Bawarska Moc Wrażeń – kobiecy wypad na BMW Motorrad Days

Dwie kobiety, dwie maszyny z biało-niebieską szachownicą na owiewkach, blisko 3 tysiące kilometrów trasy, w większości pokonanych w deszczu. A do kompletu tysiące motocyklistów z ponad 30 krajów, którzy spotkali się w malowniczym kurorcie u podnóża góry Hausberg, na jednej z największych motocyklowych imprez na świecie.

Tak zabezpieczona przed deszczem naczelna podążała na BMW F800S.
fot. Motocaina.pl

Deszcz? Też coś! Miałby pokrzyżować plany ponad 30 tysięcy motocyklistów, którzy przybyli wspólnie radować się na kolejnej imprezie organizowanej przez dział motocykli BMW i Husqvarna Motorcycles? O na pewno nie! W końcu wielbiciele jednośladów to twardziele. A my?

Tradycyjny entuzjazm Kasi
Cóż, w moim przypadku to już trzecia z rzędu wyprawa na BMW Motorrad Days (niegdyś zwane Bikers Meeting). Ktoś zapyta, czy to nie nudne? Absolutnie! Rezerwacja – choć raz w życiu – pierwszego weekendu lipca na wypad do uroczej mieściny w pobliżu Monachium, Garmisch Partenkirchen, to obowiązek każdego motoentuzjasty! Nawet kolejny wyjazd to zawsze odmienne wrażenia, inne atrakcje. To nowo poznani, często niekonwencjonalni ludzie, wyróżniający się nie tylko intrygująca osobowością, ale też np. oryginalnymi ubiorami na jednoślad, czy pomysłowymi przeróbkami własnych maszyn. Motorrad Days to coraz ciekawsze ekspozycje przeróżnych firm wystawowych i wciąż odkrywane, ekscytujące serpentyny, pobliskie górskie przełęcze, czarujące, tyrolskie zakątki, rewelacyjne zakręty! Jednak przede wszystkim to niesamowita, trudna do opisania atmosfera, tworzona przez rzeszę sobie podobnych, pozytywnie zakręconych motocyklistów, którzy występują w rejonie zlotu na każdym kilometrze kwadratowym ma-so-wo.

Oficjalna galeria marki BMW z wydarzenia – kliknij tutaj. Poniżej galeria naszych zdjęć.

Blanka stawia motocykl na koło, na specjalnej maszynie do ćwiczeń tego typu akrobacji.
fot. Motocaina.pl

Zresztą, co może poruszyć motocyklistę? Drugi motocyklista, płci tej samej lub przeciwnej, który podziela radość z jazdy jednośladem – nieważne, czy to Rosjanin, Włoch, czy może Amerykanin (choć jak zwykle największa liczba motocyklistów przyjechała tu z Włoch i Francji). To właśnie łączy wszystkich, którzy przybywają do GaPa – chęć dzielenia wspólnej pasji, integracji, kolektywnej zabawy. Tej ostatniej Niemcy, organizatorzy zlotu, hołdują w szczególności. Podczas wieczornych, typowo bawarskich biesiad, suto zakrapianych dużą ilością cudownego trunku z puszystą pianką wypito go 27 000 litrów! Warto w tym miejscu podkreślić, że mimo przyjmowania alkoholowego napitku, wszyscy radują się wesoło, tańcząc na stołach, bez choćby odrobiny agresywnych zachowań. Na koncercie amerykańskiego zespołu „The BossHoss” tańcowali chyba wszyscy… A dla lubiących odmienne dźwięki gitary, bardziej akustyczne, rozpalono ognisko. Innymi słowy, każdy mógł tam spędzić czas tak, jak lubi.

