Beitske Visser w wywiadzie: „Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła wystartować w DTM”

W sezonie 2017 w programie juniorów BMW Motorsport jest pięć obiecujących talentów. Wszyscy są jeszcze na początku kariery, ale mają już za sobą ciekawą drogę rozwoju. Beitske Visser to pierwsza dziewczyna w programie juniorów BMW Motorsport. W wywiadzie mówi: „Kiedy zaczęłam wygrywać wyścigi, chłopcy zaczęli mnie traktować poważnie.”

Beitske Visser to pierwsza dziewczyna, której udało się dostać do programu juniorów BMW Motorsport. W ubiegłych trzech latach jeździła w serii Formula Renault 3.5 World Series -jednej z najlepiej obsadzonych serii juniorów w Formule. W roku 2013 należała do teamu juniorów Red Bull, partnera premium BMW Motorsport. W swoim pierwszym roku jako juniorka BMW Motorsport Beitkse Visser zdobywała doświadczenia na Pętli Północnej toru Nürburgring (GER) m.in. za kierownicą BMW M235i.

Kiedy małe dziewczynki interesują się końmi to jest to najczęściej jeździectwo, a nie konie mechaniczne. W jaki sposób trafiłaś do sportów motorowych?
Beitske Visser: „Mój tata jeździł w holenderskich wyścigach samochodów turystycznych. Kiedyś byłam z nim też na 24-godzinnym wyścigu gokartów – miałam wtedy trzy lata. Oglądałam ten wyścig i widziałam tam małe gokarty. Od tamtej chwili prawie codziennie mówiłam tacie, że też chcę mieć gokarta i jeździć. Dostałam go w końcu na piąte urodziny. Natychmiast zostawiłam rodzinę i przyjaciół w domu i pojechałam na tor kartingowy jeździć”.

Jaką jeszcze rolę w Twojej karierze odegrał Twój tata?
Beitske Visser: „Kiedy byłam młodsza i jeździłam w sporcie kartingowym, pomagał mi jako mechanik i jeździł ze mną na wyścigi i często na testy. Jego rola była więc duża”.

Czy pytasz czasem ojca o rady?
Beitske Visser: „Kiedy byłam młodsza, wszystkiego mnie uczył. Teraz daje mi czasem wskazówki”.

Czy dziewczynie jest trudniej radzić sobie w seriach juniorów z męską konkurencją?
Beitske Visser: „Odczułam to dość mocno, kiedy byłam młodsza. Na gokartach niektórzy spychali mnie z toru, bo nie chcieli ze mną przegrać. Kiedy zaczęłam wygrywać chłopaki zaczęli mnie traktować poważnie. Dziś nie mam z tym żadnych problemów”.

Czy zawsze trzeba być lepszym, żeby w ogóle zdobyć sobie poważanie?
Beitske Visser: „Niekoniecznie lepszym. Wystarczy po prostu pokazać, że jest się tu, żeby wygrywać, a nie tylko jeździć. Wtedy ma się respekt”.

Czy masz jakiś wzór do naśladowania w sportach motorowych?
Beitske Visser: „Nie bardzo. Oczywiście jest wielu dobrych kierowców, którym się przyglądam. Ale nie mam żadnego określonego kierowcy, na którym się wzoruję. Patrzę po prostu na siebie”.

Byłaś już kiedyś członkiem programu wsparcia młodych talentów Red Bulla – jako pierwsza dziewczyna. Jak to było i dlaczego się skończyło?
Beitske Visser: „To było na pewno niezwykłe, brać udział w tym programie i była to dla mnie duża szansa. Niestety w tamtym roku mieliśmy pewne problemy i nie uzyskaliśmy takich wyników, jakich się spodziewaliśmy. Dlatego nie kontynuowaliśmy tego. Ale wiele się tam nauczyłam”.

W jaki sposób doszło do kontaktu z BMW?
Beitske Visser: „W ubiegłym roku jeździłam u Teo Martína w Formule V8 3.5. Zespół używa też wyścigowych BMW M6 GT3. Na początku tego roku zadzwonił do mnie Dirk Adorf i spytał, czy chcę wziąć udział w shootoucie juniorów”.

