Ciepła herbata w samochodzie

O tym, że kawa jest niewskazana przed jazdą samochodem już wam pisałyśmy. Zachęcałyśmy was też do picia zielonej herbaty. W taki ziąb i pluchę nie ma nic lepszego niż kubek... gorącego i krzepiącego napoju. Dzięki dostępnym na rynku gadżetom jest to też możliwe w samochodzie.

Idealny na tegoroczne, październikowe chłody
fot. Motocaina

Wystarczy gniazdko zapalniczki samochodowej i jeden mały gadżet… herbata gotowa. Mowa tutaj o kubku termicznym, wyposażonym w grzałkę elektryczną zasilaną napięciem 12 V z naszej samochodem zapalniczki.

W zależności od wersji kubka możemy wybrać ten z plastikowym środkiem (wersja tańsza) lub środkiem stalowym (wersja de luxe), na rynku znajdziemy też kubki o różnym czasie utrzymywania ciepła. Jeśli nie chcemy inwestować za dużo w tak niepozorny gadżet wystarczy wybrać ten o najkrótszym czasie, bo i tak choćby godzinę ciepła herbata gdy za oknem korek i chlapa to luksus.

Dla ceniących sobie indywidualność sprzedawcy zachęcają do wygrawerowania sobie na kubku własnego imienia, marki naszego samochodu czy jakiegoś miłego, pozytywnie nastrajającego hasła.

Moja ulubiona pyszna i aromatyczna herbata Nouwara smakuje dużo lepiej z własnego kubka, niż zwykły papierek Lipton w plastikowym kubeczku Mc Donald’s. Poza tym fajnie w samochodzie poczuć się damą 😉

Najnowsze

Taksówka przyszłości

Jak łatwo się domyślić taksówki przyszłości to nie wysłużone Mercedesy "beczki", ani dwudziestoletnie Ople. Nie będą to też samochody benzynowe, ani oszczędne diesle, a ekologiczne i ekonomiczne „Electric Taxi Car".

Taksówka bez taksówkarza.
fot. thedesignblog

Moda na auta ekologiczne i do tego w wersji mini zawładnęła rynkiem. Pisałyśmy wam już o różnych małych autach, ale okazuje się, że były one całkiem typowe. Tym razem bowiem mowa o taksówce – bez taksówkarza.

Electric Taxi Car projektu portugalskiego projektanta David’a Vidal to recepta na zanieczyszczone miasto i oczekiwanie na taksówkę. Ten środek komunikacji działa na zasadzie dostępnych w niektórych europejskich miastach rowerów (np. Barcelona, Kopenhaga). Użytkownik podchodzi do ustawionych rzędem samochodów, wybiera jeden i odjeżdża w siną dal, warunkiem jest opłacenie rocznej opłaty za emisję zanieczyszczeń i wykorzystywanie pojazdów. I co o tym sądzicie?

Wizualnie projekt przypomina… riksze. Na prototypowych fotografiach ma też atrakcyjny żółty kolor.

Znów zapowiedź samochodowej nowinki rodem z Jetsonów.

Źródło: thedesignblog

Najnowsze

Idealny na kobiece wyprawy

Super samochód, który jest połączeniem sportowego auta z czołgiem i amfibią - brzmi ciekawie... Scamander RRV to auto, które wszędzie wjedzie i może wyjątkowo przypaść do gustu kobietom.

fot. evo.co.uk

Szybkie wycieczki po Warszawie autem sportowym, dziury i koleiny, które w moim „czołgu” wydają się nie istnieć i możliwość przepłynięcia Wisły wpław, gdy stoją wszystkie mosty. Brzmi pięknie… Może więc warto zastanowić się nad zakupem pojazdu Scamander tworzonego byłego właściciela brytyjskiej marki TVR?

Nietypowy pojazd znany jako rapid response vehicle jest dziełem nieżyjącego już Peter’a Wheller’a (zmarł w lipcu bieżącego roku), twórcy wielu samochodów sportowych, który wiele lat marzył o stworzeniu samochodu odpornego na wszystkie warunki. I udało się – stworzony z aluminium prototyp Samander’a RRV ma lekkość  auta sportowego (oczywiście wprost proporcjonalną do jego wielkości) i wszystkie cechy pojazdu, któremu niestraszne przeszkody. Jego koła mają 35 cali średnicy, a silnik 2 litry (silnik Ford Zetec). Miejsce dla kierowcy znajduje  się w centralnej części kabiny, za nim przewidziano z kolei miejsce dla pasażera i… niewielkie łóżko. Ze względu na liczne normy ekologiczne, samochód (a może lepiej samochodo-czołgo-amfibia) ma zostać zarejestrowany jako pojazd reklamowy. A szkoda… na dzisiejszy śnieg byłby w sam raz!

