Bentley – jak tworzą dzieło sztuki! Film

Jak artyści tworzą swoje prace? Zwykle w skupieniu i bez pośpiechu. Patrząc na proces tworzenia nowego Bentleya Mulsanne nie mamy wątpliwości. To dzieło sztuki!

Przed wami film pokazujący pracę manufaktury Bentleya w Crew. To niezwykle budujące, z jaką miłością -0  w dobie produkcji taśmowej – można podchodzić do projektowania samochodów i ile pietyzmu, czy dbałości o szczegóły wkładać w ich produkcję. Okazuje się, że pracownikom fabryki zajeło 125 godzin stworzenie szkieletu Mulsanne, a ile dni poświęcono na efekt końcowy? Warto posłuchać opowieści Ashleya Wickham’a – szefa projektu Mulsanne. 

Najnowsze

Jakie auto kojarzy się z Walentynkami?

Z okazji najbardziej miłosnego miesiąca roku zapytano Polaków, jakie auto najbardziej kojarzy się im z Walentynkami. Okazuje się, że najbardziej romantycznym autem jest VW New Beetle, powszechnie znany jako „Garbus".

Czy jest coś takiego, jak miłosny samochód? Pytanie, co Wam teraz przeszło przez myśl 😉 Chodziło nam raczej o skojarzenie z romantyzmem i Walentynkami. Zwykle wymienia się zabytkowe, retro pojazdy połyskujące chromem oldtimery, lub auta uznawane powszechnie za kultowe. Takim bez wątpienia jest właśnie legendarny chrabąszcz; czy w wersji sprzed pięćdziesięciu lat, czy sprzed lat pięciu, nadal ma rzesze miłośników i wielkich pasjonatów.

Jego kształt i charakter budzą sympatię. Jednak bez względu na to czy jesteśmy jego posiadaczami, czy nie, VW „Garbus” kojarzy nam się po prostu z Walentynkami! To właśnie ten model wskazywany był najczęściej przez ankietowanych Polaków.

Samochód dla zakochanych
fot. VW

Już sama marka Volkswagen według Polaków budzi walentynkowe skojarzenia (16% ankietowanych). Do romantycznych aut należy również Mercedes (10%) i Audi (8%). Zwolennicy Mercedesa nie wskazywali konkretnego modelu, zwolennicy Audi – najczęściej A4 i A6.

Wyboru Volkswagena (w szczególności Volkswagena „Garbusa”) dokonywali częściej mężczyźni. Wskazania respondentów były zróżnicowane także ze względu na ich wiek. Ludziom młodym, w wieku 18-24 lat, najbardziej z Walentynkami kojarzy się marka Audi (13%). W grupie osób dojrzałych (25 – 54 lat) na pierwszym miejscu uplasowała się marka Volkswagen (25%). Osoby po 55 roku życia, za najbardziej romantyczne auto uznały Mercedesa.

Według respondentów badania przeprowadzonego na zlecenie mobile.eu, romantyczne auto powinno być w kolorze czerwonym, tak wskazało 41% ankietowanych, wśród nich częściej kobiety. Z Walentynkami kojarzy się także samochód czarny (10%) lub srebrny (7%). Okazuje się, że ważne jest także, by „walentynkowe auto” było wygodne i przestronne (tak wskazało 7% ankietowanych), zgrabne (6%) i ładnie wykończone (5%). 

Jeśli chciałabyś posiadac lidera romantycznych aut, to przykładowo, na mobile.eu można znaleźć wiele ofert sprzedaży „walentynkowych aut”: VW New Beetle 2 500 ogłoszeń i 560 ofert dawnej wersji popularnego „Garbusa”.

Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie internetowego rynku pojazdów – mobile.eu, przez IQS QUANT na próbie 1000 osób. Badanie przeprowadzono w dniach 26-27 stycznia 2010 r.

Najnowsze

GM projektuje nie tylko samochody – film

Jeśli General Motors kojarzy wam się tylko z samochodami, spekulacjami na temat kondycji marki zza oceanu dotyczącymi przyszłości firmy i nową Astrą, pora byście poznały Robonaut'a 2. To nie nowy, koncepcyjny model samochodu, a stworzony wspólnie z NASA robot.

Czy dzięki niemu będziemy podróżować bezpieczniej?
fot. NASA, GM

Choć Barack Obama zlikwidował budżet na załogowe wyprawy na księżyc, NASA i GM nie poddają się i dzielnie pracują nad Robonautem 2 – maszyną, która dzięki swej sprawności manualnej i sile, jest w stanie zastąpić człowieka w wielu czynnościach, a nawet ruszyć w kosmos by odkryć to, czego nam, ludziom, nie udało się jeszcze zobaczyć. Konstrukcja robota jest kontynuacją zapoczątkowanego 10 lat temu projektu, którego pierwszym dzieckiem był niewykorzystany nigdy na szeroką skalę robot – Robonaut.

Z Robonaut’em 2 ma być jednak zupełnie inaczej. Zmyślny robot być może nie tylko zostanie astronautą, ale i przysłuży się rozwojowi technologii służących naszemu bezpieczeństwu w samochodach. Roboty mają być wykorzystywane tam, gdzie zagrożenie dla ludzkiego życia jest zbyt wielkie. Mogą więc testować nowe systemy, sprawdzać bezpieczeństwo konstrukcji aut i kontrolować ich wpływ na nas, ludzi. Wszystko w trosce o lepszy świat, ekologię i bezpieczeństwo.

Przygoda z robotami to nie pierwsze kroki we współpracy NASA i GM. W latach 60. producent samochodów brał udział w konstruowaniu pojazdu Lunar Rover, który w misjach kosmicznych wykorzystywany był jako środek transportowy. 

Najnowsze

Megane CC – letnia pokusa

W słoneczne dni marzymy o przejażdżce kabrioletem, a w zimowe wieczory o tym, by nadszedł czas na ciepłe, letnie dni. O przyjemnym powiewie we włosach myślimy właściwie cały rok. Teraz Renault dostarcza nam kolejnej pokusy z otwartym dachem - oto Megane CC. Czy zostanie hitem lata 2010?

Nowy hit lata 2010?
fot. Renault

Już na marcowym salonie w Genewie nowe Megane coupe-cabrio będziemy mogły obejrzeć na żywo i choć do premiery nowego dziecka Renault jeszcze kilka tygodni już teraz sporo się o nim mówi, a wszystko brzmi bardzo zachęcająco.

Czteromiejscowe, zgrabne coupe w ciągu zamieniać się będzie w piękne cabrio. Dach samochodu, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami producenta, jest cały przeszklony i, podobnie jak we wcześniejszej wersji Megane CC, będzie składał się automatycznie do bagażnika przy pomocy siłowników elektrohydraulicznych . Podczas jazdy powyżej 90 km/h zza tylnych zagłówków wysuwać się będzie niewielka szyba, redukująca hałas i ruchy powietrza w samochodzie.

Nowe Megane dostępne będzie w siedmiu opcjach silnikowych (w zależności od kraju sprzedaży) m.in. w 2-litrowym silniku benzynowym, 110-konnej jednostce 1,6 l, 1,4-litrowym silniku TCe Turbo oraz w silnikach diesla o mocy od 110 do 160 KM.

Sprzedaż tej samochodowej obietnicy lata rozpocznie się zaraz po genewskich targach i choć trudno wyrokować o jej poziomie, naszym zdaniem auto zapowiada się na prawdziwy hit. Argumentem za wyborem akurat tego kabrioleta może być spory w tej klasie bagażnik (417 litrów przy coupe i 211 litrach przy złożonym dachu). Auto oferuje jednak najważniejsze: letnie słońce na twarzy i ciepły wiatr we włosach. Czego więcej chcieć?

Najnowsze

Jestem motoholiczką!

"Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że będę jeździć motocyklem, zwiedzać pół świata z perspektywy dwóch kółek, kazałabym mu popukać się w czoło... Tak było 5 lat temu. Teraz mogę się przyznać. Mam na imię Roksana. Mam 23 lata i jestem motoholiczką" - pisze nasza czytelniczka ze Szwajcarii.

fot. z archiwum Roksany Rybickiej

Uważacie, że to żaden wyczyn? No tak, z perspektywy czasu patrzy się inaczej. Kiedy zaczynałam jeździć, nikt nie podał mi pomocnej ręki. Choć moja przygoda z jednośladem zaczęła się w XXI wieku, to ludzie okazali się nastawieni bardzo stereotypowo. Kobieta na motocyklu jest nadal w polskich realiach czymś powiedzmy… mniej normalnym. Na szczęście jesteśmy na etapie przejściowym i ten dyskryminujący tok myślenia się zmienia. Na drogach widać coraz więcej kobiecych sylwetek dosiadających motocykle, a subtelny kolor lila-róż coraz rzadziej dziwi na ulicach miast.

Tor Poznań i moja przemiana
Moja motopasja wzięła się z potrzeby wolności; pierwszym pojazdem dwukołowym był niebieski skuterek. Któregoś dnia los chciał, że nadażyła się okazja pojechać na tor w Poznaniu. Będąc praktycznie „zielona”, skorzystałam z okazji; miała to być kolejna ciekawa przygoda. Skuterem to za daleki dystans, więc zdecydowałam się na innego rozwiązanie. Pierwsza moja podróż jako plecaczek była długa i męcząca. Ukojeniem stało się dotarcie do celu… To niesamowite, kiedy stajesz na płycie toru, czujesz tę adrenalinę i podniecenie wszystkich dookoła. Wtedy jeszcze sama nie prowadziłam motocykla, ale zrodził się w mojej głowie pomysł, który zaczął nabierać kolorów, by wreszcie stać się na tyle barwny, że aż realny… 