I wypadłaś w nim brawurowo. Co daje Ci program juniorów BMW Motorsport?
Beitske Visser: „Bardzo dużo. W tym roku był świetny obóz szkoleniowy, zwiedzaliśmy Monachium. W ramach tego startowaliśmy już w kilku wyścigach BMW M235i Racing. W Spielbergu mogłam jeździć taksówką wyścigową BMW M3 GT2, do tego dochodzą starty w BMW M4 GT4. To już całkiem dobry kalendarz”.

Jaki jest Twój stosunek do innych juniorów?
Beitske Visser: „Znam Mikkela Jensena, Dennisa Marschalla i Joela Erikssona z czasów w niemieckim zespole Motopark. Ricky’ego Collarda też spotkałam już kiedyś, jeszcze zanim zobaczyliśmy się ponownie w shootoucie w Miramas. Nie znam jeszcze dobrze Nico Menzla, ale widziałam go już na Pętli Północnej. Tworzymy całkiem dobry zespół”.

Jak opisałabyś swój charakter w trzech słowach – na torze i poza nim?
Beitske Visser: „Wydaje mi się, że jestem dość skupiona, zdecydowana i trochę perfekcjonistyczna”.

W czym jesteś najlepsza poza wyścigami?
Beitske Visser: „W szkole byłam całkiem dobra z matematyki”.

Jaki był Twój najlepszy i najgorszy moment w karierze?
Beitske Visser: „Najlepszy to pierwsze zwycięstwo w Formule ADAC w Zandvoort, dzień po moim dość mocnym wypadku; poza tym zwycięstwo w Kartingowych Mistrzostwach Europy. Najgorszy, kiedy straciłam tytuł kartingowego mistrza świata, kiedy byłam na prowadzeniu”.

Czy masz jakiś konkretny cel w karierze?
Beitske Visser: „Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła wystartować w DTM.”.

Najnowsze

Horowitz Ford Vignale – zobacz wystawę do 15 października

Każdy miłośnik sztuki może odwiedzić wyjątkową wystawę prezentującą 13 prac Ryszarda Horowitza zrealizowanych na zlecenie marki Ford. Zdjęcia przedstawiają 4 modele z ekskluzywnej linii Vignale - Edge, Kuga, Mondeo i S-Max. Ponadto częścią wystawy są prace stworzone przez artystę w latach 80. na zlecenie Ford USA.

Wystawa jest uhonorowaniem współpracy Ryszarda Horowitza z Fordem, za którą 35 lat temu otrzymał w Detroit nagrodę Gold Caddy (za zrealizowanie najlepszej kampanii reklamowej branży samochodowej). Seria zdjęć, spośród których każde to dzieło sztuki nowoczesnej nie była dotąd publikowana w Polsce.

W tym roku Ford Polska postanowił przypomnieć o historii i uczcić jubileusz współpracy z Ryszardem Horowitzem tworząc wyjątkową wystawę. W jej skład weszły fotografie z kampanii reklamowej nagrodzonej w 1982 r. oraz zupełnie nowe dzieła, stworzone przez artystę specjalnie na tę okazję. Bohaterami nowych zdjęć są cztery modele z ekskluzywnej linii Vignale – Mondeo, Kuga, S-Max i Edge.

Odwiedzenie wystawy Horowitz Ford Vignale to wyjątkowa okazja do obejrzenia zdjęć artysty niepublikowanych dotąd w Polsce. To gratka dla każdego miłośnika sztuki nowoczesnej i fanów motoryzacji. Zarówno marka Ford, jaki i Ryszard Horowitz to dzisiejsze ikony popkultury. Samochody marki Ford oraz prace artysty uznanego za twórcę nowego stylu w fotografii reklamowej występowały na łamach największych magazynów na świecie kreując lifestylowe trendy od kilkudziesięciu lat.

Zdjęcia Ryszarda Horowitza są efektem nowatorskiego podejścia do koncepcji i ciekawych wizji autora.

„To była dla mnie bardzo miła przygoda. Ford dał mi zupełnie wolną rękę. Nikt nie narzucał mi stylu, pomysłu. Było to ryzyko z mojej strony, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Zapraszam wszystkich zainteresowanych do odwiedzenia wystawy.” – powiedział Ryszard Horowitz

Początek współpracy Ryszarda Horowitza z Fordem
W reklamie samochodowej początku lat 80. rządził prosty schemat. Na zdjęciach uwieczniano pojazdy na neutralnym tle lub po prostu stojące na drodze, czy w miejskiej scenerii. Kompozycja najczęściej była uzupełniona mniejszymi fotografiami prezentującymi walory konkretnego modelu. Koncepcje były proste, bo wykonanie zdjęć samochodów było trudniejsze niż teraz. Lśniące karoserie odbijają światło, a w tamtych czasach nie używało się techniki komputerowej obróbki zdjęć. Dlatego fotografowie unikali trudnych ujęć, stawiając na proste wizje, które ułatwiały im odpowiednie oświetlenie pojazdu.