Źródło: evo.co.uk

Najnowsze

Alkomat w każdym aucie?

Szacuje się, że w Polsce jest 20 mln kierowców, a 4 mln z nich dotyczy syndrom „nieświadomie nietrzeźwego kierowcy". Powodują oni wypadki po suto zakrapianych nocach. Właśnie rozpoczyna się kampania „Alko-Casco - Alkomat w każdym aucie".

Plakat kampanii

Nieświadomie nietrzeźwy kierowca to osoba, która siada za kółko błędnie sądząc, że upłynęło już wystarczająco dużo czasu od momentu spożycia alkoholu. Badanie wykazują, że co piątemu kierowcy pijącemu alkohol przynajmniej raz w miesiącu, zdarzyło się prowadzić samochód mimo braku pewności, czy jest trzeźwy (co stanowi 4 mln kierowców). Zjawisko to dotyczy zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Co więcej aż 70% kierowców ma błędne zdanie na temat metabolizowania się alkoholu w organizmie. 

W 2008 roku zatrzymano prawie 25 tysięcy osób kierujących pojazdami mających od 0,2 do 0,5 alkoholu w organizmie (najwięcej, bo ponad 2500 w województwie śląskim). Co więcej prawie połowa kierowców nie wie nawet, jaki jest dopuszczalny przez prawo drogowe poziom alkoholu w organizmie. 

W październiku rozpoczyna się druga edycja kampanii społecznej „Alko-Casco – Alkomat w każdym aucie” zainicjowanej przez znanego producenta wódek. Jej celem jest zwrócenie uwagi na problem nieświadomie nietrzeźwych kierowców oraz popularyzacja alkomatu, jako narzędzia służącego do pomiaru zawartości alkoholu w organizmie. Podczas rutynowych kontroli policyjnych w ręce kierowców w wybranych miastach trafią ulotki oraz alkomaty. W sumie w ramach kampanii organizator kampanii przekaże ponad 18 000 alkomatów oraz materiałów edukacyjnych. 

Urządzenie alkomatowe z kluczykami od auta

W tym roku kampania koncentruje się na młodych kierowcach, którzy często mają błędne przeświadczenie odnośnie własnych umiejętności, oceny ryzyka sytuacji i zachowania po spożyciu alkoholu. Młodość i tzw. stan wolny często – jak wskazują badania – łączą się z byciem nieświadomie nietrzeźwym kierowcą.

Udział w kampani biorą Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego oraz krajowy duszpasterz kierowców – ks. dr Marian Midura. Dodatkowo wybrane wojewódzkie komendy policji przyłączą się do akcji poprzez rozdawanie kierowcom alkomatów. 

Najnowsze

Kobieta za kierownicą autobusu

„Kobieta? Czarny kot! Wysiadam" - takie reakcje zdarzają się Pani Marzenie za kierownicą autobusu bardzo rzadko. Częściej obsypują ją kwiatami. Zdarza się, że musi "puknąć" poprzedzające auto, żeby nie narazić na szwank zdrowia pasażerów. Oto rozmowa z kobietą za kółkiem... Solarisa.

Pani Marzena uwielbia tę linię.
fot. Katarzyna Dziewicka

MARZENA BIAŁY
ukończone Technikum Samochodowe w Bydgoszczy
lat 18 + VAT
mężatka
pasjonatka motoryzacji
cel: instruktor nauki jazdy autobusem
 

Myślałam, że trzeba mieć dużą krzepę, żeby poskromić taki pojazd. Przekonałam się jednak, w trakcie naszej krótkiej podróży prowadzi Pani z lekkością i wdziękiem.

Nie trzeba mieć dużej siły. Wszystkie autobusy w Mobilisie mają automatyczne skrzynie biegów i ich prowadzenie praktycznie nie wymaga wysiłku fizycznego. Większością elementów w samochodzie kierują komputery. Czasami sobie żartujemy, że mamy najdroższe stanowisko pracy, bo warte prawie 700 tys. zł. 

