Edyta Klim

Anna Grechishkina i jej TOP 10 w podróży

Anna Grechishkina to ukraińska podróżniczka, która może pochwalić się 10-letnim stażem w podróżach motocyklem po świecie. Poniżej zdradzi, bez czego nie wyobraża sobie własnych podróży.

Trzy lata temu Anna wyruszyła w podróż dookoła świata, która nadal trwa. A jednym z głównych zadań tej wyprawy jest zachęcenie ludzi, zwłaszcza młodzieży i dzieci, do walki o własne marzenia. Z tym przesłaniem odwiedza sierocińce, szkoły, szpitale, schroniska.

Anna wytypowała 10 rzeczy, bez których nie wyobraża sobie własnych podróży:

1. Camelbak

Anna miała go zawsze przy sobie, jednak regularnie zaczęła go używać podczas upalnej podróży po Meksyku. Wcześniej wypatrywała stacji benzynowych i tam gasiła pragnienie, jednak pewnego razu zemdlała z odwodnienia w drzwiach takiej stacji i to była nauczka na całe życie. Teraz ma zawsze zapas wody w camelbaku i regularnie ją popija.

2. Śpiwór

Anna nie jest fanką spartańskich warunków i zdecydowanie woli spanie pod dachem. W niektórych krajach jest to szczególnie zalecane ze względu na własne bezpieczeństwo. Ale często używa śpiwora tam, gdzie nie jest wystarczająco ciepło, albo gdy spanie pod namiotem jest nieuniknione.

3. GPS Tracker

To małe urządzenie szczególnie potrzebne jest Annie w podróży dookoła świata, dzięki czemu może precyzyjnie określić swoje położenie i przekazać je zaufanym osobom w razie kłopotów. Szczególnie, że urządzenie działa tam, gdzie nie ma internetu i ma przycisk SOS.

4. Aparat fotograficzny

On utrwala wszystkie niezwykłe chwile i pomaga poukładać je w pamięci. Zdjęcia z pewnością przydadzą się do książek, które Anna ma zamiar napisać po powrocie.

5. Dodatkowe baterie/powerbanki

Są konieczne, gdy chcemy mieć wszystkie urządzenia zawsze naładowane i w gotowości do działania. Raz, na bardzo niebezpiecznym odcinku przez Rosję, wszystkie baterie w urządzeniach Anny się wyczerpały, a miała zakaz zatrzymywania się i nikt nie wiedział gdzie jest. Od tamtej pory jest zabezpieczona zawsze.

6. Pokrowiec na motocykl

W niektórych krajach warto motocykl przykrywać pokrowcem, by nie prowokować wścibskości, czy złośliwości ludzi. Kolorowe naklejki i dużo bagażu bardzo zwracają uwagę na motocykl i niepotrzebnie zwiększają także ryzyko kradzieży.

7. Środki do dezynfekcji rąk

Jest to niezwykle ważne, szczególnie w krajach o niskim poziomie higieny. A przypadkowe zatrucie może mocno skomplikować każdą podróż.

8. Plastikowe torby

Anna ma zawsze ze sobą pełen przekrój reklamówek i różnorodnych woreczków. One mogą uratować bagaż w razie ulewy, pomogą zabezpieczyć dokumenty, jak i stopy w butach przed zamoknięciem.

9. Sukienka

Anna nigdy nie zapomina o tym, że jest kobietą. I choć wygodniej jest jej chodzić w jeansach i T-shirtach, to czasem chce podkreślić, że pozostała kobietą, mimo iż jej środkiem transportu jest motocykl.

 

10. Uśmiech

Wiele osób pyta Annę, jakich środków osobistej obrony używa. Ona odpowiada, że nie ma żadnych, bo to lepsze, niż niezdarnie z nich skorzystać i sprowadzić na siebie jeszcze większe zagrożenie.

 

Zdecydowanie lepiej jest działać z uśmiechem, mieć pokojowe zamiary, a niebezpieczne miejsca, jak najszybciej opuszczać! Uśmiech sprawdza się zawsze, niezależnie od rejonu świata w którym jesteśmy – twierdzi Anna.

