Ciężarówka jest jej azylem, motocykl lekarstwem na nudę

Od dziecka wiedziała, że będzie kierowcą ciężarówki i mówi, że jest „ciężarówkowym włóczykijem”. Podkreśla, że nie jest to łatwa praca, ale warto ją wykonywać z pasji a nie dla pieniędzy.

Masz juz duże doświadczenie za kierownicą ciężarówki? Jakie życiowe wybory Cię popchnęły w stronę takiego zawodu?

Jeżdżę nią od 7 lat, chociaż podczas studiów robiłam to z przerwami, ale na szczęście nie dałam sobie wmówić, że mogę pracować w innym zawodzie i szybko wróciłam do stałej jazdy (śmiech). Życiowe wybory hmmm… Można powiedzieć, że ja nie miałam wyboru – to po prostu geny (śmiech). Moi rodzice od lat są związani z tą profesją, a ja tak naprawdę jeżdżę od 4 roku życia! Potrafiłam uciekać z lekcji i chować się na łóżku, aby tylko tato mnie z kabiny nie wygonił i wziął ze sobą. Od dziecka wiedziałam, co chcę robić i nie wyobrażałam sobie innego życia, a wszystkie moje wspomnienia związane są z ciężarówkami. Do tej pory, kiedy jadę jakąś drogą po raz pierwszy od wielu lat, to pamiętam jak np. remontowaliśmy tam koło, czy woziliśmy jakiś towar…

To nietypowy dla kobiety zawód. Czy miałaś do czynienia z arogancją mężczyzn wobec Ciebie – nietolerancją płci żeńskiej w tym „męskim świecie”? Zdarzają się niemiłe zachowania?

Było kilka nieprzyjemnych sytuacji na drodze, ale raczej spotykam się z miłymi reakcjami. Najbardziej niemili są kierowcy na CB, kiedy nie widać ich twarzy. Wtedy stają się odważniejsi i wypowiadają te swoje słynne zdania: „babo do garów” albo „powinnaś dzieci w domu rodzić” itd.  Kiedyś na kopalni spotkałam dwóch młodych kierowców, którzy śmiali się ze mnie, ale nim zdążyłam im cokolwiek odpowiedzieć, to jakiś starszy kierowca już im zamknął usta, mówiąc: „Ta dziewczyna ma większe jaja niż wy!” (śmiech). Teraz, gdy ktoś próbuje się ze mnie śmiać na parkingu, to zazwyczaj nie reaguję, bo to świadczy tylko o nim…

Mimo wszystko korzystasz z CB?

BMW M4 GT3 zadebiutowało w Dingolfing. Od sezonu 2022 zastąpi BMW M6 GT3 na torze
Wszystko tak naprawdę zmienia się z wiekiem, przechodziłam przez różne etapy. W pierwszych latach lubiłam rozmawiać na CB z każdym, kto się mnie o coś zapytał, potem odpowiadałam szczątkowo, później w ogóle nie odpowiadałam. A teraz, czasem nawet CB nie włączam. Nie ważne czy ktoś mówi źle czy dobrze, ja jestem kierowcą takim samym jak inni i chcę wykonywać swoją pracę jak najlepiej. I to jest dla mnie najistotniejsze!

Założyłaś już swoją rodzinę? Czy przez wyjazdy w długie trasy – to praca bardziej dla singli?

Nie, nie mam rodziny i to prawda, że kobiecie w tym zawodzie ciężko jest stworzyć związek. Ja też już przestałam się oszukiwać, że kiedyś założę tą białą suknię, o której większość dziewczyn marzy. To jest tak, że na początku każdy facet myśli „o jak fajnie, ona sobie jeździ, a ja sobie pracuję na miejscu”, ale po miesiącu, dwóch, trzech, nagle te moje wyjazdy zaczynają przeszkadzać. Zazwyczaj wtedy zaczynają się rozmowy na temat tego, abym zmieniła pracę, a ja zawsze wybieram jedno. Bez mojej pracy żyć nie umiem, a bez faceta? Hmm… mam motocykl na weekendową samotność (śmiech).

Nie chcesz mieć towarzystwa w kabinie?