Nie miałam nigdy łatwo i przechodziłam trudne chwile. Przyszedł taki czas, kiedy z bezradności siedziałam kolejny dzień nad szklanką wódki z sokiem pomidorowym i nie wiedzialam, co dalej… W młodym wieku poczułam się nagle strasznie stara i zmęczona życiem. Byłam kompletnie sama. Czułam, że muszę wyjechać i osiągnąć swoje marzenia, a siedząc nadal na starych brudach wciąż odgrzebując wspomnienia, nigdzie nie zajdę. W głowie powrócił obraz toru w Poznaniu, usłyszałam dźwięk silników i zobaczyłam siebie.

fot. z archiwum Roksany Rybickiej

Moim pierwszym motocyklem był Suzuki Bandit. Kupiłam go od znajomego, więc z zaufanego źródła; wiedziałam, że był już po przeróbkach, a ja z biegiem czasu sama coś dokładałam, ulepszałam lub poprostu wymieniałam. Kiedyś stanęłam nad nim i nadziwić się nie mogłam, że tyle czasu jeździłam na takim składaku i nie spowodowałam wypadku. Z sentymentu został sprzedany dopiero niedawno, bo nigdy mnie nie zawiódł. Był moim ukojeniem i lekiem na całe zło. W ciągu 3 lat zrobiłam na nim 40 tys. kilometrów po polskich drogach. 

Ja chcę jeszcze!
Wiadomo jak to jest, a przynajmniej wiedzą Ci, co czują wiatr we włosach i moc w prawej ręce – z czasem chce się więcej. Całe życie czekałam na moją Bajkę. Na motocykl, który pod każdy względem będzie do mnie pasował. Życie, los, przeznaczenie… zawsze było na „nie”. Teraz miało się spełnić moje marzenie.

Przez jakiś czas miałam okazje rozkoszować się jazdą na Suzuki Hayabusie 1300 K8, jednak ten motocykl to – chcąc nie chcąc – trzeba przyznać, duża krowa. Jest to turystyk w ubraniu sporta i na takie trasy jakie obecnie przemierzam, nie jest dla mnie odpowiedni.

Mieszkam w Szwajcarii. Miliony zakrętów, kilkadziesiąt przełęczy, raj dla motocyklistów. To doskonałe miejsce na dokonalenie swoich umiejetności technicznej jazdy na drodze publicznej. Tutaj, jak każdy potwierdza, na nowo uczysz się jeździć. Ja również dostałam mocno po twarzy, kiedy zaliczałam pierwszą trasę na przełęcz St. Gotthard Hayabusą. Już wtedy wiedziałam, że nowy, zwinny motocykl to priorytet. Z wyborem nie było zbytnio problemu. Moje życie się zmieniło, więc mogłam pozwolić sobie na kupno motocykla, do którego wzdychałam. 

fot. z archiwum Roksany Rybickiej

Dziewięć miesięcy temu w moim garażu, z piękną czerwoną wstążką stała już ona – moja nowa Suzuki GSX R750 K9. Cieszyłam się jak dziecko, jak mała dzieczynka z pierwszej lalki Barbie, jakby ktoś oddał mi moją brakującą część. Dziś nadal jestem przepełniona euforią. To kolejny etap mojej samorealizacji.

Pomimo obolałych, nieprzyzwyczajonych do nowej pozycji pleców, rąk, kolan, codziennie siadałam na moją Bajkę i przejeżdżałam chociażby parę kilometrów, by poznać ją jak najlepiej. Motocykle, na których jeździłam do tej pory, były przecież zupełnie inne. Nie jest tak, że każde dwa kółka prowadzi się tak samo. Każda maszyna ma swój chrakter i swoją specyfikę. Motocykl sportowy wymaga już jakiegoś doświadczenia, jednak pomimo „jakiegoś”, uczyłam się na nowo. To zupełnie inna Bajka – tak ją nazywam. 

Mój motocykl ma duszę
Nie będzie tu chyba żadnym zaskoczeniem dla nikogo jeśli napiszę, że traktuję mój motocykl osobowo. Dla mnie ona ma duszę. Kiedy jadę, liczę się tylko ja, motocykl i droga. Muszę go czuć i poznać jak najdokładniej. Jazda ma być przyjemnością, więc nie mogę pozwolić sobie na niepewność. Polepszanie techniki jazdy jest dla mnie w tej chwili priorytetem.

Skoro spełniło się już jedno marzenie, to chcę brnąć dalej i być może kiedyś wystąpić w zawodach, być może dostać się do jakiegoś teamu. Wiem, że droga przede mną trudna, daleka i finansowo nadal niedostepna, a czas ucieka. Wszystko jednak jest możliwe. Tak samo możliwe jak kobieta na motocyklu, jak kobieta zajmująca się mechaniką, jak kobieta posiadająca tyle samo wiedzy w sprawach motoryzacji, co mężczyzna, a nie jednokrotnie większą. Wystarczy chcieć i wierzyć w siebie. Tego życzę kobietom, które kochają motocykle równie mocno jak ja.

Najnowsze