Audi A5 Coupé: pierwsza jazda – i piękna i bestia

Dziewięć lat po premierze pierwszej generacji Audi A5 nadszedł czas na zmiany. Prezentowany model to ewolucja zarówno pod kątem stylizacji nadwozia, ale i technologii, które znajdziemy na pokładzie tego modelu.

W tym uroczym, zgrabnym coupé znajdziemy teraz nie tylko przeprojektowane podwozie, ale i nowe, mocne jednostki napędowe oraz nowinki z obszaru multimediów czy wsparcia kierowcy.

Warto przypomnieć, że poprzedni model uznawany był za jedno z ładniejszych coupé na rynku, dlatego projektanci nowej generacji mieli ciężki orzech do zgryzienia pracując nad liniami następcy modelu. Aby spełnić oczekiwania fanów marki i potencjalnych klientów trzeba było nadać świeżości nadwoziu i drapieżności karoserii, zachowując przy tym styl i elegancję. Nowa generacja A5 jest więc autem jednocześnie dostojnym, jak i na tyle „podniecającym”, że może niektórym podnieść nieco ciśnienie na sam widok czy możliwość przejażdżki – i o to chodziło!

Niemiecki design
Najbardziej charakterystyczna jest ostro zarysowana linia boczna w kształcie fali; linia, która była także charakterystyczna dla wcześniejszej wersji. Kolejną wizytówką nowych produktów koncernu z Ingolstadt jest całkowicie nowy grill singleframe, który doskonale współgra tutaj z kształtem przednich reflektorów. Z tyłu znajdziemy wyrazisty spoiler i wąskie, trójwymiarowe światła diodowe. Układ wydechowy zależny jest od wersji silnikowej. Dla silników wysokoprężnych to podwójna rura wydechowa z lewej strony, a dla benzynowych jednostek – dwa pojedyncze wydechy z dwóch stron.

Oprócz podstawowej wersji wyposażenia dostępna będzie linia S line, oraz sportowy pakiet wyposażenia. Nowe Coupé to również nowe nadwozie. A5 coupe jest teraz dłuższe o 4,7 cm względem poprzednika, o 1,3 cm wzrósł także rozstaw osi. Inżynierowie zdecydowali się zmniejszyć szerokość auta o 8 mm i wysokość o jedynie 1 mm.

Wnętrze niczym nas nie zaskoczyło – to ta sama świetna jakość nawet najmniejszego elementu, a poza tym praktyczne rozwiązania, które znamy z nowego A4, czy A3. Do dyspozycji kierowcy jest osadzony bezpośrednio przed jego oczami virtual cockpit o przekątnej 12,3 cala, wyświetlacz MMI o przekątnej 8,3 cala na panelu centyralnym i dotykowy touchpad między fotelami z przodu, pokładowe WiFi, TV, czy nagłośnienie firmy Bang&Olufsen (opcja).

A5 coupe, tradycyjnie już, najeżone jest systemami asystującymi jazdę, choć większość znamy z najnowszego A4: adaptacyjny tempomat, asystent jazdy w korku, asystent pasa ruchu, kamery i wiele innych. Dla osób odbywających często nocne podróże, Audi proponuje możliwość doposażenia auta w diodowe reflektory Matrix.

Prowadzenie? Czy jest coś przyjemniejszego?
Pierwsze jazdy Audi A5 coupe odbywały się na „drodze 100 zakrętów” w okolicy Polanicy-Zdrój, gdzie można było przetestować, jak auto sprawdza się w zimowych warunkach, zwłaszcza w newralgicznych miejscach na drodze tj. winkle.  Choć i tak, na zwykłej drodze, jazda nowym Audi A5 Coupé dostarcza sporą dawkę przyjemności. Organizatorzy prezentacji nie bez powodu wybrali tak fantastyczne miejsce na sprawdzenie właściwości jezdnych i nie obawiano się, że te samochody sobie nie poradzą. Mnóstwo ciasnych zakrętów, śliska nawierzchnia, ostre podjazdy i równie ostre zjazdy – to zwykle okoliczności, w których większość kierowców boi się jeździć n a 100 procent. Jednak w A5 coupe z najmocniejszą wersją benzynową i napędem quattro to po prostu ogromna frajda. Wspaniale jest wiedzieć, że ten samochód radzi sobie w tak niesprzyjających okolicznościach. Mechanizm różnicowy tylnej osi daje poczucie precyzji poruszania się samochodu na zadanym przez kierowcę torze. To auto naprawdę ciężko „wyprowadzić z równowagi” – każde z kół żyje własnym życiem i oddzielnie reaguje na zakręty, nierówności i przyspieszenia czy hamowania – wszystko po to, aby móc zachować przyczepnośc i trakcję w każdym momencie jazdy. Jak to nam nie wystarczy, to zawsze możemy doposażyć A5-tkę w dynamiczny układ kierowniczy, którego przełożenie dostosowuje się do prędkości i kąta skrętu kierownicy. Choć w standardowym wyposażeniu i tak można doskonale wyczuć na kole kierownicy co się dzieje na styku koła i asfaltu.

Mocy przybywaj!
W gamie znalazły się trzy benzynowe i trzy wysokoprężne jednostki. Najmniejszy silnik benzynowy to 1.4 TFSI generujący moc 150 koni mechanicznych i dysponujący momentem obrotowym 250 Nm. Sprint od 0 do 100 km/h zajmuje niecałe 9 sekund, a prędkość maksymalna wynosi 216 km/h. Najmocniejsza wersja benzynowa to aż 252 KM i 370 Nm wyciśnięte z 2-litrowej jednostki, zapewniająca niemal sportowe osiągi auta. A5 wyposażone w ten silnik, z napędem quattro przyspiesza od 0 do 100 km/h w jedyne 5,8 sekundy, a jego prędkość maksymalna została elektronicznie ograniczona do 250 km/h. Drugi wariant silnika 2.0 TFSI ma moc 190 KM i 320 Nm -pierwszą setkę w tym wariancie zobaczymy po 7,3 sekundy.

