, znalazły się w zasięgu amatorów cudzej własności.

– Kradzież i sprzedaż aut klasy premium przynosi ogromne zyski. Dziś nie trzeba kraść 12 Polonezów, by zarobić na nich kilka tysięcy złotych. Wystarczy jeden dobry strzał w postaci BMW lub Audi, by do kasy wpadło kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy. Mówiąc wprost – nie trzeba się narobić, by zarobić w złodziejskim fachu – zauważa były szef komórki operacyjnej w wydziale do walki z przestępczością samochodową.

– Środowisko złodziei jest niezwykle hermetyczne i trudne do rozbicia. Kierują się oni swoistym kodeksem honorowym, który powoduje, że dotarcie do tajemnic grupy jest niezwykle skomplikowane. Jednak na przestrzeni lat udało nam się poznać zwyczaje przestępców – dodaje.

Z rozmów z byłymi i obecnymi policjantami rozpracowującymi grupy przestępcze parające się kradzieżami aut wyłania się obraz praktyk stosowanych przez złodziei. O ile kilkanaście lat temu na wyposażeniu każdego z nich znajdowały się łamaki, śrubokręty, łomy i szlifierki, o tyle dziś do kradzieży wystarczy smartfon i kilka innych elektronicznych gadżetów. Bo tak jak auta stają się inteligentne, tak i złodzieje są coraz bardziej „smart”. Co jeszcze?

https://www.youtube.com/watch?v=cMGb5vNpPwY

1. Rozwiązania z laboratoriów służb specjalnych
Pojawienie się i upowszechnienie technologii keyless – bezkluczykowego otwierania i uruchamiania pojazdu – otworzyło złodziejom drzwi do raju z tabliczką „samochody klasy premium”. Od kilku lat w Polsce notuje się zwiększoną liczbę kradzieży aut wyposażonych w to udogodnienie. Wiele grup przestępczych zaczęło się bowiem „uzbrajać” w rozwiązania umożliwiające przechwycenie częstotliwości radiowej kluczyka oraz odbiornika montowanego w aucie i bezinwazyjną kradzież.
Amatorzy cudzej własności wykorzystują fakt, że właściciele aut zostawiają kluczyki swoich pojazdów w pobliżu okien lub drzwi wejściowych od domu. Grupa przestępców wykorzystuje skaner, transmiter sygnału, wzmacniacz oraz odpowiednią „walizkę”, dzięki której odbiornik samochodu identyfikuje ją jako kluczyk. Wystarczy wsiąść do pojazdu, uruchomić silnik i odjechać.

– Jedynie zawodowi złodzieje, zorganizowane grupy przestępcze będące na szczycie hierarchii nielegalnego świata korzystają z metody na „walizkę”. Wynika to z faktu, że pozyskanie technologii i specjalistycznego sprzętu oznacza często wydatek kilkudziesięciu tysięcy złotych, a nawet setek tysięcy złotych – wyjaśniają policjanci. – Technologia stosowana przez przestępców wywodzi się bezpośrednio z rozwiązań wykorzystywanych przez służby specjalne bloku wschodniego, a większość „walizek” jest sprowadzanych właśnie ze wschodu – dodają.

2. Praktyka czyni mistrza
– Złodziej-zawodowiec, który po raz setny kradnie Volkswagena Passata, otwiera go w taki sposób, że nikt postronny nie zdaje sobie sprawy, że ma do czynienia z kradzieżą. W dzisiejszych czasach takiego auta nie kradnie się przy użyciu łomu i łamaków. Przychodzi się z urządzeniem wielkości telefonu komórkowego. Auto wprowadzane jest w tryb serwisowy i „odjeżdża na śrubokręcie” – stwierdza były szef komórki operacyjnej w wydziale do walki z przestępczością samochodową.

3. Niemieckie i japońskie – te kradną
– Liczby nie kłamią – w Polsce najwięcej kradnie się samochodów z grupy VAG (Volkswagen Aktiengesellschaft – koncern posiadający m.in. marki Volkswagen, Audi, Skoda, Seat, Porsche – przyp. red.). Natomiast w poszczególnych województwach czy miastach sytuacja bywa inna. Na przykład na terenie aglomeracji warszawskiej, czyli siedmiu komend rejonowych i dziewięciu powiatowych, najczęściej kradzione są „japończyki”. Zjawisko utrzymuje się od 2001- 2002 r. Auta te nauczyli się kraść złodzieje wywodzący się z powiatu wołomińskiego. Pomijając fakt, że są to samochody idealne to zrobienia tzw. przeszczepu (nadanie autu cech samochodu z legalnego źródła – przyp. red.), gdyż posiadają stosunkowo
niewiele cech indentyfikacyjnych, to złodzieje nauczyli się kraść je w klasyczny sposób – z ulicy – stwierdza jeden z policjantów.

Grupa przestępców wykwalifikowanych w kradzieżach aut japońskich marek może w tej chwili liczyć nawet setkę osób. Pomimo szeroko organizowanych akcji wyłapywania poszczególnych amatorów cudzej własności, nadal spora grupa działa na wolności. Posiadają zaufanych paserów oraz kanały przerzutowe. W związku z dużym zapotrzebowaniem na części zamienne, upłynnianie rozłożonych w dziuplach pojazdów nie jest problemem.

– W stolicy i jej najbliższych okolicach najczęściej prowadzimy akcje namierzania i odzyskiwania Toyot oraz Mazd. Zwykle kradzione są w godzinach późnowieczornych lub w środku nocy, bo dzięki temu złodzieje mają najwięcej czasu na zaopiekowanie się nimi, zanim śpiący właściciel zorientuje się, że jego auto zniknęło – mówi Mirosław Marianowski, Security Manager w firmie Gannet Guard Systems.

