Chciał zalegalizować kradzione auto metodą na „przeszczep”. Jak to się odbywa?

Sporo kradzionych samochodów szybko rozbieranych jest na części, ponieważ pojazd w ten sposób znika, podobnie jak problemy z formalnościami, gdyby ktoś chciał kradzionym autem jeździć legalnie. Nie wszyscy tak jednak robią.

Policjanci z Bydgoszczy prowadzili sprawę wspólnie ze swoimi kolegami z Poznania, dotyczącą handlem częściami pochodzących z kradzionych pojazdów. Podczas przeszukania posesji w Cielu w okolicach Bydgoszczy, faktycznie odkryli podzespoły samochodowe pochodzące z przestępstwa.

Złodziejska incepcja – uciekał, bo kradzioną ciężarówką wiózł kradzione auto

Oprócz tego na miejscu znaleźli wartego 150 tys. zł Mercedesa Sprintera. Funkcjonariusze podejrzewali, że pojazd ten mógł być niedawno skradziony na terenie Poznania. Wstępne ekspertyza biegłego z dziedziny mechanoskopii potwierdziła przypuszczenia policjantów, że auto ma widoczne ślady ingerencji w numer VIN oraz tabliczkę znamionową.

Policja zlikwidowała potężną dziuplę. Odzyskano setki silników i skrzyń biegów!

Jak ustalili funkcjonariusze, właściciel Mercedesa kupił wcześniej na terenie Niemiec podobny egzemplarz, ale rozbity. Chciał w ten sposób zalegalizować rejestrację kradzionego auta, które także kupił, lecz po znacznie niższej niż rynkowa cenie. Następnie dokonał tzw. „przeszczepu”, czyli przełożenia numerów z legalnie kupionego „rozbitka” do kradzionego auta.

Najnowsze

Wyprzedzanie na przejściu dla pieszych i zaskakująca reakcja policji

To wykroczenie jest niestety bardzo powszechne na polskich drogach, a doprowadziło już do niejednej tragedii. Nic dziwnego, że policjanci są zwykle bardzo cięci na popełniających je kierowców. Co więc się tutaj wydarzyło?

Autor nagrania jechał środkowym pasem, gdy poruszający się buspasem taksówkarz, zatrzymał się przed przejściem. Samochód z kamerą także zahamował, a na pasy wszedł pieszy z psem. Nagle lewym pasem przejechał czarny Opel Corsa.

Policja chwali się kuriozalną akcją, udającą walkę o bezpieczeństwo pieszych

Pieszy całe szczęście był daleko i nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo, ale łatwo sobie wyobrazić co by było, gdyby szedł szybszym krokiem. Tak się złożyło, że za Oplem jechał radiowóz, a policjanci natychmiast dogonili go i zaczęli rozmowę z jego kierowcą.

Kierowca nie zauważył pieszego na przejściu. A pieszy gdzie miał oczy?

Zaskakujące jest to, że na rozmowie się skończyło i funkcjonariusze pojechali dalej. Sami nie raz krytykowaliśmy sytuacje, w której kierowcy byli surowo karani za niewielkie, a czasem wątpliwe przewiny w okolicach przejść. Tu sytuacja była inna – pojazdy na dwóch pasach stały, pieszy był na przejściu, a kierujący Corsą najwyraźniej nie ma pojęcia o przepisach ruchu drogowego. Uważacie, że pouczenie za taką sytuację to wystarczająco surowa kara?

Najnowsze

Kierowca osobówki przewrócił na bok karetkę jadącą na sygnale!

Kierowanie pojazdem uprzywilejowanym to wbrew pozorom nie jest świetna zabawa. Trzeba na przykład bardzo uważać na kierowców, którzy co prawda powinni umożliwić ci przejazd, ale z jakiegoś powodu tego nie robią.

Do zdarzenia doszło na jednym z dużych skrzyżowań w Lublinie. Na nagraniu z monitoringu widzimy karetkę na sygnale, która przejeżdża na czerwonym świetle. Wszyscy uczestnicy ruchu zachowują się prawidłowo i umożliwiają jej przejazd.

Mistrz lewego pasa w dostawczaku blokuje karetkę

Wszyscy poza kierowcą busa oraz kierującym Kią. Musieli oni słyszeć syrenę pojazdu uprzywilejowanego. Musieli widzieć, że autobus nie wjeżdża na skrzyżowanie pomimo zielonego światła. Niestety żaden z tych kierowców nie dodał dwa do dwóch.

Samochód uderzył w karetkę tak mocno, że ta się przewróciła na bok!

Kierowca busa cudem nie uderzył karetki, ale Kia już tak. W wyniku zderzenia ambulans przewrócił się na bok! Dwie osoby podróżujące karetką trafiły do szpitala, ale na szczęście nic poważnego im się nie stało. A sprawcą zdarzenia jest niestety kierowca karetki.

Najnowsze

Ile jest stacji wodorowych w Polsce?

