Autopilot w Tesli uratował przed wypadkiem

System Autopilot w samochodach Tesli wywołuje sporo kontrowersji, ale po tym filmie nie ma wątpliwości, że jest bardzo skuteczny.

Kilka dni temu na holenderskiej autostradzie A2 niedaleko Eindhoven doszło do wypadku. Jednym z uczestników ruchu była Tesla Model X należąca do Franka van Hoesela. Jego samochód poruszał się po autostradzie w trybie Autopilot, ale gdy tylko doszło do wypadku, system automatycznie zaaplikował hamowanie, dzięki czemu udało się uniknąć kolizji. 

Cała sytuacja wyglądała bardzo groźnie, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Producent samochodów zaktualizował we wrześniu oprogramowanie w systemie Autopilot. Od tamtej pory funkcję „oczu” mają nie tylko kamery zamontowane w przedniej szybie, ale także dodatkowe sensory śledzące sytuację na drodze.

Zobaczcie nagranie z wypadku przy udziale Autopilota Tesli.

https://www.youtube.com/watch?v=kyaihf4-j08

Najnowsze

Wypił kawę, wsiadł za kółko – trafi przed sąd

Nie pochwalamy prowadzenia samochodu po zażyciu niedozwolonych substancji, ale kto by pomyślał, że za jazdę po spożyciu kawy można trafić przed sąd?

Mieszkaniec Kalifornii został oskarżony o jazdę pod wpływem niedozwolonych substancji. Jednak sęk w tym, że wsiadł za kółko po wypiciu kawy. Teraz będzie walczył przed sądem o swoje prawa.

Cała sytuacja rozpoczęła się w 2015, kiedy Joseph Schwab został zatrzymany przez agentkę kalifornijskiego departamentu ds. kontroli stanu trzeźwości. Funkcjonariuszka stwierdził, że kierowca porusza się po drodze nie stosując się do przepisów ruchu drogowego i zajeżdżał jej drogę, dlatego został zatrzymany do kontroli. Jednak alkomat wskazał wynik 0,0.

Joseph Schwab został przebadany testem na obecność narkotyków, ale również wynik badania był negatywny. Po przeprowadzeniu dokładnych badań okazało się, że krwi kierowcy wykryto środek psychoaktywny w postaci… kofeiny. 

Od całego zajścia minęło już kilkanaście miesięcy, ale sprawa się nie zakończyła. Kierowca trafi przed oblicze sądu, oskarżony o jazdę pod wpływem środka odurzającego. Tamtejsza prokuratura tłumaczy, że zarzuty nie opierają się o jazdę po kofeinie, tylko jest to ogólne podejrzenie. 

Prawnik kierowcy twierdzi, że nigdy nie słyszał o takich zarzutach i dodaje, że badanie toksykologiczne przeprowadzone u klienta nie daje podstaw do stawiania takich zarzutów. Pełnomocnik złożył wniosek o oddalenie zarzutów. Jeżeli sąd się do tego nie przychyli, kierowcę czeka sprawa w sądzie już na początku przyszłego roku.

Najnowsze

Test Harley-Davidson Low Rider S – uliczny potwór

Muskularny, groźny, silny i zadziorny - czy Low Rider S da się okiełznać?

Jeśli chcesz wzbudzić respekt w mieście, Harley-Davidson Low Rider S to odpowiednie narzędzie do takiej roboty. Zasiadając na nim czujesz się pewniej, odważniej i masz poczucie bliżej nieokreślonej władzy. Umoszczenie pośladków na pojedynczej kanapie, chwyt za kierownicę i uruchomienie silnika sprawiają, że serce zaczyna szybciej bić – słowo daję, że można się poczuć niczym boss lokalnej mafii.

Choć motocykl jest słusznych rozmiarów, siedzi się na nim dość nisko, zatem niewysokie osoby po pierwsze nie bedą mieć problemu z postawieniem całych stóp na ziemi, a po drugie – bedą mieć wrażenie, że są sporo wyżsi. A na pewno ważniejsi. Muskularne gabaryty i masa mastodonta mają rzecz jasna i drugą stronę medalu. Z trudnością przychodzi cofanie, zwłaszcza pod górkę, więc jeśli nie śmigasz trzy razy w tygodniu na siłkę, możesz mieć z tym nie lada problem. Strach pomyśleć, co się może stać, gdy sprzęt przechyli się zbyt mocno na bok. 305 kilogramów z płynami to duży ciężar i warto bardzo uważać, aby nie zaliczyć parkingówki. Szkoda byłoby porysować tak ładny motocykl. Bo prezentuje się świetnie! Producent zrezygnował z chromowanych elementów na rzecz ich matowych odpowiedników. Poza kilkoma elementami w czarnym, metalicznym kolorze, znajdziemy tu także ciemnozłote magnezowe felgi. Całość wygląda fenomenalnie!

Zrelaksuj się
Ciężko opisać pozycję za kierownicą, bo przy każdym ruszeniu manetką zadek zapiera się o koniec siedziska, a dłonie mocniej zaciskają się na manetkach. Jeśli jednak przed nami długa prosta, to korzystamy z dobrodziejstwa tempomatu i relaksujemy się podziwiając piękne widoki. Na Low Riderze S siedzi się naprawdę wygodnie – jesteśmy co prawda lekko nachyleni w stronę kierownicy, ale to nie męczy, a nogi w lekkim ugięciu opierają się o podnóżki. Coś między crusierem a sportem.

Minimalizm
Harley-Davidson wie jak robić dopracowane motocykle, które zapadają w pamięć na długo. Low Rider S ma na pokładzie wszystko to, czego moglibyśmy oczekiwać od dobrego, amerykańskiego sprzętu: zbliżeniowy kluczyk, automatycznie wyłączające się kierunkowskazy, tempomat, ABS, pięknie wyeksponowany stożkowy filtr powietrza i rasowo grzmiący wydech. Wszystko to okraszone minimalistyczną stylistyką blach i wyeksponowanym, dużym silnikiem, który potrafi wprawić w osłupienie nawet największych motocyklowych maniaków.

Serce potwora
Screamin' Eagle Air-cooled, Twin Cam 110 – pod tą przydługą nazwą kryje się jednostka o pojemności aż 1801 cm3 zamknieta w zgrabnej formie dwucylindrowej v-ki chłodzonej powietrzem. Motor produkuje niecałe 100 KM i 156 NM momentu obrotowego już od 3500 obrotów. Silnik „ciągnie” równo od samego dołu, aż do odcięcia, zapewniając nieco brutalne doznania za kierownicą i siejąc swym donośnym dudnieniem postrach w mieście. Skrzynia i sprzęgło pracują z dużym oporem, ale już po pierwszych kilometrach można się do tego przyzwyczaić.

Problemy zaczynają się, kiedy nasze możliwości jady na wprost z umiarkowaną szybkością są ograniczone przez sytuację na drodze. Potężny widlak na biegu neutralnym wpada w wibracje, telepiąc całym motocyklem w dość denerwujący sposób. Dodatkowo każdy przystanek, nawet przy temperaturach nieprzekraczających 20 stopni powoduje, że między naszymi nogami możemy sobie odgrzać obiad albo wysuszyć pranie. Silnik, niczym dobra farelka, generuje w szybkim czasie tak duże ilości ciepła, że przejazd w obuwiu i ubraniu niemotocyklowym mógłby skutkować poparzeniem. No ok, może to lekka przesada, ale takie są odczucia.

Kiedy znajdziemy się na zakręcie
Jak już ubierzemy się we właściwe ciuszki możemy delektować się właściwościami jezdnymi Low Ridera S. Każda prosta droga jest dla niego rajem. Potrafi także pokazać pazur w ciasnych zakrętach. Zachowuje się tu bardzo przewidywalnie i choć czasami tak duża wartość momentu obrotowego na kole potrafi zerwać przyczepność, to nie rodzi żadnej paniki u kierującego. Wystarczy spokojne odpuścić nieco manetkę gazu i motocykl sam, dostojnie, wróci do zadanego toru jazdy. Na tak dobre właściwości jezdne wpływa przede wszystkim dobrze zestrojone zawieszenie, które jest kompromisem pomiędzy ambitną, sportową jazdą po zakrętach, a wygodą w długich trasach.

Harley Davidson Low Rider S to nie jest maszyna dla każdego. Nie poleciłabym go jako jedyny środek transportu do codziennych dojazdów do pracy (choc i tacy się z pewnością znajdą). Jednak każdy, kto się zrobi choć 10 kilometrów za jego kierownicą staje się od niego uzależniony i zechce go mieć w swoim garażu. Głównie po to, aby móc go podziwiać wieczorami lub zaprowadzić “nowy porządek w mieście”.

Na TAK:
– odczuwalne i szybko dostępne moc i moment silnika;
– trakcja – pomimo rozmiarów;
– buntowniczy wygląd;
– wrażenia z jazdy.

Na NIE:
– chłodzenie powietrzem – podczas wolnej jazdy grzeje się niczym kaloryfer;
– duże wibracje silnika na biegu jałowym.

Dane techniczne Harley-Davidson Low Rider S

Długość:

2390 mm

Wysokość siodła:

685 mm

Pojemność zbiornika paliwa:

17.8 l

Masa, bez płynów:

293 kg

Silnik:

Screamin' Eagle Air-cooled, Twin Cam 110

Pojemność:

1801 cm3

Moment obrotowy:

156 Nm / 3500 obr./min.

Najnowsze

Kupujesz używane auto na LPG? Dowiedz się, na co zwrócić uwagę

Używany samochód z zamontowaną już instalacją LPG to idealne rozwiązanie dla osób, które chcą cieszyć się oszczędnościami od momentu nabycia pojazdu. Na co jednak powinniśmy zwrócić uwagę przy zakupie auta na gaz, aby faktycznie tak było?

Powód, dla którego Polacy decydują się na zakup oraz montaż instalacji LPG, jest taki sam jak w przypadku używanego auta, czyli oszczędność. Kiedy jednak decydujemy się na zakup auta z drugiej ręki już przekonwertowanego na LPG, musimy zwrócić uwagę na kilka bardzo istotnych kwestii. W przeciwnym razie, możemy narazić się na poniesienie wysokich kosztów związanych z naprawami, które mogą przekroczyć wartość nowego systemu autogaz. Na co zwrócić uwagę przy zakupie używanego auta na gaz?

  1. Wpis do dowodu rejestracyjnego

Pierwszą kwestią, jaką musimy sprawdzić przy zakupie jest to, czy instalacja LPG została wpisana do dowodu rejestracyjnego samochodu. Jest to warunek konieczny, gdyż w innym przypadku nie dokonamy corocznego przeglądu technicznego.

  1. Data montażu

Kolejnym krokiem jest sprawdzenie, kiedy instalacja LPG została zamontowana. Warto mieć na uwadze fakt, że w przypadku, gdy montaż miał miejsce bezpośrednio przed sprzedażą samochodu, pod maską może znajdować się system niskiej jakości, mający na celu jedynie uatrakcyjnienie oferty. Jeżeli instalacja jest stara – może stanowić to przyczynę sprzedaży samochodu i w niedługim czasie oznaczać konieczność wymiany podzespołów systemu na nowe.

  1. Niezbędna dokumentacja

Kolejnym krokiem jest upewnienie się, czy osoba sprzedająca pojazd posiada wszelkie niezbędne dokumenty instalacji, czyli atest zbiornika gazowego oraz wyciąg ze świadectwa homologacji. Należy sprawdzić również ważność legalizacji butli – jeżeli termin upływa w niedługim czasie, warto negocjować cenę pojazdu, gdyż zakup nowej lub ponowne wyrobienie legalizacji to koszt rzędu kilkuset złotych.

  1. Serwis instalacji

Duże znaczenie ma również fakt, czy poprzedni właściciel samochodu regularnie serwisował instalację, gdyż wizyty w wyspecjalizowanych warsztatach wydłużają żywotność systemu. W tym przypadku warto dowiedzieć się także, czy właściciel nie próbował oszczędzać na naprawach – można to sprawdzić na podstawie wyglądu poszczególnych elementów pod maską samochodu, np. wiszących na przewodach części instalacji autogaz czy nieprecyzyjnie i niestarannie zamocowanych komponentach.

  1. Praca silnika

Nie bez znaczenia pozostaje także zweryfikowanie, czy silnik poprawnie działa zarówno na benzynie, jak i gazie. – Warto wiedzieć, że pojazd na LPG, w którym znajduje się uszkodzony układ zasilania benzyną, nie będzie prawidłowo pracował na gazie. W przypadku pracy silnika na LPG, należy upewnić się, czy nie pojawiają się problemy z przełączaniem zasilania benzynowego na gaz, czy podczas jazdy nie są odczuwalne szarpnięcia lub nieprawidłowości w pracy silnika, a także czy nie zapala się kontrolka „check engine”. Jeżeli wykryjemy nieprawidłowości w funkcjonowaniu silnika, powinniśmy udać się do warsztatu w celu zdiagnozowania pojazdu. Takie działanie z całą pewnością zaoszczędzi nam stresu i wydatków związanych z późniejszą naprawą samochodu” – mówi Marek Bezubik, Specjalista ds. Technicznych firmy AC S.A., producenta systemów LPG/CNG marki STAG.

Podejmując decyzję o zakupie używanego auta na gaz, warto poprosić również sprzedającego o udostępnienie specyfikacji całego systemu LPG, dzięki czemu w przyszłości unikniemy trudności związanych z wymianą podzespołów na nowe.

Źródło: AC S.A., producent systemów LPG/CNG marki STAG

Najnowsze

Kobieta zmienną jest – Ewa Pikosz podsumowuje sezon 2016

"Stwierdzenie kobieta zmienną jest w sezonie 2016 nabrało w moim przypadku nowego znaczenia" - opowiada nam Ewa Pikosz podsumowując swój sezon 2016.

