Aerograf czyli jeżdżące na 2 lub 4 kołach dzieła sztuki!

Rozmawiamy z Przemkiem Drozdem - specjalistą w dziedzinie artystycznej sztuki malowania aerografem. Od lat zajmuje się Kastom Artem, a z pod jego ręki wychodzą wspaniałe motoryzacyjne dzieła!

W Polsce artystyczne malowanie areografem motocykli, samochodów czy kaksów nie jest wciąż zjawiskiem powszechnym i statystyczny uczestnik ruchu drogowego nie ma zbyt wielu okazji by podziwiać takie dzieła sztuki na żywo. Na pewno nie brakuje jednak miłośników motoryzacji, którzy są w stanie wydać naprawde ogromne pieniądze tylko po to, aby dopieścić swoje maszyny i nadać im niepowtarzalnego charakteru. Nie zawsze jednak są to duże koszta, a efekty takich prac robią ogromne wrażenie i na pewno wyróżniają właścieli i pojazdy spośród innych.

Rozmawiam z Przemkiem Drozdem, który już od ponad 10 lat zajmuje się artystycznym malowaniem aerografem. Niedawno jego prace można było podziwiać na  Kustom Kulture Exhibiton w Warszawie.

Fot. Przemysław Drozd

Znajdujemy się w pracowni pełnej motocyklowych części, zdjęć, farb i dziwnie wyglądających urządzeń.  Jest wieczór, ale jak mówi Przemek jego sezon właśnie się rozpoczyna, więc ręce ma pełne roboty od świtu do zmierzchu.  Jego garaż zdecydowanie różni się od tych stereotypowych, które podsuwa nam wyobraźnia. Od pierwszej chwili wiesz, że z każdego zakamarka bije artystyczną twórczością i miłością do motoryzacji. Słaba lampa dająca delikatne żółte światło i przyjemna dla ucha muzyka towarzyszą nam przez całą rozmowę.

Jak w jednym zdaniu opisałbyś to czym się zajmujesz? Czym w ogóle jest aerograf?
Aerograf to nic innego jak miniaturowy pistolet do malowania precyzyjnego, który rozpyla farbę za pomocą strumienia powietrza.  Artystyczne malowanie aerografem daje praktycznie nieograniczone możliwości pokrywania rozmaitych powierzchni obrazem, zarówno płaskich jak i tych o bardziej skomplikowanych kształtach. W swojej pracy zajmuje się tworzeniem projektowaniem i realizacją projektów artystycznych, dzięki którym m.in. motocykle czy samochody nabierają indywidualnego wyglądu.

Fot. Natalia Bułyk

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z aerografem?
Zawsze byłem związany ze sztuką, studiowałem na ASP, ale nim dokończyłem studia wiedziałem już czym się chcę zajmować. Początki nie były łatwe, bo dostęp do wiedzy był zdecydowanie bardziej utrudniony niż to ma miejsce dzisiaj. Właściwie wszystko co osiągnąłem w tamtych czasach zawdzięczam swojej determinacji do poszukiwań i uczenia się na błędach.  W Polsce temat praktycznie nie istniał, zaś internet  był luksusem dostępnym jedynie za pomocą kabla telefonicznego i modemu.  Ktoś to jeszcze pamięta te czasy, gdy wstukiwało się numer telefonu żeby połączyć się z siecią?

Twoje prace to nie tylko aeorograf, często to podkreślasz…
Dzisiaj nie można już mówić o mojej pracy wyłącznie jako o malowaniu aerografem, łączę wiele technik by uzyskać ciekawsze efekty. Czasem wprowadzam cienkie ostre kreski, które wymagają malowania pędzlem, czasem używam złota, aby wzmocnić efekt niektórych elementów.  Poza tym zostałem prawdopodobnie najlepszym klientem salonów kosmetycznych (śmiech). Zaopatruję się tam w brokat, który świetnie nadaje się do zdobienia.