Najnowsze

Magda Wilk

Test Opel Karl – w wersji Cosmo

Słysząc Karl, myślisz Lagerfeld. Jednak nie chodzi nam o niemieckiego projektanta, znanego z nonszalanckich kolekcji ubrań, który stoi m.in. na czele domu mody Chanel. A o Opla Karla - najmniejsze dziecko tego koncernu, które zresztą również ma swoje niemieckie korzenie.

Opel Karl to nowość. Swoją premierę miał w zeszłym roku, podczas salonu w Genewie i od niedawna gości w sprzedaży na polskim rynku. Do tej pory to konkurencja mogła się pochwalić mini autami miejskimi. Teraz dołączył do niej również Opel Karl, którego sprawdzimy, czy na tle innych producentów czymś się wyróżnia.

Wygląd to nie wszystko
W przeciwieństwie do swojego brata Opla Adama, nadwozie Karla nie rzuca się aż tak bardzo w oczy. Gdyby nie żywa gama kolorystyczna – aż 10 kolorów, raczej nie zwrócilibyśmy na niego uwagi. Proste linie, zderzaki w kolorze nadwozia. Z tym Karlem związanym z modą, w kwestii designu raczej równać się nie może. Nawet jeśli dorzucimy opcjonalnie duże okno dachowe, które automatycznie się otwiera, to i tak żadnej nonszalancji tu nie ma. Ot niedużych gabarytów maluch o długości 3675 mm i szerokości 1876 mm, który o dziwo występuje tylko w wersji 5-drzwiowej.

Wyposażenie robi robotę
Wnętrze Karla również nie powala na kolana. Niby dwukolorowe ale ciemne, szare. Nie sprawia wrażenia auta „dla młodych”. Wydawałoby się również, że skoro to maluch, to w środku nie mamy zbyt dużo miejsca. I z pewnością byłoby tak, gdyby autem podróżowało 5 osób. Jeśli jednak jedziemy tylko we dwójkę to spokojnie odsuwając przednie fotele do tyłu możemy przemieszczać się w komfortowych warunkach. Mówię tu celowo o przemieszczaniu, ponieważ auto to nie jest raczej dedykowane na długie podróże a raczej miejskie „wyprawy”. Jeśli jednak zapragniemy zabrać ze sobą pasażerów to tylna kanapa pomieści aż 3 osoby (dostępna również w wersji dwuosobowej). Można ją jednak złożyć (w proporcji 40/60) i zamiast znajomych zabrać ze sobą większe walizki, szczególnie, że bagażnik ma pojemność 215 l – na przewiezienie zakupów z pewnością wystarczy.

Zaczęliśmy trochę od tyłu. Wróćmy jednak na fotel kierowcy. Tutaj moją uwagę przykuło duże koło kierownicy. Trochę jednak złudzenie, bo przy tak małych gabarytach auta wszystko co normalne w innym samochodzie tutaj wydaje się być większe. Do tego pierwsze pozytywne zaskoczenie budzi jej wielofunkcyjność, a to za sprawą podgrzewanej kierownicy. Ciekawe – udostępniono nam miejskiego malucha a wyposażenie co najmniej jak w aucie wyższego segmentu. Zresztą oprócz niej mamy również podgrzewane przednie fotele, elektrycznie sterowane wszystkie okna, tempomat. Do tych „luksusów” w testowanej wersji Cosmo doliczyć możemy także klimatyzację sterowaną elektronicznie. Co nam się jeszcze może przydać w takim miejskim autku? Wejście USB, złącze AUX-in. Znajdują się one niedaleko podświetlanej półki przy lewarku zmiany biegów więc każdy odszuka. No cóż – nic nam chyba więcej nie potrzeba.

