Citroen C3 dla Joanny Jabłczyńskiej – galeria

Joanna Jabłczyńska, aktorka młodego pokolenia właśnie odebrała swojego Citroëna C3 1.6 HDi Exclusive. Samochód został wyposażony w szybę panoramiczną Zenith, która była jednym z kryteriów zakupu, co z pewnością uprzyjemni miejskie i pozamiejskie eskapady.

Joanna Jabłczyńska przy swoim nowym Citroenie C3
fot. Citroen

Wysokoprężna jednostka napędowa, którą wybrała Joanna, jest oszczędna i ma niską emisję CO2, (technologia Airdream).

Aktorka i prawniczka zarazem prowadzi bardzo aktywny tryb życia – Citroën C3 zapewni jej codzienne przemieszczanie się na plan zdjęciowy, uczelnię, a także wyjazdy na ukochane rowerowe eskapady. Przy odbiorze samochodu Joanna nie kryła radości z nowego zakupu: 

– W Citroënie C3 urzekła mnie przede wszystkim panoramiczna przednia szyba i teraz nie wiem jak mogłam jeździć z taką zwyczajną. Zaskoczyła mnie także pojemność bagażnika w tak niewielkim aucie. Już sprawdziłam, że po złożeniu foteli mieszczą się tak dwa rowery i bagaże. Do tego świetne auto, piękne wykończenie, ekonomiczność i dobre przyśpieszenie. Aż nie chce się wysiadać!

Citroena wybrała także m.in. Justyna Steczkowska, Maciej Zień.

Najnowsze

Slalomem przez Polskę na motocyklu

Mnóstwo motocyklistów marzy o wielkich podróżach, czy to po Europie, czy nawet dookoła świata. Ja także mam takie marzenia, jednak pierwszy sezon rozpoczęłam od bardziej „przyziemnych" przyjemności. Mianowicie postanowiłam zwiedzić Polskę - pisze jednośladowa podróżniczka.

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

W końcu nie bez przyczyny powstało przysłowie „cudze chwalicie, swego nie znacie”. Moja podróż właśnie potwierdza, że pięknych miejsc nie musimy wcale szukać daleko. Chciałabym przedstawić Wam swoją podróż i pokazać, że małymi krokami można zdobywać coraz większe obszary świata! Po prostu… od czegoś trzeba zacząć!

Długi czas planowałam wyprawę po Polsce.  Nawet zawaliłam trochę ważnych spraw – studia, praca… Lubię być wolna! Nie po to kupiłam motocykl, żeby stał w garażu. 

Przygoda rozpoczęła się w moje ostatnie studenckie wakacje a jednocześnie pierwszy pracowniczy urlop mojego plecaczka. Początkowo plan zakładał wyjazd na Open Air Festival do Gdyni, następnie Kaszuby i Kujawy. Dalszego planu nie było… nie wiedziałam jak sprawdzi się maszyna, w takiej podróży. Wolałam nie planować za dużo, by potem nie być rozczarowaną, że coś się nie udało…

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

Ruszyliśmy z Koszalina we dwójkę, w piątek wieczorem. Dokładnie około godziny 18. Wcześniej należało sprawdzić bagaże oraz Motór. Skoro wszystko było dopięte na ostatni guzik, mogliśmy rozpocząć wyprawę. Byliśmy na wakacjach, więc nie wymagaliśmy od siebie zbyt wiele. W końcu mamy odpoczywać a nie się zarzynać! W związku z tym, nie planowałam długich i wyczerpujących tras a raczej krótkie i ciekawe. Pierwszego dnia pokonaliśmy 300 km i mniej więcej takie długości realizowaliśmy w kolejnych dniach. Powiedzmy między 250-350 km.