Gama silników wysokoprężnych opiera się na dwóch pojemnościach: 2.0 TDI oraz 3.0 TDI. Ten pierwszy jest oparty na systemie wtrysku Common Rail i generuje 190 koni mechanicznych i maksymalny moment obrotowy równy 400 Nm. Producent zapewnia o fantastycznych aspektach ekonomicznych jednostki, czyli zapotrzebowaniu na paliwo w granicach 4,4 l oleju napędowego na 100 km. Nawet, jeżeli dodamy 2 litry do tej liczby to wciąż będzie to bardzo rozsądny wynik jak na osiągi pozwalające zobaczyć pierwszą “setkę” po 7,2 sekundy. 3-litrowy diesel to całkowicie nowa konstrukcja, która przechodzi dopiero proces homologacji. Przy tej objętości mamy do wyboru dwa warianty mocy: 218 KM i 286 KM. W pierwszej wersji dysponujemy momentem obrotowym wynoszącym 400 Nm, w drugiej natomiast aż 620 Nm. Topowa wersja silnika dla Audi A5 coupe to szereg zmian, które kładą nacisk na emisję spalin, obniżenie masy jednostki i zwiększenie mocy.

Audi S5 coupe będzie napędzane przeprojektowanym silnikiem 3.0 TFSI o pojemności skokowej 2995 cm3. Ten turbodoładowany sześciocylindrowiec generuje 15 kW więcej niż jego poprzednik, co daje pełne podziwu 354 koni mechanicznych i aż 500 Nm! Sprint do setki to jedyne 4,7 sekundy.

Ciekawą nowinką jest zmodernizowany system Start-Stop. Kiedy będziemy dojeżdżać do świateł, silnik zgaśnie po zwolnieniu poniżej 7 km/h, co pozwoli zaoszczędzić jeszcze więcej paliwa (w konfiguracji ze skrzynią tiptronic jest to 3 km/h).

Za ile?
Ceny Audi A5 coupe zaczynają się od 159 900 złotych za wersję z silnikiem 1.4 TFSI. Za słabszą jednostkę dwulitrową trzeba dopłacić 10 tysięcy złotych. Mocniejsze jednostki 2.0 TFSI lub 3.0 TDI z napędem quattro to wydatek ponad 200 tysięcy złotych. Oczywiście mowa o wersji podstawowej. Biorąc pod uwagę, że dodatkowe wyposażenie w Audi do najtańszych nie należy, łatwo się domyślić, że osiągnąć próg 300 tysięcy złotych przy konfiguratorze jest dziecinnie proste.

Nowe A5 Coupé zrobiło na nas takie wrażenie, że łatwiej będzie omówić rzeczy, które nam się nie podobają… Czyli… Ok, to by było na tyle. Auto ma świetne proporcje, wygląda drapieżnie, jeździ agresywnie, wnętrze jest ergonomiczne i wykonane z najlepszych materiałów. Mamy do dyspozycji mocne silniki i mnóstwo nowinek technicznych poprawiających komfort podróżowania. Do pełni szczęścia potrzeba nam jedynie krętych dróg, pięknych widoków i mnóstwa czasu, aby cieszyć się jazdą. No i przynajmniej wolnych 250 tysięcy złotych…

Najnowsze

Katarzyna Frendl

Ford Fiesta ST200 – pierwsza jazda na torze Łódź

Takie auta lubimy! Oto topowy hot hatch Forda - Fiesta ST200, który zaskoczy niejednego wielbiciela sportowej jazdy - ujarzmiłyśmy go na nowiutkim torze pod Łodzią!

Ford Fiesta ST zadebiutował w 2013 roku i szybko wywalczył pozycję jednego z najlepszych hatchbacków o sportowych osiągach w Europie. W tym roku, czyli w czterdziestą rocznicę wyprodukowania pierwszego modelu Fiesta Ford (1976 rok), debiutuje nowy Ford Fiesta ST200, będący najmocniejszą odmianą tego modelu w historii.

Auto wygląda po prostu fenomenalnie. Z przodu witają mnie reflektory ze zintegrowanymi światłami do jazdy dziennej LED. Samochód ma unikatowy lakier nadwozia Solid Silver Grey, czarne, matowe obręcze aluminiowe o średnicy 17 cali z polerowanymi ramionami, czerwone zaciski hamulcowe, dużą, trapezoidalną osłonę chłodnicy ST o strukturze plastra miodu, spory przedni spojler i wyprofilowane progi boczne, no a z tyłu dominuje dyfuzor w kolorze nadwozia oraz pokaźny spojler dachowy. Ale ten samochód właściwie nie ma wyglądać. Ma świetnie jeździć!

Żwawo wskakuję do środka, kątem oka zauważając podświetlane nakładki progowe z logo ST200. Otacza mnie ciemne, przytulne wnętrze z podsufitką ze srebrnymi detalami. Zasiadam na częściowo skórzanym fotelu Recaro, wykończonym – podobnie, jak pasy bezpieczeństwa – kontrastującymi, srebrnymi nićmi. Rzut oka na deskę: spostrzegam ładnie pasujące do całości wstawki z włókna węglowego i znany z innych fordów system multimedialny SYNC z 5-calowym ekranem. Chwytam za aluminiowy drążek skrzyni biegów wrzucając jedynkę – dłonie ochoczo zamykają się na kierownicy dedykowanej modelowi ST. Jest dość gruba, miękka, skórzana – taka jak lubię. Teraz pozostaje tylko gwałtowy ruch prawą stopą na pedale obleczonym – a jakże – aluminiową nakładką.

Jakie są fakty?
W porównaniu z modelem Fiesta ST, wersja ST200 oferuje o 10 procent wyższą moc i o 20 procent wyższy moment obrotowy. Specjalnie skalibrowany silnik benzynowy 1,6 litra EcoBoost pracujący pod maską tej wersji rozwija 200 KM – czyli dwa raz więcej, niż w modelu Fiesta XR2 sprzed 20 lat – oraz 290 Nm momentu obrotowego. Ponadto, jednostka dostarcza dodatkowe 15 KM i 30 Nm momentu obrotowego nawet przez 20 sekund dzięki funkcji overboost. Ford Fiesta ST200 rozpędza się od 0 do 100 km/h w 6,7 sekundy. Jednostka wykorzystuje turbosprężarkę, system zmiennych faz rozrządu z niezależnym sterowaniem położenia wałków (Ti-VCT) oraz układ bezpośredniego wtrysku paliwa.

Skrócenie końcowego przełożenia z 3,82 w Fieście ST do 4,06 w Fieście ST200 zaowocowało lepszą elastycznością na poszczególnych biegach – przyspieszenie od 50 do 100 km/h na czwartym biegu zajmuje zaledwie 5,2 sekundy (dane producenta). Prędkość maksymalna wynosi 230 km/h.