Fot. Natalia Bułyk

Używasz złota,  brokatu, malujesz ręcznie… od razu nasuwa się pytanie ile to wszystko może kosztować…
Właściwie nie ma z góry ustalonego progu cenowego. Z tym złotem to też nie tak, że ma jakąś bajońską wartość, to po prostu cienkie listki złota, które wykorzystuję np. do liter. Sądzę, że każdego stać na taki złoty luksus 😉 Wracając jednak do tematu cen – wszystko zależy od tego czym się zajmuję. Kaski to kwota rzędu 1000zł, czasem mniej, natomiast dostaję i takie zlecenia, których wartość liczy się w kilku lub kilkunastu tysiącach złotych. Niektóre zamówienia realizuję wspólnie z kolegą od podstaw. On składa motocykl od zera, a ja maluję każdy jego fragment. To wymaga czasu i uwagi. Poza tym maluję samochody, motocykle, gitary, a teraz np. zajmuję się kajakami  reprezentacji węgierskiej. Cena zależy przede wszystkim od wymagań projektowych i czasu, który na to poświęcam.

No właśnie, ile to naprawdę trwa, np.: malowanie takiego kasku….
Kask to zwykle ok. 2-3 dni pracy, większe projekty zajmują kilka tygodni, czasem i więcej. To bardzo precyzyjna praca. Już na etapie projektu wymaga wiele zaangażowania, wspólnie z klientem ustalamy kierunek, do którego zmierzamy, a potem staramy się to wizję urzeczywistnić.

Jaki profil klientów do Ciebie trafia, jakie zamówienia pojawiają się najczęściej?
Przede wszystkim są to ludzie z kręgu tzw. „choperowców”, ale nie brakuje zamówień dla motocykli sportowych  i turystycznych. Zresztą, kiedy klient rozpoczyna przygodę z motocyklem i planuje jeszcze kilka przesiadek na inne modele, proponuję zacząć od malowania kasku, bo ten zwykle zostaje z właścielem na dłużej. Dzisiaj około 25% moich klientów to kobiety, ale jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że z tej liczby ponad 65% to amatorki enduro i motocrossu. Z ciekawych zleceń zdarzyło mi się realizować zamówienie dla Pani, która była zafascynowana filmem Zmierzch i cały projekt powstał w oparciu o film…

Fot. Natalia Bułyk

To ciekawa i twórcza praca, ale wymaga też artystycznej wyobraźni, skąd wiesz jak zrealizować projekt, jaki nadać mu charakter…
Przede wszystkim w tym fachu pojawiają się mody i trendy. Kiedyś wielkim powodzeniem cieszyły się mroczne obrazy  z czaszkami i ogniem. Później przewijał się wątek patriotyczny.  Miałem klienta, który chciał namalować na swoim motocyklu obrazy z drugiej wojny światowej…. Obecnie panuje styl meksykański bardzo mocno nawiązujący do kultury kraju. Często klienci wracają do mnie, aby za taką modą podążyć i odświeżyć poprzednie realizacje swojego motocykla.

Są i tacy klienci, którzy mają własną wizję. Szczególnie kobiety poszukują motywów nawiązujących do literatury, muzyki czy filmu.  Wtedy podążamy w konkretnym kierunku. To wymaga ode mnie zgłębienia tematu szczegółowo. Wielokrotnie zanim zrealizuję projekt muszę zrozumieć fascynację klienta danym tematem i dowiedzieć się jak najwięcej. Tylko to daje mi szansę na uchwycenie kontekstu.

Na koniec zapytam o konkurencję i możliwości rozwoju w tym kierunku, są szanse dla ludzi z ulicy?
Wszyscy pracujący w tej niezwykle niszowej branży specjalizują się w czymś konkretnym, dlatego nie ma mowy o konkurencji. Znamy się, cenimy swoje prace i pozostajemy w kontaktach koleżeńskich. Niedawno powstała Akademia Aerografu, gdzie kształcą się młodzi adepci tej sztuki. Na jednym z kursów gościłem ich w swoim warsztacie. Pojawiają się też kobiety zainteresowane tematem, na każdej edycji kursu co najmniej jedna.  Pamiętam, że kiedyś w naszym kręgu były panie zajmujące się tym fachem, ale szczerze mówiąc dawno o nich nie słyszałem.

Najnowsze

Jedziemy na wycieczkę, bierzemy kota w teczkę, czyli jak podróżować w samochodzie z kotem

Było już o tym, jak poprawnie przewozić psa, ale kota? Oto nasz poradnik.

Może i słodki to widok, ale dziecko i kot są zagrożone.

