Adele zdała prawo jazdy incognito!

Nie potrzebna była sława, wystarczyły umiejętności, zaangażowanie i intensywny trening.

Wydaje się niemożliwe żeby osoba, która sprzedała na całym świecie ponad 30 milionów płyt, podbiła serca miłośników muzyki pop i romantycznych  ballad, przede wszystkim jednak goszcząca na antenie niemal każdej stacji radiowej i telewizyjnej pozostała nierozpoznana.

A jednak, jej instruktor Noel Gaughan nie zorientował się z kim prowadzi kurs. Nie tylko gdy usiadła za kierownicą, ale również w trakcie wspólnej jazdy. Adele śpiewała instruktorowi najsłynniejsze piosenki z własnego repertuaru, ale do końca traktował ją jak każdego innego kursanta, nie zdając sobie sprawy, że uczy gwiazdę muzyki pop. Wszystkim wyszło to na dobre, bo piosenkarka pod okiem wymagającego nauczyciela zdała śpiewająco egzamin w pierwszym podejściu, okazując się pojętnym uczniem. Jak przyznał później Noel Gaughan muzyka była miła dla ucha, ale zupełnie nie dała mu do myślenia. Instruktor zorientował się w sytuacji dopiero gdy po egzaminie gwiazdę odebrał jej  ochroniarz.

My możemy się cieszyć, że Adele ma uprawnienia do kierowania pojazdami, ponieważ teraz bez problemu dotrze do studia, gdzie powstaje jej trzeci album.

Najnowsze

Test Nissan 370Z Nismo – zastrzyk energii

Sprawdzamy, czy 370Z Nismo to samochód do zabawy, czy prawdziwe auto sportowe. Da się nim spokojnie jeździć?

Wychodzę. Z siebie. Przestępuję z nogi na nogę, nie mogę się doczekać. Wreszcie otrzymuję kluczyki. Próbując opanować rozdzierającą mnie euforię, staram się nie biec do auta jak idiotka – zaciekawieni chłopcy z salonu Nissana bacznie mnie obserwują przez okno. Także dla nich 370Z Nismo jest niczym upragniona zabawka za sklepową szybką.

Nismo jest tym dla Nissana, czym M Gmbh dla BMW, czy AMG dla Mercedesa.
Czym jest dokładnie Nismo dowiesz się tutaj.

 

Biały, perłowy lakier Nissana 370 Z Nismo świetnie się prezentuje w świetle latarni w nocy.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

W końcu wtapiam się w uformowany jak w wyścigówce fotel, przekręcam kluczyk i odpalam motor. Jeśli na postoju Nismo tak kipi agresją, to co się będzie działo gdy zechcę gorliwie przyspieszyć? Na razie mam uczucie, jakby pod maską drzemało mnóstwo nieuwolnionego gniewu. Cofam spod salonu ostrożnie, bacznie się rozglądając by nie uszkodzić wartego ponad 230 tysięcy złotych auta. Powolutku wytaczam się na trasę ekspresową. Oswoić bestię. Wytresować. Chyba siebie …

Nerwy na wodzy
Nie wytrzymuję zbyt długo. Mijający mnie kierowca w 911-tce wyraźnie zwalnia. – Podpuszcza mnie – myślę w duchu.  – O niedoczekanie – odpieram chęć rywalizacji. Gość raptem wjeżdża mi przed maskę i jedzie 70-tką. Zdurniał do reszty? Prowokator. Wlokę się za nim kilka chwil. Będzie tego z 10 sekund. Daję kierunkowskaz w lewo, w tę samą stronę lekko poruszam mięsistą, zamszową kierownicę.  Delikatnie przyspieszam. Silnik bulgoce, bucha, buzuje wściekle, jakby za chwilę miał zawrzeć i wykipieć.  Kierowca Porsche wyraźnie nie chce dać się wyprzedzić, ja jadę swoje. Silnik Nissana zdaje się krzyczeć do mnie: mocniej wciśnij gaz! Jeszcze! No co Ty?! Goń go! To jakby każdy z 6 garów w 3.7-litrowej V6-tce wrzeszczał niemiłosiernie. Nie można być na to odpornym. Ten kto wytrzyma musi być totalną ślamazarą. Lub niedosłyszącym. Daję za wygraną. Włączam system Synchro Rev Control (seria), dbający o to, żeby podczas redukowania biegu jednostka miała właściwe obroty – zostaję tym samym wyręczona ze stosowania międzygazu. Gdy na dwójce wciskam pedał gazu do oporu mam wrażenie, jakby mnie ktoś przypiął do właśnie wystrzelonego pocisku. Kto wygrał? Zgadnijcie. Takie auta kupuje się tylko po to, aby rywale najczęściej oglądali je z tyłu.