Odpowiedź na to pytanie nie jest trudna, ani optymistyczna, ale już teraz motoryzacja napędzana ogniwami paliwowymi zasilanymi wodorem zaczyna stawiać w Polsce pierwsze kroki.

W ciągu ostatnich kilku lat na rynku pojawiło się kilka modeli wykorzystujących wodorowe ogniwa paliwowe, ale zwykle ich dostępność była ograniczona i nie trafiały one do Polski. Teraz się to zmieniło wraz z ogłoszeniem cennika oraz przedsprzedaży drugiej generacji Toyoty Mirai. Ten luksusowy sedan ma elektryczny silnik o mocy 182 KM, który napędza tylne koła. Trzy duże zbiorniki wodorowe pozwalają mu na przejechanie nawet 650 km na jednym tankowaniu.

Toyotę Mirai można już zamawiać w Polsce! Tanio nie jest

Tylko gdzie można w Polsce zatankować taki samochód? Obecnie nigdzie. To pewna niedogodność dla potencjalnych kupujących, którzy po wodór musieliby jeździć do Niemiec. Toyota zapowiedziała jednak, że w Warszawie powstanie niedługo pierwsza taka stacja. Kiedy? Pierwsze egzemplarze Miraia wyjadą na nasze drogi w połowie roku, zakładamy więc, że do tego czasu stacja rozpocznie swoją działalność. W przeciwnym razie odbieranie tego auta z salonu nie miałoby sensu, a polskie przedstawicielstwo Toyoty zdradziło już, że otrzymało już zamówienie flotowe na Miraie!

Mit elekromobilności w Polsce, czyli kto tak naprawdę kupuje auta elektryczne

Plany rozwoju transportu opartego na wodorze, naświetla rządowy projekt „Polska strategia wodorowa do roku 2030 z perspektywą do 2040”. Wśród założeń i propozycji tam zawartych, znajdziemy między innymi informacje o tym, że do 2025 roku ma w naszym kraju jeździć 500 autobusów z ogniwami paliwowymi, a pięć lat później ich liczba ma wzrosnąć do 2000 sztuk. Rząd zakłada także stworzenie 32 stacji tankowania wodoru, które miałyby być równomiernie rozłożone po naszym kraju. Głównym celem jest zapewnienie paliwa dla wspomnianych autobusów, ale rządzący chcą także, aby osoby które kupiły samochód wodorowy, mogły nim swobodnie poruszać się po Polsce.

Nie tylko elektryki! Polska chce też rozwijać transport oparty na wodorze

Takie plany wydają się bardzo słuszne, ponieważ według wielu ekspertów ogniwa paliwowe będą ważną częścią przyszłości motoryzacji i ogólnie transportu. Pojazdy je wykorzystujące mają wszak silniki elektryczne, więc są zeroemisyjne, ale różnica polega na tym, że nie mają wielkich baterii, które przy obecnym poziomie technologii, zapewniają przeciętne zasięgi i wymagają długiego ładowania. Tymczasem ogniwa paliwowe to taka pokładowa elektrownia, która wykorzystując wodór oraz tlen atmosferyczny, produkuje prąd, a jedynym produktem ubocznym jest czysta woda. Nie jest to obecnie idealne rozwiązanie, głównie ze względu na bardzo wysokie koszty i problemy z przechowywaniem wodoru, wymagającym bardzo dużych (i wytrzymałych) zbiorników, żeby zapewnić rozsądny zasięg.

„Kupiłam 600-konnego supersuva. Okazało się, że w ten sposób stałam się miłośniczką ekologii!”

Jest bardzo prawdopodobne, że elektryczne pojazdy bateryjne będą współistniały z tymi wykorzystującymi ogniwa paliwowe. Klasycznie rozumiane elektryki sprawdzać się będą przede wszystkim jako auta mniejsze i użytkowane głównie w mieście, natomiast wodór spotkamy w dużych modelach, kupowanych przez osoby robiące duże przebiegi oraz w transporcie.

Najnowsze

Toyotę Mirai można już zamawiać w Polsce! Tanio nie jest

Toyota rozpoczyna przedsprzedaż wodorowego sedana Mirai - limuzyny premium o unikalnym na rynku (szczególnie polskim) napędzie. Auto jest dostępne w dwóch wersjach wyposażenia.

Nowa Toyota Mirai to duży sedan klasy premium z napędem elektrycznym wykorzystującym wodorowe ogniwa paliwowe. Auto jest nie tylko bezemisyjne, ale oczyszcza powietrze podczas jazdy. Mirai nowej, drugiej generacji został zaprojektowany w architekturze TNGA, dzięki której zyskał tylny napęd, nisko położony środek ciężkości i w konsekwencji świetne właściwości jezdne. Mocniejszy niż w poprzedniku silnik zapewnia lepsze osiągi, a bardziej wydajne ogniwa paliwowe i trzy zbiorniki wodoru pozwoliły wydłużyć zasięg na jednym tankowaniu do 650 km.