Na Open Air nasza obecność była obowiązkowa. Już wcześniej zakupiliśmy bilety na sobotnie koncerty i umówiliśmy się ze znajomymi, że razem poskaczemy pod sceną. Przy okazji, będąc w Gdyni, odwiedziliśmy Międzynarodowy Zlot Żaglowców. Powolny ale i wyczerpujący weekend spędzony w Trójmieście. Czego nie zapomnę z nocy 4 na 5 lipca 2009 roku? Przede wszystkim koncertu Pendulum (kolejne marzenie zostało spełnione) no i tej podróży motocyklem w kapciach (nigdy więcej) z Gdyni do Pruszcza Gdańskiego. Dobrze, że nocą nie było takiego ruchu i nie musiałam często zmieniać biegów. Gorzej było w ciągu dnia, gdy jechałam z Pruszcza do Gdyni. Przy pierwszym korku zauważyłam, że był to bardzo głupi pomysł, ale niestety nie było już odwrotu. Na błędach się człowiek uczy.

Jeżdżąc po Trójmieście nabrałam śmiałości. W Koszalinie jeździ się inaczej. Owszem też są korki, ale są inne drogi inne zachowania kierowców. W Trójmieście nauczyłam się wykorzystywać każdą wolną przestrzeń asfaltu i wciskać gdzie popadnie. Dobra i przydatna umiejętność.

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

Następnego dnia ruszyliśmy dalej. I właśnie od tego miejsca zaczęła się prawdziwa przygoda. 

Pierwszy slalom
Zwiedziliśmy Kaszuby, ale inaczej niż opowiadają w przewodnikach turystycznych. Znaleźliśmy własny pomysł na zwiedzanie. Nie pchaliśmy się w długie kolejki do muzeów czy skansenów. Po prostu jeździliśmy. A na Kaszubach? Pięknie… trasy momentami przypominały górskie serpentyny. Nie mieliśmy planu. Spoglądaliśmy w niebo, patrzyliśmy gdzie nie pada i tam ruszaliśmy. W takim stylu objechaliśmy całe Kaszuby. Spaliśmy nad jeziorem. Pogoda nie była zbyt ładna, więc spodziewaliśmy się, że nas zmoczy.

Rano mknęliśmy na Kujawy. Zaczęłam być słynna z podróży pod tytułem „jaką najdłuższą drogą dojechać z miejsca A do miejsca B” (do tej pory tak mam). Po drodze zawitaliśmy do Kamiennych Kręgów. Szukaliśmy miejsc magicznych, mniej znanych, takich  z duszą…

W Bydgoszczy do odbioru czekało  prawo jazdy plecaczka. Może to co powiem rozśmieszy wielu, ale… jeździliśmy legalnie. Do tej pory od czasu do czasu „dałam mu się karnąć” bocznymi drogami. Teraz mógł siąść na maszynę w mieście.

Podróż trwała dalej a my wcale nie mieliśmy dosyć, minęły 4 dni. To co zaplanowaliśmy zostało zrealizowane. Motocykl sprawował się dobrze. Pogoda w miarę dopisywała. Nie będziemy przecież do domu wracać!

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

Tego wieczora spaliśmy w Wolicach na działce. Wybraliśmy się na krótką wycieczkę do Wenecji. Uwielbiam to miejsce. Chcieliśmy wykorzystać te słoneczko, co wychyliło się zza chmur… Wychyliło, ale nie na długo. Sytuacja wyglądała tak, że gdy chcieliśmy się zbierać na działkę, nagle zewsząd nadciągnęły burzowe i deszczowe chmury. To była pełna apokalipsa na niebie. Dawno czegoś takiego nie widziałam. Byliśmy sami, nie mogliśmy się schować w samochodzie… Uciekaliśmy i mknęliśmy w deszczu między piorunami. Było to pięknie ale i przerażające. Nie wiedziałam jak się skończy ta podróż, a do pokonania mieliśmy około 30km. Wreszcie cali i zdrowi dotarliśmy do Barcina. Weszliśmy do sklepu… i w tym momencie nastąpiło oberwanie chmury. Dawno nie widziałam takiego deszczu. Lało nieziemsko, parking zamieniał się w jezioro, a drogi w rzeki. Nie było wyjścia, musieliśmy wsiąść na Motór i pojechać na działkę. Nie było sensu czekać aż przestanie padać, wcale się na to nie zapowiadało. Cieszę się, że udało nam się dotrzeć w jednym kawałku. Oj będzie co wspominać…

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło… Po nocnej lampce wina oraz dyskusjach zapadła decyzja! 

