Ceny Nissana Qashqai – od 74 500 złotych

Nissan ogłosił ceny nowej generacji modelu Qashqai. Auto zapowiada się wybitnie ciekawie.

Nissan Qashqai jest alternatywą dla tych, którzy rozważają zakup tradycyjnego hatchbacka lub crossovera. Ceny modelu zaczynają się już od 74 500 złotych.

Trzy wersje z bogatym wyposażeniem standardowym
Nowy Nissan Qashqai, który będzie dostępny w placówkach dealerskich od lutego 2014 roku, zaprojektowany został w trzech wersjach: Visia, Acenta i Tekna.

Wyposażenie standardowe wersji Visia obejmuje klimatyzację, zestaw głośnomówiący Bluetooth, system wspomagania ruszania pod górę oraz kolorowy ekran HD o przekątnej 5 cali połączony z systemem informacji i rozrywki. Wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa zawiera sześć poduszek powietrznych, systemu aktywnej kontroli zawieszenia, systemu monitorowania ciśnienia w oponach oraz tempomatu i ogranicznika prędkości w standardzie.

Wersja Acenta ma automatyczną dwustrefową klimatyzację, skórzaną kierownicę i gałkę dźwigni zmiany biegów, 17-calowe felgi ze stopów metali lekkich oraz system z ruchomą przegrodą w bagażniku. Wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa obejmuje przednie reflektory przeciwmgłowe i wycieraczki z czujnikiem deszczu.

Nissana Qashqai 2013
fot. Nissan

Zarówno w wersji Visia, jak i Acenta, opcjonalnie dostępny jest system Safety Shield oferowany w przystępnej cenie. W skład „tarczy bezpieczeństwa” wchodzi system zapobiegania kolizjom, system monitorujący zachowanie kierowcy oraz system rozpoznawania znaków drogowych, a także kilka innych układów wspomagających kierowcę.

Najwyższa wersja, Tekna wyposażona jest w reflektory przednie typu full LED oraz pakiet Nissan Safety Shield z systemem rozpoznawania znaków drogowych i funkcją adaptacyjnych świateł drogowych, 19-calowe felgi ze stopów metali lekkich, relingi dachowe, tapicerkę wykonaną częściowo ze skóry, duży szyberdach, podgrzewane siedzenia, czujniki parkowania z przodu i z tyłu oraz inteligentny kluczyk z przyciskiem uruchamiania zapłonu. W standardzie dostępny jest również system NissanConnect najnowszej generacji, obejmujący ekran dotykowy o przekątnej 7 cali, cyfrowe radio DAB, system kamer 360° i możliwość podłączenia smartfonu.

Do wyboru są cztery jednostki: dwie benzynowe i dwie wysokoprężne, z opcją napędu na dwa lub cztery koła. W ofercie są zarówno ręczne skrzynie biegów, jak i zupełnie nowa przekładnia automatyczna Xtronic.

Silniki benzynowe
Podstawowy silnik 1,2 DIG-T osiąga moc 115 KM, generuje 190 Nm momentu obrotowego, standardowo jest wyposażony w system Stop/Start i dostępny z sześciobiegową ręczną skrzynią biegów.Taka odmiana silnikowa w najtańszej wersji kosztuje 74 500 złotych.

Najmocniejszym silnikiem benzynowym w ofercie z Nissanem Qashqai, dostępnym od lata 2014 roku, będzie jednostka 1,6 DIG-T o mocy 150 KM i 240 Nm momentu obrotowego.

Silniki diesla
Najnowsza wersja uznanego silnika wysokoprężnego z bezpośrednim wtryskiem paliwa 1,5 dCi o mocy 110 KM to jednocześnie najoszczędniejsza jednostka napędowa oferowana w modelu Qashqai, zużywająca wg producenta w cyklu mieszanym 3,8 l paliwa na 100 km. Dzięki gruntowym modyfikacjom silnik 1,5 dCi zyskał dodatkowe 20 Nm momentu obrotowego w stosunku do poprzednika.
Nissan Qashqai z tym silnikiem w najtańszej wersji będzie kosztował 84 000 złotych.

Nissan Qashqai z najmocniejszym silnikiem diesla w ofercie 1,6 dCi, 130 KM jest dostępny z napędem na dwa lub na cztery koła. Najtańsza wersja z tym silnikiem kosztuje 90 500 złotych (z 4 x 4 98 500 złotych).

Najnowsze

Monika Marin – motocyklowy kierowca wyścigowy i… pisarka

Monika Marin, nauczycielka, pisarka, podróżniczka, dziennikarka, ale też kierowca wyścigowy, o którym najmłodsze pokolenie zdaje się nie pamiętać. O jej przejażdżce z Januszem Kuligiem, wypadku motocyklowym, planach na kolejne książki przeczytacie w niniejszym wywiadzie.

Monika Marin ze swoim obecnym motocyklem Hondą Transalp.
fot. z archiwum Moniki Marin

Niedawno pisałyśmy o pisarskim debiucie Moniki Marinczytaj tutaj.

Dziś przybliżamy sylwetkę tej niezwykłej kobiety.

Jesteś motocyklowym samoukiem, nikt Ci pasji do motocykli nie zaszczepiał. Skąd się zatem wzięła u nauczycielki nauczania początkowego MZ 250?
Motocyklowa pasja siedziała we mnie odkąd pamiętam. Pracowałam w szkole 3 lata równolegle studiując i uważam ten czas za wspaniałą lekcję życia. Dzięki temu mogłam sobie pozwolić na realizację chociaż namiastki swych marzeń. MZ -tka była wtedy jedynym motocyklem w moim zasięgu finansowym…

Galerię zdjęć z Moniką Marin obejrzysz tu.

Uczyłaś się jazdy wyścigowej w czasach „przed Internetem” w Polsce, skąd czerpałaś wiedzę?
Z intuicji, podpatrywania i samozapału – to, jeśli chodzi o MZ- tkę. Ale potem tak się szczęśliwie złożyło, że zaczęłam przyciągać ludzi o podobnym usposobieniu, od których się bardzo wiele nauczyłam. Dodając do tego fakt, że zaraz potem zaczęłam już podróżować  – wyścigi były naturalną konsekwencją motocyklowej ewolucji. Z tym, że tu się zaczęła „wyższa szkoła jazdy”, ponieważ nagle okazało się, że mimo doświadczeń podróżniczych i przejechania tysięcy kilometrów po Europie i Afryce, moje dotychczasowe umiejętności były tylko ułamkiem tego, czego potrzebowałam do jazdy na torze… I zaczęło się: po tysiąckroć omawianie wejścia i wyjścia z zakrętów, sprowadzanie z USA odpowiedniej literatury, rozmowy z zawodnikami, którzy już osiągnęli mistrzostwo.

Nasze wywiady z ciekawymi motokobietami przeczytasz tutaj.

Jak wówczas podchodzono do sponsoringu kobiet uprawiających „męską” dyscyplinę wyścigów motocyklowych?
Na początku fatalnie…W momencie gdy pojawiłam się na torze nikt nie traktował mnie poważnie. Zmieniło się to wtedy, gdy zaczęłam dobrze jeździć. I wtedy sponsorzy zaczęli pojawiać się sami. Po latach myślę sobie też, że taka postawa sponsorów była najlepsza dla mojego wizerunku, co owocuje do dziś. Nikt mi nie zarzuci, że dofinansowywano mnie tylko dlatego, że byłam dziewczyną. To dość uczciwe i klarowne – były wyniki, byli sponsorzy. Zresztą firmom wspomagającym mnie, szalenie się podobało, gdy kilkudziesięciu męskich zawodników podczas wyścigu oglądało tylko moje plecy… a na nich ich logo.

Pisałaś m.in. do Motocykla, Playboya i Voyage – wolisz zajmować się tematyką motocyklową w swoim dziennikarstwie, czy raczej podróżniczą? W jakich jeszcze magazynach pojawiały się Twoje artykuły?

Nie uwierzysz, ale nie ma chyba takiej tematyki w historii mojego dziennikarskiego życia, której się nie podjęłam. Przez kilka lat współpracowałam z „Playboyem”, pisząc głównie o motoryzacji. Nie lubię jednak ograniczać się do jednego działu, tematu, kraju, zaczęłam więc swoją przygodę z BBC. W swoim życiu pisałam już o winach, restauracjach, plażach, windsurfingu, bibliotekach, krokodylach, dzielnicach biedy w Meksyku i Rio de Janeiro, albo tańcu „Hula”. A to i tak tylko niektóre z tematów. Mam również stały kontakt z kilkoma dziennikarzami (i  fotografami) ze świata, którzy regularnie odwiedzają takie miejsca jak Syria, Palestyna, czy Afganistan. Jeden z moich znajomych dziennikarzy zginął w zeszłym roku…Obracam się w grupie  ludzi, którzy nie przechodzą obojętnie obok takich tematów jak wojna czy bieda. Mam mnóstwo zebranych materiałów dotyczących tematów tzw. „trudnych”. To pewne, że za jakiś czas pokażę je światu, pytanie tylko, czy w formie dokumentu, czy beletrystyki.

Monika Marin jako kierowca wyścigowy brała udział w Mistrzostwach Polski w latach 1994 – 1998.
fot. z archiwum Moniki Marin

Z czego dokładnie zrezygnowałaś na rzecz startów w wyścigach?
Startowałam w Mistrzostwach Polski w latach 1994 – 1998. Przed tym okresem udało mi się już sporo „powłóczyć” na motocyklu i wtedy myślałam, że będę podróżować zawsze. Ale wyścigi wydrążyły w mojej podróżniczej historii sporą dziurę, zabrały czas, ciało i umysł. Dopiero, gdy podjęłam decyzję o zakończeniu udziału w startach, zaczęłam podróżować na nowo.

Swoją przygodę z wyścigami zaczynała wówczas także Kasia Kędzior, z którą do dziś jesteście świetnymi przyjaciółkami. Słyszałam, że niegdyś planowałyście wspólny projekt.
Mam nadzieję, że ten projekt uda nam się jeszcze zrealizować 🙂 Z Kasią Kędzior dogadujemy się bez słów, jest to dziewczyna, która nie tylko świetnie jeździ na motocyklu, ale ma naprawdę dużo do powiedzenia.

Monika Marin w Hiszpanii na słynnej przełęczy.
fot. z archiwum Moniki Marin

Jakimi motocyklami miałaś okazję jeździć dotychczas i który z nich wspominasz najlepiej?
Hmm, jakimi  nie jeździłam… W moich wyścigowych czasach, które zbiegły się z artykułami o motoryzacji, które pisałam do „Playboya” i 'Motocykla”,  udostępniano mi mnóstwo motocykli do testów. Miałam wtedy okazję pojeździć  prawie wszystkim. Ale oczywiście najważniejsze dla mnie były te, na których podróżowałam, lub startowałam w Mistrzostwach Polski, czyli Suzuki GSX-R 1100, Suzuki TL-1000,  Suzuki GSX-750 SRAD. Obecnie jeżdżę Hondą Transalp, która jest świetnym i wygodnym motocyklem do podróży po bezdrożach, ale brakuje mi w niej możliwości odkręcenia manetki na autostradzie…Gdybym jednak podróżowała sportowym motocyklem, nie mogłabym jeździć nim po drogach szutrowych. Śmieję się z tego, bo jeśli chodzi o motocykle naprawdę ciężko mi obecnie dogodzić.

Ile czasu trwała Twoja przygoda z wyścigami i czy jesteś w stanie teraz bez tego żyć?
To były 4 lata ciężkiej pracy. Jeśli chodzi o to, czy potrafię bez tego żyć… Pewnie bym nie potrafiła, gdybym nie wróciła na nowo do podróżowania motocyklem.

Były na pewno chwile chwały, jak i gorzki smak porażki. Co uważasz za swój największy motocyklowy sukces, a co za największą przegraną?
Największym sukcesem był dla mnie fakt, że ludzie w ogóle uwierzyli we mnie w czasach, gdy dziewczyny prawie nie jeździły na motocyklach (nie mówiąc już o ściganiu się). Oczywiście nie mogę pominąć wyników: gdy w 1997 roku na koniec sezonu ujrzałam swoje nazwisko przed dokładnie 107 mężczyznami biorącymi udział w startach…To było coś! A porażki są stałym elementem sukcesu. Największą chyba porażką był mój wypadek w 1998 roku.

Monika Marin – motocyklistka
fot. z archiwum Moniki Marin

Podróżowałaś po Europie, Afryce, Stanach motocyklem. Jakie trasy najbardziej przypadły Ci do gustu i jakich miejsc nie zapomnisz do końca życia?
Kocham starą południową Europę. Nieważne jakie nowe lądy „zaliczę”, zawsze najwięcej uroku mają dla mnie Włochy, Francja, Hiszpania i Portugalia, które nieważne ile razy zobaczę, wciąż chcę je odkrywać na nowo. Zachwycona jestem też Meksykiem, który wspominam z wyjątkowym sentymentem.