Dzięki sponsorowi Moto44 w nowym roku przesiadłam się na Husqvarnę FE 250. Założeniem głównym, ze względu na model enduro motocykla, był udział w Pucharze Polski Enduro. A jak było w rzeczywistości? Na przestrzeni dziewięciu miesięcy wzięłam udział w zawodach enduro, super enduro, hard enduro, motocross i cross country. Zdobyłam ogromne doświadczenie, ale również wiedzę na temat organizacji zawodów w Polsce.

Enduro było dla mnie wyzwaniem. Przechodziłam z cross country i zadeklarowałam udział we wszystkich pięciu rundach. Zupełnie inna specyfika zawodów. Dwa odcinki specjalne plus długie dojazdówki skutkowały w sumie kilkugodzinnym wyścigiem. Zawody dwudniowe plus oddanie motocykla w piątek do parku maszyn. Niestety po całym sezonie stwierdzam, że jestem rozczarowana. W kilku przypadkach trasa przypominała CC, w kilku była źle oznaczona, przez co pogubiłam się lub co gorsze spotkałam z zawodnikiem jadącym naprzeciw, warunki enduro rzadko było można spotkać, a i frekwencja w klasie kobiet nie była zbyt wysoka. Odwiedziłam jednak nowe miejsca zdobywając nowe doświadczenia, więc nie żałuję wyjazdów.

Równolegle z Pucharem Polski Enduro, w związku z moim zamiłowaniem do cross country wystartowałam we wszystkich rundach Mistrzostw Okręgu Łódzkiego. Na każdej z sześciu rund, podczas godzinnego wyścigu, czekały na nas skrajnie różne warunki. Od suchego, dobrze przygotowanego toru, po błoto przeprawowe, czy tumany kurzu, odcinki super enduro, motocrossowe i typowe odcinki cross country. Zawody rozgrywane były zawsze w jeden dzień, jednak mam wrażenie, że zdobyłam tam największe doświadczenie. Niestety mimo moich starań frekwencja również nie dopisywała i, podobnie jak w przypadku enduro, brał udział stały skład.

Potem jedna z zawodniczek namówiła mnie na udział w Pucharze Polski Super Enduro w Obornikach Wielkopolskich. Oczywiście podstawy zdobyłam na świetnie poprowadzonym szkoleniu u Marcina Spirowskiego w Charlottcie, ale doświadczenia w zawodach SE nie miałam kompletnie. Zawody jednodniowe rozpoczynające się treningiem i kwalifikacjami, a następnie dwa wyścigi w odstępie czasu, aby móc zregenerować siły. Zupełnie inna technika jazdy. Umiejętności i bardzo dobra kondycja prowadziła do zwycięstwa. Mimo wielu upadków przełamałam swoje największe słabości, a skutkiem udziału był wyjazd na największe zawody hard enduro 111 Red Bull MegaWatt w Bełchatowie.

Co do samych zawodów mam kilka zastrzeżeń, ale prawdopodobnie wystartuję również w przyszłym roku. Trzykrotnie pozwoliłam sobie, dzięki wsparciu sponsorów Motul, TRW oraz dirtbike.pl, którzy zaopatrzyli nas w części oraz produkty do motocykli na cały sezon, na udział w Mistrzostwach Strefy Polski Zachodniej w Motocrossie. Dzięki tym zawodom znacznie przyspieszyłam. Zawody rozgrywane były analogicznie jak super enduro. Frekwencja jednak podczas tych zawodów do pozazdroszczenia – od 10 do 15 zawodniczek. Rywalizacja przez cały wyścig. Rewelacja! Adrenalina towarzyszyła mi cały czas podczas zawodów. Pod koniec sezonu uczestniczyliśmy również w Mistrzostwach Pomorza Enduro. Zawody dla osób, które stawiają pierwsze kroki w dyscyplinie enduro są dobrym doświadczeniem.

Kolejną ciekawostką jest fakt, że w lipcu, wraz z naszym sponsorem szkoleniemotocyklowe.pl, rozpoczęliśmy współpracę nad budową toru w Poznaniu highcross.pl, który planujemy otworzyć na wiosnę 2017. Tor ma charakter supercrossu i wymaga dużej kondycji, ale też dobrze uczy techniki pokonywania zakrętów.  

Był to mój drugi sezon startów w zawodach motocyklowych. Często zmieniałam dyscyplinę, gdyż chciałam znaleźć swoje miejsce w przyszłym sezonie. Starty pozwoliły na poznanie wstępnie swoich możliwości i ukierunkowanie się na sezon 2017. Nie żałuję ani jednego wyjazdu, a wręcz przeciwnie – cieszę się, że miałam możliwość zdobycia tylu nowych doświadczeń.

Ewa Pikosz

Najnowsze