Jeżdżę sama i nie wyobrażam sobie życia z kimś w kabinie, no może oprócz mojego taty, bo to z nim większość życia przejeździłam i to on mnie wszystkiego nauczył. Zawsze mówię, że jakbym chciała z kimś jeździć to kierowałabym autobusem, a nie ciężarówką (śmiech).

Tęsknisz za domem na długich trasach?

Najdłużej w trasie to byłam ponad 6 tygodni, ale wtedy już psychika wysiada… Najbardziej optymalne są dla mnie wyjazdy 2 tygodniowe i powroty do kraju na 3-4 dni. Teraz siedzę w domu prawie miesiąc i szaleję, nie wiedząc co ze sobą zrobić! No niestety nie jestem typem kury domowej, bardziej wilkiem, którego ciągnie w samotne podróże.

Ale to ciężarówka daje ci schronienie i poczucie bezpieczeństwa? Czy równie dobrze czułabyś się w świecie np. jeżdżąc autostopem?

To właśnie jest dziwne – osobiście boję się ciemności (chyba każdy tak ma w większym czy mniejszym stopniu), a jak jadę czy stoję na parkingu, to nie boję się niczego. Kabina jest takim moim azylem, gdzie wszystko co złe mija lub mnie nie dosięga. Czasem byłam zmuszona jeździć autostopem, ale w takich sytuacjach zawsze mam ze sobą gaz pieprzowy.

Mówiłaś, że jesteś też motocyklistką?

Tak, od kilku sezonów uczę się jeździć motocyklem. Aktualnie dosiadam VFR 800 FI, chociaż za miesiąc to może się zmienić, bo dość często wymieniam maszyny.

Dlaczego je zmieniasz? Nie znalazłaś jeszcze idealnego?

 

Wymieniam motocykle z różnych względów – czasem z przymusu, innym razem z chęci zobaczenia, jak się jeździ innym modelem. Na pewno z każdą wymianą motocykla zmienia się też coś we mnie, uczę się pokory i szacunku do tych maszyn. Za każdym razem kiedy dosiadam inny motocykl widzę, jak wiele kilometrów muszę zrobić, aby jeździć nim troszkę lepiej. Jak to mawia mój ojciec – pierwszy stopień do wypadku to powiedzieć, że się potrafi jeździć i zna się pojazd idealnie. Chociaż… jak teraz patrzę na moją VFR, to jakoś ciężko mi się z nią rozstać – to chyba miłość (śmiech).

Firmy transportowe też zmieniasz czy raczej pracujesz w jednej?

Na początku jeździłam kilka lat u rodziców, a teraz zmieniam firmy z różnych względów. Aktualnie przeprowadziłam się do Warszawy i tutaj zaczynam swoją karierę (śmiech).

Jakimi ciężarówkami jeździłaś? Masz ulubioną?

Jeździłam różnymi markami: Magnum, Scanią, Volvem, Mercedesem, ale najmilej wspominam jazdę „starą babcią” – Scanią 142H V8. Do końca życia będę twierdzić, że to jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy, samochód który powstał.

Co zwykle przewozisz?

Wożę wszystko, byleby tylko ktoś zapłacił (śmiech). Przekrój moich ładunków to: od kamienia, przez maszyny rolnicze, ciągniki – po części samochodowe, opony, silniki, farby czy materiały niebezpieczne… Naprawdę wszystko, co tylko trzeba przewieźć.

Wolisz trasy po kraju czy zagraniczne?

Przez większość mojego życia jeździłam po kraju, a od kilku lat ćwiczę Europę. Lubiłam jeździć po Polsce, ale stała się dla mnie za mała i teraz jeżdżę po całej Unii, a moim marzeniem jest jeździć na Rosję. Od tego miesiąca zaczynam „ćwiczyć” Finlandię, więc już coraz bliżej mojego marzenia .

Jak oceniasz polską kulturę jazdy i jakość dróg w porównaniu do standardów europejskich?

Jakoś dróg w Polsce? Hmm… może powinnyśmy przemilczeć ten temat. Chociaż z roku na rok stan dróg się poprawia, lecz dla samochodów ciężarowych są to zwykle drogi płatne. Kiedyś nie rozumiałam, jak ludzie mogą mówić, że po Polsce nie da się jeździć, że to koszmar! Dzisiaj już wiem… Kiedy wjeżdżam do naszego kraju, to biorę walerianę, żeby nie wyrywać sobie włosów z głowy. Szybko człowiek się przyzwyczaja do dobrego (śmiech).