Serce na dłoni
Mały z zewnątrz to i serce Karla nie może być zbyt duże. Pod maską mamy zatem 3-cylindrową wolnossącą jednostkę o pojemności zaledwie 999 cm3. Wydobyto z niej 75 koni a raczej koników mechanicznych, które jednak nie mają zbyt dużego ciężaru do pociągnięcia. Opel Karl ma masę zaledwie 939 kilogramów. Jeśli więc nie przeciążymy go zbytnio bagażami i nie zabierzemy nikogo na tylną kanapę to jest szansa, że ta niewielka moc w zupełności nam wystarczy. A wystarczyć musi, bo Opel Karl dostępny jest jedynie w tej wersji silnikowej. Od 0 do 100 km/h przyspiesza w 13,9 s. Na trasie wynik niezachęcający do jakichkolwiek manewrów wyprzedzania jednak w mieście, przy tych wszystkich ograniczeniach? Nie powinno  nam to przeszkadzać. Oczywiście, jeśli chcemy aby auto jechało „żwawiej”, należy nieco „piłować” naszego Karla. Wtedy zmiana biegów wskazana jest przy zdecydowanie wyższych obrotach. Jeśli jednak nigdzie nam się nie śpieszy, możemy spokojnie dalej uprawiać ecodriving. Skoro jesteśmy już przy zmianie biegów to pięciobiegowa przekładnia pozostawia trochę do życzenia. Przełożenia są długie, biegi wchodzą nieco topornie. Wpływa to na apetyt Karla na paliwo. Według danych producenta w mieście możemy osiągnąć zużycie na poziomie 5,6 l/100 km, a w cyklu mieszanym – 4,5 l/100 km. Mimo takich parametrów możemy jednak dość często odwiedzać stacje benzynowe, ponieważ w tak małym aucie musimy się liczyć z równie niedużym zbiornikiem paliwa – 32 l.

Jednak skoro Opel Karl to auto miejskie to należy zwrócić uwagę na wszelkiego rodzaju systemy, które nam tę jazdę po mieście ułatwią. Pierwszy z nich to tryb wspomagania układu kierowniczego City, dostępny w standardzie w wersji Enjoy i Cosmo. Dzięki niemu możemy zwiększyć siłę wspomagania oraz łatwo kręcić kołem kierownicy nawet jednym paluszkiem. Kolejne usprawnienie to system LDW, ostrzegający przed niezamierzonym opuszczeniem pasa ruchu (w standardzie w wersji Cosmo). Ponadto mamy również system ESP z kontrolą trakcji. Nad bezpieczeństwem czuwają przednie, boczne i kurtynowe poduszki powietrzne dla kierowcy i pasażera. Musicie przyznać, że jak na tak małe auto, wyposażenie jest dość bogate.

Czyli jaki?
Opel Karl dopiero od kilku miesięcy podbija polski rynek. Dostępny jest w 3 wersjach: Essentia, Enjoy i Cosmo, które różnią się od siebie wyłącznie wyposażeniem, ponieważ pod maską możliwa jest tylko jedna jednostka napędowa. Kompaktowy, idealny na zakorkowane ulice. Tak mały, że praktycznie wszędzie się zmieści. A do tego funkcjonalny, 5-drzwiowy. Dzięki swoim niedużym wymiarom świetnie pasuje do zatłoczonych ulic, a dzięki bogatemu wyposażeniu sprawia wrażenie auta wyższego segmentu. Na szczęście ceny pozostają na tym niższym poziomie, gdyż w wersji Essentia możemy go już mieć od 35 990 złotych (wersja Cosmo – 46 990 złotych).

NA TAK:
– pięciodrzwiowe nadwozie;
– systemy wspomagające jazdę: City, LDW;
– podgrzewana kierownica.

NA NIE:
– długie przełożenia;
– dostępna jedynie jedna wersja silnikowa.

Dane techniczne Opel Karl 1,0
Silnik: benzyna
Pojemność:   999 cm3
Moc maksymalna:    75 KM przy  6500  obr/min
Maksymalny moment obrotowy:  99 Nm przy   4500 obr./min              
Napęd: na przednią oś
Pojemność bagażnika:  215 litrów

Najnowsze

Magda Wilk

Polska premiera Renault Talisman, Talisman Grandtour i Megane

Wczoraj w Warszawie odbyła się polska premiera trzech modeli Renault: Talisman, Talisman Grandtour oraz Megane. Razem z ambasadorami marki - Katarzyną Glinką i Bogusławem Lindą miałyśmy okazję przyjrzeć się nowym propozycjom marki.

Jako pierwszy, w blasku reflektorów i przy akompaniamencie widowiska w wersji 3D na scenę sali bankietowej wjechał  Renault Talisman. Nowy model francuskiego producenta  w sprzedaży pojawi się już w styczniu 2016 r. Klienci będą mieli do wyboru jedną sposród czterech wersji wyposażenia: Life, Zen, Intens lub Initiale Paris.

