Edyta Klim

Maluje aerografem arcydzieła. Agnieszka Maluchnik z The Art: to moje życie, praca, pasja

Agnieszka Maluchnik z The Art znalazła swoją artystyczną drogę w malowaniu aerografem. Uwielbia nowe wyzwania, a pasjonują ją mocne, amerykańskie samochody 4x4.

Agnieszka Maluchnik z The Art od dziecka miała talent artystyczny, jednak po latach sztuka zeszła na drugi plan. Sytuacja na rynku pracy sprawiła, że postawiła wszystko na jedną kartę – nauczyła się pracy z aerografem i otworzyła własne studio The Art. To była decyzja, która odmieniła jej zycie!

Agnieszka Maluchnik z The Art: to moje życie, moja praca, moja pasja i wreszcie mogę stwierdzić, że odnalazłam siebie!

Jak dotarłaś do tego miejsca, w którym jesteś na swojej artystycznej drodze?

Ścieżka była długa i bardzo zaskakująca. Już jako dziecko wykazywałam zdolności artystyczne. Babcia mi opowiadała, że pierwszy raz to w przedszkolu usłyszała od opiekunki pochwałę, jak to pięknie odrysowałam grzybka (śmiech). To właśnie moja babcia była jedyną osobą w rodzinie, która wierzyła w mój talent i bardzo często ze mną rysowała. Z czasem te umiejętności rozwijały  się w szkole przez rysunki, szkicowanie, rysunek techniczny. Byłam w tym naprawdę dobra i bardzo chciałam iść do liceum plastycznego, ale rodzice mieli inne oczekiwania. Stanęło na ogólniaku, na szczęście mój upór był skuteczny i w tym okresie chodziłam na prywatne zajęcia z rysunku i malarstwa.

Później zaczęły się studia na Wydziale Architektura i Urbanistyka. Tam już mogłam rozwinąć skrzydła w malarstwie, rysunku, rzeźbie, grafice komputerowej. Niestety proza życia czasem nas dopada… trudne wybory życiowe i trzeba było z czegoś żyć, więc sztuka odeszła na dalszy plan. Z czasem zapomniałam o pasji, ale pojawił się kolejny zwrot akcji w moim życiu…

Odeszłaś od pasji, ale ona cię znalazła?

Tak i cały czas czegoś mi brakowało… Zaczęło się od tego, że fascynowały mnie terenówki i motocykle.  Nawet byłam na etapie robienia prawka motocyklowego, ale akurat zaszłam w ciążę i nie skończyłam kursu. No i co mi zostało? Sprawiłam sobie Jeepa V8 ZJ polifta z ’97! I to właśnie był decydujący czynnik, który wpłynął na to, że sięgnęłam po aerograf. Jeepa kupiłam lekko zmodyfikowanego i chciałam z nim zrobić coś więcej. Tak narodził się pomysł, aby pomalować maskę.

Dla zabawy kupiłam sobie chińskiego brusha, kompresorek. Zaczęłam oglądać różne materiały w sieci, obserwować grupy i spróbowałam. Na grupie Aerograf Polska poznałam Bartka Krupę, który niesamowicie mi pomógł. Można powiedzieć, że mnie wprowadził w ten świat. Służył dobrymi radami, na których zbudowałam fundament swojego malarstwa aerografem. Okazało się że podeszła mi ta technika niesamowicie!

Agnieszka Maluchnik The Art
Agnieszka Maluchnik The Art

Potem już się samo potoczyło?

Tak to się zaczęło kręcić. Wśród znajomych pojawiali się chętni, aby im coś zmalować. Głównie były to kaski motocyklowe, a w międzyczasie męczyłam maskę Jeepa oczywiście – to było moje płótno treningowe. Kolejny zwrot akcji w moim życiu był przez lockdown, bo straciłam wtedy pracę. Było naprawdę nieciekawie, biorąc pod uwagę fakt, że samotnie wychowuję dziecko. Wtedy podjęłam decyzję, że założę działalność artystyczną i złożę wniosek o dofinansowanie. Zaliczyłam kursy u Piotrka Parczewskiego i zainwestowałam ostatnie oszczędności w sprzęt Iwaty. Kupiłam wtedy Microna i LPH 80.