Kilka razy zdarzyło się, że tata odbierał mnie z dworca, a w samochodzie siedział nasz rudy kotek. Dlaczego? Ano tata nie miał czasu, żeby kota zgarnąć z podwórka i zanieść do domu, a musiał otworzyć bramę i wyprowadzić samochód z garażu. Kot mógłby zaplątać się pod koła samochodu, a tego nikt z nas nie chciał. Łatwiej było więc zaprosić kota do auta i pozwolić mu zasnać na osłonie bagażnika za tylnym siedzeniem. Ale kotek jest przyzywczajony – z Litwy do Polski przyjechał samochodem właśnie.

Oczywiście kot w samochodzie nie powinien jechać „luzem”. Mój tata powinien był go wsadzić do transporterka, ale jako że to kot wyjątkowo w samochodzie spokojny, moża było mu zaufać i pozwolić ułożyć się wygodnie.

O przepisach dot. przewozu zwierząt w aucie w Polce i zagranicą, rasach i odpowiednich do nich transporterach, szlkach, kratkach wentylacyjnych, czytaj tu.

No, dobrze. A jak powinniśmy przewozić koty samochodem? W końcu każdy kot czasem musi z nami gdzieś pojechać np. do weterynarza. Albo na wakacje. W przypadku dłuższej podróży warto kota zaznajomić z autem – położyć go na siedzieniu, pozwolić oswoić nową przestrzeń, uświadomić mu, że ta przestrzeń niebawem będzie w ruchu. I w końcu odbyć z nim kilka krótszych przejażdżek w mieście, żeby się przyzywczaił. Dobrze, aby w samochodzie była druga osoba, gotowa do pomocy i asekuracji. Ale transporter przede wszystkim.

Może być miękka torba dla kota, ale pamietaj ja odpowiednio zamontować i zapezpieczyć pasami.

Jaki wybrać transporter?
Transporter musi być na tyle obszerny, aby kot mógł się w nim położyć, rozciągnąć, lub zwinąć w kulkę. Kot będzie na pewno zestresowany, może zareagować paniką, albo agresją. Może zacząć szukać wyjścia z samochodu, wbić kierowcy pazury w szyję, dotkliwe podrapać, ale najgorzej jeśli w szale wpadnie nam pod pedały.

Transporter powinniśmy kotu zaprezentować wcześniej. Niech stoi otwarty w mieszkaniu na podłodze. Koty mają tendencję do pakowania swoich zwinnych ciałek do różnych pudeł, kartonów, papierowych toreb. Transporter będzie dla kota podobnym doświadczeniem. Pozwólmy mu się w nim zaaklimatyzować, żeby wiedział, że to nic strasznego.

Transporterów w sklepach zoologicznych jest mnóstwo – są plastikowe, są wykonane z miękkich materiałów. Przede wszystkim jednak muszą być dostosowane do rozmiarów kota.

Pies, kot, czy królik w samochodzie – jak je przewozić? Dowiesz się także tu.

 

Nie wystarczy postawic transponter na tylnej kanapie, należy go jeszcze odpowiednio zamocować.

Kot w transporterze jest bardziej bezpieczny – gwałtowne hamowanie sprawi, że kot niezabezpieczony stanie się bezwładny i po prostu poleci przed siebie. Bez pasów z człowiekiem byłoby tak samo.

Jak zamontować koci transporter w samochodzie?
Transporter z żywą puchatą zawartością trzeba zamocować w aucie tak, żeby był stabilny. Ułożenie go między przednim a tylnym siedzieniem pomoże kotu z chorobą lokomocyjną – nie będzie trzęsło, jak na siedzieniu. W samochodzie upewniamy się, że na kota nie dmucha ani zimne, ani ciepłe powietrze. Koty tego nie lubią.

Mercedes dla pupila? Dlaczego nie? Czytaj tu.

W sklepach są też specjalne samochodowe szelki – ich długi koniec pasuje końcówką do kalmry od pasów bezpieczeństwa – to dla kotów, które nie lubią jeździć w pudełkach.

Nie wolno zapomnieć!
Do podróży musimy się dobrze przygotować. Z kotem, jak z dzieckiem, trzeba zabrać niezbędne przedmioty. Mała kuwetka i żwirek – żaden kot nie załatwi się na postoju normalnie – to znaczy, nie pójdzie do lasku sam i sam wróci. Będzie siedział uczepiony nogawki spodni opiekuna i błagał, żeby go nie zostawiać przypadkiem. Żwirek, który zna i znajome pudełko pomogą. Dobrze mieć ze sobą łopatkę do usuwania odchodów z kuwety.

