Karolina Chojnacka

Auto drogowe w tunelu aerodynamicznym Formuły 1. Dowiedz się, jak powstają supersamochody!

Praca nad aerodynamiką ma fundamentalne znaczenie w projektowaniu wyczynowego samochodu sportowego. Jest też szczególnie ważna w Formule 1 – w tej dyscyplinie testy w tunelu aerodynamicznym reprezentują najwyższy poziom techniczny. Po raz kolejny doświadczenia z F1 pomagają w produkcji „zwykłego” samochodu.

Pierre Sancinena, inżynier ds. aerodynamiki Alpine Cars, wpadł na pomysł nawiązania współpracy z kolegami z Alpine F1 Team, by skorzystać z ich metod i narzędzi pracy. Teraz wprowadza w kulisy tych niezwykłych badań.

Auto drogowe w tunelu aerodynamicznym Formuły 1
Auto drogowe w tunelu aerodynamicznym Formuły 1, fot. materiały prasowe / Renault

Wyeliminowanie siły nośnej, maksymalne ograniczenie oporu powietrza i wygenerowanie siły docisku w ściśle określonej proporcji – praca specjalistów od aerodynamiki ma kluczowe znaczenie, by samochód Formuły 1 pozostawał przyklejony do nawierzchni toru, jak najszybciej poruszał się na prostej i utrzymywał optymalnie wysoką prędkość na zakrętach. W Enstone w Anglii, gdzie ma swoją siedzibę między innymi dział konstrukcyjny podwozi stajni Alpine F1 Team, pracuje od 100 do 120 inżynierów, bezustannie badających przepływ strumieni powietrza z wykorzystaniem narzędzi cyfrowych CFD (obliczeniowa mechanika płynów) i testów w tunelu aerodynamicznym. Spojlery, owiewki, płaskie podwozie, pontony, dyfuzory – wszystkie te i wiele innych elementów są bardzo precyzyjnie modelowane, aby zoptymalizować osiągi bolidu.

W Ulis we Francji, gdzie mieści się siedziba Alpine Cars, Pierre Sancinena prowadzi podobne analizy co jego koledzy z Enstone. Inżynier aerodynamiki, ale też półzawodowy kierowca wyścigowy od trzech lat prowadzi badania aerodynamiczne dotyczące aktualnych modeli z gamy Alpine i Renault Sport (A110 i Megane R.S. Trophy-R), jak również modeli samochodów, które pojawią się w przyszłości. Bez wahania przyznaje, że „prace w tunelu aerodynamicznym są bardzo istotne w opracowaniu aerodynamiki samochodu sportowego, takiego jak A110”. Inżynier ds. aerodynamiki Alpine Cars wyznaje także:

To w Formule 1 można znaleźć kompendium wiedzy o aerodynamice. To z ich pracy czerpiemy właściwe metody i narzędzia badawcze.

Aby zoptymalizować prace nad drogowymi wersjami samochodów Alpine, powstał pomysł wykorzystania umiejętności zespołu odpowiadającego za projekty aerodynamiczne w Enstone: Nawiązaliśmy współpracę w marcu 2020 roku i co tydzień omawiamy postęp prac, by optymalizować naszą metodologię i narzędzia CFD oraz wdrażać metody z Formuły 1 w naszych badaniach.

Współpraca z Alpine F1 Team dotyczy specjalistycznego know-how, wykorzystywanego w projektowanych obecnie nowych modelach drogowych marki. Dzięki temu zespoły pracowników z Alpine Cars poprawiły korelację między obliczeniami komputerowymi a wynikami testów w tunelu aerodynamicznym. Zapewnia to oszczędność czasu i pieniędzy oraz pozwala uniknąć licznych etapów prac projektowych i ograniczyć wielokrotne porównywanie wyników między CFD i tunelem aerodynamicznym. Jednakże, aby zwiększyć skuteczność i jednocześnie zoptymalizować projektowanie niektórych części lub podzespołów samochodu, trzeba było pójść dalej.