4. Na części lub na wschód
Większość kradzionych aut jest rozbierana na części. Duże zapotrzebowanie rynku na podzespoły oraz fakt, że elementy pojazdów pochodzące z nielegalnego źródła nakręcają kolejny intratny biznes – wyłudzanie pieniędzy z ubezpieczeń komunikacyjnych – sprawia, że znikające z ulic samochody kończą pocięte i porozkręcane w dziuplach. Jak twierdzą policyjni informatorzy, największym rynkiem zbytu dla biznesmenów ze złodziejskiego fachu są kraje byłego ZSRR. Ciekawie sytuacja wygląda zwłaszcza na Litwie i Łotwie – związku z surowymi karami za kradzież, lokalne grupy przestępcze zaopatrują się w „towar” w Polsce.

– Przestępcy starają się, aby od chwili kradzieży do momentu rozebrania samochodu minęło jak najmniej czasu. Bywa, że już po niespełna dobie od zniknięcia z parkingu lub garażu auto rozłożone jest na czynniki pierwsze – tłumaczy Mirosław Marianowski.

Pojazdy, które pozostają w całości, są najczęściej legalizowane. Złodzieje za niewielkie pieniądze kupują mocno zniszczone samochody – spalone lub po powodzi – i na podstawie ich cech identyfikacyjnych modyfikują skradzione auta tak, by stały się „legalne” i nadawały do sprzedaży na rynku krajowym lub za wschodnia granicą. Fałszywe dokumenty często sporządzane są już poza naszym krajem.

5. Hermetyczna grupa zawodowa – określony rytm pracy
– Złodzieje są grupą bardzo hermetyczną. To nie jest tak, że ktoś podnosi rękę na ulicy i już „biega” ze złodziejami samochodów. Tak działaliby tylko samobójcy. To ludzie, którzy stosują wysoce profesjonalne metody kontroli. W tym środowisku panuje niepisany kodeks. Każdy, kto współpracował z policją, jest dla kolegów po fachu skreślony i nigdy nie wróci już do „zawodu”  – zauważają policjanci.

Jak pracują przestępcy? Jednym legalnym samochodem należącym do któregoś ze złodziei pokonują kilka kilometrów, obserwując czy nie są śledzeni. Dojeżdżają do ustalonego wcześniej miejsca, gdzie przesiadają się w szybkie auto sportowe – najczęściej legalne, zarejestrowane na „słupa”, czyli osobę, która za określoną kwotę zgodziła się udostępnić swoje dane osobowe. To pojazd, w którym nawet zatrzymani przez policję śmiało okazują dokumenty i ze strony funkcjonariuszy grozi im jedynie mandat. Samochodem tym wykonują brawurowe manewry i z dużą prędkością przemieszczają się po mieście. W ten sposób próbując wykryć, czy nie są obserwowani i czy nikt ich nie goni. Gdy nic podejrzanego się nie dzieje, po raz trzeci zmieniają środek lokomocji na mniej wyróżniający się i rozpoczynają działania. Każdy złodziej z 4-5 osobowej grupy obiera inny cel. W trakcie jednego „wypadu” przestępcy są w stanie ukraść kilka samochodów.

6. Żaden policjant nie jest lepszym kierowcą niż zawodowy złodziej
– Policjanci mają do wyboru: albo złapać złodzieja na gorącym uczynku, albo działać z zaskoczenia. Gdy mundurowy twierdzi, że jest lepszym kierowcą od złodzieja i dopadnie go po pościgu, to gada głupoty, albo naoglądał się za dużo filmów – stwierdza jeden z funkcjonariuszy. – Najlepsi przestępcy dysponują nasłuchem radiostacji policyjnych. To oni pilnują mundurowych, a nie odwrotnie – dodaje.

Zdaniem byłych policjantów, najgorsze co może się wydarzyć, to podjęcie decyzji o rozpoczęciu brawurowego pościgu. W 90 proc. kończy się on poświęceniem jednego z radiowozów i niebezpiecznym zderzeniem ze skradzionym samochodem. – Złodziej zawsze „idzie do końca”. Samochód w jego rękach jest równie niebezpieczny, co pistolet – mówi policjant. – Mój kolega, który miał dokonać zatrzymania dynamicznego, został potrącony. Na szczęście przeżył i wrócił do pracy. Wykonuje w tej chwili mniej ryzykowne zadania, siedzi za biurkiem – dodaje.

7. GPS, moduły i zagłuszarki
– Nie ma w tej chwili samochodu, którego nie da się ukraść. Co więcej, w momencie, gdy taki pojazd zostanie odzyskany, biegły nie znajdzie w nim śladu dokonanej kradzieży – podsumowują policjanci. Dlatego, ich zdaniem rozwiązaniem, warto stawiać na systemy pozwalające odzyskać pojazd po kradzieży. – W grę wchodzą monitoring, zwłaszcza radiowy – mówią wprost. – Rzecz w tym, że system bazujący na dedykowanej częstotliwości radiowej, a nie sygnałach GPS/GSM, jest odporny na działanie zagłuszarek powszechnie stosowanych przez złodziei. Ponadto pozwala ustalić pozycję skradzionego samochodu nawet jeśli został on ukryty w garażu podziemnym czy kontenerze – wyjaśnia Dariusz Kwakszys, IT Manager w firmie Gannet Guard.

Najnowsze