Błażusiak, Kajetanowicz, Sonik uhonorowani przez Prezydenta

W poniedziałek, Prezydent RP Bronisław Komorowski, nadał wysokie odznaczenia państwowe osobom, których działalność służy rozpowszechnianiu i promocji sportu.

To szczególne wyróżnienie dla polskiego środowiska motoryzacyjnego, bo nagrodzonymi zostali motocykliści i kierowcy różnych dyscyplin sportów motorowych.

W imieniu Prezydenta odznaczenia wręczył jego doradca, Jan Lityński. Uroczystość miała miejsce w Pałacu Prezydenckim w Warszawie.

Można się tylko cieszyć, bo przedstawiciele różnych dyscyplin sportów motorowych zostali dostrzeżeni i uhonorowani. Cieszy też to, że kilku zawodników to osoby o międzynarodowej sławie, które święcą triumfy za granicą, m.in Tadeusz Błażusiak i Rafał Sonik.

Za zasługi dla rozwoju i upowszechniania sportu odznaczeni zostali:

ZŁOTYM KRZYŻEM ZASŁUGI
Tadeusz BŁAŻUSIAK 
Marek KOPCZYŃSKI 
Maciej WRÓBEL

SREBRNYM KRZYŻEM ZASŁUGI
Jarosław BARAN 
Andrzej BOROWCZYK 
Kajetan KAJETANOWICZ 
Rafał MARTON 
Rafał SONIK 
Arkadiusz SĄSARA 
Michał SZUSTER

Zdjęcia z uroczystości są dostępne na stronie Prezydenta RP – kliknij tutaj.

Najnowsze

Piękne klasyki – Fiat 125 S Samantha

Fiat 125 S Samantha to jeden z mniej znanych modeli firmy Carrozzeria Vignale. Swój styl czerpie z designu wielu kultowych, rajdowych samochodów lat sześćdziesiątych, ale mimo wszystko, znany jest głównie miłośnikom i kolekcjonerom.

Podobnie jak w przypadku niektórych modeli Ferrari, mieszcząca się w Turynie firma Vignale projektowała również modele Fiata w limitowanych edycjach specjalnych, a poza tym prototypy i koncepty przeróżnych samochodów. Alfredo Vignale osobiście naszkicował Fiata Samanthę – chciał stworzyć luksusowe auto typu coupé, które dobrze sprawdzałoby się w dłuższych podróżach. Już samo połączenie kolorów zwiastowało coś niebywale interesującego.

Samantha bazowała na modelu Fiata 125 S, miała taki sam silnik – o pojemności 1.6 litra i 100 KM mocy, ale została wyposażona w piękne nadwozie, stylistycznie nawiązujące do samochdów z lat 60-tych. Wnętrze auto to wyściełane skórą siedzenia, drewniane wykończenia, elektrycznie sterowane okna i nowoczesny system nagłaśniający, który uprzyjemni każdą podróż. Pod koniec lat sześćdziesiątych zostało wyprodukowanych i rozprowadzonych po świecie przez niezależnych sprzedawców około 100 egzemplarzy tego modelu.

Fiat 125 S Samantha to z pewnością nie jedyny taki samochód, reprezentujący styl sprzed prawie pięćdziesięciu lat. Pewne jest, że został stworzony przez włoskich mistrzów – znających dobry smak i elegancję. Jego cena dla kolekcjonerów nie jest wybitnie wygórowana – to „jedyne” 40 000 euro…

Fiat 125 S Samantha

Najnowsze

Riders for Health – pomoc w Afryce dzięki motocyklom

Andrea Coleman kupiła swój pierwszy motocykl na pół roku przed swoimi szesnastymi urodzinami. Chciała w ten sposób uciec przed nudą jednego z londyńskich przedmieść. Teraz, pięćdziesiąt lat później, wysyła motocykle do Afryki, na pomoc potrzebującym mieszkańcom Czarnego Lądu.