Poznałam również Dixona, który wprowadził mnie w świat konwentów i zabrał na pierwszą edycję Kustom Show Art w Toruniu. Na następnej imprezie we Wrocławiu wystawiłam się już z bogatszym portfolio. I tam poznałam Marka Szatkowskiego, strażaka artystę, dzięki któremu nawiązałam współpracę z Anest Iwata, co za tym idzie z Wojciechem Niedźwiedziem – dyrektorem Anest Iwaty Polska. Genialnym człowiekiem, który wspiera takich artystów.

I dalej to już się potoczyło… Kolejne konwenty, coraz więcej klientów, projektów, wspaniałych znajomości. Moja działalność nabrała rozpędu. Nawet moja córeczka zaczęła się interesować tą techniką – ma już swój aerograf i czasem sobie malujemy razem. Dzisiaj wystawiam się jako The Art Custom Painting Studio, w skrócie The Art, pod banderą Anest Iwata Polska u boku wspaniałych artystów, jak Lepian Custom Painting, Radical Customz itd..

Zobacz także: Dorota Klapkowska połączyła pracę i motocykle w jedną pasję!

Teraz już ci niczego nie brakuje, odnalazłaś brakujący element układanki?

Tak i jestem dumna z tego, że osiągnęłam to w tak krótkim czasie. Jest to moje życie, moja praca, moja pasja i wreszcie mogę stwierdzić, że odnalazłam siebie! 

Jakimi zleceniami się obecnie zajmujesz? Twoi klienci to zwykle środowisko motocyklowe?

Zlecenia są naprawdę różnorodne i nie tylko od motocyklistów. Z moich pierwszych projektów, oprócz kasków motocyklowych, stworzyłam 12,5 m2 bajkowej rafy koralowej na ścianach pokoiku dziecięcego, grafiki na kawałku blachy na starym Volvo (zmodyfikowanym w stylu Mad Max), desce snowboardowej, z Terminatorem na masce Corvertty C3 oraz na gitary elektryczne. Moje projekty wykonuję również na butach czy odzieży. W kolejce czeka również wielka metalowa beczka, która będzie fajnym barkiem dla klubu HDC Wrocław, którego członków miała przyjemność poznać na targach motocyklowych we Wrocławiu. Płótnem może być absolutnie wszystko, nawet ciało, czyli body painting. 

Zdarza się, że oczekiwania klienta są zaskakujące? Lubisz przyjmować takie wyzwania?

Im ciekawsze zlecenie, tym lepsze wyzwanie! Każdy projekt to większe doświadczenie. Klienci mają wyobraźnię, a artyści są po to, aby ich pragnienia urzeczywistnić, pomóc w uzewnętrznieniu tego indywidualnego JA. No i oczywiście wiele jeszcze przede mną!

Agnieszka Maluchnik The Art
Agnieszka Maluchnik The Art

Zwykle klienci mają sprecyzowane obrazy do naniesienia, czy dają ci „wolną rękę”, proszą o propozycje?

Bywają klienci którzy mają sprecyzowane oczekiwania i trzeba się trzymać ich wytycznych, aczkolwiek udaje mi się czasem przemycić jakąś koncepcję, która wzbogaca projekt. Takim projektom, wbrew pozorom, trzeba poświęcić więcej uwagi. Bywają też klienci, którzy dają mi „wolną rękę” i tu też nie jest łatwo… Trzeba wciągnąć jak najwięcej informacji, wskazówek, ja to nazywam „łapaniem kotwicy”, żeby mieć na czym bazować.

Ten proces ustalania wzoru potrafi być bardziej wyczerpujący, niż jego naniesienie?