Jak to się stało, że autobus jest Pani miejscem pracy? Co tutaj robi kobieta?
Mój przypadek jest trochę nietypowy. Skończyłam Technikum Samochodowe w Bydgoszczy – z zawodu jestem mechanikiem samochodowym. Ukończyłam tę szkołę jako jedyna kobieta. Zawsze pasjonowała mnie motoryzacja. Jednak nigdy nie chciałam pracować w warsztacie samochodowym. Marzyłam, żeby zostać kierowcą… tira.
Kiedyś nieprzychylnie patrzono na kobiety, które chciały jeździć ciężarówkami. Do autobusu w ogóle nas nie dopuszczano. W końcu to się zmieniło i od 2 lat jeżdżę w Warszawie na liniach dziennych i nocnych. 

Dlaczego autobus a nie ciężarówka? Przecież taki był Pani cel.
Nie udało mi się go zrealizować. Mam wprawdzie cztery kategorie prawa jazdy, ale nigdy nie będę kierowcą ciężarówki ze względu na trudny do przewidzenia czas pracy. Tutaj na linii wiemy, kiedy wyjeżdżamy, kiedy wracamy. Łatwiej jest pogodzić życie rodzinne z zawodowym. Dlatego to bardzo atrakcyjna praca. Poza tym kategoria D jest wyższa od C i dla mnie jest to swego rodzaju sprawdzian własnych możliwości.

Kierowca autobusu i to jaki!
fot. Katarzyna Dziewicka

Jakie wymagania musi spełnić kobieta, żeby znaleźć się w gronie kierowców komunikacji miejskiej?
Te same, co mężczyzna. Jeżeli jakaś pani chciałaby być kierowcą autobusu miejskiego w Mobilisie, musi mieć prawo jazdy kategorii B i zgłosić się do kierownika. Potem jest kierowana na kurs. Musi zrobić odpowiednie badania i po zdanym egzaminie jest zatrudniana. Nie jest wymagane konkretne wykształcenie. Wachlarz zawodów wśród pań jest bardzo szeroki, ale każda z nas ma zamiłowanie do jazdy. Dzisiaj nasza firma funduje prawo jazdy kategorii D wszystkim, którzy zgłoszą się do pracy, głównie paniom. Panie są bardzo mile widziane. 

Dlaczego są mile widziane?
Jak rozpoczynałam tutaj pracę, byłam czwartą kobietą. A potem długo, długo nic. Wtedy szef wpadł na pomysł, że zorganizuje paniom kurs prawa jazdy na własny koszt. W tej chwili zatrudnionych jest około 15 kobiet i cały czas szkolą się kolejne. Kobiety są bardziej wrażliwe, nastawione na pomoc innym. Chętniej zniżają autobus, delikatniej hamują, czekają na dobiegających pasażerów. A to w komunikacji miejskiej jest bardzo ważne. 

Czy trudno kobiecie odnaleźć się w takim środowisku? Jak Panią traktują koledzy?
Na początku, gdy byłyśmy tylko cztery, to nas trochę faworyzowali, byli bardzo szarmanccy. Teraz, gdy jest nas więcej, nadal okazują nam sympatię. Wielu mężczyznom imponuje kobieta za kierownicą. 

Czy są linie, na które kobiet się nie wysyła? Których Pani unika?
Generalnie nie ma takich linii. Jestem tego najlepszym przykładem, bo sama jeździłam na liniach nocnych. Myślę jednak, że kobiety nie powinny jeździć w nocy. Jest niebezpiecznie. W końcu zrezygnowałam z tych kursów. 

Co się stało?
Była bojka. Bałam się, że się pozabijają. Sytuację uratował patrol policyjny. 

Jak Pani sobie radzi w trudnych sytuacjach w autobusie, gdy konieczna jest interwencja kierowcy? Co się dzieje, gdy trzeba kogoś wyprosić?
Kierowca nie może wyprosić pasażera. Skasowany bilet uprawnia do kontynuacji jazdy. Czasami, jak widzą za kierownicą kobietę, to się sami uspokajają. W trudnych sytuacjach można liczyć tylko na reakcję współpasażerów. 