Niestety podczas prezentacji nie miałyśmy możliwości przejechać się nowym Talismanem jednak już na pierwszy rzut oka robi spore wrażenie. Stylowe nadwozie pokazuje w jakim kierunku nastąpiły zmiany. Uwagę przykuwa duży przedni grill z pokaźnym logo marki jak i duże światła do jazdy dziennej LED, które częściowo zachodzą na zderzak. Z kolei z tyłu widać charakterystyczne wąskie lampy, przebiegające przez praktycznie całą tylną klapę bagażnika. A pod jej pokrywą kufer o pojemności 608 litrów, przy czym po złożeniu tylnej kanapy uzyskamy 1022 litrów – daje to całkiem dobry wynik.

Wnętrze, podobnie jak nadwozie jest równie stylowe. Zasiadając za kierownicą czy też na tylnej kanapie stwierdzam, że zarówno z przodu jak i tyłu mam wystarczająco dużo miejsca. Dodatkowo w najbogatszej wersji pośrodku kokpitu znajduje się pionowy ekran multimedialny o przekątnej 8,7 cala. Poza jednak wyposażeniem, nowy Talisman to również wszelkiego rodzaju systemy bezpieczeństwa jak i system  Multi-Sense, który pozwala dopasować ustawienia samochodu do preferencji kierowcy i stylu jazdy. Na uwagę zasługuje również układ  4CONTROL  czyli system czterech kół skrętnych (pewniejsze prowadzenie, większa zwrotność).

Nowy Talisman dostępny będzie w pięciu wersjach silnikowych. W ofercie znajdą się dwie jednostki benzynowe  (Energy TCe o mocy 150 KM oraz 200 KM) oraz trzy wysokoprężne  (Energy dCi o mocy 110 KM, 130 KM oraz 160 KM).

Jak już wspomniałyśmy w Polsce Renault Talisman dostępny będzie już w styczniu 2016 r. Z kolei zwolennicy nadwozia w wersji kombi czyli Talisman Grandtour będą musieli poczekać na nią do maja 2016 r.

Oprócz Talismana na gali pokazano również nowe Renault Megane w najmocniejszej w wersji GT (205 koni mechanicznych). Mimo, że to auto niższego segmentu to widać w nim podobieństwo do zdecydowanie większego Talismana, zarówno w stylistyce nadwozia jak i we wnętrzu. Również, podobnie jak Talisman, nowe Megane w wersji GT wyposażono w technologię 4Control czyli układ czterech kół skrętnych. Dzięki niemu prowadzenie tego ponad 200-konnego kompakta będzie dawało kierowcy sporą satysfakcję. Dla tych, którzy nie są jednak żądni aż tak dużych wrażeń będą dostępne również inne wersje silnikowe: pozostałe dwie jednostki benzynowe (100 KM oraz 130 KM) oraz trzy wysokoprężne ( 90 KM, 110 KM  i 130 KM). Na nowe Renault Megane będziemy musieli poczekać do marca 2016 r.

Najnowsze

Magda Wilk

Test Renault Twingo bizuu – kobieco dla kobiet

Wszyscy myślą, że jak testuję samochody to jedynie takie, które mają trylion koni mechanicznych, są jedynie w sferze marzeń i wyglądają niebiańsko. Ale właśnie na mojej drodze stanęło coś, co w pierwszej chwili... wyglądem na pewno mnie nie urzekło.

To Renault Twingo w limitowanej odmianie bizuu, czyli „stuningowane” autko przez dwie polskie projektantki mody – Zuzannę Wachowiak i Blankę Jordan. Samopchód nawiązuje swoim wyglądem do kolekcji bizuu wiosna-lato 2015. I mimo że jestem kobietą, to jednak to kobiece wydanie  Renault Twingo w pierwszej sekundzie kompletnie nie przypadło mi do gustu.

Nasza pierwsza jazda Renault Twingo tu.