Pierwszy raz Blanki
Dla mnie to impreza fascynująca, jedyna w swoim rodzaju. Przecież musiałam zobaczyć miasto wypełnione motocyklami i motocyklistami po brzegi! A że dojazd w strugach deszczu? Kompletnie to nie osłabiło mojego zapału. Dzięki temu zaliczyłam swoją pierwszą i mam nadzieję nie ostatnią podróż do Garmish. 1200 kilometrów w jedną stronę, w mało sprzyjających warunkach atmosferycznych i blisko połowa drogi na jeszcze mniej sprzyjających, wiecznie remontowanych polskich duktach, tylko rozpalały mój entuzjazm do wyjazdu. Gdy wreszcie dojechałyśmy na miejsce, niewielkie bawarskie miasteczko było wprost „zalane” motocyklami BMW. Można było zobaczyć każdy model, wszelkie roczniki, we wszystkich możliwych konfiguracjach i kolorach. Początkowo czułam lekką konsternację; nie wiedziałam na co zwrócić uwagę w pierwszej kolejności – działo się tak wiele! Emocje przyćmiły całkowicie zmęczenie i nieprzyjemne uczucie związane z przemoczonym ubraniem Gdyby głowa mogła się kręcić wokół własnej osi, moja tak by uczyniła! Zatem co zrobiła Blanka na dobry początek zlotu? Spróbowała swoich sił na maszynie imitującej jazdę na jednym kole (patrz galeria). To było ekstra!

O wrażeniach z jazdy BMW F650GS oraz F800S na trasie Warszawa-Garmisch-alpejskie trasy-Warszawa, już niebawem na Motocaina.pl

Co tam nasze 3 tysiące przy marnej pogodzie. Ten Czech przejechał ponad 230 tysięcy kilometrów po całym świecie!
fot. Motocaina.pl

A co najbardziej utkwiło w mej pamięci? Zapierający dech w piersiach występ Chris’a Pfeiffer’a oraz pokaz umiejętności jego trzy letniego synka. Z zaskoczeniem odebrałam też wieczorne integracje z uczestnikami imprezy. Mimo tego, że w jednym miejscu spotkali się ludzie z różnych państw i kultur, wszyscy byli dla siebie życzliwi, ciekawi nowych rozmówców, pomocni. Zabawa była przednia! Całość na długo zostanie w mojej pamięci. Fantastyczni ludzie, cudowna atmosfera, czar miasteczka oraz ekscytujące trasy z urokliwymi, krętymi trasami – początek lipca 2012 spędzam na motocyklowym wypadzie do Garmisch!

Bardzo Miłe Wrażenia
Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby przybyć tam na 4 kołach, ale czy to aby na pewno wypada? Nawet odległość nie jest powodem, aby dopuścić się takiego faux pas – 19 Malezyjczyków nadało swoje motocykle do Istambułu i stamtąd przybyli na dwóch kołach. Zatem można!

Niesamowite wrażenie na wszystkich wywierał pewien Czech, 37-letni Igor Brezovar, który podróżuje od trzech lat na swoim BMW R 1100 GS (w pełni załadowana maszyna waży około 500 kilogramów). Przez ten czas odwiedził 123 państwa na 6 kontynentach, przebył ponad 230 000 kilometrów i miał niezliczoną ilość przygód, o których chętnie opowiada zgromadzonemu audytorium. Kolejną nietypową „atrakcją” był Bawarczyk, Wenzel Ellenrieder z Allgäu. Jego motocykl pomalowany na biało-niebiesko idealnie współgrał z ubiorem kierowcy, a reszta: „Lederhose” (typowe dla Bawarczyków skórzane spodnie), smażalnia „Weißwurst” (białej kiełbasy) na silniku typu bokser oraz ciekawy patent na podgrzanie trunku, np. grzańca, o rozgrzany cylinder jednostki napędowej – dopełniały zabawnej całości. Z kolei najstarszy w Europie motocyklista, który zechciał przybyć na dwóch kołach na zlot miał… 92 lata.

Oglądaj i… testuj!
Oczywiście nie mogło zabraknąć nowinek z fabryki motocykli BMW w Berlinie – BMW K 1600 GT/GTL napędzanych 6-cylindrowymi jednostkami, które wystawione zostały w olbrzymim namiocie wraz z pełną ofertą jednośladów, kolekcją ubiorów, kasków i akcesoriów bawarskiej marki. Nikt nie przeszedł też obojętnie obok najnowszego konceptu maksi skutera „Concept C”. O tym ostatnim wcześniej już pisałyśmy, choć tym razem na Motorrad Days mówiło się także o jego wersji elektrycznej (o tym więcej tutaj). Na każde wścibskie pytanie, jednośladowi eksperci cierpliwie odpowiadali.