Nissan 370Z funkcjonuje na rynku od 2009 roku; niedawno przeszedł lifting. O zmianach pisałyśmy tutaj.

 

Zgrabny tył Nissana 370Z Nismo.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Już słyszę te komentarze: profesjonalistka, dała się podpuścić. Też byście nie wytrzymali. 370 Z Nismo jest jak narkotyk, a gaz i dźwięk silnika działają jak strzykawka na uzależnionego. Chcesz wciskać mocniej i słyszeć wszystko głośniej, wciąż być na wysokich obrotach. Nie da się jechać spokojnie.

Zakręty czy miejskie uliczki?
Na prostej wszyscy są mistrzami. Skręcam na mało uczęszczaną drogę z winklami poskręcanymi jak loki Valentino Rossi. Zakręty zdają się wabić Nissana i ośmielać do zabawy. Wszystko jest dokładnie zaplanowane: wejście w wiraż i wyjście, lekkie i jakże mnie radujące nadrzucenie tyłu nadwozia (napęd na tylną oś) i powrót zgrabnego odwłoka na wcześniej zadany tor. Krótki, zwarty, niski – 370Z jest jak przyczajony tygrys, ukryty smok. Proste go nudzą, czyha na zwroty akcji. Jak już dopadnie zakręt, demoluje  go bezlitośnie. Zieje ogniem zemsty na mijane pojazdy. To naprawdę nie zależne od kierowcy – Nismo denerwują zwłaszcza szybkie wózki. A nerwy trzeba czasem koić.

Zegary Nissana 370Z Nismo nie powalają, ale dostarczają czytelnych informacji.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Przytulone do ziemi nadwozie 370Z przemyka w świetle latarni wracając na ulice Warszawy. Staję pod ulubioną kawiarnią – czuję na sobie wzrok przechodniów i klubowiczów. Czynnik „wow!” działa. Gdy gapie orientują się, że żadna ze mnie aktorka, czy celebrytka, kobiety wracają do popijania cool-drinków, a mi pozostają spojrzenia ciekawskich mężczyzn. Nawet gdybym była przerażającą szkaradą, mogłabym dla nich stanowić łakomy kąsek – w końcu kto by nie chciał przewieźć się 370Z! I to w wersji Nismo!

Na światłach spięci do granic możliwości kierowcy beemwic, tajperów, lancerów i imprez usiłują dotrzymać mi tempa. Na Z-tce kompletnie nie robi to wrażenia. Na mnie też.

Nissan 370 Z Nismo jest jednym z trzech wariantów tego auta obok wersji Coupe i Roadster. Każdy egzemplarz sportowej odmiany ma tabliczkę znamionową z indywidualnym numerem.

Przy manewrach w ciasnych uliczkach starego miasta i podczas parkowania wychodzi jedna z nielicznych wad – niewiele tu widać dookoła auta, a martwe punkty zajmują chyba połowę obrysu samochodu. Tylko, kto by się tym przejmował? Nie ma też miejsca na jakiekolwiek drobiazgi, telefon, cokolwiek. W sportowym autku? W końcu to wersja Nismo, którą specjalnie nafaszerowano sterydami, żeby cieszyć się ambitną jazdą, najczęściej po torze lub na jakiś zawodach.  Samochód w stosunku do konwencjonalnej odmiany 370Z nieco spuchł (wszystkie zmiany wymieniamy tutaj) – wybrzuszyły się nieco błotniki i nadkola, auto się wydłużyło, a sam tył zrobił się bardziej otyły. Na tylnej klapie spoczęło olbrzymie skrzydło spojlera. Nismo otrzymał ekstra 16 KM, zmodyfikowane, obniżone i wzmocnione zawieszenie (mocniejsze sprężyny), pakiet aerodynamiczny nadwozia,  większe obręcze (19-stki) i szersze koła ( z tyłu 285/35ZR19), czerwone zaciski hamulców z emblematem Nismo. Występuje jedynie z 6-biegową skrzynią manualną.