Jedziemy w góry
Skoro uderzamy na południe, warto odwiedzić miejsce, gdzie przezimował motocykl. Pokazać, że jeździmy i mamy się dobrze. Tak też zrobiliśmy… Pojechaliśmy do Kamienia., po drodze odwiedzając koleżankę w Żninie. Przez kilkadziesiąt długich minut w lekkim deszczu próbowaliśmy rozpalić ognisko. Wreszcie się udało! Tak pysznej kiełbaski dawno nie jadłam. Ruszyliśmy dalej w trasę. Cóż za radość ogarnęła rodzinę w Kamieniu, gdy zobaczyli nas w komplecie. Przenocowaliśmy u Cioci i Wujka, przecież nie było innej możliwości. Zregenerowaliśmy siły i rano ruszyliśmy dalej…

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

Tego dnia zrobiliśmy ponad 500 km, z czego ostatnie 50 km wiodło już górami. Jesteśmy znad morza, więc dla nas zaczęła się kolejna przygoda… Jednocześnie podczas tej trasy Motór dał się we znaki. Nie stało się, na szczęście, nic poważnego. Wyciągnęliśmy dwa gwoździe z tylnej opony, a parę kilometrów dalej okazało się, że brakuje śruby od ramy. Ale jak długo tak jeździliśmy? Do tej pory nie wiemy… Zatrzymaliśmy się przelotem w miejscowości, której nazwy nie pamiętam. Kupiliśmy śrubę i polecieliśmy dalej.  Z Kamienia dotarliśmy do Młodowa (obok Piwnicznej Zdrój). Byliśmy tam już kiedyś. Odwiedzaliśmy miejsca, które kiedyś zwiedzaliśmy samochodem…

Rankiem trzeba było podjąć kolejną decyzję. Jedziemy na prawo czy na lewo? Ruszyliśmy na zachód. W Bieszczady wybierzemy się kiedy indziej. Pewnie w przyszłym roku. Pojechaliśmy do Niedzicy a dalej przez Zakopane do Żywca. Bardzo lubię Niedzicę. Jest tam naprawdę pięknie. To miejsce ma pewną moc. Przynajmniej ja to tak czuję. Przysiedliśmy na kawie, zaraz przy zaporze wodnej. Zadzwoniłam wtedy do domu. Nie mogli uwierzyć, gdzie my zawędrowaliśmy…. Obowiązkowo musiałam zrobić sobie zdjęcie na przejściu granicznym w Łysej Polanie. Byłam tam czwarty raz. Dwa razy pieszo, raz samochodem… wreszcie motocyklem! W Żywcu rozbiliśmy namiot. Piwko, regeneracja sił, rozmowy z sąsiadami z namiotu obok i mile spędzony czas. Podróżowaliśmy też trochę Czechami i Słowacją, tuż przy granicy. Przejeżdżaliśmy obok Skalnego Miasta. Kilka zdjęć okiem motocykla i dalej. Ruszyliśmy w kierunku Jeleniej Góry. Oczywiście jak najbardziej naokoło i jak najdalej od głównych tras.

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

W górach spodobało nam się niesamowicie. Kolejne kilometry sprawiały coraz większość przyjemność a jeżdżąc zdobywaliśmy nowe doświadczenia. Przez te parę dni nauczyłam się profesjonalnie składać w zakręty. Podróż była coraz bardziej przyjemna. Kolejne dni mijały a nam wcale nie chciało się wracać. Co zwiedziliśmy? Drogi, góry, lasy a nawet bezdroża. Byłam w miejscach, w których nigdy nie pomyślałabym, że na co dzień mieszkają ludzie. Nie zależało mi na zwiedzaniu zabytków czy muzeów. Nie raz każdy z nas był w takich miejscach z kolonią czy z rodzicami. Chodziło o nowe doświadczenia. Świat okiem motocykla. To mój pierwszy sezon motocyklowy, musiałam z niego wyciągnąć jak najwięcej! Przemierzyliśmy wysokimi górami od Nowego Sącza po Jelenią Górę. Nie jeździliśmy głównymi drogami. Staraliśmy się zdobywać szczyty. W Jeleniej Górze zakończył się kolejny etap podróży. Teraz należało obrać ster… 