Masz czas pozwiedzać kraje przez które przejeżdżasz?

Żeby zwiedzać kraje siadam na busa, wtedy wożę towary (zarabiam) i zwiedzam. Chociaż to czasem cięższa praca, niż na ciężarówce – bo tam nie ma tachografu i czasem trzeba zrobić 1800 km przez 24 godziny. Jestem dość specyficznym kierowcą, ponieważ dla większości jazda to praca, a dla mnie to życie. U mnie zarobki stoją na drugim miejscu, a na pierwszym jest po prostu przemieszczanie się z towarem. Chyba jestem typem ciężarówkowego włóczykija. Do tego stopnia kocham tę pracę, że mam związany z nią tatuaż.

Zdradzisz jaki i w jakich okolicznościach postanowiłaś go sobie zrobić?

Tatuaż postanowiłam zrobić na 25 urodziny i jest on dla mnie symbolem zamknięcia pewnego etapu mojego życia. Jest również wyrażeniem siebie. Może dziwne jest tatuowanie na ciele ciężarówki i motocykla, ale na pewno to nie dziwniejsze, niż czaszka, serduszka czy jakiś tam wzorek. Oczywiście do tej decyzji dojrzewałam kilka lat i tu chcę pozdrowić mojego tatuażystę – dzięki za 7 godzin maltretowania (śmiech).

Czy w tej pracy jest coś zbyt trudnego fizycznie dla przeciętnej kobiety?

BMW M4 GT3 zadebiutowało w Dingolfing. Od sezonu 2022 zastąpi BMW M6 GT3 na torze
Trudne fizycznie może być wszystko – to zależy od nastawienia. Ja, jeśli nie mam siły, to radzę sobie sprytem, a czasem korzystam również z pomocy panów, którzy naprawdę są pomocni – wystarczy zapytać. To nie jest lekka praca, ale jak zacznę narzekać na nią, to będzie znak, że czas poszukać czegoś innego (śmiech).

To, jak kobieta zniesie taką pracę, zależy od jej nastawienia, bo jeśli nie umiesz sobie poradzić z czymś – to rezygnujesz bardzo szybko, niezależnie od płci. Ludzie często myślą, że: „O! Zrobię prawo jazdy, będę jeździć za tyle i tyle kasy (bo przecież to lekka i dobrze płatna praca), będę patrzeć się przez okno” i nic więcej… Niestety rzeczywistość jest inna – to nie jest łatwa praca i zawsze to mówię – największą rolę tutaj odgrywa psychika i nastawienie.

Nie jest kolorowo?

No nie… siedzisz sama w kabinie daleko od domu i jedyna rzecz, jaka łączy Cię z bliskimi to telefon. Często przez kilka dni nie słyszysz żadnego Polaka, a czasem przez całą trasę. Żyjesz na parkingach na których jest różnie – możesz spotkać pijanych cwaniaków, możesz trafić na złodziei. Po kilka godzin stoisz na rozładunku/załadunku, w deszczu, na mrozie i nikt się o Ciebie nie martwi. Bo w dużej liczbie firm kierowca jest traktowany jak bezdomny pies, nikt się nie przejmuje Twoim czasem pracy i tym, czy wrócisz do domu czy nie. Tutaj, tak naprawdę Twoje życie zależy od kogoś – innego spedytora, magazyniera, pani za biurkiem. Często mi się zdarzało, że miałam wrócić na weekend, a odwołali ładunek, albo się on przeciągnął, a mi skończył się czas pracy i musiałam zostać do poniedziałku. Musisz wiedzieć, że na ciężarówce nie jedziesz kiedy chcesz, nie śpisz kiedy chcesz, nie jesz kiedy chcesz – robisz to wszystko kiedy możesz! Nasze życie nie dzieli się na dzień i noc, u nas dzieli się na 9 godzin, 45 minut, 15 godzin, 11 godzin, a weekendy to 24h lub 45h (ale nie będę już tego tłumaczyć, bo czas pracy kierowcy jest dość skomplikowany dla ludzi niezwiązanych z tą branżą). Żyjesz również ze świadomością, że nie wiesz co czeka Cię za zakrętem, nie wiesz czy wrócisz. W tej pracy kabina jest twoim domem, a dom jest jak hotel – wpadasz, wypadasz jedziesz dalej… Jeśli ktoś potrafi tak żyć i chce tak żyć – to poradzi sobie w każdej sytuacji!

Jednak kochasz tak żyć. Czy spotykasz mężczyzn z podobnym nastawieniem do życia i jazdy ciężarówką, jak Twoje? To nie tak, że dla mężczyzn to tylko praca, a dla kobiety to musi być dużo, dużo więcej, by została dłużej w takim zawodzie?

Kiedy szukam pracy i pracodawca mnie pyta, czemu miałby zatrudnić kobietę, to odpowiadam zawsze tym samym: „facet przeważnie jeździ dla pieniędzy, a kobieta dlatego, że to jej pasja – więc kto będzie lepszym pracownikiem?”. Wiem jedno – tego psychicznie nie wytrzyma ani mężczyzna, ani kobieta, jeśli tego nie kocha. Jazda ciężarówką to nie jest zwykła praca – tutaj się jest samotnym wilkiem. Często spotykam ludzi, którzy mówią, że to tylko przejściowe, że zarobią trochę kasy i odejdą. I bardzo często to Ci ludzie rozbijają auta, czy mają duże problemy w firmach. Mimo powszechnej opinii, kobiety nie są słabą płcią. Kobieta potrafi się dostosować, jeśli tylko zechce, więc nie uważam, że musi dużo więcej. Jeśli kochasz jeździć i rozumiesz, że nie będzie lekko, nigdy nie będzie lekko – to ta praca jest dla Ciebie i próbuj, bo naprawdę warto!

Najnowsze

Wyniki zawodniczek w Rajdzie Dakar 2015

Wszystkie zawodniczki na motocyklach i quadach osiągnęły metę Rajdu Dakar. Mniej szczęścia miały kobiety za kierownicą samochodów – do czwartego etapu nie przetrwała żadna. Nie lepiej poszło pilotkom.

Trasa rajdu, który rozegrał się w dniach 5-18 stycznia, przebiegała przez bezdroża Argentyny, Chile i Boliwii. Do mety Rajdu Dakar 2015 dotarło 216 pojazdów, a wśród nich: 79 motocyklistów, 18 quadów, 68 samochodów i 51 ciężarówek.

“Podziel się drogą” - ruszyła kampania społeczna Forda skierowana do kierowców i rowerzystów
Hiszpanka Laia Sanz zaczęła Rajd Dakar od 16. miejsca w klasyfikacji generalnej, na czwartym etapie była 8-ma, a na ósmym nawet 5-ta! Do mety dowiozła niesamowite, 9. miejsce w klasyfikacji. To najlepszy wynik kobiety na motocyklu w historii Rajdu Dakar i to jedynej, która miała okazję zrobić to w fabrycznym teamie (Hondy). Poprzedni rekord też należał do tej zawodniczki.

Bardzo szczęśliwa była na mecie Rosa Romero Font, która czwarty raz walczyła w Dakarze, ale po raz pierwszy osiągnęła jego metę. Tym razem z rywalizacji na 10. etapie odpadł jej mąż. Rosa nie otrzymała ani jednej kary czasowej, a na trasie spędziła 71 godzin. Zaczęła rajd od pozycji 118, a ukończyła go na 52-giej! Najlepszy 41. czas osiągnęła na ósmym etapie rajdu.

Koronawirus i dezynfekcja samochodu – czy ozonowanie auta zlikwiduje wirusa?
Niesamowicie wytrwałe były kobiety na quadach i mimo sporego przesiewu w tej stawce zawodników (18 z 45 załóg na mecie) – one mogły pić szampana. Nie obyło się bez kar czasowych i bywały też ostatnie, ale najważniejsze, że kolejnego dnia znajdowały siłę i motywację do dalszej walki!

 Camelia Liparoti spędziła prawie 90 godzin na trasie i ukończyła rywalizację na 15. miejscu w klasyfikacji. Teraz zawodniczka może się pochwalić szóstym, ukończonym Rajdem Dakar!

A Paula Galvez kierowała ostatnim quadem, który dojechał do mety i spędziła na odcinkach specjalnych niemal 96 godzin! Najlepszy 16. czas osiągnęła na przedostatnim etapie rajdu. Na mecie Rafał Sonik podniósł ważącą jedynie 47 kg zawodniczkę, kilka razy lekko podrzucił, mówiąc: „Jesteś najlepsza!”.

W załodze samochodu ciężarowego najstarszego, bo 73-letniego kierowcy w stawce, wystartowała  43-letnia Japonka Yoko Wakabayashi. Ekipa w komplecie dojechała na 32. miejscu.

Lexus LC po delikatnym tuning Modellista. Pakiet modyfikacji warty 67 tysięcy złotych - warto?
Wszystkie trzy zawodniczki kierujące samochodami, już podczas drugiego etapu rajdu, walczyły o zmieszczenie się w limicie czasowym. Z naprawami na czas nie zdążyła Szwedka Annie Seel oraz jedyna w pełni kobieca załoga tej edycji – Catherine Houles i Sandrine Ridet. Na start odcinka specjalnego trzeciego dnia zdążyła za to Argentynka Alicia Reina ze swoim pilotem Carlosem Dante Pelayo. Duet nie przetrwał jednak długo i po wjeździe do Chile też się poddał. Pilotki podobnie, gdyż Adriana Alida Andreani przejechała dwa etapy, a Katrien Boussier ukończyła, już całe 7 etapów rajdu.

Najnowsze

Test Renault Laguna Coupe 2.0 dCi – eksplozja seksapilu

Scena z filmu “Nagi instynkt”, w której Sharon Stone podczas przesłuchania zakłada nogę na nogę, była najchętniej oglądaną sceną filmową lat 90-tych. Niby nic, żadnych spektakularnych efektów, a sukces na ogromną skalę. Renault także „założyło nogę na nogę” wypuszczając na rynek model Laguna Coupe. Czy ten samochód, podobnie jak filmowa scena, równie skutecznie zapisze się w historii?

Duma i chluba francuskiego producenta pojawiła się na świecie w 1994 roku. Mimo że od jej premiery minęły całe lata świetlne, obecnie możemy podziwiać dopiero jej trzecie wcielenie. Każda kolejna odsłona wręcz ociekała bogactwem wyposażenia mając być jeszcze lepszą od swojej poprzedniczki. Jednak  dopiero obecna Renault Laguna, bo o niej właśnie mowa, doczekała się zjawiskowej kreacji określanej mianem Coupe.

Audi SQ7 i Audi SQ8 z silnikiem V8 TFSI. Do

Jej premiera miała miejsce w 2008 roku ale ząb czasu nadal nie jest w stanie ugryźć tego piękna. Linie nadwozia, mimo braku finezyjnych przetłoczeń i załamań, tworzą zgrabną i niepowtarzalną całość. Niejeden fan motoryzacji dopatrzy się tu podobieństwa do Aston Martina. Ale przecież takie porównanie to komplement najczystszy. „Piękny ma Pani samochód”  – młody, przystojny mężczyzna zaczepił mnie na parkingu. „Wiem” – nie kryłam uśmiechu wsiadając do jej wnętrza.

Kabina pasażerska – spokój ducha
Drzwi gabarytowo są jak skrzydła samolotu; ciężkie, długie, po prostu ogromne. Lekkości skutecznie dodaje brak ramki czule otulającej krawędzie szyby. Kabina pasażerska jest duża, przestronna, obala stereotypy. Sportowo i ciasno? Nie w tym samochodzie. Sam wygląd foteli wysyła jeden komunikat – rozsiądź się wygodnie, będzie komfortowo. Wysokie oparcia oraz długie siedzisko to zaproszenie do jazdy godne Marcina Gortata. Wystarczy jednak pociągnąć plastikową klamrę, aby fotel posłusznie sam odsunął się do przodu. Ułatwi to wsiadanie na tylną kanapę. Ta już jednak komfortem tak bardzo nie grzeszy, mimo że nie stanowi jedynie symbolu. Wszystko przez ostro opadającą linię dachu która niejednej osobie wejdzie na głowę. Miejsca na nogi również nie ma w nadmiarze, dlatego jak najszybciej uciekam do przodu.