Zabieramy miseczkę, wodę (najlepiej dla kotów zabrać wodę źródlaną) i karmę. Kot może nie chcieć jeść w podróży, ale wodę mieć musi. Jedzenie w podróży zresztą jest sprawą dyskusyjną. Karmić, czy nie karmić? Może troszeczkę, parę chrupków w nagrodę za dzielność, ale nie więcej. Pełny brzuszek to problemy żołądkowe, czyli wymioty, lub co gorsza, biegunka.

Transportery i gadżety dla psów w samochodzieczytaj tu.

 

W żadnym wypadku nie moża wozić kota „luzem” w samochodzie.

Do kociego bagażu pakujemy ulubioną zabawkę, jeśli nasz milusiński, taką ma, oraz smycz – w razie, gdyby kot jednak chciał pójść na spacer (koty są różne, zmienne, kapryśne, musimy mieć na uwadze każdy wariant).

To, jak kotek będzie zachowywał się w podróży zależy od wielu czynników – ma znaczenie wiek i stan zdrowia. Mały kotek powinien być zabierany na przejażdżki – wtedy się przywyczai i nie będzie z nim kłopotów w przyszłości. Starsze koty, nienawykłe do jazdy, będą miały problemy. Z nimi trzeba postępować znacznie bardziej ostrożnie. Przyzywczajać, przekonywać, małymi krokami i cierpliwie.

Przed dłuższą podróżą warto skonsultować się z lekarzem weterynarii, który zbada kota i ewentualnie przepisze leki na uspokojenie nerwów. Nie nam, kotu.

Zwierzaki lubią ciepło – podgrzewane  fotele dla psów do autaKliknij tu.

Na koniec, to oczywiste, ale ważne: nie należy zostawiać kota samego w samochodzie – ani zimą, ani latem.

Najnowsze

Dziewczyny na Politechniki – w wydaniu brytyjskim

30 młodych kobiet z Wielkiej Brytanii wzięło udział w rządowym programie zachęcającym studentki do nauki i kariery inżynierskiej. Na spotkanie w fabryce Mini w Oxfordzie przybył w tej sprawie brytyjski minister ds. przedsiębiorczości, Matthew Hancock.

Uczestniczki programu Girls Go Technical w fabryce Mini.

Hancock w towarzystwie Minister Pracy, Esther McVey, spotkał się z uczestniczkami programu Girls Go Technical, który jest trwającą tydzień częścią rządowej inicjatywy – „See Inside Manufacturing”. Zakłady BMW Group w Oxfordzie, Swindon i Hams Hall niedaleko Brimingham otworzyły swoje drzwi dla uczennic szkół średnich, aby dać im możliwość poznania branży i pracy inżyniera z pierwszej ręki.

Jak studentki Politechniki Śląskiej wygrały wyścig w Wielkiej Brytanii – czytaj tutaj.

Minister Hancock został oprowadzony po zakładzie w Oxfodzie przez Philippę Napier, która odbywa w fabryce drugi rok praktyki. Napier przedstawiła mu uczestniczki programu, które próbują swoich sił przy różnych technicznych wyzwaniach.

Dlaczego kobieta – mechnik wcale nie jest gorsza od mężczyżny? Dowiesz się tu.

Matthew Hancock:
– Wspaniale było spotkać tak wiele pełnych zaangażowania młodych osób, które chcą dowiedzieć się jak wygląda praca w branży motoryzacyjnej. Program 'See Inside Manufacturing' daje młodym ludziom okazję do tego, aby dokładnie zobaczyć, jak na co dzień działa produkcja, obalając równocześnie powszechne mity dotyczące pracy fabryk i inspirując nowe generacje inżynierów.
 

Jak zwykle faceci przedstawiają zjawisko jakim jest „kobieta – mechanik”? Oto nasze 6 typów tego rodzaju zdjęć znalezionych w internecie.