Najstarszy motocyklista w Europie.
fot. Motocaina.pl

Ponad 1200 odwiedzających skorzystało z jazd testowych wybranymi przez siebie modelami motocykli (doskonałym pomysłem jest umożliwienie testu maszyn nawet osobom bez prawa jazdy kat. A – na specjalnie wyznaczonym obszarze, pod okiem instruktora). Testy odbywały się zarówno po drogach asfaltowych, jak i w terenie, na nieco zmoczonym deszczem torze. Zabawa na tym wytyczonym na przestrzeni 10 tysięcy metrów kwadratowych offroadzie sprawiła, że siedmiuset  testujących wolało jeździć w błocie – tu większość amatorów poradziłoby sobie świetnie.

Co innego na Husqvarna Track – dla twardzieli usypano spory tor motocrossowy w środku terenu zlotu. O marce, nowościach w jej ofercie, super kolekcji ubiorów dla kobiet i pokazach Husqvarny przeczytasz więcej tutaj (tam także galeria zdjęć z toru).

Dla tych, którzy nie mieli własnego pomysłu na wycieczkę między stromymi groniami strzelistych Alp lub Dolomitów, organizator przewidział blisko 100-kilometrową trasę widokową, z motocyklowym przewodnikiem z przodu peletonu. Podobny konwój wyruszył także w niedzielę, jednak kierowcy dosiedli tym razem wyjątkowych, unikatowych zabytków – niektóre maszyny pochodziły z początków blisko 90-letniej historii motocykli BMW. Oj było co podziwiać…

Atrakcji moc!
Pozostałym zwiedzającym teren zlotu zorganizowano mnóstwo atrakcji, począwszy od możliwości serwisu własnej maszyny, przez zwiedzanie ekspozycji 80 wystawców (włącznie ze stoiskiem fryzjera – w końcu trzeba jakoś ułożyć przylizane włosy spod kasku!), oferujących m.in. motocyklowe usługi turystyczne, czy tunerskie (tradycyjnie tłumy przyciągały pomysły firm AC Schnitzer, Touratech, czy Akrapovic). Nie zabrakło możliwości zagłębienia się w meandry historii – w namiocie BMW Classic prezentowano m.in. słynny model BMW K1, niesamowite motocyklowe prototypy jak BMW Futuro, z których część do tej pory budzi co najmniej zdziwienie. Żądni adrenaliny mogli zmierzyć się w konkurencjach z cyklu GS-Trophy na najwolniejszy przejazd motocyklem na wybranym odcinku. Po wrażeniach całego dnia, już na spokojnie oglądano filmy z przeróżnych wypraw w najodleglejsze zakątki świata – rzecz jasna na motocyklach BMW. Oczywiście do dyspozycji były również testowe samochody BMW z napędem na 4 koła (xDrive). Gdy jednak komuś wyczerpały się pomysły „naziemne”, można było też polatać w tandemie na paralotni. 

Piwko, warzywka, grzaniec i BMW.
fot. Motocaina.pl

Dla fanów kolekcji odzieżowych, czy markowych gadżetów – Motorrad Days to istny raj. Rozpustym zakupocholikom zapewniono nawet mszę. Spod sutanny księdza można było dostrzec motocyklowe buty…

Nie mogło też zabraknąć gwiazd – na sesji autografów można było zdobyć podpis na kasku, T-shircie czy czapce, lidera mistrzostw świata Superbike, który aktualnie ujeżdża BMW S 1000 RR – Troy’a Corser’a (nieco kontuzjowanego po ostatnim incydencie wyścigowym). Do dyspozycji zdobywców słynnych sygnatur pozostali także inni sławni zawodnicy: James Toseland i Ayrton Badovini oraz z serii Superstock: Sylvain Barrier i Lorenzo Zanetti. Na maszynie imitującej i uczącej stawiania motocykla na tylne koło można było dostrzec skoczka narciarskiego – byłego rywala Adama Małysza ze skoczni w Garmisch Partnenkirchen –  Sven’a Hannawald’a z partnerką, byłą modelką, a obecnie prezenterką telewizyjną, Aleną Gerber, która przyjechała na swoim – jak się wyraziła – najlepszym motocyklu na świecie – BMW S 1000 RR.