W ST200 znajduje się teraz zmodernizowane zawieszenie z modelu ST oraz elektryczne wspomaganie układu kierowniczego EPAS (bardziej bezpośrednie przełożenie – 13,69:1, skrócenie drążka kierowniczego oraz zastosowanie zmodyfikowanej zwrotnicy.).

Co zrobiono dokładnie w podwoziu? Wstawiono inne amortyzatory, zadbano o lepsze tłumienie nierówności (tylna belka skrętna o sztywności zwiększonej o 27 procent, przedni stabilizator poprzeczny o średnicy zwiększonej z 19 do 21 mm). Podobnie, jak Fiesta ST, wersja ST200 jest o 15 mm niżej zawieszona, niż standardowy Ford Fiesta. Na pokładzie usportowionej wersji jest też układ eTVC – zastępujący mechaniczną szperę, poprawiający stabilność jazdy na zakrętach. Podczas pokonywania zakrętów układ przyhamowuje przednie wewnętrzne koło, aby poprawić przyczepność i zredukować podsterowność bez ograniczania prędkości jazdy. Układ elektronicznej kontroli stabilności ESC z kolei ma trzy tryby pracy – np. tryb częściowo uśpiony lub w pełni dezaktywowany.

Przednie hamulce tarczowe mają średnicę 278 mm, a tylne 253 mm – całość uzupełnia większa, niż w standardowej Fieście pompa główna.

To auto ma też coś, co wymyślono dla nieco nadopiekuńczych rodziców. Otóż jest to tzw. kluczyk MyKey, który pozwala na zaprogramowanie maksymalnej dozwolonej prędkości jazdy i maksymalnego poziomu głośności zestawu audio, a także uniemożliwia dezaktywację systemów bezpieczeństwa na przykład, gdy chcemy udostępnić nasze ST200 dziecku. Tylko pamietajmy, że to „dziecko” ma już zwykle około 17-18 lat i też chce poczuć radość z jazdy! Najlepszym głosem zdrowego rozsądku jest więc rodzic zasiadający na prawym fotelu.

Ale jak to jeździ?
Ruszam. Przede mną nieznana nitka Toru Łódź – ale i tak czuję się tu bezpiecznie. Dlaczego? Bo na prawym fotelu mam świetnego pilota, a właściwie kierowcę rajdowego, Jakuba „Colina” Brzezińskiego, który jest dziś moim instruktorem. Podpowiada, którym biegiem mam wejść w konkretny zakręt, kiedy dodać, a kiedy ująć gazu, no i – najprzyjemniejsza komenda – teraz do „oporu”! Po jednym kółku już wiem, że to auto to fordowski majstersztyk. Z powłączanymi wszystkimi systemami bezpieczeństwa auto staje się posłusznym narzędziem w rękach nawet niedoświadczonego kierowcy. Zawieszenie dba o to, aby przyjemność z szybkiej jazdy po ciasnych zakrętach toru sięgała zenitu. Korci… korci, żeby wyłączyć system ESC – choćby połowicznie. Namawiam Jakuba i już pędzę drugie kółko bez żelaznego uścisku elektroniki. Auto zachowuje się wówczas nieco podsterownie z czym ewidentnie walczy układ kontroli toru jazdy wszczepiony z poprzedniego ST, ale sprawia mi to ogromną radość! Miło jest wiedzieć, że gdy przód samochodu zaczyna  „uciekać” zbyt gwałtownie (czytaj: za szybko weszłam w zakręt mimo próśb instruktora), jedynie częściowo uśpione ESC nadal czuwa i ratuje mnie z opresji. Zastępujący mechaniczną szperę układ eTCV wspaniale radzi sobie z dużą – w standardzie lub zwiększoną przy użyciu overboost – mocą przenoszoną na przednie koła. Overboost jest dyspozcji przez 20 sekund, oferując w sumie 215 KM i 320 Nm, jeśli jadę na trzecim lub czwartym biegu i zachowam prędkość obrotową jednostki na poziomie 5750 obr/min.) 

Cóż, nie byłabym sobą, gdybym nie namówiła Jakuba na zupełne odłączenie systemu (w teorii, bo eTCV i tak zareaguje w dramatycznej sytuacji). Wówczas samochód staje się idealną zabawką dla każdego, kto lubi kontrolowane poślizgi! Podsterowność liniowo przechodzi w nadsterowność, którą uwielbia chyba każdy wjeżdzający samochodem na tor! Nikt mi nie powie, że auto musi mieć tylny napęd, żeby być wspaniałym driftowozem! ST200 jest przy tym tak przewidywalny, na co z pewnością ma wpływ udany układ kierowniczy zapewniający kierowcy wszelkie informacje na temat styku opony w torem, że każde szybsze wyjście z zakrętu i zarzucenie tyłem nadwozia przy użyciu hamulca ręcznego wychodzi mi praktycznie bez pomocy Jakuba! Czyżbym tak szybko nabyła nowych umiejętności? Nie – to Fiesta tak dobrze sprawuje się w rękach niedoświadczonego w sportowej jeździe po torze kierowcy. Wniosek? Tym samochodem podczas energicznej jazdy poradzi sobie dosłownie każdy!

Do kompletu wrażeń dochodzą pomruki systemu Sound Symposer, który kieruje dźwięk silnika wprost do kabiny pasażerskiej, aby uczynić sportowe brzmienie jednostki napędowej integralną częścią wrażeń z jazdy. Podkręca to zapędy kierowcy, ale jednocześnie nie jest to dźwięk sztuczny, który znamy z aut konkurencji.

Zatem jaki jest ST200? Cóż, dawno nie jeździłam tak pozytywnie zaskakującym hot hatchem. Wydawać by się mogło, że ten sprzęt po jeździe Focusem RS będzie wyraźnie słabszy. Na papierze owszem – ale wrażenia z jazdy są o niebo przyjemniejsze! Jeśli więc chcesz wyglądającego świetnie i wyróżniającego się specyficznym lakierem sportowego auta z zacięciem do „wygłupów” i jednocześnie miejskiego samochodu, którym wciśniesz się wszędzie, pojedziesz na codzienne zakupy, czy – „zwykłym tempem” – komfortowo spędzisz niedługą podróż, to jest najlepsza możliwa propozycja.

Podstawowa odmiana Fiesty ST kosztuje 75 650 złotych, a najmocniejsza 94 150 złotych. W ofercie promocyjnej jubileuszową Fiestę ST200 można mieć za 83 990 zł (ST2 – 74 200 zł). Moim zdaniem absolutnie warto dopłacić!