Nie tylko elektryki! Polska chce też rozwijać transport oparty na wodorze

Wyposażenie standardowe Toyoty Mirai
Mirai jest oferowany w dwóch wersjach wyposażenia. Bazowa Prestige standardowo obejmuje system oczyszczania powietrza, dwustrefową klimatyzację automatyczną, inteligentny kluczyk, główne światła Bi-LED, światła do jazdy dziennej LED oraz 19-calowe koła aluminiowe z oponami 235/55 R19.

We wnętrzu znajdują się podgrzewane przednie fotele, materiałowa tapicerka, a także system multimedialny z kolorowym ekranem dotykowym 12,3 cala, nagłośnieniem Premium Audio JBL z 14 głośnikami oraz interfejsem Android Auto i Apple CarPlay. Ekran dotykowy służy także do obsługi nawigacji satelitarnej po polsku z 3-letnią aktualizacją map. Toyota Mirai w wersji Prestige kosztuje 299 900 zł.

Wiemy, kiedy Toyota zaprezentuje nowego elektrycznego SUV-a. Czy to możliwe, że już go wcześniej widziałyśmy?

Do standardowego wyposażenia należy także pakiet systemów bezpieczeństwa czynnego Toyota Safety Sense, zawierający inteligentny tempomat adaptacyjny (IACC), układ wczesnego reagowania w razie ryzyka zderzenia (PCS) z systemem wykrywania pieszych i rowerzystów, układ ostrzegania o niezamierzonej zmianie pasa ruchu (LDA) z funkcją powrotu na zadany tor jazdy (SC), asystenta utrzymania pasa ruchu (LTA), układ rozpoznawania znaków drogowych (RSA) oraz automatyczne światła drogowe (AHB). Ponadto samochód otrzymał w standardzie system wykrywania zmęczenia kierowcy (SWS), system automatycznego powiadamiania ratunkowego (eCall) oraz system wspomagający pokonywanie podjazdów (HAC) i zjazd ze wzniesienia (DAC).

Toyota Mirai w wersji Executive
Wersja Executive wnosi do wyposażenia Mirai system kamer 360 stopni, bezprzewodową ładowarkę telefonu w konsoli centralnej, tapicerkę ze skóry syntetycznej, podgrzewanie kierownicy i skrajnych foteli w drugim rzędzie oraz system monitorowania martwego pola w lusterkach (BSM), układ detekcji przeszkód (ICS), zapobiegający kolizjom podczas manewrów, system ostrzegania o ruchu poprzecznym z tyłu pojazdu (RCTA) i system adaptacyjnych świateł drogowych (AHS). Toyota Mirai Executive kosztuje od 314 900 zł.

Poczuj się jak VIP w Mirai z pakietem VIP

Do wersji Executive można zamówić dodatkowo pakiet VIP Black lub VIP White w cenie 35 000 zł. Oba pakiety zawierają 20-calowe felgi aluminiowe z oponami 245/45 R20, trzystrefową automatyczną klimatyzację, tapicerkę z naturalnej skóry półanilinowej, wentylację przednich foteli oraz pamięć ustawień fotela kierowcy i kolumny kierownicy. Kierowca otrzymuje także takie udogodnienia jak wyświetlacz projekcyjny HUD na przedniej szybie, cyfrowe lusterko wsteczne z kolorowym wyświetlaczem oraz inteligentny system automatycznego parkowania S-IPA. Pasażerowie z tyłu mogą korzystać z konsoli centralnej oraz panelu sterowania funkcjami multimedialnymi w podłokietniku w drugim rzędzie siedzeń. Dach panoramiczny z elektrycznie sterowaną roletą zwiększa przyjemność podróży.

BMW zamawia ogniwa paliwowe za 2 miliardy euro

Wersja VIP White różni się od VIP Black kolorystyką wnętrza. Fotele otrzymują białą tapicerkę ze skóry półanilinowej. Białe wykończenia ze wstawkami w kolorze miedzi pojawiają się na desce rozdzielczej. Miedziane wykończenie otrzymują także przednie i tylne drzwi, zaś brązowe – podłokietniki w drzwiach i pomiędzy fotelami.

Mirai to elektryk, ale na wodór

Toyota Mirai jest napędzana silnikiem elektrycznym o mocy 182 KM i momencie obrotowym 300 Nm. Jednostka ta jest zasilana ogniwami paliwowymi, które produkują prąd na bieżąco w reakcji wodoru z tlenem. Samochód zużywa średnio 0,84 kg/100 km wodoru, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h wynosi 9 s. Wodorowa Toyota nie emituje podczas jazdy żadnych spalin, a jedynym produktem ubocznym pracy ogniw paliwowych jest para wodna. Mirai został zaprojektowany na platformie GA-L o rozstawie osi 2920 mm. Jego długość wynosi 4975 mm, a szerokość 1885 mm.

Najnowsze