motocaina.pl logo
Sylwia Skorstad

Będzie brał cię w aucie?

04 września 2009
Zamieszczamy zabawny felieton naszej norweskiej korespondentki, wg której seks w samochodzie jest przereklamowany. Podobnie jak łowienie ryb ekscytuje głównie męską część populacji, podczas gdy damska - wyłącznie z dobrego serca - udaje, że ją również.

Sex w samochodzie, często bywa spontaniczny; zdarza się, że igraszkujący nie są odpowiednio zabezpieczeni...
fot. Motocaina
W norweskiej telewizji jest teleturniej, w którym zawodnik musi zgadnąć, jaki procent ankietowanych coś zrobił lub pomyślał. Trochę jak Familiada, ale bez rodziny i Karola Strasburgera oraz jego ciętych jak kwiaty żartów. Program jest interesujący, bo padają w nim pytania, które nigdy nie były i raczej nie będą przedmiotami zainteresowania dużych ośrodków badań opinii społecznej, zaś odpowiedzi na nie to niezwykle barwne fragmenty definiujące współczesnego człowieka.

Na przykład odpowiadając na pytanie: „jaki procent Norwegów choć raz w życiu dotknął elektrycznego pastucha", jeden z uczestników śmiało obstawił 30%, ale nie pomógł mu nawet dziesięcioprocentowy  margines błędu, bowiem prawidłową odpowiedzią było 76%. Wyobrażacie sobie? 3 miliony ludzi było w stanie narazić się na ból, byle by tylko sprawdzić, czy to naprawdę działa i jak bardzo telepie.

Czekam, aż padnie pytanie o to, jaki procent społeczeństwa uprawiał seks w samochodzie. Chcę się dowiedzieć, dla ilu milionów igraszki w aucie okazały się spełnieniem marzeń. Jeszcze lepiej, gdyby można było zobaczyć statystyki obrazujące różnicę poglądów w zależności od płci pytanych.

Czy aby na pewno, miłość w samochodzie należy do przyjemności? Może powinna stać sie dyscypliną sportu?
fot. Motocaina
A teraz panowie są proszeni na lewo, a panie na prawo. Ręka w górę, kto TO tam robił? Proszę się nie wstydzić, już po dobranocce. I raz jeszcze ręka w górę ci, którym się podobało i którzy pragną to powtórzyć. Dziękuję.

Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale ja się lasu rąk po prawej stronie nie spodziewam. Seks w aucie uważam za przereklamowany. Hm chyba, że w definicję „auta" wciśniemy kampery. Karierę fantazji o igraszkach w samochodzie można co najwyżej tłumaczyć faktem, że w dziedzinie fantazji erotycznych mamy z biegiem czasu coraz większą skłonność do powracania przeróżnymi drogami do doświadczeń, pierwszych, świeżych, może nie dziewiczych, ale niezaawansowanych i ekscytujących w swojej nowości.

W dziedzinie seksu samochód bywał i nadal bywa jednym z najlepszych przyjaciół nastolatka. Auto, z racji zdolności do parkowania za borem i pod jaworem, było w czasach szkoły średniej jednym z niewielu miejsc, w którym niemal na pewno nie mogli cię nakryć rodzice. Stąd właśnie tęsknota za obściskiwaniem na tylnym siedzeniu malucha i pocałunkach w polonezie wykradzionym pod nieobecność ojca. Człowiek dojrzały, posiadający mieszkanie, albo chociaż kartę kredytową, potrafi już znaleźć bardziej wygodne miejsce na szał ciał i z auta korzystać nie musi. Nie życzy sobie, żeby ktoś mu pukał w zaparowaną szybę lub udając strażnika leśnego świecił latarką po gołych lędźwiach.

Kobiecy brzuch i szybkie auto w tle... No jakie mamy skojarzenia z tym obrazkiem?
fot. Motocaina
Nie idzie mi o to, że jeśli seks, to tylko w sypialni, przy zgaszonym świetle, koniecznie po ślubie i wyłącznie z zabezpieczeniem. Raczej o to, że mało co tak sprzyja intymności, jak drążek zmiany biegów wbijający się w kręgosłup, noga zgięta przy suficie i uczucie, że ma się przynajmniej o rękę za dużo. Seks w samochodzie, gdyby go rozpisać na skali opisującej komfort wydarzenia, plasuje się tuż za igraszkami w samolotowej toalecie i przed amorami w przebieralni hipermarketu. Każdorazowa próba dokonania replikacji genetycznej w jednym z tych miejsc ma więcej wspólnego ze sportem niż z seksem.

Co prawda zarówno miłosne igraszki jak i sport wywołują przynajmniej kilka podobnych emocji i właściwie dziwić się można, czemu np. całowanie nie weszło jeszcze do programu dyscyplin olimpijskich, ale wciąż wyczyny seksualno-sportowe zdają się bardziej podniecać płeć brzydką od pięknej. On marzy, by brać cię w aucie... I co tu poradzić? W końcu nie każdego stać na komfortowego kampera. Na szczęście z seksem jest podobnie jak z wychodzeniem na przyjęcia - ważniejsze z kim, niż w czym. Jeśli jesteś na etapie relacji zwanym „och, jak on przesłodko chrapie!", nie zwrócisz uwagi na drążek zmiany biegów wbijający się w plecy, stopę pod sufitem zawiniesz w trąbkę, a ręce pozwolisz zdrętwieć. W końcu seks w samochodzie jest taki spontaniczny  i kojarzy się ze wszystkim, co kiedyś bywało wbrew zasadom!

Komentarze

Lena
04 września 2009 16:32
No cóż, moim zdaniem sex w samochodzie nie jest taki zły, wcale nie wbija mi się w plecy skrzynia biegów, nie mam nóg pod sufitem, wręcz przeciwnie - mam swobodę siedząc na kolanach mojego faceta na tylnym siedzeniu.
Wodzu
09 września 2009 13:20
Ech to byly czasy :) jak dostalo sie fure od ojca to bylo cos! Ba fure! Maluch.. jakiz upragniony dupowoz ;) W maluchu faktycznie to byla prawdziwa ekwilibrystyka ale juz w poldku to jak w hotelu na lozu malzenskim ;) Pozdrawiam autosexouprawiaczy :)