Konkurenci: Peugeot 208 GTi, Opel Corsa OPC, Seat Ibiza CUPRA i Cupra 290, VW Polo GTI, Renault Clio RS, Audi S1.

Dane techniczne Ford Fiesta ST200

 

Silnik i napęd:

Układ i doładowanie: R4, turbodoładowany
Rodzaj paliwa: Benzyna
Ustawienie: Poprzecznie
Rozrząd: DOHC 16V
Objętość skokowa: 1596 cm³
Moc maksymalna: 200 KM (215 KM overboost)
Moment maksymalny: 290 Nm (320 Nm overboost)
Skrzynia biegów: 6-biegowa, manualna
Typ napędu: przedni (FWD)
Hamulce przednie: Tarczowe, wentylowane
Hamulce tylne: Tarczowe
Zawieszenie przednie: Kolumna typu MacPhersona
Zawieszenie tylne: Belka skrętna
Średnica zawracania: 11,6 m
Koła, ogumienie przednie: 205/40 R17
Koła, ogumienie tylne: 205/40 R17

Masy i wymiary:

Typ nadwozia: Hatchback
Liczba drzwi: 3
Masa własna: 1163 kg
Pojemność zbiornika paliwa: 42 l
Pojemność bagażnika: 276/974 l
Osiągi:
  Katalogowo:
Przyspieszenie 0–100 km/h: 6,7 s
Prędkość maksymalna: 230 km/h
Zużycie paliwa (miasto): 8,2 l/100 km
Zużycie paliwa (trasa): 4,9 l/100 km

Najnowsze

Test BMW 335d xDrive M Sport – mistrz kamuflażu

Co się stanie, jeśli pod maskę niewielkiej i niepozornej limuzyny BMW wsadzimy piekielnie mocny silnik diesla? W naszym teście 313-konna wersja 335d!

Nie bez przyczyny BMW serii 3 należy do najchętniej kupowanych modeli marki z Bawarii. Od kilku dekad niemiecki sedan uosabia idealne połączenie wszechstronności i funkcjonalności przyprawionej nutą sportowego smaku.  Co ciekawe, mimo wielu prób rodzimej – i nie tylko – konkurencji, idealnej recepty na taki samochód jaką posiadło BMW, wciąż nie udało się podrobić. Znakomita większość limuzyn serii 3 jakie codziennie widzicie na ulicach, ma na klapie bagażnika napis 320d. Oznacza to, że wyposażone są w dwulitrowy silnik diesla o mocy 190 KM, przez wielu słusznie uważany za optymalny wariant silnikowy dla tego samochodu. To jednak zaledwie jeden z siedmiu silników wysokoprężnych w gamie tej serii. Spektrum mocy rozpoczyna się od skromnych 116 koni w wersji 316d i sięga 313 w modelu 335d xDrive. I właśnie z tym ostatnim spędziłyśmy kilka przyjemnych dni.

EfficientDynamics – jak ożenić ogień z wodą
W silnikach wysokoprężnych BMW TwinPower Turbo nowej generacji inżynierowie konsekwentnie realizują ideę EfficientDynamics. Chodzi o to, by uzyskać najlepsze parametry wydajności i kultury pracy w połączeniu z niskim zużyciem paliwa. Dodatkowo uzyskuje się spontaniczną reakcję na dodanie gazu i błyskawiczne oddawanie mocy we wszystkich zakresach prędkości obrotowych jednostki. Najmocniejszy diesel w gamie „trójki” ma lekką aluminiową konstrukcję, jest wyposażony w dwie turbosprężarki (ze zmiennym kątem geometrii turbiny), wtrysk bezpośredni i szynę Common Rail najnowszej generacji. Efekt? Imponujące 313 KM i jeszcze bardziej okazały moment obrotowy – 630 Nm, w całości dostępny niemal zaraz po starcie, czyli od 1500 obr./min., i utrzymywany aż do przekroczenia 2500 obr/min.

W realnych sytuacjach na drodze wygląda to tak, że bez względu na prędkość, z jaką się poruszacie, pod prawym pedałem macie coś w rodzaju reaktora atomowego, gotowego do natychmiastowej reakcji łańcuchowej, której ogrom zależy jedynie od siły nacisku na akcelerator.

Kuta na cztery koła
W okiełznaniu tak dużej mocy z pomocą przychodzi – standardowy w modelu 335d – napęd na cztery koła xDrive, który przy wsparciu elektroniki nieustannie żongluje rozdziałem mocy na poszczególne koła, dostosowując się do najtrudniejszych warunków atmosferycznych i chcąc zapewnić optymalną trakcję przy każdej pogodzie. Układ ten, sterowany przez DSC, rozdziela napęd na osie tak, aby odpowiednio wcześnie zapobiec nadsterowności lub podsterowności, zwiększając przez to stabilność jazdy. Dzięki temu układ DSC częściej, niż w modelach z napędem na tylną oś „ma wolne” i rzadziej reaguje w newralgicznych sytuacjach, co jest idealnym odzwierciedleniem promowanego przez markę BMW reklamowego hasła „Radość z jazdy”. Grunt to tej radości zbytnio nie przeszkadzać.

Wygląd ma znaczenie
Ten nieco oklepany slogan nabiera w przypadku BMW serii 3 nowego wymiaru. Od 1975 roku, czyli debiutu pierwszej „trójki” serii E21, każdą kolejną generację tego modelu cechowała sportowa prezencja, wyróżniająca te auta z tłumu podobnych im sedanów. Tak jest również w przypadku najnowszej generacji BMW serii 3 oznaczonej kodem fabrycznym F30. Choć zapewne wielu uzna jej wygląd za mało powściągliwy, to prawie każdy dostrzeże w jej doskonale wyważonych proporcjach  charakterystyczne sportowe DNA marki. W 2015 roku obecna „trójka” przeszła drobny lifting, który jeszcze bardziej uwypuklił te cechy. Pewną nowością w gamie najnowszej serii 3 jest możliwość wyboru kilku wersji wyposażeniowych. I tak w zależności od gustów możecie wybrać dynamiczną „trójkę” Sport Line,  ekskluzywną i elegancką wersję Luxury Line, czy wyjątkowo atletyczne BMW 3 z pakietem sportowym M. Dla najbardziej wybrednych jest jeszcze wyposażenie BMW Individual, a także oryginalne akcesoria BMW, dzięki którym możecie dodatkowo podnieść walory stylistyczne oraz komfort podróżowania.