Dla każdego coś dobrego
Nawet pacholęcia miłośników motocykli miały co robić podczas Motorrad Days – mogły szaleć na specjalnym mini torze na miniaturach jednośladów i samochodów BMW. Po występie Chrisa Pfeifera, również jego kilkuletni syn z kolegą wjechali na dziecięcych trialówkach z napędem elektrycznym na tor, prezentując rozanielonym rodzicom „radość z jazdy”.

Chwile ciszy zapewniał jedynie pokaz akrobatycznej jazdy na rowerach BMW, który był preludium do fenomenalnego show Chris’a Pfeiffer’a – mistrza motocyklowego stuntu (wywiad Motocainy z Chrisem przeczytasz tu). Relacja wraz z galerią zdjęć z tej części zlotu – kliknij tutaj.

Każdy z przybyłych na BMW Motorrad Days miał szansę wzięcia udziału w loterii, w której do wygrania były nowiutkie motocykle R1200 R Classic oraz najnowsze G650 GS.

Jeszcze tu wrócimy!
fot. Motocaina.pl

Reasumując: organizacja tego zlotu to istny majstersztyk. Świetna jest powtarzalność pokazów, dzięki czemu każdy ma możliwość pojechania na wycieczkę po okolicy, a po powrocie obejrzenia atrakcji zlotu. Dobre, bawarskie jedzonko, idealna lokalizacja wydarzenia w otoczeniu niesamowitych krajobrazów, bliskość cudownych zakrętów i tras widokowych to tylko szczyt góry lodowej. Apropo’s, nawet na najwyższą górę w okolicy – lodowiec Zugspitze, zorganizowano dojazd pociągiem, ze specjalnymi zniżkami na prowiant. Motocyklowe parkingi nie stanowią tam dla nikogo problemu, komunikacja autobusowa (często darmowa – zależy od lokum, gdzie kwaterujemy) z hoteli i pensjonatów umożliwia szybkie dostanie się na teren zlotu wieczorem, bez konieczności dojazdu jednośladem. Wszystko po to, aby każdy kto przyjedzie do Garmisch wyjeżdżał z żalem i tęsknił, aż do następnego roku. Bo przecież wiadomo – my tam będziemy!

Najnowsze

Rodzice, czytajcie instrukcje montażu fotelika!

Zakup nawet najlepszego fotelika nie gwarantuje bezpieczeństwa, jeżeli jest on nieprawidłowo zamontowany. Aż 70% fotelików samochodowych dla dzieci jest źle montowanych. Dlatego w ramach kampanii społecznej „Zapnij pasy. Włącz myślenie" KRBRD apeluje do rodziców i opiekunów o uważne montowanie fotelików.

Art. 39. 3. W pojeździe samochodowym wyposażonym w pasy bezpieczeństwa dziecko w wieku do 12, nieprzekraczające 150 cm wzrostu, przewozi się w foteliku ochronnym lub innym urządzeniu do przewożenia dzieci, odpowiadającym wadze i wzrostowi dziecka oraz właściwym warunkom technicznym.

4. Przepis ust. 3 nie dotyczy przewozu dziecka taksówką osobową, pojazdem pogotowia ratunkowego lub Policji.

Art. 45. 2. Kierującemu pojazdem zabrania się: (…) 3) przewożenia pasażera w sposób niezgodny z art. 39, 40 lub 63 ust. 1; 4) przewożenia w foteliku ochronnym dziecka siedzącego tyłem do kierunku jazdy na przednim siedzeniu pojazdu samochodowego wyposażonego w poduszkę powietrzną dla pasażera; 5) przewożenia, poza specjalnym fotelikiem ochronnym dziecka w wieku do 12 lat na przednim siedzeniu pojazdu samochodowego.

fot. KRBRD

Wielu dorosłych traktuje fotelik samochodowy jak miękki i wygodny fotel do komfortowego podróżowania lub ciekawy gadżet, a nie jako produkt z branży samochodowej, podlegający profesjonalnym testom.

Z deklaracji rodziców wynika, że większość dzieci (62%) jest przewożona w dostosowanych do wagi i wieku dziecka urządzeniach ochronnych. Natomiast z badań naukowych opartych na kontroli, a nie na deklaracjach, pokazują, że zdecydowanie większa część rodziców nadal nie wie, jak właściwie zamontować fotelik w pojeździe, by spełniał on swoje zadanie. Częściej zwracamy uwagę na dostosowanie fotelika do wagi i wzrostu dziecka, znacznie rzadziej – na jakość fotelika, czy sposób jego zamontowania. W efekcie najwięcej błędów popełnia się przy przewożeniu dzieci powyżej 4. roku życia – ich foteliki są często po prostu już za małe.