Riders for Health, to organizacja, którą Coleman powołała do życia wraz ze swoim mężem Barrym. Zatrudniają 400 osób na całym świecie i mają do dyspozycji 1700 pojazdów w Afryce, dzięki czemu mogę polepszać bytowanie i zmieniać lokalną służbę zdrowia dla 14 milionów ludzi.

O pomyśle pewnej Hiszpanki „Healthy by Motorbike” również niosącej pomoc na motocyklu w Kenii dowiesz się tu.

Partnerami inicjatywy Coleman są zarówno rządy jak i organizacje pozarządowe, która pomagają w organizacji pojazdów, sprzętu, jak również w szkoleniu kierowców. Statystyki są imponujące: zmotoryzowani i przeszkoleni kierowcy mogą dotrzeć do sześciu razy więcej ludzi, niż ci specjaliści, którzy poruszają się pieszo. Dzięki temu motocyklowi medycy mogę spędzić w danej społeczności dwa razy więcej czasu. Rezultatem jest, że ok. 2,9 miliona ludzi więcej otrzymało pomoc medyczną w ubiegłym roku.

Coleman dysponuje różnymi pojazdami, ale najwięcej z nich to jednoślady, pośród których wielu kierowców przygotowanych do udzielania pomocy medycznej, to kobiety. Riders for Helath jest w posiadaniu wszystkich pojazdów przeznaczonych do pierwszej pomocy w Gambii – w tym 38 ambulansów. Coleman zatrudnia również muzułmanki, które strój roboczy nakładają na swój strój tradycyjny.

Andrea Coleman

Jednak pomimo sukcesów, jakie w Afryce odnosi organizacja, Andrea Coleman przyznaje, że transport nie jest ulubionym tematem dyskusji dotyczących niesienia pomocy medycznej. Coleman mówi o swojej organizacji, że reprezentuje ona „tłuste ręce”, praktyczną część medycyny. Jej zdaniem logistyka ma ogromne znaczenie:
– Musisz najpierw wszystko sobie przygotować, musisz być w stanie dotrzeć do ludzi i przede wszystkim musisz wiedzieć, ile to wszystko kosztuje – mówi Andrea. I dodaje: – Nie mieliśmy zielonego pojęcia na temat zdrowia na świecie, kiedy zaczynaliśmy naszą działalność. Nigdy nie miałam do czynienia z tematem zdrowia na poziomie międzynarodowym, ale jestem pewna, że robimy coś naprawdę praktycznego. Nie ma sensu wydawać milionów dolarów na badania nad nowymi lekami, jeśli nie ma się sposobu, aby te leki dostarczyć do potrzebujących.

Transport jest tym, co Riders for Helath robi najlepiej. W Gambii w 2011 roku trzy razy więcej pacjentów zostało przewiezionych do szpitali dzięki ambulansom kierowanym przez pracowników organizacji. W Lesotho dzięki motocyklom skrócił się czas potrzebny na przekazanie wyników badań do lokalnych centrów zdrowia. Organizacja pracuje nad tym, aby wzmocnić system ochrony zdrowia w zakresie profilaktyki i kontroli malarii, HIV/Aids i tuberkulozy a także w zakresie szybszego transportowania kobiet do porodu.

Andrea Coleman nigdy nie przypuszczała, że będzie zarządzać organizacją niosącą pomoc ludziom w Afryce. Jej rodzina to sami motocykliści, więc zrozumiałe jest, skąd czerpała pasję i inspirację. Za mąż wyszła za motocyklistę – doświadczonego zawodnika i laureata zawodów motocyklowych, Toma Herrona. Małżonkowie doczekali się córek bliźniaczek – Kim i Zoe, które urodziły się w 1976 roku. Jednak rodzinna sielanka nie trwała długo, bo dwa i pół roku po narodzeniu się dziewczynek Tom zginął w wypadku motocyklowym.

Evita i motoryzacja mają coś wspólnego? Okazuje się, że tak – o szkole dla pielęgniarek jeżdżących Jeepami w Argentynie przeczytasz tutaj.