Limuzyna idealna?
Nie da się ukryć, że obcując z BMW 335d xDrive trudno dostrzec jakiekolwiek większe wady. Auto prezentuje się doskonale, szczególnie z opcjonalnym pakietem M Sport – za bagatela 20 000 złotych z haczykiem. Równie świetnie jeździ i nawet, pomimo obecności sportowego, delikatnie obniżonego względem serii, sportowego zawieszenia M czy gigantycznych, 19-calowych obręczy kół, nie ucierpiał zbytnio ogólny komfort jazdy. Nam taki pakiet wybitnie odpowiada, choć – od razu dodajmy, że taki „zawias” kapituluje w starciu z podłej jakości niektórymi drogami w Polsce. Za to potężne rezerwy mocy są w stanie nie tylko zapewnić dziką rozkosz z prowadzenia, ale mają niebagatelny wpływ na bezpieczeństwo jazdy (choćby podczas wyprzedzania). Na dodatek, jak na auto o iście sportowych osiągach, apetyt na paliwo podczas testu wahał się od 6 do maksymalnie 7,5 litra oleju napędowego na setkę przy spokojnej jeździe i nawet przy „dokręcaniu śruby” na krótkich dystansach nie przekraczał 9 litrów. Największą wadą jest rzecz jasna cena, jaką BMW żąda za wszystkie te emocje. Niemal trzysta tysięcy złotych za auto tej wielkości zakrawa na absurd, nie tylko w naszych realiach rynkowych. Nie mówiąc już o cenie finalnej suto doposażonego egzemplarza jaki testowaliśmy… ale cóż, za przyjemności trzeba płacić.

Ceny
BMW serii 3 od 126 200 złotych
BMW 335d xDrive od 254 800 złotych
BMW 335d xDrive M Sport od 273 300 złotych
Testowany: 353 513 złotych

Konkurenci: Mercedes Klasy C, Audi A4, Jaguar XE, Alfa Romeo Giulia

Na TAK
– osiągi stawiające niepozornego diesla w lidze aut sportowych, idealnie skalibrowany układ jezdny, napęd na cztery koła – przy tej mocy i momencie obrotowym wręcz niezbędny, przejrzysty kokpit oraz obsługa dzięki bezbłędnie działającemu kontrolerowi iDrive, wydajne hamulce, śmiesznie niski apetyt na paliwo biorąc pod uwagę parametry.

Na NIE
– przeciętna ładowność oraz ilość miejsca na tylnej kanapie w drugim rzędzie, większość elementów z dziedziny komfortu lub asystentów jazdy wymaga dopłat, kultura pracy silnika na biegu jałowym, bardzo wysoka cena wyjściowa modelu 335d xDrive.

Dane techniczne BMW 335d xDrive M Sport

Silnik:

Diesel, R6, 24v, z przodu

Pojemność skokowa:

2993 cm3

Moc:

313 KM przy 4400 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

630 Nm przy 1500-2500 obr./min

Skrzynia biegów:

Automatyczna, 8 biegów

Prędkość maksymalna:

250 km/h (ograniczona elektronicznie)

Przyspieszenie 0-100 km/h

4,8 s

Długość/szerokość/wysokość:

4633/1811/1429 mm

Najnowsze

Uwaga kierowcy – nadchodzą ostre zmiany w przepisach!

Od przyszłego roku kierowcy muszą być czujni. Rząd przygotowuje sporo zmian w przepisach, które mają być dużo ostrzejsze, a tym samym poprawić bezpieczeństwo na drogach.

Z początkiem tego roku ze wszystkich dróg na terenie kraju zniknęły przenośne i stacjonarne fotoradary, a tym samym kierowcy przyspieszyli. Oczywiście od razu miało to przełożenie na statystyki. 

We wrześniu 2015 r. na polskich drogach miało miejsce 2938 wypadków w których zginęło 261 osób, a 3440 zostało rannych. Rok później liczby wyglądają już dużo gorzej. W tym samym miesiącu było 3137 wypadków, a w wyniku tego 304 zabitych i 3678 rannych. 

Dlatego w kilku resortach zapaliła się czerwona lampka, a minister sprawiedliwości przytoczył kolejne statystyki. W samym zeszłym roku z powodu przedawnienia ponad tysiąc sprawców groźnych wykroczeń uniknęło kary. Na dodatek spośród 1400 osób skazanych za jazdę bez uprawnień tylko cztery otrzymały sądowy zakaz prowadzenia pojazdów.

Ostrzejsze kary

Dlatego resort sprawiedliwości przygotowuje spore zmiany w kodeksie wykroczeń, kodeksie postępowania karnego oraz prawie o ruchu drogowym. Cel jest prosty – zaostrzyć kary wobec piratów. Na początek sądy będą obligatoryjnie powiadamiane o wszystkich wykroczeniach i przypadkach zatrzymania prawa jazdy u sprawcy. Za dostarczanie takich informacji będzie odpowiedzialna drogówka oraz centralna ewidencja kierowców. Obecnie bardzo często sądy pobłażają piratom drogowym ze względu na brak wiedzy na temat wcześniejszych wykroczeń.

Rząd zamierza zaostrzyć kary dla kierowców jeżdżących pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Kto zabił lub ciężko ranił człowieka trafi do więzienia na co najmniej dwa lata bez możliwości zawieszenia tej kary. Obecne przepisy przewidują dziewięć miesięcy pozbawienia wolności, a karę do roku więzienia można zawiesić.

Wykroczenia nie będą się przedawniać po dwóch latach, ale po trzech. To pozwoli policji, prokuraturze i sądom zyskać niezbędny czas na skuteczne ukaranie sprawców.

Osoby, które kierują autem mimo utraty prawa jazdy będą narażone na karę dwóch lat więzienia. Oprócz tego na te osoby zostanie nałożony zakaz prowadzenia pojazdów od roku do 15 lat. W przypadku złamania tego zakazu będzie grozić kara do pięciu lat więzienia, zamiast obecnych trzech.

Kierowcy, którzy nie zatrzymają się do kontroli policyjnej będą mogli trafić za kratki nawet na pięć lat, a sąd będzie mógł zakazać prowadzenia pojazdów od roku do 15 lat. Obecnie obowiązujące przepisy traktują to jako wykroczenie, które jest zagrożone grzywną i karą do 30 dni aresztu. 