Audi SQ7 i Audi SQ8 z silnikiem V8 TFSI. Do

Grzechem w tym samochodzie są niektóre tworzywa. A przecież cena ponad 100 tysięcy złotych do czegoś zobowiązuje. O ile zatem do jakości kokpitu ciężko się przyczepić, o tyle uchwyty na drzwiach są twarde niczym marmur a w dłoni  trzeszczą, i to całkiem głośno. Na szczęście samochód jest wyposażony w doskonały system audio marki Bose. Wystarczy nieco podgłosić muzykę a brzmienie, czyste niczym łza, zagłuszy wszelkie nieprzyjemne trzaski. Słowa pochwały również dla bagażnika który w Lagunie Coupe jest wręcz ogromny. Znajdziemy w nim bardzo praktyczne uchwyty, za ich pomocą  złożymy oparcia tylnej kanapy. W efekcie otrzymujemy sporą powierzchnię. Nadwozie Coupe jeszcze nigdy nie było tak praktyczne. To w końcu przyjaciel rodziny czy radość z jazdy bez końca?

Audi SQ7 i Audi SQ8 z silnikiem V8 TFSI. Do

Jazda – uwodzenie
Dynamiczna sylwetka uwodzi wdziękiem tymczasem pod maską czai się wysokoprężny silnik. Owszem, w tego typu samochodzie to nie lada zaskoczenie. Kto się spodziewał drapieżnej, widlastej jednostki benzynowej ten z pewnością będzie mocno zawiedziony. Do tego producent zbytnio nas nie rozpieszcza gdyż Laguna Coupe jest dostępna tylko w dwóch wariantach mocy: 150 i 180 KM. Nam do testu przypadła ostatnia, mocniejsza jednostka.  Diesel, funkcjonujący w motoryzacyjnym światku pod oznaczeniem dCi ma swoje niekwestionowane zalety. Przede wszystkim jest bardzo zrywny i elastyczny. Jego moc można odczuć już od najniższego zakresu obrotów, mimo że maksymalny moment (400 Nm) pozostaje do dyspozycji kierowcy od 2000 obr/min. O fakcie, że pod maską pracuje tradycyjny „ropniak” świadczy jego charakterystyczna, dosyć głośna praca. Ale nie tylko – kabina pasażerska, za sprawą bezramkowych drzwi dość słabo broni się przed wszelkimi odgłosami z zewnątrz. Dlatego też podczas wyższych prędkości na autostradzie szum powietrza skutecznie wpraszał się do kabiny pasażerskiej, podobnie jak woda podczas wizyty na ciśnieniowej myjni.

Audi SQ7 i Audi SQ8 z silnikiem V8 TFSI. Do
Słowa pochwały zdecydowanie należą się zawieszeniu. Nawet na bardzo nierównej drodze stoi na straży naszego komfortu doskonale radząc sobie z wszelkimi niedogodnościami. Do tego pracuje cicho jak duch, całkiem dobrze trzymając samochód na zakrętach. A jest co trzymać ponieważ auto nie jest ani małe (4643 mm długości) ani lekkie (1539 kg). Wbrew pozorom to jednak bardzo zwrotna i zwinna tancerka, zwłaszcza w ciasnych i zatłoczonych miastach. Skutecznie o to zadbał system 4 Control czyli czterech skrętnych kół.  Jego działanie polega na tym, że do prędkości 60 km/h tylne koła mogą skręcić do 3,5 stopnia w kierunku przeciwnym do kół przednich. Z kolei powyżej tej prędkości kierunek skrętu tylnych kół pozostaje dokładnie taki sam, jak na przedniej osi. Warto podkreślić, że działanie tego systemu zostało skonfigurowane z działaniem ESP i ABS. Wpływa również na obniżenie nad- i podsterowności samochodu, zwłaszcza na ostrych łukach. A to przecież tylko 3,5 stopnia, nieprawdaż? Każdy, ale to każdy z łatwością odczuje działanie tego systemu. I da się do niego przekonać.

Samochód został wyposażony w 6-stopniową, manualną skrzynię biegów. Chciałabym wierzyć, że konstruktorzy zrobili wszystko, co w ich mocy aby jej praca przysparzała samych radości. Niestety tak do końca nie jest. Lewarek nie pracuje z taką precyzją, jakiej oczekuje się od tego typu samochodów. Wskakuje na wybrane przez nas miejsce, ale można odnieść wrażenie, że nie do końca się z tym zgadza. Ale czyż pięknym kobietom nie wybacza się wszystkiego?