Życie Andrei zmieniło się w ciągu jednej krótkiej chwili:
– To jest tak, że żyjesz swoim życiem, krzątasz się w domu, jeździsz po zakupy, opiekujesz się dziećmi i nagle wydarza się coś niespodziewanego, co to wszystko przecina. Nie umiesz sobie tego wyobrazić, nie wiesz, jak masz o tym powiedzieć dzieciom – powiedziała Andrea.

Andrea zgodziła się na współpracę z kierowcą wyścigowym Randym Mamolą w zbieraniu środków na pomoc dzieciom. Pojechała do Zimbabwe, aby zobaczyć w jaki sposób są wydawane te pieniądze. Kiedy zobaczyła jak mąż odwozi na taczkach do szpitala swoją ciężarną żonę, zrozumiała, że same pieniądze niczego tu nie zmienią. Razem z Barrym, drugim mężem, założyli organizację Riders for Health.

Mimo niechęci jaką czuła do motocykli, które odebrały jej męża i rodzinne szczęście, postanowiła działać, łącząc pomoc medyczną z transportem na kołach. Riders for Healśth powiększają swój przychód podczas charytatywnych imprez na torze Silverstone. Włoski mistrz dwóch kółek, Valentino Rossi, przekazał organizacji ćwierć milion funtów – z własnej kieszeni.

– W jakiś sposób jestem dumna z tego, co robię – mówi Andrea Coleman. – Wydaje mi się, że motocykl i związane z nim sporty, to tak naprawdę jedyna droga do realnej pomocy ludziom, która może odmienić ich życie.

Trochę czasu upłynęło, zanim rządy niektórych afrykańskich państw przekonały się, co do tego, że warto wspierać organizację Riders for Health, nie tylko słowem, ale i czynem, czyli finansami. Riders for Health jest samowystarczalne w 46% i za darmo pomaga tam, gdzie nikogo nie stać na opłacenie pomocy medycznej, jak to ma miejsce przy okazji pracy z kobietami, u których stwierdzono HIV lub Aids. Wszelkie profity zasilają organizację i w ten sposób umożliwiają niesienie pomocy najbiedniejszym.

– Nie możemy w krajach wysoko rozwiniętych po prostu szkolić ludzi do brania pieniędzy, tak samo jak nie chcemy w miejscach takich jak Afryka czy Indie przyzwyczajając ludzi do tylko i wyłącznie brania. Uważamy to za niewłaściwe. Model pracy jaki mamy określa się mianem przedsiębiorstwa społecznego. Przed nami nikt czegoś takiego jeszcze nie robił albo może nie chciał robić. Jeśli zmienimy tor naszego postępowania będziemy musieli zawrócić z obranej przez nas drogi – podkreśla Andrea.

Andrea Coleman w październiku tego roku została uhonorowana tytułem Woman of the Year – nagrody przyznawanej kobietom wybitnym za ich działalność na różnych polach.

Baronowa Helena Kennedy, która przewodniczy kapitule nagrody, mówi o Andrei, że jest ona osobą niezwykle inspirującą, która wszystko osiągnęła ciężką pracą i determinacją oraz swoją motocyklową pasję przekuła w odnoszący sukcesy program społecznej pomocy.

Źródło: Independent

Najnowsze

Kobiety w F1 za mniej niż 5 lat – uważa Frederique Trouvé

Oto ciekawa wypowiedź Frederique Trouvé, która pełni funkcję menedżera FIA GT, Touring Car i jest w komisji Truck Racing od 2001 roku. Jest jedną z niewielu kobiet, które na bieżąco obserwują zmiany dotyczące udziału kobiet w sportach motorowych.

Frederique Trouvé
fot. FIA

Frederique Trouvé pełni funkcję menedżera FIA GT, Touring Car i jest w komisji Truck Racing od 2001 roku. Jest magistrem prawa sportowego i ekonomii, a w ostatnich latach została zaangażowana w organizację, która skupia przedstawicielki Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego oraz wiele przedstawicielek różnych sportowych, szwajcarskich federacji – Network for Women in International Sport w Lozannie.