Nowy taryfikator mandatów

Szykują się też spore zmiany w taryfikatorze mandatów. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przygotowało projekt, który przewiduje punkty za nowe wykroczenia. Dla przykładu za jazdę po pasach dla pieszych będzie można „zarobić” punktów, a parkowanie w miejscu dla niepełnosprawnych będzie można dostać siedem punktów. Dotychczasowy taryfikator przewidywał pięć punktów karnych. Wzrosną stawki za jazdę bez zapiętych pasów bezpieczeństwa, rozmawianie przez telefon komórkowy bez zestawu głośnomówiącego, przewożenie dziecka bez fotelika czy nieustąpienie pierwszeństwa rowerzyście.

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa chce obniżyć maksymalną prędkość w godzinach nocnych w terenie zabudowanym z 60 do 50 km/h. Pojawi się też definicja „urządzenia transportu osobistego” odnośnie takich urządzeń jak rolki, hulajnogi i segwaye. Użytkowników będą musieli korzystać z dróg dla rowerów.

O odpowiednią kulturę jazdy zadba resort infrastruktury wprowadzając nowelizację rozporządzenia o sygnałach i znakach drogowych. Pojawi się znak nakazu jazdy na suwak przy zwężeniach drogi. Kierowcy jadący prawym pasem będą zobligowani do wpuszczania pojazdów z lewego pasu. Kto nie będzie się stosował do tych zasad – dostanie mandat.

Młodzi kierowcy na okresie próbnym

Po wejściu w życie systemu CEPiK 2.0 młodzi kierowcy nie będą mieli łatwo. Co to dla nich oznacza? Będą objęli tzw. okresem próbnym przez okres dwóch lat od daty zdania egzaminu na prawo jazdy. 

W ramach ograniczeń przez 8 miesięcy od zdania prawa jazdy nie mogliby przekraczać prędkości 50 km/h w terenie zabudowanym, 80 km/h poza terenem zabudowanym oraz 100 km/h na autostradzie i dwujezdniowych drogach ekspresowych. Na tylnej szybie obligatoryjnie pojawi się symbol zielonego listka, a pomiędzy 4. a 8. miesiącem od zdobycia prawa jazdy kierowca powinien odbyć kurs bezpiecznej jazdy. Do tego przez okres próby nie będzie mógł podejmować pracy zarobkowej w charakterze kierowcy. W okresie 2 lat od uzyskania prawa jazdy dopuszczenie się jednego przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji lub trzech wykroczeń polegających na spowodowaniu zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, bądź kierowaniu w stanie po użyciu alkoholu lub przekroczeniu prędkości powyżej 30 km/h, będzie oznaczać utratę prawa jazdy.

Trudniejsze przeglądy

Być może od przyszłego roku zmienią się również przepisy dotyczące przeglądów technicznych. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa chce utrudnić praktyki związane z „załatwianiem” przeglądów. 

Podczas wizyty na stacji kontroli pojazdów diagnosta będzie fotografował samochód, a na przedniej szybie przyklei nalepkę potwierdzającą dopuszczenie samochodu do ruchu. Kierowcy będą musieli wozić ze sobą dodatkowy świstek. Oprócz prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego i ubezpieczenia OC trzeba będzie okazać zaświadczenie o dopuszczeniu pojazdu do ruchu. 

Będzie to rozwiązanie, które uderzy w kierowców jeżdżących bez ważnych badań technicznych. Opłatę trzeba będzie uiścić z góry. Spóźnialscy kierowcy, którzy zgłoszą się na przegląd po dacie ważności, zapłacą podwójnie. Przy spóźnieniu o ponad miesiąc, będą się musieli zgłosić na badania do jednej z 16 stacji w kraju prowadzonych przez Transportowy Nadzór Techniczny.

Najnowsze

Edyta Klim

Już jutro rajdowe święto w Warszawie – 54. Rajd Barbórka!

Rywalizacja na odcinkach specjalnych oraz trasie Kryterium Asów na Karowej będzie toczyła się w sobotę, 10 grudnia. Aż 17 kobiet wystąpi w roli pilota podczas tego rajdu i jedynie jedna w roli kierowcy.

Załogi, które wystartują w tegorocznym Rajdzie Barbórka będą miały do pokonania blisko 27 oesowych kilometrów i od 8 rano w sobotę będą już rywalizować na odcinkach. Niespełna godzinę później pierwsze samochody pojawią się na starcie tegorocznej nowości – widowiskowego odcinka Ptak Warsaw Expo, zlokalizowanego na południowo-zachodnich obrzeżach Warszawy. Wisienką na barbórkowym torcie będzie oczywiście Kryterium Karowa. Przejazdy na czas rozpoczną się o 18:30, jednak już o 17:00 ruszą przejazdy pokazowe, a o 18:00 rozpocznie się walka Legend, które w tym roku będą rywalizowały w zmienionej, bardziej atrakcyjnej formule.

Na liście zgłoszeń do tegorocznego Rajdu Barbórka znalazło się 88 załóg. W rozgrywanej równolegle rywalizacji w Barbórce Legend rajdowi fani zobaczą 42 samochody – legendarne maszyny, jak Lancia Delta HF Integrale, Opel Kadett C Coupe, Alfa Romeo GT czy Audi Quattro. Aż 17 kobiet wystąpi w roli pilota podczas tego rajdu i jedynie jedna w roli kierowcy.

W Subaru Imprezie RX3 ASN z numerem 3 wystąpi Tomasz Kuchar, który swój sezon poświęcił na zdobycie tytułu mistrzowskiego w rallycrossie. Jednak w ten wyjątkowy dzień wróci do korzeni i będzie słuchał pilota, a będzie to kobieta – Magda Lukas.

Kolejna załoga z kobietą na pokładzie od lat gościnnie występuje w naszym kraju podczas Rajdu Barbórka – Felix Baumgartner, ten od skoków ekstremalnych, ze swoją partnerką (w aucie i w życiu) Mihaela Schwartzenberg.