Metoda „prób i błędów” może kosztować zdrowie, a nawet życie dziecka. Źle zamontowany fotelik nie utrzyma się na miejscu podczas wypadku, wykonując ewolucje w nieznanym kierunku razem z małym pasażerem. Dziecko niewłaściwie przypięte wysunie się z pasów lub uprzęży i bez jakiejkolwiek kontroli uderzy w kabinę samochodu. Nie wolno zgadywać, jak powinien być przymocowany fotelik. Dlatego trzeba postępować zgodnie z dołączoną do niego instrukcją obsługi, a ponieważ każdy fotelik ma swoją specyfikę przy jego montowaniu należy zwrócić uwagę na szereg elementów:

– Sposób przypięcia fotelika do siedzenia w samochodzie: baza, ISOFIX, przypięcie pasami samochodowymi, w taki sposób, by fotelik był stabilny, czyli wręcz niemożliwy do przesunięcia przy szarpnięciu przez osobę dorosłą,

– Prawidłowe zapięcie dziecka w foteliku za pomocą pasów bezpieczeństwa lub pasów uprzęży fotelika, oznaczające odpowiednie ułożenie pasów na ciele, sprawdzenie czy nie są poskręcane, oraz czy są odpowiednio mocno napięte, by dziecko się nie wyślizgnęło,

– Kierunek ustawienia fotelika: czy powinien być przypięty tyłem, czy przodem do kierunku jazdy,

– Fotelik powinien być odpowiednio dopasowany do samochodu, by trzymał się fotela pojazdu.

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zaprasza na stronę www.bezpieczniwpasach.pl, gdzie można znaleźć informacje na temat tego, jak prawidłowo dziecko powinno mieć zapięte pasy bezpieczeństwa lub uprząż fotelika. Zamieszczona jest tam także lista miejsc, w których do dnia 3 września br. można bezpłatnie skorzystać z porad psychologa dziecięcego oraz skonsultować z ekspertem od fotelików dziecięcych, czy jest on prawidłowo zainstalowany i odpowiednio dopasowany do wagi i wzrostu dziecka.

 

 

Najnowsze

Mobilne CB radio – nowy sposób wymiany informacji?

Navatar to polski startup - aplikacja, która pokazała możliwe kierunki rozwoju oraz szacowany wygląd przyszłej komunikacji kierowców na drogach. Czym różni się mobilne radio CB od tradycyjnego?

Symbolem Navatara jest latarnia rzucająca światło na drogę.
fot. Navatar

Tradycyjne CB Radio to świetny i sprawdzony sposób na wymianę informacji pomiędzy uczestnikami ruchu drogowego. Dzięki uzyskanym informacjom możemy omijać korki, remonty drogowe, unikać mandatów oraz podejmować korzystniejsze i  oszczędzające czas decyzje, co jest niezwykle ważne w dzisiejszych „zabieganych” czasach. Zapewnienie stałej łączności osób podróżujących samochodami w tej samej okolicy doprowadziło do stworzenia odrębnej społeczności posługującej się swoim własnym, specyficznym językiem.

Są też minusy. Tradycyjne CB radio to odrębne urządzenie, które trzeba zainstalować w samochodzie. Oczywiście co się z tym wiąże, CB działa tylko w samochodzie. Często też problem stanowi anetena, która musi być przyczepiona na dachu.

Dlatego grupa młodych pasjonatów – programistów, grafików i polskich kierowców, którzy w technologiach mobilnych widzą ogromny potencjał oraz wiążą z nimi swoją przyszłość postanowiła stworzyć aplikację na smartfona, która ma znacznie ułatwić porozumiewanie się kierowców. Dostępna  obecnie dla posiadaczów iPhone oraz telefonów na platformie Android, oferuje pierwsze w kraju mobilne CB radio oraz darmowy moduł nawigacyjny GPS, budowany w oparciu o światowy projekt OpenStreetMap. Co wyróżnia mobilne CB?