…na północ
Jak dziwnie jeździło się po tych szerokich krajowych drogach… Te 90 km w niecałą godzinę. Nagle z południa Polski znaleźliśmy się w centrum! Zero wysiłku w porównaniu z górskimi szlakami. Z Jeleniej Góry wprost do Zielonej Góry (cały czas te miejscowości mi się mieszają). Tutaj spotkała nas miła niespodzianka. Na polu namiotowym pojawili się motocykliści z południa Polski. Oni, podobnie jak my, wakacje w kraju. Robili trasę dokładnie odwrotną do naszej. Z gór nad morze. Byli na początku wyprawy. My już wracaliśmy…

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

Gdzie Zielona Góra a gdzie Koszalin? Mimo wszystko czułam się jak w domu, choć wcale nie chciałam wracać… Po drodze zajechaliśmy zwiedzić bunkry. Międzyrzecki Rejon Umocniony jest takim miejscem, że obowiązkowo należy je odwiedzić. Bunkry zaadoptowane przez ludzi, którzy z pasją opowiadają historię i potrafią zainteresować nawet największego lenia. Niesamowite wrażenia. Spędziliśmy tam cały dzień. Mogliśmy pozwolić sobie na dłuższe przystanki, bo te 200 km, które górskimi serpentynami zajmowało cały dzień, w centrum Polski – zaledwie kilka godzin. Z Międzyrzecza do Wałcza, z Wałcza do Koszalina i byliśmy w domu. Po drodze załapaliśmy się na jeszcze jeden nocleg. Na dziko, obok pięknego, czystego jeziora, gdzie ryby muskały po nogach. Miejsce pełne magii. W nocy ciężko było zasnąć. Wszystko przez odgłosy natury, które w głowie tworzyły dziwne historie…

Przeżyłam piękną i niesamowita podróż. Inną niż wszystkie. Pierwszą i niezapomnianą. Tylu wrażeń i wam życzę! A jeśli jeździcie motocyklem, macie ograniczone fundusze czy czas, warto rozejrzeć się czy w okolicy nie ma ciekawych miejsc. Nawet te znane i odwiedzane z perspektywy motocykla nabierają  całkiem nowego wyglądu.  Lubię zwiedzać Polskę… ba nawet lubię wracać w te same miejsca i wspominać stare czasy w nowej oprawie. Każde odwiedzone miejsce, czy to dalej, czy bliżej zawsze wiąże z jakąś historią, która się tam wydarzyła a także z ludźmi, którzy byli ze mną na miejscu. Nie mam tu na myśli cyklicznych imprez typu zloty, gdzie co roku można spotkać tych samych ludzi, czy wybrać się z tą samą ekipą. Mówię o wspólnych podróżach, obozach, wyprawach, które na dobrą sprawę nigdy się nie powtórzą… Tylu wrażeń z każdej wyprawy i Wam życzę. Po tej podróży nazwałam się początkującą Motocyklistką – podróżniczką (raczkującą, to byłam przed wyjazdem 🙂 Przede mną jeszcze kawał świata do zwiedzenia, będzie co robić w kolejnych sezonach! 

Szerokości! 

 

Najnowsze

Torebka do Mazdy – praca konkursu Zoom Zoom

Samochód inspirowany ciałem człowieka, kształtem rekina, a może deska rozdzielcza jako drzeworyt? Dlaczego by nie? Tutaj nie ma ograniczeń budżetowych, wystarczy rysunek, by zawalczyć o  wartościową nagrodę. Nam przypadła do gustu torebka, dedykowana do modeli Mazdy.