Proces tworzenia projektu to prawdziwa studnia bez dna… nie można w nieskończoność robić wizualek (śmiech). Czasami klienci nie do końca potrafią przekazać co chcą, mimo tego, że coś im tam chodzi po głowie. I tu czacha dymi! Dlatego wywiad jest najważniejszy, trzeba się dopasować do klienta. Jednak nie ma nic lepszego, jak doświadczenie tej reakcji, kiedy oddaje się skończony projekt. To uskrzydla i daje kopa by tworzyć więcej! Wiadomo, o kasę też chodzi, bo to ciężka praca, ale ta radość w oczach i te zacne słowa … to cała puenta!

Motoryzacja nadal jest ci bliska? Znajdujesz na nią czas?

W ten temat to ja wpadłam jak śliwka w bańkę oleju… albo śrubka (śmiech). Auta terenowe? Daj mi kluczyki do jakiegoś, to obiecuję, że sprawdzę co to potrafi! Kocham off road! Mam Jeepa Grand Cherokee ZJ, fajnie zmodyfikowanego (zawieszenie lift 2”, na 32″ MTkach, wspawane progi pod hi lifta, wyciągarka, snorkel, zderzaki stalowe, bla bla bla). Przede wszystkim to wspaniałe, oryginalne, amerykańskie V8! Kocham ten moment rozruchu silnika, kiedy tylko warknie, a budą zatrzęsie! A mnie się trzęsie ładnie, bo nie mam stabilizatorów (śmiech)

Jeździłam 4×4 dosyć sporo, brałam też udział w rajdach, jako kierowca (głównie Bałtowskie Bezdroża, ale też Off Road Piaseczno). Zdarzyło mi się zorganizować grupowy wypad w Bieszczady z nocnym upalniem! Zabierałam również moją córkę na te lżejsze rajdy. Szykowałam się na Women’s Challenge 4×4, ale zajechałam skrzynię w Bałtowie i niestety wyremontowanie Jeepa zajęło mi prawie 4 lata. Miałam bardzo duży problem ze znalezieniem dobrego mechanika od amerykańców, ZJ jeździł na lawecie od warsztatu do warsztatu.

Miałam nawet chwilę słabości i myślałam o jego sprzedaży, ale moja córka się popłakała, jak to usłyszała i mi otworzyła oczy. Nie mogłam tego zrobić ani jej, ani sobie. Bo przecież kochamy auto, które dało nam tyle pięknych chwil. Uwielbiamy wypady na łono natury, spanie pod namiotem, gotowanie pod chmurką…

Agnieszka Maluchnik The Art
Agnieszka Maluchnik The Art

Cztery lata walki o ten samochód?

Sporo kasy ładowałam w naprawę, aerografem zarabiałam i potem kupowałam sama części. Ściągnęłam nawet manuala i zaczęłam się uczyć. Zainwestowałam nawet w swój własny zestaw narzędzi. Miałam wśród znajomych pasjonatów amerykańskiej motoryzacji, którzy mnie wspierali swoją wiedzą. Doszło do tego, że sama wzięłam się za czyszczenie silnika, wymianę kolektora ssącego, uszczelek silnika, filtrów, olejów. Kiedy wybuchła pandemia, to miałam na to czas, bo było różnie z chodzeniem do pracy. Każdą wolną chwilę spędzałam pod Jeepem, składając go do kupy, łącznie z montażem skrzyni automatycznej. Wtedy też uwaliłam czujnik położenia wału i to też była dla mnie niezła szkoła (śmiech).

Dzisiaj Jeep dostał drugie życie i nawet go sobie pomalowałam. Maska też skończona, ale jednak do przemalowania, bo obecnie moje umiejętności malarskie są na wyższym poziomie, niż kiedy się uczyłam. Wielkie podziękowania należą się dla Chester & Wasyl Garage (poznaliśmy się z Pawłem na konwentach we Wrocławiu ) za pomoc. Został temat elektryki, ale na szczęście Jeep jest teraz w dobrych i zaufanych rękach. Z rajdami odpuściłam, przerabiam go bardziej na wyprawówkę. Chcę nim nadal jeździć razem z córką w piękne miejsca. 

Instagram: https://www.instagram.com/theart_custompaintingstudio/ @theart_custompaintingstudio

Facebook: https://www.facebook.com/theartcustompaintingstudio

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wszyskie pola są wymagane do wypełnienia.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze