Joanna Szymków-Matuszewska

Alfa Romeo Stelvio Veloce test – jak zmienił ją face lifting?

Alfa Romeo Stelvio od kilku lat odwraca wzrok nie tylko fanów włoskiej motoryzacji, pieszych i kierowców. Ten urodziwy samochód ma też unikatową wersję wyposażenia Veloce, pod którego maską tkwi mocny silnik. Co wynika z tego połączenia? Sprawdzamy naszym teście.

Większość z nas – fanów motoryzacji – z pewnością się zgodzi, że Alfy Romeo są po prostu piękne. Nie mogło być inaczej z modelem Stelvio – pierwszym SUV-em Alfy, który od wielu lat możemy podziwiać na polskich drogach. My testowałyśmy już ten model w jego sportowej odmianie: Alfa Romeo Stelvio Quadrifoglio – nienachalne, ale szalenie mocne. A że samochód ten – bez większych zmian – funkcjonuje na rynku od 2016 roku, włoski koncern zdecydował się na face lifting. 

{{ gallery(3245) }}

Miałam wyjątkową przyjemność testować poliftowe Stelvio w wersji wyposażeniowej Veloce, z dwulitrowym silnikiem o mocy 280 KM, ośmiostopniową, automatyczną skrzynią biegów i napędem na cztery koła (z przeważającą charakterystyką tylnonapędową). I na pierwszy rzut oka, poza całkiem nowym i bardzo ciekawym kolorem nadwozia, o jakże sportowej nazwie „Rosso Competizione”, zestawionym z ciemnymi wykończeniami detali nadwozia, facelifting tego SUV-a dość trudno dostrzec. Z drugiej jednak strony żadne poprawki wizualne nie są przecież Stelvio potrzebne – mimo upływu lat ten samochód wygląda niemal jak Monica Bellucci – nadal atrakcyjnie, elegancko, nowocześnie i bardzo stylowo. Ale taka już jest zaleta samochodów Alfy Romeo, że ich nadwozia są zawsze na czasie i wcale się nie starzeją. Ta sylwetka ma znacznie więcej seksapilu w sobie niż konkurencyjne, zimne „Niemki” – Audi Q5 czy BMW X3.

{{ image(34578) }}

Nowe oblicze Stelvio
Co wobec tego uległo zmianie i gdzie kryje się ten szumnie zapowiadany lifting? Otóż przede wszystkim tam, gdzie najwięcej było wieszanych psów na Stelvio sprzed liftingu, czyli we wnętrzu, w systemach bezpieczeństwa oraz w systemie multimedialnym. Ten ostatni był chyba największą bolączką „starej” wersji Stelvio. Wielu użytkowników narzekało na to, że system jest ubogi, wiesza się, a ekran, nie dość, że wbrew obowiązującym na rynku standardom nie jest dotykowy, to jeszcze jest słabej jakości. Obecnie Alfa Romeo wybrnęła z tego i znacząco poprawiła funkcjonalność systemu multimedialnego, sposób jego działania i przede wszystkim dodała do jego obsługi dotykowy ekran o przekątnej 8,8 cala.

{{ image(34579) }}

Może nadal z tego centralnie umiejscowionego ekranu nie będzie tryskać fontanna kolorów – wszystko utrzymane jest w tonacji biało-czerwono-czarnej, to jednak pasuje to do prawdziwie włoskiego i eleganckiego wnętrza Stelvio. Przez tydzień użytkowania tego auta mogę powiedzieć, że system ten nie odbiega swoją funkcjonalnością od innych spotykanych na rynku, choć należy raczej do tych mało intuicyjnych i trzeba się trochę do niego przyzwyczaić, zanim zaczniemy się w nim biegle poruszać. Nie miałam jednak żadnych sytuacji, w których by się zawiesił czy w inny sposób odmówił posłuszeństwa. Sama wielkość ekranu też jest już przyzwoita i nie budzi zastrzeżeń – niezbędne dane są widoczne, a ekran jest łatwo dostępny dla kierowcy. Podobnie jak kolorowy wyświetlacz pomiędzy zegarami.

{{ image(34580) }}

Gdy już nie musisz wybierać czy wolisz samochód czy kanapę w salonie..
Poprawiony design wnętrza sprawił, że w tym samochodzie chce się spędzać godziny. To przede wszystkim nowa, o wiele bardziej elegancka konsola środkowa, ze schowkiem z wbudowaną ładowarką indukcyjną (w opcji), z obszytym skórą lewarkiem zmiany biegów i umieszczoną pod nim subtelną flagą Włoch. Z tyłu konsoli środkowej dodano wejścia USB oraz przyciski do podgrzewania tylnej kanapy. We wnętrzu naszego testowego Stelvio dominowały elementy skórzane i wykończenie aluminium.

{{ image(34581) }}

Dzięki temu całość odpowiada wysokim standardom znanym z klasy premium. Skórzane fotele są bardzo wygodne i gdy w nich zasiądziesz i rozejrzysz się dookoła, myślisz sobie, że wcale nie chcesz stamtąd zbyt szybko wychodzić. To takie uczucie, jakby po całym dniu biegania usiąść wreszcie na swojej wygodnej kanapie w salonie, oczywiście zakładając, że ta kanapa ma dobre trzymanie boczne, bo to w fotelach Stelvio Veloce jest fantastyczne. Do tego muzyka przygrywa w tle z dobrej jakości systemu audio Harman Kardon. Nawet podczas jazdy nic nie zagłuszy dopływających z głośników dźwięków i to nie tylko dlatego, że jest to nagłośnienie z wyższej półki, ale też dlatego, że Alfa postawiła na wyraźną poprawę izolacji akustycznej. Izolacja ta jest na tyle skuteczna, że mimo rozwijanych prędkości autostradowych, nie usłyszycie szumów powietrza, więc bądźcie czujni i zerkajcie co jakiś czas na prędkościomierz – ta błoga cisza może czasem was zgubić.

{{ image(34582) }}

Bezpieczeństwo na czasie
Alfa nadrobiła też swoje zaległości w zastosowaniu systemów bezpieczeństwa. Po liftingu w Stelvio znajdziemy szereg asystentów wspomagających nas podczas jazdy, jak na przykład: system ostrzegający przed zmianą pasa ruchu, który nie tylko poinformuje was o tym, że wyjechaliście poza pas ruchu, ale skoryguje wasz tor jazdy. Jest też system ostrzegania o najechaniu na poprzedzający pojazd – jego dźwięk z pewnością zwróci waszą uwagę dość szybko, zanim nawet zaistnieje realne niebezpieczeństwo. No i producent dorzucił autonomiczny system awaryjnego hamowania z czujnikiem ochrony pieszych. Tym samym Stelvio dogoniło rywali i w zakresie bezpieczeństwa jest już w pełni na czasie.

{{ image(34583) }}

Czy jest coś do poprawki?
Czy wobec tego jest jeszcze coś, co zostało do poprawki? W moim odczuciu tak. Jest to przedziwnie działający układ hamulcowy, który obecnie wymaga przyzwyczajenia. Wciskając pedał hamulca mamy wrażenie, jakby nie było oczekiwanej przez nas reakcji, więc musimy zacząć hamować mocniej, gwałtownie. Wyczucie efektywności działania układu jest niezwykle trudne – zachowuje się jakby działał w każdym położeniu identycznie. Lubię wiedzieć, że układ kierowniczy, jak i układ hamulcowy działają dokładnie wtedy, kiedy tego od nich oczekuję i z takim natężeniem, jakiego się po nich spodziewam. O ile uwielbiam niespodzianki, to raczej nie pod prawą nogą podczas wciskania pedału hamulca.

Nie jestem też fanką olbrzymich wręcz manetek umieszczonych przy kierownicy, które utrudniają swobodny dostęp do przełączników przy kierownicy. Albo może inaczej… Wizualnie są ładne, bo nadają sportowego ducha temu SUV-owi, ale jednocześnie ubolewałam, że mam za krótkie palce, żeby móc je swobodnie ominąć podczas włączania kierunkowskazów…

{{ image(34584) }}

Kolejną rzeczą, która utrudnia jazdę, szczególnie w warunkach miejskich, jest potężny słupek A, ograniczający widoczność z prawej strony. Przy zbliżaniu się do przejścia dla pieszych lub skrzyżowania równorzędnego, lepiej wziąć na to poprawkę i dość mocno zwolnić nawet, gdy wydawało się wam, że nikogo nie widzieliście w tym miejscu. Lepiej się upewnić. 

Sposób działania automatycznej skrzyni biegów też budzi moje zastrzeżenia. Zdarza się, że przekładnia się zawiesza na niskich obrotach, by zaraz nagle zrzucić kilka przełożeń i odzyskać dynamikę. Nie zaobserwowałam tu żadnej specjalnej zależności pomiędzy wykorzystywanym trybem jazdy – no może najmniej odczuwalne to było w trybie A, jednak to zapewne dlatego, że w tym trybie auto nie wykorzystuje pełnych możliwości skrzyni. Za to, jak puścimy pedał gazu Stelvio zademonstruje nam jak potrafi pięknie żeglować. Musimy też pamiętać, że jeśli chcemy wykorzystać szybką reakcję na gaz, to raczej polecam przełączyć tryb jazdy na „D”, czyli „dynamic”. Wówczas silnik utrzymuje wyższe obroty i niższe przełożenie skrzyni, niwelując drobną turbodziurę występującą w trybie „N”. W tym przypadku do ok. 2100 obr./min auto jest nieco ospałe. Przy okazji pracy turbosprężarki, miłośnicy motoryzacji – a chyba ci głównie decydują się na produkty Alfy – mogą czerpać przyjemność z dość głośnych świstów przez nią wydawanych. 

{{ image(34585) }}

Pozytywne wibracje
W przypadku tego auta nie możemy zapomnieć o odczuciach z jazdy, bo raczej dynamicznie i zadziornie wyglądającego Stelvio Veloce nie kupi nikt lubujący się w nudnych i przewidywalnych samochodach. Niemal idealny rozdział mas (49:51) oraz tylnonapędowa charakterystyka daje sporo radości kierującemu. W trybie „dynamicznym” auto lubi radośnie zamieść tyłem, a skrzynia biegów działa bardziej agresywnie, intensyfikując doznania. Wszak wynik przyspieszenia do 100 km/h wynoszący 6,6 s zrobi wrażenie na większości nabywców. Przy parametrach silnika 280 KM / 400 Nm trzeba przyznać, że Stelvio „zbiera się” bardzo energicznie, a opakowane w sportowe smaczki i eleganckie wnętrze jest fajną pozycją dla fanów nietuzinkowej motoryzacji i włoskiej elegancji. Korzystanie z możliwości tego pojazdu mocno odbija się na konsumpcji paliwa. Producent podaje wartości zużycia w cyklu mieszanym na poziomie 7,1 l/100 km. Mi nie udało się zejść poniżej 11 l/100 km przy spokojnej jeździe, a wykorzystując dynamikę Alfy zużycie 15 l/100 km przestaje po pewnym czasie dziwić. Dla uściślenia, ten drugi wynik towarzyszył mi na dystansie ponad 150 km jazdy miasto / teren niezabudowany / trasa szybkiego ruchu. 

Niestety powyższe wrażenia kosztują nie mało. Cena Stelvio Q4 280 KM zaczyna się od 159 900 zł, a testowana przez nas wersja to wydatek już 277 820 zł. Za cenę testowanego egzemplarza możemy już przykładowo kupić 265-konne Audi Q5 45 TFSI quattro z całkiem przyzwoitym wyposażeniem, pozostaje tylko jedno „ale”: czy pasjonatom motoryzacji zapewni ono tyle samo smaku, charakteru i emocji, co pełna wdzięku i charyzmy „Włoszka”? Nie sądzę.

Na plus:
+ wygląd i charakter
+ prowadzenie
+ komfort

Na minus:
– poziom zużycia paliwa
– układ hamulcowy
– zbyt duże manetki

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wszyskie pola są wymagane do wypełnienia.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze