Blondynka w sosie ekologicznym

03 stycznia 2011
O tym, że czasem warto jechać na możliwie najwyższym biegu i czerpać z tego przyjemność, przekonuje w najnowszym felietonie nasza "forumowa" Blondynka - Gabriela Czapnik. Jak twierdzi autorka, ekodriving może być fajny. Co więcej, z oszczędnej jazdy - w pewnym sensie - da się czerpać przyjemność.

Modelka Jodie Kidd jako eko-kierowca w Fiacie 500

fot. Fiat

Cała masa programów, filmów i książek o naszej planecie robią swoje. Jakby tego było mało, jest też kumpela, która w tej dziedzinie jest prawdziwą maniaczką. W takim towarzystwie nawet najtwardsi wpadają. Blondynka też wpadła. Do studni ekologii. Ale jak tu być ekologiczną, kochając nad życie swoje cztery kółka, kierownicę i resztę... Całkowita rezygnacja z samochodu absolutnie nie wchodzi w grę, przerzucenie się na autobusy tym bardziej. Więc Blondynka zwana blacharą kombinowała, myślała, szukała, czytała i od dnia 15 listopada 2010 roku została nieoficjalną ambasadorką ekodrivingu. Nieoficjalną, bo z własnej próżności sama nada sobie taki tytuł.

Wyżej wymieniony ekodriving to nie tylko dziesięć złotych zasad. To przede wszystkim myślenie o tym, co robisz na drodze i jak to robisz. Ale również świadomość tego, co przez małe, ledwo zauważalne rzeczy robisz dla siebie i innych. A przecież jeżdżenie po mieście z dozwoloną prędkością przy możliwie jak najwyższym biegu może być miłe dla ucha. Utrzymywanie w miarę stałej prędkości, bez nagłych przyspieszeń i zwolnień też nie jest najgorszym pomysłem. Tak, wiem, czasem aż się prosi mocniej docisnąć prawy pedał, ale możemy to zostawić dla miejsc i pór bardziej do tego przystosowanych. O legalności nic nie wspomnę, bo wiem doskonale, że każdy motomaniak, ma na ramieniu małego diabełka.

Z dbania o swój samochód i o to, co ma pod maską, też chyba nikt nie zrezygnuje. O zgrozo! Mam nadzieję. Na hamowaniu poprzez redukcję biegów (czyli hamowaniu silnikiem - przyp. red.) - zaoszczędzimy. A wyłączając silnik przy dłuższych postojach nie będziemy narażać się przeciwnikom motoryzacji i czasem sąsiadom.

Ekologia ekologią, ale jak tu powstrzymać się przed depnięciem pedału gazu?

fot. Brabus

Zadaniem ambasadorów zazwyczaj jest promowanie tego, czego jest się ambasadorem. I tym też się zajmuję, próbując zarazić ekodrivingiem jak największą liczbę osób. Ale swoje bycie ambasadorką zaczęłam przede wszystkim od wprowadzenia tych zasad w życie - swoje, swojej rodziny i innych bliskich mi, zmotoryzowanych. Dlatego teraz może będę bardziej wiarygodna, jeżeli napiszę, że złote zasady naprawdę działają, a ja wsiadając do samochodu jeszcze szerzej się uśmiecham wiedząc, że nie rezygnując ze swojej, niezbyt ekologicznej pasji, mogę zrobić też coś dla Ziemi.

I jeszcze tylko muszę wypakować połowę swojej szafy z bagażnika, bo podobno każde dziesięć kilo robi różnicę w spalaniu... a ja, jak wiele kobiet, trochę tego towaru ze sobą wożę.

Blondynka z forum Motocaina.pl

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!