Mobilne CB Radio

Tradycyjne CB Radio

Aby dołączyć do społeczności należy posiadać smatfona z dostępem do internetu oraz aplikację mCB

Aby dołączyć do społeczności należy zainstalować CB radio wraz z anteną w swoim samochodzie

mCB jest zawsze tam, gdzie telefon – brak uzależnienia od konkretnego pojazdu

Zainstalowane CB radio trudno jest przenieść do innego pojazdu

Pozwala na komunikację life z kierowcami znajdującymi się w okolicy, ale także odsłuchiwanie komunikatów drogowych nagranych w trakcie ostatniej godziny

Pozwala na komunikację life z kierowcami, którzy znajdują się w pobliżu

W przyszłości zasięg słyszalności regulowany indywidualnie – dzisiaj 50 km

Zasięg zależny od jakości CB radia i jego anteny

Użytkownicy nie są anonimowi – występują pod indywidualnym nickiem, co może sprzyjać zachowaniu większej kultury osobistej

Niska kultura – sporo przekleństw, kłótni, co nie sprzyja podróżom z dziećmi

Niewielu użytkowników

Duża liczba użytkowników

Należy mieć wykupiony dostęp do Internetu

Nie jest konieczny dostęp do internetu

GPS powoduje szybkie wyładowywanie baterii telefonu

Nie wymaga posiadania smartfona

Przede wszystkim kierowca posiadający smartfona wyposażonego w aplikację mobilnego radia CB kierowca nie musi instalować odrębnego urządzenia w swoim samochodzie. Niezależnie od pojazdu, w którym się porusza, zawsze ma do niego dostęp.

Menu główne aplikacji mobilnego CB.
fot. Navatar

Mobilne, głosowe radio CB udostępnia nie tylko bieżącą komunikację pomiędzy kierowcami znajdującymi się w tej samej okolicy. Pozwala także na odsłuchiwanie komunikatów pozostawianych wcześniej w określonym miejscu. Kierowcy mogą dzielić się ze sobą informacjami drogowymi, jak i dotyczącymi atrakcji turystycznych bądź ciekawych wydarzeń w mijanych miejscowościach.

Jednocześnie mCB to mniejsza anonimowość, ponieważ wszyscy uczestnicy społeczności pojawiają się pod własnym nickiem. Jest zatem szansa na zachowanie większej kultury w komunikacji pomiędzy kierowcami i możliwość swobodnego korzystania z mCB nawet w trakcie podróży z dziećmi.

Twórcy Navatara pracują również nad możliwością regulowania dokładnego zasięgu odbioru informacji. Dzisiaj jest to 50 km, jednak w przyszłości kierowca sam będzie ustalał, z jakiej okolicy informacje chce otrzymywać. Umożliwi mu to np. zaplanowanie dalszej części drogi, uzyskanie informacji o sytuacji w miejscach, do których będzie się zbliżał dopiero za kilka godzin i odpowiednio wcześniejsze podjęcie decyzji np. odnośnie planu dnia.

Mobilne CB wydaje się być świetnym rozwiązaniem, jednak  porównując go do tradycyjnego przegrać może pod dwoma względami. Po pierwsze pod względem przeważającej liczby użytkowników korzystających z tradycyjnego CB. Po drugie korzystanie z mCB wymaga posiadania smartfona z dostępem do internetu, co w przypadku tradycyjnego radia CB jest nie potrzebne.

Więcej informacji o aplikacji Navatar:

 

Najnowsze

Kupujemy miejskie auto – diesel czy benzyna?

Ceny paliw w Polsce biją kolejne rekordy - po raz kolejny musimy stwierdzić, że tak drogo jeszcze nie było - przy czym różnica w cenie za litr benzyny bezołowiowej i oleju napędowego wcale nie jest duża. Co w takim razie wybrać kupując nowy samochód?

Najwyższe w historii ceny benzyny sprawiają, że decydując się na zakup nowego auta bierzemy często pod uwagę przede wszystkim koszty jego eksploatacji. Obecnie do wyboru mamy silniki beznynowe, nowoczesne jednostki wysokoprężne (diesle), lub  instalację gazową w aucie. W ostatnim przypadku zaledwie kilku producentów oferuje pojazdy z fabryczną instalacją LPG, stąd też przy wyborze samochodu większość z nas ograniczy się do pojazdów z silnikami diesla lub benzynowymi (i ewentualnie późniejszym montażu instalacji gazowej).