Ładny, czy nie koniecznie?
Nieduży, w niebieskim pastelowym kolorze, trochę nieforemny maluch – takie było moje pierwsze skojarzenie. Z przodu spłaszczony jak pysk mopsa. Zamiast ślepiów okrągłe LED-y do jazdy dziennej wciśnięte w zderzak, a światła mijania wyglądem przypominające powieki. Z tyłu szklana czarna klapa, którą możemy otworzyć tylko z kluczyka. Lusterka w kolorze nadwozia. Uzupełnieniem całości są chromowane elementy w postaci listwy na przednim grilu i bocznych drzwiach. Taki 5-drzwiowy mały hatchback, nieco wyżej osadzony niż standardowo, na 15-calowych kołach. Do tego trzymam w ręku kluczyk z gigantycznym brelokiem w postaci skórzanej kokardy i zwisającym z niej małym pejczykiem oraz logo bizuu. Czuję się bardziej niż 100-procentową kobietą, ale wcale nie jest mi z tym kluczykiem dobrze. Przyjmijmy jednak, że o gustach się nie dyskutuje, więc z pewnością znajdą się też tacy, którym Renault Twingo i w tej wersji się spodoba.

Wnętrze domu dla lalek
Środek Renault Twingo bizuu prezentuje się jak samochód dla lalki Barbie z tą różnicą, że róż zastąpiono innym kolorem. Spora część wnętrza to niebieskie, pastelowe akcenty: plastik wokół zegarów, obszycie wielofunkcyjnej, skórzanej kierownicy. Nawet obudowy nawiewów przy oknach mają pastelowo niebieską barwę. Fotele i tylna kanapa z jasnego materiału również zawierają elementy w tym kolorze. Boczki drzwi (tylne z uchwytem na torebkę) są w kolorze siedzeń. I tu was zaskoczę – jasny plastik jest z.. również niebieskim pastelowym dodatkiem. Nie ukrywam, że trochę mnie mdli od tych słodkości. Ale to nie wszystko.

Projektantki nawiązując do swojej kolekcji, obfitującej w kwiatowe elementy zaznaczyły to we wnętrzu Twingo. Mamy tu kwiatowy akcent w postaci obszytego materiałem lewarka zmiany biegów i… schowka. Ale nie takiego zwykłego schowka, który jest na stałe wbudowany w deskę rozdzielczą. Ten schowek to nic innego jak torebka na ramię, którą możemy wyjąć i zabrać ze sobą. Powiem szczerze, że najpierw lekkie zdziwienie po co to komu, ale po chwili stwierdzam, że to przydatny gadżet. W końcu nie raz zdarzyło mi się nie zabrać swojej. Kwestia tylko czy w każdym momencie będzie nam ten „kwiatowy schowek” pasował do naszej stylizacji. Siadam więc w fotelu i zastanawiam się, czy coś może ze mną jest nie tak, że jakoś ten niebieski pastelowy z kwiatowymi akcentami mnie nie porwał, a wręcz przytłoczył?

Rozglądając się na boki powoli uśmiech zaczyna pojawiać się na mojej twarzy. Właścicie… nagle zaczynam przekonywać się do tej limitowanej wersji. Przede wszystkim schowek-torebka – trafiony! Mały schowek w postaci plastikowego pudełka przy lewarku zmiany biegów – idealny. Można tam wrzucać, jak do damskiej torebki, wszystkie rzeczy i nie dość, że jest pakowny, to nic z niego nie wypadnie. Do tego jest wyjmowany i możemy go przełożyć w inne miejsce, zyskując tym samym miejsce na kubki. W testowanym egzemplarzu do dyspozycji mam też 7-calowy ekran multimedialny m.in. z nawigacją Tom Tom. Ekran jest dość prosty w obsłudze, a podłączenie telefonu i korzystanie z nawigacji – wręcz banalne. Testowana wersja dodatkowo wyposażona jest w kamerę cofania oraz w ekologiczne porady – bardzo trafne uwagi jak zmniejszyć zużycie paliwa w naszym samochodzie. Dodatkowo w trakcie jazdy można na bieżąco weryfikować swoje umiejętności eco jazdy, dzięki raportowi z podróży. Zbieram więc punkty za styl, co również obrazowane jest w postaci listków na monitorze (niestety nie udało mi się uzyskać 100/100, ale prawie 80 co uważam za bardzo dobry wynik). Rozglądając się dalej widzę przed sobą czytelne zegary, aczkolwiek zdecydowanie brakuje obrotomierza.

Za mną jest niedużo miejsca. W końcu to pięciodrzwiowy maluch z bagażnikiem o pojemności 219 l. Przewożenie długich przedmiotów jest w nim jednak możliwe za pomocą funkcji „One touch” – możliwość sprawnego złożenia fotela pasażera. Testowana wersja to miejski 4-osobowy maluch – od teraz uważam, że jest idealny do miasta.

Miejska frajda
Zajrzyjmy teraz pod maskę Renault Twingo bizuu. Tutaj od razu pojawiają się małe problemy, bo nigdzie w środku nie znajdziecie „wajchy” od przedniej klapy.  Stąd zamiast tracić czas szybko o pomoc proszę „Wujka Google” i… ku mojemu zdziwieniu Renault wprowadziło trochę innowacyjny i mało zrozumiały dla mnie sposób jej otwierania, a raczej uchylania. Nie jest to też do końca łatwe, bo najpierw w przedniej osłonie grilla należy wyjąć dwa elementy, a następnie kluczykiem przekręcić i „odbezpieczyć” maskę, pod którą mamy dostęp jedynie do płynów eksploatacyjnych. Przyznam, że jak na auto skierowane w większości do kobiet to konstruktorzy raczej w tym przypadku o nich zapomnieli.

Zadbali za to o wszelkiego rodzaju schowki, schoweczki, wzorując się na tendecjach kobiet do uporządkowanego bałaganu. Chyba, że ich zamysłem było to, że i tak kobiety decydujące się na Twingo to te, które bardziej dbają o lakier na paznokciach niż na swoim samochodzie, więc jak zabraknie płynu do spryskiwaczy to i tak poproszą mężczyznę o pomoc. Ale żeby nie było, że tak czepiam się tych kobiet i umniejszam ich umiejętnościom, sama zresztą nią będąc, to eksperymentując z Twingo poprosiłam kilku moich rajdowych i wyścigowych kolegów o otwarcie maski. Jednemu udało się to w ciągu 5 minut, natomiast reszta po prostu poddawała się prosząc mnie o pomoc.

Wracając jednak do Renault Twingo to jak już zdążyliście się domyśleć, jego serce nie jest pod maską, ale w miejscu bagażnika. Tak! To jest kolejne zaskoczenie. Renault Twingo to tylnonapędowe auto, czyli mały rarytas i powrót do przeszłości dla starszych fanów motoryzacji, którzy sami kiedyś jeździli maluchami. Niech jednak ich nie zmyli to całe RWD, bo tak jak maluszkiem można było zaszaleć i „pójść” bokiem, to w tym przypadku jest to już niemożliwe. W Renault Twingo praktycznie nie da się zerwać przyczepności, a co dopiero zrobić pokaz driftu (tzn. jest to do wykonania, jednak wymaga już niezłych kombinacji z elektroniką). Z drugiej strony może to i dobrze, ponieważ silnik Energy TCe 90 o mocy 90 koni mechanicznych mógłby być przez niektóre osoby nie do poskromienia. Wydaje się, że to mała moc, jednak Twingo ma masę zaledwie 989 kg. I tu po uruchomieniu samochodu pojawił się u mnie kolejny uśmiech. Nie dość, że RWD, nie dość, że masa nie za duża, to jeszcze 989 cm3 z turbiną naprawdę budzi bardzo pozytywne skojarzenia.

To Twingo nie jest zawalidrogą, całkiem fajnie się zbiera i prędkość od 0 do 100 km/h osiąga w 10,8 s, co stanowi naprawdę dobry wynik, jak na auto miejskie. Zresztą niejednego kierowcę zaskoczyłam zwinnością tego auta na drodze – najpierw panowie na światłach lekko podśmiewali się z tego „błękitnego” cuda, a potem… byli mocno zdziwieni, że to małe „coś” tak się zbiera.