Zdarzały Ci się jakieś sytuacje zabawne, lub niebezpieczne podczas Twoich motocyklowych podróży?
To jest temat na długą rozmowę. Mam takich historii mnóstwo. I mam taki plan, aby również i te historie połączyć w zbiór i wydać.

Monika Marin – pisarka
fot. z archiwum Moniki Marin

Kiedy w tym wszystkim znalazłaś czas na rodzinę, dzieci i dom? Jak bliscy reagują na Twoją pasję?
Takie życie wymaga niesamowitej organizacji, a pracę ułatwił mi internet. A jeśli chodzi o to jak bliscy reagują na moją pasję, to przytoczę pewne niedawne zdarzenie: podczas jednego z motocyklowych wypadów do Włoch mój mąż z dziećmi jechali samochodem, a ja obok nich…na motocyklu. Bardzo miło wspominam ten wyjazd, bo upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu: sama pojechałam motocyklem, a rodzinę bez której nie umiem żyć – miałam obok…

Co sądzisz o stereotypach tj. „baba za kierownicą”, „kobiety do garów a nie na motocykle”, „wyścigi są dla facetów”?
Mam wrażenie, że te stereotypy powoli przechodzą do lamusa. Wiele kobiet już pokazało, że nie są gorsze od mężczyzn, nie wytyka się już palcami dziewczyn prowadzących motocykl. Kobiety świetnie jeżdżą i dobrze sobie radzą na torach wyścigowych. Czasy się zmieniły i mentalność ludzi chyba też. Oczywiście są wyjątki, czyli ludzie nie przyjmujący do wiadomości, że kobieta wchodzi „na męską działkę”. Osobiście już od dawna nie zaprzątam sobie takimi osobami głowy.

Wspomniałaś swój wypadek na motocyklu…
To był 1998 rok, środek sezonu…Czułam, że motocykl źle się prowadzi. Doskonale zdaję sobie sprawę, że powinnam była zjechać, sprawdzić co się dzieje, zakończyć wyścig. Niestety i szkoda, że nie zrobiłam tego. Skończyło się wypadkiem, oraz wcale nie ekscytującą przejażdżką karetką na sygnale do najbliższego szpitala. Fatalnie złamana ręka w kilku miejscach, obicia na całym ciele. Stracony sezon i mnóstwo wniosków.

Skoro uwielbiasz adrenalinę, wyścigi, motocykle, to zapewne jeździłaś różnymi innymi pojazdami, może były wśród nich jakieś nietypowe?
Lubię też samochody. Sama jednak nie zdecydowałam się nigdy na rajdy, choć mam kilku znajomych wśród kierowców, lub ich pilotów. Miałam też okazję przejechać się na prawym siedzeniu z legendą naszych rajdów Januszem Kuligiem. Wrażenia niezapomniane!

Dużo podróżowałaś po świecie, a obecnie mieszkasz w Szczecinie. Czy są jakieś miejsca, do których chciałabyś wrócić, a nawet mogłabyś w nich zamieszkać?
Pochodzę ze Szczecina i obecnie również mieszkam w Szczecinie z jednego powodu: nie wyobrażam sobie, aby moje dzieci zmieniały co chwilę miejsce zamieszkania, szkołę, środowisko. To mógłby być dla nich stres, a ja nie chcę aby ktokolwiek z moich bliskich płacił osobistą cenę za to, że mama ma taką pasję, czy taki zawód. Jak wspomniałam wcześniej, internet pozwolił mi też na to, że tak naprawdę mogę się kontaktować z każdą osobą na ziemi w dowolnym czasie i nie ma znaczenia, czy mieszkam w Szczecinie, w Londynie, czy jeszcze gdzie indziej. Ale najbardziej kocham południe Europy. Wielokrotnie o tym myślałam i prawdopodobnie powrócę do tematu przeprowadzki, gdy moje dzieci podrosną.

Co sprawiło, że usiadłaś i zaczęłaś pisać książkę? W dodatku pierwszą z planowanych trzech.
Książki pisałam od dawna. I nie są to planowane trzy, ponieważ planuję ich dużo więcej.  Zamierzam zajmować się pisaniem przez resztę życia.
Czy możemy się spodziewać w przyszłości książek Twojego autorstwa, lecz traktujących o motocyklach?
Książkę o motocyklach mam już prawie napisaną. Ale czeka ona na dopisanie kilku rozdziałów, oraz „swój czas”. Poza tym, wydanie pierwszej książki o motocyklach, czy motocyklowym życiu w moim przypadku byłoby zbyt… oczywiste. Tak naprawdę wiele osób tego się właśnie po mnie spodziewało. Z pełną „premedytacją” najpierw napisałam więc powieść przygodową. Ta zmiana kolejności już sprawiła, że na pierwszym planie pod lupą jest mój warsztat, a dopiero potem moja osoba. Fakt, że zbieram pozytywne recenzje przede wszystkim za to „jak piszę”, a dopiero w drugiej kolejności za życie jakie prowadzę, jest dla mnie wielkim komplementem.

Najnowsze

Dźwięk silnika o poranku zamiast kubka kawy?

Ten film to trwająca dziesięć minut kompilacja dźwięków silników różnych samochodów. Czy zastąpi poranną kawę i pomoże nam się lepiej rozbudzić?

Film z pewnością działa na zmysły – nie tylko pobudza dźwiękami, ale zaspakaja wizualnie.

Prezentowane wideo stworzył użytkownik serwisu You Tube, który skompilował w jednym nagraniu dźwięki samochodów uczestniczących w imprezie Rally Legend 2013 w San Marino. Usłyszymy  brzmienie takich aut jak Citroen Xsara WRC, Porsche 964 RS Rally Special a nawet 380-konnego MG Metro 6R4.

Większość z tych aut to rajdowe zabytki, których pewnie nigdy na żywo nie usłyszymy. Warto więc przypomnieć sobie ten niesamowity tębr silników i porównać z nowoczesnymi rajdówkami.





Można pokusić się o odgadywanie ze słuchu, który dźwięk pasuje do jakiego samochodu, albo po prostu słuchać silników według listy poniżej.

Audi Sport Quattro S1 Group B
Lancia Delta Integrale 16V
Mitsubishi Lancer EVO 8 Group N
Skoda Octavia WRC
Peugeot 206 WRC
BMW 320is E36
Subaru Impreza WRC 1999
Lancia Rally 037
Ford Focus WRC 2007
Lancia Delta S4 Group B
Lancia Stratos
Ferrari 308 GTS Rally Special
Mitsubishi Lancer EVO 3 Group N
BMW M3 E30 Rally Special
Ford Focus WRC 2003
Porsche 964 RS Rally Special
MG Metro Group B
VW Polo R WRC 2013
Mitsubishi Lancer EVO 6 Group N
Fiat Punto S1600
Subaru Impreza WRC 2004
Toyota Celica GT Four STI 205
Ford RS200 Group B
Subaru Impreza STi Group N 2010
Skoda Fabia WRC
Renault Clio KIT
Peugeot 205 Turbo 16 Group B
Toyota Corolla WRC
Citroen Xsara WRC

Najnowsze

Stypendia dla kobiet – inżynierów fundowane przez Range Rover’a

Siódmego listopada w Whitley w Wielkiej Brytanii ogłoszono nazwisko laureatki Range Rover Evoque WISE Scholarship, stypendialnego programu, który ma na celu zachęcenie młodych kobiet do zmieniania oblicza brytyjskiej inżynierii. Harriet Vickers, osiemnastolatka z Spalding w hrabstwie Lincolnshire, jest pierwszą beneficjentką stypendium, które pomoże jej ukończyć studia inżynierskie na Uniwersytecie Durham.

Harriet Vickers laureatka Range Rover Evoque WISE Scholarship.

Oprócz 1000 funtów na pokrycie kosztów nauki, Harriet otrzyma również praktyczne wsparcie mentorskie od doświadczonych inżynierów Jaguar Land Rover oraz WISE (Women in Science and Engineering).

Land Rover jest partnerem WISE – wspólnie stworzyli stypendium mające inspirować młode kobiety do podejmowania zawodu inżyniera, zwiększając tym samym różnorodność w branży motoryzacyjnej. Obecnie kobiety stanowią tylko ok. 13% inżynierów w Wielkiej Brytanii. Program obejmuje udzielenie stypendiów o wartości 9000 funtów, a jest finansowane z nagrody Award MacRobert, którą Land Rover otrzymał w 2012 roku za doskonałą jakość pracy swoich inżynierów.