Początkowo sprawa wydaje się prosta. Kierując się zasadą, że diesle palą mniej, wybór powinien paść na auto z silnikiem wysokoprężnym. Jednak, jeśli pokonujemy krótki dystans w ciągu miesiąca w ostatecznym rozrachunku diesel okazuje się znacznie mniej opłacalnym rozwiązaniem. Dlaczego?

Wynika to przede wszystkim z różnicy w cenie pomiędzy poszczególnymi autami oferowanymi w wersji z silnikiem benzynowym lub diesla. Wysokociśnieniowy układ wtrysku paliwa, turbosprężarka i skomplikowane systemy filtrujące znajdują odzwierciedlenie w wyższej kwocie zakupu auta i nie pozostają bez wpływu na koszty ewentualnych napraw. 

Najpopularniejsze auta zaliczane do tzw. segmentu B spalają przeciętnie w cyklu miejskim 5 – 5,5 l oleju napędowego (silniki wysokoprężne 1,4 l) oraz około 6 – 7 l benzyny (silniki 1,2 l). Różnica w cenie zakupu pomiędzy wybranym modelem auta miejskiego wyposażonego w jednostkę benzynową, a diesla wynosi natomiast około 8000 zł – tyle dopłacamy przy zakupie decydując się na samochód z silnikiem wysokoprężnym. Zróbmy więc prostą kalkulację.

Przy zakupie samochodu nie należy sugerować się tylko i wyłącznie wartościami podawanymi przez producentów w rubrykach z wielkością spalania dla poszczególnych silników i modeli. Pod uwagę musimy wziąć przede wszystkim dystans, jaki zamierzamy pokonywać każdego roku naszym autem, różnice w kosztach eksploatacji między silnikami benzynowymi i dieslami oraz o to, po jakim okresie czasu planujemy wymienić w przyszłości nasz samochód.
fot. BC

Przyjmując stosunkowo niewielki miesięczny przebieg auta użytkowanego wyłącznie do jazdy miejskiej na poziomie 1000 km i aktualne, średnie ceny paliw (PB95 – 5,22 zł, ON – 5,05 zł / l) można oszacować, iż użytkując małe auto z niewielkim silnikiem benzynowym (silnik 1,2; śr. spalanie w mieście: 6,5 l / 100 km) miesięcznie na paliwo wydamy około 340 złotych. Pokonując natomiast ten sam dystans tym samym autem z silnikiem diesla 1.4 l (śr. spalanie w mieście: 5 l /100 km), na stacji zostawimy co miesiąc w przybliżeniu 250 zł. Przy tych założeniach, oszczędność wynikająca z użytkowania diesla wyniesie około 90 zł każdego miesiąca.

Jak łatwo policzyć, w skali roku będzie to w przybliżeniu 1100 zł. Różnica w cenie zakupu pomiędzy miejskim samochodem z silnikiem benzynowym i jego odpowiednikiem z jednostką wysokoprężną powinna zwrócić się nam więc dopiero po około 7 latach użytkowania auta (i to bez uwzględniania wspomnianych wcześniej wyższych kosztów eksploatacji silników diesla). Co na to producenci samochodów?

Niektórzy z nich zdają sobie sprawę, że przy stosunkowo niewielkich dystansach pokonywanych w przypadku typowej jazdy miejskiej, diesle nie są najlepszym rozwiązaniem i nie oferują oni już swoich najmniejszych aut z silnikami wysokoprężnymi. Jednostek zasilanych olejem napędowym nie znajdziemy już pod maską najnowszych modeli innych popularnych w naszym kraju aut miejskich – Nissana Micra czy Suzuki Swift.

– Suzuki Swift oferowany jest tylko z nowoczesnym i ekonomicznym silnikiem benzynowym. Do najnowszej generacji Swifta trafiła dynamiczna, bo aż 94-konna i zarazem oszczędna (tylko 6  l w mieście i 5 l / 100 km w cyklu mieszanym) jednostka napędowa 1.2  mówi Żaneta Wolska-Marchewka, Kierownik Salonu Auto Club w Poznaniu.

Nissan Micra jest oferowany z silnikiem o takiej samej pojemności, spalającym w mieście taką samą ilość paliwa jak Swift. Konsumpcja paliwa w przypadku obu aut jest więc konkurencyjna w stosunku do diesli o zbliżonej mocy.

Jeżeli w przeciągu najbliższych miesięcy ceny oleju napędowego znacznie nie spadną (na co niestety nic nie wskazuje…) i wciąż będą niewiele niższe od bezołowiowej 95-tki, zakup nowego pojazdu z motorem wysokoprężnym jest racjonalny tylko wtedy, jeżeli zamierzamy pokonywać naszym nowym pojazdem przynajmniej 30 tys. km rocznie. W przeciwnym razie, a w szczególności wtedy kiedy kupujemy tzw. „drugie auto w rodzinie” z myślą o poruszaniu się nim wyłącznie po mieście, rozsądniejszym wyborem jest postawienie na nowoczesny i oszczędny silnik benzynowy.

 

Najnowsze

Pancernik Gustaw powraca!

Od 15. sierpnia ruszyła kampania ITS - „Klub Pancernika klika w fotelikach” mająca na celu  zwrócenie uwagi dzieci na zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym, a ich rodzicom o konieczności przewożenia najmłodszych w samochodach w specjalnych, odpowiednio dobranych i poprawnie zamontowanych fotelikach.

Akcja, której głównym bohaterem jest Pancernik Gustaw prowadzona jest od 2005 roku, kiedy to badania sondażowe na reprezentatywnej próbie Polaków posiadających dzieci w przedziale wiekowym 4-12 lat wskazywały, że jedynie 52% rodziców prawidłowo przewoziło swoje dzieci w samochodach osobowych.

Poprzednie edycje kampanii (2005-2007) oraz inne działania promujące bezpieczeństwo najmłodszych pasażerów, przyczyniły się do wzrostu liczby rodziców, przewożących swoje dzieci w odpowiednich urządzeniach zabezpieczających do 81,5%. Jednocześnie wciąż aż 11% rodziców nigdy z takich urządzeń nie korzystało i to głównie do nich kierowany jest przekaz kampanii.

Głównym, długofalowym założeniem kampanii jest edukacja oraz motywowanie dzieci w wieku 4-12 lat i ich rodziców do bezpiecznych zachowań w ruchu drogowym, ze szczególnym naciskiem na stosowanie
urządzeń zwiększających bezpieczeństwo dzieci.

Działania w ramach tegorocznej edycji kampanii skupiać się będą ponadto na podnoszeniu świadomości rodziców w zakresie odpowiedniego doboru fotelików do wagi, wzrostu i potrzeb dziecka oraz promowaniu postaw, zarówno wśród dzieci, jak i rodziców co do bezwzględnego stosowania tych urządzeo, niezależnie od długości trasy, rodzaju drogi, panujących na niej warunków czy niewygody dziecka.

Pancernik Gustaw przypoimna o konieczności jazdy w pasach bezpieczeństwa.
fot. ITS

Integralną częścią ogólnopolskich działań promujących przekaz kampanii za pośrednictwem telewizji, radia, prasy i billboardów, jest strona internetowa www.klubpancernika.pl. Najmłodsi znajdą na niej gry i zabawy ćwiczące spostrzegawczość i umiejętności manualne oraz będą mogli śledzić przygody bohatera akcji – wspomnianego Pancernika Gustawa – który zapięty odpowiednio w swoim foteliku, odwiedzi fantastyczne miejsca i ciekawe osoby, by porozmawiać z nimi o bezpieczeństwie i ich doświadczeniach z nim związanych.


Dorosłych autorzy strony zachęcają do zapoznania się z przepisami i wskazówkami w zakresie bezpiecznego przewożenia dzieci w samochodzie oraz skorzystania z giełdy fotelików. W sekcji przeznaczonej dla nauczycieli zamieszczono scenariusze zajęć i inne materiały dotyczące bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Organizatorem i inicjatorem kampanii jest Instytut Transportu Samochodowego w Warszawie dzięki współfinansowaniu przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
w ramach pomocy technicznej Programu Infrastruktura i Środowisko. Za przygotowanie i promocję kampanii odpowiedzialna jest Fabryka Komunikacji Społecznej.

 

Najnowsze