Ale szefowie koncernu Ford w USA zapragnęli czegoś więcej. Chcieli wyjątkowej kampanii, której zdjęcia wywołałyby emocje u największych motoryzacyjnych ignorantów. Potrzebowali nawiązać współpracę z wizjonerem, artystą który nie boi się wyzwań i z łatwością przełamuje schematy.

Gdy zerknęli na zdjęcia reklamowe biżuterii najsłynniejszych marek i srebra, które były wtedy publikowane w ekskluzywnych magazynach, wybór był prosty. Autorem nowatorskich ujęć był młody, ale już znany w USA fotograf mieszkający w Nowym Jorku. Polak, Ryszard Horowitz. Szefowie koncernu Ford wiedzieli, że skoro artysta daje sobie radę z oświetleniem biżuterii, czy wyrobów z metali szlachetnych, sfotografowanie samochodu nie będzie dla niego problemem.

Odwaga menadżerów Forda opłaciła się. Zrealizowana przez artystę kampania reklamowa dla Ford USA okazała się ogromnym sukcesem, a autor został uhonorowany w 1982 r. nagrodą Gold Caddy przyznawaną w Detroit za najlepszą kampanię reklamową branży samochodowej.

Informacje o wystawie:
Wystawa jest dostępna dla zwiedzających w galerii Rabbithole art room, przy ulicy Poznańskiej 15 w Warszawie. Początek wystawy 29 września, zakończenie 15 października.

Partnerem technologicznym przedsięwzięcia jest Canon, który dostarczył sprzęt fotograficzny oraz odpowiada za wydruk wystawy.

O Autorze:

Ryszard Horowitz ur. w 1939 r. Fotograf, artysta i specjalista w dziedzinie zdjęć reklamowych, prekursor cyfrowego przetwarzania fotografii. Mieszka i pracuje w Nowym Jorku. Wymyka się tradycyjnym podziałom na prace komercyjne i artystyczne. Każda jego praca jest sztuką.

  • W 1959 roku Horowitz wyjechał do Nowego Jorku, gdzie rozpoczął studia
    w prestiżowym Pratt Institute (na wydziale projektowania i grafiki reklamowej),
  • W latach 60. (w złotych czasach reklamy) dyrektor artystyczny w Grey Advertising
    w Nowym Jorku – jednej z największych agencji reklamowych na świecie, założonej
    w 1917 r. Agencja pojawia się m.in. w wątku znanego serialu Mad Men.
  • 1982 otrzymał nagrodę Gold Caddy w Detroit za najlepszą kampanię reklamową samochodu  – zrealizowana dla koncernu FORD. Kampania przełomowa, samochody przedstawione w ujęciach surrealistycznych, czyli wbrew ówcześnie panującym trendom. Zdjęcia tworzone bez użycia techniki komputerowej.
  • Fotograf otrzymywał wszystkie większe wyróżnienia i nagrody fotograficzne, w tym Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” i tytuł honorowy doktora honoris causa przyznany przez warszawską Akademię Sztuk Pięknych oraz wrocławską Akademię Sztuk Pięknych.
  • W 1991 roku, podczas otwarcia indywidualnej wystawy Horowitza w Centre de la Photographie w Genewie, oficjalnie uznano go za inicjatora nowego stylu w fotografii reklamowej.
     
  • W 2017 roku Ryszard Horowitz dołączył do Galerii Sław Fotografii
    w Międzynarodowej Galerii Sław i Muzeum Fotografii. Przez ponad 50 lat IPHF była
    i pozostaje jedyną ogólnoświatową organizacją doceniającą i honorującą osoby mające szczególne wkład w sztukę i naukę o fotografii.
  • W tym roku mija 50 lat od momentu, w którym Ryszard Horowitz otworzył własne studio. Jest aktywny zawodowo, organizuje swoje wystawy, zasiada w jury wielu konkursów fotograficznych.