A110 pokonał kanał La Manche, by specjaliści z Enstone wyposażyli go w liczne czujniki używane w badaniach aerodynamiki w F1. Niespotykane i niezwykle cenne oprzyrządowanie służy gromadzeniu jeszcze większej ilości danych, lepszemu obrazowaniu obciążeń różnych partii nadwozia i opływających je strumieni powietrza. Na początku marca w tunelu aerodynamicznym S2A w Montigny-le-Bretonneux specjaliści F1 skierowali strumień powietrza na testowy i całkowicie przekształcony model A110.

Samochód wyposażono między innymi w szeroką, metalową kratę nazwaną „grabiami”, zainstalowaną pod przednią częścią podwozia, której projekt wywodzi się bezpośrednio z konstrukcji zastosowanej w samochodach A521, którymi jeżdżą Esteban Ocon i Fernando Alonso podczas sesji jazd próbnych w weekendy Grand Prix. W kracie znajdują się czujniki ciśnienia podobne do rurek Pitota w samolotach, które umożliwiają obrazowanie całego strumienia powietrza przepływającego pod podwoziem.

W trakcie badania w tunelu aerodynamicznym inżynierowie Alpine Cars użyli również tzw. Flow-Vis, specjalnego lakieru opracowanego przez kolegów z F1. Nałożony wałkiem na pokrywę silnika i błotniki samochodu, rozprowadza się tylko po osiągnięciu określonej prędkości, w sposób pozwalający na zbadanie przepływu strumieni powietrza na powierzchni nadwozia. Te narzędzie wizualizacji jest pomocne w potwierdzaniu wyników obliczeń wykonywanych komputerowo w oparciu o CFD.

Auto drogowe w tunelu aerodynamicznym Formuły 1
Auto drogowe w tunelu aerodynamicznym Formuły 1, fot. materiały prasowe / Renault

Wkład inżynierów aerodynamiki Alpine F1 Team w sesję badań w tunelu nie był wyłącznie materialny. W centrum operacyjnym – słynnym Race Control room w Enstone – mogli śledzić obraz z kamer i analizować dane pojawiające się na ekranie komputera. Któż inny jak nie osoby korzystające na co dzień z narzędzi, w jakie wyposażono testowy A110, mógłby lepiej rozszyfrować wyniki takiego badania?

Uzyskane dane posłużą do potwierdzenia słuszności wyboru niektórych rozwiązań, pomysłów czy elementów aktualnie opracowywanych w Alpine Cars. I to zarówno z myślą o przyszłych wersjach A110, jak i nowych modelach samochodów przyszłości. Będą miały w sobie coś z F1 i przeniosą to „coś” na drogi.

Najnowsze

Paula Lazarek

Niebezpieczne wypadki w porze nocnej – jak ich uniknąć?

Już od 1 czerwca dozwolona prędkość w obszarze zabudowanym w godzinach 23.00-5.00 zmniejszy się z 60 do 50 km/h. Jazda po zmroku wymaga od kierowcy dodatkowej ostrożności. W porze nocnej, na drogach nieoświetlonych aż w co czwartym wypadku ginie człowiek.

Na początku czerwca wchodzi w życie nowelizacja ustawy Prawo o ruchu drogowym, gdzie jedną z wprowadzonych zmian jest uchylenie przepisu dopuszczającego jazdę z prędkością 60 km/h na obszarze zabudowanym w godzinach między 23.00 a 5.00.

Przez całą dobę będzie obowiązywała ta sama norma jazdy z maksymalną dozwoloną prędkością 50 km/h, przy czym w strefie zamieszkania dopuszczalną prędkością pozostaje 20 km/h.

Największa liczba wypadków ma miejsce w ciągu dnia z uwagi na największy o tej porze ruch, ale w porze nocnej na drogach nieoświetlonych występuje największy wskaźnik śmiertelności ofiar wypadków. W ubiegłym roku prawie w co czwartym takim wypadku zginął człowiek, podczas gdy w porze dziennej – w co dwunastym*.

UWAŻAJ SZCZEGÓLNIE W MIEJSCACH NIEOŚWIETLONYCH

Czynnikiem wpływającym na bezpieczeństwo jazdy jest m.in. oświetlenie. Jazda nocą w miejscach nieoświetlonych latarniami ulicznymi, przy ograniczonym zasięgu widzenia drogi, przeszkód czy innych uczestników ruchu drogowego, jest o wiele trudniejsza i bardziej niebezpieczna niż w ciągu dnia. Dlatego takie warunki dyktują przede wszystkim konieczność zadbania o sprawne oświetlenie zewnętrzne pojazdu, czystość reflektorów i szyb. Od tego zależy widoczność drogi, i tak ograniczona w porze nocnej. Dodatkowo nieprawidłowo ustawione oświetlenie zewnętrzne auta jest przyczyną oślepienia kierowców nadjeżdżających z naprzeciwka, co powoduje niebezpieczną chwilową utratę zdolności widzenia. Gdy tego doświadczymy, należy zwolnić.

Podczas jazdy w nocy dodatkowo niebezpieczną okoliczność może stanowić naturalne o tej porze zmęczenie kierowcy. Jeszcze trudniej zauważyć wtedy pieszego czy rowerzystę, którzy mogą nie posiadać świateł odblaskowych, dlatego po zmroku za kierownicą musimy zachować szczególną czujność – mówi Adam Bernard, dyrektor Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault.

Trafne oszacowanie odległości czy prędkości na podstawie świateł jest bardzo trudne, chociażby z powodu nietypowego usytuowania świateł w innych samochodach. Przykładowo wąsko ustawione reflektory przeciwmgielne stwarzają złudzenie, iż samochód znajduje się dalej niż jest w rzeczywistości.

Podczas jazdy nocą reflektory innych pojazdów mogą natomiast pomóc określić, czy na drodze znajdują się jakieś przeszkody. Obserwując światła pozycyjne i widoczne światła stopu samochodu jadącego kilkaset metrów z przodu, można zorientować się, czy na drodze znajdują się jakieś “niespodzianki”, na które właśnie natknął się poprzedzający samochód. Jeśli światła lub poświata pojazdu nadjeżdżającego z naprzeciwka nagle znikną, oznacza to, że najprawdopodobniej znalazł się on za pagórkiem. W takiej sytuacji nie wolno rozpoczynać manewru wyprzedzania, gdyż za chwilę samochód ten pojawi się przed nami.

* www.policja.pl

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Jakim samochodem jeździ kierowca Formuły E? Oczywiście, że elektrycznym!

Kierowca zespołu Nissana w Formule E Sébastien Buemi uwielbia samochody elektryczne zarówno na torze, jak i na ulicach. Za co kierowca wyścigowy kocha elektryki?

Sébastien Buemi, jeden z najbardziej utytułowanych kierowców w historii Formuły E, a prywatnie właściciel Nissana Leaf, opowiedział, jak przekonał się do samochodów elektrycznych na torze i na drodze, aby w ten sposób zachęcać innych, by wymienili swoje auta na elektryczne. Kierowca zespołu Nissan w Formule E, wyznaje:

Codziennie jeżdżę samochodem elektrycznym, nie tylko ścigając się na torze, ale także zawożąc dzieci do szkoły lub załatwiając różne sprawy w moim rodzinnym mieście w Szwajcarii. Za kierownicą mojego Nissana LEAF mogę doświadczać emocji wpisanych w jazdę samochodem elektrycznym nawet wtedy, gdy nie startuję w wyścigach.

Miłość Buemiego do elektryków zaczęła się parę lat temu. Odkąd Sébastien zaczął startować w Formule E, pokochał samochody elektryczne za ich moc i wydajność. Zaawansowane technologie, w jakie wyposażony jest jego elektryk, optymalizują efektywność jazdy, podobnie jak w bolidzie Formuły E:

Kiedy zacząłem startować w Formule E w zespole Nissana, byłem pod ogromnym wrażeniem mocy, przyspieszenia i systemu zarządzania energią montowanego w samochodach elektrycznych.

Gdy siadam za kierownicą mojego elektrycznego Nissana, odczuwam ekscytację nawet podczas codziennej jazdy! Możliwość błyskawicznego przyspieszania, jaką zapewnia nowatorska technologia e-Pedal, sprawia, że jazda na drodze staje się prostsza, zwiększa się wydajność akumulatora, a dzięki funkcji odzyskiwania energii hamowania, mam jeszcze większy spokój ducha.

Sébastien lubi testować, ile kilometrów uda mu się przejechać na jednym ładowaniu i – podobnie jak innych kierowców – zasięg bardzo mile go zaskakuje. Badania przeprowadzone przez markę Nissan dowodzą, że aż 70%1 kierowców samochodów elektrycznych przyznaje, że zasięg ich elektrycznego auta jest znacznie większy, niż spodziewali się przed jego zakupem.

Sébastien Buemi dodaje, że doładowanie akumulatora jego elektryka jest proste i łatwe, ponieważ istnieje wiele różnych opcji ładowania, a infrastruktura poprawia się z roku na rok:

W ciągu ostatnich 10 lat bardzo poprawiła się sieć ładowania. Nawet w Szwajcarii, gdzie mieszkam, mogę bez problemu znaleźć wolną ładowarkę, dzięki czemu doładowanie akumulatora mojego Nissana Leaf staje się naprawdę proste.

Sébastien postanowił nagrać film z serii „Moje życie z Nissanem Leaf”, aby przekonać wszystkich do możliwości samochodów elektrycznych i podkreślić ich atuty. Zachęcił was do wymiany swojego auta na elektryczne?

Najnowsze

Paula Lazarek

Ford Mustang Mach-E: wszystkie egzemplarze przeznaczone na rynek polski zostały już wyprzedane. Wielki sukces?

Całkowicie elektryczny Ford Mustang Mach-E spotkał się w Polsce z ogromnym zainteresowaniem. Cała pula przeznaczona na nasz rynek została wyprzedana zanim pierwsze egzemplarze trafiły do Polski.

Dla Forda na całym świecie Mustang Mach-E jest najważniejszą premierą na przestrzeni ostatnich lat. Nie inaczej jest w Polsce. Już podczas przedpremierowych pokazów zebrano zamówienia na 60% puli przeznaczonej dla naszego kraju. Po kilku tygodniach okazało się, że zainteresowanie Mach-E po pokazach, umocniło się jeszcze bardziej.

Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem sprzedaży i zanim pierwsze egzemplarze trafiły do Polski, nabywców znalazły wszystkie samochody. To łącznie 220 egzemplarzy. 75% to zamówienia na wersję z napędem na wszystkie koła i baterią o zwiększonej pojemności 98 kWh. Klienci zdecydowanie postawili na żywiołowy kolor Lucid Red. Najwięcej zamówień zebrano w Warszawie i okolicach (łącznie 50 szt.), Górnym Śląsku (26 szt.) i Trójmieście (25 szt).

Sprzedażą Mustanga Mach-E zajmują się jedynie wyselekcjonowani dilerzy, którzy muszą spełniać podwyższone standardy w obszarach sprzedaży i serwisu. To między innymi: specjalna strefa ekspozycyjna w salonie, zewnętrzna ładowarka dla aut EV, a w przypadku serwisu dedykowane wyposażenie i narzędzia do naprawy samochodów zelektryfikowanych oraz wykwalifikowana kadra w zakresie obsługi aut elektrycznych.

– Nie mam wątpliwości, że znalezienie nabywców na całą dostępną pulę samochodów przed rozpoczęciem oficjalnej sprzedaży to dla nas duży sukces. Mustang Mach-E reprezentuje nową wizję Forda, w której centralne miejsce zajmują samochody elektryczne – świetnie wyglądające, bogato wyposażone, z najnowszymi technologiami – powiedział prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska, Piotr Pawlak. 

– Z relacji mediów wiemy, że samochód budzi bardzo duże zainteresowanie i jest mocnym wejściem Forda w świat elektryków – powiedział Piotr Pawlak. Jeden z dziennikarzy stwierdził wręcz, że „petrolheadzi w końcu dostali elektryka, po którego mogą ustawiać się w kolejce”¹. Patrząc na wyprzedaną całą alokację tego modelu na polskim rynku, myślę, że ma rację – dodał Piotr Pawlak.

Najnowsze

Edyta Klim

Motocyklem przez zaplecze świata – wywiad z Sylwią Barto

Sylwia Barto motocyklistką została w wieku 40-stu lat, dołączając do męża i córki. I choć nadal mówi o sobie, że jest „świeżakiem”, to Hondą Africa Twin dała sobie radę, nawet na hiszpańskim szlaku TET.

Motocykle to u Was pasja rodzinna?

Myślę, że mogę tak już powiedzieć. W obecnej chwili podróżujemy już z córką, czekamy jeszcze na syna Kacpra i rodzina Barto będzie w komplecie – to takie moje marzenie. Przygodę z motocyklem w naszym domu rozpoczął mąż, stopniowo zarażając mnie oraz naszą córkę Emilię, miłością do motocykli. Przez 6 lat byłam tzw. plecaczkiem, a gdzieś w połowie tej drogi zaczęłam marzyć i widzieć siebie na motocyklu.

Zawsze lubiłam wyzwania i tak  do mojego pudełka z marzeniami wpadło kolejne – postanowiłam, że na 40-te urodziny będę jeździć motocyklem. Trzy lata dojrzewałam do decyzji, a takim zapalnikiem była nasza córka, która mając 14 lat zdała na kategorię AM. Kurs rozpoczęłam mając 40 lat, jednak egzamin, w wyniku perypetii życiowych, przesunął się na kolejny sezon. Do tego doszła sytuacja z pandemią i zamknięciem ośrodków egzaminacyjnych. Z końcem maja, kiedy wszystko ruszyło, umówiłam się na egzamin i przy trzecim podejściu stałam się szczęśliwym, posiadaczem prawa jazdy kat. A. W tym czasie również córka zrobiła kolejny krok i zdała egzamin na A1 za pierwszym podejściem.

To od kiedy samodzielnie jeździsz motocyklami i jakie były te Twoje początki?

W sumie mam dwa sezony za sobą, czyli jestem tzw. świeżakiem (śmiech). Nim zdecydowałam się na kurs postanowiłam, że najpierw pojeżdżę na Hondzie 125 Varadero, oswoję się i utwierdzę w swojej decyzji o rozpoczęciu kursu. W tym czasie byliśmy już w Gruzji i jadąc na tylnej kanapie, przemierzając z mężem stepy pod Azerbejdżanem – utwierdziłam się, że jestem gotowa! Była to ostatnia wyprawa jako „plecaczek”.

Oczywiście  początki mocno mnie zaskoczyły, nagle to coś, co wydawało się łatwe, wcale takie łatwe nie było. Mogę powiedzieć, że jestem z tych kobiet, co się nie poddają i lubią mocne wyzwania – tu jednak musiałam przeprosić się i słuchać mądrzejszych. Pierwsza wyprawa,  po zdanym  egzaminie, prowadziła przez Polskę. Była radość, ale i była złość, i słowa niecenzuralne „…na co mi to, przecież z mężem było też fajnie”. Najtrudniejszy dla mnie jest piach, opanowanie jazdy po nim wyzwala w mojej głowie burzę i falę emocji. Ale kończył się dzień, trudna trasa i wraz z kolejnym porankiem – ponownie był uśmiech, wsiadałam, przekręcałam stacyjkę i jechałam, szczęśliwa…

Jaki masz teraz motocykl i czy spełnia Twoje oczekiwania?

Z Hondy Varadero 125 przesiadłam się na Hondę Africa Twin CRF 1000. Szaleństwo – co niektórzy mówili, ale w międzyczasie jeździłam również na KTM 390. Pomału oswajałam się z gabarytami i mocą mojego „Bizona” (tak pieszczotliwie mówię o moim motocyklu). Pokochałam tę pracę silnika oraz możliwości Hondy, jakie mi daje poza szosą i w trudnych warunkach.

Podróżując motocyklem, wolisz drogi czy bezdroża?

W podróżach motocyklowych chcemy jak najwięcej zobaczyć i poznać okolicę. Nasze trasy zawsze prowadziły przez „zaplecze świata”. Na początku były to boczne, wąskie, kręte drogi, aczkolwiek asfaltowe. Te 180 km potrafiliśmy jechać nawet 5 godzin. Takie podróżowanie, po pierwsze nie pozwala na rozwijanie „naddźwiękowych prędkości”, co
z punktu widzenie bezpieczeństwa jest dla mnie bardzo istotne, a po drugie daje możliwość odkrycia niepowtarzalnych zakątków mijanych miejsc.

Z każdą wyprawą, coraz częściej zjeżdżaliśmy na gruntowe i szutrowe drogi, aż podczas wyprawy dookoła  Tatr, na jednej z takich dróg, wyrwaliśmy tłumik z kolektora wydechowego. Ta przygoda zakończyła się tym, że poznaliśmy fantastycznych ludzi, którzy pomogli nam naprawić motocykl i dalej kontynuować naszą podróż. Jak to mówią: „spodziewaj się niespodziewanego” i to jest w tym wszystkim najfajniejsze! Choć korci mnie, żeby zapytać, co dzisiaj mnie czeka, to odpowiedź mojego męża znam z góry: „spodziewaj się niespodziewanego”. Ta przygoda była też impulsem do tego, aby zmienić motocykl na bardziej dostosowany do naszych preferencji podróżniczych i tak rozpoczęła się nasza przygoda off-roadowa.

Planujecie dokładnie każdy etap wspólnych podróży?

Odkąd sięgam pamięcią, nasze podróże były zawsze spontaniczne i trochę szalone. Nawet jak dzieci były małe, to uczyliśmy je, by podczas podróży korzystały ze wszelkich dóbr, jakie daje nam dane miejsce. Nie ma to znaczenia, czy śpimy  w hotelu czy w namiocie. Zazwyczaj śpimy tam, dokąd dojedziemy danego dnia, bez żadnych rezerwacji. Choć szczerze powiedziawszy, prysznic z ciepłą wodą, po ciężkim, pełnym emocji i kurzu dniu – jest mile widziany.

Namioty zawsze zabieramy na wyprawę, ale póki co, zawsze udawało się nam znaleźć kwaterę, nawet na największym odludziu, np. wysoko w górach Gruzji. Jest to korzyścią dla nas, bo przy okazji  poznajemy pyszne jedzenie i fantastycznych ludzi, z którymi często utrzymujemy kontakty do dzisiaj.

Te „nowe smaki” dodają kolorytu podróżowaniu?

Wspominam o jedzeniu, bo jest ono ważnym czynnikiem w poznawaniu otaczającej nas kultury, danego miejsca, w którym przebywamy. Wspólne spożywanie posiłków zbliża ludzi, a ludzie tworzą atmosferę i kształtują kulturę danego miejsca. Jesteśmy smakoszami i uwielbiamy próbować regionalne potrawy, choć nie zawsze nam smakują (śmiech).

 Gdzie do tej pory dotarłaś na kołach, a jakie kierunki są jeszcze w planie?

Moja pierwsza podróż motocyklowa odbyła się w lipcu 2020 roku, wraz z naszą córką Emilią i znajomymi. Plan podróży był taki, aby większość  trasy pokonać bezdrożami – w 10 dni przejechaliśmy 2200 km. Start był spod Warszawy, gdzie obecnie mieszkamy, w kierunku rodzinnych stron, czyli woj. świętokrzyskiego, kierując się dalej na południe. Następnie zachodnimi rubieżami Polski – dojechaliśmy na Kaszuby, a stamtąd bocznymi, ale już asfaltowymi drogami wróciliśmy do domu. Całą trasę pokonałam na KTM 390, a Emilia na Aprilia 50.

Wakacyjnie byłam jeszcze w moich ukochanych  Bieszczadach, gdzie po raz pierwszy pojechałam na Hondzie Africa Twin . To tam miałam pierwszy raz styczność z serpentynami i tu na myśl przychodzi mi wspomnienie i od razu uśmiech na twarzy.  Jak trafiliśmy na słynne serpentyny w Izdebkach, to tego dnia zjechały się tam, chyba wszystkie ścigacze z okolicy i nagle wjechałam ja, z moją królową „Afryką”.  W tym głośnym miejscu, po chwili zapadła się cisza, bo  panowie zreflektowali się, że ktoś się pojawił i im „zamula”. Odniosłam wrażenie, że grupka motocyklistów przeczekała, aż zjadę spokojnie, żeby po chwili w pełni móc korzystać z zawijasów (śmiech). 

W maju 2021 roku zrealizowaliśmy kolejne marzenie – wyjazd do Chorwacji. Do naszej ekipy  ponownie dołączyła nasza córka Emilia, już na Malaguti 125. A w mojej głowie znowu pojawiło się „czerwone światełko” – na drodze grząski grunt, sporo kamieni w terenie  oraz doszły znaczne wysokości (Przełęcz Mali Alan w górach Velebit oraz szczyt Sv. Jury). Śmieję się, że mój  mąż powinien dostać Oskara, za te moje lękowe „schizy”. Zdaję sobie sprawę, że każdy dzień na motocyklu, to też trening dla mojej głowy i utrwalanie umiejętności. Wiem, że sporo muszę przejechać, by w pełni cieszyć się jazdą po bezdrożach. Chcę w pełni poczuć wolność, bo przecież siła jest w kobietach!

Zdobywanie przez ciebie doświadczenia to tylko jazda, czy też wiedza z innych źródeł?

Swój pierwszy sezon zakończyłam szkoleniem offroad’owym, gdzie miałam możliwość przećwiczyć nowe  umiejętności. Mogłam je już wykorzystać w nowym sezonie – w marcu tego roku byłam na 10-dniowej  wyprawie do Hiszpanii, w regionie Andaluzji. Część trasy przejechaliśmy trackiem TET. Hiszpania była miłym zaskoczeniem, pomimo iż każdy dzień był dla mnie wyzwaniem. Jestem dumna z siebie, że dałam radę, pokonując 1900 km ciężkim motocyklem, oczywiście z niewielką pomocą męża w wyjątkowo trudnych momentach.

A jak córka radzi sobie z Wami na wymagających trasach i w towarzystwie dużo większych motocykli?

Paradoksalnie, chyba lepiej niż ja (śmiech). W terenie nasza średnia prędkość nie przekracza 50 km/h, zatem nie odstaje od nas, a wręcz przeciwnie – trudny teren pokonuje bardzo sprawnie i bez kompleksów. Raczej nie zdarza się jej podnosić motocykla z ziemi, czego nie możemy powiedzieć o naszych, ciężkich maszynach. Jej atutem jest też młodość i ułańska fantazja. Poza tym, zanim pojechała z nami na dłuższą, poważniejszą wyprawę, to była dwa razy na szkoleniu enduro i jeździła z nami na wyprawy po Polsce.

Mąż zabiera ją też na męskie wyprawy w trudniejszy teren i z relacji wiem, że nie odstępuje chłopakom, ani na centymetr! Jeśli chodzi o przejazdy asfaltem, to są to zazwyczaj kręte drogi, na których odstaje tylko na dłuższych prostych, ale nadrabia na zakrętach pokonując je w pełnym złożeniu, na tyle, na ile pozwala jej dualna opona. Reasumując – radzi sobie bardzo dobrze i na pewno nie jest przysłowiowym zamulaczem. Zazwyczaj jest prowokatorką przejazdu przez ciężki teren, który ja chętnie bym czasem  ominęła.

Jakie teraz macie plany podróżnicze?

Jesteśmy w trakcie organizacji wyprawy do Azji Środkowej, a dokładnie będzie to Kirgistan, być może też Tadżykistan. Wszystko oczywiście zależne jest od obecnej sytuacji pandemicznej na świecie. Ponadto, na najbliższe lata w planach jest: Mongolia, Bajkał i Ameryka Południowa: Patagonia, Peru, Chile, Boliwia. 

Instagram: https://www.instagram.com/widoki_z_kanapy_motocykla/

Najnowsze