Simon Farral, szef działu szkoleń dla BMW Group UK, który był gospodarzem wizyty w ośrodku szkoleniowym, powiedział:
– Cieszymy się, że minister był w stanie odwiedzić nasz obiekt szkoleniowy i poznać niektóre z naszych obecnych i potencjalnych przyszłych uczennic. Mamy nadzieję, że te młode kobiety, znajdą coś dla siebie w ogromnym wachlarzu możliwości, jakie daje praca inżyniera. Chcemy obalić mit, że technika nie jest dla kobiet.

Wizyta u kobiety – mechnik w warsztacie Technikum Samochodowegofotoreportaż – tutaj.

Praktykantka, inżynier Philippa Napier:
– Dziewczyny często są odstręczne od robienie kariary inżyniera, bo istnieje przekonianie, że inżynier to po prostu mechanik. Ale technika to nie tylko tłuste od smaru kombinezony i brudne paznokcie. Istnieje tak wiele zróżnicowanych możliwości w produkcji, więc mam nadzieję, że uda się przekonać wiele młodych kobiet, do tego zawodu.

Jak kobieta – inżynier doprowadziła do zwycięstwa Audi w Le Mans? Dowiesz się tutaj.

W Polsce też funkcjonuje podobny program, choc niestety nie wspierany przez rząd – zerknij na fanpage projektu Dziewczyny na Politechniki – tutaj.

Mamy nadzieję, że dzięki takim projektom coraz więcej kobiet pojawi sie również w branży motoryzacyjnej, nie tylko na stanowiskacg związanych z zarządaniem, marektingiem, czy PR, ale również jako naukowcy.

Minister Matthew Hancock opracowany przez praktykantke w fabryce Mini, inżynier Philippę Napier.

Najnowsze

Nie trzymaj nóg na desce rozdzielczej i nie przyjmuj dziwnych pozycji na prawym fotelu!

Zbliża się kolejny długi weekend, w którym większość z nas będzie się przemieszczać po kraju. Długie podróże sprzyjają niestety przyjmowaniu na fotelu pasażera przeróżnych, czasem dość dziwnych pozycji. Jedną z nich jest trzymanie nóg na desce rozdzielczej, co może w konsekwencji skończyć się tragicznie.

Wolimy nosić ozdobne łańcuszki na pęcinach, czy pierścionki na palcach stóp, niż mieć metal wewnątrz nóg lub ich w ogóle nie mieć…

Paweł Kurpiewski – ekspert ds. bezpieczeństwa dzieci w samochodach, biomechanik zderzeń oraz redaktor serwisu fotelik.info napisał ostatnio artykuł, w którym porusza wybitnie ciekawy temat, a mianowicie układania przez osoby zajmujące prawy przedni fotel w samochodzie nóg na desce rozdzielczej podczas jazdy.

Faktem jest, że same zaobserwowałyśmy tego rodzaju proceder już nie raz w stojących w korkach samochodach, czy też podczas podróży np. po autostradzie. Najgorsze jest to, że zwykle to kobiety mają zwyczaj wystawiania stóp za okno, czy właśnie kładzenia ich na desce przed fotelem. Sęk w tym, że nie jest to jedyna zła pozycja zajmowana przez osoby na prawym fotelu. Często podwijamy nogi, skręcamy sie do rozmówcy – czyli w lewo lub jeszcze bardziej, starając się np. monitorować co robią nasze dzieci na tylnej kanapie. Zdarza się, że pasażer w ogóle jest odwrócony tyłem do kierunku jazdy, a pasy bezpieczeństwa – cóż powiewają niezapięte, lub zwisają gdzieś w okolicach bioder.

Przeczytaj też o konsekwencjach nie zapinania pasów na tylnych fotelach samochodu – tutaj.

Każda myśląca osoba dokładnie wie, czym grozi tego rodzaju niewłaściwa pozycja na prawym fotelu podczas jazdy. Co gorsza, zwykle większość z nas ma takie zachowania w swoim portfolio. Ale wystarczy wyobrazić sobie skutki nawet najdrobniejszej stłuczki – np. w korku – aby zrozumieć, że nie tędy droga. Wybuchająca poduszka gazowa z ogromną siłą łamie nogi nie tylko w stawach. Poza tym tłukąca się szyba również potrafi narobić nieodwracalnych szkód na naszej skórze.

Dlaczego lepiej nie denerwować kierowcy będąc pasażerem  tego samego samochodu? Dowiesz się tutaj.