Wprawdzie 5-biegowa, manualna skrzynia ma dość długie przełożenia, ale biegi wchodzą precyzyjnie. Prędkość maksymalna to według producenta 165 km/h, jednak przyznam się – mimo że lubię adrenalinę, to przy ponad 120 km/h odczuwałam lekką obawę. Niestety, poprzez umiejscowienie silnika z tyłu przód Twingo jest dość lekki. Jadąc stosunkowo szybko (ponad 100 km/h) miałam wrażenie, że zaczynam lekko „odlatywać”. Stąd nie do końca wyobrażam sobie jazdę tym autem na autostradzie szczególnie, przy dużym wietrze. Ale jak już ustaliliśmy, to auto stworzono do miasta i tu sprawdza się idealnie. Jest sprytne, zwinne i wszędzie potrafi się wcisnąć. To są właśnie cechy, których szukam w samochodzie dedykowanym do jazdy „po zakupy”, którym bez problemu zaparkuję. A parkowanie Twingo jest dość proste, gdyż charakteryzuje je niesamowity średnica zawracania – jedynie 8,6 m.

Można powiedzieć, że to taki mały poskromiony driftowóz – dużo mniejszy niż w przeciętnym aucie promień skrętu, napęd na tylne koła. Szkoda tylko, że nie można go oswobodzić – może wtedy nawet ten niebieski pastelowy kolor nie przeszkadzałby mężczyznom.

Czyli jaki?
Samo Renault Twingo nie wzbudza chyba aż tak dużego zainteresowania. W wersji bizuu zdecydowanie się to zmienia. Część damskiego grona aż piszczy na jego widok i od razu w ciemno chętnie by go kupiła. Inni z kolei, w tym mężczyźni z pewnością nie podejdą do niego na poważnie, ale zauważą na drodze. Takie twingo więc na pewno trafi do serc kobiet. Jeśli nie za sprawą wyglądu, to chociażby vouchera rabatowego na zakupy w butikach bizuu, dodawanego w gratisie do samochodu.

Podsumowując – na początku byłam „na nie”. Po tygodniu jazdy dalej wizualnie Twingo nie trafia w mój gust, choć według mojej koleżanki, która fascynuje się modą… podobno do mnie pasuje. Jednak jest coś w tym aucie takiego, że miło je wspominam. Przemieszczanie się nim nie męczyło, a było całkiem przyjemne jak na takiego maluszka. Ot taki niby śmieszny samochodzik ale… radość z jazdy była.

NA TAK:
– mały promień skrętu (4,30), czyli świetna manerwowalność w ciasnych przestrzeniach;
– dużo praktycznych schowków;
– elastyczny silnik.

NA NIE:
– brak obrotomierza;
– dźwięk silnika jak w starym maluchu;
– spore zużycie paliwa (mój wynik to 8,5 l/100 km).

Dane techniczne Renault Twingo bizuu
Silnik: benzynowy, turbo
Pojemność: 898 cm3
Moc maksymalna: 90 KM przy 5500 obr/min
Maksymalny moment obrotowy: 135 Nm przy 2500 obr./min             
Napęd: na tylną oś
Pojemność bagażnika:  219 l

Najnowsze

Audi powiększa rodzinę o model Q2

Wygląda na to, że już za kilka tygodni w Genewie zobaczymy nowego SUV-a od Audi. Koncern z Ingolstadt zaprezentował zdjęcie, które nie pozostawia wątpliwości, że rodzina aut sportowo-rekreacyjnych powiększy się.

Na początku marca podczas targów w Genewie Audi pokaże nowy model. Najprawdopodobniej będzie to Q2. Kilka godzin temu na profilu facebookowym marki pojawiło się zdjęcie z parkingu, gdzie stoją modele Q3, Q5 oraz Q7. Obok nich znajduje się wolne miejsce dla nowego modelu, który nadejdzie niebawem. 

Brakujący model znajduje się po lewej stronie, co wskazuje, że do gamy dołączy najmniejszy model, o którym była już mowa od jakiegoś czasu. Audi postarało się nawet o zarejestrowanie nazwy Q2, która dotychczas pojawiała się przy okazji modeli Alfa Romeo.

Według potwierdzonych informacji, pierwsze egzemplarze Audi Q2 trafią do klientów już w połowie tego roku. Najmniejszy SUV powstanie na płycie podłogowej MQB i będzie oferowany z napędem na przód lub wszystkie koła. Pod maską pojawi się szeroka paleta jednostek benzynowych i Diesla. Niewykluczone, że Audi wprowadzi także sportową wersję SQ2.

Ceny Audi Q2 powinny startować w okolicach 110 tys. zł.

Najnowsze