O konkursie na kreatywność zorganizowanym przez koncern Mazda pisałyśmy wcześniej tu. Wystarczy m ieć skończone 18 lat i własną wizję wymarzonego samochodu lub elementu jego wyposażenia, a także umiejętność przelania tej wizji na papier, by zawalczyć o

Nam do gustu szczególnie przypadł projekt torby podręcznej nawiązujący do stylistyki marki „Mazda”. W swoim zamyśle miałby być dodawany do każdego auta jako gratis, z którym może utożsamiać się jego właścicielka.

Zachęcamy do sięgnięcia do swojego Zoom-Zoom. Organizatorzy ostatni dzień czekają na prace konkursowe na www.mazdadesign.pl

Linki do wspomnianych trzech prac:
http://www.mazdadesign.pl/praca,142.html
http://www.mazdadesign.pl/praca,237.html
http://www.mazdadesign.pl/praca,181.html
http://www.mazdadesign.pl/praca,218.html 

Link do wszystkich prac
http://www.mazdadesign.pl/prace.html

fot. mazdadesign.pl

Jurorzy konkursu na razie nie oceniają prac, ale z uwagą się im przyglądają.
– Codziennie zaglądam do „Galerii projektów”. Mam także swoje pierwsze spostrzeżenia i uwagi, ale ocenę zachowam na razie dla siebie – powiedział Janusz Kaniewski, przewodniczący Jury konkursu, niezależny car designer. – W tej chwili mogę tylko przypomnieć, że będziemy oceniać przede wszystkim pomysł, dlatego też zachęcam do zgłaszania prac nawet tych najbardziej wymyślnych i nowatorskich oraz przez osoby, które nigdy wcześniej nie projektowały –  dodał Janusz Kaniewski. 

Wojciech Sierpowski – założyciel Design Forum i juror w konkursie ZOOM-ZOOM MAZDA DESIGN dodaje:
– Warto rysować nie tylko kompletny samochód, ale również przedmiot użytkowy, który mógłby wzbogacić wyposażenie auta. Kategoria „element użytkowy do samochodu”, to temat morze, bardzo przyjemny, nie ograniczający nas wyłącznie do karoserii samochodu. 

W obserwację i ocenę prac konkursowych zaangażowali się także internauci, którzy od dnia uruchomienia galerii głosują na te, które ich zdaniem są najciekawsze. 

– Mimo że głosy internautów nie będą miały wpływu na ostateczną decyzję Jury, to bardzo sobie cenimy ocenę publiczności. Dzięki głosowaniu internautów od razu widzimy, które projekty podobają się najbardziej i wzbudzają pozytywne emocje – mówi Magdalena Węglewska, dyrektor PR Mazda Motor Poland.

Najnowsze

2 miejsce Karoliny w wyścigach samochodowych – galeria

Na torze Poznań rozpoczęto krajową część WSMP, największej wyścigowej imprezy roku w Polsce. W sobotnim sprincie dywizji 4 pow. 2000, Karolina Lampel-Czapka jadąca Megane Trophy zajęła drugie miejsce w klasie 3500. Razem ze Słowaczką Michaelą Peskovą uplasowały się na 3. lokacie. 

fot. Karolina Autosport

Kvetnansky wygrał również niedzielny sprint w klasie, a Karolina osiągnęła metę na trzeciej pozycji, za Sebastianem Pachurą.

W dwugodzinnym wyścigu Endurance, Karolina po raz pierwszy utworzyła kobiecą załogę w Megane Trophy z Michaelą Peskovą, młodą, utalentowaną zawodniczką ze Słowacji (o motywach stworzenia damskiego teamu przeczytasz tutaj). Po przygodach i dwóch nieplanowanych pit stopach, Karolina i Michaela dojechały do mety na trzecim miejscu w klasie 3.

– Podczas zawodów bardzo dużo się działo – opowiada Karolona. – Trudno mi było odnaleźć się po długiej zimowej przerwie. Walka z chłopakami z Porsche była bardzo ciężka – albo oni przyspieszyli, albo ja zwolniłam! Prawdę mówiąc, miałam większe oczekiwania, ale w sumie sporo pojeździłam, panowała bardzo fajna atmosfera i mamy wraz z Michaelą trzecie miejsce w klasie w wyścigu Endurance. Te punkty mogą okazać się cenne na koniec sezonu.

fot. Karolina Autosport

Michaela jeździła już trochę Megane na Hungaroringu, jednak musiała opanować tor Poznań, na którym ostatnio startowała dwa lata temu, dlatego w czwartek zaliczyła wszystkie treningi. W piątek mieliśmy trening wolny i czasówkę. W pierwszym sprincie bardzo fajnie się jechało. Ścigaliśmy się we trójkę z Marcinem Gładyszem i Mariuszem Miękosiem. Próbowałam ich ugryźć, ale nie bardzo się dało. To co zyskałam na zakrętach, traciłam na prostych. To była zabawa w kotka i myszkę.

W drugim sprincie przedobrzyliśmy z oponami, które zagotowały się po pierwszym okrążeniu. Wystąpił problem z zawieszeniem i na trzy razy podchodziłam do każdego zakrętu. Po drugim miejscu w sobotę, tym razem byłam trzecia w klasie.

Na treningu przed wyścigiem Endurance głupiał czujnik w silniku. Zepsuł się i pokazywał temperaturę 0 stopni. Samochód przerywał – dostawał impuls, że silnik jest za zimny – i przekazywał większą dawkę paliwa. Nie bardzo chciał ciągnąć. Bardzo ciężko się jechało. Zużywał więcej paliwa, dlatego musiałam zjechać wcześniej do depo, a tam spotkałam drugie Megane naszego zespołu i pit stop się przedłużył. Wcześniej troszkę się cięłam z Porsche, dostałam strzała, poleciałam na bok i były problemy z odpaleniem silnika. Po nieplanowanym pit stopie, na Dębach miałam problem z dublowanym kierowcą, który zmusił mnie do wyjechania poza tor. Znowu przez minutę odpalałam silnik. Michaela wsiadła do Megane i również zaliczyła dodatkowy postój. Nie była przyzwyczajona do samochodu, dlatego przestraszył ją przerywający silnik, co powodowała awaria czujnika. Chłopcy popukali w czujnik i Michaela pojechała dalej. Spadłyśmy na czwarte miejsce w klasie, ale wróciłyśmy do trójki, z czego się bardzo cieszę.

Bardzo dziękuję Michaeli, wszystkim sponsorom i całemu teamowi. Mam nadzieję, że w kolejnej rundzie odrobimy straty do rywali.

Najnowsze

Serial Audi A1 – Toni i John docierają co celu

Dedykowany Audi A1 serial "The next big thing" powoli dobiega końca. Przed nami jeszcze jeden odcinek, a potem długie oczekiwanie na premierę najmniejszego dziecka koncernu z Ingolstadt.

fot. Audi

Przed wami dwa odcinki serialu „The next big thing” z Justinem Timberlakiem i Danią Ramirez, w którym to Audi A1 gra decydującą rolę. Film z każdym odcinkiem nabiera tempa i przedstawia nam atrakcyjny, niewielki gabarytami i zapowiadany jako „sprytny” samochód. 

Z biegiem czasu i rozwojem akcji filmu na forach internetowych pojawiają się głosy krytyczne: piętnowany jest ogromny budżet marketingowy, który zdaniem interneutów wpłynie na horrendalną cenę samochodu.

Nam pomysł na reklamę Adui A1 przypadł do gustu wzmagając oczekiwanie na nowy model Audi.

Oto odcinek czwarty serialu, w którym znów kobieta pokazuje swoją siłę, a Audi A1 prezentuje się nam w pełnej krasie i nocnej poświacie.

 

Poniżej odcinek piąty – przedostatni – w którym Toni i John docierają do celu. Najpierw jednak możemy obejrzeć piękne miejskie krajoobrazy, gdzie Audi A1 sprawdzać się ma najlepiej.

 

 

 

Najnowsze