Najnowsze

Rajd Nadwiślański 2017 – fotoreportaż

Mnóstwo emocji, adrenaliny i... kurzu - jak było na Rajdzie Nadwiślańskim? Zobaczcie na zdjęciach Łukasza Miklasińskiego.

Najnowsze

Volkswagen Tiguan Allspace – dłuższa wersja SUVa

Ofertę Volkswagena, obok klasycznego Tiguana, uzupełniła większa, wydłużona o 215 mm wersja Allspace.

Dzięki nadwoziu wydłużonemu o 215 mm oraz rozstawowi osi zwiększonemu o 109 mm Tiguan Allspace ma znacznie przestronniejsze wnętrze oraz większy bagażnik. W 5-miejscowej wersji auta pojemność przedziału bagażowego wynosi 760 l, a po złożeniu oparć tylnej kanapy – nawet 1920 litrów. W ramach opcji dostępne są dodatkowe dwa miejsca (5 plus 2), które zwiększają użyteczność auta – mimo to bagażnik wersji 7-miejscowej ma pojemność 230 l. Jeśli siedzenia trzeciego rzędu nie są używane można je złożyć i schować w podłodze samochodu. W takim wypadku pojemność przedziału bagażowego wzrasta do 700 litrów, a maksymalnie aż do 1.775 litrów (liczone po dach i do oprać przednich foteli). Niezależnie od wersji, po złożeniu foteli drugiego lub drugiego i trzeciego rzędu, Tiguan jest propozycją dla kierowców, którzy do tej pory zdani byli jedynie na zakup rodzinnego vana, jeśli potrzebowali maksymalnie przestronnego auta.

W wypadku dłuższego modelu wyposażenie zostało wzbogacone. W podstawowej wersji Trendline zawiera, między innymi: 17-calowe obręcze kół z lekkich stopów, chromowane końcówki układu wydechowego, czarne relingi dachowe, kanapę tylną składaną w proporcjach 40/20/40 i z podłokietnikiem, 3-ramienną kierownicę multifunkcyjną i obszytą skórą (z łopatkami do zmiany biegów w wypadku dwusprzęgłowej przekładni DSG), aktywny tempomat ACC (do prędkości 210 km/h), instalację telefoniczną z Bluetooth oraz gniazdo USB (z obsługą urządzeń iPhone oraz iPad).

Do wyposażenia seryjnego Tiguana Allspace należą również system automatycznego hamowania po kolizji, asystent pasa ruchu „Lane Assist”, system obserwacji przestrzeni przed autem „Front Assist” z funkcjami – hamowania awaryjnego „City” i rozpoznawania pieszych.

Od premiery rynkowej Tiguan Allspace będzie dostępny z sześcioma silnikami do wyboru. Oprócz jednostki 1.4 TSI (110 kW/150 KM) z systemem odłączanych cylindrów i funkcją żeglowania, aby ograniczyć zużycie paliwa do dyspozycji jest pięć 2-litrowych jednostek – dwie TSI o mocy 180 KM i 220 KM oraz trzy TDI o mocy 150 KM, 190 KM i 240 KM.

Tak jak w wypadku klasycznego Tiguana, także Allspace jest dostępny w wersjach z napędem na przednie i na cztery koła 4MOTION. Wersje z napędem na przednią oś, zależnie od rodzaju silnika, mogą pociągnąć przyczepę o masie do 2200 kg, w wypadku wersji z napędem na cztery koła – 2500 kg. Napęd 4MOTION jest oferowany seryjnie w połączeniu z silnikami TSI o mocy 180 KM i 220 KM, a także z jednostkami napędowymi TDI o mocy 150 KM (z 6-biegową przekładnią mechaniczną lub 7-stopniową DSG) oraz 190 KM i 240 KM (w obydwu wypadkach wyłącznie z 7-stopniową przekładnią DSG).

Najnowsze

Harley Track Day 2017 – relacja

Po raz pierwszy w historii polskiego importera motocykli Harley-Davidson zorganizowano track day. Na Autodromie Słomczyn pojawiły się nowinki z linii Softail, które można było przetestować w wymagających warunkach. Jak nam się jeździło Street Rodem i Fat Bobem?