Nissan 370Z Nismo – silnik.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Z wnętrza wieje Japonią. W dobrym tego słowa znaczeniu. Nie ma tu tandety, a typowe wzornictwo z tamtych rejonów. Deska podświetlona na mocno pomarańczowo, trzy wskaźniki sterczące nad panelem centralnym, symbole Nismo na tapicerce foteli, kierownica, która mogła by być nieco mniejsza – powleczona alcantarą. Wszystko zaprojektowane tak, aby kierowca czuł się jak w wyścigówce. Jednocześnie jest tu wszystko, co w nowoczesnym, sportowym aucie do codziennego użytku być winno, począwszy od nawigacji, a na dobrym audio Bose skończywszy.

Kobiece auto?!
Choćbym się starała, wiem, że nie jestem obiektywna. Też byście nie byli. Bo gdy z początku wydaje się, że „gdzie tam, taka japońska zabaweczka rodem z szybkich i wściekłych nie robi na mnie wrażenia”, to już po przekręceniu kluczyka jesteście w tym aucie zakochani.

Nismo lub jego kierowca, mają trudne do opanowania i częste napady narowistości. Auto jest niewytresowane do poruszania się po miejskich koleinach, dziurach, ciasnych uliczkach – choć dla motoryzacyjnych masochistów takich jak ja to cudne narzędzie również do jazdy po bułki do sklepu.

Do prowadzenia 370Z Nismo nie trzeba być absolwentką wyższej uczelni sportowej jazdy. Mimo to, za każdym razem gdy siadasz za sterami czujesz się jak kierowca wyścigowy. Ten samochód jest szybszy od przeciągu i pewnie sporo ludzi straci przez niego prawo jazdy.

Jako zwolenniczka teorii, że nie ma podziału na damskie i męskie samochody, ryzykując wyklęciem z branży stwierdzam niniejszym – Nissan 370Z Nismo jest totalnie kobiecym samochodem! Białogłowa zawsze będzie się w nim prezentować jak bogini, a fani motoryzacji będą przed nią klękać.

Obfitą galerię zdjęć z naszego testu znajdziesz tutaj.

Nissan 370Z Nismo jest i do zabawy i do jazdy na zakupy – najwięcej radości sprawi wielbicielom tylnego napędu.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Na tak
– zaskakująco elastyczny silnik, który umożliwia energiczne przyspieszanie od niskich obrotów
– świetny układ kierowniczy
– brzmienie jednostki napędowej

Na nie
– zła widoczność dookoła pojazdu
– regulacja kierownicy w jednej płaszczyźnie

Info dla czepliwych: celowo nie wspominam o rozmiarze kufra i zużyciu paliwa. Kogoś to w ogóle interesuje? A jeśli już – lepiej nie wiedzieć.

Konkurenci: Audi TTS, BMW 135i Coupe

Nissan 370Z Nismo – dane techniczne

Silnik

pojemność 3.7 litra, V6

Moc i moment

344 KM przy 7400 obr./min., 371 NM przy 5200 obr./min.

Skrzynia biegów

6 biegowa skrzynia manualna

Przyspieszenie (0-100 km/h)

5,2 sekund

Prędkość max.

250 km/h

Najnowsze

Sebastian Vettel się żeni?

Jak twierdzi tabloid „Express” z Kolonii, Sebastian Vettel wkrótce zmieni stan cywilny.