Zara Phillips zainaugurowała program stypendialny podczas tegorocznej wystawy koni – Royal Windsor Horse Show. Mówiła wówczas bardzo entuzjastycznie o swojej babci, królowej Elżbiety II, która podczas II wojny światowej, szkoliła się w zakresie różnych umiejętności technicznych jako członek pomocniczej służby terytorialnej (Auxiliary Territorial Service), zaś matka Zary, księżniczka królewska Anna, została wybrana na patronkę WISE i tym samym włączył się do grona osób starających się namówić dziewczęta do studiów inżynierskich.

Wystąpienie Zary przyczyniło się do tego, że komisja stypendialna otrzymała bardzo wiele wniosków od studentek, które chcą podjąć dalszą naukę na kierunku technicznym. Komisja sporządziła listę pięciu osób, które jej zdaniem najlepiej wypadły.

Nicci Cook, Jaguar Land Rover Senior HR Manager Product Development i członkini komisji mówi:

– Intencją firmy było zainspirować całe pokolenie młodych kobiet i przekazać im, że swobodnie mogą rozwijać się w takich dziedzinach jak technologia, inżynieria, matematyka. Kandydatki, z którymi się spotkałyśmy, to nie tylko osoby utalentowane, ale też pełne pasji. Te dwie cechy ma właśnie Harriet. Jestem przekonana, że wszystko jej się uda. Harriet może być doskonałą ambasadorką naszej akcji – może zachęcać kolejne dziewczyny do podjęcia podobnej ścieżki kariery.

Harriet otrzyma stypendium 14 listopada podczas imprezy WISE Awards w Londynie. W uroczystości weźmie udział księżniczka królewska Anna, patronka organizacji oraz ponad 300 zaproszonych gości z różnych dziedzin nauki i techniki.

Mamy nadzieję, że niebawem pojawią sie podobne programy również w Polsce.

Najnowsze

Off-road’owy sukces Dagmary Kowalczyk

Startująca w barwach TVN Turbo Dagmara Kowalczyk stanęła na podium jednego z najtrudniejszych rajdów off-road’owych w Polsce. Zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Poland Trophy Dragon Winch Extreme 2013.

Dagmara Kowalczyk zgarnęła 3 miejsce w Poland Trophy Dragon Winch Extreme 2013.
fot. Kuba Kozal

To seria trzech terenowych przepraw, w której zawodnicy walczą o punkty w zakrywającej samochody po dach wodzie, grząskim błocie, na stromych trawersach i praktycznie pionowych podjazdach. Sport zarezerwowany głównie dla mężczyzn.

Dagmara Kowalczyk: Jeszcze kilkanaście miesięcy temu rajdy terenowe śledziłam stojąc przy odcinkach specjalnych. Ale jak mówią w off-roadzie – „błoto wciąga”. I rzeczywiście – mnie wciągnęło po samą szyję. Cały sezon był niesamowitą przygodą. Z moim pilotem Wojtkiem Głowackim, jeździliśmy przez całą noc przy 20-sto stopniowym mrozie, zanurzaliśmy się w lodowatej wodzie, wdrapywaliśmy się w miejsca, gdzie wydawało się – nie ma najmniejszych szans przejść nawet na piechotę. Czasami naprawdę cierpła skóra. Ale pasja jest zdecydowanie silniejsza, więc – nie pytajcie, co kobietę tak ciągnie do błota.

Dagmara Kowalczyk jest jedyną kobietą – kierowcą, która wystartowała w całej serii Poland Trophy Dragon Winch Extreme. Na gorącym fotelu pilotował ją doświadczony zawodnik Wojciech Głowacki. Startowali zmodyfikowanym Jeepem Wranglem z silnikiem Daihatsu Rocky i podwoziem Nissana Patrola.

Pierwsza edycja rajdu Poland Trophy odbyła się w 2007 roku. Seria składa się z trzech rund, organizowanych w różnych miejscach Polski. Zawodnicy pokonują terenowe odcinki specjalne w dzień i w nocy, startując w trzech samochodowych klasach – No Limit, Adventure i Challenge (decyduje rodzaj i ilość posiadanych wyciągarek). Trasy OS-ów przebiegają przez lasy, rzeki, góry, bagna, kamieniołomy i poligony. Auta wykorzystywane w tak trudnym terenie są mocno zmodyfikowane pod kątem masy, mocy i zawieszenia. To jak do tej pory największy sukces dziennikarki, który zaliczyła w swoim pierwszym, pełnym sezonie rajdowym.

Dagmara Kowalczyk podczas Poland Trophy Dragon Winch Extreme 2013.
fot. Tomasz Bartkowiak

Najnowsze