Trzymanie nóg na desce jest chyba jedną z najgorszych pozycji na prawym fotelu, bo przy kolizji z innym autem lub stałą przeszkodą nogi poprostu druzgoczą się kostka po kostce – zwykle w kilku miejscach. Wszystko dzieje się w ułamkach sekundy i naprawdę nie jesteśmy w stanie tak szybko zareagować, poza tym pochłaniają nas wówczas zupełnie inne rzeczy dziejące się dookoła.

Zachowajmy więc swoje pięknie wypielęgnowane stopy dla naszych partnerów, dbajmy o ich bezpieczeństwo i starajmy się je zachować do końca życia w nienaruszonym stanie – wystarczy prawidłowo siedzieć w samochodowym fotelu.

Jeśli masz chęć, wystawiaj stopy na postoju, ale tylko w bezpiecznych miejscach, gdzie nie mijają Cię inne pojazdy.

Najnowsze

Jak zadbać o strój motocyklowy przed zimą? Poradnik

Nasze maszyny niebawem zapadną w zimowy sen. Jesień to idealny moment, aby zadbać nie tylko o przygotwanie motocykla do przerwy ale także o nasze stroje. Czyszczenie a może i naprawa z pewnością się przydadzą.

Chcesz wyjąć z szafy w kolejnym sezonie motocyklowym swój kombinezon w dobrej kondycji? Przeczytaj jak o niego zadbać.
fot. Spidi

Strój motocyklowy to spora inwestycja – kosztuje od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, więc odpowiednie traktowanie sprawi, że posłuży nam dłużej.

Poniżej przedstawiamy kilka sposobów na to, jak przygotować ubranie do zimy. Zanim jednak zastosujecie się do którejś z tych porad, przeczytajcie uważnie, co producent napisał na metkach – tam znajdziecie wszelkie wskazówki dotyczące konserwacji stroju. To do nich należy się sotoswać w pierwszej kolejności.

Kask
Jak czyścić kask motocyklowy?
Do czyszczenia kasku na zewnątrz wystarczy Ci woda z mydłem. Spryskiwaczom do czyszczenia szyb i gładkich powierzchni, dziękujemy. Im mniej chemii, tym lepiej.

Zamknij szybkę, umieść kask na twardym podłożu i przetrzyj go namoczoną w mydlinach delikatną ściereczką. Miejsca, do których brud przeniknął najbardziej, lub do których trudniej dotrzeć, wyczyść delikatnie zużytą szczoteczką do zębów.

Jeśli jest taka potrzeba zawiasy części szczękowej kasku trzeba nasmarować lubrykatem (znajdziesz je w większości salonów motocyklowych i serwisów), podobnie z gumkami (uszczelkami) otaczjącymi szybkę – do tego celu używamy specjalnego silikonu (część kasków sprzedawana jest z małymi buteleczkami tego preparatu w komplecie).

Po oszyczszeniu kasku z zewnątrz trzeba usunąć z niego wodę – do tego celu użyj środków w spreju, które szybko pozbędą się wody ze szczelin.

Wnętrze kasku, czyli miękkie wypełnienie, można swobodnie wyciągnąć. Pierzemy je ręcznie, w ciepłej wodzie, używając delikatnego środka piorącego lub szamponu. Można stosować też szampon dla dzieci, a wszystko po to, żeby chronić wrażliwą skórę twarzy. Silne środki piorące z pewnością spowodują zaczerwienienia, podrażnienia lub uczulenie w przyszłości.

Po wyjęciu wypełnienia kasku, myjemy go tak samo jak na zewnątrz – mokrą ściereczką i wodą z mydłem.

Szybkę kasku warto sobie dokładnie obejrzeć – może używacie jej już kilka sezonów i warto ją wymienić. Szybki niszczą się najlatwiej, są w ruchu, przesuwane z góry na dół, rysują się.

Strój – tekstylia
Czy można prać tekstylny strój, czy kombinezon motocyklowy? Każdy strój motocyklowy, bez względu na to, czy skórzany czy tekstylny, wymaga konserwacji. Większość dostępnych na rynku środków piorących nie nadaje się do czyszczenia strojów motocyklowych, niektóre z nich mogą nawet przyczynić się do powstawania znacznych uszkodzeń, zwłaszcza jeśli wypraliśmy w nich materiały wodoszczelne, oddychające membrany, stroje z GoreTexem.