Hanna Prater oraz czterokrotny Mistrz Świata poznali się wiele lat temu w liceum, w rodzinnym Heppenheim. Mało kto wie, że oboje są w długotrwałym związku. Niemiec długo chronił swoją wybrankę przed uporczywymi paparazzi oraz starał się nie zabierać jej na wyścigi, aby oszczędzić jej kłopotliwych pytań oraz sytuacji.

Jednak bystre oko dziennikarzy w końcu wypatrzyło Hannę u boku Vettela na jednym z meczy piłkarskich.

Jeśli wierzyć tabloidowi, 26 – letni kierowca Red Bull Racing po sezonie F1 zmieni stan cywilny. Mimo, że Hanna rzadko pojawia się u boku Vettela podczas wyścigu, mogliśmy ją podziwiać podczas GP Abu Dhabi. Prawdopodobnie pojawi się także w Brazylii.

Hanna Prater

Najnowsze

Prezent marzeń na zbliżające się święta! Z nami taniej!

Tylko do końca grudnia zarejestrowani użytkownicy forum Motocaina mogą oszczędzić kilkastet złotych! Oryginalny prezent z fantazją dla miłośnika motoryzacji? Wiemy jak tego dokonać i powalić na kolana bliską osobę!

Jak co roku każdy z nasz szuka czegoś wyjątkowego dla drugiej osoby, aby jej sprawić radość i odrobinę szczęścia. Stoimy w długich nerwowych kolejkach i godzinami poszukujemy tego czegoś.

Mamy dla Was propozycję, która na pewno ucieszy każdego fana motoryzacji. Zamiast nietrafionych gadżetów motoryzacyjnych zrób coś naprawdę niezwykłego. Pomaluj kask, motocykl bądź samochód aerografem i zaskocz swoim pomysłem kogoś, kogo chcesz obdarować!

A teraz nasza niespodzianka, dla zarejestrowanych na forum Motocaina.pl mamy rabat ważny do końca grudnia. Dzięki niemu zaoszczędzisz nawet kilkaset złotych! Szczegóły na naszym forum!

Fot. Natalia Bułyk
Fot. Natalia Bułyk

Może dziwić, że już dzisiaj piszemy o świątecznych przygotowaniach, bo przed nami kawał czasu, ale… właśnie teraz, gdy kończy się sezon dla motocyklistów, rozpoczyna się sezon dla motocykla. Zamiast odstawiać go do garażu można przekazać maszynę w ręce artysty rzemieślnika i odmienić całkowicie jego charakter. Mowa oczywiście o artystycznym malowaniu aerografem.  Sezon upiększania właśnie się rozpoczął. Grafik zamówień rośnie w zastraszającym tempie, dlatego nie warto odkładać w czasie takiej niespodzianki. Realizacja zamówienia trwa zwykle kilka dni w przypadku kasków lub nawet kilku lub kilkunastu tygodni w przypadku motocykli i samochodów.

Jeżeli planujesz do tego specjalnie zakup nowego kasku koniecznie skonsultuj model, ponieważ nie każdy nadaje się do tego typu pracy. Następnym krokiem jest wspólne omówienie projektu. Obrazem możesz nawiązać do zainteresowań, książek, ulubionej muzyki obdarowanego albo zdać się całkowicie na artystę. Brokatowe zdobienia, ozdobne litery, możliwości jest wbród! Wyróżnij bliską osobę.

Fot. Natalia Bułyk, projekt realizowany przezPrzemysława Drozda.

Jeżeli to za mało i chcesz komuś odmienić życie, wyślij go do Akademii Aerografu. Niech zmierzy się z tym niezwykłym fachem i pozna artystyczną stronę motoryzacji. Malowanie aerografem to zdecydowanie niszowy zawód na polskim rynku, ale bardzo pożądany i uznawany.

Jeżeli chodzi o ceny – tutaj wszystko zależy od stopnia zaawansowania projektu. Kaski  to zwykle kwota rzędu 1000 złotych. Akademia Aerografu to koszt ok. 1200- 1500 złotych za kurs.

Więcej na temat artystycznego malowania aerografem przeczytasz tutaj.

O rabacie na te unikatowe usługi dla użytkowników forum dowiesz się tutaj.

Najnowsze

Aerograf czyli jeżdżące na 2 lub 4 kołach dzieła sztuki!