Niecodziennie zdarza się jeździć motocyklami Harley-Davidson po torze. No może po torze typu flat track i to w USA. Jednoślady do tego typu wyścigów są specjalnie przygotowywane, a startują nimi wytrawni zawodnicy. Tymczasem zamiast dedykowanych do sportowej jazdy motocykli i profesjonalnych kierowców, na Autodromie Słomczyn, zjawili się przedstawicie polskich mediów motocyklowych, motoryzacyjnych, ale i gwiazdy social media – you tuberzy, influencerzy, blogerzy. Towarzystwo wygrzewało się z rana w chłodny, piątkowy poranek przy ogniu z kotłów Harley-Davidson, co z pewnością dodawało niepowtarzalnego, amerykańskiego klimatu. Wydawałoby się, że to „męska impreza”, lecz – poza redaktorkami Motocaina.pl, które relacjonowały na żywo wydarzenie na Facebooku – pojawiła się także bohaterka jednego z naszych artykułów Katarzyna „Karen” Łapczyńska, znana także jako Bad Girl oraz Monika Harwas, autorka bloga Piach i Puder. Wspaniale!

Co nowego?
Na hasło track day z jednośladami marki Harley-Davidson, które często mają masy grubo przekraczające 300 kilogramów, większość uśmiechnie się półgębkiem lub pomyśli, że to niezły żart. Jednak polski importer zdobył się na odwagę, aby pokazać dziennikarzom swoje najnowsze motocykle na obiekcie, który zwykle służy kartingowi, więc roi się od ciasnych zakrętów! I to właśnie tu miałyśmy testować sprzęty, które większość kojarzy z „długimi prostymi”?

Skoro Harley-Davidson Polska zdecydował się na taki krok, to musiał wiedzieć, że wstydu nie będzie. Otóż niedalej jak na początku września miała miejsce największa premiera w historii amerykańskiej marki, wręcz rewolucyjna, bo pokazano w jednym dniu osiem nowych modeli, o czym pisałyśmy szczegółowo tu.

Motocykle na 2018 mają sztywniejszą i lżejszą ramę, w której można zamontować (w zależności od modelu) silnik V-Twin Milwaukee-Eight w wersji 107 (1745 cm3) lub 114 (1868 cm3) z dwoma wałkami wyrównoważającymi. Zostały wyposażone w nowe zawieszenie, reflektory LED, ulepszony system ładowania, łatwo regulowane ustawienie napięcia wstępnego tylnego amortyzatora (w zależności od modelu), nowe wskaźniki i zegary, mają zmienione zbiorniki paliwa, a nawet port USB zamontowany pod główką ramy.

Poza przełomowymi nowościami technologicznymi, które – naszym zdaniem – z pewnością będą momentem zwrotnym w historii marki, nowe jednoślady wizualnie łączą teraz parametry słynnej, uwielbianej przez fanów HD linii Dyna i styl custom linii Softail. Są po prostu piękne!

Motocykle dostępne na #HarleyTrackDay
2018 Fat Bob
2018 Fat Boy
2018 Breakout
2018 Street Bob
2017 Street Rod
2017 Night Rod
2017 Softail Slim
2017 Road King Special
2017  Road Glide Special

No to jazda!
Mimo że przez kilkanaście dekad zarówno charakter, jak i stylizacja karoserii motocykli Harleya ulegała zmianom to pamiętajmy, że te sprzęty wygrywały niegdyś słynne wyścigi! Jednak Harley, jakiego znamy dziś, to motocykl, który świetnie sprawdza się podczas długich, spokojnych tras, swobodnego, powolnego przemieszczania się w mieście lub po nadmorskich bulwarach. Tak go zwykle kojarzymy. Przylgnęły do niego określenia „mistrz długich prostych”, „kanapowiec”, „motocykl dla bogatych”. Nieprawda! Po pierwsze harleya można już kupić dysponując 30 tysiącami złotych. Po drugie, niektóre modele (Iron 883, Street 750) są nieduże, zwrotne, idealne do stylowej jazdy w dużych aglomeracjach. A po trzecie? Czy aby na pewno te jednoślady nadają się tylko na proste startowe? Fakt, silniki montowane w nowych H-D mają potężny moment obrotowy, który na starcie wyrywa asfalt spod kół. Ale czy tymi motocyklami skręca się tak dobrze, jak konkurencyjnymi maszynami japońskich, niemieckich, czy włoskich producentów?