Oto co powiedziała dla magazynu In Motion wydawanego przez FIA.

– Wierzę w to, że w przyszłości w wyścigach Formuły 1 będziemy mieli kobiety-kierowców. Ale to nie stanie się szybko, jak za dotknięciem magicznej różdżki, musimy nad tym pracować, musimy wspierać te dziewczyny, dawać im okazje do sprawdzania swoich umiejętności, a przede wszystkim musimy znaleźć te właściwe kobiety. Teraz jest dobry czas na poszukiwania, ale na tym nasza praca się nie kończy, bo musimy jeszcze przekonywać zespoły, aby chciały stworzyć specjalne programy wspierające rozwój i umiejętności takich zawodniczek.

Jest wielu potencjalnych sponsorów, którzy są zainteresowani inwestowaniem w wyścigi, w których startowałyby kobiety. Dlatego właśnie myślę, że to jest możliwe. Spoglądając na wyścigi, które odbywają się w Stanach Zjednoczonych, zauważymy, że są kobiety, które świetnie dają sobie radę np. Danica Patric czy Simona de Silvestro. One uprawiają naprawdę trudne ściganie samochodami, których prowadzenie to nie jest bułka z masłem. Dla mnie są przykładem na to, że wszystko jest możliwe i ich działalność pogłębia moją wiarę w to, że kiedyś zobaczymy kobiety w F1.

Musimy przemyśleć, jakich środków użyć, aby pomóc kobietom nie tylko startować w F1, ale i zajmować wysokie lokaty.

To, że do tej pory było tak mało zawodniczek w F1 (przyp. red. – o kobietach w F1 pisałyśmy tutaj) jest uzależnione od wielu czynników. Chociaż są kobiety, która mają spore sukcesy np. w kartingu, to sporty motocyklowe wydają się być wciąż nieprzychylne i mało otwarte dla zawodniczek. Tu musi im wyjść naprzeciw FIM, a w sportach samochodowych FIA i pokazać, że w sportach motorowych jest miejsce dla kobiet i mogą robić w nich karierę.

Musimy też zmienić nastroje i nastawienie, nie tylko wewnątrz naszych sportowych struktur, ale musimy przekonać do sportu motorowego dla kobiet rodziców i ich córki. Musimy im pokazać, że wszystko jest możliwe.

W obecnej chwili zespoły F1 nie są zainteresowane kobietami kierowcami ani ich udziałem w F1, bo kierownicy większości ekip wywodzą się jeszcze z epoki męskiej dominacji w sporcie motorowym. Ale myślę, że to się zmieni i wydaje mi się, że zmiany zajmą mniej niż pięć lat. Jestem tego pewna. W kartingu startuje coraz więcej kobiet, ale nadal są rzadkością w porównaniu z chłopcami.

Od redakcji: również mamy nadzieję, że sytuacja ulegnie zmianie, jednak – w naszej ocenie – może to zająć więcej niż 5 lat…

Źródło: In Motion

Najnowsze

SuperEnduro w Łodzi – relacja, wywiady z zawodniczkami, galeria

W niedzielę w Łodzi odbyły się kolejne Mistrzostwa Świata w SuperEnduro. Po raz pierwszy publiczność mogła podziwiać umiejętności i waleczność zawodniczek.

Zdjęcia zawodniczek podczad rywalizacji i na podium zobaczysz tutaj.

Pełna galeria zdjęć z MŚ z udziałem liderów tej dyscypliny, w tym Tadeusza Bałżusiaka obejrzysz tu.

Biorąc pod uwagę, że tor był bardzo trudny, a sekcja kamieni sprawiała problemy nawet najlepszym zawodnikom płci brzydkiej, to dziewczyny naprawdę pokazały klasę. Najlepsza okazała się Jane Daniels z Wielkiej Brytanii, która zrobiła aż 6 okrążeń w czasie nieco lepszym od Sandry Gomez z Hiszpanii. Najlepsza Polka – Ania Wygachiewicz – uplasowała się na szóstej pozycji.

Start klasy kobiet w Mistrzostwach Świata SuperEnduro 2013 w Łodzi.
fot. Marcin Kaliszka

Wyniki: finał kobiet

1. Jane Daniels (Husqvarna) 6 okr, 8:22.149;

2. Sandra Gomez (Husaberg) 6 okr, 8:30.238;

3. Louise Forsley (KTM) 6 okr, 9:11.189;

4. Emma Bristow (Sherco) 6 okr, 9:33.138;

5. Maria Franke (Kawasaki) 6 okr, 9:48.922;

6. Anna Wygachiewicz (KTM) 3 okr, 8:27.181;

7. Toni Jardine (KTM) 3 okr, 9:23.156;

8. Natalia Śniady (KTM) 3 okr, 11:19.447

Podium klasy kobiet kobiet w Mistrzostwach Świata SuperEnduro 2013 w Łodzi.
fot. Marcin Kaliszka
Jane Daniels wygrała MŚ Kobiet SuperEnduro jadąc na Husqvarnie.
fot. Marcin Kaliszka

Szkoda, że ze względu na przygotowania do Dakaru nie dotarła do Łodzi Laia Sanz, wielokrotna Mistrzyni w trialu, enduro oraz super enduro. Ciekawe jak wyglądałaby walka między czołowymi zawodniczkami. W klasyfikacji generalnej do tej pory Laia zajmowała pierwsze miejsce mając na swoim koncie 134 pkt. Po niedzielnych zawodach Jane Daniels wyszła na prowadzenie.

Jane, to było naprawdę niesamowite! Z wielką przyjemnością wszyscy oglądaliśmy jak radzisz sobie na torze.
JD: Dziękuję, nie było lekko.

To Twoje pierwsze zawody w Polsce, jak Ci się podoba, jak oceniasz przygotowanie toru?
JD: Jest strasznie zimno! A co do toru, był naprawdę dobrze przygotowany, najpierw opony, później sekcja kamieni, gdzie utknęło sporo dziewczyn. Był to odcinek bardzo techniczny – ale przecież nie może być zbyt prosto!

Wiesz, że panowie z licencją B zrobili 5 okrążeń a Ty 6?
JD: O, haha nice!

Bierzesz udział w zawodach poza SuperEnduro?
JD: Zimą jeżdżę tylko cykl zawodów Super Enduro w hali, a latem Mistrzostwa Świata Enduro oraz Mistrzostwa Enduro w rodzinnej Anglii.

Startujesz w zawodach hard enduro typu „From See To Sky”?
JD: Startuję w Erzberg Rodeo i nie mamy wystarczających finansów na zawody typu „From See To Sky”, chciałabym wystartować we wszystkich, ale na tę chwilę jednak skupiam się na cyklu Mistrzostw Świata Enduro.

Louise Forsley zajęła 3 miejsce w klasie kobiet startując KTM-em.
fot. Marcin Kaliszka

Jakie plany na przyszły rok, na przyszłość?
JD: Jeździć, jeździć i jeszcze raz jeździć – a z tych najbliższych, to kolejne Mistrzostwa SE, które odbędą się w lutym we Francji.

Wybacz, że pytamy, ile masz lat i jak długo jeździsz?
JD:  Mam 19 lat i jeżdżę od 12 roku życia, więc w sumie 7 lat.

Dosiadasz nowej Husqvarny, jak Ci się na niej jeździ?
JD: Jest naprawdę świetna i nie mówię tu tylko o jej wyglądzie, jeździ się na niej rewelacyjnie!

Bardzo dziękujemy za rozmowę i powodzenia podczas kolejnych Mistrzostw!
JD: Również dziękuję.

Ania Wygachiewicz zajęła 6 miejsce – musiała po drodze pokonać wymagającą sekcję kamieni.
fot. Marcin Kaliszka

W Polsce SuperEnduro nie jest zbyt popularne wśród kobiet, mamy nadzieję, że się to wkrótce zmieni dzięki osobom takim jak Ania Wygachiewicz.

Cześć Aniu, gratulacje ukończenia tak trudnych zawodów. Jak Ci się podobało, jak oceniasz tor?
AW: Dziękuję. Tak, tor był trudny, może nie cały, ale sekcja kamieni była naprawdę ciężka. Pozostałe elementy były ok, jak to w Super Enduro, ale traciłam dużo energii na kamieniach i resztę jechałam dość asekuracyjnie.

Czy były to Twoje pierwsze zawody SE? Czym jeździłaś wcześniej?
AW: Tak, to moje pierwsze zawody na motocyklu typu enduro! 4 dni temu dostałam od sponsora KTM freeride, wcześniej jeździłam tylko w trialu. Więc właściwie miałam 4 dni na przyzwyczajenie się do kompletnie innego sprzętu.

Dziewczyny miały sporo przewrotek na kamieniach, mocno się poobijałaś?
AW: Standardowo, czyli parę siniaków na rękach, trochę boli mnie żebro i takie tam pierdoły, ale nic poważnego.

Jechałaś na dość nietypowym sprzęcie – KTM Freeride, jak wrażenia?
AW: Motocykl jest fantastyczny, jest to 250-tka, waży 92 kilogramów, jest wąski w kanapie, prowadzi się po prostu wspaniale, idealny motocykl dla niewysokich osób. Nie mam doświadczeń z motocyklami enduro, ale dla osoby uprawiającej trial, jest to niewątpliwie super sprzęt i polecam tym, którzy chcieliby poćwiczyć technikę.

Miałaś jakieś doświadczenia z SE w przeszłości?
AW: Były to moje pierwsze zawody na motocyklu enduro, nie licząc SE w Mysiadle w 2012, gdzie jechałam na swoim trialu. Ale jest to zupełnie coś innego, na trialu takie przeszkody są czymś normalnym, ale w enduro, liczy się również szybkość, do której nie jestem przyzwyczajona.

Jakie plany na przyszłość?  Zostajesz przy trialu czy chciałabyś dalej próbować sił w SE?
AW: Bardzo podoba mi się ta dyscyplina, więc czemu nie! Jestem tu dzięki Rapid Motocykle z Poznania, od którego dostałam KTM oraz Automobilklub Polska, który umożliwił mi start. Gdyby znalazł się sponsor, to na pewno chętnie będę kontynuować starty w SE.

Jak to się stało, że zaczęłaś jeździć?
AW: Motocykle uwielbiałam od zawsze, ale w pewnym sensie zaczęło się od mojego chłopaka, który jest mechanikiem. Udało nam się kupić triala i od tamtej pory jeżdżę. Zaczynałam w 2004 roku, nie było wtedy zbyt dużego wyboru, więc lekki trial był na ten czas idealny.

Od ilu lat startujesz?
AW: W sumie mam za sobą 8 lat startów na trialu w Pucharze Polski i Mistrzostwach Polski.

Myślisz, że klasa kobiet w SE w Polsce ma szansę na rozwój?
AW: Tak, trzeba to tylko zacząć promować. Kobiety mają więcej rozumu niż faceci. Światowa czołówka kobiet, którą tu oglądaliśmy, nie jedzie „na wariata”, one jeżdżą technicznie, spokojnie, ale skutecznie. Kobiecie może dłużej zajmie wytrenowanie pewnych rzeczy, ale potem jest skuteczniejsza. Panowie nadrabiają swoją ambicją, która często ich gubi i wprowadza chaos. Mam nadzieję, że kiedyś zmieni się zabobon, że w facetów lepiej inwestować, bo mają więcej siły i szybciej osiągają wyniki.

Czym się zajmujesz w życiu prywatnym?
AW: Kończę studia – ochrona środowiska – będę sprawdzać maty ekologiczne podczas zawodów.

Bardzo dziękujemy za rozmowę i powodzenia w przyszłych startach!
AW: Dziękuję i do zobaczenia.

Anna Wygachiewicz śmiało przejeżdza sekcję kamieni podczas Mistrzostwach Świata SuperEnduro 2013 w Łodzi.
fot. Marcin Kaliszka

Najnowsze