Audi SQ7 i Audi SQ8 z silnikiem V8 TFSI. Do

Werdykt – czy drzemie w niej Sharon Stone?
Owszem, drzemie. To piękny i uwodzicielski samochód, który przykuwa wzrok niczym klasa najwyższa, a kosztuje od niej znacznie mniej. Jednak oprócz rasowego wyglądu, nie otrzymamy od tego samochodu żadnych rasowych emocji. Laguna Coupe to bardzo komfortowy samochód o dość ekonomicznym wysokoprężnym silniku (9 l/100 km w cyklu miejskim) który na polskich drogach (nie będących klasą wyższą) wdrapie się na szczyt swoich możliwości abyśmy wcale tych marnej jakości dróg nie odczuli. Ogromny bagażnik oraz przestronna kabina z pewnością skuszą tych wszystkich, którzy lubią duże samochody ale w głowie im sportowa sylwetka. A pod tym kątem Laguna Coupe nie ma sobie równych gdyż ani Ford Mondeo, ani Honda Accord jak również Volkswagen Passat na wersję Coupe jeszcze się nie odważyli. Na chwilę obecną oferta producenta jest dosyć skromna: dwa silniki diesla (150 i 180 KM) oraz ceny zaczynające się od 92 160 tysięcy złotych (cena promocyjna). Warto się pospieszyć, zanim producent wprowadzi regularne i z pewnością wyższe kwoty.

Na TAK:
– bardzo ładny wygląd nadwozia
– doskonały system 4 control
– duży bagażnik
– bardzo dobre zawieszenie

Na NIE:
– dostępność wyłącznie z silnikiem diesla
– słabo wyciszona kabina pasażerska
– niektóre tworzywa słabej jakości

Renault Laguna Coupe 2.0 dCi dane techniczne:
Silnik – wysokoprężny, turbodoładowany, dCi, Common Rail
Pojemność – 1995 cm3
Moc – 178 KM przy 3750 obr/min
Moment obrotowy – 400 Nm przy 2000 obr/min
Masa własna – 1539 kg
Pojemność bagażnika – 432 cm3
Napęd – na przednią oś z systemem 4 Control
Pojemność zbiornika paliwa – 66 l
Prędkość maksymalna – 223 km/h
Długość/szerokość/wysokość – 4643/2082/1401 mm

Najnowsze

Opony samochodowe – co o nich warto wiedzieć?

Koło jest jednym z największych osiągnięć ludzkości, odgrywa zasadniczą rolę w transporcie i motoryzacji. Dzisiejsze koło jest czymś więcej niż tylko tarczą z metalową obręczą i nałożoną gumową opaską - dlatego warto poznać jego budowę, by najlepiej wykorzystać jego właściwości i uniknąć problemów eksploatacyjnych.

Koło samochodu zbudowane jest z wysokowytrzymałej obręczy – poddawanej surowym testom wytrzymałościowym i prześwietlanej promieniami RTG w celu wykrycia choćby najmniejszych niedoskonałości, oraz radialnej opony bezdętkowej, dostarczonej przez producenta należącego do światowej czołówki przemysłu oponiarskiego.

Samochody wielu marek oferowane są zarówno z obręczami wykonanymi ze stali, jak i stopu aluminium. Dla właściwego funkcjonowania samochodu wymagane są nie tylko ich właściwe wymiary, rozmieszczenie śrub mocujących i odsadzenie, ale i masa. Niemieszczące się w normach parametry mogą się przyczynić do pogorszenia komfortu jazdy, a nawet zmniejszenia bezpieczeństwa wskutek pojawienia się wibracji i hałasu. Dlatego ważne jest korzystanie z bogatej oferty felg producenta nie tylko okazale się prezentujących, ale i gwarantujących pełną spójność techniczną z samochodem. Oryginalne felgi mają także znaczenie dla aerodynamiki, co ma bezpośredni związek z wielkością zużycia paliwa oraz odpowiednim chłodzeniem hamulców. Felgi projektowane są tak, by zapewnić odpowiedni przepływ powietrza, a aluminium jest bardzo dobrym przewodnikiem ciepła i odbiera je z rozgrzanych tarcz hamulcowych.

