Bezołowiowa krew - felieton Doroty Androsz

08 września 2010
1
Tego faktu nie da się ukryć. Jesień. Jest. Mój układ hamulcowy pozwolił sobie na wydłużenie drogi hamowania. Droga hamowania zawsze wydawała mi się bardziej pasjonująca niż sam wypadek. Chyba, że wynik powypadkowy ma w sobie nutkę sztuki kubistycznej. W związku z powyższym postanowiłam się do czegoś przyznać.

rys. J. Wieczorek
Sprawa jest delikatna. Poznałam wirtuoza reklamy, złotoustego znawcę promocji. Słuchając go ma się wrażenie, jakby się nieprzerwanie jechało drogą „ROUTE 66". Na początku myślałam, że podaje mi na przywitanie rękę, w rzeczywistości była to opona. Kilkanaście godzin przed zdarzeniem, zasypiając nad szklaneczką Bourbon'u, nawet nie przeszło mi przez myśl, że może to być mój ostatni wschód słońca, że po raz ostatni czuję słodycz procentów na kubkach smakowych. Coś mnie dziabnęło w szyję, na początku myślałam, że to mało szkodliwy, upierdliwy komar, ale nie, to był On. To był Sprzedawca. Nie wiem, dlaczego wybrał mnie, może za szybko wyjawiłam pragnienie posiadania i na długim podnośniku głowy moja żyła główna tak wyostrzyła swoją obecność, że przylgnął do niej jak olej do silnika. W wyniku ukąszenia zamiast uciążliwego swędzenia na bladej szyi poczułam nieposkromioną potrzebę zamoczenia ust w złotej cieczy. Cieczy, która ruszy mój mechanizm napędowy. Cieczy, która po wlaniu do baku przeniesie energię z serca do kończyn. Cieczy, która poprzez reakcję z tlenem spali się w krótkim cyklu, szybko i równomiernie. Cieczy, która napełni 64 litrowy zbiornik i sprawi, że serce usytuowane oczywiście w tylnej części zabije mocniej i ruszy z kopyta przyspieszając do setki w zaledwie 3, 7 sekundy. Cieczy, która nada tempo 530 koniom mechanicznym. Stałam się wampirem. Nie takim, który sączy paliwo grupy „A", „B", „AB", „0", o smakowym współczynniku RH plus lub minus. Stałam się wampirem, który czuje smak życia jedynie w odwołaniu, do 911 GT2. Nic na to nie poradzę.

Zostałam zassana, wessana do wyrafinowanego wnętrza pełnego skórzanej precyzji.  Wtapiając się w sportowe siodło kubełkowe ze składanym oparciem poczułam, że jestem w stanie bezpieczne utrzymać podniecony do granic wytrzymałości korpus. Gdy pomyślałam, że zaraz rozpędzę się od 0-160 km/h w zaledwie 7, 4 sekundy, krew stanęła mi dęba. Nieśmiało wyciągnęłam rękę w kierunku manualnej skrzyni biegów z ilością przełożeń w magicznej liczbie 6 i gdy chwilę później oddalam się degustacji przełożeń, natychmiast doświadczyłam smaku hematologicznej precyzji. Przy maksymalnej prędkości 329 km/h zabite komary siłą podmuchu powietrza same zlizywały się z przedniej szyby. Tragizm sytuacji wyostrzało światło moich przenikliwych lamp wyładowczych Bi-xenon, o jakości przypominającej światło dzienne. Moszcząc się w czarnym pełnym elegancji kokpicie czułam, że pędząc zbyt szybko na zbyt kanciastych słowiańskich drogach łamie konwencję, ale wiedziałam również, że myślenie o złamanych przeze mnie przepisach jest zbyt schematyczne dla mojego nowego wcielenia i, że w zaistniałej sytuacji przekraczanie granic jest nawet wskazane. Układ oddechowy mój i nowiutkiego 911 GT2 zlał się w jedno. Otulało mnie ciepło basowego brzmienia dźwięku. Stopiona w jedno z lekką konstrukcją, wchodziłam w zakręty serwując sobie ekstremalne przeciążenie boczne, czując przy tym, że wykonuję manewry zwinnie i lekko jak siekacze zwycięzcy konkursu Chopinowskiego. Z żyły głównej wyssało ze mnie drapieżnie średnio 13 litrów na setkę, ale fakt ten zrekompensowało przyjemne warczenie serca.

Długość 4469 mm. Szerokość 1852 mm. Wysokość 1285 mm. Cena 230937 Euro.

Mówiłam o ostatnim wschodzie słońca? Mówiłam o ostatniej szklaneczce Bourbon'u? Mówiłam, że podczas jazdy próbnej wbiłam Porsche w osikowy kołek?

Komentarze

Kazik
09 września 2010 12:01
Haha! Dobry tekst! Ubawilem sie po pachy :)