Przy konserwacji bierzemy pod uwagę takie czynniki jak temperatura, w której wolno prać dany materiał i substancje, jakich wolno używać.

Jeszcze więcej o pielęgnacji stroju motocyklowego dowiesz się tu.

W ofertach sklepów motocyklowych są preparaty dedykowane skórze, skórze hydrofobowej, rękawicom, butom. Dzięki nim „skóry” są gładkie i nie musimy się także martwić tym, że w porowatej strukturze materiału zgromadzi się woda. Na rynku znajdziemy też produkty przeznaczone do czyszczenia ubrań uszytych z tkanin technicznych, oddychających, zapewniających zabezpieczenie tkaniny w każdym momencie.

Zanim przystąpisz do działania, usuń z kombinezonu wszystkie ochraniacze, łącznie z protektorem pleców – są zrobione z materiałów, które nie powinny w żadnym razie mieć do czynienia z wodą czy bębnem pralki.

Większość membran (GoreTex, COOLMAX, etc.) nie przetrwa prania w Twojej pralce, nawet jeśli będzie to cykl do tkanin delikatnych. Materiały z membranami pierzemy ręcznie, tak, jak zaleca producent na wszytej metce. Nie wolno ich również szuszyć w automatycznych suszarkach i wyżymać.

O specyfiki do prania takiej odzieży możesz zapytać w sklepie ze sprzętem outdoorowym – tam sprzedawane są np. kurtki z GoreTexem, więc sprzedawca będzie wiedział, jak Ci doradzić.

Nieprzestrzeganie tych zasad grozi tym, że materiały stracą swoje właściwości, a tego stanu nie da się odwrócić.

Po praniu rozwieś kurtkę i spodnie nad wanną, niech ociekną z wody. Podpinki możesz suszyć dwojako – metodą naszych babć i matek, które rozkładały delikatne swetry na rozciągniętych na podłodze ręcznikach (aby uniknąć wszelkich deformacji), albo rozwieszone na wieszakach tak, żeby w żaden sposób nie były ugniatane). Zanim wszystko odwiesisz do szafy, upewnij się, że na pewno jest suche.

Niektórzy specjaliści doradzają, żeby rękawy i nogawki spodni podsuszyć lekko suszarką do włosów. Myślę, że można to zrobić, ale ostrożnie.

Na zamki błyskawiczne nałóż trochę silikonu, wetrzyj placami a potem kilka razy zapnij i rozepnij kurtkę.

Strój – skóra
Jak wyczyścić kskórzany kombinezon motocyklowy? Stroje wykonane ze skóry wymagają regularnego czyszczenia i konserwowania kilka razy do roku, nie tylko przed zamknięciem sezonu.

Gładką skórę czyścimy miękką szczoteczką lub szmatką. Jeśli na ubraniu są widoczne zbarudzenia, usuwamy je wodą z mydłem lub prepratami do czyszczenia skóry.

Regularne konserwowanie moto stroju pozwoli utrzymać go w dobrej kondycji przez lata. Skóra nigdy nie powinna suszyć się na słońcu lub w pobliżu źródeł ciepła.

Kiedy Twój strój jest już suchy, włóż go do specjalnego pokrowca – dzięki temu pory skóry będą zmnieszone, co nie pozwoli na wnikanie w nią kurzu czy osadów z powietrza.

Przechowuj strój w suchym miejscu, w stałej temperaturze.

Podpinki
Czy podpinki kombinezonyu motocyklowego można prać w pralce?
Można je wyprać zarówno ręcznie, jak i w pralce, ale przy użyciu programu dla tkanin delikatnych. Nie wirujmy ich za mocno, nie suszmy w suszarce. I nie czyścimy ich chemicznie.

Rękawice i buty
Jak czyścić buty motocyklowe?
Buty czyścimy pod niedużym strumieniem wody, używając szczoteczki lub szmatki. Jak wyschną, nakładamy pastę i wcieramy tak samo, jak przy zwykłych butach.

Jak czyścić rękawice motocyklowe?
Rękawice – tekstylne, pierzemy w pralce (program do tkanin delikatnych, bez wirowania). Rękawice z skóry – myjemy ręcznie, delikatnie, ciepłą wodą. Suszymy w sposób naturalny, bez źródeł ciepła.

Najnowsze