Zarówno felgi stalowe, jak i aluminiowe, pozostają do pewnego stopnia plastyczne, dzięki czemu przy uderzeniu o przeszkodę taka obręcz odkształci się, ale nie pęknie.

Równie zaawansowanym i wyspecjalizowanym podzespołem samochodu jest obecnie opona pneumatyczna. Zbudowana z wielu warstw różnych mieszanek gumy i produkowana z użyciem zaawansowanych technologii jest czymś zupełnie innym, niż opony jeszcze sprzed parunastu lat. Współczesne opony są bezdętkowe – za utrzymanie w niej właściwego ciśnienia zamiast dętki odpowiedzialna jest sama opona. Możliwe jest to dzięki szczelnemu przyleganiu odpowiednio wzmocnionej stopki opony do obręczy koła. Opony mają teraz budowę radialną – ich osnowa, czyli część nośna złożona z kilku warstw gumowanych nici ułożona jest radialnie, czyli promieniowo, pod kątem 90 stopni. Takie ułożenie zapewnia usztywnienie bieżnika i większą elastyczność boków opony, gwarantując mniejsze zużycie paliwa, lepszą przyczepność i optymalne zachowanie podczas jazdy po łuku.

Niektóre z samochodów nie są wyposażone w pełnowymiarowe koło zapasowe, tylko w koło o mniejszym rozmiarze – tak zwane koło dojazdowe – lub w zestaw naprawczy. Te dwa ostatnie rozwiązania są podyktowane troską o środowisko: mniejsza masa samochodu prowadzi do zmniejszenia zużycia paliwa, a więc do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla.

W przypadku jazdy z kołem o rozmiarze mniejszym od pozostałych należy pamiętać, że jest to rozwiązanie awaryjne służące jedynie do dojazdu do miejsca, gdzie możliwa będzie ponowna instalacja właściwych kół, z ograniczoną prędkością (zależnie od danych podanych na kole, najczęściej nie przekraczającą 80 km/h).

Źródło: Skoda

Najnowsze

Mitsubishi Pajero wystąpi w polskim filmie „Chemia”

Mitsubishi Pajero wystąpi w roli samochodu głównego bohatera w powstającym właśnie filmie „Chemia”, zapowiadanym przez krytyków jako jeden z najważniejszych polskich obrazów filmowych tego roku. Słynny terenowy SUV towarzyszy jednemu z głównych bohaterów fabuły i wraz z nim wchodzi w życiowe zakręty.

Film fabularny „Chemia” w reżyserii Bartka Prokopowicza  t​o opowieść o niezwykłej miłości dwójki młodych ludzi balansujących na granicy życia i śmierci. Pomysłodawczynią filmu była Magda Prokopowicz, prezes fundacji Rak&Roll. Choć film inspirowany jest wydarzeniami z jej życia, to – jak zastrzegają twórcy  – scenariusz ewoluował w uniwersalną historię o miłości, która nie jest dokumentalnym zapisem życia Magdy ani  filmem biograficznym. W rolach głównych wystąpią Agnieszka Żulewska ( „Bejbi Blues”) oraz Tomasz Schuchardt („Jesteś Bogiem”). W filmie widzowie zobaczą również: Danutę Stenkę, Annę Cieślak, Eryka Lubosa, Mirosława Bakę oraz Tomasza Sapryka. Autorem zdjęć jest Jeremi Prokopowicz, który współpracował ostatnio z Brettem Rattnerem przy filmie „Herkules” i Romanem Polańskim przy realizacji znakomitych obrazów „Wenus w futrze” oraz „Rzeź”.

Czarne Mitsubishi Pajero 3.2 DiD o  mocy 200 KM w wersji Instyle AT występuje w roli auta głównego bohatera – Benka – graną przez Tomasza Schuchardta. Pajero towarzyszy Benkowi w różnych momentach życia a wygląd auta w małej skali odzwierciedla jego zmagania z życiem i zawiłe koleje losu.

Zdjęcia do filmu „Chemia” z udziałem Mitsubishi Pajero powstawały w sierpniu 2014 roku między innymi w centrum Warszawy i w czasie podróży bohatera nad morze. Obecnie w Warszawie realizowana jest druga, „zimowa” część zdjęć. Przewidywany termin premiery filmu to październik/listopad 2015 roku.

Najnowsze