Magda Wilk niespodziewanie wskoczy do Subaru Imprezy z numerem 17, gdzie będzie pilotem Artura Banasiewicza:

– Plan na Barbórkę był jeden – wreszcie wystartować moją Lancią Deltą HF Integrale w Legendach. Niesamowite auto z bogatą rajdową historią, którym nie miałam okazji jeszcze nigdzie jechać. Niestety nie zostało przygotowane na czas i szczerze mówiąc to dalej czekam na części do skrzyni, ale… nie ma tego złego i bynajmniej nie zmarznę w ten weekend. Właśnie zwolnił się gorący prawy fotel u Artura Banasiewicza. Myślę, że będzie to fajna przygoda. Nie ukrywam, że jestem dość podekscytowana, bo Artur poprowadzi  Subaru Imprezę, którym razem z Pawłem Drahanem zdobyli tytuł Wicemistrza Polski RSMP  w grupie Open N! Z pewnością będzie szybko – a przynajmniej mam taką nadzieję i wesoło –  bo to w końcu impreza towarzyska dla zawodników i kibiców, zamykająca rajdowy sezon w Polsce. Trzymajcie kciuki za nr 17 i widzimy się na rajdzie! – mówi Magda.

A w załodze 27 (Skoda Fabia R5) u boku Łukasza Kabacińskiego zadomowiła się Joanna Madej:

– Barbórka warszawska to szczególny rajd – dla niektórych zwieńczenie całego sezonu, dla innych możliwość pokazania się, a dla wszystkich fajna zabawa wśród przyjaciół! Ogromnie więc się cieszę, że po raz kolejny będę miała okazję w niej wystartować. I to bardzo fajnym samochodem – Skoda Fabia R5 – nic dodać, nic ująć. Frajda sama w sobie. Oczywiście jesteśmy sportowcami, więc każdy liczy na dobry wynik i my z Łukaszem Kabacińskim również. Jak zawsze najsilniejsza klasa jest niebywale mocno obsadzona, ale dzięki temu emocje będą jeszcze większe. Na pewno nikt tanio skóry nie sprzeda! (śmiech) To dla mnie fajny rajd, bo nie mam z nim absolutnie żadnych negatywnych skojarzeń. Żadnych kiepskich wspomnień i mam nadzieję, że tak już zostanie. Że zawsze będę miała banana na buzi, że oto się zbliża – mówi Asia z uśmiechem.

Magdalena Tokarska pojedzie u boku Artura Rowińskiego w kultowym Audi Quattro z numerem 34, a Klaudia Podkalicka będzie prawdziwym rodzynkiem – jedyną kobietą za kierownicą na tym rajdzie. Wystartuje w Mitsubishi Lancerze VII z numerem 35, a jej pilotem będzie Błażej Czekan:

– Jestem bardzo podekscytowana, że już po raz 5. będę miała okazję zmierzyć się z najlepszymi kierowcami w Polsce. To jest szczególny rajd, w którym zawodnicy, z różnych dyscyplin sportu motorowego, startują obok siebie w jednej imprezie. Start w tym rajdzie to niewiarygodne przeżycie. W pamięci pozostaje szczególnie słynna ulica Karowa, wśród reflektorów, fleszy i kibiców. Każdy, kto miał okazję tu jechać wie, że kostka jest bardzo zdradliwa. Wiele zależy od prawidłowego doboru opon. Przede wszystkim podczas tej imprezy będę czerpać niesamowitą przyjemność z jazdy moim Lancerem, ale również chciałabym pokazać się i podziękować moim kibicom oraz sponsorom – mówi Klaudia.

W Mitsubishi Lancerze z numerem 41, który poprowadzi Krzysztof Pacholec – dyktować będzie Inez Adamska. To ich debiut na tym rajdzie:

– Tegoroczna edycja Rajdu Barbórka jest dla mnie jak i dla Krzyśka Pacholca, którego będę miała przyjemność pilotować wyjątkowa, ponieważ po raz pierwszy będziemy mieli okazję stanąć na starcie tej kultowej imprezy. Jest to dla Nas debiut, a emocje jakie nam towarzyszą od momentu wysłania zgłoszenia są ogromne. Start w tym rajdzie to spełnienie najskrytszych marzeń. Będzie Nas można zobaczyć w nowo zbudowanym Mitsubishi Lancer Evo X w biało-czerwonych barwach Ten Sushi. Przed nami nie lada wyzwanie, gdyż nasza klasa to przewaga aut R5 i Proto, jednak plan jest dość ambitny, dać z siebie wszystko i pokazać się z tej najszybszej strony. Warszawska Barbórka to nie lada gratka tylko dla zawodników, ale również dla kibiców, których serdecznie zapraszamy. To niepowtarzalna okazja aby zobaczyć tyle nowoczesnych aut jak również tych „starej daty” w jednym miejscu. Mimo grudniowej, zimowej aury, atmosfera zawsze jest tu gorąca. Ogromne podziękowania dla organizatorów oraz Koła Młodych i przede wszystkim Naszych partnerów, dzięki którym ten start stał się rzeczywistością, a nie tylko marzeniem: Ten Sushi, Audio Świat oraz ECU Master. Do zobaczenia już w sobotę na odcinkach! – mówi Inez.

Janek Chmielewski w BMW R+MAXI z numerem 45 na ten wyjątkowy rajd zabierze własną żonę – Monikę Chmielewską:

– Cieszę się, że Janek zaproponował mi, żebym „odkurzyła” rajdową licencję i zajęła miejsce pilota w BMW R+ MAXI. To będzie mój drugi start w Rajdzie Barbórka, ale pierwszy w tym aucie, wiec wrażenia z jazdy będą zdecydowanie inne niż w DS-ie, którym startowaliśmy wspólnie przed trzema laty. Dlatego nie ukrywam, że pojawia się już delikatny stres, ale mam nadzieję, że szybko zaaklimatyzuję się w MAXI i pomogę Jankowi w dotarciu do mety rajdu. Oczywiście liczę na to, że weźmiemy udział w Kryterium Asów na ulicy Karowej, gdyż ten odcinek ze względu na niesamowitą atmosferę i tłumy kibiców, robi największe wrażenie, zwłaszcza gdy mogę go obserwować z fotela pilota, a nie jako kibic. Zapraszam wszystkich do wspierania naszej załogi gorącym dopingiem oraz do skorzystania z atrakcji na naszym stanowisku w parku serwisowym – mówi Monika.