Pani ulubiona linia?
319 Metro Wilanowska – PKP Jeziorki. Ulubiona, bo jeżdżą nią bardzo sympatyczni pasażerowie. 

Najtrudniejsza droga?
Most Grota-Roweckiego w stronę Centrum. Tam mamy kilka linii. Na moście jest ograniczenie do 40 km/h, a w dodatku autobus musi zjechać na lewy pas. Większość kierowców jedzie szybciej, a gdy autobus znajdzie się na lewym pasie – dziwią się, co on tam robi? Wielu jest bardzo niesympatycznych. W „rewanżu” wyjeżdżają przed autobus i gwałtownie hamują. To bardzo niebezpieczne. Autobusem nie można zahamować tak, jak samochodem osobowym. Droga hamowania jest znacznie dłuższa. Czasami lepiej jest uderzyć w poprzedzający pojazd, niż gwałtownie zahamować i narazić zdrowie pasażerów. 

Jakimi autobusami lubi Pani jeździć, a jakimi nie?
Mamy tyko Solarisy. To praktycznie nowe autobusy. Jeżdżąc nimi, trzeba pamiętać tylko o gabarytach i wystających lusterkach. Prowadzi się je bardzo dobrze. 

Pasażerów wita z uśmiechem
fot. Katarzyna Dziewicka

Czy radzi sobie Pani sama z drobnymi naprawami, czy korzysta z pomocy kolegów bądź serwisu?
Każdy kierowca jeżdżący na rannych liniach robi obsługę codzienną autobusu. Musi sprawdzić światła, poziom płynów i w warsztacie je uzupełnić. Zauważone usterki usuwają mechanicy. Na trasie musimy wiedzieć, jak naprawić podstawowe awarie. Gdy mamy większy problem, pomagają nam dyspozytorzy przez radio CB. Jak nie da się nic zrobić, przyjeżdżają mechanicy. 

Czy pasażerowie bardzo się dziwią, gdy widzą kobietę za kółkiem?
Dwa razy zdarzyło się, że pasażerowie obdarowali mnie kwiatami, w tym raz na linii nocnej. Była też zabawna reakcja pana, który widząc mnie za kierownicą, powiedział: „Kobieta? Czarny kot! Wysiadam”. I wysiadł. Wielu jednak przychodzi i gratuluje świetnej jazdy. Natomiast reakcje innych uczestników ruchu są rożne. Ogromnym szacunkiem darzą nas kierowcy ciężkich pojazdów. Czasami klaszczą, czasami pokazują „ok”. Gorzej reagują kobiety za kierownicą szczególnie lepszych samochodów. Mam tu na myśli sytuację, gdy trzeba wyjechać z zatoki na ulicę – kobiety niechętnie ustępują miejsca.

Czy ma Pani specjalny strój do pracy?
Mam na sobie. To właśnie czerwony krawat i stalowa koszulka – ubranie służbowe. W przygotowaniu są czarne mundurki: spodnie i marynarka. Na pewno w ciągu miesiąca będziemy je mieli. 

Czy praca w święta i weekendy nie jest uciążliwa dla Pani? Jak rodzina to przyjmuje?
Firma wychodzi naprzeciw kierowcom w ustalaniu grafiku. Mogę dopasować czas pracy do życia rodzinnego. Zazwyczaj jeżdżę rano. Zaczynam o 4.00. Mąż odprowadza syna do przedszkola, a ja go odbieram.
Mój wybór nie zdziwił rodziny. W końcu jestem mechanikiem samochodowym. Chyba najbardziej kibicowała mi teściowa. Mąż mnie bardzo wspiera. Zdarza się, że na trasie przynosi mi kawę do autobusu, a czasami nawet prasuje koszulę do pracy. Myślę, że jest ze mnie dumny. Za często mi tego nie mówi, ale chwali się przed znajomymi, że jestem kierowcą autobusu. 

Nie boi się o Panią?
Gdy jeździłam na nocnych liniach, to się bał. I w główniej mierze ze względu na jego prośby zrezygnowałam z pracy nocą. 

Z Marzeną Biały, kierowcą autobusu miejskiego w firmie Mobilis Sp. z o.o. rozmawiała Katarzyna Dziewicka. Artykuł ukazała się w „Auto Transport”.

Najnowsze