Zdaniem Kasi
Cóż, muszę przyznać, że choć szacunek do marki Harley-Davidson miałam zawsze, to często podzielałam z innymi teorie dotyczące zwrotności tych maszyn. No właśnie – teorie. Zwykle wygłaszają je Ci, którzy nawet nie mieli możliwości, czy chęci pojeździć nowymi maszynami H-D. Absolutnie warto! Te sprzęty teraz tak bardzo chcą skręcać, tak bardzo rozumieją intencje kierowcy i tak mocno chcą udowodnić, że uwielbiają godną rywalizację, że warto dać im tę szansę!

Z wysokiej klasy zawieszeniem przednim z technologią Dual Bending Valve i łatwo regulowanym, ukrytym, tylnym amortyzatorem typu monoshock, modele Softail 2018 mają nie tylko agresywny styl oraz są szybsze, lżejsze i bardziej zwinne niż którykolwiek z poprzednich motocykli cruiser Big Twin, ale też wyglądają niesamowicie! Ogromne wrażenie wywarł na mnie Fat Bob, który już od frontu, dzięki kwadratowej lampie i reflektorom LED, wyróżni się wśród tłumu „zwykłych” motocykli. Siedzi się na nim bardzo wygodnie, co wróży mnóstwo przyjemności podczas dłuższych wypraw, ale i komfort w codziennym podróżowaniu.

No i ten dźwięk! Niepowtarzalny warkot V-Twina, z 45-stopniowym rozchyleniem cylindrów! Tu także popracowano, by brzmienie robiło jeszcze większe wrażenie – zredukowano odgłosy mechaniczne i dźwięk ssania, a wydobyto cały cymes – zupełnie jak na najlepszym koncercie rockowym!

Zdaniem Marzeny
Nowe motocykle H-D potrafią świetnie skręcać, przyspieszać i hamować – a to wszystko na bardzo technicznym torze! Sztywniejsza i lżejsza rama oraz zmienione zawieszenie sprawiają, że teraz modele harleya są zwrotne, zwinne, podczas prowadzenia wydają się lżejsze, a tym samym bardziej sprawne podczas pokonywania winkli. Przekładanie z jednego złożenia w drugie, w sekwencji zakrętów, na przykład Street Roda, przychodzi szybko i potrafi być naprawdę przyjemne!

Co więcej, kosztem zmian technicznych – na szczęście – nie uległa zmianie świetna prezencja motocykli Harley-Davidson.  Szczególnie nowy Fat Bob, który od premiery wzbudza ogromne zainteresowanie, a podczas Harley Track Day był wprost wyrywany z rąk do rąk przez dziennikarzy, mógłby stanąć w moim garażu. Miałam okazję pośmigać po torze tą zawadiacką maszyną, z silnikiem 114 cali. Olbrzymi moment obrotowy, dostępny od najniższych wartości obrotowych jednostki, znajduje zastosowanie na krótkim torze, bo oddaje pełnię sił przy wyjściu na prostą. Porównując z innymi motocyklami, dostępnymi podczas eventu, Fat Bob miał dość wysoko zamontowane podnóżki. Można było się śmiało składać bez obaw o przycieranie. Te ostatnie zdarzały się u pozostałych modeli testowych, które miały mniejszy prześwit.

Jednak to Street Rod 750 był najlżejszą, najszybszą i najbardziej nadającą się na tor maszyną. Czuł się świetnie na szerokich, długich zakrętach. Naprawdę polecam przejazd Harleyem po torze – może brzmi to abstrakcyjnie, ale zdziwicie się i pozytywnie zaskoczycie – zapewniam! To duża zmiana i to w dobrym kierunku.

Harley do stuntu?
Owszem! I to jakiego widowiskowego! Maciej Dop ze stuntstory.pl, zapewnił nam podczas Harley Track Day naprawdę dużą dawkę adrenaliny, wyczyniając na Harleyu… cuda! Jeśli go jeszcze nie widzieliście, to musicie zobaczyć go w akcji!

Niestety, jest i jedna wada tego wydarzenia – za mało czasu, by móc przetestować wszystkie nowe modele. Ale co się odwlecze to nie uciecze! Obiecujemy, że w najbliższym czasie dostarczymy Wam emocji podczas testów nowej linii Harley-Davidson. Niebawem test naszego faworyta – Fat Boba!

Najnowsze