Rozmawiamy z Przemkiem Drozdem - specjalistą w dziedzinie artystycznej sztuki malowania aerografem. Od lat zajmuje się Kastom Artem, a z pod jego ręki wychodzą wspaniałe motoryzacyjne dzieła!

W Polsce artystyczne malowanie areografem motocykli, samochodów czy kaksów nie jest wciąż zjawiskiem powszechnym i statystyczny uczestnik ruchu drogowego nie ma zbyt wielu okazji by podziwiać takie dzieła sztuki na żywo. Na pewno nie brakuje jednak miłośników motoryzacji, którzy są w stanie wydać naprawde ogromne pieniądze tylko po to, aby dopieścić swoje maszyny i nadać im niepowtarzalnego charakteru. Nie zawsze jednak są to duże koszta, a efekty takich prac robią ogromne wrażenie i na pewno wyróżniają właścieli i pojazdy spośród innych.

Rozmawiam z Przemkiem Drozdem, który już od ponad 10 lat zajmuje się artystycznym malowaniem aerografem. Niedawno jego prace można było podziwiać na  Kustom Kulture Exhibiton w Warszawie.

Fot. Przemysław Drozd

Znajdujemy się w pracowni pełnej motocyklowych części, zdjęć, farb i dziwnie wyglądających urządzeń.  Jest wieczór, ale jak mówi Przemek jego sezon właśnie się rozpoczyna, więc ręce ma pełne roboty od świtu do zmierzchu.  Jego garaż zdecydowanie różni się od tych stereotypowych, które podsuwa nam wyobraźnia. Od pierwszej chwili wiesz, że z każdego zakamarka bije artystyczną twórczością i miłością do motoryzacji. Słaba lampa dająca delikatne żółte światło i przyjemna dla ucha muzyka towarzyszą nam przez całą rozmowę.

Jak w jednym zdaniu opisałbyś to czym się zajmujesz? Czym w ogóle jest aerograf?
Aerograf to nic innego jak miniaturowy pistolet do malowania precyzyjnego, który rozpyla farbę za pomocą strumienia powietrza.  Artystyczne malowanie aerografem daje praktycznie nieograniczone możliwości pokrywania rozmaitych powierzchni obrazem, zarówno płaskich jak i tych o bardziej skomplikowanych kształtach. W swojej pracy zajmuje się tworzeniem projektowaniem i realizacją projektów artystycznych, dzięki którym m.in. motocykle czy samochody nabierają indywidualnego wyglądu.

Fot. Natalia Bułyk

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z aerografem?
Zawsze byłem związany ze sztuką, studiowałem na ASP, ale nim dokończyłem studia wiedziałem już czym się chcę zajmować. Początki nie były łatwe, bo dostęp do wiedzy był zdecydowanie bardziej utrudniony niż to ma miejsce dzisiaj. Właściwie wszystko co osiągnąłem w tamtych czasach zawdzięczam swojej determinacji do poszukiwań i uczenia się na błędach.  W Polsce temat praktycznie nie istniał, zaś internet  był luksusem dostępnym jedynie za pomocą kabla telefonicznego i modemu.  Ktoś to jeszcze pamięta te czasy, gdy wstukiwało się numer telefonu żeby połączyć się z siecią?

Twoje prace to nie tylko aeorograf, często to podkreślasz…
Dzisiaj nie można już mówić o mojej pracy wyłącznie jako o malowaniu aerografem, łączę wiele technik by uzyskać ciekawsze efekty. Czasem wprowadzam cienkie ostre kreski, które wymagają malowania pędzlem, czasem używam złota, aby wzmocnić efekt niektórych elementów.  Poza tym zostałem prawdopodobnie najlepszym klientem salonów kosmetycznych (śmiech). Zaopatruję się tam w brokat, który świetnie nadaje się do zdobienia.

Fot. Natalia Bułyk

Używasz złota,  brokatu, malujesz ręcznie… od razu nasuwa się pytanie ile to wszystko może kosztować…
Właściwie nie ma z góry ustalonego progu cenowego. Z tym złotem to też nie tak, że ma jakąś bajońską wartość, to po prostu cienkie listki złota, które wykorzystuję np. do liter. Sądzę, że każdego stać na taki złoty luksus 😉 Wracając jednak do tematu cen – wszystko zależy od tego czym się zajmuję. Kaski to kwota rzędu 1000zł, czasem mniej, natomiast dostaję i takie zlecenia, których wartość liczy się w kilku lub kilkunastu tysiącach złotych. Niektóre zamówienia realizuję wspólnie z kolegą od podstaw. On składa motocykl od zera, a ja maluję każdy jego fragment. To wymaga czasu i uwagi. Poza tym maluję samochody, motocykle, gitary, a teraz np. zajmuję się kajakami  reprezentacji węgierskiej. Cena zależy przede wszystkim od wymagań projektowych i czasu, który na to poświęcam.

No właśnie, ile to naprawdę trwa, np.: malowanie takiego kasku….
Kask to zwykle ok. 2-3 dni pracy, większe projekty zajmują kilka tygodni, czasem i więcej. To bardzo precyzyjna praca. Już na etapie projektu wymaga wiele zaangażowania, wspólnie z klientem ustalamy kierunek, do którego zmierzamy, a potem staramy się to wizję urzeczywistnić.

Jaki profil klientów do Ciebie trafia, jakie zamówienia pojawiają się najczęściej?
Przede wszystkim są to ludzie z kręgu tzw. „choperowców”, ale nie brakuje zamówień dla motocykli sportowych  i turystycznych. Zresztą, kiedy klient rozpoczyna przygodę z motocyklem i planuje jeszcze kilka przesiadek na inne modele, proponuję zacząć od malowania kasku, bo ten zwykle zostaje z właścielem na dłużej. Dzisiaj około 25% moich klientów to kobiety, ale jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że z tej liczby ponad 65% to amatorki enduro i motocrossu. Z ciekawych zleceń zdarzyło mi się realizować zamówienie dla Pani, która była zafascynowana filmem Zmierzch i cały projekt powstał w oparciu o film…

Fot. Natalia Bułyk

To ciekawa i twórcza praca, ale wymaga też artystycznej wyobraźni, skąd wiesz jak zrealizować projekt, jaki nadać mu charakter…
Przede wszystkim w tym fachu pojawiają się mody i trendy. Kiedyś wielkim powodzeniem cieszyły się mroczne obrazy  z czaszkami i ogniem. Później przewijał się wątek patriotyczny.  Miałem klienta, który chciał namalować na swoim motocyklu obrazy z drugiej wojny światowej…. Obecnie panuje styl meksykański bardzo mocno nawiązujący do kultury kraju. Często klienci wracają do mnie, aby za taką modą podążyć i odświeżyć poprzednie realizacje swojego motocykla.

Są i tacy klienci, którzy mają własną wizję. Szczególnie kobiety poszukują motywów nawiązujących do literatury, muzyki czy filmu.  Wtedy podążamy w konkretnym kierunku. To wymaga ode mnie zgłębienia tematu szczegółowo. Wielokrotnie zanim zrealizuję projekt muszę zrozumieć fascynację klienta danym tematem i dowiedzieć się jak najwięcej. Tylko to daje mi szansę na uchwycenie kontekstu.

Na koniec zapytam o konkurencję i możliwości rozwoju w tym kierunku, są szanse dla ludzi z ulicy?
Wszyscy pracujący w tej niezwykle niszowej branży specjalizują się w czymś konkretnym, dlatego nie ma mowy o konkurencji. Znamy się, cenimy swoje prace i pozostajemy w kontaktach koleżeńskich. Niedawno powstała Akademia Aerografu, gdzie kształcą się młodzi adepci tej sztuki. Na jednym z kursów gościłem ich w swoim warsztacie. Pojawiają się też kobiety zainteresowane tematem, na każdej edycji kursu co najmniej jedna.  Pamiętam, że kiedyś w naszym kręgu były panie zajmujące się tym fachem, ale szczerze mówiąc dawno o nich nie słyszałem.

Najnowsze