Kolejna rajdówka z kobietą na pokładzie to BMW M3 z numerem 50, w którym wystąpią Paweł Poletyło i Justyna Waliszewska:

– Rajd Barbórka to już tradycja i zawsze czeka się na nią cały rok. Mimo, że cały sezon w Szuter Cup za mną – to i tak Barbórka ma swój urok i klimat, a szczególnie ta niepewność, czy w tym roku uda się spotkanie z Panią Karową? (śmiech) Może wreszcie będzie wisienka na torcie! Razem z Pawłem przejechaliśmy sezon w Szuter Cup z zadowalającym wynikiem, samochód nowy i przetestowany, ale Barbórka jest debiutem dla niego, bo pod maską mała modyfikacja (śmiech). Nastawienie jak zawsze bardzo pozytywne, z uśmiechem na twarzy zasiadam na prawym i zaczyna się kolejna zabawa, bez której chyba nie potrafiła bym już żyć! Nie ukrywam, że liczę na doping i oczywiście na Karową – może w końcu się uda, a wtedy opiszę to bardzo szczegółowo i podzielę się moimi wrażeniami. Trzymajcie kciuki za załogę Poletylo/Waliszewska i do zobaczenia na oesach – mówi wesoło Justyna (na zdjęciu ze swoim rajdowym psem Sparco).

Kasia Pytel-Majkowska wystartuje u boku Jacka Poloka w Fordzie Fiesta z numerem 57. Kasia zdradziła, że ma już za sobą 8 lat wspólnych startów z Jackiem i mimo skrajnie odmiennych charakterów, świetnie się w rajdówce dogadują:

– Startujemy Fordem Fiesta w klasie 2 w 54. Rajdzie Barbórki, mając nadzieję na dobry wynik, następnie start na kultowym odcinku Karowej. Trzymajcie za nas kciuki! – dodaje Kasia.

Kolejna kobieta w roli pilota wystartuje w Hondzie Civic z numerem 63, a będzie to Anna Wódkiewicz u boku Pawła Latosa.

Natomiast z numerem 74 w Hondzie Ciciv VTI zobaczymy Wiktora Matuszewskiego za kierownicą i Joannę Szymków w roli pilota:

– To już moja trzecia Barbórka na prawym fotelu i ciężko powiedzieć czy ostatnia, a z każdą następną jest coraz weselej (śmiech). Jadę oczywiście z moim etatowym kierowcą – Wiktorem Matuszewskim i będziemy podbijać ulice Warszawy (bardzo dla nas cierpliwą) Hondą Civic VTI. Po zeszłorocznej Barbórce przez moment wydawało nam się, że już się nasyciliśmy tym rajdem, szczególnie że Wiktor będzie jechał go już po raz piąty jako kierowca, jednak ta tradycja wciąga… Barbórka to jest takie nasze zakończenie całego sezonu, który w tym roku pozwolił nam na realizację kolejnych marzeń i spróbowanie sił także na trasach szutrowych. Nie ukrywamy też, że nasz tegoroczny udział to duża zasługa firmy Automeritum, która postanowiła nas wesprzeć. Dziękujemy za zaufanie, którym nas obdarzyli pracownicy tej firmy i jej założyciele. Mamy nadzieję Was nie zawieść!

Spodziewamy się w tym roku rywalizacji na bardzo wysokim poziomie – już w samej klasie 1, w której jedziemy, startuje wielu naszych bardzo utalentowanych i utytułowanych kolegów ze świata motorsportu. Cieszymy się z tego bardzo, bo poza rywalizacją cenimy sobie pozytywną atmosferę na trasach, która zazwyczaj towarzyszy nam, gdy wokół startują znajomi. Chociaż i na pokładzie naszej Hondy nie możemy narzekać na brak pozytywnej atmosfery, np. w minionym roku na jednym z odcinków dostałam ataku śmiechu, ale dojechaliśmy na metę odcinka z całkiem niezłym czasem (śmiech). Prawdą jest więc, że „śmiech to zdrowie” i tej zasadzie hołdujemy!

Dla fanów motorsportu Barbórka to jeden z rajdów, na którym po prostu trzeba być. Zimową aurę rozgrzewa ryk silników i popisy wielu wspaniałych kierowców. Przez wiele lat oglądaliśmy z Wiktorem Barbórkę z perspektywy kibica i dlatego teraz tak trudno nam z niej zrezygnować…Dlatego zachęcam każdego, u kogo w żyłach płynie domieszka benzyny, żeby niezależnie od pogody przyszedł i nam kibicował. Emocje gwarantowane! – zachęca Joasia.

W Hondzie Civic z numerem 83 wystąpią Kanrad Dudziński i Martyna Mrozowska, a Fordem Sierra z numerem 107 – Marcin Kozłowski z Magdaleną Kusiak na prawym fotelu:

– Na Barbórce zawsze warto być, a ja startuje już tu po raz 5-ty. Co prawda zawsze na gorącym fotelu, ale może przyjdzie w końcu ten moment, kiedy zmienię lokalizacje na lewy! Tym razem pojadę z Marcinem Kozłowskim 2-krotnym Mistrzem w GSMP i Fordem Sierra Cosworth w Barbórce Legend – mówi Magda.

Kolejne kobiety w roli pilota to: Ewa Habryn-Chojnacka u boku Pawła Chojnackiego w BMW E30 z numerem 113, Maria Zaborska u boku Pawła Szostak w Lancii Beta z numerem 114 i Anna Tomaś u boku Adama Tomaś w Mercedes 280CE z numerem 138.

Karolina Woźnica wystartuje u boku Piotra Życzyńskiego w BMW 2002 z numerem 115:

– Jedziemy w Barbórce Legend po raz trzeci i jesteśmy zachwyceni frekwencją. Aż 42 załogi w klasykach robią niesamowite wrażenie! Konkurencja w naszej klasie również jest imponująca. Startujemy BMW 2002 z 1973 roku i będziemy musieli się zmierzyć z 17 innymi załogami. Zrobimy wszystko, aby wystartować na Karowej, ale rywalizacja z 7 BMW e30 318is nie będzie należała do łatwych. Trzymajcie kciuki! – mówi Karolina.

 

Rajdowi fani będą mogli obejrzeć bezpośrednią relację z rywalizacji na trasie odcinka Kryterium Karowa na antenie TVP3 Warszawa, oraz na antenach wybranych ośrodków regionalnych TVP.  Relacja „na żywo” rozpocznie się o godzinie 18:00 i potrwa do 20:00.Równolegle dostępny będzie stream przekazu na stronie www.sport.tvp.pl. Ośrodki regionalne dołączą do przekazu pół godziny później, około 18:30. Obszerny, godzinny skrót na antenie TVP Sport planowane jest na godzinę 23:00.

 

Najnowsze